Blog zawiera treści o związkach męsko-męskich i damsko-damskich. Jeżeli nie lubisz yaoi i yuri, to naciśnij czerwony krzyżyk i nie czytaj, zamiast obrzucać mnie błotem. Dziękuję za uwagę.

Polecany post

The Traces of Her Are Receding Into the Distance

Uniwersum: Aoishiro Pairing: Kohaku&Syouko Dozwolone od: 17+ Gatunek tekstu: soft angst Ostrzeżenia: spoilery do gry Notka autorska: End...

środa, 15 lipca 2026

Five Flowers of Joy and One of Sadness II

 Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary

Pairing: Simon the Convict&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary)

Dozwolone od: 17+

Gatunek tekstu: sci-fi, crossover, AU, 5+1

Seria: "When Cosmic Horror Meets Cosmic Hope"

Ostrzeżenia: headcanony, niestabilność psychiczna, body horror, amputowana ręka, wulgarny język (czasami)

Notka autorska: Przepraszam za te nawiązania do filmów, nie mogłam się oprzeć.



Po tym, gdy kolejny raz upiekli frytki i przygotowali do nich ketchup, a Rylanda znów poniosły emocje, Simon pomyślał, że jego reakcje były coraz ciekawsze, ale jednocześnie niezmiennie wręcz euforyczne. Pamiętał, jak lata temu po raz pierwszy udało mu się wyhodować coś na kształt herbaty. Ryland nie mógł zamknąć się na ten temat przez miesiąc i w końcu Rocky przyszedł do Simona się poskarżyć, że nawet kamyki w szkole mają dość i to właściwie wszystko jego wina.

Jak zwykle zresztą, według tego nadopiekuńczego wobec swojego przeciekającego, kosmicznego mięczaka Eridianina.

W każdym razie, jedyną gwałtowniejszą reakcję niż na wszystkie inne ogrodnicze eksperymenty, Ryland miał wtedy, jak udało im się wyprodukować kawę. Co prawda Eridianom udało się skopiować DNA kawy z ziaren znalezionych na Hail Mary, ale picie w kółko tego samego gatunku miało prawo się znudzić i tak też się stało. Simonowi niezbyt podobało się, że Ryland nazwał ich kawę Sanguffee, bo oczywiście miała posmak żelaza, ale wolał się nie odzywać. Poczucie humoru jego ukochanego pozostało czasem dla niego zagadką, a zdecydowanie preferował słyszeć jego śmiech, niż widzieć to zawiedzione spojrzenie.

Simon oparł głowę na ręce i przerzucił kartkę w encyklopedii kwiatów, którą znalazł w jednym z pokojów w Hail Mary, kiedy jeszcze był tam stałym rezydentem. Czasem zastanawiał się, czy nie powinni z Rylandem polecieć na Ziemię. Mieliby wtedy dostęp do tych wszystkich rzeczy, za którymi jego ukochany tęsknił. Do słodyczy, do warzyw i owoców niesmakujących żelazem, do różnorakich kwiatów, zwierząt i grzybów. Tych dwóch ostatnich rzeczy Simon nie mógł mu dać. Jego moce zmieniły go, jak to Ryland określił, w chodzący warzywniak, ale nie potrafił stworzyć ani kota, ani psa, ani nawet świnki morskiej. A grzyby? Co najwyżej czasem wyrosła im na jedzeniu pleśń. A to podobno jest niejadalne. Cóż, na Eden mieli inne zdanie. Jeśli coś dało się zjeść, to choćby dostało się od tego srogiego rozwolnienia, warto było ryzykować.

Ale kiedy myślał o tym wystarczająco długo, przypominał sobie, że nie wygląda już jak człowiek. Przypominał sobie te wszystkie filmy, które oglądał z Rylandem. To, jak bardzo ludzie są okrutni i jak od razu chcą przeprowadzać na wszystkim eksperymenty, jeśli tylko coś lub ktoś odbiega od normy. Jak bardzo nie szanują innych, nawet jeśli wyglądają identycznie jak oni. A potem biedny android wykrwawia się na schodach albo lalka próbuje być lepszą osobą dla ukochanej, ale kompletnie nie wie, jak się do tego zabrać i na koniec i tak zostaje sama jak palec. Nawet jeśli to tylko fikcja, to wiedział, że tak to by właśnie wyglądało, gdyby jednak to wszystko było prawdą.

