Blog zawiera treści o związkach męsko-męskich i damsko-damskich. Jeżeli nie lubisz yaoi i yuri, to naciśnij czerwony krzyżyk i nie czytaj, zamiast obrzucać mnie błotem. Dziękuję za uwagę.

Polecany post

The Traces of Her Are Receding Into the Distance

Uniwersum: Aoishiro Pairing: Kohaku&Syouko Dozwolone od: 17+ Gatunek tekstu: soft angst Ostrzeżenia: spoilery do gry Notka autorska: End...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oneshot Challenge. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oneshot Challenge. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 lutego 2017

Future

Zespół: 168 -one sixty eight-&Moran
Pairing: Aoi&Zill
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: angst
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: śmierć, oparte na faktach
Notka autorska: Zaczęliśmy angstem ze śmiercią i kończymy angstem ze śmiercią. Taka klamra.
Właśnie, kończymy. Alleluja. XD


Pamiętam, jak siedziałeś na parapecie przy otwartym oknie, machając nogami. Zastanawiałem się wtedy, czy nie boisz się, że twoje klapki spadną ci z nóg i będziesz musiał po nie biec na dół, ewentualnie, co było gorszą możliwością, że sam zsuniesz się z parapetu i wylądujesz na trawniku. Dobrze, że to było tylko pierwsze piętro.
- Znowu masz pesymistyczne myśli, co, Nobu? - uśmiechnąłeś się promiennie, odwracając się w moją stronę. W zasadzie, odkąd moja mama nie żyła, a tata okazał się być ciężko chory, nie potrafiłem nie mieć złych przeczuć.
- Martwię się, że spadniesz. Albo przeziębisz. Wiesz, że jesteś chorowity, Sabu - mruknąłem, podchodząc do ciebie i obejmując cię ramionami.
- Brzmisz jak Soan - zachichotałeś. - On zawsze się martwi o wszystko i wszystkich.
- Może mi się udzieliło po tym, jak był naszym perkusistą wspomagającym?
- Może? - przerzuciłeś nogi na drugą stronę parapetu i zamknąłeś okno. - Fakt faktem, mam do ciebie pytanie.
- Jakie?
- Masz jakiś pomysł, jak mógłbym zeswatać go z Hitomim? Bo zaczynają działać mi na nerwy - westchnąłeś. Uśmiechnąłem się lekko.
- Nie mam pojęcia, Sabu - pogłaskałem cię po policzku. - Ale może jutro coś wymyślę, okej?
- Dobrze - zszedłeś z parapetu i wskoczyłeś pod kołdrę. - Idziesz?
- Tylko umyję zęby - powiedziałem i poszedłem do łazienki.
Kiedy wróciłem, już spałeś. Twoje włosy rozsypały się na poduszce, oddychałeś spokojnie i miarowo. Nie chciałem cię już budzić, mimo, iż dziwnie było mi iść spać bez naszego wieczornego gadania o głupotach. Wślizgnąłem się po cichu do łóżka, ale ty w tym momencie się przebudziłeś.
- Przysnąłem? - zdziwiłeś się. - Ojej... Chyba za dużo świeżego powietrza się nawdychałem. Tak właściwie, Nobu... Jak wyobrażasz sobie naszą przyszłość?
- Hm... - zamyśliłem się. - Wy znajdziecie jakiegoś gitarzystę lepszego od Velo, co w sumie nie będzie trudne...
- Nobu!
- Okej, już nic nie mówię - zaśmiałem się. - Może wtedy nasze zespoły ruszą we wspólną trasę? Kto wie?
- Obiecajmy sobie coś - pochyliłeś się nade mną, a kosmyki twoich włosów łaskotały mnie w twarz. - Jeśli któryś z nas odejdzie, ten drugi zatroszczy się o naszą przyszłość. Zgoda?
- Zgoda - uśmiechnąłem się i pocałowałem cię.
Nie spodziewałem się wtedy, że pewnego dnia znajdę cię nieprzytomnego na podłodze. Nie myślałem, że będę musiał spisać wszystko, co miałeś Soanowi, Hitomiemu, Velo i Siznie do przekazania. Nie wpadłbym na to, że uśmiechniesz się do mnie tuż przed zaśnięciem na zawsze, że uścisk twojej dłoni rozluźni się, a ja będę zmuszony wyjaśnić Soanowi, że śmierć była od niego szybsza i dlatego nie zdążył się z tobą pożegnać.
Twoja przyszłość zamknęła się w dwóch datach na nagrobku. Ale nasza nadal trwa. Pilnuję tego. W końcu tak sobie obiecaliśmy, prawda?
The end

poniedziałek, 20 lutego 2017

Simple

Zespół: UNiTE.
Pairing: Sana&Yui
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, komedia
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Sytuacja autentyczna, dodałam tylko fanowskie yaoi wyjaśnienie jej. XD

