Blog zawiera treści o związkach męsko-męskich i damsko-damskich. Jeżeli nie lubisz yaoi i yuri, to naciśnij czerwony krzyżyk i nie czytaj, zamiast obrzucać mnie błotem. Dziękuję za uwagę.

Polecany post

The Traces of Her Are Receding Into the Distance

Uniwersum: Aoishiro Pairing: Kohaku&Syouko Dozwolone od: 17+ Gatunek tekstu: soft angst Ostrzeżenia: spoilery do gry Notka autorska: End...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą D=OUT. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą D=OUT. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 stycznia 2020

Reklama vol 4

Zespół: W tagach.
Pairing: W tekście.
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: komedia, parodia
Ostrzeżenia: zrypany humor autorki
Notka autorska: Kolejny fik z tej serii. Pozwoliłam sobie niektóre shipy przenieść z powodów stricte technicznych, ale no. XD
I tak jak poprzednio, to jest fanfik z podtytułem "Jak Winry widzi każdy pairing? Na przykładzie wyprawy do łazienki".

"Oszczędzaj wodę, kąp się ze swoją dziewczyną!"
* * *
Rikito: Haruo, słuchaj, ja ogólnie wszystko rozumiem, ale...
Haru: *siedzi w wannie z gąbką w kształcie pandy, gumową pandą i nalewa płynu do kąpieli z butelki w kształcie pandy* Ale co?
Rikito: ...nic.
* * *
Naoto: Shogo?
Shougo: Haha, zapomnij. *trzep go w potylicę*
* * *
Chisa: Chobisuke~
Chobi: Ja ci dam "Chobisuke".
Chisa: Dać, to ty daj mi rękę. Idziemy do łazienki. *ciągnie Chobiego za rękę*
Chobi: No tak, z hentaiami się nie dyskutuje. *idzie posłusznie za Chisą*
* * *
Tetsuya: *cały w pierzu* *mokry* Ale nie musiałeś wpakowywać mnie pod prysznic i wysypywać całej zawartości poduszki na głowę. Zwykłe "nie" by wystarczyło...
Yoshio: *syczy* Nie mów mi, jak powinienem reagować.
Tetsuya: . . .
* * *
Tomo: *umazany jakąś czarną mazią*
Takashi: Co.
Tomo: Myślałem, że to płyn do kąpieli...
Takashi: . . .
* * *
Yoshiatsu: Kazu, masz ochotę na kąpiel?
Kazuki: Kąpiel nie zmyje ze mnie zmazy, którą jest cierpienie towarzyszące mi przez całe życie. Egzystencja na tym świecie nie ma żadnego sensu, jeśli...
Yoshiatsu: *ciągnie go do łazienki* Po powtórnym przemyśleniu mojego pytania stwierdzam, że muszę ci poprawić humor.
Kazuki: . . .
* * *
An: *wskakuje do wanny* *rozchlapuje wodę dookoła*
Reiya: *ociera sobie twarz z wody* Nadal nie jestem pewien, czy to dobry...
An: *wciąga Reiyę do wanny*
Reiya: ...pomysł.
* * *
Haru: *zakłada Ryoheiowi wianek na głowę*
Ryohei: A to po co?
Haru: Wyglądasz teraz mniej jak łysa pała. A z łysą pałą kąpać się nie będę.
Ryohei: . . .
* * *
Roji: Yusuke~
Yusuke: Preferuję prysznic.
Roji: Pod prysznicem też możemy~
Yusuke: Lewą rękę mam sprawną i nie zawaham się jej użyć.
Roji: W sensie?
Yusuke: Walnę cię~
Roji: . . .
* * *
Yue: *podrapany* *i pogryziony* Załapałem. "Nie".
Lime: Cieszę się, że się rozumiemy. Chyba, że...
Yue: Jeszcze się uszkodzisz. Nie.
Lime: . . .
* * *
Reiki: Wskakujesz do tej wanny?
Kyonosuke: Czekam na statek matkę.
Reiki: Co.
* * *
Masato: Wakita, bo jest taka reklama...
Akiya: Obawiam się, że się nie zmieścimy.
Masato: . . .
* * *
Haro: A oblałeś się na tę okazję miodem, bo?
Haru: Zobaczysz~
Haro: . . .
* * *
Mitsuru: Saito, chodź się kąpać.
Bou: Sam nie pójdę.
Mitsuru: Saito, właśnie o to mi chodzi, żebyśmy poszli razem.
Bou: No to biegnę!
* * *
Sugizo: Inoue~
Inoran: Yune, ile ty masz lat?
Sugizo: Za dużo, żeby przyjmować odmowę~
Inoran: . . .
Inoran: W sumie czemu nie~?
* * *
The end

środa, 6 listopada 2019

I can hear

Zespół: DIV, w tle D=OUT
Pairing: Naoto&Shougo, Chobi&Chisa
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj
Ostrzeżenia: nie wiem, jak to nazwać - zagrożenie życia?
Notka autorska: W jednej części "Listów do nocy i dni" było wspomniane, że Shougo przestraszył się o Chisę i to zainspirowało mnie do napisania tej miniaturki.



Siedzę pod ścianą. Chyba myślisz, że nic nie słyszę, ale ja słyszę doskonale. Ściany są cienkie. Mam dobry słuch.
Słyszę twój urywany oddech. Słyszę, jak przerzucasz przedmioty. Znowu zapomniałeś, gdzie położyłeś inhalator?
Może powinienem opowiedzieć o tym Chobiemu? Może obaj się wtedy ogarniecie. Zanim was zatłukę. Bo jak tak dalej pójdzie, to w końcu skończycie martwi, a ja będę stał nad waszymi ciałami, śmiejąc się jak opętany.
Słyszę łupnięcie i jakiś brzdęk. To już jest niepokojące. Bardzo niepokojące. Piszę tylko krótkiego smsa do Naoto, żeby się nie zdziwił, jeśli znowu będę potrzebował seksu na odprężenie przez ciebie, po czym idę do twojego pokoju.
Właściwie, to miałem zamiar cię zwyzywać. Że znowu się szamoczesz i że tak nie można i...
I nie wiem, co jeszcze chciałem zrobić. Ale nie wpadłem na to, że będę teraz stał w progu twojego pokoju, patrząc, jak praktycznie bez życia i z sinymi ustami leżysz na podłodze.
Cholera. Jasna.
Pewnie znowu będziesz mamrotać, że szpital ci niepotrzebny. Jak dobrze, że te wszystkie schowki na leki od zawsze masz takie same.
TYLKO PRZESTAŃ GUBIĆ TEN INHALATOR, BO NASTĘPNYM RAZEM CIĘ TĄ STRZYKAWKĄ ZADŹGAM.
Pytasz, co się stało. Też pytam, co się stało. Tuląc cię w ramionach, jak młodszego brata, który przed chwilą przyprawił mnie o zawał.
Głupi Chisa. Głupi, głupi, głupi Chisa. Idiota.
Chobi też jest idiotą.
Wszyscy jesteśmy.
Słyszę dźwięk przekręcanego klucza w zamku.
Naoto staje w progu twojego pokoju. Patrzy na zapłakanego mnie i na ciebie, spokojnie już oddychającego. Tylko wzdycha przeciągle i pyta, czy zabrać cię do szpitala.
Oczywiście twierdzisz, że nie.
Że wszystko jest w porządku.
Od kilku miesięcy tak twierdzisz.
A w sumie, to od zawsze.
Jedynie Chobi potrafił wyciągnąć z ciebie, co cię trapi.
...
...przysięgam, że kiedyś was za to wszystko utopię!
The end

sobota, 26 października 2019

Take care of him

Zespół: D=OUT&Acme, w tle Belle i xTripx
Pairing: Naoto&Shougo, w tle Reika&Hikaru, Masato&Akiya i Yoshito&K
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: komedia
Ostrzeżenia: zrypany humor autorki, trochę rynsztokowy język
Notka autorska: Przepraszam za moje poczucie humoru... XD
A, fragmenty kursywą dzieją się kilka lat wcześniej.


