Blog zawiera treści o związkach męsko-męskich i damsko-damskich. Jeżeli nie lubisz yaoi i yuri, to naciśnij czerwony krzyżyk i nie czytaj, zamiast obrzucać mnie błotem. Dziękuję za uwagę.

Polecany post

The Traces of Her Are Receding Into the Distance

Uniwersum: Aoishiro Pairing: Kohaku&Syouko Dozwolone od: 17+ Gatunek tekstu: soft angst Ostrzeżenia: spoilery do gry Notka autorska: End...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MoNoLith. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MoNoLith. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 lutego 2017

Promise

Zespół: MoNoLith
Pairing: Ryu&Hayato
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, angst
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: W sumie nie wiem, dlaczego akurat takie zakończenie przyszło mi do głowy.


Złamałeś obietnicę, Ryu.
Tę, którą dałeś mi, opierając się o moje ramiona, gdy grałem na fortepianie w słoneczny, listopadowy dzień.
Gdy mówiłeś, że zawsze będziemy razem, a nasz zespół przetrwa kilkanaście lat.
Uwierzyłem ci. Tak prawdziwie ci zaufałem.
Okłamałeś mnie.
Nie ma MoNoLith, nie ma nas. Klawisze fortepianu pokryły się kurzem, a listopad znów stał się pochmurny.
Uśmiecham się delikatnie, patrząc na nasze wspólne zdjęcie i zastanawiam się, dlaczego.
Wzdycham, odstawiam ramkę na półkę i idę wyjąć piwo z lodówki.
To smutne, że tak dużo obietnic umiera, zamiast żyć wiecznie.
The end

sobota, 13 września 2014

Przecukrzony dzień lutego II

Zespół: vistlip&MoNoLith
Pairing: Rui&Shuhei, w tle Umi&Yuh, Ryu&Keita
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, obyczajowy
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Tak, ja też nie lubię Walentynek. =.=


Siedzieli w kawiarni, każdy wpatrzony w swoją filiżankę. Niezbyt wiedzieli, na jaki temat powinni zacząć rozmawiać.
 - Co ludzie tak w sumie widzą w walentynkach? - zapytał Rui, mieszając biszkoptem w kawie.
 - Nie wiem - Shuhei wzruszył ramionami. - Ekscytują się czerwienią i różem panującymi wokół?
 - Wszechobecnymi serduszkami?
 - Szczebioczącymi do siebie słodkie słówka parami, które przechadzają się po ulicach?
 - Komediami romantycznymi, które przez cały dzień lecą w kółko w telewizji?
 - Przesłodzonymi pioseneczkami puszczanymi non stop w radio?
 - Amorkami w samych gaciach, które można zobaczyć w każdej wystawie sklepowej?
 - Specjalnymi promocjami w sklepach, by dziewczyna mogła w zwiewnej haleczce uwieść swojego wybranka?
 - O połowę tańszymi kwiatami w kwiaciarniach?
 - Walentynkowymi ofertami dla zakochanych w restauracjach?
 - Pocztówkami, którymi zasypane są poczty, bo ktoś nie potrafi wyjawić swoich uczuć osobiście?
 - Tym, że można zjeść romantyczną kolację przy świecach w kształcie różyczek i skończyć w łóżku w postaci wielkiego serca?
 - Bez sensu - skomentował Rui. - Ale wiesz, co mnie wkurza najbardziej?
 - Co? - zapytał Shuhei.
 - Że ludzie tego dnia w kółko powtarzają "kocham cię". Jak dla mnie, to to powinno mówić się częściej.
 - O ile?
 - Tak jakoś codziennie. Zaczynając od dzisiaj - Rui nachylił się do Shuheia i go cmoknął w usta. - Kocham cię, Shuhei.
 - Ja ciebie też, Rui - Shuhei uśmiechnął się delikatnie. - Ale to było banalne...
 - E tam. Czasem banalne rzeczy też są dobre - stwierdził Rui, wstając. - Chodź. Pójdziemy do mnie, zjemy najlepsze ciasto na świecie i wylądujemy w zwykłym łóżku z pościelą w myszki.
 - Lubię myszki.
 - Mogę tak do ciebie mówić - stwierdził Rui. - Mysiu.
 - Podoba mi się - Shuhei złapał Ruiego za rękę. - A teraz opuśćmy to przesłodzone królestwo serduszek.
 - Dobry pomysł - Rui zamknął za nimi drzwi do kawiarni. Być może kiedyś polubi tę czerwono-różową atmosferę. Ale na razie ma jej serdeczne dosyć, nawet jeśli nie jest już singlem.
The end

piątek, 12 września 2014

Przecukrzony dzień lutego I

Zespół: vistlip&MoNoLith
Pairing: Rui&Shuhei, w tle Umi&Yuh, Ryu&Keita
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, obyczajowy
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: MoNoLith niestety od kilku dni już nie istnieje, ale co tam. Fika napisałam, więc dodaję. :3


