Blog zawiera treści o związkach męsko-męskich i damsko-damskich. Jeżeli nie lubisz yaoi i yuri, to naciśnij czerwony krzyżyk i nie czytaj, zamiast obrzucać mnie błotem. Dziękuję za uwagę.

Polecany post

The Traces of Her Are Receding Into the Distance

Uniwersum: Aoishiro Pairing: Kohaku&Syouko Dozwolone od: 17+ Gatunek tekstu: soft angst Ostrzeżenia: spoilery do gry Notka autorska: End...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą THE KIDDIE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą THE KIDDIE. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 lipca 2019

Reklama vol 2

Zespół: W tagach.
Pairing: W tekście.
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: komedia, parodia
Ostrzeżenia: zrypany humor autorki
Notka autorska: Pamiętacie jeszcze pierwszą część tego fika? Pewnie nie. Tu macie linka.
I tak jak poprzednio, to jest fanfik z podtytułem "Jak Winry widzi każdy pairing? Na przykładzie wyprawy do łazienki".

"Oszczędzaj wodę, kąp się ze swoją dziewczyną!"
* * *
Jun: Shinobu, Shinobu, Shinobu!
Sorao: No idę, idę. Jaki ty jesteś niecierpliwy...
Jun: Jakbyś się nie guzdrał, to bym nie musiał!
* * *
Yoshihiko: Kiri-chan~
Kiri: *rzuca pałeczką w Yoshihiko*
Yoshihiko: *robi unik* Wystarczyło zwykłe "nie".
Kiri: Jakoś wczoraj i przedwczoraj nie podziałało.
* * *
Kohsuke: Naohisa, mam pytanie.
Nao: Nie.
Kohsuke: *wyciąga z kieszeni żuczka* Bo ci to wrzucę za koszulę.
Nao: ...to ja idę po płyn do kąpieli.
* * *
Lin: Sana, Sana~
Sana: *wybucha histerycznym śmiechem* Nie.
* * *
Haku: *stoi przy półce z płynami do kąpieli* Nalać ten o zapachu kwiatów, morza czy lasu? A może ten pomarańczowy albo truskawkowy? W sumie dawno nie używaliśmy wiśniowego, ale ten lawendowy mnie kusi, bo jeszcze go nie wypróbowywaliśmy. Chociaż Ryosuke ostatnio plecy bolą, to może to aloesowy? A może coś słodszego? Kokos, cola czy guma do żucia? Cynamonowy to się nadaje raczej bardziej na zimę...
Mio: *tak się zamyślił, że i tak nie słyszy, co Haku mruczy do siebie pod nosem*
* * *
Hikaru: Spytałbym cię, czy...
Yui: Nie.
Hikaru: Wiedziałem, że to odpowiesz, więc...
Yui: *trzep w łeb*
Hikaru: Ej, w końcu nie spytałem!
Yui: Ale chciałeś.
Hikaru: . . .
* * *
Daisuke: Wykąpiemy się razem?
Kouichi: Tylko nie rób bąbelków.
Daisuke: . . .
Daisuke: . . .
Daisuke: . . .
Daisuke: A. Ok.
* * *
Takeshi: *siedzi w wannie z pieczonym kurczakiem*
Takashi: *wzrusza ramionami* *też włazi do wanny* *zajada się kurczakiem razem z Takeshim*
* * *
Jui: *ciągnie Juna do łazienki*
Jun: Junichi! Ostatnio ja się wywróciłem, a ty zemdlałeś i to nie było yay. Myślisz, że to dobry pomysł?
Jui: Ugotuję miso z pomidorami, jak się zgodzisz.
Jun: ...wygrałeś.
* * *
Toya: *tuli wannę*
Tero: Załapałem aluzję, ale mogłeś po prostu spytać.
* * *
Soan: *przytula Hitomiego od tyłu* Idziemy się wykąpać, Hito-chan?
Hitomi: Z przyjemnością, ale może zostaw rozbieranie mnie do momentu, jak znajdziemy się w łazience.
Soan: *odpinając ostatni guzik od koszuli Hitomiego* Nie dyskutuj ze mną, Hito-chan.
* * *
Vivi: Toshi, odstaw makaron, idziemy się kąpać.
Ivy: A mogę wziąć moją myjkę w kształcie mopsa?
* * *
Sono: MÓGŁBYŚ ZABRAĆ TEGO WIERCĄCEGO SIĘ KOTA Z TEJ WODY?!
Dura: Miau!
Sizna: Nie?
* * *
Iori: Kou?
Kou: *patrzy na Ioriego*
Iori: *już się rozebrał*
Kou: Kusząca sugestia~
* * *
Tatsuru: *niesie Toumę jak księżniczkę*
Touma: Lol.
* * *
Keiya: Fuma, słuchaj...
Fuma: *robi zdjęcie Dorze* Jak pozwolisz mi być seme.
Keiya: Co. Nie.
* * *
Gaku: ...a potem założymy te puchate szlafroki od Keiyi i Fumy i... Słuchasz mnie?
Orochi: *dawno zasnął*
Gaku: . . .
* * *
Yoshi: *robi przewrót w przód, wchodząc do łazienki*
Saku: Udaję, że rozumiem...
* * *
Mikaru: SYU, ARE YOU FUCKIN' READY?
Syu: I'M READY FOR FUCKIN'~
* * *
Erina: *wiesza się na Keiu* Kei-chan~
Kei: *je żelki* Nie.
Erina: Ale... Ale Kei-chan!
Kei: *wkłada mu do ust jednego żelka* Nie.
Erina: . . .
* * *
Show: Jesteśmy w wannie, lol.
Daiki: Razem, lol.
Show i Daiki: Lol.
* * *
Sai: *udaje księżniczkę*
Dye: To ma mnie zachęcić, czy zniechęcić?
* * *
Kou: I wanna be a flower~
Rei: Jaki to ma związek?
Kou: Lilia?
Rei: Aaa... Może być.
* * *
Eiki: *wywalił się na kafelkach*
Nao: *wzdycha* Norma.
* * *
Tokiya: Czy ty musisz pić kawę nawet w wannie?
Natsuki: *robi kawie zdjęcie*
Tokiya: A do tego to ja w ogóle nie mam pytań...
* * *
Higiri: Czemu ta woda jest biała?
Milk: Dolałem do niej mleka.
Higiri: Co.
* * *
Narumi: Wlałem malinowego płynu do kąpieli, zapaliłem świeczki, włączyłem romantyczną muzykę, a ty i tak...
Juri: *tuli pluszowego Minionka* Na pewno nie mogę go wziąć ze sobą?
Narumi: *wzdycha jak męczennik* I po co się starać?
* * *
Rumina: *prawdopodobnie nawet nie widział tej reklamy, bo...*
Nagi: *...ogląda po raz setny koncert vistlip na DVD*
* * *
The end

wtorek, 11 października 2016

Restless

Zespół: THE KIDDIE
Pairing: Sorao&Jun
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: komedia, obyczaj
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Czasem mam ochotę zacząć to shipować, bo mnie Yuudai irytuje.