Bo Ziemia tak naprawdę mało różniła się od Eden. Nieważne, czy ludzie mówili po angielsku, niemiecku, koreańsku, hawajsku czy czymkolwiek była ta mieszanka, która stała się jego ojczystym językiem. Mordowali się, zdradzali, byli dla siebie niezwykle toksyczni albo upijali się do nieprzytomności, bo coś im nie poszło w życiu. A potem ojcowie chcieli dobrze dla swoich dzieci, ale żony wyrzucały ich z domu, bo przez przypadek niszczyli im karierę, ginęły, bo nie mogły się doprosić, by ich przygłupi mężowie naprawili nieszczelny piec, albo zostawały same, bo ich partnerzy obrabowali bank czy inny lombard i ktoś ich zastrzelił.

Nie, zdecydowanie nie chciał lecieć na Ziemię. Może przez to nigdy nie pozna prawdziwego smaku truskawek albo bananów, ale tutaj było jednak bezpiecznie. Z dala od tej zdziry Stratt, COI, Eden i wszystkich okrutnych ludzi.

Simon zamknął książkę. Znalazł już to, czego szukał. Poza tym, chciał zasiać trawę. Ryland twierdził, że to strata czasu i że potem trzeba będzie ją kosić, a oni nie mają kosiarki, ale Simona za bardzo intrygowało, jak to jest po niej chodzić. Czy naprawdę tak wygodnie się w niej leży, jak to często robią w fikcji? Czy jest taka miękka w dotyku, na jaką wygląda? Czy jak ją spryska wodą, to utworzy się na niej rosa?

- O czym myślisz? - spytał Ryland, podnosząc wzrok znad swojej książki.

- O trawie - odparł Simon. - I o rosie.

- Mówiłem, że to strata czasu - stwierdził Ryland, przerzucając stronę.

- Ale ja bym jednak chciał spróbować ją zasiać - Simon przysunął się do niego, przez co hamak, na którym siedzieli, niebezpiecznie się zachwiał.

- Skup się może na innych roślinach - odparł Ryland.

- Czemu raz nie mogę to ja wybrać czegoś do naszego ogródka? - spytał Simon.

- Bo trawa to tylko pokrywa, niż interesującego - Ryland wzruszył ramionami.

- No to chociaż taki mały fragment - poprosił Simon.

- Aż tak ci na tym zależy? - Ryland spojrzał na niego uważnie.

- Trawa mnie fascynuje - wyjaśnił Simon.

- A jak ci powiem, że mam alergię na pyłki traw?

- Nie masz.

- Skąd wiesz, że nie mam?

- Bo byś nie pytał, tylko powiedział.

- Ale mogę dostać. Może przestałem być na nie odporny podczas pobytu tutaj?

- Rye, daj mi posiać tę trawkę - Simon spojrzał na niego, patrząc mu prosto w oczy. - Proszę.

Ryland westchnął ciężko.

- Niech ci będzie - stwierdził, dając za wygraną.

- Dzięki! - Simon przytulił go gwałtownie, przez co jednak spadli z hamaka. - Au!

- Przynajmniej miałem miękkie lądowanie - stwierdził Ryland.

- Jestem miękki?

- Mięciutki jak pluszaczek - Ryland uszczypnął go w policzek, a długie kosmyki opadły mu na twarz, kiedy się nad nim pochylił.

- Wyglądasz pięknie, wiesz? - spytał Simon, wsuwając palce w jego włosy.

- Może i tak, ale to oznacza, że albo mi się kolejna gumka recepturka zgubiła, albo pękła.

- I?

- I jak wszystkie zużyję, to będę musiał znowu ściąć włosy.

- Eridianie zrobią ci nowe recepturki.

- Próbowali. Drapią.

- Ty i ta twoja wrażliwa skóra - Simon przesunął palcem po jego ustach.

- I kto to mówi?

- To tylko wina mutacji.

- Tak, tak, mały masochisto.

- Nie jestem masochistą - mruknął Simon.

- Jesteś - stwierdził Ryland i pocałował go, jednocześnie wsuwając palce między gałązki na jego lewej ręce.

Simon uśmiechnął się lekko, oddając pocałunek.

Szykowała się długa noc.