- Nie wierzę, naprawdę tak powiedział? - spytał Reika. Naoto kiwnął głową.
- Ale już sobie wszystko wyjaśniliśmy - stwierdził, usiłując poprawnie ustawić talerz. - Nawet trochę gwałtownie jak na mnie zareagowałem, więc ty już nie musisz się denerwować.
- Ja się nie denerwuję - zaprzeczył Reika.
- Nie, tylko jesteś wściekły - Naoto uśmiechnął się do niego. - Nie, Hikaru?
Hikaru, strojący swoją gitarę, drgnął na dźwięk swojego imienia.
- Na Shougo? - upewnił się.
- Czyli norma - stwierdził Ibuki, poprawiając notatki w zeszycie na temat nowej solówki. - No nie patrz tak, prawdę mówię.
- Jak Shougo z tobą zerwał, to myśleliśmy, że Reika pójdzie go wypatroszyć - dodał Kouki, mnąc w ręce kartkę z kolejnym nieudanym tekstem.
- Raz na serio do niego poszedł - oznajmił Hikaru, a reszta spojrzała na niego zdumiona. - Znaczy, nie wypatroszyć, ale powiedzieć, co o nim myśli. Ale otworzył mu Yoshi i Minoru się rozmyślił.
Naoto zamrugał i przeniósł na Reikę wzrok.
- Mino... Jestem dorosły, umiem sobie radzić z własnym życiem - powiedział spokojnie.
Jak zwykle.
- Dopóki nie chodzi o Shougo, to tak, umiesz - przyznał Reika. - I dziwnym trafem rozstawałeś się ze swoimi dziewczynami kilka dni po tym, jak spotkałeś swojego byłego. Przypadek?
Tym razem reszta Dauto przeniosła wzrok na Naoto, który jedynie westchnął ciężko.
- Niech ci będzie - stwierdził. - Ale weź przy planowaniu zemsty pod uwagę fakt, że Shogo i ja znowu jesteśmy razem, a Yoshito to mój brat, okej?
- Okej - Reika poklepał go po ramieniu i klasnął w dłonie. - Koniec przerwy! Czas przećwiczyć "Ran".
* * *
- Naoto, uspokój się. Oddychaj. Wdech i wydech.
- Reika... Czemu ty zawsze... Czemu imię?
- Bo znam cię na tyle dobrze, że mogę.
* * *
Shougo wrócił do domu i powiesił bluzę na wieszaku. Zdejmując buty, zauważył, że tych należących do Yoshiego nie ma. Za to te stare, klejone kilkadziesiąt razy, śmierdzące adidasy rozpozna wszędzie.
Te ciemnozielone glany też. Ale w przeciwieństwie do adidasów wspomnianych wyżej, były zadbane, wypucowane i równo ustawione obok trampków z szarymi sznurówkami.
Bracia Naoto siedzieli z nim w kuchni, gdy Shougo wszedł do pomieszczenia.
- Hej, Shougo! - zawołał Masato. Yoshito tylko coś mruknął w ramach przywitania. Naoto wstał i cmoknął ukochanego w policzek.
- Cześć - Shougo uśmiechnął się do nich. - Co wy tu knujecie?
- Nic - odparł krótko Yoshito.
- Planowaliśmy... - zaczął Naoto, ale w tym momencie rozbrzmiał dzwonek do drzwi. - Pójdę otworzyć.
Shougo spojrzał zdezorientowany na Masato, który wzruszył ramionami.
Po chwili ich oczom ukazał się Reika, niosący jakiś pakunek.
- Powiedziałeś im już? - spytał.
- Jeszcze nie - zaprzeczył Naoto.
Shougo nie do końca rozumiał, co się właściwie dzieje.
* * *
- Już lepiej? Co to w ogóle było?
- Tylko atak paniki. Czasem je mam. Ale coraz rzadziej.
- Jaki znowu atak paniki? Żartujesz, czy co? Przecież nic się nie dzieje. Nie znajdujemy się w jakiejś stresującej sytuacji.
- Ja od pół roku jestem zestresowany...
- Wiesz co? Potrzebna ci kobieta. Chodź.
* * *
- Zwariowaliście? - spytał Shougo, patrząc na sukienkę trzymaną przez niego w dłoniach.
Masato siedział na podłodze i śmiał się od kilku minut. Yoshito patrzył to na Reikę, to na swoich braci. Na Shougo nawet nie spojrzał. Na kieckę, którą Naoto położył mu na głowie, starał się nie zwracać uwagi.
- Załóżcie je. Nawet nie wiecie, jak trudno znaleźć rozmiar na Yoshito - stwierdził Reika, na co ten go kopnął.
Masato skulił się ze śmiechu, usiłując złapać oddech, ale słabo mu to wyszło.
* * *
- Naoto, obudź się. Naoto!
- ...Reika? Co...
- Hikaru mnie obudził. Próbował ciebie, ale mu nie wyszło. Wieki nie miałeś koszmarów, co się stało?
- Kouki... Kouki ci nie opowiadał?
- O czym?
- Spytaj Koukiego, wracam do spania.
- Ale Naoto!
- ...
- ...jaki on ma mocny sen, ja nie mogę.
* * *
Była różowo-czerwona. Z koronkami. Typowo lolicia.
Shougo siedział obok równie obrażonego na cały świat Yoshito. Jego sukienka była żółta. Z dużą ilością tiulu i falbanek.
Zza drzwi do łazienki, o które opierali się pozostali, słyszał tylko zduszony śmiech Masato.
- Mamy rozmawiać - burknął Yoshito. - Jak jakieś baby.
- Czuję się zagubiony - stwierdził Shougo. - Nie wiem, o co im chodzi.
- Ja wiem - odparł Yoshito, wyciągając papierosy. - Chodzi im pewnie o to, że nagadałem ci kilka lat temu głupot.
- Ale czemu Reika bierze w tym udział? - spytał Shougo. - Masato rozumiem, ale...
- Pewnie z tego samego powodu, co mi dzisiaj przyłożył - odparł Yoshito, zapalając papierosa. - Naoto to jego najlepszy kumpel. Uznał, że to będzie zemsta idealna czy coś.
- Mnie też tak kiedyś określałeś.
- Hm?
- Najlepszym kumplem Naoto.
- A. No - Yoshito zaciągnął się dymem. - Sorry.
- Co?
- Namieszałem ci wtedy we łbie - Yoshito naprószył popiołem na kafelki, nie zwracając uwagi na oburzone spojrzenie Shougo. - Tępy byłem.
- Ale czemu? Jaki to miało cel? - zdziwił się Shougo.
- Wkurzaliście mnie tym waszym szczęściem. Zasłodzić się można było - odparł Yoshito. - K długo się na mnie darł, jak się wygadałem, co ci tam pierniczyłem wtedy. Próbowałem jakoś to odkręcić, ale pojawił się ten gnojek Satoshi i tyle było z moich dobrych chęci. A ja już patrzeć nie mogłem, jak mój brachol się męczy...
- ...męczy? - Shougo zamrugał.
Co Yoshito miał na myśli?
- Ty zawsze byłeś taki głupiutki i naiwny jak baba - Yoshito westchnął ciężko. - Te jego laski, nie? To mu się jedynie wydawało, że je kocha wszystkie. A potem spotykał ciebie i bum, znowu ataki paniki, koszmary, koniec kolejnego związku... A ten gnój parszywy jeszcze mu groził! Przylałem mu w ten zniewieściały, jak na taki chodzący trapez, ryj, ale zdania nie zmienił.
Shougo kompletnie zgłupiał. Tak właściwie, to Yoshito w życiu tyle nie mówił.
- Zabronił mu z tobą gadać. A niech by mu coś rozsmarowało gówno na mordzie. Mojemu bratu będzie grozić - Yoshito splunął na podłogę. Tego Shougo już nie zniósł.
- Nie syf mi tu! - zawołał.
- Wytrę to potem tą kiecą, nie trzęś dupką - mruknął Yoshito. - On ma nerwy ze stali. Serio. Lepiej wszystko znosi niż ja, Masato i nasza siostra razem wzięci. A potem chodzi o ciebie. Ja nie wiem, co ty takiego w sobie masz, że swoim gejowskim tyłkiem potrafisz tak zakręcić w głowie.
Yoshito zgasił papierosa na umywalce.
- Nie rań go więcej, Inoue - Yoshito schował peta do kieszeni. - On cię zna całe życie. Możesz się na niego drzeć, możesz rzucić jak szmatę. Ale do niego mów, do cholery. Bo za drugim razem przysięgam, że ci przyleję.
- Tylko spróbuj! - usłyszeli zza drzwi głos Naoto.
- Japa! - Yoshito kopnął w drzwi. - Dajcie mi wyjść, wyczerpałem już mój limit bycia miłym na dziś!
Yoshito kłócił się z nadal roześmianym Masato i poważnym Reiką jeszcze dłuższą chwilę. Shougo jednak ich nie słuchał. Za bardzo próbował pojąć, czego się podczas tej rozmowy dowiedział.
* * *
- Minoru?
- Co się stało, Hikaru?
- Shougo zadzwonił do Naoto wczoraj. Spotkali się.
- Kurczę. A zdążyłem już polubić Chou... Chwila. Zadzwonił do niego?
- Tak. Z własnej inicjatywy.
- Czemu Naoto mi nic nie powiedział?
- Bał się, że zareagujesz zbyt gwałtownie... Minoru, gdzie ty idziesz?!
- Upewnić się, że Shougo go znowu nie zrani!
- Minoru! O tym właśnie mówił Naoto, wracaj tutaj!
* * *
Yoshito wybiegł za Masato, który, promiennie się uśmiechając, uciekł z ubraniami starszego brata.
Czasem Shougo wątpił w to, ile lat ma ten wariat. Jak Wakita z nim wytrzymuje?
- Shougo? - zagadnął go Reika. - Mogę cię prosić na słówko?
- Jasne - Shougo poszedł za Reiką do kuchni.
- Mam prośbę - stwierdził Minoru. - Ja wiem, że to ty jesteś tym bardziej wrażliwym, ale... Opiekuj się Naoto. Zrobisz to dla mnie?
- Ale wy jesteście głupi. I ty i Yoshito - Shougo westchnął przeciągle. - Kocham Naoto, Reika. Drugi raz nie dam się opętać tym głupim myślom. Nie zostawię go. Wolę się ukryć pod czyimś płaszczem, takim solidnym, skórzanym, a nie z sieci na ryby, jak w przypadku niektórych. A nawet jakbyśmy się kiedyś rozstali... Jestem osiem lat starszy niż wtedy. Przekroczyłem trzydziestkę. Zmądrzałem. Jestem bardziej empatyczny niż kiedyś. Nie odetnę się.
Reika uśmiechnął się czule i roztrzepał Shougo włosy, po czym odebrał telefon, który właśnie się rozdzwonił.
- Tak, Hikaru. Tak, już wracam - Reika zaśmiał się krótko. - Spokojnie. Nic nikomu nie jest. Chyba, że Yoshito dopuścił się bratobójstwa na Masato...
* * *
- Naoto?
- Hm?
- Chobi twierdzi, że nigdy nie przestałeś mnie kochać.
- Mogę ci to udowodnić, jeśli chcesz~
* * *
Shougo wyszedł z kuchni. Naoto stał przy ścianie, wpatrując się w swoje kapcie.
- Szczerze mówiąc, nie wpadłbym na to, że mój brat powie ci aż tyle - przyznał. Shougo podszedł do niego i położył mu dłoń na policzku.
- Ja tam twierdzę, że miło jest wiedzieć, iż twój męski, silny mężczyzna ma jakieś uczucia, a nie jest tylko pozbawioną emocji kłodą - stwierdził. - Kocham cię, wiesz?
- Ja ciebie też - odpowiedział Naoto i złożył na ustach Shougo delikatny i czuły pocałunek.
- Ale wiesz, czego nienawidzę? - spytał Inoue, kiedy już się od siebie odsunęli. - Tej kiecki. Bardziej dziewczęcej nie było?
- Jeśli tak cię ona wkurza, to trzeba coś na to zaradzić - Naoto uśmiechnął się nieco łobuzersko, rozpinając zamek błyskawiczny znajdujący się z tyłu sukienki.
- Ktoś może mi wyjaśnić, czemu na dole spotkałem Reikę usiłującego ściągnąć z Masato jego starszego, grubego brata, który na domiar złego miał na sobie... - Yoshi przerwał w pół zdania, widząc Shougo oraz Naoto, który zamarł, wciąż trzymając suwak w palcach. - Dobra. Zmieniam zdanie. Nie tłumaczcie.
I poszedł do swojego pokoju.
The end

