Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary
Pairing: Simon the Butcher&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary)
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: sci-fi, horror, crossover, AU
Seria: "When Cosmic Horror Meets Cosmic Hope"
Ostrzeżenia: headcanony, niestabilność psychiczna, body horror, amputowana ręka, wulgarny język (trochę więcej, bo Simon ma załamanie nerwowe)
Notka autorska: Biedny Simon, ale spokojnie, to ostatnia część. XD
- Simon, idź spać.
- Nie.
- Rocky, ty też.
- Nie.
- Simon musi coś zjeść. Ludzie muszą jeść częściej.
- Nie jestem głodny.
- Simon i Rocky uparci i głupi, stwierdzenie.
- Rocky będzie czuwał. Simon może iść do domu.
- On jest moim domem!
- Simon przecieka, stwierdzenie.
- Spierdalaj, Adrian.
- Rocky ma ci podbić narząd wzroku, pytanie?
- Rocky, do domu. Już.
- Ale...
- Teraz.
- ...no dobrze.
* * *
- Eridianie twierdzą, że mnie słyszysz. Skoro tak, to możesz się w końcu obudzić? Nie wiem, co dokładnie ci jest. Ten twój sterylny angielski wyparował z mojego umysłu, także przepraszam za pieprzenie monologu do ściany w tym moim edeńskim gównie.
- Lekarze mówią, że masz na tyle silny organizm, że z tego wyjdziesz, ale skąd oni, kurwa, wiedzą, że masz silny organizm, jak jedyni ludzie, których kiedykolwiek spotkali, to my?!
- Mogłem zareagować wcześniej. Wiedziałem, że to nie tylko biodro, wiedziałem, że coś jest grubo nie tak, ale jestem jebanym idiotą. Ty tak samo, ty się mikrobiologiem nazywasz i nie wiesz, kurwa, co cię boli?!
- Powinienem się cieszyć, że ci gorączka spadła, ale teraz jesteś tak zimny, jakbyś już... Ja pierdolę, nie mogę znowu płakać, bo potem te małe cholery donoszą Adrian i trują mi dupę.
- Chcę do domu, Rye. Pozwól mi iść do domu...
* * *
- Wykryto ruch gałek ocznych.
Ryland zamrugał.
I zakaszlał, jak mu Armando wyjął rurkę z gardła.
...
W tyłku też miał jedną.
I cewnik.
Pamiętać, nie ruszać się gwałtownie.
...
I uspokoić się, atak paniki przez PTSD można zostawić na później. Teraz trzeba się dowiedzieć, co się stało.
Zamrugał ponownie.
Był w medycznym pokoju na Hail Mary. Słyszał głosy eridiańskich lekarzy.
I czuł czyjś uścisk dłoni na swojej.
...
...no cóż, opcja była tylko jedna. Więcej ludzi tu nie ma.
Próbował zmusić swoje oczy do działania.
Przydałyby mu się okulary.
Rękę też usiłował namówić, żeby go słuchała, ale tutaj to już w ogóle miał wrażenie, że to zupełnie niemożliwe.
- Si... mon? - spróbował się odezwać.
I wtedy jego wzrok nieco się wyostrzył.
Simon spał na hamaku, zrobionym z tych swoich pnączy, podwieszonym pod sufitem. Trzymał go za rękę tak mocno, jakby jego życie od tego zależało. Właściwie to nawet trochę to bolało.
Ryland spróbował wyswobodzić swoją dłoń, czym Simona obudził.
Ten przetarł oczy i gwałtownie usiadł, przez co spadł z hamaka.
- Szlag - mruknął Simon, masując sobie tyłek, po czym na niego spojrzał. - RYLAND!
I przytulił go tak mocno, że prawie złamał mu żebro.
Co z jego siłą naprawdę nie było przenośnią.
- Co się...
- Jesteś idiotą, to się - warknął Simon, wdychając zapach jego włosów. - Nabawiłeś się sepsy, doktorku od siedmiu boleści.
- Sep...
- Tak.
- Ale...
- Kamica nerkowa cię dopadła - wyjaśnił Simon. - Cokolwiek to jest, bo my to ewidentnie nazywaliśmy inaczej. Ale kosmiczne pająki tak twierdzą. No i poharatała całą twoją nerkę, wdało się zakażenie, zakażenie rozlało się na cały organizm...
- Gdzie Rocky? - spytał Ryland słabym głosem, próbując nie myśleć o tym, co właśnie powiedział Simon.
Pamiętał Rocky'ego jak przez mgłę.
Poza tym, potrzebował go teraz. Tutaj. Przy sobie. Razem z Simonem.