Sana stał za kanapą i patrzył na Mio i Yuiego siedzących przed nim. Lubił wygłupiać się z Linem, ale to jednak nie jego kochał i nie z nim był.
W zasadzie nie wiedział, co nim kierowało, gdy nachylił się nad Yuim i cmoknął go w czubek głowy. Tak na wizji.
Wokalista nie zareagował. Sana wiedział, że pewnie będzie zadawał pytania dopiero po wywiadzie, za kulisami, kiedy już nikt ich nie będzie widział. I był na to jak najbardziej przygotowany.
- Sana - zaczął Yui, wchodząc do garderoby. - Możesz mi wyjaśnić, dlaczego pocałowałeś mnie w głowę?
- Z sympatii? - zaśmiał się Sana, łapiąc Yuiego za policzek. Wokalista zmierzył go wzrokiem. - A może nawet i z miłości.
- Weź mnie nie irytuj - stwierdził Yui, rzucając mu mordercze spojrzenie.
- Tsundere jak zawsze - Sana poklepał Yuiego po głowie. - Powód był prosty. Najzwyczajniej w świecie tego chciałem.
- To wyjaśnienie nie ma żadnego sensu - zauważył Yui.
- Ależ ma, Kai-chan - Sana uśmiechnął się promiennie, przyciągając Yuiego do siebie. - Jestem seme, seme wolno wszystko.
- Chyba śnisz - prychnął Yui, zanim Sana pocałował go w usta.
- Ryosuke, oni znowu to robią... - westchnął Haku, wchodząc do garderoby.
- Wziąłbyś z nich przykład - stwierdził Mio, gasząc swoje koi jak papierosa, których Hiroshi według niego palił za dużo. Haku chciał zaprotestować, ale chyba zabrakło mu argumentów.
Sana zaśmiał się krótko, obejmując Yuiego w pasie.
- W sumie to ty nie śnisz. To mój sen - Kai uśmiechnął się czule, łapiąc Sanę za rękę. - I chcę, by trwał jak najdłużej.
The end

niedziela, 5 lutego 2017

Promise

Zespół: MoNoLith
Pairing: Ryu&Hayato
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, angst
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: W sumie nie wiem, dlaczego akurat takie zakończenie przyszło mi do głowy.


Złamałeś obietnicę, Ryu.
Tę, którą dałeś mi, opierając się o moje ramiona, gdy grałem na fortepianie w słoneczny, listopadowy dzień.
Gdy mówiłeś, że zawsze będziemy razem, a nasz zespół przetrwa kilkanaście lat.
Uwierzyłem ci. Tak prawdziwie ci zaufałem.
Okłamałeś mnie.
Nie ma MoNoLith, nie ma nas. Klawisze fortepianu pokryły się kurzem, a listopad znów stał się pochmurny.
Uśmiecham się delikatnie, patrząc na nasze wspólne zdjęcie i zastanawiam się, dlaczego.
Wzdycham, odstawiam ramkę na półkę i idę wyjąć piwo z lodówki.
To smutne, że tak dużo obietnic umiera, zamiast żyć wiecznie.
The end

piątek, 3 lutego 2017

Letters

Zespół: Ayabie
Pairing: Aoi&Takehito
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Tak jakoś mi to przyszło do głowy przez to, że Takehito Aoiego przeprosił.


Bałem się o swoją karierę. Zamiast miłości wybrałem pracę. I przez to wydawało mi się, że na zawsze straciłem osobę, którą kocham.
Zacząłem pisać listy. Chciałem go przeprosić, ale nie potrafiłem. Pragnąłem wyjaśnić, że to oni mnie do tego namówili, że uniosłem się honorem i nie umiałem porzucić pracy, ale nie potrafiłem. Dlatego właśnie zacząłem pisać listy.
"Przepraszam, że Cię zraniłem. Nie powinienem ich słuchać. Zwłaszcza po śmierci Saburou."
Chciałem wysłać cokolwiek, jakikolwiek list. Ale nie potrafiłem. Zatrzymywałem się w połowie drogi do poczty, zamierałem z ręką nad skrzynką pocztową...
"Nie wiem, co robić. Nie odbierasz telefonu, nie otwierasz mi drzwi. Saburou by wiedział. Tak dobrze Cię znał. Tak dobrze znał każdego, z kim się przyjaźnił. Towa też mi opowiadał, że nie dało się przed nim niczego ukryć."
Przesiadywałem na parapecie, wpatrując się w okno. Ewentualnie leżałem na łóżku i obserwowałem rysy na suficie.
"Wybacz mi. Nie chciałem tego. Proszę. Pragnę tylko tego, by znowu zobaczyć Twój uśmiech, choć wiem, że straciłem na to szansę."
Pewnego dnia moje listy zniknęły. Trzymałem je w szafce, związane czerwoną wstążką. Ktoś je zabrał.
Tworząc listę osób, które mnie odwiedzały w ciągu ostatnich miesięcy, usłyszałem pukanie do drzwi. Wstałem i otworzyłem je.
Stał tam, trzymając moje listy w ręce.
- Ryohei mi je pokazał - oznajmił. A więc to był Ryohei...
- Ao... - westchnąłem ciężko. - Przepraszam. Ja naprawdę...
- Wybaczam ci - przerwał mi. - A jako, że ci wybaczyłem, mogę to zrobić.
Przyciągnął mnie do siebie i pocałował. A na stole leżał zaczęły list z tylko jednym zapisanym zdaniem.
"Kocham cię."
The end

niedziela, 29 stycznia 2017

Diamond

Zespół: vistlip&ViViD
Pairing: Tomo&Shin
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Zainspirował mnie do tego fakt, że Tomo mówi do Shina "Shin-chan". ^^
Swoją drogą, widzę światełko w tunelu, jeśli chodzi o to, czy dodam te fanfiki do moich urodzin. XD


