Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary
Pairing: Simon the Butcher&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary)
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: sci-fi, horror, crossover, AU
Seria: "When Cosmic Horror Meets Cosmic Hope"
Ostrzeżenia: headcanony, przemoc, niestabilność psychiczna, body horror, amputowana ręka, wulgarny język
Notka autorska: Wiecie, dlaczego ta proteza jest z tego konkretnego metalu. Znacie mnie, nie? W każdym razie, ostatnia część. Ale nie ostatnie spotkanie z tymi bohaterami, bo, uwaga, napisałam już drugiego fika. XD
Następnego dnia Ryland i Simon razem zjedli śniadanie, aczkolwiek w kompletnej ciszy. Simon był zbyt śniący po ich nocnej konwersacji, a Ryland nie chciał znowu zmuszać go do rozmowy.
Kiedy dopijał swojego witaminowego szejka, usłyszał pukanie do drzwi. Simon tylko podniósł na niego wzrok.
- Kto to?
- Pewnie Rocky.
- Uhm.
Ryland poszedł do drzwi i otworzył je.
- Grace! Simon uciekł z Hail Mary! Znowu! - zawołał Rocky.
- Spokojnie, jest tutaj - stwierdził Ryland.
- Dlaczego, pytanie?
- Pomyślałem, że czuje się samotny - Ryland wzruszył ramionami.
Rocky zastanowił się przez chwilę.
- Grace znalazł partnera, pytanie?
- CO?! NIE!
- Nadal w... zaprzeczeniu, co? - Simon oparł się o ścianę obok drzwi. - Cześć, Rocky.
- Adrian i Rocky zrobili urządzenie dla Simona - oznajmił Rocky.
- Wymyśliliście, jak je przyczepić? - spytał Ryland.
- Rocky myśli, że najlepiej będzie to sprawdzić na Simonie.
- //Możecie powtórzyć?// - spytał Simon. - //Ni chuja rozumiem, a translator nie zdążył tego nagrać.//
- Zobaczysz później - stwierdził Ryland. - Możecie przynieść tę niespodziankę.
- Niespodzianka?
- Tak się mówi, jak chcesz kogoś zaskoczyć.
- Rocky rozumie. Rocky już idzie - Rocky pobiegł po Adriana.
- //Co ty kombinujesz, doktorku?// - spytał Simon.
- To ich pomysł.
- //Mam się bać?//
- Nie.
- Głupi jesteś.
- Serio akurat tego nauczyłeś się po angielsku?
- //Pretensje do Rocky'ego, on to non stop powtarza.//
- Nie wytrzymam z wami.
- //Przykro mi, jesteś na to skazany.//
Ryland tylko westchnął.
* * *
Rocky wrócił po kilku minutach, niosąc protezę. Ryland nawet nie zamknął drzwi, więc Rocky po prostu wszedł do środka i mu ją podał. Ten podniósł ją i pokazał ją Simonowi, czując dziwną mieszankę ekscytacji i niepokoju.
- To dla dla ciebie. Ładna, nie?
Simon wpatrywał się w protezę przez chwilę, po czym wziął ją do zdrowej ręki i uważnie obejrzał.
- Simon?
- Z czego?
- Stal nierdzewna. Wodoodporna. Na ciepło też. Bardzo funkcjonalna. Piękna, piękna, piękna - wyjaśnił Rocky, wyraźnie podekscytowany.
- Nie wiemy tylko, jak ją przymocować. Teoretycznie ma pasek, ale nie wiemy, czy nie jest za ciężka, a wtedy będzie ci niewygodnie i... - zaczął Ryland, ale Simon przerwał mu spojrzeniem.
Odłożył na chwilę protezę na stół, odsunął rękaw i przeciął sobie kikut ręki pazurami. Krew kapnęła na podłogę i po chwili pokryła się mchem.
- Co to jest...? - Ryland zamrugał i chciał zadać więcej pytań, ale Simon przyczepił sobie protezę do okaleczonego ramienia.
Krew spłynęła na protezę i pokryła ją gałązkami, które po chwili wtopiły się w metal. Simon podniósł sztuczną rękę i poruszył palcami, jakby to było normalne.
- //O kurwa, działa// - powiedział wyraźnie zaskoczony. - //Nie wpadłem na to, że to serio się przyda.//
- Grace, Simon zepsuł nam protezę - stwierdził Rocky.
- Nie, nie, nie zepsuł. Ale chyba stał się z nią jednością - Ryland był jednocześnie pod wrażeniem tego, co zobaczył, ale również obrzydzony. - Simon?
- Tak?
- Podoba ci się?
- Tak. Bo mogę teraz... zrobić to - stwierdził, podszedł do Rylanda i, ignorując kompletnie Rocky'ego, położył mu dłonie na policzkach.
A potem bezwstydnie go pocałował.
Ryland zamarł w bezruchu. Prawdziwa dłoń Simona była ciepła. Aż za, jakby miał gorączkę. Proteza emanowała stalowym chłodem. I pachniała lasem.
Zamrugał i bardzo powoli położył dłonie na ramionach Simona, po czym oddał pocałunek. Poczuł, jak Simon tylko się uśmiecha.
- Rocky mówił, że Grace znalazł partnera!
A, no tak. On nadal tu był.
Odsunęli się od siebie i spojrzeli na Rocky'ego jednocześnie.
- //Śmiesznie się rumieni, co nie?// - spytał Simon.
Ryland rzucił mu mordercze spojrzenie.
- Rocky jednak Simona lubi.
- Też cię lubię, Rocky.
- Fajnie, fajnie, fajnie. Rocky idzie powiedzieć Adrianowi. Niech tylko Simon i Grace nie robią kamyków - stwierdził i wybiegł na zewnątrz.
- "Kamyków"? - powtórzył Simon.
- Dzieci. Kazał nam nie robić dzieci - Ryland usiadł w fotelu. - Zwariowałeś? Nie mogłeś chociaż poczekać, aż sobie pójdzie?
- Nie?
- Dlaczego?
- Bo nie byłoby to... takie zabawne - powiedział Simon powoli. - Wiesz co?
- Co?
- Podoba mi się ten twój... sterylny angielski - stwierdził Simon, pochylając się nad nim. - To co? Robimy te kamyki?
- Przemyślę to.
- Ale...
- Później.
- No dobra - Simon cmoknął niezadowolony i usiadł Rylandowi na kolanach, po czym się w niego wtulił.
- Co ty robisz?! - Ryland zupełnie nie był przygotowany na 80 kilo żywej wagi na sobie.
- Rewanż - odparł Simon. - A teraz mnie tul.
- Ledwo oddycham.
- Marudzisz.
Ryland westchnął ciężko i objął go ramionami. Przymknął oczy. Simon cały pachniał lasem.
Jakby był jego osobistym drzewem.
The end