Blog zawiera treści o związkach męsko-męskich i damsko-damskich. Jeżeli nie lubisz yaoi i yuri, to naciśnij czerwony krzyżyk i nie czytaj, zamiast obrzucać mnie błotem. Dziękuję za uwagę.

Polecany post

Metal

Zespół: Ganglion Pairing: Sagara&Oni Dozwolone od: 17+ Gatunek tekstu: obyczaj, romans, soft angst Seria: "Nine Elements" ...

czwartek, 18 czerwca 2026

Letters from the Past to the Nonexistent Future V

Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary

Pairing: Simon the Butcher&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary)

Dozwolone od: 17+

Gatunek tekstu: sci-fi, horror, crossover, AU

Seria: "When Cosmic Horror Meets Cosmic Hope"

Ostrzeżenia: headcanony, przemoc, niestabilność psychiczna, body horror, amputowana ręka, wulgarny język

Notka autorska: Ostatnia część i nieco dawki mojego specyficznego poczucia humoru.




Na wpisie o ich pierwszym pocałunku notatki się skończyły. Ryland zasnął, kiedy tylko doczytał do ostatniej linijki. Już i tak oczy mu się przymykały i jeszcze na dokładkę pod koniec zaszły łzami.

Jego koszmar z tamtej nocy nawet nie był choć w połowie tak zły, jak ten Simona, a i tak ten nie dał w ogóle po sobie poznać, jak bardzo go to ruszyło.

Przy śniadaniu obaj byli śnięci. Ryland postanowił odwołać dzisiaj lekcje. Nie miał siły ani ochoty iść tego dnia do szkoły.

Prawie jak jakiś marudny dzieciak.

- Simon? - zaczął Ryland.

- Tak? - Simon spojrzał na niego uważnie.

- Nie mówiłeś, że twoja mama żyje - stwierdził Ryland.

- Nawet jeśli żyje, to jeszcze przez 300 lat się nie urodzi - Simon wzruszył ramionami.

- Simon...

- No co?

- Naprawdę zabijałeś ludzi? - spytał Ryland.

Simon odstawił kubek po witaminowym szejku i oparł głowę na sztucznej ręce.

- Mówiłem, że nie wszystko musisz wiedzieć.

- To dlatego wysłali cię na tę misję?

- Tak.

- Bo zabiłeś ponad 60 osób?

- Uwierz mi, o wiele więcej - Simon prychnął. - Byłem Rzeźnikiem, Rye. Najlepszym żołnierzem, jakiego Eden sobie wyhodował.

Ryland westchnął ciężko i odsunął od siebie talerz.

- Chciałeś tylko przeżyć - powiedział spokojnie.

- Kto by nie chciał? - Simon wzruszył ramionami. - Przeżyć, wrócić do domu, wpaść mamie w ramiona... Każdy by chciał.

- Przynajmniej wpadłeś w moje - stwierdził Ryland.

- Przynajmniej tyle - Simon westchnął ciężko. - I to wszystko? Cała twoja reakcja na to, że mordowałem ludzi?

- Robiłeś tylko to, co trzeba było - Ryland wzruszył ramionami i złapał go za dłonie. - Twoje ręce nie służą już do zabijania, Simon. Teraz tylko mnie tulą.

Simon wyglądał, jakby to on tym razem miał się popłakać.

- Przestań - mruknął po chwili, wyrywając prawą dłoń z uścisku Rylanda i ocierając sobie łzy z policzka, bo rzeczywiście kilka ich spłynęło.

- Nie przestanę - stwierdził Ryland. - Nie jesteś potworem, Simon. I wcale tak nie wyglądasz. Pazury, wystające kły i blizny po poparzeniach nie sprawiają, że w jakikolwiek sposób zbrzydłeś w środku.

- Jesteś głupi, wiesz?

- Wiem - Ryland uniósł lewą dłoń Simona do ust i pocałował jego palce. - Zdaję sobie z tego sprawę.

Simon zamrugał, zamierając z prawą ręką nadal przy policzku.

- Co ty robisz? - spytał.

- Całuję twoją rękę, pokazując, że kocham cię całego - odpowiedział Ryland.

Simon zamarł na chwilę, po czym zaśmiał się nerwowo.

Ryland nie rozumiał, z czego.

Ale po chwili, bardzo długiej chwili, w czasie której Simon mało nie udusił się z tego histerycznego śmiechu, dotarło do niego, co powiedział.

- Czekaj, chwila, nie, znaczy, zatrzymajmy się na moment! - Ryland złapał się na głowę, próbując wstać i wywalając się razem z krzesłem.

- Rye? - Simon oparł się o stół i zerknął na Rylanda. - Żyjesz?

- Tak, ale ja... Dosłownie wczoraj... Ja ci musiałem... - Ryland leżał na podłodze, nawet nie mając ochoty wstawać.

- No wiem, dlatego to zabawne, bo wychodzi na to, że miałem rację - stwierdził Simon, bez ogródek przechodząc po stole, po czym usiadł na blacie i oparł nogi o wywrócone krzesło. - Mówiłem, że masz problemy pierwszego świata.

- Nie mam problemów pierwszego świata, ja nie ogarniam swoich emocji! - Ryland złapał się za włosy. - Ja jestem tylko nauczycielem fizyki, molekuły mi w głowie, co ja robię ze swoim życiem?!

Simon zaśmiał się ponownie i zszedł ze stołu, po czym usiadł obok Rylanda.

- Czytałeś o moim koszmarze? - spytał.

- Czytałem, ale dlaczego to przytaczasz? Prawie sam miałem przez to koszmar - stwierdził Ryland.

- Próbuję cię rozproszyć, żebyś przestał mieć kryzys egzystencjalny - Simon położył mu dłoń na policzku i pocałował czule. - Wiesz, że naprawdę urwałbym sobie dla ciebie drugą rękę?

- Domyślam się - stwierdził Ryland, muskając palcami chłodną stal jego lewej ręki. - Czemu w ogóle miałeś taką minę?

- Minę?

- Jak pocałowałem twoje palce - wyjaśnił Ryland. - To wyglądało, jakbyś to poczuł.

- A, o to chodzi - Simon wzruszył ramionami. - Wiesz, ja właściwie... Czuję tę rękę?

- W sensie?

- Mam w niej czucie. To pewnie przez te gałązki - Simon chwycił palcami jedną z nich. - Czuję właściwie więcej rzeczy, niż tą prawą. Nie pytaj, czemu tak jest.

Ryland zamrugał. Przesunął palcem po spodzie dłoni Simona. Ten aż zadrżał.

- Ale tak nie rób - stwierdził Simon.

- Dlaczego?

- Bo nie chcę robić niczego, na co się nie zgodzisz, a to było zdecydowanie zbyt intensywne uczucie, by zignorować je więcej niż raz - wyjaśnił Simon.

- Chyba naprawdę było intensywne, skoro mieszasz języki - stwierdził Ryland. - Czekaj, podnieciło cię to?

- Też nie rozumiem - odparł Simon.

- Fascynujące - Ryland przyjrzał się uważnie dłoni Simona, mrużąc oczy. - W sumie minął ponad rok, jak dobrze myślę...

- I?

- I może powinniśmy jednak to wykorzystać. Tak w ramach... eksperymentu - stwierdził Ryland bardzo, bardzo powoli i przesunął palcem po dłoni Simona po raz drugi.

Też bardzo powoli.

Simon wzdrygnął się, po czym popatrzył na niego przez dłuższą chwilę, wstał i bez ogródek przerzucił go sobie przez ramię.

- Simon, ale co ty robisz, puść mnie!

- Spieszę się, zanim się znowu rozmyślisz.

- Jakie "znowu"?!

- Mam ci wyliczyć, ile razy się rozmyśliłeś?

- ...dobra, masz rację, znowu.

- No właśnie~

* * *

Rocky zamknął za sobą drzwi, kiedy tylko sprawdził, czy z Rylandem wszystko w porządku. Adrian czekał na niego zestresowany.

- I co? Czemu go na zajęciach nie było? - spytał, przebierając nogami nerwowo.

- Simon wyjaśnił, że Grace śpi - oznajmił Rocky. - Rzucając we mnie poduszką i każąc być cicho. Samemu mając dosyć zaspany głos. Ale...

- Ale?

- Ale chyba nie miał na sobie ubrań.

- Myślisz, że złożą jajka?

- Adrian, ludzka biologia tak nie działa.

- Ej, ale nuda. Fajnie by było, gdyby mieli dzieciaka.

- Ty coś sugerujesz?

- Być może?

- Dobra sugestia.

- Cieszę się, że się zgadzamy - Adrian zaśmiał się i pociągnął Rocky'ego w stronę wyjścia z enklawy.

Skoro ludzie mogą zająć się sobą, to Eridianie tym bardziej. W końcu to ich planeta.

The end