 - Rui, może byś się tak skupił na grze? - Umi spojrzał na niego z wyrzutem. - Jak piąty raz będziemy musieli zagrać tę samą piosenkę, to wezmę od Tohyi pałeczki i wbiję ci je w oczy. Zrozumiano?
 - Tak, tak, przewrażliwiony liderze - odparł Rui, po czym dostał klapkiem.
Dalsza część próby przebiegła dość szybko. Basista zaczynał mieć dość Tomo i Tohyi, którzy od dawna byli w sobie zakochani, ale nie potrafili się do niego przed tym drugim przyznać. Oni mieli tyle okazji, by to zrobić, a on? Jedynie wyczekiwał jakiekolwiek wspólnego występu z MoNoLith, by móc spokojnie spojrzeć na Shuheia. By móc z nim porozmawiać. By nie czuć się nachalnym.
Wrócił do domu i powiesił kurtkę na wieszaku. Spojrzał na kalendarz.
 - "Jutro walentynki" - pomyślał. Bał się tego dnia. Bał się tego uczucia samotności, które zawsze go dopadało w ten dzień. Tym razem będzie ono silniejsze, przepełnione tęsknotą za bliską osobą, której nawet nie miał okazji przytulić.
Tego dnia mieli wolne, ponieważ Umi i Yuh postanowili spędzić ten czas tylko we dwóch. Pewnie skończy się to tym, że z pięć razy wylądują w łóżku, napaleńcy.
Rui zarzucił na siebie kurtkę, założył buty i zawiązał błękitny szalik od Tomo na szyi, po czym wyszedł z domu. Nie lubił walentynek, ale miały one jedną zaletę - w jego ulubionej cukierni sprzedawane było pyszne ciasto. I tylko tego dnia mógł je dostać. Pal licho, że było w kształcie serca. Połączenie chyba wszystkich owoców o czerwonym kolorze dawało niesamowity efekt.
Wszedł spokojnie do cukierni. Rozglądał się jeszcze za ciekawymi ciastkami dla Tohyi i Tomo i jakimiś czekoladkami dla Umiego i Yuh. Za sobą usłyszał dźwięk dzwonka u drzwi, który poinformował sprzedawcę i jego, że przyszedł kolejny klient.
 - Cześć, Rui-kun - usłyszał znajomy głos, przez co podskoczył, potknął się o własną nogę i wylądował na podłodze. Spojrzał w górę. Zobaczył Shuheia, który patrzył w tym momencie na niego jak... No właśnie, jak?
 - Hej. Przestraszyłeś mnie, Shuhei-san - stwierdził Rui, gdy ten pomógł mu wstać.
 - Nie przejmuj się, ja już przestałem liczyć, ile razy się dzisiaj wywaliłem. Zima to zło, a oblodzone chodniki jeszcze bardziej.
 - To się zgodzę. To... Dla kogo chcesz kupić walentynkowe słodycze? - zagadał Rui, wracając do rozglądania się za słodyczami dla kolegów.
 - Takafumi mnie prosił, bym kupił mu lizaka w kształcie serca. Z niego to czasem takie duże dziecko - stwierdził Shuhei, kucając przed wystawą ciastek.
 - Takafumi? Jesteście razem? - zdziwił się Rui. Miał rację, walentynki to zło.
 - Co? Razem? Haha, nie, po prostu on chyba lubi takie urocze słodycze - Shuhei zachichotał. - Jestem singlem, Rui. Dlatego walentynki tak jakby trochę mnie irytują. Za dużo cukierkowej oprawy i zakochanych par na ulicach. Jeszcze Ryu i Keita w końcu się zeszli. Masakra, jednym słowem.
 - Człowiek potem stoi w sali prób i zastanawia się, jaki to ma sens, że oni mogą być szczęśliwi, a on nie - stwierdził Rui, po czym poprosił ekspedientkę o swoje ciasto, czekoladki z wiśniowym nadzieniem i malinowe ciastka. - Mam to samo z Umim i Yuh. Ale przynajmniej nie wkurzają mnie swoją ślepotą jak Tomo i Tohya. Czasem mam ochotę zastosować pewien sposób swatania, o którym słyszałem.
 - Jaki? Może wykorzystam na Takafumim i Hayato - Shuhei podał sprzedawczyni lizaka. - Hayato już mnie i resztę o pomoc poprosił, bo Takafumiemu to trzeba będzie niedługo białą laskę kupić, serio.
 - Nie rozumiem, jak spędzając ze sobą połowę swojego życia, można nie zauważać, że ten drugi też cię kocha - westchnął Rui, biorąc torbę z zakupami. - Jak są w dwóch różnych zespołach, to to jeszcze jest logiczne, ale jak w jednym, to ja po prostu takich ludzi nie ogarniam.
 - Coś w tym jest - przyznał Shuhei. - To o co chodzi z tym sposobem swatania?
 - Podchodzisz do jednego i popychasz go na drugiego. Ale to w ekstremalnym przypadku, jak ci nerwy wysiądą - wyjaśnił Rui. - Zastosowane przez Zilla na Soanie i Hitomim. W sumie mu się nie dziwię.
 - Nie wiem, jak Soan, ale Hitomiego to jeszcze w Fatimie do tego panikującego perkusisty ciągnęło - stwierdził Shuhei.
 - Czy jest w muzycznym świecie osoba, która tego nie zauważyła?
 - Chyba tylko Asagi swoim prawym okiem tego nie widział, bo mu ta ściana włosów zasłaniała, ale lewym zauważył to pewnie bardzo dobrze - odparł Shuhei. - Ci to pobili wszystkich ślepców na głowę.
 - Dokładnie - przyznał Rui. - Shuhei?
 - Tak?
 - Dasz się wyciągnąć na kawę? - zapytał Rui. Shuhei kiwnął głową w odpowiedzi.

sobota, 7 grudnia 2013

Przebłyski z przeszłości III

Zespół: vistlip, w tle MoNoLith
Pairing: Tomo&Tohya, w tle Umi&Yuh, Rui&Shuhei
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, obyczajowy, okruchy życia
Ostrzeżenia: nawiązanie do wypadku z 2010 roku
Notka autorska: Jak już wspominałam, Rui jest perfidny, amen. XD