Jun od zawsze lubił rozmawiać przez telefon. Kiedy do kogoś dzwonił, potrafił z nim przegadać kilka godzin. I dlatego irytowało go to, gdy ktoś nie odbierał. Zwłaszcza, że on ostatni raz nie odebrał telefonu kilka miesięcy temu, a jak już, to od razu oddzwaniał.
Leżał na łóżku. Złapał za komórkę i, wpatrując się w sufit, wybrał numer Sorao.
Nie odebrał.
Jun zmarszczył brwi. Sorao zawsze od niego odbierał. Wiedział, jak na to reaguje.
- Może jest zajęty? - mruknął Jun, naciskając zieloną słuchawkę raz jeszcze.
Znowu nie odebrał.
Jun przestał się uśmiechać. Dwa razy? Nie odebrał od niego dwa razy?
- Odbierz - Jun nacisnął zieloną słuchawkę po raz trzeci.
I znów spotkał go zawód.
Jun zaczął się coraz bardziej niecierpliwić. Gdy Sorao nie odebrał po raz kolejny, miał ochotę rzucić telefonem.
Jednak po ponownym usłyszeniu sekretarki nie był już zły. Coś mu podpowiadało, iż coś jest nie tak.
Jun wstał, założył buty i kurtkę, po czym pojechał do Sorao.
Zapukał. Sorao otworzył mu w ręczniku na głowie, piżamie i szlafroku.
- Hej, coś się stało? - zdziwił się, widząc gitarzystę w progu.
- Wszystko w porządku? Nie odbierałeś telefonu, zacząłem się martwić - wyjaśnił Jun. Sorao wybuchnął śmiechem.
- Jun, kochanie, kąpałem się. Jaki ty jesteś niecierpliwy - roztrzepał mu włosy. - Chodź, zaparzę herbaty. Melisy najlepiej na te twoje nerwy.
Jun stał jeszcze przez chwilę zdezorientowany, po czym westchnął i ruszył za nim do kuchni. Następnym razem będzie wiedział, że musi poczekać, zanim ponownie spróbuje się do Sorao dodzwonić.
The end

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Reklama

Zespół: 168 -one sixty eight-, Alice Nine, Anli Pollicino, D, D'espairsRay, D=OUT, Dir en grey, Kagrra,, Kra, Lack-co., Lusknot., Migimimi sleep tight, MoNoLith, Nightmare, Sadie, THE KIDDIE, The Micro Head 4N's, vistlip, ViViD
Pairing: W tekście.
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: komedia, parodia
Ostrzeżenia: zrypany humor autorki
Notka autorska: To wszystko przez Black Cherry i jej tweeta. Przepraszam, jeśli obraziłam któregoś z waszych ulubieńców.
W sumie to jest fanfik z podtytułem "Jak Winry widzi każdy pairing? Na przykładzie wyprawy do łazienki.".


"Oszczędzaj wodę, kąp się ze swoją dziewczyną!"
* * *
Nao: Shino?
Isshi: Nawet o tym nie myśl.
Nao: Ale Shino... *robi maślane oczka*
Isshi: Olejek lawendowy czy różany?
* * *
Izumi: Hashi, jogurcik ci kupiłem.
Shin: Mam nalać wody do wanny?
* * *
Tora: Aki, kupiłem waniliowy płyn do kąpieli!
Akiya: Czy to, co kombinujesz, ma coś wspólnego z tamtą reklamą?
Tora: Nie, ależ skąd.
Akiya: Chodź już do tej łazienki, głuptasie.
* * *
Saga: Kazuma, słonko, wiesz, byłem w sklepie i kupiłem wszystkie smaki tych twoich mleczek sojowych.
Shou: Wanna jest moja, Sakamoto.
* * *
Hiroto: Co będę z tego miał?
Nao: Co tylko sobie zamarzysz.
Hiroto: Maraton "Dragon Balla" do rana i to ty nas usprawiedliwiasz u Shou.
Nao: A mogłem zaproponować dobry obiad...
* * *
Yuusei: Ryohei, no chodź już!
Yusa: Nie skacz tak, bo się...
Yuusei: *zalicza piękny ślizg po kafelkach*
Yusa: ...przewrócisz.
* * *
Sorao: Yuudai, no chodź.
Yuudai: Nie.
Sorao: Dam ci ciastko.
Yuudai: *uderza się ręką w twarz* Z kim ja żyję?
* * *
Jun: Idziemy?
Minase: Tak!
* * *
Reika: Chodź ze mną.
Hikaru: Tylko nie rób sobie potem zdjęcia na Twittera.
Reika: Hikaru!
Hikaru: No idę, idę.
* * *
Ibuki: Czemu mnie niesiesz?
Kouki: Bo tak jest bardziej romantycznie.
Ibuki: Kochanie, ja nie potrzebuję romantyzmu, tylko seksu. Teraz.
* * *
Ruiza: Takahiro?
Asagi: Yoshiyuki?
Ruiza: Czyli nie?
Asagi: Jakie mam mądre uke.
* * *
Hide-zou: *wywala się na kafelkach*
Hiroki: Mam dzwonić po pogotowie?
* * *
San: Tsune, a jak myślisz, jak ja mam niebieskie włosy, a ty czerwone, to woda będzie fioletowa?
Tsunehito: Tak. Będziemy traktować ją jak nasze dziecko i nazwiemy ją Murasaki-chan.
* * *
Ko-ki: Ja może i jestem seksoholikiem, ale wanna to jest prywatna przestrzeń i...
Ivu: *przerzuca sobie Ko-kiego przez ramię i niesie do łazienki*
Ko-ki: Z kim ja w ogóle próbowałem polemizować?
* * *
Reno: Tensei, idziemy?
Ryoga: Nie.
Reno: I po tak długim czasie ty nadal uważasz, że ja znam słowo "nie"?
* * *
Shindy: Akihide, gdzie ty jesteś?
Shin: *macha ręką spod sterty ręczników*
Shindy: *udaje, że wyciąga notes* Dzień dwudziesty dziewiąty. Akihide utonął w ręcznikach po raz trzeci.
* * *
Yo-ichi: Masa-chan, Masa-chan!
Masatoshi: Pod warunkiem, że nie wejdziesz do pralki.
* * *
Kiyozumi: Takuma, słonko...
Takuma: Jutro jest próba.
Kiyozumi: No to jutro.
Takuma: Pojutrze też jest próba. I tak długo będą próby, aż ci się odwidzi.
* * *
Kei: Kenyo, po co ci telefon?
Tsurugi: Trzeba wrzucić coś na Twittera, no nie?
Kei: I może żółtą kaczuszkę do tego?
Tsurugi: O, to jest myśl!
* * *
Mizuki: Masao, a może zgasimy światło i zapalimy świeczki?
Mao: Chyba śnisz.
* * *
Takafumi: Hayato, wykąpiemy się razem?
Hayato: Właśnie miałem zapytać o to samo!
* * *
Ryu: Keita, chodź ze mną do wanny.
Keita: Ale będę seme.
Ryu: W twoich słodkich snach, kochanie. Chodź.
* * *
Rui: *potyka się o próg*
Shuhei: *potyka się o Ruiego*
Rui: No i to by było na tyle.
* * *
Tomo: Matsu?
Tohya: Ale przez tydzień nie palisz!
Tomo: Chyba zwariowałeś!
* * *
Umi: Em, Yuh?
Yuh: Tak?
Umi: Tego no...
Yuh: Nalej wody.
* * *
Karyu: Michio?
Zero: Yoshi, słonko, poza tobą to nikt się nie zmieści w tej wannie. Mam ci usiąść na kolanach?
* * *
Hizumi: *ciągnie Tsukasę za rękaw*
Tsukasa: Też właśnie o tym myślałem.
* * *
Yomi: Coś się stało, Ikari?
Hitsugi: Zastanawiam się, ile czasu musiałbym być pod wodą, żeby mi kolczyki zardzewiały.
Yomi: Idź ty już lepiej po ten płyn do kąpieli, bo sklep zamkną.
* * *
Sakito: *łapie Rukę za rękę*
Ruka: *z kamiennym wyrazem twarzy idzie za Sakito*
* * *
Yuhra: Chodź się wykąpać.
Yasuno: No coś ty! Włosy mi się zmierzwią!
* * *
Keiyu: Idziesz, czy nie?
Mai: Wiesz, nie mam zbytnio wyboru...
* * *
Satoshi: Takuya, woda stygnie.
Takuya: Zdjęcie mi nie wychodzi, poczekaj.
Satoshi: Kami-sama...
* * *
Yuki: Sino?
Sino: Nie.
Yuki: A ktoś cię pytał o zdanie?
* * *
Toshiya: *łapie Die'a za rękę i ciągnie do łazienki*
Die: Muszę sprzedać telewizor.
* * *
Kyo: Shinya?
Shinya: Kąpałem dzisiaj Miyu.
Kyo: A to nie.
* * *
Kazuya: Puciu puciu, chodź do wanny.
Ricky: Nie, czekam na UFO.
* * *
Ryohei: *patrzy wymownie na Aoiego*
Aoi: Ja nie jestem twoją dziewczyną.
Ryohei: Ale jesteś mój.
Aoi: Nie, kochanie. To ty jesteś mój. A teraz chodź już do tej łazienki.
* * *
The end

niedziela, 13 stycznia 2013

Ciasto z rodzynkami II

Zespół: THE KIDDIE
Pairing: Sorao&Yuudai
Dozwolone od: 16+
Gatunek tekstu: romans, obyczajowy, komedia
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Coś mi w tym fiku umknęło, ale nie wiem, co. Fakt faktem, miłego czytania.