Twój głos zawsze był diamentem. Nieoszlifowanym, ale pięknym diamentem.
Przez cały okres naszej przyjaźni czekałem, aż ktoś weźmie cię pod swoje skrzydła i zaopiekuje się twoim wokalem jak trzeba.
I w końcu to się stało. Ryoko Satou, znana jako Ryon-sensei, sprawiła, że twoje zdolności wokalne były coraz większe, dźwięki coraz czystsze, a vibrato donośniejsze. Z diamentu stałeś się brylantem.
- Brawo, Shin-chan - oparłem się o framugę drzwi do waszej garderoby i zacząłem klaskać. Spuściłeś wzrok, usilnie szukając jakiegoś punktu zaczepienia na podłodze.
- Dzięki, Tomo - powiedziałeś w końcu. - Chociaż nie do końca wiem, o co ci chodzi...
- Jak to o co? Koncert w Budokanie po tak krótkim okresie działalności zespołu? Nic, tylko gratulować - zaśmiałem się. - Chodź, Shin-chan. Trzeba uczcić wasz sukces.
- Ale... - zacząłeś, lecz ja złapałem cię za ramię i pocałowałem. - ...Tomo?
- Mówiłem, bez dyskusji - uśmiechnąłem się promiennie i pociągnąłem cię za rękę.
Chyba nadal nie rozumiałeś, co się właśnie stało. I dobrze, przynajmniej role mieliśmy od razu ustalone.
The end

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Winter

Zespół: Moran&Ayabie
Pairing: Soan&Takehito
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: To jest dobry ship. Bardzo dobry ship. Ale Hitomi byłby smutny. XD


Takehito siedział na parapecie i wpatrywał się w świat za oknem. Płatki śniegu tańczyły na wietrze. Zastanawiał się, kiedy Soan wróci z próby i czy będzie tak samo zirytowany faktem, że na dworze szaleje śnieżyca, jak zawsze. Tomofumi nienawidził zimy i Takehito dobrze o tym wiedział.
Moment później drzwi do mieszkania otworzyły się gwałtownie.
- Irytująca pogoda - mruknął Soan, wchodząc do środka. - Dawno chyba tak nie sypało. Mam wrażenie, że jak zaraz nie wypiję czegoś ciepłego, to zamienię się w posąg lodowy.
- Zaparzę ci herbaty - Takehito wstał i poszedł do kuchni. Wyjął z szafki opakowanie truskawkowej herbaty i wrzucił jedną saszetkę do kubka. Sobie zrobił kawę z mlekiem.
Gitarzysta po chwili znalazł się w pokoju i postawił na stoliku przed Soanem herbatę. Usiadł obok i uśmiechnął się przyjaźnie do perkusisty.
- Co tam na próbie? - spytał, biorąc z miski ciastko.
- Ivy jak zwykle się wygłupiał, Vivi nie ogarniał swojego seme, Hitomi odpłynął gdzieś myślami, a Sizna opowiedział kolejną historyjką o tym, jak urocza jest Dura. W zasadzie ciągnąłby ją dalej, gdyby Sono do niego nie zadzwonił. Ja nie wiem, co jest gorsze. Jak trajkocze o kocie, czy do telefonu. Ale i tak go lubię - Soan zaśmiał się krótko. - Sizny nie da się nie lubić tak samo, jak zrozumieć. Tego drugiego lepiej nie próbować.
- Czyli norma - Takehito usiadł po turecku i wpatrzył się w przeciwległą ścianę. - Ja się zastanawiam, czy nie założyć z Taito czegoś od podstaw. Bo jeśli sytuacja w zespole będzie nadal wyglądać tak tragicznie, to nie ma po co tego ciągnąć.
- Zawsze możesz spróbować - stwierdził Soan i spojrzał za okno. - Niech ta zima się skończy.
- Mamy dopiero początek grudnia. I tak późno spadł śnieg - zauważył Takehito. - Wypij herbatę, to ci się humor poprawi.
- Truskawkowa? - upewnił się Soan, biorąc kubek do rąk.
- Innej nie pijasz - odparł Takehito, uśmiechając się lekko. Wziął pilota do ręki i włączył telewizor. - Obejrzymy coś?
- Włącz program muzyczny. Zobaczymy, kto tym razem wygrał notowanie.
- Okej - Takehito przełączył na MJP. Śliczna prezenterka w loliciej sukience opowiadała akurat o zespole, którego PV miało być zaraz puszczone.
* * *
- I to ma być trzecie miejsce? Wokalista umazany krwią i drący się, jakby coś go bolało, a w tle zespół brzmiący jak zepsuta pralka?
- I tak to lepsze od tego drugiego. Czy ten singiel nie wyszedł ponad rok temu?
- Ja rozumiem długie utrzymywanie się na liście przebojów, ale tego to chyba nie... Co? - Soan zamrugał. - Czy tydzień temu też na pierwszym nie było Meto i spółki?
- I dwa tygodnie temu i trzy... W zasadzie ta tendencja utrzymuje się od kilku miesięcy.
- Nigdy nie zrozumiem gustu głosujących w tym notowaniu ludzi - zaśmiał się Soan.
- A kto rozumie? Ayabie nie było tu chyba nigdy, a Morana widziałem może raz.
- Nie wiedzą, co dobre - Soan cmoknął Takehito w policzek. - Ale przynajmniej my wiemy.
Takehito spojrzał na Tomofumiego. Wiedział, że ten uśmiech na twarzy jego seme oznacza, iż długo nie zaśnie tej nocy.
The end

