Blog zawiera treści o związkach męsko-męskich i damsko-damskich. Jeżeli nie lubisz yaoi i yuri, to naciśnij czerwony krzyżyk i nie czytaj, zamiast obrzucać mnie błotem. Dziękuję za uwagę.

Polecany post

Metal

Zespół: Ganglion Pairing: Sagara&Oni Dozwolone od: 17+ Gatunek tekstu: obyczaj, romans, soft angst Seria: "Nine Elements" ...

środa, 17 czerwca 2026

Letters from the Past to the Nonexistent Future IV

Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary

Pairing: Simon the Butcher&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary)

Dozwolone od: 17+

Gatunek tekstu: sci-fi, horror, crossover, AU

Seria: "When Cosmic Horror Meets Cosmic Hope"

Ostrzeżenia: headcanony, przemoc, niestabilność psychiczna, body horror, amputowana ręka, wulgarny język + w tej części jest opis koszmaru, w którym jednej z postaci dzieje się seksualna krzywda

Notka autorska: Co do ostrzeżeń, starałam się opisać to delikatnie. Mam nadzieję, że mnie nie poniosło. Z góry przepraszam za uszczerbek na psychice.


Niedziela



Miałem zły sen, mamo.

Okropny wręcz.

Przerażający.

Nawet nie jestem pewien, czy powinienem go opowiadać.

Ale opowiem, ale pamiętaj, że ostrzegałem.

Śniło mi się, że obudziłem się w tej łodzi podwodnej. Tak, jakby to wszystko, co stało się na Erid, nigdy się nie wydarzyło.

Tylko była pewna różnica.

- Simon? Nie śpisz już? - usłyszałem tuż obok i odwróciłem się gwałtownie.

Ryland siedział tam, patrząc na mnie. Wpatrując się we mnie tymi krystalicznie błękitnymi oczami. Jego włosy były w nieładzie, a strój przypominał bardziej nasze ubrania, a nie to, co nosi zazwyczaj.

- Co ty tu robisz? - spytałem.

- Co? Przecież cały czas tu byłem - odparł Ryland tym swoim spokojnym głosem.

- To niemożliwe. Pamiętałbym - stwierdziłem.

Spochmurniał.

- Wychowywaliśmy się razem, Simon - powiedział poważnie. - I razem zaatakowaliśmy Filament Station.

- Nie, nie zrobiliśmy tego.

- Zrobiliśmy - Ryland westchnął cicho i wytarł okulary skrawkiem rękawa. - Ponad 60 osób nie żyje, Simon. I to tylko i wyłącznie nasza wina.

- To nie nasza wina, tylko COI - mruknąłem.

- To nie zmienia faktu, że zostaliśmy wpakowani tutaj - stwierdził Ryland, wstając. - Chodź, trzeba się stąd wydostać. Nie mam zamiaru zostać tutaj ani chwili dłużej.

I wtedy łodzią zatrzęsło. Przykleiło mi ręce do rur tak samo, jak w rzeczywistości. Ale tym razem było gorzej. Wiesz, dlaczego?

Bo to samo stało się Rylandowi. I nie tylko to. Te gałęzie, te zmutowane, pierdolone pnącza oplotły mu nogi. I wpełzły mu do spodni.

Tak, mamo, dobrze widzisz. I jeśli myślisz, że na tym się skończyło, to absolutnie nie.

Udało mi się oderwać jedną rękę od rur i drugą od swojego ciała, ale to nie zmieniło absolutnie nic.

To nie sprawiło, że Ryland przestał krzyczeć i płakać.

To nie sprawiło, że przestał mnie wołać i błagać o moją pomoc.

To nie sprawiło, że mogłem mu pomóc, bo pnącza złapały moje nogi i przewróciły na podłogę.

To nie sprawiło, że to pierdolone, kosmiczne gówno przestało krzywdzić kogoś, w kim się chyba zakochałem, na moich oczach.

- Zostaw go! - wrzasnąłem, czołgając się w stronę Rylanda, ale zaraz zostałem odciągnięty przez pnącza. - Zostaw! On nie chce! On nie zasłużył! Zostaw go, do kurwy nędzy!

Nie mogłem nic zrobić.

Byłem totalnie bezradny.

- RYLAND!

Ale mój krzyk nic nie dał.

Nie sprawił, że kiedy to kosmiczne gówno postanowiło jednak go wypuścić, było już po wszystkim. Blask w jego niebieskich tęczówkach zniknął. Oddychał ciężko, drżąc jak suchy liść naszego drzewa.

Przyczołgałem się do niego, ale wtedy zębiska zmutowanego kosmity przebiły podłogę. Odskoczyłem w ostatniej chwili, ale Ryland był w tym momencie zbyt słaby i straumatyzowany, by się ruszyć. I wiesz co?

Jego też, kurwa, przebiło.