Następnego dnia perkusista znów jako pierwszy przekroczył próg sali prób. Zrobił to, co potrzeba, usiadł na kanapie i zamknął oczy. Z niewiadomego powodu miał ochotę się rozpłakać. Położył się. Był tak beznadziejnym przypadkiem, tak okropnie beznadziejnym. Niby lider, a tak głupio zakochany w basiście własnego zespołu, który ma wszystkich gdzieś i o nikogo nigdy się nie martwi...
 - Yuudai? Coś się stało? - głos Sorao przerwał jego przemyślenia na temat bezduszności wyżej wspomnianego basisty. Yuudai spojrzał na niego. Sorao patrzył na niego z obojętnością wypisaną na twarzy, lecz z jakąś swoistą troską w oczach.
 - Nie, po prostu oczy mnie bolą - odparł Yuudai, siadając na kanapie. - Dlaczego wczoraj cię nie było?
 - Źle się czułem - Sorao wstał i podszedł do stolika. - Ale przyniosłem wam ciasto z rodzynkami na przeprosiny.
 - Przyniosłeś nam ciasto za to, że nie było cię na próbie? - zdziwił się Yuudai. - Jakby Yuusei tak robił, to byśmy się turlali.
Sorao zaśmiał się krótko.
 - Nie, chodzi mi raczej o fakt, że nie mogę wam powiedzieć, co było powodem mojej nieobecności - oznajmił. - No i za to, że byłem taki oschły.
 - Rozumiem - Yuudai wstał i przeciągnął się. - Zaraz, chwila. Ty zawsze taki jesteś.
 - Naprawdę? - Sorao spojrzał na niego ze zdziwieniem. - Dla ciebie też?
 - Dla mnie zwłaszcza - Yuudai usiadł przy stoliku i ukroił sobie ciasta. - Nigdy się nie witasz. Nigdy nie żegnasz. Nigdy nie rozmawiasz, zanim nie przyjdzie reszta. Nie martwisz, nie słuchasz, nie rozumiesz. Ignorujesz mnie.
 - Yuudai, ja nie wiedziałem, że to tak wygląda - Sorao uśmiechnął się smutno.
 - Nie przejmuj się, mam swoje powody, by mnie to bolało aż tak mocno - stwierdził Yuudai. - Dobre to ciasto. Gdzie kupiłeś?
 - Składniki kupiłem w sklepie, a książkę kucharską miałem w domu - odparł Sorao, uśmiechając się lekko. Yuudai prawie się zakrztusił.
 - Upiekłeś to ciasto?
 - Tak. Chcesz mleka? - zapytał Sorao. - Też przyniosłem.
 - Też sam zrobiłeś? - Yuudai zaśmiał się krótko, na co Sorao przewrócił oczami.
 - Nie jestem kobietą - basista westchnął przeciągle. - I w sumie w tym jest cały problem... Hide, co ja gadam, zamknij się.
 - Dlaczego to jest problem? - zaciekawił się Yuudai, kończąc jeść ciasto.
 - Nieważne - odparł Sorao, nalewając mleka do szklanki. - Proszę.
 - Dziękuję - Yuudai napił się mleka, lecz nadal miał sucho w ustach. - Dlaczego nie byłeś wczoraj na próbie, Sorao?
 - Nie mogłem.
 - Dlaczego?
 - Źle się czułem.
 - Dlaczego?
 - Wkurzasz mnie.
 - Dlaczego? - Yuudai uśmiechnął się złośliwie.
 - Bo jesteś strasznie dociekliwy, ot co - odparł Sorao.
 - Jestem liderem, muszę wiedzieć, co się dzieje w moim zespole - oznajmił Yuudai.
 - Chcesz wiedzieć, co było powodem mojej wczorajszej nieobecności? - Sorao wstał. - Naprawdę chcesz to wiedzieć?
 - Tak, chcę - Yuudai pokiwał głową, po czym zamarł w bezruchu, gdy Sorao podniósł go za koszulę i pocałował. Basista odsunął się od niego po krótkiej chwili.
 - Właśnie dlatego - oznajmił Sorao. - Dlatego, że jesteś głupim, heteroseksualnym liderem, który uważa, że jestem nieczułym egoistą. A ja mam uczucia! I wczoraj pół dnia przeleżałem w łóżku z zerową chęcią do życia, a drugie pół robiłem to ciasto. Nie chcesz wiedzieć, jak wygląda moja kuchnia. No, to tyle mam do powiedzenia, możesz mnie uderzyć i iść z jakąś dziewczyną na randkę.
Yuudai zamrugał. Serce biło mu jak oszalałe. Sorao. Go. Pocałował. Wyłapał z jego wywodu tylko to, że basista ubzdurał sobie dużo nieprawdziwych rzeczy i że robił ciasto pół dnia.
 - Słabo mi - stwierdził tylko, opadając na krzesło. - Chyba zaraz zemdleję.
 - Bo co? Bo facet cię pocałował? - zapytał sucho Sorao.
 - Nie - Yuudai pokręcił głową. - Bo pocałowałeś mnie ty.
 - I to cię tak zaskoczyło?
 - Tak - odparł Yuudai, uspokajając się w końcu.
 - Dlaczego?
 - Ponieważ od dawna chciałem zrobić to samo - Yuudai wstał i pocałował go delikatnie. Sorao objął go ramieniem i przyciągnął mocniej do siebie, odwzajemniając pocałunek.
 - Nareszcie, jeszcze kilka tygodni z ich skrywanymi uczuciami i bym postradał zmysły - stwierdził Yusa, zaglądając przez dziurkę od klucza. - No dobrze, widok półnagiego Yuudaia to nie moje marzenie, czas wracać do domu.
Wokalista odwrócił się i wysłał do Juna wiadomość, że próby nie ma i zadzwonił do Yuuseia.
 - Kto mnie budzi? - mruknął Yuusei przez sen, sięgając po komórkę. - Yusa?
Yuusei zerwał się momentalnie, budząc się natychmiast.
 - Co się stało? - zapytał.
 - Powiedzmy, że Yuudai odwołał próbę - wyjaśnił Yusa.
 - Dlaczego? - Yuusei przetarł oczy. - Chory jest?
 - Nie, raczej rozbierany - odparł Yusa.
 - Yusa, ja aż tak przytomny jeszcze nie jestem - westchnął Yuusei, po czym otworzył szeroko oczy. - No nie gadaj.
 - Tak, właśnie - Yusa uśmiechnął się lekko.
 - Yusa?
 - Tak?
 - Pójdziemy na lody?
Yusa wybuchnął śmiechem.
 - Ty to zawsze będziesz dzieckiem - stwierdził. - Jasne, że z tobą pójdę.
 - Na malinowe? Albo nie, waniliowe. Albo nie, jedne i drugie - Yuusei zachichotał jak pięciolatek.
 - Ja to chyba wolę truskawkowe - oznajmił Yusa. - Zbieraj się, czekam na ciebie przed blokiem za pół godziny.
 - Biegnę! - Yuusei wstał gwałtownie, po czym potknął się o swojego psa. - Nic mi nie jest.
 - To dobrze - Yusa uśmiechnął się i rozłączył. - I jak go tu nie kochać? Ach, żebym to ja jeszcze miał odwagę mu to powiedzieć.
Yusa westchnął ciężko i podszedł do samochodu. Kiedyś w końcu będzie musiał porozmawiać z Yuuseiem. Kiedyś. W dość odległej przyszłości.