środa, 18 stycznia 2017

Outside

Zespół: UNiTE.&D=OUT
Pairing: Lin&Hikaru
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Ogólnie to chyba przez to, że teksty Lina są... Specyficzne. XD


To zabawne, jak niektórzy ludzie potrafią sprawiać pozory, że są zupełnie inni niż naprawdę.
Kiedy pierwszy raz się ciebie spotyka, z zewnątrz wydajesz się pociesznym, wiecznie uśmiechniętym, zwariowanym pozytywnie człowiekiem. Nic nie wskazuje na to, jak bardzo zboczony i napalony jesteś. I jak dużo przerażających scenariuszy pisze twoja wyobraźnia.
Czasem nie wiem, jak wytłumaczyć się Reice, dlaczego spóźniłem się na trzecią próbę pod rząd.
Czasem boję się zaglądać ci przez ramię, bo nie wiem, co zobaczę zapisanego w twoim zeszycie do tekstów.
Ale najbardziej przerażają mnie sytuacje, gdy zawisasz nade mną, zaciskając palce na moich nadgarstkach i uśmiechasz się w psychodeliczny sposób.
Chociaż wiem, że nic złego mi nie zrobisz. To tylko gra... prawda?
The end

czwartek, 12 stycznia 2017

Thousand

Zespół: Kameleo&The Guzmania
Pairing: Hikaru.&Chobi
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: komedia, romans
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Zainspirowało mnie to zdjęcie. ^o^

Tysiące razy ci to powtarzałem, prawda?
Żebyś nigdy, przenigdy nie nazywał mnie "chan" przy ludziach.
Ale przecież ty nie posłuchasz. Nigdy nie słuchasz.
- Hiroki-chan~! - świergoczesz, opierając się jedną ręką o ścianę. Chichoczę jak jakieś rasowe uke z gejowskiej mangi albo beznadziejnego opowiadania z ciemnych zakamarków internetu, zasłaniając sobie usta dłońmi.
- Saito, co ty wyprawiasz? - pytam, nie odrywając rąk od twarzy.
- A nic takiego - mówisz, łapiąc moje palce i przytykasz moją dłoń do swojego policzka. Opuszczasz moją drugą rękę na dół i składasz na moich ustach zachłanny pocałunek.
Tego też miałeś nie robić, gdy wpatrują się w nas oczy naszych zaciekawionych kolegów z branży. I też powtarzałem ci to tysiąc razy.
Ale przecież ty nie posłuchasz. Powinienem po tylu latach się do tego przyzwyczaić.
I choć pokochałem twoją spontaniczność, to jakoś przywyknąć do niej nie mogę.
The end

środa, 11 stycznia 2017

Mad

Zespół: D=OUT&vistlip
Pairing: Kouki&Tomo
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Tomo jako uke. Nieczęsto się to zdarza. XD


- Witamy w naszym szaleństwie - mówisz często, gdy ktoś przestaje nas rozumieć.
Nigdy nie miałeś zahamowań, by kogoś przytulić, zmacać czy uderzyć. Jeśli coś ci się podoba, jeśli jesteś szczęśliwy, jeśli jesteś zły, po prostu to okazujesz.
Zawsze byłeś pozytywnie zakręcony i niepoprawny, a mi to nigdy nie przeszkadzało. W pewnym momencie zaczęło mi się to nawet podobać. Aż w końcu pokochałem twoje dziwactwa, tak jak całego ciebie.
Sam jestem szalony, prawda, Kouki?
Nasz związek obfituje przez to w płynne przejścia od głupich przepychanek, przez kręcenie się wokół własnej osi w twoich ramionach, kończąc na tym, że i tak lądujemy w łóżku. Ale tak jest dobrze. Nie wyobrażam sobie już żyć inaczej.
- Wasza miłość jest szalona jak wy sami - stwierdził kiedyś Tohya. I miał rację.
Ale wiesz, kiedy jest największe szaleństwo? Kiedy budzę się przed tobą i wpatruję się w twoje śpiące oblicze przez długi czas. Czuję się wtedy jak wariat. Zakochany w tobie do szaleństwa wariat.
- Coś się stało, Satoshi? - pytasz mnie wyrwany ze snu. - Ej, Satoshi Tomo Miyata, wracamy na Ziemię, zejdź już z tego Księżyca.
- Nie, nic się nie stało - odpieram. - Wcześnie jeszcze, możemy spać dalej.
Wtulam się w ciebie i przymykam oczy. Mruczysz coś o tym, że Umi mnie pewnie zabije za spóźnienie się na próbę, ale cóż. Ryzyko jest elementem szaleństwa, prawda?
The end

niedziela, 8 stycznia 2017

Sunset

Zespół: Kalafina
Pairing: Keiko&Hikaru
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Wracamy do tego challenge'a. I ta dam, na pierwszy ogień mamy yuri. Drugie yuri w moim marnym życiu! XD


