Blog zawiera treści o związkach męsko-męskich i damsko-damskich. Jeżeli nie lubisz yaoi i yuri, to naciśnij czerwony krzyżyk i nie czytaj, zamiast obrzucać mnie błotem. Dziękuję za uwagę.

Polecany post

The Traces of Her Are Receding Into the Distance

Uniwersum: Aoishiro Pairing: Kohaku&Syouko Dozwolone od: 17+ Gatunek tekstu: soft angst Ostrzeżenia: spoilery do gry Notka autorska: End...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UNiTE.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UNiTE.. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 października 2025

Reklama 5

Zespół: UNiTE., Dog in the PWO, Ari, Xanvala, Razor, Alsdead

Pairing: Kanna&Nozomi, Nao&Souma, Tomoya&Yuhma, Tatsumi&Kazuha, Daiki&Ran, Maya&Lyoka, Kouryu&Ryouga, Nikky&Shin

Dozwolone od: 17+

Gatunek tekstu: komedia, parodia

Ostrzeżenia: zrypany humor autorki

Notka autorska: Nie wierzę, że po pięciu latach jednak dodaję coś do tej serii (i to jrockowej, bo pewnie zauważyliście, że już raczej jrockowych fików nie piszę), ale mnie irytowało, że Xanvali i Ari nie ma w tej serii. Chciałam co prawda poczekać, aż zbierze się więcej materiału, ale trochę o to trudno, kiedy od kilku lat ma się ochotę raczej szukać pojedynczych piosenek, a nie całych zespołów. XD

I tak jak poprzednio, to jest fanfik z podtytułem "Jak Winry widzi każdy pairing? Na przykładzie wyprawy do łazienki".



Nozomi: Kanna?

Kanna: *wyciąga komórkę z pięcioma zawieszkami w kształcie różnych psów* A nie lepiej zrobić zwykłą kąpiel, włączyć muzykę i umazać się pianą?

Nozomi: Właściwie...

* * *

Nao: *zabiera Soumie umaibo* Dostaniesz po.

Souma: *robi naburmuszoną minę* Ogólnie chcę cały zestaw za ten twój pomysł.

Nao: *wzdycha ciężko* Przesadzasz, będzie fajnie~ *ciągnie go za rękę*

* * *

Tomoya: *przerzucił sobie Yuhmę przez ramię*

Yuhma: *brak reakcji* *olewka* *prawdopodobnie nie zauważył, że jest niesiony*

* * *

Tatsumi: *łapie się framugi* Pomocy!

Kazuha: *śmiejąc się opętańczo, wciąga go do łazienki*

* * *

Daiki: *w samym fartuszku udającym muły* Hehe~

Ran: *w koronkowym fartuszku* Owszem, hehe~

Daiki i Ran: Hehe~

* * *

Lyoka: Maya, uważaj, bo woda się przeleje.

Maya: Aj tam, nie przeleje się.

Lyoka: *wychodzi z łazienki* *wraca z ręcznikami* *widzi, że łazienka pływa* Maya?

Maya: *usiłuje opanować sytuację* Mrugnąłem...

Lyoka: . . .

* * *

Kouryu: *wrzucony z głośnym pluskiem do wanny*

Ryouga: *ubaw życia*

Kouryu: *wypluwa wodę* Ja nawet nie ściągnąłem ciuchów!

Ryouga: Tym też się zajmę~

Kouryu: . . .

* * *

Nikky: *zagląda do szafy* Shin! Ja tylko żartowałem z tą wanną, gdzie jesteś?

Shin: *schowany pod łóżkiem* *chichocze jak nastolatek*

* * *

The End

poniedziałek, 8 lipca 2019

Reklama vol 2

Zespół: W tagach.
Pairing: W tekście.
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: komedia, parodia
Ostrzeżenia: zrypany humor autorki
Notka autorska: Pamiętacie jeszcze pierwszą część tego fika? Pewnie nie. Tu macie linka.
I tak jak poprzednio, to jest fanfik z podtytułem "Jak Winry widzi każdy pairing? Na przykładzie wyprawy do łazienki".

"Oszczędzaj wodę, kąp się ze swoją dziewczyną!"
* * *
Jun: Shinobu, Shinobu, Shinobu!
Sorao: No idę, idę. Jaki ty jesteś niecierpliwy...
Jun: Jakbyś się nie guzdrał, to bym nie musiał!
* * *
Yoshihiko: Kiri-chan~
Kiri: *rzuca pałeczką w Yoshihiko*
Yoshihiko: *robi unik* Wystarczyło zwykłe "nie".
Kiri: Jakoś wczoraj i przedwczoraj nie podziałało.
* * *
Kohsuke: Naohisa, mam pytanie.
Nao: Nie.
Kohsuke: *wyciąga z kieszeni żuczka* Bo ci to wrzucę za koszulę.
Nao: ...to ja idę po płyn do kąpieli.
* * *
Lin: Sana, Sana~
Sana: *wybucha histerycznym śmiechem* Nie.
* * *
Haku: *stoi przy półce z płynami do kąpieli* Nalać ten o zapachu kwiatów, morza czy lasu? A może ten pomarańczowy albo truskawkowy? W sumie dawno nie używaliśmy wiśniowego, ale ten lawendowy mnie kusi, bo jeszcze go nie wypróbowywaliśmy. Chociaż Ryosuke ostatnio plecy bolą, to może to aloesowy? A może coś słodszego? Kokos, cola czy guma do żucia? Cynamonowy to się nadaje raczej bardziej na zimę...
Mio: *tak się zamyślił, że i tak nie słyszy, co Haku mruczy do siebie pod nosem*
* * *
Hikaru: Spytałbym cię, czy...
Yui: Nie.
Hikaru: Wiedziałem, że to odpowiesz, więc...
Yui: *trzep w łeb*
Hikaru: Ej, w końcu nie spytałem!
Yui: Ale chciałeś.
Hikaru: . . .
* * *
Daisuke: Wykąpiemy się razem?
Kouichi: Tylko nie rób bąbelków.
Daisuke: . . .
Daisuke: . . .
Daisuke: . . .
Daisuke: A. Ok.
* * *
Takeshi: *siedzi w wannie z pieczonym kurczakiem*
Takashi: *wzrusza ramionami* *też włazi do wanny* *zajada się kurczakiem razem z Takeshim*
* * *
Jui: *ciągnie Juna do łazienki*
Jun: Junichi! Ostatnio ja się wywróciłem, a ty zemdlałeś i to nie było yay. Myślisz, że to dobry pomysł?
Jui: Ugotuję miso z pomidorami, jak się zgodzisz.
Jun: ...wygrałeś.
* * *
Toya: *tuli wannę*
Tero: Załapałem aluzję, ale mogłeś po prostu spytać.
* * *
Soan: *przytula Hitomiego od tyłu* Idziemy się wykąpać, Hito-chan?
Hitomi: Z przyjemnością, ale może zostaw rozbieranie mnie do momentu, jak znajdziemy się w łazience.
Soan: *odpinając ostatni guzik od koszuli Hitomiego* Nie dyskutuj ze mną, Hito-chan.
* * *
Vivi: Toshi, odstaw makaron, idziemy się kąpać.
Ivy: A mogę wziąć moją myjkę w kształcie mopsa?
* * *
Sono: MÓGŁBYŚ ZABRAĆ TEGO WIERCĄCEGO SIĘ KOTA Z TEJ WODY?!
Dura: Miau!
Sizna: Nie?
* * *
Iori: Kou?
Kou: *patrzy na Ioriego*
Iori: *już się rozebrał*
Kou: Kusząca sugestia~
* * *
Tatsuru: *niesie Toumę jak księżniczkę*
Touma: Lol.
* * *
Keiya: Fuma, słuchaj...
Fuma: *robi zdjęcie Dorze* Jak pozwolisz mi być seme.
Keiya: Co. Nie.
* * *
Gaku: ...a potem założymy te puchate szlafroki od Keiyi i Fumy i... Słuchasz mnie?
Orochi: *dawno zasnął*
Gaku: . . .
* * *
Yoshi: *robi przewrót w przód, wchodząc do łazienki*
Saku: Udaję, że rozumiem...
* * *
Mikaru: SYU, ARE YOU FUCKIN' READY?
Syu: I'M READY FOR FUCKIN'~
* * *
Erina: *wiesza się na Keiu* Kei-chan~
Kei: *je żelki* Nie.
Erina: Ale... Ale Kei-chan!
Kei: *wkłada mu do ust jednego żelka* Nie.
Erina: . . .
* * *
Show: Jesteśmy w wannie, lol.
Daiki: Razem, lol.
Show i Daiki: Lol.
* * *
Sai: *udaje księżniczkę*
Dye: To ma mnie zachęcić, czy zniechęcić?
* * *
Kou: I wanna be a flower~
Rei: Jaki to ma związek?
Kou: Lilia?
Rei: Aaa... Może być.
* * *
Eiki: *wywalił się na kafelkach*
Nao: *wzdycha* Norma.
* * *
Tokiya: Czy ty musisz pić kawę nawet w wannie?
Natsuki: *robi kawie zdjęcie*
Tokiya: A do tego to ja w ogóle nie mam pytań...
* * *
Higiri: Czemu ta woda jest biała?
Milk: Dolałem do niej mleka.
Higiri: Co.
* * *
Narumi: Wlałem malinowego płynu do kąpieli, zapaliłem świeczki, włączyłem romantyczną muzykę, a ty i tak...
Juri: *tuli pluszowego Minionka* Na pewno nie mogę go wziąć ze sobą?
Narumi: *wzdycha jak męczennik* I po co się starać?
* * *
Rumina: *prawdopodobnie nawet nie widział tej reklamy, bo...*
Nagi: *...ogląda po raz setny koncert vistlip na DVD*
* * *
The end