THE END

sobota, 12 stycznia 2013

Ciasto z rodzynkami I

Zespół: THE KIDDIE
Pairing: Sorao&Yuudai
Dozwolone od: 16+
Gatunek tekstu: romans, obyczajowy, komedia
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Tak więc, podzieliłam ten fik na dwie części, choć powinnam na trzy, ale uczę się je dzielić na większe partie materiału, żeby znowu nie dostać opieprzu. Dziękuję za uwagę, miłego czytania.




Yuudai wszedł do sali prób. Przyszedł pierwszy, co go wcale nie zdziwiło. Zawsze tak było. Jun pewnie się spóźni, bo go Słoneczko Numer Enty zatrzymało, Yusa wpadnie tu na ostatnią chwilę, uprzednio prawie się nie zabijając na schodach, a po Yuuseia trzeba będzie dzwonić z groźbą kupienia mu na następne urodziny zegarka. Sorao... On będzie punktualnie, wejdzie powoli do sali, omiecie pomieszczenie lekceważącym wzrokiem i położy się na kanapie, udając, że wcale go nie obchodzi to, co się wokół niego dzieje. Kiedy Yuudai może by chciał, by Sorao raz, chociaż jeden, jedyny raz przywitał się z nim, albo chociaż powiedziałby cokolwiek. Ale nie, basista wlezie do tego głupiego pomieszczenia i jak zwykle będzie zgrywał obrażoną na cały świat primadonnę, bo musiał wstać przed dziesiątą.
 - Za co, wytłumaczcie mi, za co? - Yuudai usiadł na krześle i nalał sobie wody do szklanki. Od kiedy kochał Sorao? Może od pół roku, może dłużej. Kochał go, tak prawdziwie go kochał, a basista tylko gwiazdorstwo odstawiał i nic więcej. Nawet uśmiechu mu nie posłał, nic!
Pół godziny później drzwi otworzyły się gwałtownie. Stanął w nich zdyszany Yusa, który zamknął je za sobą i opadł na kanapę.
 - Cześć, Yuudai. Patrz, zdążyłem - powiedział po chwili, gdy udało mu się uspokoić oddech.
 - Dziwne - mruknął Yuudai, spoglądając na zegarek. - Sorao się spóźnia.
 - Reszta też się spóźnia - odparł Yusa. - Chociaż w sumie u nich to normalne. Chcę poznać Słonko Juna, a ty?
 - Jak je zobaczę, to dostanie w pysk, więc może lepiej niech zostanie tak, jak jest - Yuudai oparł się o ścianę.
Jun przyszedł po kilku minutach, rozmawiając przez telefon. Yuudai miał czasem ochotę go zabić, znaleźć jego Słonko i je też zamordować. Jednakże później przypominał sobie, że Jun jest jego przyjacielem, a zabijanie jest złe.
Yuusei zjawił się akurat w momencie, gdy Yuudai wyciągał komórkę z torby. Potknął się o kabel od wzmacniacza, a fakt, że się przewrócił, był tak oczywisty jak to, że Jun nadal nie skończył rozmawiać ze swoim Słonkiem.
Yuudai zadzwonił do Sorao. Jeden sygnał. Drugi. Piąty. Sekretarka.
 - Odbierz - mruknął Yuudai, wybierając numer basisty raz jeszcze.
Nie odebrał.
 - Może ja spróbuję? - zaproponował Yuusei.
 - Jeśli nie odbiera, to od ciebie też pewnie nie odbierze - stwierdził Yusa.
Osiemnasta próba dodzwonienia się do Sorao zakończyła się sukcesem.
 - Sorao, próba - powiedział krótko Yuudai.
 - ...
 - Sorao?
 - Tak?
 - Kiedy będziesz?
 - ...
 - Sorao!
 - Yuudai, przepraszam, nie mogę dzisiaj. Wybacz - odparł Sorao, po czym się rozłączył.
Yuudai spojrzał na telefon. Że co niby?
 - Yuudai? - Yusa spojrzał na niego ze zmartwieniem. - Coś się stało?
 - Sorao dzisiaj nie będzie - oznajmił Yuudai.
 - To znaczy, że możemy iść do domu? - Yuuseiowi rozświetliły się oczy dziecięcą radością.
 - Nie, zrobimy próbę bez basisty. Moglibyście iść do domu, gdybym to ja zaniemógł - odparł Yuudai, gasząc nadzieję Yuuseia natychmiast.
 - Jesteś okropny - stwierdził Yuusei, robiąc minę zbitego psa.
 - Jestem tylko liderem - Yuudai uśmiechnął się lekko i złapał pałeczki. - To co? "Noah"?
 - Może być "Noah" - stwierdził Jun, odkładając telefon.
Yuudai wrócił do domu. Nie mógł przestać myśleć o tej dziwnej sytuacji. Próbował dodzwonić się do Sorao jeszcze popołudniu, by poprosić go o więcej szczegółów na temat powodu jego nieobecności na próbie, ale bez skutku. Położył się na kanapie i wbił wzrok w sufit. W radiu leciała spokojna muzyka. W telewizji śliczna prezenterka zapowiadała pogodę na kolejne dni. Za oknem dzieci sąsiadów bawiły się na trzepaku w ogródku.
Yuudai zamknął oczy. Dlaczego Sorao nie chciał z nim rozmawiać? Dlaczego choć raz nie mógł zachować się tak, jakby był człowiekiem?
Wsłuchał się w śmiech dzieci, w głos prezenterki, w muzykę i odpłynął myślami tak daleko, że dopiero po chwili zorientował się, iż ktoś do niego dzwoni.
 - Kto, do licha? - Yuudai usiadł i sięgnął telefon.
 - Yuudai-chan! - zaświergotał mu do ucha Yuusei. Yuudai westchnął przeciągle.
 - Co, skowronku? - zapytał po chwili.
 - Yuudai, to może trochę głupio zabrzmi - zaczął Yuusei. - Ale... Zakochałeś się kiedyś?
 - Tak, a co?
 - A zakochałeś się kiedyś w kimś... Etto... No wiesz...
 - Tej samej płci?
 - Tak!
 - Yuusei, sprawdzasz, czy masz u mnie szanse, czy jak? - Yuudai zachichotał pod nosem.
 - Nie - zaprzeczył Yuusei. - Ja sprawdzam, czy w naszym zespole są też inne osoby, które podzielają moje zdanie na temat tego, iż można się zakochać w każdym. Do Juna nie mogę się dodzwonić, chyba ma wyłączony telefon, tak jak Sorao zresztą. Co z nim w ogóle?
 - Nie wiem - westchnął Yuudai. - Zaraz, Yuusei, chcesz mi powiedzieć, że nie dzwoniłeś z tym jakże filozoficznym wykładem na temat miłości do Yusy?
 - Co?! - Yuudai aż zobaczył, jak Yuusei podskakuje. - Do Yusy? Nie, ja po prostu jeszcze... Raczej... Do niego... Nie dzwoniłem... Tak jakoś.
 - Tak jakoś - Yuudai zaśmiał się krótko. - Yuusei, ty się z nim dzielisz każdą drobnostką, dlaczego nie chcesz z nim rozmawiać o...
Yuudaia olśniło. Ależ on jest ślepy!
 - Yuusei?
 - Tak?
 - Kochasz Yusę?
 - ...
 - Yuusei?
 - A ty Sorao?
 - ...
 - Wiedziałem - powiedzieli jednocześnie.
 - Tragiczne z nas przypadki, no nie? - Yuudai wstał i podszedł do okna, po czym je zamknął. Zaczynało robić się chłodno.
 - W sumie tak - odparł Yuusei. - Nie zastanawiałeś się czasem, kto jest Słonkiem Juna?
 - Yuusei, tego nawet najstarsi szamani nie wiedzą - odparł Yuudai.
 - Masz rac... Szlag, herbata! Yuudai, muszę kończyć, chyba właśnie spaliłem kolejny czajnik - Yuusei rozłączył się, pozostawiając Yuudaia w lekko poprawionym nastroju.