Hikaru siedziała na balkonie, czytając książkę. Ostatnie promienie słońca oświetlały i ogrzewały jej twarz.
- Piękny widok, prawda? - spytała Keiko, wchodząc na balkon.
- Ale co? - Hikaru podniosła wzrok.
- No zachód słońca - wyjaśniła Keiko. - Piękny.
- Tak, piękny - Hikaru kiwnęła głową. Keiko odwróciła się w jej stronę.
- Ale wiesz, co jest piękniejsze?
- Co?
- Ty - odparła Keiko, pochylając się i cmoknęła Hikaru w usta. Masai zachichotała krótko i wróciła do książki.
Szlaban to szlaban. Nie zmieni swojego zdania przez czułe słówka.
The end

wtorek, 13 grudnia 2016

Tremble

Zespół: Moran&The Guzmania
Pairing: Ivy&Chobi
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Dam radę, jeszcze tylko dziesięć fików... Tymczasem zapraszam na opowiadanie o, jak to nazwała kiedyś Kann, Ibi. ^^

Siedziałem na tarasie z kubkiem kawy w ręce i Nameko na kolanach. Obserwowałem. Co? Można powiedzieć, że wszystko. Chmury przesuwające się po niebie, ptaszki fruwające z drzewa na drzewo, bawiące się dzieci, panią z pieskiem na smyczy... Pieskiem. Kwadratem na łapach, nie psem. Nie wiem, co ludzie widzą w pomeranianach, naprawdę. Co Shougo w nich widzi...
Podrapałem Nameko za uchem w ramach protestu przeciwko psom. Chociaż nie mówię, niektóre rasy naprawdę są urocze i pocieszne. Jamniki i mopsy na przykład. "Zwłaszcza mopsy", dodałbyś, gdybym ci to powiedział.
Upiłem łyk kawy. Za furtką przejechała dziewczynka na rolkach. Pele i Mencha biegali po trawniku, bawiąc się jak małe kociaczki. Nameko przeciągnęła się leniwie, ziewając uroczo. Zamknąłem oczy. Przestałem obserwować, zacząłem słuchać. Często tak robiłem. Chciałem wiedzieć, co czuje moja siostra, gdy siedzi na tarasie tak jak ja teraz.
Słyszałem śpiew ptaków, klakson samochodu, śmiech dzieci, terkoczące kółka od zapewne małego rowerka po chodniku, szum wiatru, który wzmagał się na sile...
Zadrżałem. Zrobiło mi się chłodno. Chciałem otworzyć oczy, ale usłyszałem skrzypnięcie furtki i zapewne twoje kroki. I mruknięcie, że nic ci nie jest, gdy pewnie się potknąłeś. Jesteś ciapą, jak ja. To cud, że nadal żyjemy.
- Hiroki? - poczułem, jak zarzucasz mi bluzę na ramiona, co wystraszyło Nameko, która zeskoczyła z moich kolan. - Zmarzniesz, głuptasie.
Otworzyłem oczy. Patrzyłeś na mnie spod czapki, która opadała ci na oczy.
- Witaj w domu - opatuliłem się twoją bluzą, wstałem, wspiąłem na palcach i pocałowałem cię w usta.
Znowu zadrżałem, ale tym razem powodem były twoje palce pod moją koszulą. Chwilę później już niosłeś mnie po schodach do sypialni. Jakbym był jakąś księżniczką...
The end

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Transformation

Zespół: D=OUT
Pairing: Kouki&Hikaru
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Dodam ten i jeszcze jeden fik do oneshot challenge, a potem wrzucę coś innego. Po prostu chcę dodać tego fika, co jest po nim w tym zadaniu, a potem mam przygotowanego takiego, co nie jest z nim związany. XD



Kiedyś byłeś małym, drobnym Hikaru, który wziął na siebie rolę zespołowej księżniczki. Lata mijały, a ty doroślałeś. Powoli, powoli z pociesznej, słodkiej gąsieniczki przeistaczałeś się w pięknego motyla.
Teraz już prawie nic nie zostało z dawnego Hikaru, który wyglądał jak dziewczynka. Powalasz na kolana już nie tylko małolaty, które lecą na dziewczęcych chłopców, ale robisz wrażenie również na dojrzałych kobietach. I nie tylko.
- Coś się stało, Kouki? - pytasz, wycierając włosy ręcznikiem.
Kręcę głową, po czym wstaję, biorę cię na ręce i bez słowa oraz twojego sprzeciwu, zanoszę cię do sypialni.
I pozwalam ci rozłożyć już dobrze rozwinięte skrzydła.
The end

środa, 7 grudnia 2016

Summer

Zespół: UNiTE.
Pairing: Lin&Mio
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans, komedia
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Patrzę na ten gatunek tekstu i tego... Tak, uznajmy, że to komedia. XD