sobota, 19 października 2019

Calm as a coursing river

Zespół: D=OUT&Acme
Pairing: Naoto&Shougo, wspomniane Rikito&Haru i Chobi&Chisa
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: angry komedia, czy co
Ostrzeżenia: delikatne sceny przemocy? XD
Notka autorska: Ja właściwie nie wiem, co się tutaj się stało. Ja przepraszam serdecznie za ich zachowanie.



Przetarł ścierką kubek w psy i postawił go na szafce. Wsypał do niego herbaty i włączył czajnik. Drugi kubek, z wielkim, uśmiechającym się, rudym kotem stał obok jego. Czekała w nim inna herbata. Naoto tej jego nie lubi. A potem i tak, chcąc się z nim podroczyć, wypija mu jej połowę. Taka u nich mała norma.
Naoto wrócił zaraz po tym, jak Shougo zalał obie herbaty. Zrzucił kurtkę z ramion i zawiesił ją na wieszaku. Shougo miał wrażenie, że Naoto coś trapiło, ale nie miał pojęcia, co.
- Hej, Shogo - powiedział Naoto, siadając przy stole i kładąc się na nim. - Wyjaśnij mi, dlaczego przyjaźnię się z takim potwornym liderem jak Reika?
- Pojęcia nie mam - Shougo usiadł obok niego i położył mu dłoń na ramieniu. - Aż tak zmęczony jesteś?
- Bardziej - mruknął Naoto, patrząc na Shougo przez dłuższą chwilę. Przeciągała się ona zdecydowanie za bardzo.
- Naoto? - zmartwił się Shougo, patrząc swojemu ukochanemu prosto w oczy.
- Dlaczego? - spytał Naoto, nagle się prostując. Gitarzysta poczuł się kompletnie zbity z tropu.
- Ale... Ale co? - zupełnie nie rozumiał, o co może chodzić.
- Zastanawiałem się ostatnio... - zaczął Naoto, opierając się plecami o ścianę. - ...dlaczego tak właściwie się rozstaliśmy. Wiesz... Wolałbym drugi raz nie popełnić tego błędu. Wolałbym drugi raz cię nie stracić, więc jeśli cokolwiek...
- Było za dobrze - Shougo wszedł mu w słowo.
Naoto zlustrował go wzrokiem.
- Ty chyba żartujesz...
Shougo stwierdził, że chyba dawno nie widział złości w spojrzeniu perkusisty. Naoto był zawsze taką oazą spokoju, że naprawdę mało rzeczy potrafiło go wyprowadzić z równowagi.
- A potem Yoshito mi powiedział o tej kawalerce... - kontynuował Shougo. - I spytał, czy o niej wiem i zaczął opowiadać o tym, że on ma kochanki, że K ma, że wszyscy mają, że tylko ja jestem takim wiernym pieskiem i...
- Czekaj - przerwał mu Naoto. - Poszedłeś z tą sprawą do mojego tępego brata, zamiast do mnie?
- Próbowałem jakoś cię wtedy wkurzyć, ale ty jesteś taki wyrozumiały zawsze, że to nic nie dało - Shougo westchnął ciężko. - Wiem, że to głupie.
- Bardzo głupie - Naoto wstał powoli i, opierając się dłońmi o stół, spojrzał mu prosto w oczy. - Pamiętasz, jak ci powiedziałem, że bawisz się ludźmi?
- Bawię się?
- Bawisz się. Chcesz, żeby było po twojemu, ale jednocześnie, żeby coś było nie tak, bo inaczej zaczynasz szukać błędów na siłę - Naoto złapał Shougo za nadgarstki.
Nieco za mocno.
- Naoto...?
- Czego ci brakuje, Shogo? Adrenaliny? - Naoto podniósł go za ręce, unosząc nad podłogą. - Wolałbyś, żebym był bardziej porywczy?
- Naoto, co...
- Więc proszę cię bardzo. Będę.
Shougo nie podobał się uśmiech, który zagościł na twarzy Naoto w tym momencie.
A jeszcze bardziej nie spodobało mu się to, że jego plecy uderzyły z impetem w ścianę, co go dość mocno zabolało.
- Na... - chciał go w jakiś sposób powstrzymać, ale Naoto złapał oba jego nadgarstki jedną dłonią, a drugą położył mu na policzku, całując go tak zachłannie, że ostatni raz...
...właściwie...
...był kiedykolwiek?
- Odbiło ci? - wydyszał Shougo, kiedy Naoto się od niego odsunął. - Zwariowałeś, czy co?
- Wkurzam cię?
- Naoto.
- Czyli udało mi się cię zdenerwować?
- Trochę...
- To dobrze, bo też jestem podirytowany. Trzeba temu zaradzić, co nie?
- Naoto, co ty...
- No co?
- ...przestań...
- Stanowczo to ty tego nie powiedziałeś.
- Zamknij się.
- To już bardziej ci wyszło.
- Oddychać też mógłbyś przestać...
- Słucham? - Naoto parsknął śmiechem.
Shougo irytowała cała ta sytuacja. A zwłaszcza gorący oddech Naoto, który owiewał mu kark.
Bo z jednej strony to było przyjemne, ale z drugiej jego organizm powinien go choć trochę słuchać.
Ale co on mógł na to poradzić?
Nic.
To było takie...
- Na bogów, to jest kuchnia! Ja tu jadam! - usłyszeli nagle i spojrzeli w stronę drzwi.
W progu stał oburzony Yoshi.
W sumie nic dziwnego.
Zobaczenie Shougo zaczerwienionego na twarzy, z wciąż unieruchomionymi rękami, rozpiętą koszulą i dłonią Naoto w spodniach na pewno nie było marzeniem ich biednego współlokatora.
- Wybacz, Yoshi - stwierdził Naoto, wyjmując rękę z dżinsów Inoue, po czym bezceremonialnie przerzucił go sobie przez ramię. - Już go zabieram tam, gdzie nie będziemy cię gorszyć.
- Naoto! Weź mnie postaw! - Shougo uderzył kilka razy pięściami w jego plecy, wyraźnie oburzony zaistniałą sytuacją.
- Za masaż możesz się zabrać później, pieseczku - stwierdził Naoto, wręcz w podskokach idąc do sypialni. - Na razie musimy się ulotnić, bo Yoshi gotów nas zabić.
- A niech sobie ciebie zabija, to mnie zobaczył... - Shougo nie zdążył dokończyć, bo Naoto rzucił go na łóżko i zawisł nad nim jak łowca nad zwierzyną. - Co...
- Nigdy więcej nie słuchaj mojego starszego brata - powiedział Naoto spokojnie, ale nadzwyczaj poważnie.
- Naoto... - zdążył szepnąć Shougo, gdy perkusista znowu go pocałował.
Tym razem delikatnie i czule. Jak zawsze.
- NAUCZCIE SIĘ ZAMYKAĆ TE CHOLERNE DRZWI! - usłyszeli wrzask Yoshiego, który trzasnął drzwiami od ich sypialni i poszedł do swojego pokoju, wściekle tupiąc.
Pewnie nie byłby usatysfakcjonowany faktem, że jedyną reakcją Naoto na tę sytuację był śmiech.
- Głupek - Shougo trzepnął go w głowę.
- Przepraszam, że mam przez ciebie sklerozę - stwierdził Naoto, ściągając mu koszulę i ostentacyjnie rzucając ją na podłogę.
Jak zwykle.
* * *
- Shougo...? Hej, Shougo, obudź się. Shougo, próba. SHOUGO!
Shougo został brutalnie wyrwany ze snu i rozejrzał się nieco zaspany wokół. Zobaczył obok siebie jednocześnie zmartwionego i lekko zezłoszczonego Chisę.
- Przysnąłeś dzisiaj chyba z trzeci raz - zauważył wokalista, zabierając dłoń z jego ramienia, za które prawdopodobnie nim potrząsał. Znowu. - Co ty robiłeś w nocy?
- Na pewno chcesz to wiedzieć? - spytał Haru, leżąc z głową na kolanach Rikito i przeglądając Twittera na telefonie.
- Jak patrzę na te otarcia na jego nadgarstkach, to ja osobiście nie chcę - stwierdził Rikito. - Aczkolwiek podejrzewam.
- Tak? - Haru chyba zaciekawiło, co powie basista, bo schował telefon do kieszeni.
- Demoralizował z Naoto sąsiadów - Rikito wzruszył ramionami.
- Biedny Yoshi - podsumował krótko Chisa.
Shougo miał ochotę przypomnieć wokaliście, ile razy Yoshi skarżył się na niego i Chobiego oraz skrytykować Rikito i Haru za komentowanie jego życia erotycznego, ale był zbyt zrelaksowany, by w ogóle się denerwować. Uśmiechnął się jedynie i stwierdził, że jeśli tak mają wyglądać kary, to on może wkurzać Naoto codziennie.
The End