...i bardzo dobrze, bo od dnia, w którym zrobili ten głupi ketchup, minęły jakieś cztery miesiące!

wtorek, 14 lipca 2026

Five Flowers of Joy and One of Sadness I

Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary

Pairing: Simon the Convict&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary)

Dozwolone od: 17+

Gatunek tekstu: sci-fi, crossover, AU, 5+1

Seria: "When Cosmic Horror Meets Cosmic Hope"

Ostrzeżenia: headcanony, niestabilność psychiczna, body horror, amputowana ręka, wulgarny język (czasami)

Notka autorska: Pięć sytuacji, kiedy Simonowi udało się wyhodować coś, co Rylanda zachwyciło i jedna, kiedy... A, sami zobaczycie.

Swoją drogą, tak, kolejny fik z nimi. I tak, mam pomysły na więcej. Nie, nie jestem normalna. A przynajmniej jeśli chodzi o nich.


Ryland zmarszczył się nieco i uchylił powieki, kiedy poczuł, że jego całe ciało zdrętwiało. Może i Eridianie opóźnili nieco ich proces starzenia (chociaż siwych pasm miał już zdecydowanie zbyt dużo jak na jego gust), ale chyba wciąż był za stary na zbyt długie przebywanie w jednej pozycji.

Przeciągnął się i rozejrzał. Zasnął oparty o drzewo, które zasadził z Rockym kilkanaście lat temu, jeszcze przed tym, jak Adrian i jego załoga znaleźli Simona. I sądząc po tym, że był przykryty kołdrą, to któryś z wyżej wymienionych musiał go nią przykryć.

- Jak się spało? - spytał Simon, opierając się o łopatę.

Włosy miał spięte w długą kitkę opadającą mu na plecy. Ubrany w ogrodniczki, ubrudzony ziemią i z tym radosnym błyskiem w oczach wyglądał jeszcze przystojniej niż zwykle.

Na Hail Mary może i było kilka roślin, które Eridianie skopiowali, ale dopiero dziwne, zmutowane moce Simona dały im naprawdę dużo możliwości w temacie tego, co mogli uprawiać w tym swoim małym ogródku.

Bo o ile eridiańscy botanicy robili wszystko, co mogli, by pomóc Rylandowi nie przechodzić znowu przez szkorbut i beri-beri, tak już gleba na tej planecie nie zawsze chciała współpracować. Na całe szczęście Simon dosłownie potrafił zmienić DNA roślin i przystosowywać je do panujących w enklawie warunków.

Nawet jeśli przez to większość z nich miała delikatny posmak żelaza.

- Wszystko mnie boli - odparł Ryland, wstając spod drzewa. - Co tym razem przekopujesz?

- Czekaj - Simon wyjął z kieszeni kartkę. - Chyba te, ziemianki? Jeśli dobrze czytam. Pewnie nie.

- Stworzyłeś ziemniaki? - spytał Ryland, opierając się o laskę.

Ach, tak. Artretyzm niestety też nie miał zamiaru mu odpuścić.

- Nie mówiłem? - Simon podrapał się po głowie i syknął, bo znowu zapomniał, jak ostre ma pazury. - Dostanę czegoś z tymi szponami, one muszą tak cholernie szybko rosnąć?

- Simon.

- Oj, wybacz - Simon podszedł do niego i objął go ramieniem. - Odpowiadając na twoje pytanie, tak, stworzyłem te... ziemniaki.

- Możemy zrobić frytki? - Ryland spojrzał na niego zaszklonymi oczami. - A potrafiłbyś w pomidory?

- Co znowu mam pomerdać?

- Pomidory. Moglibyśmy wtedy zjeść te frytki z ketchupem - Ryland uśmiechnął się rozmarzony. - Szkoda, że na musztardę to już w ogóle nie można liczyć...

- Po-mi-do-ry - powtórzył Simon. - Dobra, poszukam na tym twoim laptopie, co to jest.

- Dziękuję - Ryland cmoknął go w policzek. - Idziemy nad morze?

- Chyba raczej "Ja idę, ty jesteś niesiony".

- Ej no, mogę iść sam.

- I dojdziemy tam pod wieczór.

- Simon! - zawołał Ryland i zanim się obejrzał, już był w ramionach swojego ukochanego. - Mógłbyś czasem...

- Nie.

- Nawet nie wiesz, co.

- Ale i tak wiem, że nie - Simon uśmiechnął się zawadiacko i ruszył w stronę morza.

Ryland jedynie westchnął.

* * *

- Pomidor - mruknął Simon, patrząc na zielone jak na razie warzywo.

Albo to był owoc?

W każdym razie, roślina.

- Co Simon robi, pytanie? - spytał Adrian, podchodząc do niego.

- Przyglądam się pomidorom - odparł Simon. - Cześć, Adrian.