Lato tego roku było wyjątkowo gorące. Lin wysiadł z samochodu, wyjął MP3, założył słuchawki i poszedł w kierunku jeziora. Mio, chcąc nie chcąc, ruszył za nim.
- Wyjaśnij mi jedną rzecz - zaczął Mio, przedzierając się przez zarośla. - Po jakie licho tu przyjechaliśmy?
- Szkoda tracić taką piękną pogodę na siedzenie w domu - stwierdził Lin.
- Ale w domu włączylibyśmy sobie wiatrak i nie miałbym wrażenia, że zaraz się rozpuszczę - mruknął Mio. - Tu jest gorąco. Wracajmy.
- Oj, Ryosuke, nie marudź. Zobaczysz, będzie fajnie - Lin uśmiechnął się promiennie i szedł dalej. Zatrzymał się jednak po chwili, gdy zauważył, że Mio za nim nie idzie.
Odwrócił się. Mio stał jak wryty, a tuż przed nim kołysał się na nitce pająk. Za duży nie był, ale za mały też nie. Lin westchnął przeciągle. Zawrócił, złapał pajęczynę w palce i wysłał pająka na darmowy lot w krzaki.
- Żyjesz? - spytał Lin. Mio kiwnął głową.
- Żyję. Ale mi gorąco i na dokładkę tu jest pełno robactwa. Wracajmy.
Lin znów westchnął, przerzucił sobie Mio przez ramię i poszedł w kierunku jeziora.
- Tomoaki, co ty robisz?!
- Jak znów cię coś zaatakuje, to krzycz.
- A jak sobie poradzisz z temperaturą?
- Prosto - Lin wszedł do jeziora, uprzednio zrzucając tylko klapki ze stóp. Zdjął Mio buty, wyrzucił je na brzeg i, choć ten próbował się wyrwać, wrzucił go do wody.
- Tomoaki! - Mio spojrzał na niego spod mokrej grzywki.
- No co? Było ci gorąco, to cię schodziłem - Lin kucnął, nie zwracając zupełnie uwagi, że pomoczy sobie spodnie. To, że ubrania Mio też są teraz mokre, również skutecznie zignorował. - Ale jakby ci było za zimno, to zawsze mogę cię rozgrzać.
To powiedziawszy, pocałował ukochanego w usta. A ten musiał przyznać jedno - z Linem nie dało się nudzić.
The end

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Look

Zespół: D&Gotcharocka
Pairing: Asagi&Jui (jednostronne)
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Zaczęłam mieć wrażenie, że dobrze będzie, jak skończę to dodawać do moich urodzin... XD


Jedno spojrzenie wystarczyło, bym zrozumiał, o co chodzi. Wziąłem szklankę ze swoim drinkiem ze sobą i ruszyłem w twoją stronę. Oparłem się o ścianę obok ciebie i spojrzałem na ciebie z wyczekiwaniem.
- Nudzi mi się - oznajmiłeś w końcu. Niby to wiedziałem, ale i tak westchnąłem ciężko, bawiąc się lodem w drinku.
- I co ja mam ci na to poradzić? - spytałem, nawet na ciebie nie patrząc. Byłeś moim przyjacielem od tylu lat, że już się przyzwyczaiłem do twoich humorków i wiecznych pretensji o wszystko.
- Możesz pomóc mi przestać się nudzić - wyjaśniłeś spokojnie i oparłeś dłoń nad moim ramieniem.
- Asagi? - poczułem się lekko zdezorientowany. Znów wystarczył mi ten jeden gest, by wiedzieć, co mam zrobić.
Uśmiechnąłem się lubieżnie i pocałowałem cię. W zasadzie to się ucieszyłem, nie musiałem nikogo podrywać dzięki tobie i bać się, że będzie smakował alkoholem, którego nie lubię. Tymczasem ty jak zwykle piłeś dzisiaj czerwone wino. Lubiłem to, jak jego smak zostawał w moich ustach jeszcze długo po pocałunku. Tak samo, jak uwielbiałem zatapiać palce w twoich długich, jedwabistych włosach i patrzeć w twoje czerwone przez kontaktówki oczy.
I może kiedyś przestaniesz chichotać i nazywać mnie głuptasem, kiedy po raz kolejny wyznam ci uczucia.
- Wampiry są samotnikami, Jui - mówisz zawsze, roztrzepując mi włosy.
Ale ja jestem cierpliwy. Będę czekał, aż znudzi ci się samotność, a na razie mogę odpowiadać na każde twoje spojrzenie na imprezach. Bo ty wiesz, że przyjdę. Zawsze przychodzę. Jak ćma lecąca do ognia.
The end

niedziela, 27 listopada 2016

Thanks

Zespół: Kagrra,&Kra
Pairing: Izumi&Mai
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Może w tym roku dodam wszystkie fanfiki z tego challenge'a... XD

Kiedy zszedłem ze sceny, czułem się jak piąte koło u wozu. Ale ty mimo wszystko opiekowałeś się mną, aż wyzdrowiałem. Sam porzuciłeś dla mnie muzykę, choć po rozpadzie Kagrry, chciałeś robić coś dalej. Ale wybrałeś mnie i teraz pracujesz jedynie jako techniczny.
I dlatego właśnie w tym momencie leżę na kanapie, wtulony w twoje ramię, niezbyt rozgarniętym wzrokiem wpatrując się w ekran telewizora. Kolejny zwyczajny dzień za nami.
- Nie zimno ci? - pytasz i, nie czekając na odpowiedź, okrywasz mnie niebieskim kocem w kwiatki.
Dziękuję.
Za to, że byłeś.
Że jesteś.
I że będziesz.
Dla mnie.
The end

niedziela, 13 listopada 2016

Order

Zespół: Alice Nine
Pairing: Tora&Shou
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Nie mam pomysłów do tych notek autorskich przy tym challenge'u. XD