Obudziłem się. Ostatni sen był dziwny. Chodziłem po domu, wszędzie wisiały zdjęcia, twoje zdjęcia, a ja zastanawiałem się, co by było, gdybyś zginął.
Poszedłem do kuchni, by zaparzyć sobie herbaty i wtedy usłyszałem dzwonek do drzwi. Lekko zdziwiony, otworzyłem je i zamarłem.
W drzwiach stała Asako.
 - Cześć, Tohya, dziękuję, że pozwoliłeś mi przyjechać - oznajmiła. - Mogę wejść? Tohya?
 - Dlaczego tu jesteś? - zapytałem, patrząc na nią ze zdumieniem. - Jak? Znowu śnię?
 - Dobrze się czujesz, Tohya? - zmartwiła się Asako, kładąc dłoń na moim czole. - Przecież dzwoniłam do ciebie i się umówili...
 - Śnię, tak, muszę się obudzić - stwierdziłem, odwracając się. - Wejdź, jeśli chcesz, ale... I tak wiem, że nie ma cię tu naprawdę.
 - O czym ty mówisz? - Asako odwróciła mnie w swoją stronę.
 - Przecież zginęłaś w tamtym wypadku - szepnąłem, a ona tylko uśmiechnęła się smutno.
 - Ach, no tak, zbliża się rocznica i znowu uaktywnił ci się ten system obronny, co? - kiwnęła głową. - Dwa lata temu sądziłeś, że to był Yuh, rok temu, że Umi, teraz, że ja. Za rok pewnie mi powiesz, że Rui wtedy zginął, prawda? No i jeszcze zostali ci techniczni...
 - A Tomo? - zamrugałem, patrząc na nią z coraz większym przerażeniem.
 - Tomo? - Asako westchnęła ciężko, a oczy jej się zaszkliły. - Matsushita, Satoshi był właśnie tym, który wtedy zginął.
 - Tohya, nie zakluczyłeś drzwi! - zawołał Tomo, wchodząc do mieszkania perkusisty. - Tohya?
Wokalista przystanął. Tohya znów spał, tym razem na kanapie. Chyba ściągnął tylko buty i się położył. Tomo podszedł do niego i uklęknął przed nim. Dopiero wtedy zauważył, że policzki Tohyi są mokre od łez.
 - Płaczesz przez sen? - zdziwił się Tomo, ocierając wierzchem dłoni łzy z policzka perkusisty, który się przez to obudził. - Dlaczego?
 - Co dlaczego? - mruknął zaspanym głosem Tohya, siadając. - I co ty tu robisz w ogóle?
 - Czemu płaczesz?
 - Czasem mi się zdarza - odparł Tohya. - Zwłaszcza, jak śni mi się coś złego.
 - Co takiego?
 - Że Asako przeżyła, a ty nie - odpowiedział Tohya, zamykając oczy.
Tomo spojrzał na perkusistę ze zdziwieniem i usiadł obok niego.
 - Często śnią ci się takie rzeczy?
 - W sensie Asako występująca jako bohaterka koszmaru? Tak, często. Zwłaszcza przed rocznicą - odpowiedział Tohya.
 - Tohya, to nie była twoja wina - powiedział Tomo stanowczym głosem.
 - A jeśli była? - zapytał Tohya, zaciskając dłonie w pięści. - Jeśli mogłem zrobić coś, by ten wypadek nigdy nie miał miejsca? A tak czuję się jak morderca. Jakbym własnoręcznie ją zabił...
Tohya zamarł, gdy Tomo objął go i przytulił do siebie.
 - Nie mów tak - szepnął Satoshi, przymykając oczy. - Nikt cię o to nie oskarża. Jesteś niewinny.
 - Naprawdę mnie o to nie oskarżasz? - spytał Tohya. Tomo zaśmiał się krótko.
 - Naprawdę.
 - Ale przecież... Obudziłeś się dopiero w szpitalu! Myślałem, że zginąłeś tak jak ona - Tohya wczepił palce w ramiona Tomo. - Rui też długo się nie budził, ale...
 - Długo? - zdziwił się Satoshi. - Mówił mi, że widział, jak...
 - Jak co?
 - Jak mnie wyciągnąłeś - wyjaśnił Tomo. Tohya westchnął ciężko.
 - Nie widział tego. Opowiedziałem mu to - wyjaśnił. - Nie mogłem pozwolić, byś tam został. Nie mogłem pozwolić, byś umarł.
 - Dlaczego? - spytał Tomo, patrząc w oczy Tohyi.
 - Ponieważ cię kocham, Satoshi. I tamto wydarzenie mi to uświadomiło - Tohya spuścił wzrok. - I właśnie dlatego czuję się tak bardzo winny.
 - Rozumiem cię doskonale - oznajmił Tomo, przybliżając się do Tohyi. - Co nie zmienia faktu, iż nawet jakbyś był winny, to i tak bym cię kochał.
Tohya zastygł, gdy Tomo go pocałował, ale po chwili oddał pocałunek. Nareszcie poczuł się w pełni szczęśliwy. Być może Satoshi znajdzie jakiś sposób na to, by w końcu zapomniał?
* * *
 - I co z Pandą i Koalą?
 - Sądząc po tym, że Tohya nie odbiera, są teraz trochę zajęci. Jak znam Tomo, to pewnie gdy tylko usłyszał dzwoniący telefon, to znalazł go i rzucił nim o ścianę.
 - A Umi i Yuh?
 - Wyjście na tak długi czas z sali było dobrym pomysłem. Pogodzili się i jutro pewnie nie będą rzucać butami.
 - Powinieneś otworzyć poradnię sercową.
 - Fakt, że jestem ciapą zespołową, nie oznacza, iż nie mogę być dobrym obserwatorem. Ale wolałbym jednak się nie wychylać. Tak będzie lepiej.

The end

czwartek, 5 grudnia 2013

Przebłyski z przeszłości II

Zespół: vistlip, w tle MoNoLith
Pairing: Tomo&Tohya, w tle Umi&Yuh, Rui&Shuhei
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, obyczajowy, okruchy życia
Ostrzeżenia: nawiązanie do wypadku z 2010 roku
Notka autorska: Druga część. Rui to jest taki trochę... Perfidny? XD