środa, 28 marca 2018

White Snow

Zespół: UNiTE., wspomniane Canzel, xTripx, D=OUT, DIV, Acme i Kameleo
Pairing: Haku&Mio, w tle Naoto&Shougo i Icchi&Ruli, wspomniane Naoto&Mio, Haku&Yukimi i Satoshi&Shougo + parę innych
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans
Ostrzeżenia: melancholia głównego bohatera
Notka autorska: To jeden z fanfików o imprezie, czyli mózg wybucha przy tagach. Jakbym miała wypisać wszystkie shipy, mój mózg by stwierdził, że wysiada z tego pociągu. XD


Haku siedział na podłodze, usiłując nastroić swój bas. Icchi kucnął obok niego, obserwując go z uwagą.
- Pójdziesz do niego, czy nie? - spytał po chwili, na co basista aż się wzdrygnął.
- Do kogo? - zapytał powoli, niezbyt rozumiejąc, o co chodzi wokaliście.
- No jak to, do kogo? - Icchi zaśmiał się, uśmiechając się ni to przyjaźnie, ni to złośliwie. - Do Yukimiego, rzecz jasna. Ile czasu już do siebie skrycie wzdychacie?
- Za długo - mruknął Ruli, miętosząc w ustach niezapalonego papierosa. Pewnie nie mógł się zdecydować, czy zapalić już, czy za chwilę.
- Niech wam będzie - stwierdził Haku, wzdychając ciężko. - Pójdę do niego po koncercie, zgoda?
- Oczywiście! - Icchi podskoczył i zaklaskał jak małe dziecko. - Bierz życie w swoje ręce, nie jesteś już nastolatkiem~!
- No nie jest - Ruli wyjął papierosa z ust i wyszedł, jednak decydując się zapalić.
Po koncercie Haku podszedł do Yukimiego i złapał go za ramię, zatrzymując na chwilę. Chyba chciał coś powiedzieć, wyjaśnić, co w zasadzie czuje, ale zaniechał tych wszystkich formalności i bez zapowiedzi pocałował Yukimiego.
Obsługa tylko pokręciła z zażenowaniem głowami i wróciła do kontynuowania swojej pracy, Icchi uśmiechnął się promiennie, lecz lekko złośliwie, a Ruli...
...a Ruli posłał mi pełne współczucia spojrzenie.
Stałem tam, wpatrując się w Haku i Yukimiego, jakby byli całym moim światem. A w zasadzie światem i kimś, kto go zniszczył. Sprawił, że pokrył się krystalicznie białym śniegiem i zapadł na długi, zimowy sen.
Nie wiem, od kiedy kochałem Haku. Może od pierwszego spotkania? Wiem, że kilka miesięcy temu powiedziałem mu o tym. I dostałem kosza, bo serce Hiroshiego było już zajęte. Nie przeze mnie...
A teraz stałem tam i patrzyłem, jak Yukimi odsuwa się od Haku i mówi, że czekał na to od dawna. Jak Hiroshi obejmuje go ramieniem i jak idą wielce zadowoleni z życia do garderoby. A ja nie mogłem się poruszyć, każda komórka mojego ciała krzyczała z emocjonalnego bólu.
- Smutno, nie? - Icchi uśmiechnął się złośliwie, stając obok mnie. - Ale nie mogłem patrzeć, jak robisz sobie nadzieję. Czas było to zakończyć, liderze.
- I tak masz z tego dziką satysfakcję - powiedziałem cicho. Przez ściśnięte gardło nie mogłem wydobyć z siebie głośniejszego dźwięku.
- Może po prostu jestem wredny? - Icchi wzruszył ramionami, kierując swoje kroki w stronę garderoby. - Rusz się, bo ludzie zaczną się martwić, że masz jakiś atak.
- Icchi - warknął Ruli i rzucił mu spojrzenie, które jasno mówiło, że jeśli wokalista się zaraz nie zamknie, to wyląduje na dole.
- Dobra, dobra. Już znikam. Pospieszcie się, zimne piwko czeka - Icchi przeciągnął się jeszcze i poszedł.
Ruli podszedł do mnie i położył mi dłoń na ramieniu, ale ją strąciłem.
- Nic mi nie jest, nie musisz... - przerwałem, bo drugi gitarzysta mnie przytulił. - Co ty wyprawiasz?
- Przepraszam za niego. I za Yukimiego. I za Haku - powiedział spokojnym głosem, usiłując pogłaskać moje nastroszone włosy. - Mogę poważnie porozmawiać z Icchim na temat jego problemów z empatią, jeśli chcesz.
- Nie musisz. A teraz mnie puść - uśmiechnąłem się nieco sztucznie i odsunąłem od Ruliego. - Idziemy do reszty?
- Idziemy - Ruli odwzajemnił uśmiech, jednak on zrobił to zupełnie szczerze.
I tak zaczęło się kilkuletnie udawanie, że wszystko jest w porządku. Że wcale, a wcale nie rozsypuję się powoli na kawałki, a ten uśmiech to tylko maska.
Ten stan trwał i trwał, a ja miałem wrażenie, że nigdy się już nie pozbędę ciebie z mojej głowy.
Przysypiałem właśnie na jakiejś nudnej imprezie z drinkiem w ręce, choć za alkoholem nie przepadam. Lin zagadał się z Chobim, Yui grał na PSP, ze śpiącym Hikaru na kolanach. Znów gdzieś zaszyłeś się z Yukimim i zapewne właśnie w najmniej dozwolonym do tego miejscu uprawialiście seks. Jak zwykle.
- W tym momencie już się robi nudnawo, prawda? - usłyszałem głos obok mnie. - Wszyscy są pijani i niezbyt kontaktują.
- Skąd wiesz, że nie jestem pijany? - spytałem, a Ena, perkusista xTRiPx, tylko się zaśmiał.
- Siedzisz tutaj od kilku godzin i sączysz jednego drinka, Mio.
- Niezły z ciebie obserwator - stwierdziłem, mieszając słomką w szklance.
- Dlaczego ci smutno? - spytał Ena, a ja zmarszczyłem się lekko.
- Nie jestem smutny - zaprzeczyłem.
- Jesteś - powiedział stanowczo Ena i rzucił tęskne spojrzenie w stronę Shougo, który siedział z Satoshim przy stoliku i chichotał jak nastolatka, uważając zapewne za zabawne to, co w tym momencie mówił perkusista. - I bardzo dobrze wiem, dlaczego.
- Nadal go kochasz? - spytałem szeptem. Wiedziałem, że ci dwaj byli kiedyś razem, ale rozstali się w niezbyt jasnych okolicznościach.
Ena jedynie kiwnął głową, a ja trąciłem go w ramię.
- Tylko tego nie okazuj.
- Staram się.
- Ja też się staram.
- Ale to trudne.
- A próbowałeś...
- Próbowałem.
- I udało się?
- Nie.
- Mi też nie.
- Przerażające, co nie? - Ena westchnął, wpatrując się w swój kubek, prawie pusty. - Nawet nie lubię alkoholu, ale jak na nich patrzę, to...
- ...musisz to zapić? - dokończyłem jego myśli. Znów kiwnął głową.
- Ty przynajmniej jesteś słodki. Masz prawo - Ena zaśmiał się krótko.
- Nie jestem słodki! - oburzyłem się, ale on położył mi palec na ustach.
- Udowodnić? - spytał, uśmiechając się nieco zalotnie.
Alkohol, udawane związki i przelotny seks. Jedyny sposób, by zapomnieć.
I, w jakiś absurdalny sposób, rozbudzić nadzieję, że jednak kiedyś będzie dobrze...
* * *
Poczułem, jak obejmują mnie twoje ramiona, gdy stroiłem gitarę przed występem.
- Nee, Ryosuke? - pociągnąłeś jedną ze strun. - Uśmiechnij się.
- Co? - spojrzałem na ciebie ze zdziwieniem.
- Uśmiechnij się. Nie lubię, jak się smucisz - stwierdziłeś.
- Nie smucę się. To koncentracja, nie smutek - odparłem, odkładając gitarę. - Mam dobry humor.
- Nie okłamujesz mnie, żeby mnie nie martwić?
- Nie śmiałbym.
Uśmiechnąłeś się promiennie, pomagając mi wstać. Mimo, że minęły już prawie trzy lata, wciąż nie mogłem uwierzyć, że ty naprawdę jesteś na wyciągnięcie ręki. Co więcej - mogę cię dotknąć i przytulić. I nie tylko.
Po występie znów siedziałem lekko znudzony, kiedy ty, reszta naszego zespołu i większość muzyków z innych piła, jakby świat się miał zaraz skończyć. Albo jakby to były jakieś zawody.
No, może oprócz Sany.
- Hej, Mio - nieco już podpity Shougo, a może nawet i bardzo, klapnął obok mnie na kanapie. - Co tam słychać?
- W porządku - odparłem, opierając się o twoje ramię, kiedy wesoło dyskutowałeś z Reiką na typowe tematy basistów, z których niewiele rozumiałem.
- Na pewno? - spytał Ena, przedstawiający się teraz jako Naoto, kładąc dłoń na ramieniu Shougo.
Uśmiechnąłem się promiennie, kiwając głową.
- Na pewno.
A Naoto, śmiejąc się do swoich wspomnień, wziął Shougo na ręce i ruszył w kierunku drzwi.
- Co ty robisz, na wszystkie pieski świata?!
- Idziemy do domu, księżniczko. Za dużo alkoholu na dziś.
- Trzeba zabrać Chisę!
- Zabiorę, zabiorę. Nie chcę mieć urwanej głowy przez kluseczkę o wyglądzie małolata, niższą ode mnie o prawie dwadzieścia centymetrów, bez obaw.
A my, z bliżej nieokreślonego powodu, nie mogliśmy się przez ten dialog przestać śmiać.
Nie zmienia to jednak faktu, że naprawdę wszystko było dobrze, a mój śmiech w końcu stał się prawdziwy.
The end