W moim życiu zawsze panował porządek. Zarówno w mieszkaniu, jak i w sprawach uczuciowych. Znajomi często wypominali mi, że jestem wręcz pedantem, bo irytowała mnie nawet najmniejsza plamka, czy też to, jak ktoś nie postawił kubka na podstawce, przez co później mój stół był ozdobiony pięknym odciskiem kółka.
Jeśli chodzi o związki, to również ściśle trzymałem się odpowiedniego schematu. Kobiety, w których się zakochiwałem, praktycznie zawsze wyglądały tak samo. Niski wzrost, długie włosy, średniej wielkości biust, bym miał na co popatrzeć, ale nie bał się, że mnie uduszą. Z charakteru też były podobne - zazwyczaj ciche, spokojne i małomówne, z poczuciem humoru i pracowite. Chociaż każdy z tych związków prędzej, czy później się rozleciał, wiedziałem, że nie szukam innego typu kobiety. Po prostu nie. Miałem ustalony schemat i nikt i nic nie mógł mi go...
 - Masashi! - słyszę twój głos dobiegający z łazienki. Wychodzisz w mokrych włosach, w szlafroku niedbale zarzuconym na chyba nagie ciało. Musiałbym się lepiej przyjrzeć. - Widziałeś moją odżywkę?
 - Którą? - pytam, podnosząc wzrok znad książki. - Tę ze spłukiwaniem, tę na mokre włosy, tę na suche, tę odżywczą, tę regenerującą, czy jeszcze inną?
Patrzysz na mnie z lekkim zdziwieniem. Chyba nie spodziewałeś się, że to zapamiętam.
 - Regenerującą - odpowiadasz.
 - Wpadła za pralkę, a tam jest pająk - wyjaśniam.
 - Kawał chłopa, a boi się pajączka - odwracasz się na pięcie i idziesz z powrotem do łazienki.
 - Facet po trzydziestce, a ma dziewięć odżywek! - odgryzam się.
Machasz ręką na znak, że dotarło do ciebie, co powiedziałem i że ogólnie masz to gdzieś.
I tak właśnie mój porządek w sferze uczuć został zaburzony. Ale nie wymieniłbym tego chaosu o imieniu Kazumasa na nikogo innego.
The end

sobota, 12 listopada 2016

Wind

Zespół: Anli Pollicino
Pairing: Shindy&Yo-ichi
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Shipowałam to, zanim shipnęłam Yo-ichiego z Masatoshim, a Shindy'ego z Shinem z ViViD.

Shindy stał na dworcu i czekał na pociąg. Nie wybierał się jednak nigdzie. Obiecał Yo-ichiemu, że go odbierze.
Było dosyć ciepło, ale wiatr był raczej zimny. Owiewał on twarz Shinyi, ochładzał rozgrzane policzki, rozwiewał długie włosy. Unosił w powietrze małe listki i wczepiał je w ich kosmyki, co wokalistę trochę irytowało.
Owinął szyję bardziej szalikiem i usiadł na ławce. Nudził się. Oczywiście mógł przyjść później, ale wolał pojawić się na dworcu pół godziny wcześniej, niż nie zdążyć.
Oparł się o tył ławki i rozejrzał się. Drzewa robiły się coraz bardziej kolorowe. Zieleń praktycznie zupełnie z nich zniknęła. Dominowały żółć i czerwień, pojawiały się też pomarańcz i brąz. Niektóre drzewa straciły już liście, zostały ogołocone i wyglądały jak martwe ciała wśród żywych dusz.
Shindy wzdrygnął się, gdy został gwałtownie wyrwany z zamyślenia przez komunikat z megafonu. Po chwili na peron wjechał pociąg. Shindy wstał i wśród tłumu próbował wypatrzeć Yo-ichiego.
- Tu jestem! - usłyszał, czując klepnięcie w ramię. Odwrócił się i zobaczył promiennie uśmiechającego się gitarzystę.
- Hej - Shindy cmoknął go w usta. - Jak było u rodziców?
- Wspaniale - odparł Yo-ichi, podając Shinyi koszyk. - Tu mam sałatkę i ciasto od mamy, tata jeszcze nalewkę mi wcisnął. To jakie plany na wieczór?
- Wrócimy do domu, zjemy sałatkę z ryżowymi sucharkami, które kupiłem, na deser będzie to ciasto, potem spróbujemy nalewki i może przy tym obejrzymy jakiś film?
- Idealny plan - stwierdził Yo-ichi. Zresztą, jak zwykle.
Gitarzysta zawsze przystawał na plany Shinyi. Głównie było to spowodowane tym, że Yo-ichi ograniczał się w planach tylko do oglądania anime i jedzenia słodyczy.
The end

czwartek, 10 listopada 2016

Denial

Zespół: Alice Nine
Pairing: Saga&Nao (jednostronne)
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, angst
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: No cóż, tu też jest jednostronnie.