Wiadomość, że Asako nie żyje, była chyba najbardziej przerażającą, jaką kiedykolwiek usłyszałem. Do dziś zastanawiam się, czy mogłem temu zapobiec. Czy gdybym wtedy bardziej uważał, ona by żyła?
Jedynie fakt, że tobie nic poważniejszego się nie stało, był dla mnie wybawieniem. Załamałbym się pewnie po śmierci któregoś z naszych przyjaciół, ale... Satoshi, co by się stało, gdybyś wtedy zginął? Co by było z vistlip, ze mną, z naszymi przyjaciółmi? Czy pozbieralibyśmy się po tym wszystkim? Przecież nawet teraz nie możemy zapomnieć o Asako, a co dopiero, gdybyś na jej miejscu był ty?
 - Tohya, hej, czemu znowu śpisz? - Tomo spojrzał na perkusistę ze zdziwieniem. - Nie wysypiasz się?
 - No tak jakby - odparł Tohya.
 - Jesteśmy pod twoim blokiem. Odprowadzić cię? - zapytał Tomo. - Jeszcze zaśniesz na stojąco albo zasłabniesz...
 - Aż tak źle ze mną nie jest - odparł Tohya. - Ale dziękuję za troskę. Dzięki za podwiezienie, Rui.
 - Nie ma za co - odparł basista. Tohya wysiadł z samochodu i zamknął za sobą drzwi.
 - Nie masz wrażenia, że... - zaczął Tomo, ale Rui mu przerwał.
 - On zawsze taki jest przed rocznicą - oznajmił. - Nie zauważyłeś? Ach, no tak. Przecież ty niczego nie zauważasz. Idź za nim, to może chociaż jedna sprawa przestanie go męczyć.
 - Jaka sprawa? - zdziwił się Tomo.
 - Ty - odparł Rui. - A teraz biegnij. Być może masz jedyną okazję.
 - Nie wiem, o co ci chodzi, Rui...
 - Nie wiesz? - Rui przesiadł się na tylne siedzenie i usiadł obok Satoshiego. - Tomo, słuchaj, pamiętasz jeszcze, kiedy się ocknąłeś po wypadku?
 - W szpitalu.
 - A wiesz, kto cię z tego nieszczęsnego wraku wyciągnął?
 - Ratownicy?
 - Pudło - Rui pacnął Tomo w czoło. - Umi wyciągnął najpierw Yuh, a potem mnie, a Tohya ciebie. Techniczni wydostali się sami i zadzwonili po pogotowie. A nasz Matsushita siedział z tobą na kolanach na jezdni, czekając na karetkę. Długo się nie budziłeś, wiesz? Ja ocknąłem się tuż przed tym, jak Tohya cię wyciągnął. Myślałem nawet w pewnym momencie, że zginąłeś, jak Asako.
 - Chyba po raz pierwszy o tym rozmawiamy - zauważył Tomo. - Nie znam tej wersji wydarzeń.
 - Oczywiście, że pierwszy raz o tym rozmawiamy! Wcześniej te wspomnienia były zbyt świeże, bym ci o nich opowiadał.
 - Umi i Yuh mówili co innego...
 - Co? Podawali raczej suche fakty, prawda? Widzisz, oni byli zajęci sobą, ja nie musiałem się martwić o życie mojej drugiej połówki, bo wtedy nawet Mysi nie znałem, więc zająłem się obserwacją, by na choć trochę oderwać się od tego, co się stało - wyjaśnił Rui. - Tomo, powiedz ty mi... Kochasz Tohyę?
 - Nie zadaje się takich pytań! - oburzył się Satoshi.
 - Czyli tak. To dobrze - Rui uśmiechnął się lekko. - Wiesz, zastanawiałem się ostatnio, czy on nadal żywi do ciebie to samo uczucie, co wtedy. I dzisiaj się przekonałem, że tak. Jak szliśmy do sali, odwróciłem się w jego kierunku. Był smutny i lekko zmarszczony. Jakby miał ochotę odrąbać mi głowę. Więc myślę, że śmiało możesz iść do góry i powiedzieć naszej koali, że będziesz jej pandą.
 - Pandą? Chwila, Rui, czy ty mi właśnie wypomniałeś...
 - Tak, wypomniałem ci - Rui uśmiechnął się promiennie i wyciągnął telefon z kieszeni. - O, Mysia pisze, że mam się pospieszyć, bo obiad na stole. No cóż, muszę skoczyć do apteki po węgiel i jakieś ziółka na ból brzucha. To idź, bo jeszcze dostanę ochrzan, że się spóźniłem.
 - W takim razie... - Tomo westchnął ciężko. - Życz mi powodzenia.
Wokalista wysiadł z samochodu i pobiegł w stronę klatki schodowej. Rui tylko się uśmiechnął.
 - Obserwacją się zająłem, tya - basista usiadł za kierownicą i odpalił silnik. - Żebym to ja jeszcze potrafił patrzeć z zamkniętymi oczami...

wtorek, 3 grudnia 2013

Przebłyski z przeszłości I

Zespół: vistlip, w tle MoNoLith
Pairing: Tomo&Tohya, w tle Umi&Yuh, Rui&Shuhei
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, obyczajowy, okruchy życia
Ostrzeżenia: nawiązanie do wypadku z 2010 roku
Notka autorska: Mam wrażenie, że jeśli coś się komuś stanie, to muszę o tym wspomnieć w fiku. Jakby zależała od tego cała fabuła. Trochę to dziwne. A tutaj poszłam o krok dalej. Oparłam fabułę właśnie na tym.