poniedziałek, 20 lutego 2017

Simple

Zespół: UNiTE.
Pairing: Sana&Yui
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, komedia
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Sytuacja autentyczna, dodałam tylko fanowskie yaoi wyjaśnienie jej. XD

Sana stał za kanapą i patrzył na Mio i Yuiego siedzących przed nim. Lubił wygłupiać się z Linem, ale to jednak nie jego kochał i nie z nim był.
W zasadzie nie wiedział, co nim kierowało, gdy nachylił się nad Yuim i cmoknął go w czubek głowy. Tak na wizji.
Wokalista nie zareagował. Sana wiedział, że pewnie będzie zadawał pytania dopiero po wywiadzie, za kulisami, kiedy już nikt ich nie będzie widział. I był na to jak najbardziej przygotowany.
- Sana - zaczął Yui, wchodząc do garderoby. - Możesz mi wyjaśnić, dlaczego pocałowałeś mnie w głowę?
- Z sympatii? - zaśmiał się Sana, łapiąc Yuiego za policzek. Wokalista zmierzył go wzrokiem. - A może nawet i z miłości.
- Weź mnie nie irytuj - stwierdził Yui, rzucając mu mordercze spojrzenie.
- Tsundere jak zawsze - Sana poklepał Yuiego po głowie. - Powód był prosty. Najzwyczajniej w świecie tego chciałem.
- To wyjaśnienie nie ma żadnego sensu - zauważył Yui.
- Ależ ma, Kai-chan - Sana uśmiechnął się promiennie, przyciągając Yuiego do siebie. - Jestem seme, seme wolno wszystko.
- Chyba śnisz - prychnął Yui, zanim Sana pocałował go w usta.
- Ryosuke, oni znowu to robią... - westchnął Haku, wchodząc do garderoby.
- Wziąłbyś z nich przykład - stwierdził Mio, gasząc swoje koi jak papierosa, których Hiroshi według niego palił za dużo. Haku chciał zaprotestować, ale chyba zabrakło mu argumentów.
Sana zaśmiał się krótko, obejmując Yuiego w pasie.
- W sumie to ty nie śnisz. To mój sen - Kai uśmiechnął się czule, łapiąc Sanę za rękę. - I chcę, by trwał jak najdłużej.
The end

środa, 18 stycznia 2017

Outside

Zespół: UNiTE.&D=OUT
Pairing: Lin&Hikaru
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Ogólnie to chyba przez to, że teksty Lina są... Specyficzne. XD


To zabawne, jak niektórzy ludzie potrafią sprawiać pozory, że są zupełnie inni niż naprawdę.
Kiedy pierwszy raz się ciebie spotyka, z zewnątrz wydajesz się pociesznym, wiecznie uśmiechniętym, zwariowanym pozytywnie człowiekiem. Nic nie wskazuje na to, jak bardzo zboczony i napalony jesteś. I jak dużo przerażających scenariuszy pisze twoja wyobraźnia.
Czasem nie wiem, jak wytłumaczyć się Reice, dlaczego spóźniłem się na trzecią próbę pod rząd.
Czasem boję się zaglądać ci przez ramię, bo nie wiem, co zobaczę zapisanego w twoim zeszycie do tekstów.
Ale najbardziej przerażają mnie sytuacje, gdy zawisasz nade mną, zaciskając palce na moich nadgarstkach i uśmiechasz się w psychodeliczny sposób.
Chociaż wiem, że nic złego mi nie zrobisz. To tylko gra... prawda?
The end

środa, 7 grudnia 2016

Summer

Zespół: UNiTE.
Pairing: Lin&Mio
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans, komedia
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Patrzę na ten gatunek tekstu i tego... Tak, uznajmy, że to komedia. XD

Lato tego roku było wyjątkowo gorące. Lin wysiadł z samochodu, wyjął MP3, założył słuchawki i poszedł w kierunku jeziora. Mio, chcąc nie chcąc, ruszył za nim.
- Wyjaśnij mi jedną rzecz - zaczął Mio, przedzierając się przez zarośla. - Po jakie licho tu przyjechaliśmy?
- Szkoda tracić taką piękną pogodę na siedzenie w domu - stwierdził Lin.
- Ale w domu włączylibyśmy sobie wiatrak i nie miałbym wrażenia, że zaraz się rozpuszczę - mruknął Mio. - Tu jest gorąco. Wracajmy.
- Oj, Ryosuke, nie marudź. Zobaczysz, będzie fajnie - Lin uśmiechnął się promiennie i szedł dalej. Zatrzymał się jednak po chwili, gdy zauważył, że Mio za nim nie idzie.
Odwrócił się. Mio stał jak wryty, a tuż przed nim kołysał się na nitce pająk. Za duży nie był, ale za mały też nie. Lin westchnął przeciągle. Zawrócił, złapał pajęczynę w palce i wysłał pająka na darmowy lot w krzaki.
- Żyjesz? - spytał Lin. Mio kiwnął głową.
- Żyję. Ale mi gorąco i na dokładkę tu jest pełno robactwa. Wracajmy.
Lin znów westchnął, przerzucił sobie Mio przez ramię i poszedł w kierunku jeziora.
- Tomoaki, co ty robisz?!
- Jak znów cię coś zaatakuje, to krzycz.
- A jak sobie poradzisz z temperaturą?
- Prosto - Lin wszedł do jeziora, uprzednio zrzucając tylko klapki ze stóp. Zdjął Mio buty, wyrzucił je na brzeg i, choć ten próbował się wyrwać, wrzucił go do wody.
- Tomoaki! - Mio spojrzał na niego spod mokrej grzywki.
- No co? Było ci gorąco, to cię schodziłem - Lin kucnął, nie zwracając zupełnie uwagi, że pomoczy sobie spodnie. To, że ubrania Mio też są teraz mokre, również skutecznie zignorował. - Ale jakby ci było za zimno, to zawsze mogę cię rozgrzać.
To powiedziawszy, pocałował ukochanego w usta. A ten musiał przyznać jedno - z Linem nie dało się nudzić.
The end

sobota, 7 maja 2016

Trzy miesiące

Zespół: Kameleo&UNiTE.
Pairing: Hikaru&Yui
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Ustawiłam sobie przypomnienie, żeby pamiętać o wstawianiu fików, bo moja pamięć ostatnio ssie... XD
Także no. Ten fik to miniaturka. Mogłabym się oczywiście rozpisać, jak to Hikaru i Yui biegali razem po galeriach, ale czy komukolwiek chciałoby się to czytać? Dwóch facetów w ciucholandzie - normalnie bestseller. XD