- Cześć, cześć. Nowa roślina, pytanie?

- Tak - Simon usiadł na ziemi i poklepał miejsce obok siebie. - Gdzie nasze bliźniaki syjamskie?

- Rocky i Grace obierają ziemniaki. Grace przecieka, stwierdzenie.

- Kto mu dał nóż? - Simon westchnął ciężko.

- Nie, nie, to nie krew, to łzy, stwierdzenie - wyjaśnił Adrian.

Simon pomasował skronie.

- Naprawdę aż tak chce mu się tych frytek?

- Co to frytki, pytanie?

- Nie mam bladego pojęcia, na Eden nie było czegoś takiego - Simon wzruszył ramionami. - Chociaż widziałem kilka razy frytki w filmach, które Ryland mi pokazywał.

- Kto, pytanie?

- Grace. Grace mi pokazywał.

- Adrian kiedyś zapamięta, czemu Grace ma dwa imiona, ale to nie jest ten dzień, stwierdzenie.

- Nie martw się, nawet ja do dzisiaj nie do końca rozumiem, czym są nazwiska, nawet jeśli teraz sam je mam - Simon poklepał Adrian po głowie. - Chcesz jednego pomidora do badań?

- Dojrzały, pytanie?

- Jeszcze nie, powinny być czerwone chyba - Simon zajrzał w notatki, brudząc strony notesu ziemią. - Albo żółte. Ale pewnie z moimi mocami i tak wyjdą ciemnoczerwone jak krew.

- Adrian może w sumie zbadać niedojrzałego pomidora, a potem dojrzałego, stwierdzenie - stwierdził Adrian.

Simon zerwał jedną sztukę z krzaczka i podał Adrian.

- Masz. Tylko nie mów Rylandowi.

- Adrian milczy jak trumna.

- Jak grób - poprawił go Simon.

- Jak grób - Adrian zasalutował mu jedną z trójpalczastych dłoni.

Simon uśmiechnął się i wstał, po czym wszedł do domu. Poszedł do kuchni i znalazł Rylanda siedzącego na podłodze, zalanego łzami, jakby przynajmniej znowu oglądali jeden z tych rzewnych filmów z tym aktorem, który wygląda jak jego młodsza wersja.

- Rye? - Simon spojrzał najpierw na niego, a potem przeniósł wzrok na Rocky'ego, który głaskał Rylanda po ramieniu. - Rocky?

- Simon nie pyta, Rocky też nie rozumie, stwierdzenie - odparł Rocky.

- No bo one tak pachną! - Ryland otarł sobie łzy dłonią. - Nie czujesz, Simon? Frytki! Robimy frytki!

Simon spojrzał na niego, ledwo powstrzymując się od śmiechu.

- Zgadzam się, że ładnie pachną, ale masz 56 lat, Rye - stwierdził w końcu.

- Nie jadłem frytek od dwudziestu!

- A ja nie jadłem nigdy i jakoś nie dramatyzuję.

- Jesteś niemiły.

- Ale przynajmniej seksowny.

- Rocky tu dalej jest! - oburzył się Rocky. - Jak Grace i Simon chcą się marcować, to mogą chociaż poczekać, aż Rocky zabierze Adrian i Gracie i pójdzie do domu, stwierdzenie.

- Rocky, ile razy ci mówiłem, żebyś nie nazywał tego marcowaniem? Marcują się koty - Ryland rzucił mu karcące spojrzenie.

- Rocky czytał o kotach. Koty są dla ludzi jak Grace i Simon dla Eridian. Grace i Simon się marcują, stwierdzenie - odparł Rocky, wstając.

- Zostaliśmy zwierzaczkami? - spytał Simon.

- Rocky czytał, że ludzie nazywają to systemem dystrybucji kotów - Rocky wszedł na blat i oparł się o żyrandol. - System dystrybucji ludzi wybrał Rocky'ego, stwierdzenie.

- Co właściwie robisz? - spytał Simon.

- Rocky znalazł Gracie, stwierdzenie - Rocky wyciągnął małego, złocistego kamyka z żyrandola za nogę.

Gracie jedynie coś zaświergotał.

- Kiedy to dziecko tam wlazło? - spytał Ryland.

- Jak Grace zaczął płakać przez frytki, stwierdzenie.

- Rocky.

- Które ci się zaraz sfajczą, bo zbyt emocjonalnie do nich podchodzisz - stwierdził Simon, patrząc przez szybkę. - Jedna chyba jest już węglem.