Zachłysnął się krwią, a jego ciało wydało mi się nagle strasznie kruche. Spojrzał na mnie pozbawionymi blasku oczami i wyciągnął w moją stronę rękę.

Po czym bezwiednie zawisł na jednym z kłów i już się nie poruszył. Jego okulary zsunęły mu się z nosa i roztrzaskały o podłogę.

A ja zmieniłem się w pierdolone drzewo.

I dosłownie wtedy poczułem na sobie czyjś wzrok i się w końcu, kurwa, obudziłem.

Leżałem w tym cholernym medycznym łóżku tak sztywno, że miałem wrażenie, że jak się poruszę, to pękną mi wszystkie kości.

Co to, kurwa, było? Czym był ten koszmar? Myślałem, że samo to, co przeżyłem, było przerażające, ale w zestawieniu z tym? Z oglądaniem, jak kosmiczne badyle gwałcą Rylanda, żeby potem i tak to kurewstwo go zabiło? No nie no, zajebisty seans. Tyle, że kurwa nie.

Musiałem się upewnić, że to rzeczywistość. Musiałem usłyszeć jego głos. Musiałem się odezwać.

Ale powiedziałem jego imię tak cicho, że aż dziw, że w ogóle to dosłyszał.

Przynajmniej żył, mamo. Nadal żyje. Jest bezpieczny. Śpi w pokoju obok, w swoim własnym łóżku.

A ja leżę tutaj i usiłuję zasnąć.

Ale szczerze mówiąc, trochę się boję. Nie wiem nawet, czy bardziej przez ten popierdolony koszmar, czy przez to, że uświadomiliśmy sobie, iż wyjebało mnie w przeszłość. Naprawdę już więcej cię nie zobaczę, bo nawet nie ma cię teraz w planach, mamo.

Mam tylko nadzieję, że tym razem urodzisz się w lepszym miejscu. I wte-


Poniedziałek (tuż po świcie)


Bolą mnie plecy, mamo. Ryland jeszcze śpi.

Niech śpi. Nie tylko ja miałem wczoraj koszmar.

Rzuciłem długopisem, kiedy tylko usłyszałem jego krzyk. Próbowałem szybko zejść z kanapy, ale zaplątałem się w koc i wyjebałem na podłogę. Myślałem nawet przez chwilę, że złamałem sobie nos.

A potem potknąłem się o próg, biegnąc do jego sypialni.

Płakał przez sen. Krzyczał, że go mordują. Cały się trząsł.

Oni go zmusili do ratowania tych gwiazd. On się nie zgłosił sam. On też mógł zginąć.

Kurwa mać, jak można kogoś takiego wysłać na samobójczą misję w kosmos?

I nawet nie jestem zły, że zasmarkał mi całą piżamę, może mi nawet gacie zasmarkać, byle by przestał płakać.

Nie chcę już więcej widzieć, jak płacze. Nigdy.

Kiedyś Ojciec opowiadał nam historię o Łajce, mamo. Pewnie też ją słyszałaś, w końcu był od ciebie o wiele starszy. Kiedyś też siedziałaś pod drzewem i słuchałaś jego wykładów.

Pamiętasz, jak porównywał oprawców Łajki do COI? Tutaj ten stary kultysta miał rację. Bo COI zrobiło mi dokładnie to samo, co Rosjanie Łajce, a ta stara zdzira z Niemiec czy innej Holandii Rylandowi.

Obaj jesteśmy jak ta biedna Łajka, wsadzona na siłę do rakiety i wystrzelona w kosmos z wilczym biletem w jedną stronę.

Obaj prawie zginęliśmy i nikogo to, kurwa, nie obchodzi.

W sumie i tak mamy więcej szczęścia od tego psa. Mam nadzieję, że jej dusza biega pomiędzy gwiazdami i szczeka na wszystkie przelatujące komety.


Wtorek (rano)


To koniec, mamo. Myślę, że to będzie już mój ostatni wpis.

Nie umieram, spokojnie. Po prostu chyba już nie potrzebuję do ciebie pisać.

Dostałem od Rylanda i Rocky'ego, jednego z chodzących kamyków, protezę ręki.

I go pocałowałem.

Rylanda, nie Rocky'ego. Tak dla ścisłości.

Nawet jeśli nie zasługuję na jego miłość, to chcę chociaż spróbować.

Chcę go chronić przed złymi myślami i wspomnieniem o świecie, który zostawił za sobą.

Sam chcę zapomnieć o Edenie.

Więc żegnaj, mamo. Kocham cię. Nie czekaj na mnie. Nie wrócę.

Dzieli nas trzysta lat. I wysyłając te listy z przeszłości w nieistniejącą przyszłość, chcę ci tylko podziękować, jeśli rzeczywiście udało wam się znaleźć tę czarną skrzynkę i w naszej linii czasowej uratować ludzkość.

Trzeba zawsze mieć nadzieję, mamo. Bo czasem już nic więcej nam nie zostało.