Kameleo miało jedną z pierwszych prób. Hikaru i Kouichi wyszli na chwilę na korytarz. Stwierdzili, że muszą wypróbować automat z kawą.
Wokalista stał po chwili z papierowym kubeczkiem w dłoni i czekał, aż Kouichiemu również zaparzy się napój. I wtedy drzwi od sali obok nich otworzyły się. Inny zespół, chyba nazywał się UNiTE., właśnie zbierał się do domu.
 - Do zobaczenia - rzucił na odchodnym dosyć wysoki, pyzaty mężczyzna o wyglądzie nastolatka kończącego podstawówkę, machając ręką w stronę kolegów. Odwrócił się, uśmiechnął się do Hikaru i Kouichiego, przywitał się grzecznie i poszedł.
 - Słodki ma ten uśmiech - stwierdził Hikaru, upijając łyk kawy. - Kto to?
 - Yui, ich wokalista - odparł Kouichi. - A co?
 - To będzie moje uke - oznajmił Hikaru. Kouichi wybuchnął śmiechem.
 - Tak, tak, Hikaru. I co jeszcze?
 - Daj mi trzy miesiące - Hikaru zgniótł w dłoni kubeczek i wyrzucił do kosza.
Dotarcie do Yuiego okazało się ciut trudniejsze, niż Hikaru to sobie wyobrażał. Ale po odsypaniu go słodyczami i kilku wizytach w galerii handlowej, Hikaru był coraz bliżej celu.
 - Yui-kun~! - Hikaru podbiegł do Yuiego przed jednym ze wspólnych występów i zarzucił mu różowy szalik na szyję. - Kupiłem ci szaliczek~!
Yui spojrzał na niego zdezorientowany. Ujął szalik w palce i pogładził go.
 - Dziękuję, jest milusi - stwierdził po chwili. - Ale czemu?
 - Yui, głuptasie - Hikaru oparł się jedną ręką o ścianę, odcinając Yuiemu drogę ucieczki z jednej strony. - Naprawdę nie wiesz, dlaczego?
 - Nie nazywaj mnie głuptasem - prychnął Yui.
 - A ty mi odpowiedz na pytanie.
 - Podrywasz mnie. To oczywiste. Ale nic z tego - Yui wbił wzrok w drzwi od garderoby i udawał, że Hikaru nie widzi. Wokalista Kameleo zaśmiał się perliście.
 - Nic z tego? - Hikaru ręką, którą się nie opierał, odwrócił twarz Yuiego ku sobie. - To dlaczego szybciej oddychasz?
 - Bo zabierasz mi przestrzeń osobistą - odparł Yui i drgnął, gdy Hikaru położył mu dłoń na klatce piersiowej. - Co ty…
 - Serce też ci dlatego przyspieszyło? - na twarzy Hikaru pojawił się złośliwy uśmieszek.
 - Hikaru!
 - Dla ciebie, Kai, jestem Saito - poprawił go Hikaru, wspiął się na palcach i złączył ich usta w pocałunku. I tak jak się domyślał, Yui go nie odepchnął. Co więcej, oddał mu pocałunek. A jego serce biło jeszcze szybciej, niż wcześniej, co Hikaru czuł pod palcami.
Tymczasem widzący tę sytuację Kouichi zastanawiał się, jakim cudem Hikaru się udało i czy na pewno ma w portfelu potrzebne mu teraz sto jenów…
The end

poniedziałek, 29 lutego 2016

In the middle of night IV

Zespół: UNiTE.
Pairing: Lin&Sana
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans, komedia
Ostrzeżenia: zrypany humor autorki
Notka autorska: Tak, Sana jest fanboyem Soana. Tak, ten wywiad naprawdę miał miejsce. No, chyba tyle. Ostatnia część.


Lin musiał z zadowoleniem stwierdzić, że dołączenie Sany do Unite. ożywiło ten zespół. Perkusista uznał, że będzie od teraz przedstawiać się swoim imieniem, co bardzo Linowi odpowiadało, bo wolał, gdy Sana był Saną, a nie Yoshim. A teraz będzie mógł go tak nazywać również poza sferą prywatną.
Jednak pozostało mu do zrobienia coś, co planował od dawna - poderwanie uroczego loli perkusisty, jak go nazwał Yui. Jak dotąd szło mu to w miarę dobrze, ale musiał zrobić coś, by Sana sam do niego przybiegł. Tylko co?
- Dlaczego miłość jest taka skomplikowana? - westchnął Lin, wpatrując się w Sanę rozmawiającego z Haku. Chyba nawet się dogadali. To dobrze. To bardzo dobrze.
- Po prostu mu to powiedz - Lin podskoczył, słysząc głos Yuiego za sobą.
- Czy ty musisz się zawsze skradać?! - zawołał Lin, na co Yui się roześmiał.
- Mio mówił, że dzwonili do niego z Visulog TV. Mamy być na koncercie na ich czwartą rocznicę. I wiesz co? - Yui nachylił się do Lina. - Tam będą wywiady. Po dwóch członków z każdego zespołu. I dowiedziałem się, że wiesz, kto się zgłosił? Soan.
- Z Morana?
- Tak.
- Mio! Chodź tu na chwilę! - zawołał Lin. Mio westchnął ciężko, wstał z kanapy i podszedł do nich.
- Co się dzieje, czemu krzyczysz? - spytał Mio.
- Kogo zgłosiłeś do Visulog?
- Siebie i Yuiego?
- Dzwoń do nich i zgłaszaj Sanę, zanim Soana ktoś ukradnie - Lin wcisnął mu telefon do ręki. - No dajesz!
- Dobra, dobra, nie popędzaj mnie tak - Mio spojrzał na niego z lekkim zdziwieniem. - Halo? Mówi Shiina Mio z Unite....
- Oby się udało, oby się udało - Lin podbiegł do Sany. - Sana, Sana, mam dla ciebie niespodziankę. Załatwiłem ci coś. Znaczy, Mio dopiero dzwoni, ale na pewno się uda.
- Ale co? - Sana zamrugał. - Lin-chan, co ty znowu kombinujesz?
- Dobra, masz ten wywiad - Mio odrzucił Linowi komórkę. - Sana, udzielisz wywiadu dla Visulog TV. Pomysł Lina.
- Ale czemu? Nie lubię wywiadów, stresuję się na nich - Sana westchnął ciężko.
- Sana, ale ty nie rozumiesz. Na tym samym wywiadzie będzie, uwaga... - Lin objął Sanę ramieniem i wskazał ręką przed siebie. - Soan.
- Słucham? - Sana spojrzał na niego ze zdumieniem. - A-ale S-Soan? Ale ten perkusista? Ten z Morana?
- Tak, dokładnie on - Lin kiwnął głową.
- Chyba nie rozumiem - Haku podrapał się po głowie.
- Na wszystkich bogów japońskich, mam wywiad z Soanem! - Sana wyrwał się Linowi, okręcił wokół własnej osi, po czym przyciągnął go do siebie i... W zasadzie nie wiadomo, co chciał zrobić, bo potknął się, pociągnął za sobą Lina i obaj wylądowali na podłodze.
- Wychodzimy - Yui wyciągnął Haku i Mio za ręce z sali.
- ...chyba nadal nie rozumiem - stwierdził Haku, zamykając za nimi drzwi.
Lin popatrzył przez chwilę na drzwi, a potem na wciąż uszczęśliwionego Sanę.
- Nic ci nie jest? - spytał.
- Nie - odparł Sana.
Lin wstał, po czym pomógł Sanie się podnieść.
- Lin-chan... Ja nie wiem, jak mam ci się za to odwdzięczyć - stwierdził Sana. - Albo nie. Jednak wiem.
Sana pochylił się i pocałował Lina w usta. Gitarzysta zastygł na chwilę. Czy to nie powinno być na odwrót? Och, nieważne! Przestał myśleć o głupotach, objął Sanę i oddał pocałunek.
- Kocham cię, Tomoaki - szepnął Sana, tuląc go do siebie. - Tak ogólnie, za całokształt, nie tylko za ten wywiad.
- Ja ciebie też, Sana - Lin uśmiechnął się promiennie. - Ja ciebie też.
Genialny plan Lina udał się w stu procentach. I okazało się, że kanapa w studio wcale nie jest taka niewygodna, jak wszyscy myśleli.
The end