- Adrian zabrał go do domu, bo ten uparty głaz nie chciał dać się namówić na pójście spać, dopóki się nie obudzisz - odparł Simon. - Naprawdę jesteś idiotą.
- Zasnąłeś - mruknął Ryland.
- I?
- Rocky...
- Nie da mi żyć, wiem. Ale siedzę przy tobie od tygodnia, jestem zmęczony - stwierdził Simon.
- Czekaj... Co? - Ryland zamrugał.
- Dobrze, prawie tygodnia. No dobrze, może pół - Simon westchnął ciężko. - Dureń z ciebie.
- Uhm - Ryland spojrzał na jego czoło. - Plaster?
- A... - Simon zaśmiał się histerycznie. - Dostałem ataku paniki, zemdlałem i walnąłem się w ten pusty łeb.
- Co...?
- Jak to pewien doktorek kiedyś powiedział, pstro - odparł Simon. - Idę powiedzieć Adrian, że żyjesz.
- Nie - Ryland złapał go za rękę. - Wyślij... kogoś...
- Mam zostać?
- Uhm...
- Dobrze - Simon wstał i na cały głos zawołał: - HEJ, GŁAZIORY, GRACE DYCHA!
I wywołał tym oklaski oraz odgłosy euforycznej wręcz radości.
- Zadowolony? - spytał Simon.
Ryland nieznacznie kiwnął głową.
* * *
- ...i tak właśnie może się skończyć ignorowanie kamicy nerkowej i nieprzyjmowanie antybiotyków w odpowiednim czasie - oznajmił Ryland, rozsiadając się w fotelu podczas lekcji.
- Talia pytała, czy Grace w porządku, to Grace twierdził, że w porządku - stwierdziła Letizia, kamyk w kolorze indygo.
- Rocky miał rację, że Grace głupi - mruknęła Jodi, błękitny kamyk.
- Tak, tak, prawie się wykończyłem, bo jestem matołem - Ryland pokiwał głową. - Macie jeszcze jakieś pytania?
- Grace naprawdę się posikał, pytanie? - spytała Meredith, która, o ironio, była żółtym kamykiem.
- Tak, Grace przecieka, stwierdzenie - mruknął Ryland, opierając głowę na ręce. - A macie pytania, które nie sprawią, że będę miał kryzys egzystencjalny?
- Co to jest ten kryzys, pytanie? - Frank, biały kamyk, podniósł powoli rękę.
- Moment, w którym czujesz takie zażenowanie samym sobą, że masz ochotę lecieć na inną planetę - wyjaśnił Ryland.
- Nie, nie, Grace niech nas nie opuszcza! - zawołał granatowy kamyk o imieniu David i skoczył na Rylanda.
Po czym to samo zrobiły inne kamyki, zrzucając go z fotela i zamęczając swoją miłością.
- Pomocy! - Ryland pomachał ręką, którą ktoś złapał.
- Widzę, że uczniowie cię kochają, co? - spytał Simon, trzymając pnączami wyrywające się kamyki. - Rocky cię szuka.
- Co tym razem chce?
- Wspominał coś o jajkach. Wiesz, o co może mu...
- JAJKACH?! - Ryland zerwał się na równe nogi. - Jesteś pewien, że mówił o jajkach?!
- Ale co?
- Eridianie wykluwają się z jajek, Simon! - Ryland złapał go za koszulę i potrząsnął nim.
- A, czyli będziesz wujkiem? - Simon zaśmiał się krótko.
- A Simon i Grace też będą mieli jajka? - spytał Joe, szary kamyk.
- Rocky mówi, że to tak nie działa - odpowiedział mu Jimmy, brązowy kamyk.
- Wasza rasa jest bystra. Zawsze możecie nam wyhodować jakiegoś klona w laboratorium - stwierdził Simon.
- Ty lepiej nie pleć takich bzdur i chodź, trzeba się upewnić, o co chodziło Rocky'emu z jajkami - Ryland pociągnął go za rękę i złapał swoją laskę. - Do jutra, dzieciaki~!
- Do widzenia, Grace! - odpowiedziały kamyki chórem.
- Ale Ryland, nie idź tak szybko, nadal jesteś na lekach!
- Nie obchodzi mnie to teraz~!
- Jesteś pewien, że nie ruch... Znaczy, nie uprawiałeś seksu z tym konkretnym kamieniem? Bo się ekscytujesz, jakbyś to ty był ojcem.
- Simon!
- No co?
- Bo przeprowadzimy eksperyment i sprawdzimy, czy może jednak możesz składać jajka.
- ...nie śmiałbyś.
Ryland jedynie się zaśmiał.
The end