Zamrugałem. Otworzyłem oczy. Było ciemno. Jedynym źródłem światła była lampa samochodu. Zamrugałem raz jeszcze. Widziałem wszystko do góry nogami. Po chwili dotarło do mnie, że wiszę głową w dół. Moment później, że z palców cieknie mi krew. Potworny ból dotarł do mnie właśnie wtedy. I jeszcze coś - świadomość tego, co tak właściwie się stało.
 - Tohya, nie myśl tyle, bo zostaniesz myśliwym - stwierdził Tomo, trącając perkusistę w ramię. - No co tak patrzysz, jakbym cię obudził?
 - Bo mnie obudziłeś - odparł Tohya, trąc oczy.
 - Tak? - zapytał wokalista, siadając obok niego. - A myślałem, że tylko Rui potrafi tak szybko zasypiać.
 - Jak widać nie - odparł Tohya, uśmiechając się promiennie.
Sztuczny uśmiech. Tylko tyle mógł dać Tomo w tym momencie. Zbliżała się kolejna rocznica ich wypadku i znowu miał koszmary. Jak zawsze.
 - Chłopaki, koniec przerwy, wracamy do pracy - oznajmił Umi, patrząc na resztę. Yuh przeciągnął się leniwie i spojrzał na niego.
 - Daj nam jeszcze pięć minut - powiedział powoli, po czym ziewnął. - Albo w ogóle najlepiej chodźmy już do domu.
 - Nie, jeszcze parę szczegółów musicie dopracować - stwierdził Umi, stając przed Yuh. - Ty też masz problem z jedną solówką, kochanie.
 - Tobie się tylko tak wydaje - prychnął Yuh, odwracając się.
 - Raz, dwa, trzy, foch? - Tomo zaśmiał się głośno. - Patrz, Tohya, chyba Umi dzisiaj będzie na kanapie spa... - wokalista uchylił się przed klapkiem Umiego. - Dobrze, już nic nie mówię. Jacy wy obaj jesteście drażliwi.
 - Pewnie się kłócą, co chcą na prezent od nas, w końcu odkąd są razem, to im jeden dajemy - dodał Tohya, przez co też musiał się uchylić, ale przed sandałem Yuh. - A może przestaniecie rzucać w nas butami i zauważycie, że nasza ciapa się zapodziała?
Umi rozejrzał się. Rzeczywiście, Ruiego nigdzie nie było.
 - Jak taki mądry jesteś, to idź go poszukać - stwierdził Umi, ciągnąc Tohyę za rękę i wyrzucając go za drzwi.
Tohya westchnął ciężko i zrobił kilka kroków, gdy nagle dołączył do niego Tomo.
 - Stwierdziłem, że pójdę z tobą - oznajmił wokalista. - Może oni po prostu muszą pogadać? Jak dojdą do porozumienia, to się uspokoją.
 - Myślisz, że mają ciche dni? - Tohya zachichotał pod nosem.
 - Raczej dni rzucania we wszystko butami, przecież Rui też dzisiaj dostał - zauważył Tomo. - Dwa razy zresztą.
 - Racja. Ciekawe, gdzie poszedł, jak Umi ogłosił przerwę, no nie?
 - Pewnie wyszedł przed budynek i gada z Shuheiem o tym, jak bardzo się nad nim znęcamy - przypuścił Tomo.
 - Tak i dostałem dwa razy butami. Któryś był brudny od piasku i teraz mi się sypie z włosów - usłyszeli głos Ruiego, który stał przy drzwiach wejściowych. - To ja kończę, bo jak zaraz nie wrócę do sali, to pewnie walną mnie gitarą. Nie, Mysiu, nie wiem, czyją. No, to pa. O, a wy tu co?
 - Umińscy wysłali nas na przeszpiegi - oznajmił Tomo, biorąc Ruiego pod ramię.
 - I kazali cię przyprowadzić, bo będzie źle - dopowiedział Tohya. - To chodźcie, bo wszyscy skończymy w roli krwawego dżemu na ścianie.
Tohya szedł za Tomo i Ruim i przypatrywał im się uważnie. Ci dwaj zawsze się dogadywali i nie zmienili swoich nawyków nawet po tym, jak Rui związał się z Shuheiem. Nie wiedział co prawda, co by zrobił Shuhei, gdyby zobaczył Ruiego idącego pod ramię z Tomo, ale on był zazdrosny. Najzwyczajniej w świecie chciał być na miejscu basisty w tej chwili. Poczuć bliskość Tomo w trochę inny sposób, niż zazwyczaj. Chciał zobaczyć, jak smakują prawdziwe pocałunki, a nie tylko te, które wokalista składa na jego ustach w ramach fanserwisu.
W sumie od kiedy on go kochał? Od dwóch, trzech lat? Może dłużej? Na pewno zorientował się wtedy, gdy mieli ten koszmarny wypadek, ale kiedy to się zaczęło?
 - Sprawdzę, czy teren czysty - oznajmił Tomo, wyrywając Tohyę z zamyślenia. Już dotarli do swojej sali? Kiedy? Perkusista nawet tego nie zauważył.
Tomo zajrzał do środka i odskoczył od drzwi, jakby klamka była pod prądem.
 - Em... Kto z was ma przy sobie klucze do samochodu? Bo ja tam nie wejdę po swoje, wolę nie ryzykować utratą zmysłów - Tomo wzdrygnął się lekko.
 - Ja mam - oznajmił Rui, wyciągając kluczyki z kieszeni.
 - To znakomicie! - zawołał Satoshi. - No cóż, jestem do jutra bez telefonu i bez samochodu, chyba, że Umi i Yuh będą tak wspaniałomyślni, że mi dostarczą torbę, gdy skończą... się... godzić.
Wokalista pociągnął obu kumpli za ręce i poszedł w kierunku wyjścia.
 - Lider, też coś! - prychnął Tomo, przyspieszając kroku. - Jakbym ja się tak zapomniał, to pewnie bym wyleciał przez okno, ale on to może. Przez tydzień na tej kanapie nie usiądę.
 - Masz traumę, Tomo? - zapytał Rui, który ledwo nadążał za prawie biegnącym wokalistą. - Ej, zwolnij, bo zaraz będziesz mnie ciągnął po podłodze!
 - Nie pal tyle, to będziesz potrafił biec za wkurzonym i przerażonym Tomo - Tohya uśmiechnął się do basisty lekko złośliwie. Rui tylko mruknął coś niewyraźnie w odpowiedzi.

wtorek, 19 listopada 2013

Skomplikowane relacje zespołowe II

Zespół: MoNoLith
Pairing: Takafumi&Hayato, w tle Ryu&Keita oraz Shuhei&Jego-Walentynka-Której-Imię-Musicie-Poznać-Sami
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, obyczajowy
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Żeby nie było, walentynka Shuheia jest seme, tylko inaczej nie mogłam tego zapisać. Biedna, wykorzystana do niecnych celów walentynka. XD
W scenie na końcu jest nawiązanie do sytuacji z wiosny tego roku, gdy Hayato miał chore oczko i biegał w przepasce, by mu się tam wszystko ładnie wygoiło.