czwartek, 25 lutego 2016

In the middle of night III

Zespół: UNiTE., w tle D=OUT, Kameleo
Pairing: Lin&Sana, w tle Reika&Hikaru(D=OUT), Hikaru(Kameleo)&Yui
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans, komedia
Ostrzeżenia: zrypany humor autorki
Notka autorska: Dwóch Hikaru w jednej części, co. XD


Klub Sakana był jeszcze pusty o tej porze dnia. Lin usiadł na kanapie przy stoliku w rogu i czekał.
- O, Lin-kun, cześć - Lin podniósł głowę, słysząc znajomy głos. Zobaczył Hikaru z D=OUT, swojego dobrego przyjaciela. - Co tu robisz?
- Czekam na kogoś - odparł Lin. - Co u ciebie, Hika-chan?
- Jakoś leci. Minoru zamawia nam drinki. Możemy się do was dosiąść, czy raczej chcecie być sami?
- Masz dar przekonywania, Hika-chan? - spytał Lin.
- Przekonywania... - Hikaru zamyślił się na chwilę. - Przekonałem Minoru, że straciłem pamięć, by zdobyć jego serce. Tak, chyba mam. A co?
- Muszę namówić Sanę do tego, by dołączył do Unite. - wyjaśnił Lin.
- Ach tak? Minoru, chodź tutaj! Lin-kun potrzebuje naszej pomocy - Hikaru przywołał Reikę gestem dłoni.
- Cześć, Lin - Reika postawił drinki na stoliku. - Iść po coś jeszcze?
- Nie, nie trzeba. Ja pójdę, jak Sana przyjdzie - odparł Lin, patrząc w stronę drzwi.
I jak na zawołanie, perkusista akurat zjawił się w progu. Odgarnął włosy z twarzy, poprawił sweterek i z uśmiechem od ucha do ucha podszedł do stolika.
- Cześć. Lin-chan, nie mówiłeś, że Hikaru-san i Reika-san też będą - Sana usiadł obok Lina.
- Wpadliśmy na siebie przez przypadek - wyjaśnił Reika.
- Co chciałbyś wypić? - spytał Lin. Sana zamyślił się.
- Coś z małą ilością procentów, żebyście nie musieli zbierać mnie spod stołu - odpowiedział po chwili.
- A, no tak, zapomniałem, że masz taką słabą głowę - Lin roztrzepał Sanie włosy i wstał od stolika. Nachylił się do Hikaru i szepnął mu na ucho, by zarzucił Sanie kilkoma argumentami w czasie jego nieobecności.
Kiedy wrócił, postawił przed Saną niebieskiego drinka.
- To najsłabsze, co mieli - oznajmił, patrząc na niemrawą minę Sany.
- Najwyżej będę sączył to przez cały wieczór - stwierdził Yoshi, wkładając do szklanki słomkę. - Reika-san i Hikaru-san chyba wiedzą, po co mnie tu ściągnąłeś. Zaczęli mnie namawiać do przyjęcia twojej propozycji.
- Jakoś tak wyszło - Hikaru wzruszył ramionami.
- Lin, ja nie chcę być niemiły, ale czy to nie powinna być tylko nasza sprawa? - Sana spojrzał na gitarzystę z uwagą. Tomoaki westchnął ciężko.
- Wybacz, nie powinienem ich w to mieszać.
- Nic się nie stało. Po prostu nie lubię, kiedy inni decydują o czymś za mnie - wyjaśnił Sana. - Ale... Cokolwiek by powiedzieli, nie zmieniłoby to mojej decyzji.
- Nie? - Lin spochmurniał. Zatopił wzrok w szklance. Ciepły kolor pomarańczy w ogóle nie pasował do gęstej atmosfery, która właśnie nastała.
- Nie - powtórzył Sana. - Już zadecydowałem. Przyjmuję twoje zaproszenie.
Nastała chwila ciszy, podczas której było słychać tylko muzykę z głośników i oddechy całej czwórki.
- Naprawdę?! - Lin przytulił Sanę do siebie, czym wprowadził go w kompletne osłupienie. - Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo się cieszę!
- A pytałeś reszty zespołu? - spytał Sana, wydostając się z uścisku Lina.
- Mio i Haku się zgodzili.
- A Yui?
- Yui? - zdziwił się Lin. - Yui chyba nie będzie miał nic przeciwko...
- Ale kultura wymaga, żebym ja też wiedział, Rin-chan - usłyszał Lin, czując jednocześnie, jak ktoś kładzie mu dłonie na głowie i opiera się o nią. - Więc mówisz, że chcesz ściągnąć tego uroczego loli perkusistę do naszego zespołu?
- Yui - Lin westchnął ciężko, a Sana wyglądał na lekko zakłopotanego. Hikaru zachichotał, a Reika próbował się nie roześmiać, ale niezbyt mu to wyszło.
- No co? Lubię tu przychodzić - Yui przeskoczył przez oparcie i wylądował obok Lina. - Ale spokojnie, wiem o twoich planach od Mio. Powiedział mi, kiedy dzwonił do mnie, by ogłosić, że nie ma próby.
- I tak by nie było. Haku był w takim stanie, że gdy mi otworzył drzwi, to nie zauważył nawet, iż nie ma nic na sobie - odparł Lin, na co Reice poszedł drink nosem, Hikaru się zakrztusił, a Sana prawie wypuścił szklankę z dłoni.
- Co? - Yui, który po prostu oniemiał, spojrzał na Lina z uwagą. - Widziałeś Haku... nago?
- Tak.
- I co? Ma się czym pochwalić? - Reika zaśmiał się krótko, próbując doprowadzić się do porządku.
- Minoru! - Hikaru trzepnął go delikatnie w tył głowy.
- Zdaj relację Mio. Przekoloryzuj trochę, to może w końcu mu powie, co do niego czuje - stwierdził Yui.
- Yui-kun - Sana zmierzył go wzrokiem, co o dziwo natychmiast Yuiego uciszyło.
- A więc tu jesteś! - usłyszeli za sobą donośny głos, a drugi Hikaru, wokalista Kameleo i długoletni partner Yuiego, wskoczył na oparcie i zsunął się z niego wprost na kolana swojego uke. - Kai, nie opuszczaj swojej kapibary, kapibary potrzebują dużo miłości!
I wtulił się w lekko zakłopotanego tą sytuacją Yuiego.
- On jest pijany? - spytał Reika.
- Nie, to normalne u niego, uwierz mi - Lin rzucił mu porozumiewawcze spojrzenie. Reika tylko westchnął i poszedł zamówić kolejnego drinka. Chyba stwierdził, że dwóch Hikaru naraz nie zniesie na trzeźwo.

poniedziałek, 22 lutego 2016

In the middle of night II

Zespół: UNiTE.
Pairing: Lin&Sana
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans, komedia
Ostrzeżenia: zrypany humor autorki
Notka autorska: Tego... Haku, ogarnij się. XD