niedziela, 13 października 2019

Sweet Liqueur

Zespół: D=OUT&xTripx
Pairing: Reika&Naoto, Naoto&Shougo (wspomniane)
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans, soft angst
Ostrzeżenia: melancholia, alkohol
Notka autorska: Nie wiem, co tu się dzieje. Jak przy każdym fiku dziejącym się "dawno temu w trawie".


Wiedziałem, że go tu znajdę.
Mój przyjaciel miał silną psychikę. Aż za. I gdy stało się coś, co jednak udało się ją nadwyrężyć, pocieszyć potrafiły go tylko trzy rzeczy - słodycze, alkohol i seks. I nic więcej.
Dlatego właśnie, schodząc po schodach i widząc mężczyznę w swetrze siedzącego przy barze, wiedziałem, że to on.
- Hej - usiadłem na stołku obok.
- Cześć - odpowiedział. Nie był pijany. Znałem go na tyle długo, że potrafiłem stwierdzić, iż ten stojący przed nim drink był co najwyżej drugim. Ena nigdy nie lubił alkoholu i pił jedynie do towarzystwa albo właśnie w takich sytuacjach.
Aczkolwiek wolałem go nazywać imieniem.
- Drugi? - spytałem, a on pokręcił głową.
- Pierwszy. Szybko przyszedłeś - stwierdził.
Kłamał. To też potrafiłem rozpoznać.
- Nadal się nie odzywa? - spojrzałem na niego z uwagą.
- Nadal - przyznał.
- A wiesz chociaż, dlaczego z tobą zerwał? - właściwie to nie pytałem o to wcześniej.
- Nawet nie chce mi tego wyjaśnić - odparł Naoto i wypił pół drinka duszkiem.
Było naprawdę źle. Nie wiedziałem, że on umie wlać w siebie tyle alkoholu naraz.
- Czyli jak jeszcze był w xTripx, to mieliście kontakt, a teraz...
- A teraz nie. Możemy o tym nie rozmawiać? - ton głosu Naoto wskazywał na... Właściwie, na co?
- Przepraszam. Po prostu próbuję pomóc ci jakoś rozwiązać tę sytuację - stwierdziłem, kładąc mu dłoń na ramieniu.
Naoto jednak wstał i strącił ją.
- Tutaj nikt nie pomoże - mruknął i zachwiał się.
Chwyciłem go za ramię, żeby się nie przewrócił. Często z nerwów kręciło mu się w głowie. Zwłaszcza, jak wypił dwa i pół drinka.
- Naoto - nawet nie wiem, kiedy również wstałem. Wiem jedynie, że wciąż trzymałem go za ramię, a on tym razem nie protestował.
- Jesteśmy tu sami - westchnął Naoto. - Nikt nie przyszedł.
- Żadna kobieta - zauważyłem. - Ale jestem ja.
Nie wiem, w którym momencie rozchełstana koszula pod rozpinanym swetrem i usta Naoto stały się na tyle kuszące, że ku oburzeniu obserwującego nas barmana, pocałowałem mojego przyjaciela.
Ale to zrobiłem. A on ten pocałunek oddał.
- Reika?
- Dzisiaj mogę być Minoru.
* * *
Leżąc w łóżku o szóstej rano, zastanawiałem się, jak bardzo jest źle. Jak wykończony psychicznie musiał być Naoto, że po raz pierwszy w życiu zapomniał o swojej męskiej dumie i dał się zrzucić na dół. Co najwyżej jak się z Shougo zamienili, ale tak to nigdy nie był niczyim uke.
Aż do dziś. Moim.
Nie zdziwiło mnie, że mamrotał imię Shougo przez sen. Ale to, że zerwał się gwałtownie do pozycji siedzącej, oddychając płytko i z przerażeniem w oczach, już tak.
W życiu nie widziałem, żeby miał koszmar. Ani nawet mi o żadnym nie opowiadał.
Przy śniadaniu był nieobecny myślami. Kaca nie miał, bo by bluzgał. A on po prostu był cicho.
- Wszystko w porządku?
Kiwnięcie głową.
- Smaczne onigiri?
Kiwnięcie głową.
- Wiedziałeś, że Kouki jest kosmitą?
Kiwnięcie głową.
Wcale mnie nie słuchał.
Stałem oparty o framugę, gdy wiązał buty. Jego wzrok był pusty. Jakby coś zjadło jego duszę.
Mój ty świecie, jaką ja miałem wtedy ochotę przywalić Shougo za to, co zrobił mojemu przyjacielowi.
Za to, że go zniszczył. Nawet jeśli ten przeraźliwie chudy psiarz nie miałby szans na oddanie mi.
Podszedłem do szafy i wyciągnąłem z niej apaszkę.
- Naoto? - zagadnąłem go. Spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Tak?
- Jesteśmy mężczyznami - powiedziałem, stając przy nim. - I dlatego tłumimy emocje.
Naoto wyprostował się i oparł się o ścianę.
- Społeczeństwo tego od nas wymaga - ciągnąłem dalej. - Od małego. Nikt nie chce oglądać naszych łez. Nawet my sami. Ani słuchać, jak płaczemy.
Wyjąłem z kieszeni telefon oraz słuchawki i założyłem je.
- Zawiąż - podałem mu apaszkę, a on pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Jesteś niepoprawny, Minoru - stwierdził, ale wziął apaszkę i zawiązał mi ją na oczach.
Rozłożyłem ramiona, a Naoto przytulił się do mnie.
Nie słyszałem, jak płacze. Nie widziałem. Ale czułem, jak moczy mi ramię i jak się trzęsie.
Czternaście lat znajomości.
Dwanaście przyjaźni.
Pięć związku.
Ponad połowę jego dwudziestopięcioletniego życia Shougo był gdzieś obok. A teraz nagle nie chciał z nim nawet rozmawiać.
To bolało. Domyślałem się, że bolało o wiele bardziej niż wcześniej.
Bo zawsze po zjedzeniu czegoś słodkiego i wypiciu trzech drinków był seks. Ale przez pięć lat z tą samą osobą. I nawet jakbym chciał, to nie miałbym szans zastąpić Shougo. Skoro Naoto nawet nie zależało na honorze i byciu seme, to czy komukolwiek mogło się to udać?
Nie.
Serca rozkruszonego na pięć milionów drobnych kryształków nie da się poskładać w jedną noc.
The end

wtorek, 20 sierpnia 2019

Wood

Zespół: D=OUT&Acme (ex. xTRiPx)
Pairing: Naoto&Shougo
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans, fluff
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Dalej jedziemy z miniaturkami. :D