- Moje frytki! - Ryland dopadł do drzwiczek i chwycił je bez rękawic ochronnych, przez co odskoczył i wpadł w ramiona Simona. - Au...

- Żyjesz? - spytał Simon, patrząc na jego dłonie. - Zaczerwienione trochę.

- Gorętszy od lekkomyślnego Eridianina ten uchwyt nie jest - odparł Ryland, wyłączając piekarnik i zakładając rękawice.

- Rocky protestuje, Rocky cię wtedy ratował! - Rocky tupnął nogą.

- No nie wiem, nie wiem, blizny po tym, jak to ja musiałem później ratować ciebie, nadal mnie czasem trochę ciągną.

- Simon cię psuje, stwierdzenie.

- O nie! Rye, mam na ciebie zły wpływ! - Simon wykonał dramatyczny gest sztuczną ręką, śmiejąc się pod nosem. - Musimy się rozstać, zasługujesz na kogoś lepszego! A, nie, czekaj, nikogo innego tu nie ma. Chcesz, żeby Ryland był samotny, Rocky?

- Rocky nie chce. Grace wtedy więcej przecieka, stwierdzenie.

- Rocky - Ryland zmierzył go wzrokiem.

- Grace niech tak na mnie nie patrzy, Rocky tylko się martwi - stwierdził Rocky i pociągnął Gracie za koszulkę, gdy kamyk próbował wejść tym razem do zlewu. - Gdzie jest Adrian, pytanie?

- Zostawiłem go w ogrodzie - odparł Simon.

- O nie, nie, nie! Źle, źle, źle, Adrian znowu naniesie pełno ziemi do domu! - Rocky przerzucił sobie Gracie przez ramię i pobiegł do ogródka.

- Simon? - zaczął Ryland, stawiając talerze z frytkami na stole.

- Tak? - Simon odwrócił się w jego stronę.

- Nie jestem z tobą dlatego, że nikogo innego tu nie ma, tylko dlatego, że to ty tu jesteś - stwierdził Ryland, głaszcząc go po lewym policzku. - Pamiętaj o tym, okej?

- Okej - Simon objął go w pasie i pochylił, po czym pocałował go czule.

- Rocky mówił, że Grace i Simon mają poczekać z marcowaniem!

Obaj spojrzeli na Rocky'ego, który zirytowany ciągnął Adrian za sobą i próbował jednocześnie powstrzymać Gracie przed kolejną ucieczką.

- Czy to te frytki tak działają, pytanie? - spytał Adrian, będąc zdecydowanie mniej turkusowy niż Rocky by chciał.

- Nie, to tylko radość - stwierdził Simon, biorąc jedną z talerza. - Ej, nawet całkiem dobre.

- Simon, nie jedz przy Eridianach! - skarcił go Ryland.

- Grace nie panikuje, Adrian i Rocky przywykli, stwierdzenie - Adrian złapał Gracie za rękę, pomagając okiełznać Rocky'emu tego niesfornego kamyka. - Adrian, Rocky i Gracie już pójdą, stwierdzenie.

Po czym wyszli, chociaż Rocky zatrzymał się jeszcze przez chwilę i gdyby był człowiekiem, pewnie rzuciłby im mordercze spojrzenie.

- Ach te kosmiczne kamienie - Simon zaśmiał się krótko. - Jak tam frytki, Ryland? Ryland?

Simon zerknął na niego i tym razem roześmiał się głośno, widząc swojego ukochanego z napchanymi policzkami jak te małe kulki futra, które widział u niego na laptopie. Chyba chomiki.

- Pyszne - powiedział Ryland, kiedy w końcu nieco przeżuł całą garść frytek. - Smakują jeszcze lepiej niż pachną.

- Cieszy mnie to - stwierdził Simon. - Czyli robimy je jeszcze raz, jak już pomidory dojrzeją?

- ZROBIŁEŚ TE POMIDORY?! - zawołał Ryland, upuszczając jedną frytkę z powrotem na talerz.

- Hm? No, tak - przyznał Simon i upadł na podłogę, kiedy stracił równowagę, gdy Ryland niespodziewanie wskoczył mu w ramiona i przytulił. - A, więc taka reakcja.

- Wyhodowałeś pomidory - Ryland chlipnął. - Naprawdę mamy pomidory?

- Na razie jeszcze są zielone, jak coś.

- Uwielbiam cię - stwierdził Ryland i tym razem to on pocałował jego.