Minęło kilka dni i tyle samo nocy, podczas których Lin nie dawał Sanie spokoju. A perkusista zaczął dostawać pomału furii.
- Lin, nie dzwoń do mnie, bo w końcu nie wytrzymam i zrobię ci krzywdę - powiedział błagalnym tonem, kiedy gitarzysta zawracał mu głowę dziewiątą noc z rzędu.
- Ale Sana! Dołącz do nas, to dam ci się wyspać, obiecuję - odparł Lin, choć wiedział, że to była prawda tylko w połowie. W końcu jak już będą razem, to na pewno wiele nocy Sana będzie miał nieprzespanych. Ale przynajmniej z bardzo przyjemnego powodu.
- Spotkajmy się jutro w klubie Sakana, to pogadamy - stwierdził Sana.
Lin zamrugał. Sana miał czas się z nim spotkać?
- Ależ oczywiście. O której? - spytał Lin, opierając się o wielką, pomarańczową poduszkę.
- Siedemnasta?
- Może być - zgodził się Lin. - To dobranoc. Kolorowych snów.
- Dobranoc, Lin-chan - Sana rozłączył się.
Lin uśmiechnął się lekko i wykręcił numer do innej osoby.
- Halo? - usłyszał głos o wiele za bardzo rozbudzonego w jego mniemaniu Mio. - Co się stało, Lin?
- Czemu nie śpisz? - zdziwił się Tomoaki.
- Haku znowu się upił - wyjaśnił Mio. - Musiałem go odtransportować do domu.
- Czyli po raz kolejny zadzwonił do ciebie?
- Tak - przyznał Mio. - Właśnie od niego wyszedłem. To co się stało?
- A kiedy mu powiesz, że go kochasz?
- Lin! - warknął Mio, po czym gitarzysta usłyszał dźwięk zamykanych z trzaskiem drzwi w tle. - Zainteresuj się swoim życiem uczuciowym, nie wchodź mi z butami w prywatność.
- Dobrze, dobrze, przepraszam - Lin westchnął. - Mio, nie mogę być jutro na próbie.
- I tak bym ją odwołał. Haku będzie miał kaca, a ja raczej już się nie wyśpię - oznajmił Mio. - A ty czemu nie przyjdziesz?
- Chcę spróbować namówić Sanę do zostania naszym nowym perkusistą - wyjaśnił Lin.
- Sanę?
- Yoshi z Eve.
- A, ten twój przyjaciel? Ale Lin, Haku na bank się nie zgodzi!
- Właśnie dlatego potrzebuję całego dnia. Najpierw muszę nakłonić Haku do zaakceptowania tego pomysłu, a potem... Przeciągnąć Sanę na jasną stronę mocy.
- Rób, co uważasz za słuszne - odparł Mio. - Masz moje pozwolenie lidera.
- Dzięki, Mio - Lin uśmiechnął się promiennie i rozłączył się. Pierwsze, co musiał zrobić, to w końcu się wyspać.
Haku czuł się tak, jakby Godzilla napadła na jego dom, złapała go, przeżuła, wypluła, podeptała i wrzuciła pod ciężarówkę, więc dźwięk dzwonka do drzwi nie należał do najbardziej wyczekiwanych akurat w tym momencie przez basistę rzeczy. Wstał, trzymając się za głowę i otworzył drzwi temu, kto próbował się do niego dobić.
- Hej, Haku - Lin uśmiechał się promiennie, jak to miał w zwyczaju. - Co u ciebie?
- Kac gigant. Czego chcesz? - wymamrotał Haku. Jego głos brzmiał dla niego, jakby co najmniej krzyczał, a co dopiero donośny, rozchichotany głos Lina...
- Może jednak przyjmiemy nowego perkusistę?
- A pójdziesz sobie wtedy? - jęknął Haku, opierając się o framugę. Miał ochotę Lina zabić za zrywanie go z łóżka, więc zgodziłby się nawet zatańczyć nago kankana, byleby tylko gitarzysta zostawił go w spokoju.
- Oczywiście! - zawołał Lin, na co Haku zakrył uszy. - Więc jak?
- Przyjmiemy nawet kompletne beztalencie grające na garnkach i pokrywach od śmietników łyżkami, tylko proszę, mów ciszej - Haku osunął się po ścianie.
- Wybacz - Lin podał mu listek aspiryny i wodę, które wyciągnął z torby. - Dzięki za zgodę. Miłego dnia. A, Haku?
- Tak?
- Następnym razem załóż przynajmniej szlafrok - Lin zaśmiał się krótko i zbiegł po schodach.
Haku zamknął drzwi z kamiennym wyrazem twarzy, zdając sobie sprawę, że wcale nie było mu daleko do tańczenia nago kankana...

sobota, 20 lutego 2016

In the middle of night I

Zespół: UNiTE.
Pairing: Lin&Sana
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans, komedia
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Lin i Sana shipują się sami. Historia z dzwonieniem po nocach jest prawdziwa. Oczywiście za wyjątkiem powodu. Poza tym, od razu widać, jak bardzo są ze sobą zżyci, gdy tylko się wejdzie na ich konta na jakimkolwiek serwerze, albo obejrzy kilka komentarzy czy przeczyta jakiś wywiad. Chyba właśnie dlatego tak bardzo polubiłam ten pairing. To tyle na temat ode mnie, życzę miłego czytania.

Lin miał dużo znajomych. W zasadzie można powiedzieć, że przyjaźnił się z każdym ze świata japońskiej muzyki.
Miał też dużo fanek. Z każdą mógł się umówić, spotykać, sypiać, co tylko mu się żywnie podobało.
I miał również zespół, który ostatnio był w rozsypce. Dosłownie. Yukimi odszedł, Haku miał depresję, Mio nie uśmiechał się chyba od pięciu lat albo dłużej. Tylko Yui jakoś się trzymał. Ale Lin kochał swój zespół i nie zamieniłby go na nic w świecie.
Także wychodzi na to, że Tomoaki Imai miał wszystko, czego tylko było mu potrzeba. Przyjaciół, sławę i pracę, którą kochał. Czego chcieć więcej?
I tu sprawa się komplikuje, bo Lin właśnie chciał więcej.
A tak dokładniej kogoś.
Yoshida Sana, znany jako Yoshi z Eve, był jego przyjacielem od wielu, wielu lat. W zasadzie Lin już nie pamiętał, kiedy Yoshiego poznał, a ich znajomość weszła na etap nazywania siebie zdrobnieniami, co, jak wiadomo, u Japończyków oznacza już naprawdę silną więź. A Lin jeszcze bardziej chciał ją pogłębić.
I właśnie nadarzyła się okazja do wyjaśnienia Sanie, że Linowi zależy na nim bardziej, niż myśli. Yoshi był perkusistą! A UNiTE. przecież tego perkusisty brakowało! Plan idealny, który zrodził się w głowie Lina, polegał na tym, że gitarzysta ściągnie swojego ukochanego do zespołu. A wtedy będzie mu łatwiej się wokół niego zakręcić i... Trafiony, zatopiony, mamy zwycięzcę w konkursie na związek roku.
Aczkolwiek geniusz Lina nie przewidział tylko jednego...
 - Nie - usłyszał po drugiej stronie słuchawki. - To byłoby dziwne, Lin. Ja was słucham.
 - Ale Sana... - jęknął Lin. Cały jego plan właśnie rozbił się na kawałki jak samochód, który wypadł z drogi i uderzył w drzewo.
 - Musiałbyś chyba dzwonić do mnie co noc i budzić mnie ze snu, żebym się zgodził - zaśmiał się Sana. - Wiesz, to podobno działa. A tak to wybacz, ale naprawdę czułbym się trochę niekomfortowo, grając utwory, które zapętlam na MP3 codziennie.
 - Niech ci będzie - westchnął Lin. - Masz czas się spotkać?
 - Na razie nie. Ale dam ci znać, jak znajdę chwilę wolnego - odparł Sana. - Do usłyszenia.
I rozłączył się.
Właśnie dlatego Lin chciał namówić Sanę do dołączenia do UNiTE.. Przynajmniej mieliby okazję porozmawiać. Sana wziął sobie chyba za bardzo do serca bycie fanem Soana i postanowił być równie ciężkim przypadkiem pracoholika jak on. Nigdy nie miał czasu dla siebie, a co dopiero dla przyjaciół.
Ale Lin go kochał i postanowił walczyć. Tylko musiał znaleźć broń.
Spojrzał na telefon. I nagle coś mu przyszło do głowy. A może tak wypróbować pomysł, który Sana sam mu podsunął i wydzwaniać do perkusisty tak długo, aż w końcu się zgodzi? Podobno ten sposób zadziałał w przypadku wokalisty jednego z legendarnych zespołów sceny Visual Kei. Może tym razem Linowi również się uda.
Tomoaki uśmiechnął się promiennie i poszedł do łazienki. Jeśli ma zadzwonić do Sany w nocy, musi trochę pospać. Lubił spać i po nieprzespanych dwunastu godzinach mógł uchodzić za zombie bez charakteryzacji, ale dla miłości postanowił poświęcić wszystko. Nawet ukochany sen.
Zegarek wskazywał kilka minut po trzeciej. Sana spał przykryty kołdrą po sam czubek nosa. Nic nie było w stanie wyrwać go ze snu.
A przynajmniej do momentu, gdy w pokoju rozbrzmiał dzwonek telefonu.
Yoshi otworzył oczy i spojrzał ze złością na komórkę. Spokojna melodia, którą słyszał, w ogóle nie działała na niego kojąco.
Złapał za telefon i spojrzał na wyświetlacz.
 - Lin? - Sana odebrał połączenie. - Halo?
 - Dołącz do nas - usłyszał krótkie polecenie.
 - Co? - perkusista przetarł oczy ręką. - Lin, mówiłem przecież, że...
 - Dołącz do nas. Lubisz naszą muzykę, więc raczej nie sprawi ci problemu nauczenie się naszych utworów. Powiem więcej, będziesz wniebowzięty! - Lin trajkotał jak nakręcony. - Więc jak?
 - Lin... - Yoshi ziewnął. - Po pierwsze, jest środek nocy. Po drugie, czy ty naprawdę wdrażasz w życie głupi tekst, który palnąłem, byś dał mi spokój?
 - Wiesz, pomyślałem, że jeśli to ty do nas dołączysz, Haku nie będzie mógł mieć pretensji. A nawet jeśli będzie miał, to przerobię mu twarz na naleśnik - stwierdził Lin. - Dołącz do nas, Sana.
 - Muszę to jeszcze przemyśleć - Sana przewrócił się na plecy i spojrzał w sufit.
 - Nie myśl, tylko dołączaj! - zaśmiał się Lin. - Sana, Sana~!
 - Nie śpiewaj, bo na pewno się nie zgodzę - Yoshi westchnął przeciągle. - Możemy porozmawiać później?
 - Okej, nie ma sprawy. Dobranoc - powiedział Lin i rozłączył się.
Gitarzysta spojrzał na komórkę. Nadzieja na to, że jego plan się powiedzie, znowu odżyła.