Deski uginały się pod moimi stopami, gdy wyszedłem na taras. Zawsze lubiłem dom twoich rodziców. Było tu cicho i spokojnie. Można było się zrelaksować i odetchnąć świeżym powietrzem. W Tokyo o to coraz trudniej.
Siedziałeś na schodkach i rzucałeś patyk Vainilli. Stary pies, a ganiał za kijkiem jak szczeniak.
- Co tam? - usiadłem obok ciebie, a ty schyliłeś się po patyk i rzuciłeś nim jeszcze raz.
- W porządku - odparłeś. - Moi rodzice cię tak po prostu wpuścili?
- Znamy się od dwudziestu lat - wzruszyłem ramionami. Vainilla tym razem podbiegła do mnie. Podrapałem ją za uchem, a ona położyła się obok mnie. Z głową na moich nogach.
- Nawet twój pies mnie lubi - pogłaskałem ją po łebku.
- Myślisz, że wiedzą? - spytałeś.
- Twój tata? Sądząc po tym, że kilka razy dał mi do zrozumienia, że Satoshi jest tępy i żebym nie odwalał akcji jak on, to tak. On wie - zaśmiałem się.
- Mama to pewnie nie zauważyłaby nawet, gdybyśmy się pocałowali na jej oczach - stwierdziłeś.
- Kiedyś się pocałowaliśmy - przypomniałem mu.
- Byliśmy w liceum i obaj mieliśmy nabrane - zwróciłeś mi uwagę. - Nawet nic do siebie nie czuliśmy.
- No, nie zauważyłem jeszcze, jak ładnie się uśmiechasz - objąłem cię ramieniem i przytuliłem do siebie.
- Weź przestań - mruknąłeś pod nosem.
- Tylko nie uciekaj więcej - poprosiłem, rozdmuchując ci włosy.
- Nie ucieknę - szepnąłeś, zamykając oczy. - Za bardzo mnie tym razem irytujesz.
- He?!
Matko, jakie z ciebie tsundere...

The End

piątek, 12 kwietnia 2019

Burza z piorunami

Zespół: D=OUT&DIV
Pairing: Satoshi&Shougo, wspomniane Naoto&Shougo
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: komediowy melodramat, czy co
Ostrzeżenia: delikatne sceny przemocy? XD
Notka autorska: Uwielbiam robić z Satoshiego niezrównoważonego psychicznie i musicie mi to wybaczyć. Enjoy~!



Kiedy Reika umawiał mnie i Koukiego na wywiad w NicoNico, nie protestowałem. Kolejne spotkanie, gdzie trzeba będzie trochę pogadać o nowych wydawnictwach. Nic nadzwyczajnego.
Gorzej, że okazało się, iż nie tylko nasz zespół został zaproszony.
DIV również.
I oczywiście Shougo i Satoshi musieli się zgłosić.
Nie mam nic przeciwko spędzaniu czasu z kolegami z zespołu. Nie mam nic przeciwko spędzaniu czasu z Shougo. Ale mam nieco inne podejście do Satoshiego.
W dużym skrócie, on mi się wydaje mocno podejrzany. Jakby miał odejść z zespołu, kiedy tylko coś przestanie mu się podobać.
Gorzej, że Shougo jest w niego kompletnie zapatrzony i nie widzi oznak tego, że z gościem jest coś nie tak.
- Hejka~! - przywitał się Kouki, przytulając jednego i drugiego. Satoshi wyglądał, jakby dostał udaru, Shougo jedynie się zaśmiał i odwzajemnił uścisk.
- Cześć, Naoto - powiedział, uśmiechając się lekko.
- Cześć - odpowiedziałem.
Satoshi nie powiedział nic. Ani do mnie, ani do Koukiego. Widziałem tylko, że jedyne, na czym był skupiony, to żeby nie złapać Shougo za rękę ani go nie objąć.
Zawsze możecie to wyjaśnić fanserwisem, stary, jeśli akurat przydybie was fotograf.
Naprawdę.
Wiem, co mówię.
Usiadłem obok Koukiego, który zajął miejsce przy Satoshim. Obok niego usiadł Shougo i wywiad połączony z audycją mógł się w końcu zacząć.
Usilnie próbowałem myśleć o tym, że byłem tego dnia umówiony z moją dziewczyną. Zmuszałem się do skupienia na tym, co mówił prowadzący i na jej kusej, zielonej sukience, którą ostatnio kupiła. I że pewnie założy do niej te zakolanówki z Totoro, jak zwykle.
Ale wiedziałem, że znowu przepadłem. Że po raz kolejny po spotkaniu z Shougo, po zobaczeniu jego uśmiechu i zapewne po pójściu z nim potem na piwo, kiedy wrócę do domu, złamię już któreś z rzędu niewinne, kobiece serce.
Z niego nie da się wyleczyć. Nawet po tylu latach.
- A więc teraz grasz w Dauto, Naoto? - spytał Shougo, zagadując mnie po wywiadzie. Nadal siedzieliśmy na swoich miejscach. I całe szczęście, bo pewnie moje myśli byłyby jeszcze bardziej chaotyczne niż teraz.
- Tak. Staram się, jak umiem, żeby stać się dobrym zastępstwem za Minase - uśmiechnąłem się przyjaźnie.
- Nie bądź zastępstwem, Naoto - Shougo wstał i przysunął swoje krzesło do blatu. - Bądź sobą. To ci najlepiej wychodzi.
Nie powinien tego mówić. Nie dlatego, że poczułem jednocześnie miłe i bolesne ukłucie w sercu. Tylko dlatego, że nie wiedziałem, iż Satoshi może się aż tak zmarszczyć.
- Wiesz, Shogo, nie chcę nic mówić, ale samo bycie sobą może mu czasem nie wystarczyć, prawda? - rzucił mi porozumiewawcze spojrzenie, łapiąc tym razem Shougo za rękę i chyba trochę za mocno ją ściskając, bo mój przyjaciel z dzieciństwa ją wyszarpnął z oburzeniem na twarzy.
Ewentualnie wkurzyła go ta nieuzasadniona zazdrość.
- Uważaj, bo ty możesz właśnie zepsuć wszystko byciem sobą - powiedziałem, zanim zdążyłem pomyśleć, co mówię. Kouki patrzył to na Satoshiego, to na mnie.
- Nie znasz Shogo, tak jak ja. Nikt tak dobrze go nie zna - Satoshi odsunął Koukiego, który zachwiał się lekko i zamrugał ze zdumienia.
- Wydaje ci się, że znasz Shougo lepiej ode mnie? - spytałem, mrużąc oczy. - Wiesz, ile mieliśmy lat, jak się poznaliśmy?
- Nie obchodzi mnie to - mruknął, zaciskając dłonie w pięści.
Czy on zamierza mnie uderzyć?
- SPOKÓJ! - zawołał Kouki, odpychając nas od siebie. - Nie mam pojęcia, o co wam chodzi, ale w tej chwili macie się opanować. Bo inaczej Reika nie wypuści cię z sali prób przez tydzień.
- Chobi tak samo - powiedział cicho Shougo. - Satoshi, przestań.
Ten cymbał jedynie spojrzał na niego i westchnął przeciągle.
- Niech wam będzie - prychnął, odwracając się i wyszedł.
- Satoshi, czekaj! - zawołał Shougo, wybiegając za nim.
Kouki nadal trzymał dłoń na moim ramieniu.
- O co tu, u licha, chodzi? - spytał.
- Shougo to mój były. I jak widać ktoś tu o tym wie i ma z tym niemały problem - wyjaśniłem.
- Ja pierniczę - Kouki pokręcił głową z niedowierzaniem. - Chociaż muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem.
- Pod wrażeniem czego? - zdziwiłem się.
- Pierwszy raz widziałem, żeby wykrzesał z siebie tyle emocji naraz - wyjaśnił Kouki, na co parsknąłem śmiechem.
Po tym, jak pożegnaliśmy się z dziennikarzem, myślałem, że już nic mnie nie zaskoczy. Kouki poszedł jeszcze coś załatwić, a ja ruszyłem ku wyjściu.
A jednak coś mnie zaskoczyło. Satoshi stał przy ścianie i chyba na nas czekał.
- Shogo wyszedł zapalić. Nie chce mi się wdychać tej trucizny - oznajmił, choć o nic go nie pytałem.
Tak samo, jak nie kazałem mu złapać mnie za koszulę i rąbnąć mną o ścianę.
...moje plecy.
Chwila, co?!
- Co ty wyprawiasz? - spojrzałem na niego ze zdumieniem.
- Nie dzwoń, nie pisz, nie odzywaj się. Udawaj, że nie istniejesz - warknął.
- He?
- To, co słyszysz. Nie zbliżaj się do Shogo. On jest teraz mój i nigdy twój już nie będzie - wycedził przez zęby. - Jasne?
- Stary, mam dziewczynę. Uspokój się - nie okłamałem go. Naprawdę ją nadal miałem.
- Nie kochasz jej - oznajmił. A co on, wróżbita? Jasnowidz? - Niedługo z nią zerwiesz.
- Skąd taki pomysł? - zdziwiłem się.
- Słyszałem o tym, że zmieniasz dziewczyny jak rękawiczki. Co, nudzą ci się, bo nie są jak mój ukochany? - ton jego głosu był naprawdę niepokojący.
- Bredzisz - stwierdziłem.
- Naoto? - Kouki podszedł do nas. Satoshi puścił mnie i poszedł.
Wygładziłem koszulę. Co to miało być?
- Nie można cię zostawić na pięć minut? - westchnął Kouki. - Czego znowu chciał?
- Ustalić warunki rozmawiania z Shougo - odparłem.
- Jakie warunki?
- Jest jeden: nie robić tego - wzruszyłem ramionami.
- Ale uświadomiłeś go, że jesteś zajęty?
- Tak.
Kouki uderzył się ręką w twarz.
- Chodź już, zanim gotów wrzucić cię do studzienki kanalizacyjnej czy coś - złapał mnie za ramię i pociągnął w stronę samochodu.
Co za przygłupi imbecyl...
Ale w jednym miał rację. Nie kocham mojej dziewczyny.
Kocham Shogo. Cały czas, niezmiennie, od dziesięciu lat...
The end