środa, 23 maja 2012

Riposta

Zespół: THE KIDDIE
Pairing: Yusa&Yuusei
Dozwolone od: 16+
Gatunek tekstu: romans, obyczajowy, komedia
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Na podstawie rozmowy Yusy i Yuuseia na Twitterze.




Yuusei położył się na łóżku hotelowym, włączył muzykę, odpalił laptopa i wszedł na Twittera. Napisał, co robi, odłożył na chwilę laptopa i przeciągnął się leniwie.
Ostatnio zapytał Yuudaia, dlaczego wykosztowują się na pięć pokoi, jeśli wystarczą im przecież trzy. Perkusista z zupełnym opanowaniem odparł, że trzy nie wchodzą w grę, bo ani on się nie wyśpi, ani Yusa i Yuusei nie będą w pełni zdolni do myślenia. Sorao na to zaśmiał się tajemniczo, co oznaczało, że pojedyncze łóżko nie przeszkadza mu wcale w tym, by nie dać Yuudaiowi się wyspać.
Yuusei przeniósł wzrok na ekran. 1 new Tweet. Kliknął i mimowolnie się roześmiał. Yusa napisał do niego, że go ten jego jpop obudził, a on jest zmęczony i chce spać. Yuusei zaśmiał się raz jeszcze, po czym odpisał mu, że ma podziękować temu, kto akurat gra sobie teraz w głośnikach.
Gitarzysta przymknął oczy. Nie lubił się bawić w mistrza ciętej riposty od czasu, kiedy, jak to słodko nazywał Jun, zostali parą. Ale czasem po prostu nie mógł się powstrzymać.
Nagle usłyszał dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi, a zaraz potem tupot stóp na korytarzu. Po chwili w progu jego pokoju stanął Yusa z miną wskazującą na... Tak naprawdę Yuusei nie miał pojęcia, na co ta mina wskazywała.
 - Wiesz, co, kochanie? - Yusa powoli podszedł do łóżka i oparł dłonie na jego brzegu. - Ja nie mogę spać, więc tobie też nie pozwolę.
Yuki chciał coś powiedzieć, ale Ryohei zamknął mu usta pocałunkiem. Taka riposta była jednocześnie cięta i przyjemna.
No cóż, najwyżej jutro na próbie nie będą kontaktować, a Yuudai się wkurzy. A jak Sorao również wykonał dzisiaj swój plan, to jedynie Jun będzie rano w stanie myśleć. I dlatego trzeba ściszać muzykę, kiedy seme o to prosi, bo nigdy nie wiadomo, co mu w przeciwnym razie przyjdzie do głowy.

The end

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Błysk w oczach

Zespół: THE KIDDIE
Pairing: Yusa&Yuusei
Dozwolone od: 16+
Gatunek tekstu: romans, obyczajowy, komedia
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Biedny Yusa, trauma na całe życie...



Przed oczami wciąż mam ten obraz. Brązowe włosy, jakby rozwiane przez wiatr. Zamknięte oczy, jakbyś spał. I ta bezwładność twojego ciała. Jakbyś już był martwy.
Bałem się. Nawet nie wiesz, jak bardzo.
 - Plum! - zawołał Yuudai, śmiejąc się do rozpuku. Odwróciłem się. No tak, pewnie perkusista dla żartu wrzucił cię do jeziora. Pewnie zaraz dostanie w twarz. Dlaczego nie dostaje w twarz? Dlaczego wciąż nie wyszedłeś z wody?
 - Yusa, coś jest nie tak - stwierdził odkrywczo Jun, który usiłował zepchnąć Sorao ze swojej bluzy, ale teraz oderwał się od tego zajęcia. W biegu zdjąłem buty nogą o nogę, zrzuciłem z siebie sweter i, odpychając wciąż śmiejącego się Yuudaia, wskoczyłem do wody.
Zobaczyłem ciebie w takim stanie, jak opisałem wcześniej. Yuki, dlaczego nam nie powiedziałeś? Myślisz, że łatwo było mi wydostać się z tobą na brzeg i zobaczyć tę przerażoną minę Juna, który stał z moimi rzeczami w dłoniach i nie za bardzo wiedział, co ma zrobić? Ja sam nie wiedziałem. Czułem się, jakby ktoś wbił mi nóż w serce, bo inaczej nie mogę wytłumaczyć tego, dlaczego mnie tak wtedy bolało.
 - Ryohei? - Yuusei trącił w ramię Yusę, który zamyślił się na zbyt długą chwilę, przynajmniej w jego mniemaniu. - Coś się stało?
 - Nie, nic - Yusa uśmiechnął się i objął go ramieniem, przyciągając do siebie. - Dlaczego tak myślisz?
 - Oczy przestały ci się błyszczeć - odpowiedział Yuusei, wtulając się w ramię wokalisty. -  Jakbyś wyszedł z ciała i sobie gdzieś poszedł, zabierając ze sobą całą radość, którą posiadasz.
 - A jak myślisz, kiedy bym stracił tę radość? - zapytał Yusa, kładąc dłoń na policzku gitarzysty.
 - Jakby ci odebrali duszę? - zaryzykował Yuusei. - O, albo jakby ci zabrali te czekoladki, co je lubisz i ukrywasz miłość do nich przed Yuudaiem, że ci ich nie zjadł. Albo jakby Yuudai jednak odkrył ten twój schowek. O, albo jakbyśmy się rozpadli, co raczej nigdy się nie stanie. Albo...
 - Albo jakbyś odszedł - przerwał mu Yusa. Yuusei zamrugał.
 - W jakim sensie? - zapytał po chwili.
 - Jakby mi ciebie zabrali. Bo sam raczej z własnej woli nie odejdziesz, prawda? - Yusa spojrzał na Yuuseia takim wzrokiem, że gitarzysta miał wrażenie, iż zaraz te głębokie oczy go wciągną niczym czarna dziura.
 - A skąd ci takie głupoty przychodzą do głowy? - Yuusei roześmiał się tak głośno, że Sorao, który spał na kanapie obok, otworzył jedno oko.
 - Zamknijcie się, bo pozabijam - warknął Sorao.
 - Twoje uke raz próbowało, nie uda ci się - odparł Yuusei. Sorao prychnął tylko i przekręcił się na drugi bok.
 - Dajcie mu pospać - stwierdził Yuudai, zupełnie nie zwracając uwagi na to, że został wykorzystany w dyskusji. - Ciężką noc miał.
 - Jak to miał... - Yusa spojrzał najpierw na Yuudaia, a potem na Sorao. - Co zrobił, że był uke?
 - Podpadł - mruknął Yuudai. - A przed koncertem musi się wyspać. Bo inaczej zaśnie nam na scenie, a to nie będzie dobre.
 - Nie, to ty się rozłącz - zaświergotał Jun, rozmawiając z Minase. Ponieważ powtórzył to po raz piąty, Yuudai wstał i zabrał Junowi telefon.
 - Pa - powiedział perkusista, naciskając czerwoną słuchawkę. - Oddam ci po koncercie.
 - Ale... - takiej miny Jun jeszcze chyba nigdy nie miał. Yusa i Yuusei nie wytrzymali i wybuchnęli śmiechem, czym po raz kolejny zbudzili Sorao, który tym razem aż podskoczył i wylądował na podłodze.
 - Z kim ja muszę pracować? - westchnął Yuudai, oddając się w ręce stylistki.
THE END

środa, 15 lutego 2012

Sweet Beauty

Zespół: Kagrra,&THE KIDDIE
Pairing: Akiya&Yuusei
Dozwolone od: 16+
Gatunek tekstu: romans, obyczajowy
Ostrzeżenia: łagodne sceny erotyczne
Notka autorska: Ostrzeżenie - fik jest... jakby to delikatnie określić... zmysłowy. Jeśli ktoś wpadnie do mojego pokoju i zdzieli mnie moją własną, drewnianą ciupagą, to niech pamięta, że ostrzegałam.


