Blog zawiera treści o związkach męsko-męskich i damsko-damskich. Jeżeli nie lubisz yaoi i yuri, to naciśnij czerwony krzyżyk i nie czytaj, zamiast obrzucać mnie błotem. Dziękuję za uwagę.

Polecany post

Metal

Zespół: Ganglion Pairing: Sagara&Oni Dozwolone od: 17+ Gatunek tekstu: obyczaj, romans, soft angst Seria: "Nine Elements" ...

poniedziałek, 15 czerwca 2026

Letters from the Past to the Nonexistent Future II

Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary

Pairing: Simon the Butcher&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary)

Dozwolone od: 17+

Gatunek tekstu: sci-fi, horror, crossover, AU

Seria: "When Cosmic Horror Meets Cosmic Hope"

Ostrzeżenia: headcanony, przemoc, niestabilność psychiczna, body horror, amputowana ręka, wulgarny język

Notka autorska: Ostatnia sytuacja nie pojawiła się w poprzednim fiku, bo był on pisany bardziej z punktu widzenia Rylanda, który udaje, że nic się nie stało. Tak tylko mówię, jakby ktoś się dziwił, co to tu robi i czemu nie było o tym wcześniej wzmianki.



Środa (kolejna... chyba)


Erid dużo się od Edenu nie różni, wiesz, mamo? Tu też można zjeść ludzkie mięso, tylko w bardziej zjebany sposób.

Rany na jego buźce się już prawie zagoiły, ale nadal popierdala w apaszce na szyi, więc pewnie tam go głębiej podrapałem. Trochę zaczęło mi być głupio z tego powodu. Zwłaszcza, że on jest tak do bólu miły.

Swojego bólu. Niby się uśmiecha, ale to nic nie znaczy. Ma jakąś traumę i to w końcu pierdolnie, nie ma bata.

Tylko na razie skupił się na mnie. Przychodzi, truje mi dupę i wypytuje o wszystko. Mam ochotę mu przyjebać. Znowu.

Swoją drogą, wiedziałaś o istnieniu czegoś takiego jak nasfiska? Nawet nie wiem, czy dobrze to napisałem. Ogólnie chodzi o to, że to pokazuje, do jakiej rodziny należysz, czy ki chuj. Głupie trochę, ale ma sens, kiedy nie wychowuje cię pojebany stary zgred, który prawdopodobnie zapłodnił wszystkie kobiety na swojej stacji badawczej i dlatego istniejesz. Skąd taki wniosek? Och, mamo, tylko ty myślisz, że nikt nie wie. Wszyscy to wiedzą.

Chociaż doktorek pewnie by się nie domyślił. On nawet kamieni nie rucha.


Sobota (mam nadzieję)


Droga mamo.

Zacząłem się w końcu uczyć tego sterylnego angielskiego pana doktorka. Próbuję sobie rozbierać na części pierwsze jego wypowiedzi nagrane na translatorze i sprawdzać słówka.

"Mama" jest po koreańsku. "Ojca" wzięliśmy z niemieckiego, a "brata" z Hawajów. "Siostra" jako jedyna pochodzi z angielskiego. Doktorek miał rację, pomieszanie z poplątaniem.

I rzeczywiście większość bluzgów jest angielska.


Wtorek (jestem pewien, bo zacząłem prowadzić kalendarz, taki jestem kurwa bystry)


Droga mamo.

Poszedłem dzisiaj na spacer. Dupa mnie już boli od leżenia. Co prawda przeszedłem się tylko po tym statku.

I nabawiłem się kolejnej traumy.

Skaleczyłem się, mamo. Zahaczyłem o coś i krew kapnęła na podłogę. I wiesz co? Pokryła się mchem. Kopanym w zada mchem, mamo. Pewnie myślisz sobie, że teraz to już w ogóle przekroczyłem wszelkie granice bycia pierdoloną abominacją, nie?

To wyobraź sobie, że jak chciałem sobie opatrzyć ranę, to ta krew zmieniła się w końcu w gałązki i zespoliła moją rękę z bandażem. Nie żartuję, mamo. Tak było.

Musiałem poczekać, aż skrzepnie. Oczywiście po tym, jak oderwałem sobie na wpół wrośnięty bandaż. Śmierdział zgniłymi liśćmi.

Kamyki mnie opatrzyły, bo ja już siły nie miałem. Siedziałem tylko na podłodze i gapiłem się na ścianę.

Pierdolę to, mamo.

Na ten moment to one są chyba bardziej ludźmi niż ja.


Sobota


Wychodzi na to, że jestem głupi, mamo.

Rzuciłem szklanką, bo byłem zły. Och, jaki wkurwiony byłem.

Na tych kamiennych lekarzy, oczywiście. Próbowali mnie wykąpać. Jak jakiegoś nieposłusznego psa.

Ale rzuciłem tą szklanką i ona rozbiła się o ścianę akurat, jak Pan Doktorek od siedmiu (swoich) boleści otworzył drzwi. Odskoczył momentalnie i spojrzał na mnie z konsternacją w swoich błękitnych oczach.

Spytał mnie, czy wszystko w porządku.

Odpowiedziałem, że nie.

Chciał o tym porozmawiać, ale tylko warknąłem, że ma mnie zostawić w świętym spokoju, bo on nie ma pojęcia, jak to jest być mną. Bo nigdy nie był do niczego zmuszany, nigdy nie był całkowicie sam w sytuacji bez wyjścia i zawsze miał kogoś, na kogo mógł liczyć.

I wiesz co?

Nie wiedziałem, że mężczyznę można tak szybko doprowadzić do płaczu.

Czy my nie powinniśmy być... bez uczuć?

Na Edenie wszyscy tak powtarzają, prawda?

Mamy mordować, nie ryczeć.

Nie jestem przyzwyczajony do faktu, że moje słowa cokolwiek znaczą. Nie jestem przyzwyczajony do tego, że mają jakąkolwiek moc sprawczą. Liczą się tylko moje ręce (no, teraz została mi jedna) i umiejętności w walce.

Jestem chujem i dupkiem. Tak, mamo. Najgorszym człowiekiem w tym niepozbawionym gwiazd i planet Wszechświecie.

Doprowadziłem kogoś, kto wykazywał się ze swojej strony jedynie cierpliwością i empatią, do płaczu.

Oczywiście próbował ukryć to, że łza mu pociekła po policzku. Ale tego, że cały się trząsł, zwłaszcza palce zaciśnięte na jego lasce drżały jak pojebane, już nie zdołał.

Naprawdę poczułem się wtedy jak cholerny potwór. Nie z powodu tych kłów, tych blizn, pazurów i zmutowanej krwi zamieniającej się w pierdolony mech i zespalającej moją skórę z bandażem, tylko przez te głupie słowa.

Co ja, kurwa, narobiłem?

Zszedłem ostrożnie z łóżka i podszedłem do niego. Przeprosiłem go. Mam nadzieję, że po angielsku.

A ten równie głupi jak ja doktorek stwierdził tylko, że nic się nie stało.

Zastanawia mnie tylko jedno.

On normalnie jest taki kruchy, czy trafiłem przez przypadek w jego czuły punkt?

Co nie zmienia faktu, że przeprosiłem go jeszcze z pięćdziesiąt razy, zanim tym razem to on kazał mi się w końcu zamknąć.

Oczywiście w miłych słowach, bo chyba inaczej nie potrafi.

W przeciwieństwie do mnie.