czwartek, 4 lutego 2016

Long and winding road III

Zespół: UNiTE., wspomniane Kameleo
Pairing: Haku&Mio, w tle Lin&Sana, Hikaru&Yui
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans
Ostrzeżenia: melancholia bohaterów
Notka autorska: I na tym ten fik się kończy. A w zanadrzu mam jeszcze jeden o Unite. i jeden o innym zespole. Chyba mi wena wróciła. \(^o^)/


- Mio! - zawołał Lin i wskoczył mu na plecy. - Lider-sama, nie śpij na jawie!
- Lin, zejdź ze mnie, ile ty masz lat? - Mio pokręcił głową z dezaprobatą. - Poza tym, plecy będą mnie bolały, jak tak będziesz na mnie wisiał.
- Wybacz - Lin zszedł z niego i usiadł obok Sany.
- Może skończymy dzisiaj trochę szybciej? - zaproponował Yui. - Chciałbym iść z Saito do restauracji, zanim ją zamkną na przerwę noworoczną.
- Saito? - zaciekawił się Sana.
- Hikaru - wyjaśnił mu Lin. - Wiesz, on i Yui są starym małżeństwem, to się zwracają do siebie po imieniu.
- Lin - Yui zmierzył go wzrokiem. - To jak, Mio?
- Nie ma sprawy, możesz iść - Mio wzruszył ramionami.
- Ogólnie wszyscy możemy iść - Haku złapał Mio za rękę. - Lin i Sana niech zamkną drzwi.
- Hiroshi, co ty... - Mio poczuł się zdezorientowany, gdy Haku wyciągnął go z sali prób.
Poszli na most, tak jak trzy miesiące wcześniej. Haku posadził Mio na barierce i uśmiechnął się.
- Ryosuke, wiesz, jest taka sprawa... - zaczął, gestykulując jak aktor teatralny. - Pierwszy akt naszej sztuki trochę nam nie wyszedł. Było wyznanie miłości, był pocałunek, ale chyba wszystko schrzaniłem.
- W zasadzie się zgadza.
- Więc jeszcze raz - Haku pochylił się nad nim. - Kochasz mnie, Ryosuke?
- Tak.
- Ja ciebie też - i znów go pocałował. Tym razem z większym uczuciem, bardziej realnie.
I nawet jeśli od trzech miesięcy ze sobą byli.
Nawet jeśli ze sobą sypiali.
To dopiero ten dzień był prawdziwym początkiem ich związku.
Oby tylko nigdy znowu nie zapomnieli, jak się uśmiechać.
The end

poniedziałek, 1 lutego 2016

Long and winding road II

Zespół: UNiTE., wspomniane Kameleo
Pairing: Haku&Mio, w tle Lin&Sana, Hikaru&Yui, wspomniane Haku&Yukimi
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans
Ostrzeżenia: melancholia bohaterów
Notka autorska: W sumie... Żal mi Mio. Ale cóż, chyba potrzebowałam coś takiego napisać.