Jego dłonie zacisnęły się na moich nadgarstkach. Trzeba było nie dołączać do THE KIDDIE, a najlepiej nie zostawać gitarzystą. To był błąd, bardzo duży błąd. Gdybym nie został gitarzystą, nie pojawiłbym się na tym festiwalu i teraz nie czułbym jego oddechu na swojej twarzy.
 - Boisz się? - zapytał spokojnie. - Dlaczego?
 - Czuję się tak, jakbyś chciał mnie zgwałcić - opuściłem wzrok. Puścił moje ręce i przyciągnął do siebie.
 - Czy ja ci wyglądam na gwałciciela? - ton jego głosu już nie był taki spokojny, jak przed chwilą. Miałem wrażenie, że te czarne oczy prześwietlają mnie na wylot.
 - Ja tylko... - nie dał mi dokończyć. Pocałował mnie. Stwierdziłem wtedy, że chyba jednak to nie będzie gwałt.
Zastanawiałem się, czy ktokolwiek inny już znalazł się przede mną w jego ramionach. Czy ktokolwiek inny zagadał się z nim po występie i czy komukolwiek innemu ściągał koszulę w ten delikatny sposób. Nie spieszył się. Tak, jakby też się bał. Tylko czego ja się bałem? Chyba tego, że... Zresztą, nieważne. Ważniejsze były jego ręce i to ciepłe spojrzenie. Jakby chciał, bym mu zaufał. I zaufałem.
 - Jesteś słodko piękny, Yuusei - stwierdził, przesuwając dłonią po moich plecach.
Ten spokój w jego głosie, ciepło jego ciała i jego pełne usta, składające na moich gorące pocałunki. Grzeszne niebo sprezentowane za darmo przez o wiele starszego ode mnie gitarzystę.
Obudził mnie telefon. Jego telefon.
 - Nienawidzę, kiedy to robią - westchnął, głaszcząc mnie po głowie. - Co znowu? Nie miało być żadnej próby. Nie próba? To co? Wywiad? Izumi, czy ty pamiętasz, że te wywiady mamy po kolei? Tak, Izumi. Najpierw Isshi, potem ja, następnie Shin, Nao i ty. Tak, Izumi. Izumi, skończ tę rozmowę, bo zwątpię w twoją kompetencję. Ale ja nie powiedziałem, że zwątpiłem. Dobrze, zostanę godzinę dłużej na próbie. Kami, co za lider.
 - Spać - mruknąłem, wtulając się w niego. Drgnął, jakby ze zdziwienia.
 - Yuusei, zdajesz sobie sprawę, że jutro obudzisz się sam? - zapytał.
 - Jutro, Akiya, jutro. Dzisiaj mogę się jeszcze przytulić - odparłem, uśmiechając się lekko. Zaśmiał się cicho i poprawił kołdrę, okrywając nas dokładnie.
Zastanawiam się, czy Ryohei, który teraz leży obok mnie, wie, gdzie zniknąłem te kilka lat temu i przez kogo nie mogli mnie tamtego dnia znaleźć. Pewnie nikt nigdy nie zorientował się, że Akiya wcale nie jest taki niewinny, jak większość osób myśli do dziś.


The end

niedziela, 5 lutego 2012

Zamknięte drzwi

Zespół: D=OUT, THE KIDDIE, Kagrra,
Pairing: Kouki&Ibuki, Reika&Hikaru, Minase&Jun, w domyśle - Isshi&Nao
Dozwolone od: 15+
Gatunek tekstu: romans, obyczajowy, komedia
Seria: "Life with a Ghost"
Ostrzeżenia: zjawiska paranormalne
Notka autorska: To tak z okazji urodzin Nao dodałam miniaturową miniaturkę. ^^


 - Minase, gdzie ty jesteś? - zastanawiał się Reika, pukając do wszystkich drzwi w budynku PSC. - Minase!
 - A to ja się niby spóźniam - westchnął Kouki. - A teraz co? Zniknął na pół godziny. A potem będzie marudził, że się próba nie odbyła.
 - To ja jestem liderem i to ja będę marudził, jak go nie znajdziemy - stwierdził Reika.
 - A może jemu coś się stało? - przypuścił zmartwiony Hikaru.
 - W głowie mu się poprzewracało i tyle - westchnął Ibuki. - Pierwszy raz zrobił taki numer, nie?
 - Tak, właśnie - zgodził się Reika. - Nao-san, widziałeś Minase?
Nao odwrócił się zdziwiony.
 - Nie - pokręcił przecząco głową i spojrzał w prawą stronę w taki sposób, jakby patrzył na kogoś pytającym wzrokiem. - Nie, nie widziałem.
W tym momencie Hikaru zauważył kątem oka, jak klamka od drzwi od pomieszczenia obok drgnęła, a drzwi po chwili się otworzyły. Same.
Skąd wszyscy wiedzieli, że otworzyły się same? Ano stąd, że znaleziony w pomieszczeniu Minase spał, oplatając ramionami Juna. I nikogo innego w pokoju nie było.
 - Duchy, czy jak? - zdziwił się Kouki, zupełnie zapominając o tym, że miał Minase zabić. Reika zaś zadzwonił do Yuuseia, by mu przekazać to, co widział.
Nao tylko zachichotał pod nosem i odszedł w swoją stronę.


The end

niedziela, 29 stycznia 2012

Hydrofobia III

Zespół: THE KIDDIE
Pairing: Yusa&Yuusei
Dozwolone od: 15+
Gatunek tekstu: romans, obyczajowy, komedia
Ostrzeżenia: halucynacje
Notka autorska: No bo wiecie, że Yuuseiowi nic nie będzie, prawda? Jak myślicie, że coś będzie, to się mylicie. Jest oki. W końcu kogoś zobaczył, prawda?


 - Yuyu, obudź się - powiedziała Airi, stając nad Yuuseiem.
 - Nie potrafię - zaprzeczył zachrypniętym głosem Yuki.
 - Potrafisz, tylko o tym nie wiesz - odparła Airi. - Obudź się. On cię woła.
 - Kto? - zapytał ze zdziwieniem Yuusei.
 - Idź do niego, Yuyu - Airi uśmiechnęła się lekko i rozpłynęła się w powietrzu.
 - Yuusei, słyszysz mnie?! Yuusei, spójrz na mnie, błagam cię! Yuusei!
Yuki zakrztusił się wodą, która doszła do wniosku, że chciałaby jednak opuścić jego płuca. Całe jego ciało drżało, a on nie mógł tego opanować.
 - Jun, przynieś koc! No nie patrz na mnie takim wzrokiem, tylko biegnij! Yuusei, spójrz na mnie. Spójrz, błagam cię.
Yuusei otworzył oczy. Zobaczył mokrego Yusę, który półleżał obok niego, opierając się na rękach, i patrzył na niego z przerażeniem.
 - Już dobrze, wszystko będzie dobrze - szepnął Yusa, okrywając Yuuseia kocem przyniesionym przez Juna. - Jun, zostań tu z Sorao i Yuudaiem, a ja go stąd zabiorę. Oni i tak nie kontaktują.
 - Czekaj, masz tu kluczyki - Jun wyjął klucze z kieszeni śpiącego Sorao, ignorując radosne rechotanie pijanego Yuudaia.
 - Och, ucisz się w końcu - warknął Yusa, biorąc Yuuseia na ręce. - I tak nic pewnie nie będziesz pamiętał, ale wiedz, że następnym razem jedziemy w góry i nie bierzemy tabletek przeciwbólowych.
Yuudai zmierzył go wzrokiem, wybuchnął niepohamowanym śmiechem, przytulił się do śpiącego Sorao i sam odpłynął do krainy snów.
Yuusei wciąż drżał, kiedy Yusa kładł go na tylnych siedzeniach, a sam usiadł za kierownicą. Powieki gitarzysty zamknęły się powoli i zmorzył go błogi, aczkolwiek niespokojny sen.
 - Mówiłam, że cię woła - zaśmiała się Airi, kładąc rękę na ramieniu Yuuseia. - On cię kocha, Yuyu. Nie wypuściłby cię z objęć.
Yuusei zamrugał. Znajdował się w swoim domu, na swojej kanapie i we wciąż mokrych ubraniach na sobie. Z sypialni wyłonił się Yusa, z którego włosów kapała woda. Podszedł do gitarzysty, uprzednio położywszy suche ubrania na stoliku obok kanapy.
 - Dobrze, że się obudziłeś, bo jakoś nie miałbym siły sam tego zrobić - stwierdził Yusa, gładząc Yuuseia po włosach. - A musiałbym, bo wątpię, byś z własnej woli pozwolił mi ciebie przebrać.
 - Mogłoby to mieć niespodziewane skutki - odparł Yuusei, zabierając rzeczy przygotowane przez Yusę ze sobą. - Idę do łazienki. Możesz założyć jakieś moje ubrania, bo jeszcze się przeziębisz.
 - Martwisz się o mnie? - zdziwił się Yusa. Yuusei zatrzymał się w drzwiach sypialni, ale nie odpowiedział na pytanie wokalisty. Po chwili otrząsnął się i zniknął w łazience.
 - Yuusei, dlaczego się o mnie martwisz? - zapytał Yusa, siedząc na łóżku Yuuseia, gdy ten wszedł do sypialni. - A poza tym, twoje ubrania są trochę za małe. Spodnie to mi do połowy łydek sięgają.
 - Dlaczego się martwię, tak? - powtórzył Yuusei, przymykając oczy, kiedy usiadł obok Yusy na łóżku. - Może z tego samego powodu, dlaczego to akurat ty rzuciłeś mi się na ratunek. Przecież Jun też wypił niewiele.
 - Po prostu się przestraszyłem, jak przez kilkanaście sekund Yuudai wciąż miał całą szczękę - odparł Yusa. - Byłem pewien, że zaraz wyskoczysz i mu przyłożysz. Nic takiego się jednak nie stało. Yuusei, dlaczego nam nie powiedziałeś, że nie potrafisz pływać? Przecież byśmy zrozumieli.
 - Niektórzy boją się wody, bo nie potrafią pływać - odparł Yuusei. - Ja nie potrafię pływać, bo boję się wody.
 - Ale mogło ci się coś stać, rozumiesz?! Yuudai do końca życia miałby cię na sumieniu, Sorao obwiniałby się, że nie powinien wpadać na pomysł z tym jeziorem, a Jun stałby się jeszcze bardziej zamkniętym w sobie człowiekiem na świecie. Yuusei, do jasnej, takie rzeczy się mówi! My nie chcemy cię stracić.
 - Czekaj, czekaj - powiedział Yuusei. - A ty co byś zrobił?
 - Ja? Ja nie wiem, co bym zrobił - Yusa pokręcił przecząco głową. - Nie znam siebie na tyle, by określić, jakbym się zachował.
 - Tak naprawdę nie odpowiedziałeś mi na pytanie - zauważył Yuusei. - Dlaczego to Jun po mnie nie skoczył?
 - Bo on cię nie kocha! - Yusa wzniósł ręce ku niebu, po czym położył dłonie na ramionach gitarzysty. - Ja cię kocham, Yuki. Ale ty tego nie widzisz.
 - W takim razie obaj jesteśmy ślepi - stwierdził Yuusei.
Yusa zamrugał. Zapadła cisza, przerywana tylko miarowym tykaniem zegara. Tik, tak, tik, tak.
 - Więc ty mnie kochasz, maleństwo? - zapytał Yusa.
 - Nie, wcale, tak sobie żartuję - westchnął Yuusei. - Kocham cię, Ryohei. Ale jak jeszcze raz nazwiesz mnie maleństwem, to porozmawiamy inaczej.
 - Drażliwy jesteś - stwierdził Yusa, składając na jego ustach delikatny pocałunek. - Mam wrażenie, że o czymś zapomniałem.
 - Nieważne - stwierdził Yuusei. - Zostań tutaj. Ze mną.
 - Masz rację, to pewnie nic takiego - Yusa uśmiechnął się lekko i przyciągnął Yuuseia do o wiele mniej delikatnego pocałunku.
Gdy już nic innego nie pomagało, Minase kopnął bezwładne ciało śpiącego Sorao, ale basista tylko przekręcił się na drugi bok. Perkusista D=OUT spojrzał na swoje koi, które usiłowało wepchnąć nogę Yuudaia do jego samochodu.
 - Więc mówisz, że Yusa zostawił cię tutaj z tymi zewłokami? - dopytał Minase, ciągnąc Sorao za włosy w kierunku swojego samochodu. - Chyba będę musiał się w końcu ujawnić i poważnie z nim porozmawiać. Tylko gdzie ja schowałem te pałeczki z kolcami, które kiedyś dla żartu kupił mi Reika?
Jun zachichotał pod nosem i pomógł ułożyć śpiącego Sorao obok Yuudaia, który przez sen mamrotał coś o Małej Syrence rozmawiającej z duchami.

The end

sobota, 28 stycznia 2012

Hydrofobia II

Zespół: THE KIDDIE
Pairing: Yusa&Yuusei
Dozwolone od: 15+
Gatunek tekstu: romans, obyczajowy, komedia
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Czasem powinniśmy mówić o tym, czego się boimy.

Wizje małej dziewczynki nie opuściły Yuuseia. Ledwo zasnął, a Airi znów powróciła do jego umysłu.
Kiedy gitarzysta był mały, miał przyjaciółkę o wcześniej wspomnianym imieniu. Airi była córką sąsiadów Yuuseia, rezolutną i pozytywnie nastawioną do świata dziewczynką. Znali się praktycznie od pieluszek, mieli nawet zdjęcie, gdzie siedzą razem w małej wanience.
Pewnego letniego dnia Airi, która była o rok starsza od Yuuseia i skończyła niedawno siedem lat, zaciągnęła go nad jakieś małe jeziorko.
 - Patrz, Yuyu, co ja potrafię! - zawołała Airi, wskakując do wody. Zawsze tak go nazywała, praktycznie nigdy nie mówiła do niego po imieniu.
 - Airi, wracaj tutaj - powiedział cicho Yuki, siadając na mostku. - Ja i tak nie potrafię pływać.
 - Potrafisz, tylko jeszcze o tym nie wiesz - zaśmiała się Airi. - Patrz, a ja nurkować umiem! Patrz na mnie, Yuyu!
Pech chciał, że strój dziewczynki zaczepił się o gałąź leżącą na dnie. Yuki pobiegł po rodziców, ale było już za późno.
Yuusei obudził się zlany zimnym potem. Odkąd zobaczył, jak Airi znika w toni jeziora, panicznie bał się wody. Jeżeli ktoś z jego zespołu wpadnie na jakiś głupi pomysł, a wpadnie na pewno, to mogą stracić gitarzystę. A Yuusei uniósł się dumą i nikomu nie mówił o swojej przypadłości.
Yuki, kiedy się obudził, nie mógł już zasnąć. Dlatego właśnie usnął w samochodzie i obudził go dopiero delikatny dotyk na ramieniu. Pierwszym, co oczekiwał zobaczyć, była twarz lekko uśmiechniętego Juna, obok którego siedział, ale jego oczy spotkały się z czarnymi oczami Yusy.
 - Budź się, maleństwo - Yusa uśmiechnął się promiennie, opierając się o drzwi od samochodu. - Bierz któryś z koszyków i chodź.
Rozpakowanie zajęło im jakieś pół godziny, bo Sorao i Yuudai nie mogli się zdecydować, czy wolą siedzieć w cieniu czy na słońcu.
 - Nie wiem, jak wy, ale ja to bym się wykąpał - stwierdził Sorao.
 - Sam? - zapytał Yuudai.
 - Kiedyś trzeba spróbować - Sorao zrozumiał, o co chodziło Yuudaiowi. - Jun, co ty robisz?
 - Zdjęcia - odparł Jun. - Tu jest tak fajnie, że moje Słonko musi to zobaczyć. Kiedyś go tu zabiorę.
 - I wykąpiecie się razem? - zapytał Yuusei, na co wszyscy, oprócz Juna, wybuchnęli śmiechem.
Zaczęło się ściemniać. Yuusei doszedł do wniosku, że zabieranie piwa nie jest najlepszym pomysłem, gdy ma się w zespole takiego kogoś jak Yuudai. Teraz wyżej wymieniony perkusista próbował właśnie wdrapać się na drzewo, co za każdym razem kończyło się głuchym dźwiękiem upadającego na ziemię ciała, cichym jękiem i śmiechem pijanego Sorao. Aż dziw, że nic mu się nie stało. Basista w ogóle już nie kontaktował i kiedy Yusa zakrył mu oczy, mruknął tylko, że księżyc zgasł i trzeba wymienić oliwę w żarówce. Cokolwiek to miało znaczyć. Jun rozmawiał chyba od godziny ze swoim Słonkiem, kimkolwiek ono było. Jedynie Yusa i Yuusei nie mieli jakoś ochoty pić do upadłego. Ryohei dlatego, że wolał pamiętać ten jeden z niewielu wolnych dni, a Yuki chciał być przytomny w momencie, gdy ktoś zaproponuje mu nieoczekiwaną kąpiel. A wtedy gitarzysta na niego nawrzeszczy i uderzy w głowę, bo to jest nierozsądne kąpać się o tak późnej porze. Zwłaszcza, jak nie umie się pływać.
Kiedy ululany Sorao zasnął z głową na bluzie Juna, który próbował mu ją odebrać, wołając, że zrobiło się chłodno, a Yuudai zaczął dobierać się do wszystkich obecnych, Yuusei wstał i poszedł w stronę mostu. Usiadł na nim i patrzył na księżyc znikający za chmurami. Nie bał się być w pobliżu wody, bał się być w wodzie. I gdy poczuł na plecach parę rąk, które silnym ruchem wrzuciły go w ciemną toń jeziora, jego panika osiągnęła szczyt.
Choć Yuusei się szamotał i próbował uwolnić z rąk ciemnej pani jeziora, nie udało mu się to. Że też musiał usiąść akurat na samym końcu mostu, gdzie jest najgłębiej. Mógł teraz jedynie się wiercić i próbować wydostać, ale to nic nie dało. W końcu się poddał.
Yuusei powoli zamknął oczy, a na granicy świadomości zobaczył tylko burzę blond włosów i poczuł, jak ktoś obejmuje go ręką w pasie. Potem wszystko zniknęło.