niedziela, 25 listopada 2018

Zbyt duża ilość światła powoduje ślepotę

Zespół: D=OUT&Acme (ex. xTRiPx), w tle LapLus
Pairing: Naoto&Shougo, wspomniane Satoshi&Shougo
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, soft angst
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: W końcu wymyśliłam, dlaczego w zasadzie Shougo z Naoto zerwał. Oczywiście wiadomo, że to wszystko skończyło się koniec końców dobrze i do siebie wrócili, ale postanowiłam to opisać. Głównie dlatego, że Hana była ciekawa.
Och, no i może znowu zrobiłam z jrockowca ciotę i niedorozwoja, który nie potrafi normalnie z nikim rozmawiać, ale wiecie co? Mam to w pupci. :)


Zadałem głupie pytanie równie mało inteligentnej osobie.
- Yoshito, masz czasem tak, że masz wrażenie, że twój związek jest za idealny?
I ta równie głupia jak moje pytanie osoba udzieliła mi odpowiedzi na tym samym poziomie.
- Zazwyczaj unikasz powtórzeń, Shougo. Jak bardzo zestresowany jesteś, co? - spojrzał na mnie znad ciemnych okularów, po czym usiadł na kanapie i otworzył sobie piwo. - Czego oczekujesz, że ci powiem, hm?
- Nie mam pojęcia... - odparłem cicho.
- Związki idealne nie istnieją - mruknął. - Ogólnie w dzisiejszych czasach związki nie istnieją. Miłość to coś, co może znali nasi rodzice, ale jak patrzę na te wszystkie rozwiedzione ciotki, to trochę w to wątpię. A my? Naprawdę myślisz, że możemy się zakochać?
- Ja Naoto kocham - powiedziałem stanowczo.
A przynajmniej chciałbym, żeby tak było.
- Głos ci drży - Yoshito rozsiadł się w rozkroku i oparł się wygodnie. - Słuchaj, stary. Ty może i mojego brata kochasz. No okej. Ale myślisz, że po co mu ta kawalerka, którą niby studentom wynajmuje?
- Kawalerka? - powtórzyłem.
- No ta, w której mieszkał, zanim żeście się zeszli - Yoshito wypił pół puszki jednym haustem i otarł sobie usta ręką. - Nie powiedział ci, że dalej ją ma?
- Nie... - miałem wtedy mętlik w głowie, jak nigdy wcześniej. Później, kiedy byłem z Satoshim, zdarzało mi się to o wiele częściej.
- Czyli ma kochanki - Yoshito wzruszył ramionami. - Albo kochanków. Nie wiem. Dynda mi to i powiewa. Też mam. I K też ma. Wszyscy mamy. To norma. Jesteśmy muzykami. Sypiamy z fankami. I fanami. I czasem zaciągniemy do łóżka kogoś, kogo płci za Chiny nie określimy. A przynajmniej ja.
- Ale... Ale to Naoto. On by mnie...
- Nie zdradził? Och, Shougo, nie bądź naiwny - Yoshito dopił piwo i wyciągnął papierosy z kieszeni. - Zachowujesz się jak fanka, która odkryła, że jej idol uprawia seks.
- Ale to Naoto!
- No i co? - Yoshito wsadził sobie jednego papierosa do ust. - Mój brat nie jest jakimś bożkiem. Poza tym, rozmawiasz ze mną na ten temat, nie? Więc sam coś podejrzewasz.
- Tak, ale...
- No chyba nie zadałeś tego pytania tylko po to, żeby usłyszeć, że nie, broń Izanami, twój Naoto to święty Walenty i jego penis chędoży tylko twoją pupcię? - Yoshito podpalił papierosa i zaciągnął się dymem.
Chciałem zwrócić mu uwagę, że niech wyjdzie z tym petem na zewnątrz, bo mimo tego, że też palę, nie życzę sobie kopcenia jego śmierdzącymi papierosami w tym pomieszczeniu.
Chciałem, bo Yoshito pali wręcz nieprzyzwoicie mocne papierosy i nawet mi ten dym podrażniał zatoki i gardło.
Ale nie mogłem. Patrzyłem tylko na niego, jakby mi powiedział, że Ziemia jest trójkątna. I co gorsza, mój ślepy umysł, spanikowany i tak jak Yoshito sam stwierdził, naiwny, we wszystko uwierzył.
- Te, stary, żyjesz? - Yoshito pomachał mi ręką przed oczami, po czym znowu się zaciągnął i wypuścił z ust kłąb szarego dymu. - Wyglądasz, jakbym cię uświadomił, skąd się biorą bachory.
Może powinienem wtedy z Naoto porozmawiać. Ale jedyne, co mogłem na ten temat powiedzieć, jedyne, co zdołałem wykrztusić, było spytanie go, czy naprawdę nie sprzedał tej kawalerki.
I oczywiście otrzymałem odpowiedź pozytywną. Nie widział w tym żadnego problemu, a ja wypowiedziałem słowa, których żałuję do dzisiaj i które nigdy nie powinny paść z moich ust.
- To dobrze. Przynajmniej będziesz miał teraz gdzie mieszkać.
Pamiętam smutek w jego oczach, kiedy dotarło do niego, o co mi chodzi. Ale jak to Naoto, tylko niemrawo się uśmiechnął i oczywiście nawet nie zapytał, dlaczego. Po prostu przyznał mi rację i spytał, czy pomogę mu się spakować.
Interpretacja tego była wtedy dla mnie oczywista. Zdał sobie sprawę z tego, że ja wiem o jego zdradach. Ale teraz jestem świadomy faktu, że to ja byłem ślepy. Fakt, że nasz związek był taki świetny, że praktycznie wcale się nie kłóciliśmy, że było wręcz nudno i za dobrze, to nie był wynik udawania najczulszego partnera na świecie, byleby ten drugi nie zorientował się, iż jest zdradzany. To po prostu była miłość.
A ja, jak skończony idiota, ją zniszczyłem.
The end

środa, 28 marca 2018

White Snow

Zespół: UNiTE., wspomniane Canzel, xTripx, D=OUT, DIV, Acme i Kameleo
Pairing: Haku&Mio, w tle Naoto&Shougo i Icchi&Ruli, wspomniane Naoto&Mio, Haku&Yukimi i Satoshi&Shougo + parę innych
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans
Ostrzeżenia: melancholia głównego bohatera
Notka autorska: To jeden z fanfików o imprezie, czyli mózg wybucha przy tagach. Jakbym miała wypisać wszystkie shipy, mój mózg by stwierdził, że wysiada z tego pociągu. XD