Takafumi stanął pod blokiem Hayato, miętosząc w palcach papierek od lizaka. Spojrzał na słodycz. Była banalna, zwykły lizaczek w kształcie serca. Po co mu to?
 - Uszczęśliwić Hayato, uszczęśliwić Hayato - Takafumi podszedł do domofonu i przycisnął guzik z numerem 1.
 - Tak, słucham? - po chwili odezwała się jakaś kobieta.
 - Dzień dobry, ulotki - odparł krótko Takafumi, wchodząc na klatkę schodową. Wrzucił lizak do skrzynki pocztowej perkusisty i wyszedł.
Takafumi wszedł do sali prób. Hayato siedział na kanapie, bawiąc się... Lizaczkiem w kształcie serca.
 - Pewnie Shuhei mi dał - powiedział nagle, jak widać zauważając obecność Takafumiego.
 - Jeśli tak uważasz - Takafumi uśmiechnął się lekko. Taki miał w sumie zamiar - dać Hayato choć trochę złudnej nadziei, by przez chwilę był szczęśliwy.
 - Dzień dobry! - Ryu wpadł uradowany do sali. - Świat jest taki piękny, nie sądzicie?
 - Keita, czy chcę wiedzieć, co mu zrobiłeś, zanim tu przyszliście? - zapytał Takafumi, obierając pomarańczę.
 - Czy chcesz, to nie wiem, ale mogłoby ci trochę spaczyć psychikę, jakbym ci powiedział, na co mu pozwoliłem - stwierdził Keita.
 - Chyba raczej wolę nie zakrztusić się pomarańczką - odparł Takafumi.
Do środka wszedł Shuhei. Hayato spojrzał na niego i pokazał mu lizaczka.
 - Dziękuję - perkusista uśmiechnął się promiennie i tym samym zepsuł plan Takafumiego.
 - Hayato, masz chyba cichego wielbiciela, którym ja nie jestem - Shuhei pogłaskał go po głowie. Perkusista zmarkotniał i nie odzywał się przez pół godziny.
Pod koniec próby rozległo się pukanie do drzwi. Shuhei wstał i otworzył je.
 - Hej, Mysiu! - rozpromienione coś poderwało Shuheia z podłogi i okręciło się z nim wokół osi. - Cześć wszystkim!
 - E, Shuhei? - Keita spojrzał najpierw na "Mysię", a potem pewnie na "Kotka", jak znał życie i gitarzystę.
 - Rui, puść mnie - Shuhei zamachał nogami. - Rui!
 - No już, już - Rui postał Shuheia na podłodze.
 - Ty jesteś basistą vistlip, prawda? - zapytał Ryu. Rui kiwnął głową.
 - A więc to ty jesteś tą walentynką Shuheia? - upewnił się Keita. Rui ponownie przytaknął, na co Hayato zerwał się gwałtownie z kanapy i wybiegł z sali. Tak, jakby to było normalne.
 - Biegnij za nim - Ryu wskazał Takafumiemu drzwi. - No nie patrz tak na mnie, leć.
Basista kiwnął głową, zarzucił na siebie kurtkę i pobiegł za perkusistą.
 - Mysiu, co tu się stało? - zapytał Rui.
 - Nic, kochanie, po prostu chyba w końcu nam się udało - Shuhei cmoknął go w usta.
Takafumi zatrzymał się na chwilę, łapiąc oddech.
 - Hayato! - zawołał, lecz nie uzyskał odpowiedzi. - Hayato, zaczekaj!
 - Zostaw mnie w spokoju! - wrzasnął Hayato, po czym potknął się i upadł na śnieg. Podniósł się po chwili, jednak nawet ten moment dał Takafumiemu czas na zmniejszenie dystansu do perkusisty.
 - Hayato, proszę! - Takafumi wyciągnął rękę, ale nie udało mu się go złapać. - Hayato!
Hayato poczuł, jak ktoś nagle przypiera go do drzewa. Spojrzał na Takafumiego.
 - Dlaczego... Znowu... Ty? - zapytał trzęsącym się głosem. - Dlaczego ty, a nie on?! Wytłumacz mi! Dlaczego on nie kocha mnie, tylko Ruiego?! Dlaczego mu na mnie w ogóle nie zależy?! On mnie nie kocha! On nigdy mnie nie kochał! A ja się łudziłem! Mnie przecież...
Hayato załamał się na chwilę głos. Perkusista osunął się na ziemię, bo uścisk Takafumiego nie był tak silny, by go zatrzymać w pozycji pionowej.
 - Mnie przecież nikt nie kocha. Nikt nie jest w stanie pokochać kogoś takiego jak ja...
Cóż, od wieków wiadomo, że najlepszym sposobem na niewerbalne pokazanie komuś, iż się go kocha, jest pocałunek. Takafumi wykorzystał więc tę prastarą metodę, by udowodnić Hayato to, iż jednak istnieje ktoś, komu na nim zależy. I, ku jemu kompletnemu zdumieniu, perkusista oddał pocałunek.
 - Hayato? - Takafumi spojrzał na niego ze zdziwieniem, gdy już się od siebie odsunęli. - Dlaczego się tak dziwnie uśmiechasz?
 - Zastanawiam się po prostu, czy gdyby Rui dzisiaj nie przyszedł, to musiałbym wskoczyć Shuheiowi do łóżka, byś w końcu coś zrobił - odparł Hayato. Po jego kompletnym zrezygnowaniu z życia nie było już śladu.
 - Hayato, o czym ty mówisz? - Takafumi zamrugał.
 - Jak próbowałem cię podrywać, to nie reagowałeś, więc zastosowałem taktykę spiskową - wyjaśnił Hayato. - I podziałała!
 - Hayato...
 - Tak?
 - Ty nie kochałeś Shuheia, dobrze rozumiem?
 - Jesteś geniuszem, Fumi - Hayato uśmiechnął się promiennie. - I tak, reszta wiedziała, jeśli cię to interesuje.
 - Ja was kiedyś wszystkich zabiję - stwierdził Takafumi.
 - A zawieziesz mnie do domu? - zapytał Hayato. - Trochę mi zimno.
 - Bo nie wziąłeś, głuptasie, kurtki.
 - Nie mogłeś mi jej przynieść?
 - A myślisz, że pamiętałem o takich rzeczach, mając przed oczami wizję ciebie, wskakującego pod koła samochodu?
 - Naprawdę wyglądałem na kogoś, kto popełniłby samobójstwo z miłości?
 - Szczerze? Tak.
 - Ma się ten talent aktorski - Hayato uśmiechnął się promiennie.
 - Ale skromny to ty wcale nie jesteś - zauważył Takafumi, na co Hayato lekko trzepnął go w tył głowy.
* * *
 - Fumi, widziałeś moją przepaskę na oko? Fumi! - Hayato usiadł na łóżku i zaplótł ręce na klatce piersiowej.
 - Coś się stało? - zapytał Takafumi, wchodząc do sypialni.
 - Nie mogę znaleźć przepaski - odparł Hayato. - Obudziłem się i teraz powinienem ją założyć. Ale jej nie ma. Pewnie mi ją zabrałeś i schowałeś, przyznaj się.
 - A pod poduszką sprawdzałeś? - zapytał Takafumi, opierając się o framugę.
Hayato przygryzł wargę i włożył rękę pod poduszkę, po czym wybuchnął śmiechem.
 - Była tam, prawda? - Takafumi uśmiechnął się, gdy wciąż chichoczący Hayato zakładał sobie przepaskę na oko.
 - Tak - Hayato kiwnął głową.
 - Ubieraj się, bo jak znowu się spóźnimy na próbę, to nas Ryu i Keita posądzą o seksoholizm.
 - A Shuhei mruknie coś o tym, że on i Rui potrafią się powstrzymać na jeden dzień - dodał Hayato. - Te ich kotki i myszki są takie...
 - Mdłe? - Takafumi zaśmiał się krótko, zawiązując sznurowadło.
 - Chciałem raczej powiedzieć, że rozkoszne - sprostował Hayato, wstając i siadając na podłodze obok Takafumiego. - Kocham cię, wiesz?
 - Wiem - Takafumi pocałował go czule. - A teraz chodźmy, bo wolałbym jeszcze trochę pożyć.
Hayato uśmiechnął się promiennie i sięgnął po trampka. W sumie nigdy wcześniej nie czuł się aż tak szczęśliwy.