Wraz z pojawieniem się Sany w zespole, UNiTE. odżyło. A zwłaszcza Lin, który bardzo szybko zakręcił się wokół swojego starego przyjaciela i sprawił, że dołączył nie tylko do zespołu, ale też do jego życia.
Yui, od kilku lat będący w szczęśliwym związku z wokalistą Kameleo, pogratulował im i rzucił naglące spojrzenie w stronę Mio.
Yui wiedział.
Yui zawsze wiedział.
 - Powiesz mu w końcu? - zapytał Yui, opierając się o parapet, na którym siedział Mio. Haku i Lin wyszli zapalić, Sana próbował ustawić jeden talerz, ale ten ciągle się przekrzywiał.
 - Haku mnie nie kocha - odparł krótko Mio. - Kocha Yukimiego.
 - Yukimi odszedł.
 - Ale nie z jego serca.
Yui westchnął.
 - Jak nie spróbujesz, to się nie dowiesz, czy serce Haku jest teraz puste - zauważył wokalista.
 - Jak nie spróbuję, to się nie sparzę.
 - A sparzyłeś się kiedyś? - spytał Yui. - Nawet jeśli, to ona czy on nie byli Haku.
 - Kiedy właśnie to był Haku - warknął Mio. - Yui, ja mu wyznałem miłość, zanim jeszcze zszedł się z Yukimim. I spotkałem się z odrzuceniem.
 - Czyli Haku wie? - do dyskusji włączył się Sana.
 - Nie. Myśli, że mi przeszło - Mio spojrzał przez okno. - A ja nie zamierzam wyprowadzać go z błędu.
 - Jak się dalej będziesz bał sparzyć, to w końcu zamarzniesz - stwierdził Sana. - Mio, znam cię może z miesiąc, a jeszcze ani razu nie widziałem, byś poza sceną się uśmiechnął!
Mio drgnął. Ten małolat, którego przyjęli do zespołu, miał rację. Od lat uśmiechał się tylko na scenie i w innych sferach pracy.
Nigdy prywatnie. Nigdy do kogoś innego.
Nigdy  p r a w d z i w i e  .
Ale i tak...
 - To nie takie proste.
 - Jeśli wolisz zamienić się w bryłę lodu, bo przeraża cię wyciągnięcie zapałki z pudełka, to proszę. Ale nie każ nam na to patrzeć - stwierdził Sana.
 - Ma rację - przyznał Yui. - Ej, Sana, może chcesz coś napisać? Masz potencjał do tworzenia tekstów.
 - Ja? Ojej... - Sana speszył się lekko. - Okej, w sumie mogę spróbować.
Mio spojrzał na nich, a potem na otwierające się drzwi.
 - Z Haku chyba gorzej - stwierdził Lin.
 - Czemu tak myślisz? - zdziwił się Sana.
 - Pewnie dlatego, że zwiał. Gonić go nie będę - Lin wzruszył ramionami, po czym przeniósł wzrok na Mio. - Ale ktoś chyba powinien i to nie tylko ze względu na bycie liderem.
Mio westchnął jak męczennik cierpiący katusze i zeskoczył z parapetu. Wyszedł z sali prób i zadzwonił do Haku.
Basista odebrał za trzecim razem.
 - Halo?
 - Haku, gdzie jesteś?
 - Na moście.
 - Co ty robisz na moście?! - Mio oblał zimny pot.
 - Stoję i patrzę na przepływającą wodę, bo mnie uspokaja.
 - Ale po dobrej stronie barierki?
 - Co? Mio, czy ty myślisz, że ja chcę się zabić? A co ja jestem, jakaś małolata z depresją? - Haku zaśmiał się głośno, choć ten śmiech był pusty. - Jak chcesz, to możesz przyjść.
 - W zasadzie już cię widzę - Mio rozłączył się i zobaczył, jak Haku chowa telefon do kieszeni. Rzeczywiście po prostu stał przy barierce i patrzył na rzekę.
 - Ja ciebie też widzę - Haku uśmiechnął się sztucznie.
 - Co się stało, że tu stoisz, Haku? - zapytał Mio.
 - Zapomnieliśmy obaj, prawda? - Haku westchnął, odwracając się plecami do barierki.
 - O czym?
 - Jak się uśmiechać - odparł Haku. - Mio, Yukimi do mnie dzwonił.
 - To... Chyba dobrze - gitarzysta już czuł żar ognia.
 - Chciał mi powiedzieć, że kogoś ma i kazał się cieszyć życiem - Haku zgasił zapałkę, zanim podpaliła drugą. - Więc... Chciałem zapytać, czy mi przypomnisz, jak to robić, ale zdałem sobie sprawę, że ty też nie pamiętasz.
 - O czym ty mówisz?
 - Ile razy mnie pocałowałeś, gdy spałem pijany? - zapytał Haku, łapiąc Mio za ramię. - Zrobiłeś to raz, czy...
 - Za każdym razem.
Stali tak przez chwilę w ciszy i patrzyli na siebie. Ludzie ich mijali, zupełnie nie zwracając na nich uwagi.
 - Czyli ty nadal mnie kochasz. Okłamałeś mnie - Haku zmierzył Mio wzrokiem. - Nigdy nie przestałeś, prawda?
 - Nigdy.
 - Z mojej strony... - Haku puścił Mio. Ogień znów parzył. - Z mojej strony możesz się spodziewać, że kiedyś też cię pokocham. Na razie to tylko zauroczenie. W końcu miłość pojawia się chyba gdzieś dopiero od czwartego miesiąca, prawda?
Haku położył dłonie na policzkach Mio i pocałował go. Gitarzysta dopiero po chwili otrząsnął się z szoku i oddał pocałunek.
 - Tylko Ryosuke? - zaczął Haku, gdy już wracali do sali prób.
 - Tak? - Mio był trochę zaskoczony, słysząc swoje prawdziwe imię z ust Haku.
 - Uśmiechnij się.
 - Ale teraz?
 - Teraz.
Mio spojrzał na Haku. Jego kąciki ust drgnęły, po czym rozciągnęły się w szerokim uśmiechu.
 - Pięknie - Haku zmierzwił Mio włosy. - Chodź, bo pewnie się niecierpliwią.
Mio przytaknął kiwnięciem głowy i wszedł do budynku wytwórni.
Przed nimi jeszcze długa i kręta droga, ale chyba właśnie zobaczył jej koniec.

piątek, 29 stycznia 2016

Long and winding road I

Zespół: UNiTE.
Pairing: Haku&Mio, w tle Lin&Sana, wspomniane Haku&Yukimi
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans
Ostrzeżenia: melancholia bohaterów
Notka autorska: Pomysł na to opowiadanie zrodził się w mojej głowie przez Haku, który po odejściu Yukimiego był tak załamany, że sam chciał porzucić zespół i nie zgadzał się na to, by ktokolwiek zastąpił jego przyjaciela. Dlatego właśnie na początek mamy fika z tym shipem, choć bardziej lubię Lin&Sana. Okej, to miłego czytania. Tylko ostrzegam, Mio może trochę... Irytować.


Kiedy Yukimi oznajmił, że odchodzi z zespołu przez powracający ciągle potworny ból pleców, nikt nie był zdziwiony. Haku często nosił go jak księżniczkę ze sceny do garderoby i z garderoby do samochodu, bo zdarzało się, że Yukimi nawet nie był w stanie iść.
I odszedł, zostawiając zespół bez perkusisty, a Haku z nienawistnym spojrzeniem, które rzucał w stronę wszystkich muzyków wspomagających, przychodzących na miejsce jego ukochanego.
Jednak tego, że basista przyjdzie kiedyś do sali prób, trzaśnie drzwiami i z pochmurną, jak nie grobową, miną rzuci się na kanapę, nikt nie przewidział.
- Haku? - Lin podszedł do niego i trącił go w ramię. - Co ci jest? Umarł ktoś?
Haku nie odpowiedział. Leżał tylko i wpatrywał się w bliżej niezlokalizowany punkt na ścianie.
- Yukimi odszedł - mruknął Haku.
- No już jakiś miesiąc temu - przypomniał mu Yui.
- Ode mnie odszedł. Stwierdził, że będzie mnie hamował w drodze do marzeń. I po prostu sobie poszedł - Haku westchnął i usiadł. - Zaczynamy tę próbę?
Mio spojrzał na niego z niedowierzaniem, tak jak zresztą Lin i Yui. Haku i Yukimi byli wprost parą idealną, zawsze stojącą murem za sobą i potrafiącą poświęcić dla siebie wszystko. Nikt nigdy nie pomyślał, że dojdzie do tego, iż stanie się coś takiego.
- Zaczynamy - przytaknął Mio i wstał. Był w sumie jedyną osobą, która nigdy tego związku nie pochwalała.
On sam chciał być na miejscu Yukimiego...
Depresja Haku ciągnęła się od kilku miesięcy i miała się dobrze. Basista był facetem, nie rozhisteryzowaną nastolatką. Nie chlipał więc po kątach, nie spał z misiem i nie oglądał łzawych melodramatów, jedząc lody prosto z pudełka.
Po prostu przestał się uśmiechać i topił smutki w kieliszku sake.
- Jestem beznadziejny - mruknął niezbyt wyraźnie Haku, gdy Mio holował go do mieszkania. - Prawda?
- Nie jesteś. Teraz tylko beznadziejnie pachniesz - Mio otworzył nogą drzwi od klatki schodowej, po czym zaprowadził Haku do windy. Nacisnął guzik z numerem i oparł się o ścianę.
- Mio?
- Tak?
- Miałeś kiedyś złamane serce? - zapytał Haku.
- Miałem. Wiele razy - odparł Mio, co było zgodne z prawdą. Pękało ono za każdym razem, gdy Haku całował Yukimiego, gdy perkusista rzucał się basiście w ramiona, gdy przyłapywał ich na seksie w garderobie...
W zasadzie gitarzysta przestał w końcu liczyć, na ile części rozpadło się już jego serce i ile zużył taśmy, by je posklejać.
Mio wyjął Haku klucze z kieszeni i otworzył drzwi do jego mieszkania. Zdjął mu buty, zaprowadził do sypialni i położył do łóżka.
- Pomóc ci się przebrać? - spytał Mio. Haku pokręcił głową.
- Wystarczy, że ściągniesz ze mnie wszystko, prócz bielizny.
Mio westchnął i lekko drżącymi palcami rozpiął Haku koszulę, zdjął ją i rzucił na podłogę. Tak samo skończyły spodnie basisty i jego skarpetki.
- Zaniosę to do łazienki - oznajmił Mio, przykrywając prawie nagiego Haku kołdrą.
Nie zapalił świateł, więc w całym domu było ciemno. I całe szczęście, bo chyba miał wypieki.
Kiedy Mio wrócił do sypialni, Haku już spał. Gitarzysta postawił na szafce aspirynę i szklankę wody. Stał przez chwilę w miejscu i patrzył na uśpione oblicze swojego przyjaciela.
A później pochylił się i musnął leciutko swoimi ustami jego wargi.
To była jego zapłata za opiekę. Zawsze tak robił. I tak jak zwykle, po prostu odwrócił się i wyszedł z domu basisty, zamykając drzwi na klucz. Jutro mu odda.
Tylko tym razem coś było inaczej.
- Co u licha? - Haku zamrugał. Nie spał, a ten delikatny gest ze strony Mio otrzeźwił go momentalnie.
Czy to kolejne z dziwactw gitarzysty, czy może oznaczało coś więcej?