Haku siedział na podłodze, usiłując nastroić swój bas. Icchi kucnął obok niego, obserwując go z uwagą.
- Pójdziesz do niego, czy nie? - spytał po chwili, na co basista aż się wzdrygnął.
- Do kogo? - zapytał powoli, niezbyt rozumiejąc, o co chodzi wokaliście.
- No jak to, do kogo? - Icchi zaśmiał się, uśmiechając się ni to przyjaźnie, ni to złośliwie. - Do Yukimiego, rzecz jasna. Ile czasu już do siebie skrycie wzdychacie?
- Za długo - mruknął Ruli, miętosząc w ustach niezapalonego papierosa. Pewnie nie mógł się zdecydować, czy zapalić już, czy za chwilę.
- Niech wam będzie - stwierdził Haku, wzdychając ciężko. - Pójdę do niego po koncercie, zgoda?
- Oczywiście! - Icchi podskoczył i zaklaskał jak małe dziecko. - Bierz życie w swoje ręce, nie jesteś już nastolatkiem~!
- No nie jest - Ruli wyjął papierosa z ust i wyszedł, jednak decydując się zapalić.
Po koncercie Haku podszedł do Yukimiego i złapał go za ramię, zatrzymując na chwilę. Chyba chciał coś powiedzieć, wyjaśnić, co w zasadzie czuje, ale zaniechał tych wszystkich formalności i bez zapowiedzi pocałował Yukimiego.
Obsługa tylko pokręciła z zażenowaniem głowami i wróciła do kontynuowania swojej pracy, Icchi uśmiechnął się promiennie, lecz lekko złośliwie, a Ruli...
...a Ruli posłał mi pełne współczucia spojrzenie.
Stałem tam, wpatrując się w Haku i Yukimiego, jakby byli całym moim światem. A w zasadzie światem i kimś, kto go zniszczył. Sprawił, że pokrył się krystalicznie białym śniegiem i zapadł na długi, zimowy sen.
Nie wiem, od kiedy kochałem Haku. Może od pierwszego spotkania? Wiem, że kilka miesięcy temu powiedziałem mu o tym. I dostałem kosza, bo serce Hiroshiego było już zajęte. Nie przeze mnie...
A teraz stałem tam i patrzyłem, jak Yukimi odsuwa się od Haku i mówi, że czekał na to od dawna. Jak Hiroshi obejmuje go ramieniem i jak idą wielce zadowoleni z życia do garderoby. A ja nie mogłem się poruszyć, każda komórka mojego ciała krzyczała z emocjonalnego bólu.
- Smutno, nie? - Icchi uśmiechnął się złośliwie, stając obok mnie. - Ale nie mogłem patrzeć, jak robisz sobie nadzieję. Czas było to zakończyć, liderze.
- I tak masz z tego dziką satysfakcję - powiedziałem cicho. Przez ściśnięte gardło nie mogłem wydobyć z siebie głośniejszego dźwięku.
- Może po prostu jestem wredny? - Icchi wzruszył ramionami, kierując swoje kroki w stronę garderoby. - Rusz się, bo ludzie zaczną się martwić, że masz jakiś atak.
- Icchi - warknął Ruli i rzucił mu spojrzenie, które jasno mówiło, że jeśli wokalista się zaraz nie zamknie, to wyląduje na dole.
- Dobra, dobra. Już znikam. Pospieszcie się, zimne piwko czeka - Icchi przeciągnął się jeszcze i poszedł.
Ruli podszedł do mnie i położył mi dłoń na ramieniu, ale ją strąciłem.
- Nic mi nie jest, nie musisz... - przerwałem, bo drugi gitarzysta mnie przytulił. - Co ty wyprawiasz?
- Przepraszam za niego. I za Yukimiego. I za Haku - powiedział spokojnym głosem, usiłując pogłaskać moje nastroszone włosy. - Mogę poważnie porozmawiać z Icchim na temat jego problemów z empatią, jeśli chcesz.
- Nie musisz. A teraz mnie puść - uśmiechnąłem się nieco sztucznie i odsunąłem od Ruliego. - Idziemy do reszty?
- Idziemy - Ruli odwzajemnił uśmiech, jednak on zrobił to zupełnie szczerze.
I tak zaczęło się kilkuletnie udawanie, że wszystko jest w porządku. Że wcale, a wcale nie rozsypuję się powoli na kawałki, a ten uśmiech to tylko maska.
Ten stan trwał i trwał, a ja miałem wrażenie, że nigdy się już nie pozbędę ciebie z mojej głowy.
Przysypiałem właśnie na jakiejś nudnej imprezie z drinkiem w ręce, choć za alkoholem nie przepadam. Lin zagadał się z Chobim, Yui grał na PSP, ze śpiącym Hikaru na kolanach. Znów gdzieś zaszyłeś się z Yukimim i zapewne właśnie w najmniej dozwolonym do tego miejscu uprawialiście seks. Jak zwykle.
- W tym momencie już się robi nudnawo, prawda? - usłyszałem głos obok mnie. - Wszyscy są pijani i niezbyt kontaktują.
- Skąd wiesz, że nie jestem pijany? - spytałem, a Ena, perkusista xTRiPx, tylko się zaśmiał.
- Siedzisz tutaj od kilku godzin i sączysz jednego drinka, Mio.
- Niezły z ciebie obserwator - stwierdziłem, mieszając słomką w szklance.
- Dlaczego ci smutno? - spytał Ena, a ja zmarszczyłem się lekko.
- Nie jestem smutny - zaprzeczyłem.
- Jesteś - powiedział stanowczo Ena i rzucił tęskne spojrzenie w stronę Shougo, który siedział z Satoshim przy stoliku i chichotał jak nastolatka, uważając zapewne za zabawne to, co w tym momencie mówił perkusista. - I bardzo dobrze wiem, dlaczego.
- Nadal go kochasz? - spytałem szeptem. Wiedziałem, że ci dwaj byli kiedyś razem, ale rozstali się w niezbyt jasnych okolicznościach.
Ena jedynie kiwnął głową, a ja trąciłem go w ramię.
- Tylko tego nie okazuj.
- Staram się.
- Ja też się staram.
- Ale to trudne.
- A próbowałeś...
- Próbowałem.
- I udało się?
- Nie.
- Mi też nie.
- Przerażające, co nie? - Ena westchnął, wpatrując się w swój kubek, prawie pusty. - Nawet nie lubię alkoholu, ale jak na nich patrzę, to...
- ...musisz to zapić? - dokończyłem jego myśli. Znów kiwnął głową.
- Ty przynajmniej jesteś słodki. Masz prawo - Ena zaśmiał się krótko.
- Nie jestem słodki! - oburzyłem się, ale on położył mi palec na ustach.
- Udowodnić? - spytał, uśmiechając się nieco zalotnie.
Alkohol, udawane związki i przelotny seks. Jedyny sposób, by zapomnieć.
I, w jakiś absurdalny sposób, rozbudzić nadzieję, że jednak kiedyś będzie dobrze...
* * *
Poczułem, jak obejmują mnie twoje ramiona, gdy stroiłem gitarę przed występem.
- Nee, Ryosuke? - pociągnąłeś jedną ze strun. - Uśmiechnij się.
- Co? - spojrzałem na ciebie ze zdziwieniem.
- Uśmiechnij się. Nie lubię, jak się smucisz - stwierdziłeś.
- Nie smucę się. To koncentracja, nie smutek - odparłem, odkładając gitarę. - Mam dobry humor.
- Nie okłamujesz mnie, żeby mnie nie martwić?
- Nie śmiałbym.
Uśmiechnąłeś się promiennie, pomagając mi wstać. Mimo, że minęły już prawie trzy lata, wciąż nie mogłem uwierzyć, że ty naprawdę jesteś na wyciągnięcie ręki. Co więcej - mogę cię dotknąć i przytulić. I nie tylko.
Po występie znów siedziałem lekko znudzony, kiedy ty, reszta naszego zespołu i większość muzyków z innych piła, jakby świat się miał zaraz skończyć. Albo jakby to były jakieś zawody.
No, może oprócz Sany.
- Hej, Mio - nieco już podpity Shougo, a może nawet i bardzo, klapnął obok mnie na kanapie. - Co tam słychać?
- W porządku - odparłem, opierając się o twoje ramię, kiedy wesoło dyskutowałeś z Reiką na typowe tematy basistów, z których niewiele rozumiałem.
- Na pewno? - spytał Ena, przedstawiający się teraz jako Naoto, kładąc dłoń na ramieniu Shougo.
Uśmiechnąłem się promiennie, kiwając głową.
- Na pewno.
A Naoto, śmiejąc się do swoich wspomnień, wziął Shougo na ręce i ruszył w kierunku drzwi.
- Co ty robisz, na wszystkie pieski świata?!
- Idziemy do domu, księżniczko. Za dużo alkoholu na dziś.
- Trzeba zabrać Chisę!
- Zabiorę, zabiorę. Nie chcę mieć urwanej głowy przez kluseczkę o wyglądzie małolata, niższą ode mnie o prawie dwadzieścia centymetrów, bez obaw.
A my, z bliżej nieokreślonego powodu, nie mogliśmy się przez ten dialog przestać śmiać.
Nie zmienia to jednak faktu, że naprawdę wszystko było dobrze, a mój śmiech w końcu stał się prawdziwy.
The end

niedziela, 4 marca 2018

Beauty and the Beast: Stone Heart III

Zespół: D=OUT&Acme (ex. xTRiPx), w tle LapLus
Pairing: Naoto&Shougo, w tle Reika&Hikaru i Satoshi&Shougo
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: AU, fantasy, romans
Seria: "Beauty and the Beast"
Ostrzeżenia: psychopatia
Notka autorska: Ta wersja wyszła mi krótsza, więc to ostatnia część. Enjoy~