The end

środa, 13 listopada 2013

Skomplikowane relacje zespołowe I

Zespół: MoNoLith
Pairing: Takafumi&Hayato, w tle Ryu&Keita
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, obyczajowy
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Fumi będzie się trochę snuł w tej części, ale mam nadzieję, że aż tak źle nie jest. :)

Takafumi zamknął drzwi na klucz i poszedł do samochodu. Włączył radio. Westchnął, słysząc ich własną piosenkę.
 - I oczywiście ty musiałeś to napisać - basista przekręcił kluczyk w stacyjce. Po chwili zaczął nucić słyszaną przez siebie melodię.
Wpadł do sali prób, obawiając się, że się spóźni. Zastał tam jednak tylko Hayato, który siedział na kanapie i wpatrywał się w bliżej nieokreślony punkt.
 - Cześć, Hayato - Takafumi uśmiechnął się lekko. Hayato drgnął po chwili i powoli przeniósł na niego wzrok.
 - Hej - powiedział cicho perkusista.
 - Gdzie reszta? - zapytał Takafumi, siadając obok Hayato.
 - Pewnie w domu - przypuścił Hayato. - Albo w drodze. Nie wiem. Może...
Drzwi otworzyły się gwałtownie i stanął w nich Shuhei. Rozejrzał się po pomieszczeniu i spojrzał na Takafumiego.
 - Ryu i Keity jeszcze nie ma? - zapytał zdziwiony.
 - Nie ma - odpowiedział głośno Hayato, zrywając się z miejsca. - Co u ciebie, Shuhei?
 - Nic ciekawego - Shuhei uśmiechnął się lekko i podszedł do okna. - Ten śnieg chyba nas nie zostawi w spokoju.
 - Mamy luty - zauważył Takafumi. - Czego się spodziewałeś? Płatków wiśni na drogach, ciepłej wody w morzu i jabłek na drzewach?
 - Oj tam, oj tam, nie musisz od razu się tak irytować - stwierdził Shuhei. - Ja nie lubię po prostu zimy. Denerwuje mnie to ciągłe zimno.
 - Tak, tak, zima jest zła! - Hayato zaklaskał w dłonie.
Takafumi nie lubił, gdy Hayato się tak się zachowywał. Dlaczego? Ano dlatego, że Hayato popierał Shuheia we wszystkim, by tylko zdobyć jego względy. A Shuhei? Shuhei miał uczucia perkusisty w głębokim poważaniu, miłość Hayato do niego nudziła go, męczyła. Próbował jakoś wyperswadować perkusiście perspektywę spędzenia z nim reszty życia, ale wszystkie jego starania spalały na panewce. Z drugiej jednak strony, Takafumi chciałby być Shuheiem. Chciałby, by to dla niego w Hayato wstępowała ta niespożyta energia, gdy tylko go zobaczy.
 - Hej wszystkim! - do sali wszedł Ryu, a za nim Keita. Niższy wokalista wskoczył na kanapę i spojrzał na zdziwionego Takafumiego. - Co, szczęśliwego człowieka w życiu nie widziałeś?
 - Ciebie dawno nie - odparł Takafumi. - W ogóle, od kiedy wy przychodzicie ostatni i to razem?
Keita zakrztusił się akurat pitą wodą, a Ryu tylko zaśmiał się krótko.
 - Bo my jesteśmy razem, głuptasie - to mówiąc, roztrzepał Takafumiemu włosy. - I nie zadawaj takich pytań, bo mi uke się w kubku utopi.
 - Ryu - warknął Keita, niezbyt zadowolony z faktu, iż drugi wokalista nazwał go "uke".
 - Od kiedy? - zaciekawił się Hayato, na chwilę odwracając wzrok od Shuheia.
 - Od tygodnia? - Ryu spojrzał na Keitę, który kiwnął głową. - I nic nie zauważyliście?
 - W sumie zacząłem się domyślać - odparł Shuhei, opierając się o parapet. - To co? Walentynki spędzacie razem?
 - Nie mamy kilkunastu lat, by obchodzić... - zaczął Ryu, ale napotkał na drodze swojego wzroku mordercze spojrzenie Keity. - Ależ oczywiście, że tak, no przecież jakżeby inaczej. A wy co robicie w ten różowo-czerwono-serduszkowy dzień?
 - Dzień jak każdy - odparł Takafumi. Hayato wzruszył ramionami.
 - Ja tam mam już swoją walentynkę - oznajmił Shuhei. - Tylko muszę jej o tym powiedzieć.
Hayato uśmiechnął się promiennie. Takafumi westchnął. Dlaczego to wszystko jest tak beznadziejnie skomplikowane?

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Reklama

Zespół: 168 -one sixty eight-, Alice Nine, Anli Pollicino, D, D'espairsRay, D=OUT, Dir en grey, Kagrra,, Kra, Lack-co., Lusknot., Migimimi sleep tight, MoNoLith, Nightmare, Sadie, THE KIDDIE, The Micro Head 4N's, vistlip, ViViD
Pairing: W tekście.
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: komedia, parodia
Ostrzeżenia: zrypany humor autorki
Notka autorska: To wszystko przez Black Cherry i jej tweeta. Przepraszam, jeśli obraziłam któregoś z waszych ulubieńców.
W sumie to jest fanfik z podtytułem "Jak Winry widzi każdy pairing? Na przykładzie wyprawy do łazienki.".