- To jak, Nao-chan? Mogę z tobą znowu zamieszkać? - spytał Saga, kołysząc lodem w drinku.
- Nie - odparł Nao. Saga zakrztusił się alkoholem.
- Co? Ale jak to? Dlaczego? - Saga był szczerze zdumiony odmową przyjaciela.
- Bo znowu będziemy spać w jednym futonie i dojdzie do dziwnych rzeczy - wyjaśnił Nao. - Poza tym, jesteś na tyle dorosły, byś mógł mieszkać sam.
- Ale...
- Bez żadnych "ale" - Nao pokręcił głową. - Wybacz, Sakamoto. Czasem trzeba odmówić, gdy ktoś nadużywa naszej gościnności.
- Ach tak... - Saga westchnął. - Przepraszam, Nao.
- Nic się nie stało - Nao uśmiechnął się promiennie. - To jak? Zamawiamy kolejnego drinka?
Saga kiwnął głową. Od kilku miesięcy próbował go poderwać. Na próżno. Miał chociaż nadzieję, że będzie mógł ponownie z nim zamieszkać...
The end

wtorek, 8 listopada 2016

Knowledge

Zespół: Sadie
Pairing: Mao&Kei (jednostronne), wspomniane Mao&Mizuki
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, angst
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Doszłam w pewnym momencie do wniosku, że z odrzuceniem oni też powinni się spotkać w tym challenge'u.

Kei wiedział, że to, co stało się na komentarzu, to były tylko wygłupy. Pocałunki składane dla zabawy, dla uciechy fanów. I to wszystko.
Wtulił się w poduszkę. Chciałby, żeby Mao kiedyś pocałował go naprawdę. Ale on nic do niego nie czuł, w przeciwieństwie do Keity, który kochał wokalistę od dawna.
I Kei dobrze to wiedział.
Wziął poduszkę pod pachę i poszedł do kuchni. Wyciągnął piwo z lodówki i udał się do pokoju. Usiadł na kanapie, włączył telewizor i położył poduszkę na kolanach. Ugio, jeden z jego kotów, wskoczył na kanapę i położył się na niej. Tsuro, drugi z nich, zajął miejsce na jego kolanach. Kei otworzył piwo i pociągnął łyk z butelki.
Czemu ludzie myślą, że faceci nie mogą się nieszczęśliwie zakochać? Dlaczego uważają to za mało męskie? Jakim prawem jedynie kobiety mogą płakać po nocach?
Kei może nie płakał, ale było mu ciężko na sercu. Wypił całe piwo duszkiem. Nienawidził swojej bezradności wobec wiedzy, że Mao nigdy nie opuści Mizukiego dla niego...
The end

poniedziałek, 7 listopada 2016

Prepared

Zespół: Alice Nine
Pairing: Nao&Shou
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: raczej brak
Notka autorska: Na podstawie wywiadu, w którym Nao opisał dokładnie taką sytuację. XD


Kiedy przyjechaliśmy do hotelu, byłem już zmęczony. Wszedłem do łazienki i oniemiałem. Wanna była ogromna! Zazwyczaj w naszych japońskich domach czy mieszkaniach nie były tak duże. Postanowiłem po kolacji zrobić sobie kąpiel. Taka okazja mogła się już więcej nie powtórzyć.
Wróciłem do pokoju. Wszedłem do łazienki i rozebrałem się. Złożyłem ubrania w kostkę i położyłem na szafce. Odkręciłem oba kurki, dobrałem właściwą temperaturę wody, nalałem płynu do kąpieli i poszedłem opłukać się pod prysznicem. Kiedy spod niego wyszedłem, wanna była już napełniona po brzegi. Musiałem wypuścić trochę wody, bo inaczej by się przelała.
Wszedłem do wanny. Piana pachniała miodem. Nabrałem jej trochę na ręce i zdmuchnąłem ją z palców. Tak, dawno nie czułem się tak spokojny i zrelaksowany.
 - Murai! Co robisz? - do łazienki zajrzał Kazuma. Nie zwrócił uwagi, że nikt go do pokoju nie wpuścił. Ani że nie pozwoliłem mu wejść do łazienki. To był Kazuma, w jego przypadku trzeba być przygotowanym na wszystko.
 - Wiesz, jeżdżę na nartach - odparłem, przymykając oczy.
 - Duża ta wanna - usłyszałem, a potem coś spadło na podłogę.
 - Co to było? - zapytałem.
 - Mój but? - odparł Kazuma i po chwili rozległ się dźwięk płynącej wody. Czy on przyszedł do mojego pokoju, by się umyć?
Nie. Tak dokładniej przyszedł tutaj, by się wykąpać. Kilka minut później Kazuma wskoczył mi bowiem do wanny.
 - Co ty robisz? - zamrugałem. Tak, nie byłem przygotowany aż na takie rewelacje.
 - Jeżdżę z tobą na nartach - odpowiedział Kazuma, opierając się o przeciwległy brzeg wanny. - Miałem rację, duża ta wanna.
Zaśmiałem się. Tak, z tym człowiekiem nic nigdy nie wiadomo.
The end