Usiłując ukryć się przed Yajuu, trafiłem do sali balowej. Odwróciłem się i zobaczyłem tego wkurzonego na cały świat księżulka, który właśnie miał mnie zastrzelić, ale...
- Przestańcie! - Kirei chyba postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. - Co wy...
I znów ten pusty wzrok.
- Yajuu, co ty robisz? - spytał. - Czemu chcesz rozbić rzeźbę?
Iluzja? Chwileczkę. On jest pod wpływem zaklęcia!
- Nawet nie próbuj go z niego zdjąć - warknął Yajuu, udowadniając mi tym samym, że czyta mi w myślach.
Świetnie.
- Kirei - powiedziałem cicho, sięgając do kabury. Tak, przypomniałem sobie, że ja też mam broń. - Kirei, uciekaj stąd.
- Nie ucieknę - odparł Kirei, zbliżając się do nas. - Nie mam zamiaru.
- Wybierasz jego? - spytał Yajuu.
- Boli mnie głowa - stwierdził Kirei. - Widzę dwie rzeczywistości nakładające się na siebie. Jestem zmęczony tą sytuacją. Dopóki mi nie wyjaśnicie, co tu się dzieje, nie mam zamiaru się stąd ruszyć.
- Wracaj do swojej komnaty - nakazał Yajuu. - Tu jest niebezpiecznie, ten człowiek ma broń.
- Ty też masz - Kirei odwrócił się w jego stronę. - Przypomniałem sobie, Yajuu. Miałem tutaj przyjść, by odmrozić twoje zlodowaciałe serce. By nauczyć cię kochać. Ale ty nadal jesteś paskudnym czarnoksiężnikiem. Nawet miłości nie potrafiłeś się nauczyć. Znasz jedynie obsesję.
- O czym ty mówisz? - poczułem się lekko zdezorientowany.
- A co myślałeś, głupcze? - krzyknął Yajuu. - On jest czymś na wzór wróżki, tylko płci męskiej! Ale ja już bym go przerobił, gdybyś ty się nie pojawił!
- Ale ty chrzanisz... - Kirei złapał się za skronie. - Przestań mieszać mi w głowie! Nie radzę sobie z takimi sztuczkami, dobrze o tym wiesz!
- Czyli nie będziesz ze mną na wieczność? - spytał Yajuu.
- Ja tylko miałem rzucić zaklęcie na ten zamek... - Kirei upadł na kolana i oparł się rękami o posadzkę. - Ja nie miałem tu zostawać... Swoją ukochaną miałeś znaleźć później...
- Cokolwiek robisz, przestań - stwierdziłem, celując do Yajuu. - Zdejmij z niego to zaklęcie. Chyba widzisz, że sprawia mu to ból.
- On jest mój - Yajuu złapał Kireiego za ramię i gwałtownie podniósł. - On jest mój i nikogo innego!
Stwierdziłem, że raz kozie śmierć. A raczej raz bestii śmierć. Bo Yajuu mimo, iż był człowiekiem (chyba), był też potworem.
Strzeliłem do niego kilka razy, usiłując nie zranić Kireiego. Yajuu padł jak długi, a Kirei podbiegł do mnie i schował się za mną.
- Nie żyje? - spytał.
- Naprawdę jesteś czarodziejem? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie. Kiwnął głową.
- Słabym. Specjalizuję się w transmutacji, to wszystko. Ewentualnie uwarzę eliksir leczniczy - wyjaśnił. - Miałem go zamienić w potwora. Takie dostałem rozkazy z góry. Ale...
- Ale on sam był potworem - dokończyłem za Kireiego. - Co z resztą rzeźb?
- Nie mam pojęcia - odparł Kirei. - Naoto!
Odwróciłem się w momencie, gdy jeszcze przed chwilą martwy Yajuu do mnie strzelił. Kula trafiła mnie pod żebra. Tego to się nie spodziewałem.
Kolejny strzał.
Yajuu znowu padł na podłogę, a ja obok niego. Jakimś cudem udało mi się spojrzeć w stronę, z której nadeszła odsiecz.
Zobaczyłem Reikę i Hikaru, którzy do nas podbiegli.
- Kirei przysłał mi list - wyjaśnił Hikaru. - Chodźcie stąd.
- Rzeźby... To wszystko to ludzie... - wymamrotałem, czując, jak opuszczają mnie siły.
- Stul pysk, bohaterze od siedmiu boleści - warknął Reika, przekładając sobie moją rękę przez ramiona. - Co cię obchodzą jacyś obcy ludzie? Aktualnie jesteś w sytuacji, kiedy powinno... No co za nieumarła menda!
Reika odwrócił się i strzelił Yajuu prosto w czoło.
- Czy on nie może po prostu zdechnąć? - Reika kopnął leżącego Yajuu, jakby to miało jakoś pomóc. - Giń, poczwaro!
- Może go spalmy czy coś? - zaproponował Hikaru. W sumie trochę się zdziwiłem, że ta propozycja wyszła z jego strony.
Ale pokój mógłby przestać wirować...
Mogę już zemdleć? To wszystko jest zbyt męczące...
- Naoto, do cholery! Nie odpływaj!
O, dziękuję.
* * *
Ocknąłem się w swoim własnym łóżku i zobaczyłem Kireiego, który robił mi okłady na ranie z jakiejś śmierdzącej ziołami paćki.
- O, ocknąłeś się - ucieszył się jakoś pusto. - Jakbyś był ciekawy, podpaliliśmy ten zamek.
- A rzeźby? - spytałem.
- Znam się na transmutacji, mówiłem - Kirei podał mi kubek z czymś, co śmierdziało gorzej od tej paćki. - Odmieniłem wszystkich. I dobrze, bo Reika dwóch osób by nie uniósł...
- W sensie?
- Zemdlałem. Za dużo energii na to poszło - wyjaśnił Kirei. - Przepraszam, że wplątałem cię w tę całą sytuację. Chociaż sam za mną poszedłeś. Nudzi ci się w domu, czy co?
- Nudziło mi się samemu - wzruszyłem ramionami. - Ale chyba już nie będę sam, co?
- Ja się stąd nigdzie nie wybieram - stwierdził Kirei. - Chyba, że mnie wyrzucisz. Ale wtedy zrównam całe to miasteczko z powierzchnią ziemi.
- Masz tyle mocy?
- Nie neguj moich umiejętności! - oburzył się Kirei.
- Sam mówiłeś, że jesteś słabym czarodziejem.
- I nie łap mnie za słówka!
- Sam się podkładasz.
- Naoto!
Z deszczu pod rynnę, jak to mówią. Może jednak powinienem tam zginąć?
Oberwałem poduszką.
Też umie czytać w myślach, czy tak na zaś?
The end

czwartek, 1 marca 2018

Beauty and the Beast: Stone Heart II

Zespół: D=OUT&Acme (ex. xTRiPx), w tle LapLus
Pairing: Naoto&Shougo, w tle Reika&Hikaru i Satoshi&Shougo
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: AU, fantasy, romans
Seria: "Beauty and the Beast"
Ostrzeżenia: psychopatia
Notka autorska: Yajuu jest, lekko mówiąc, rąbnięty. XD


Minęło kilka dni. Yajuu co jakiś czas plątał się po zamku, szukając chyba poprzedniego dnia. Obserwowałem go. Był, krótko mówiąc, nienormalny. Gadał do siebie, płakał i śmiał się na zmianę oraz ciął swoje przedramiona, by potem krwią mazać po ścianach jakieś niepokojące napisy. Najciekawsze w tym wszystkim było to, że i tak następnego dnia chodził i pstrykając palcami, niszczył dowody swojego szaleństwa.
Usłyszałem kroki i zwróciłem wzrok w ich stronę. Ku mojemu zdumieniu, zobaczyłem Kireiego. Wyglądał jak cień samego siebie. Szedł boso, rozglądając się z niepokojem, aż nagle zatrzymał się w pół kroku i utkwił wzrok we mnie. Miałem wrażenie, że szepnął coś w stylu "Niemożliwe...".
Kirei podszedł do mnie i spojrzał na mnie, przekrzywiając trochę głowę jak szczeniak zastanawiający się, dlaczego pan nie daje mu mięsa.
- Wiedziałem, że z tymi posągami jest coś nie tak - stwierdził. - Skąd niby Yajuu miałby mieć rzeźbę, która wygląda jak ty?
On mówił do mnie?
- Kirei? - usłyszeliśmy, a on odwrócił się w stronę głosu.
- Och, Yajuu - Kirei spojrzał na mnie jak gdyby przepraszająco. - Yajuu, te rzeźby mnie przerażają. Czemu ich tyle masz?
- Kolekcjonuję - oznajmił Yajuu, obejmując go ramieniem. - Chodź, napijemy się herbaty. Cały strach ci momentalnie przejdzie.
- Tak, wiem...
- Czy coś cię niepokoi, najdroższy? - spytał Yajuu, a ja mimo, że w tym momencie byłem rzeźbą, mało nie zwróciłem tortu z poprzednich urodzin.
- Ta rzeźba... - Kirei odwrócił się w moją stronę. - Ta rzeźba wygląda jak ktoś, kogo dobrze znałem.
- