Blog zawiera treści o związkach męsko-męskich i damsko-damskich. Jeżeli nie lubisz yaoi i yuri, to naciśnij czerwony krzyżyk i nie czytaj, zamiast obrzucać mnie błotem. Dziękuję za uwagę.

Polecany post

Metal

Zespół: Ganglion Pairing: Sagara&Oni Dozwolone od: 17+ Gatunek tekstu: obyczaj, romans, soft angst Seria: "Nine Elements" ...

wtorek, 16 czerwca 2026

Letters from the Past to the Nonexistent Future III

Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary

Pairing: Simon the Butcher&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary)

Dozwolone od: 17+

Gatunek tekstu: sci-fi, horror, crossover, AU

Seria: "When Cosmic Horror Meets Cosmic Hope"

Ostrzeżenia: headcanony, przemoc, niestabilność psychiczna, body horror, amputowana ręka, wulgarny język

Notka autorska: Jakoś tak mi pasuje, żeby to w tej konfiguracji mieli lub nie mieli problemu z wyznawaniem uczuć.



Piątek


Prawie się utopiłem, mamo. Ale nawet nie wpadłem do wody, spokojnie. Po prostu upadłem na kolana i przechyliłem się na bok i gdyby Ryland... W sensie, ten Doktor Belfer Zbawiciel Gwiazd i Wszechświata... Gdyby on mnie nie złapał, to bym pewnie się zachłysnął.

Ale miałem atak paniki. I to taki, że wepchnąłem go pod wodę. I trzymałem go tam. Nie chciałem puścić. Tak się odwdzięczyłem za wszystko, co dla mnie zrobił.

Wiesz, że on wygląda jak anioł? Tylko zarost ma. Ale jakby się ogolił, to by wszystko pasowało.

Włosy mu się rozwiały pod wodą i ułożyły w aureolę. I tylko dlatego go puściłem. Bo oniemiałem, kiedy uświadomiłem sobie, jaki jest piękny.

Nie mówiłem ci nigdy o tym, mamo. I nigdy nie powiem, bo cię raczej więcej nie spotkam. Ale jeśli spotkam...

Jeśli spotkam, to ci powiem, że nie widzę różnicy, czy to chłop czy baba. Gówno mnie to obchodzi.

I w tym przypadku również nie ma to dla mnie znaczenia. Pan Doktor Belfer Zbawiciel nie tylko gwiazd, ale też mnie.

Nawet jeśli się potem z nim droczyłem, to tylko chciałem ukryć fakt, jak bardzo mój mózg pojebało przez ten widok pod wodą.

* * *

Ryland odłożył na chwilę notes. Spojrzał na Simona, który jakiś czas temu położył się obok na łóżku i zasnął. Właściwie nawet nie wiedział, która była godzina.

Zbawiciel? W którym momencie on kogokolwiek zbawił?

Chociaż dla Simona, który został wychowany przez kult, to pewnie było totalnie normalne określenie na kogoś, kto go uratował.

Ryland westchnął i chciał go w pierwszym odruchu pogłaskać, ale zaraz cofnął rękę, bo przypomniał sobie, że przecież jego partner śpi. Bał się, że to go obudzi, a to był ostatni rezultat, jaki chciałby przez to osiągnąć.

- Jak chcesz mnie pogłaskać, to to zrób, a nie się czaisz - mruknął Simon w poduszkę.

- C-co? - Ryland aż podskoczył.

- Co "co"? - Simon otworzył jedno oko.

- Nie, nic. Po prostu myślałem, że śpisz i nie chciałem cię budzić - wyjaśnił Ryland.

- A co by się stało, gdybyś mnie obudził? - spytał Simon.

- Nie zdenerwowałbyś się?

- Dlaczego miałbym się wkurzać na kogoś, kto chciał mi okazać czułość?

- No bo bym cię obudził.

Simon westchnął ciężko, moszcząc się.

- Słuchaj, Rye - zaczął. - Ja przez całe życie tak rzadko doświadczyłem miłego dotyku, że możesz mnie głaskać do upadłego.

- Ale miałbym wyrzuty sumienia, że…

- I tak mnie obudziłeś, gapiąc się na mnie.

Ryland wydał z siebie jakiś bliżej nieokreślony, piskliwy dźwięk. Simon spojrzał na niego z politowaniem.

- Rye, jak się kogoś kocha, to można go głaskać, czego nie łapiesz? - spytał zmęczonym tonem.

- ...co? - Ryland poczuł, jak szczypią go policzki.

- Co "co"?

- Znaczy, no. To słowo.

- Co, "kochać"? Według translatora, to akurat było po angielsku nawet u mnie.

- Ale to mocne słowo - powiedział Ryland nieco przyciszonym głosem.

Simon zamrugał, po czym podniósł się na rękach i usiadł.

- Nie gadaj, że mimo bycia starszym, boisz się mówić ludziom, że ich kochasz - powiedział poważnie.

- To jest... skomplikowane - Ryland odwrócił wzrok.

- Bo?

- Bo ja nawet przez dekady nie wiedziałem, że jestem w stanie coś do kogoś czuć. Byłem święcie przekonany, że przez brak pociągu seksualnego nie mogę się w nikim zakochać - wyjaśnił Ryland. - Dopiero na studiach odkryłem, że to nie ma nic ze sobą wspólnego.

Simon potarł palcami skronie.

- Nie spodziewałem się, że taka ciepła klucha jak ty, tuląca się nawet do kosmity w foliówce, może mieć takie problemy pierwszego świata - stwierdził po chwili.

- Nie jestem ciepłą kluchą - oburzył się Ryland.

- Nie, tylko tym... Przeciekającym, kosmicznym mięczakiem?

- Simon.

- Też cię kocham - Simon pogłaskał go po policzku.

- Simon... - Ryland położył swoją dłoń na jego.

Nadal nie mógł się przyzwyczaić, jak ciepłe było jego ciało.

- To naprawdę proste, Rye. Mam cię nauczyć? - Simon przysunął się nieco do niego. - Najpierw mówisz "kocham", a potem "cię".

- Simon.

- No, możesz dodać moje imię, jak chcesz. Lubię, jak mówisz moje imię - Simon westchnął i spuścił wzrok. - To jedyne, co posiadam, oprócz traumatycznych wspomnień.

Ryland policzył w myślach do 29 miejsca po przecinku w liczbie pi, żeby znowu się nie popłakać przez sam sposób, w jaki Simon to powiedział.

- Kiedyś ci powiem - obiecał lekko drżącym głosem.

- Trzymam cię za słowo - Simon położył się obok niego z powrotem. - A teraz mnie głaszcz.

- Co?

- Chciałeś mnie pogłaskać, nie? To głaszcz.

Ryland westchnął, otworzył notatnik, chwycił go jedną ręką, a drugą dłoń przesunął po jedwabistych włosach Simona. Ten mruknął coś w poduszkę i po chwili zasnął z powrotem, wciąż czując ten czuły dotyk na swojej skórze.

A Ryland wrócił do swojej lektury.

* * *


Czwartek


Droga mamo.

Naprawdę coraz lepiej posługuję się tym sterylnym angielskim. No, może nie mówię w nim nadal zbyt dobrze, ale za to bardzo dużo rozumiem i nie potrzebuję nagrywać już Rylanda translatorem. Chyba, że zacznie znowu swój słowotok na temat nauki.

Ostatnio zrobił mi chyba godzinny wykład na temat pierdolonej fizyki kwantowej. I wiesz co? Nic. Siedziałem i słuchałem, bo samo patrzenie, jak z pasją o tym opowiada, rekompensowało to, że znowu gówno zrozumiałem.

Zarówno przez to, że nie wszystkie słowa wyłapałem, jak i nie jestem zbyt bystry tak naprawdę. Wtedy tylko żartowałem.

Oczy mu się wtedy świecą, mamo. Jak martwe gwiazdy, które oglądamy na Edenie.

Albo nawet jak te tutaj na Erid. Miło się na nie patrzy, gdy wiesz, że żyją.


Środa


Droga mamo.

Chyba przywykłem do myśli, że nigdy więcej się nie spotkamy. Mam tylko nadzieję, że będziesz mogła nosić kiedyś takie piękne sukienki, które ostatnio znalazłem na Hail Mary. Wyobrażam sobie, jak robisz w nich obiad i podajesz jedzenie do naszego stołu.

Wyobrażam sobie dużo rzeczy. Zwłaszcza to, że nadal mam rękę.

Cholernie mnie czasem boli, wiesz? Budzę się w nocy zlany potem, a ona boli tak, jakby nadal tam była. Ryland nazywa to bólem fantomowym, czy jakoś tak.

Ja tylko chciałem żyć. Wydostać się z tej żelaznej trumny. Wypłynąć z krwawego oceanu i wrócić do domu.

Ale już nigdy więcej nie wtulę się w twoje ramiona. Życie jednak naprawdę jest popieprzone, prawda?

Mam w sumie jedną opcję, żeby ktoś mnie przytulił, ale mam wrażenie, że on się boi mnie dotknąć. Głupi jest. Przecież nie gryzę.

To, że mam takie długie kły, nie oznacza, że ich użyję.

Ale w sumie czemu spodziewam się, że ktoś z jego wyglądem w ogóle na mnie spojrzy? Bo co? Bo jestem jedyną opcją?

Raczej nie. Anioły nie kochają pieprzonych potworów.