"Oszczędzaj wodę, kąp się ze swoją dziewczyną!"
* * *
Nao: Shino?
Isshi: Nawet o tym nie myśl.
Nao: Ale Shino... *robi maślane oczka*
Isshi: Olejek lawendowy czy różany?
* * *
Izumi: Hashi, jogurcik ci kupiłem.
Shin: Mam nalać wody do wanny?
* * *
Tora: Aki, kupiłem waniliowy płyn do kąpieli!
Akiya: Czy to, co kombinujesz, ma coś wspólnego z tamtą reklamą?
Tora: Nie, ależ skąd.
Akiya: Chodź już do tej łazienki, głuptasie.
* * *
Saga: Kazuma, słonko, wiesz, byłem w sklepie i kupiłem wszystkie smaki tych twoich mleczek sojowych.
Shou: Wanna jest moja, Sakamoto.
* * *
Hiroto: Co będę z tego miał?
Nao: Co tylko sobie zamarzysz.
Hiroto: Maraton "Dragon Balla" do rana i to ty nas usprawiedliwiasz u Shou.
Nao: A mogłem zaproponować dobry obiad...
* * *
Yuusei: Ryohei, no chodź już!
Yusa: Nie skacz tak, bo się...
Yuusei: *zalicza piękny ślizg po kafelkach*
Yusa: ...przewrócisz.
* * *
Sorao: Yuudai, no chodź.
Yuudai: Nie.
Sorao: Dam ci ciastko.
Yuudai: *uderza się ręką w twarz* Z kim ja żyję?
* * *
Jun: Idziemy?
Minase: Tak!
* * *
Reika: Chodź ze mną.
Hikaru: Tylko nie rób sobie potem zdjęcia na Twittera.
Reika: Hikaru!
Hikaru: No idę, idę.
* * *
Ibuki: Czemu mnie niesiesz?
Kouki: Bo tak jest bardziej romantycznie.
Ibuki: Kochanie, ja nie potrzebuję romantyzmu, tylko seksu. Teraz.
* * *
Ruiza: Takahiro?
Asagi: Yoshiyuki?
Ruiza: Czyli nie?
Asagi: Jakie mam mądre uke.
* * *
Hide-zou: *wywala się na kafelkach*
Hiroki: Mam dzwonić po pogotowie?
* * *
San: Tsune, a jak myślisz, jak ja mam niebieskie włosy, a ty czerwone, to woda będzie fioletowa?
Tsunehito: Tak. Będziemy traktować ją jak nasze dziecko i nazwiemy ją Murasaki-chan.
* * *
Ko-ki: Ja może i jestem seksoholikiem, ale wanna to jest prywatna przestrzeń i...
Ivu: *przerzuca sobie Ko-kiego przez ramię i niesie do łazienki*
Ko-ki: Z kim ja w ogóle próbowałem polemizować?
* * *
Reno: Tensei, idziemy?
Ryoga: Nie.
Reno: I po tak długim czasie ty nadal uważasz, że ja znam słowo "nie"?
* * *
Shindy: Akihide, gdzie ty jesteś?
Shin: *macha ręką spod sterty ręczników*
Shindy: *udaje, że wyciąga notes* Dzień dwudziesty dziewiąty. Akihide utonął w ręcznikach po raz trzeci.
* * *
Yo-ichi: Masa-chan, Masa-chan!
Masatoshi: Pod warunkiem, że nie wejdziesz do pralki.
* * *
Kiyozumi: Takuma, słonko...
Takuma: Jutro jest próba.
Kiyozumi: No to jutro.
Takuma: Pojutrze też jest próba. I tak długo będą próby, aż ci się odwidzi.
* * *
Kei: Kenyo, po co ci telefon?
Tsurugi: Trzeba wrzucić coś na Twittera, no nie?
Kei: I może żółtą kaczuszkę do tego?
Tsurugi: O, to jest myśl!
* * *
Mizuki: Masao, a może zgasimy światło i zapalimy świeczki?
Mao: Chyba śnisz.
* * *
Takafumi: Hayato, wykąpiemy się razem?
Hayato: Właśnie miałem zapytać o to samo!
* * *
Ryu: Keita, chodź ze mną do wanny.
Keita: Ale będę seme.
Ryu: W twoich słodkich snach, kochanie. Chodź.
* * *
Rui: *potyka się o próg*
Shuhei: *potyka się o Ruiego*
Rui: No i to by było na tyle.
* * *
Tomo: Matsu?
Tohya: Ale przez tydzień nie palisz!
Tomo: Chyba zwariowałeś!
* * *
Umi: Em, Yuh?
Yuh: Tak?
Umi: Tego no...
Yuh: Nalej wody.
* * *
Karyu: Michio?
Zero: Yoshi, słonko, poza tobą to nikt się nie zmieści w tej wannie. Mam ci usiąść na kolanach?
* * *
Hizumi: *ciągnie Tsukasę za rękaw*
Tsukasa: Też właśnie o tym myślałem.
* * *
Yomi: Coś się stało, Ikari?
Hitsugi: Zastanawiam się, ile czasu musiałbym być pod wodą, żeby mi kolczyki zardzewiały.
Yomi: Idź ty już lepiej po ten płyn do kąpieli, bo sklep zamkną.
* * *
Sakito: *łapie Rukę za rękę*
Ruka: *z kamiennym wyrazem twarzy idzie za Sakito*
* * *
Yuhra: Chodź się wykąpać.
Yasuno: No coś ty! Włosy mi się zmierzwią!
* * *
Keiyu: Idziesz, czy nie?
Mai: Wiesz, nie mam zbytnio wyboru...
* * *
Satoshi: Takuya, woda stygnie.
Takuya: Zdjęcie mi nie wychodzi, poczekaj.
Satoshi: Kami-sama...
* * *
Yuki: Sino?
Sino: Nie.
Yuki: A ktoś cię pytał o zdanie?
* * *
Toshiya: *łapie Die'a za rękę i ciągnie do łazienki*
Die: Muszę sprzedać telewizor.
* * *
Kyo: Shinya?
Shinya: Kąpałem dzisiaj Miyu.
Kyo: A to nie.
* * *
Kazuya: Puciu puciu, chodź do wanny.
Ricky: Nie, czekam na UFO.
* * *
Ryohei: *patrzy wymownie na Aoiego*
Aoi: Ja nie jestem twoją dziewczyną.
Ryohei: Ale jesteś mój.
Aoi: Nie, kochanie. To ty jesteś mój. A teraz chodź już do tej łazienki.
* * *
The end