środa, 25 stycznia 2012

Hydrofobia I

Zespół: THE KIDDIE
Pairing: Yusa&Yuusei
Dozwolone od: 15+
Gatunek tekstu: romans, obyczajowy, komedia
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Czasem powinniśmy mówić o tym, czego się boimy.


 - Niby słuchasz go, a i tak uporczywie obserwujesz jego usta. Niby próbujesz skupić się na tym, co mówi lider, a i tak patrzysz na dłonie swojego wokalisty. Niby grasz, a i tak starasz się łapać jego spojrzenia i zatrzymywać je jak najdłużej, by nie uciekły. Oj, Yuki, jaki ty jesteś głupi - mamrotał Yuusei pod nosem, próbując wydobyć drobne na kawę z portfela.
 - Nie jesteś głupi. Po prostu się zakochałeś - sprostował go Jun, wręczając mu garść drobniaków. - Chociaż zbyt często mówisz do siebie.
 - Niedługo wszyscy będą wiedzieć, tylko nie on - westchnął Yuusei, biorąc kawę do rąk.
 - Kto? - zaciekawił się Yusa, podchodząc do nich. Yuusei skupił się na tym, by nie wylać gorącego napoju na siebie, za to Jun jedynie uśmiechnął się lekko.
 - Dowiesz się później - odpowiedział za Yuuseia, po czym odebrał dzwoniącą komórkę. - Tak? No hej, słonko ty moje. Co? O, no to fajnie. Nie, nie mamy nic w planach.
Reszta słów została wyciszona przez zamykające się drzwi wyjściowe. Yuusei i Yusa zostali sami.
 - Co tam u ciebie, maleństwo? - zapytał Ryohei, mierzwiąc włosy gitarzysty. Ten cały czas stał bez ruchu, błagając bogów, żeby wokalista w końcu przestał się uśmiechać. Choć na chwilę, by mógł zebrać myśli.
 - Dobrze - odpowiedział w końcu. Yusa wrzucił drobne do automatu i po chwili stał pod ścianą, sącząc tę swoją kawę z mlekiem i z super extra cukrem. Jak nie pił kawy z automatu, tylko zwykłą, to słodził chyba z pięć łyżeczek. Jak można słodzić kawę?
 - Jesteś ostatnio coraz bardziej nieobecny, Yuusei - zauważył Yusa, po czym skierował się w jego stronę. - Co się dzieje? Martwię się o ciebie.
 - Nie musisz się martwić - odparł Yuusei i uśmiechnął się niemrawo. - Jestem po prostu zmęczony.
 - Co wy na to, żeby jechać nad jezioro? - z sali wychylił się Sorao. - A w ogóle, Yuudai każe wam wracać.
 - Kolejna godzina męki - westchnął Yusa. - Yuudai, puść nas do domu.
 - Chcę tylko obgadać z wami ten wyjazd - odparł Yuudai. - Potem zagramy jeszcze "Black Side", bo niektórzy mają problem z wejściem w odpowiednim momencie. A później możecie iść tam, gdzie chcecie.
 - Coś przegapiłem? - zapytał Jun, wchodząc do sali.
 - Wymyśliliśmy z Yuudaiem, że potrzebny nam jakiś wyjazd na łono natury - oznajmił Sorao. - Pobliskie jezioro wydaje się być dobrym pomysłem.
 - A może lepiej góry? - zaproponował Yuusei. - Albo łąka? Ewentualnie możemy iść do lasu.
 - O, albo morze - rzucił Yuudai. - Co ty na to, Shinobu?
 - Nie, jezioro jest takie bardziej malownicze - odparł Sorao. - I tam jest i las i łąka i góry widać z daleka.
 - Ale ja nie chcę nad jezioro - mruknął pod nosem Yuusei. Ryohei spojrzał na niego pytająco, bo jako jedyny go usłyszał. Czy mu się zdawało, czy zobaczył w oczach gitarzysty błysk... strachu?
 - Myślę, że to dobry pomysł - Jun pokiwał głową. - Trochę świeżego powietrza nam się przyda.
 - W górach jest więcej świeżego powietrza - zauważył Yusa.
 - W górach to mnie głowa boli - odparł Yuudai, zaplatając ręce na klatce piersiowej. - A Shinobu ma lęk wysokości.
 - Nie mam lęku wysokości, po prostu boję się spaść - sprostował Sorao.
 - Też mi różnica - Jun wzruszył ramionami.
 - Jun, a ty zabierzesz może to swoje kochanie, co? Fajnie by było kiedyś zobaczyć je na oczy - Yusa uśmiechnął się lekko. Jun spojrzał na niego z przerażeniem i odwrócił szybko wzrok.
 - Nie, to zły pomysł - odparł Jun.
 - Dobra, ćwiczymy ten utwór, a jutro jedziemy nad jezioro. Mam tylko nadzieję, że mi się nie potopicie, bo na pierwszej pomocy się nie znam - oznajmił Yuudai.
 - Ja ci mogę zrobić usta usta - zgłosił się Sorao.
 - W domu, Shinobu, teraz gramy - Yuudai uśmiechnął się lekko, po czym wziął do rąk pałeczki. - Yuusei, obudź się. Jak wrócisz do domu, to będziesz mógł sobie pospać. Teraz gramy.
Yuusei przeciągnął się leniwie i wstał z kanapy. Przed oczyma mignęła mu postać małej dziewczynki, która go wołała. Musi odegnać te wizje.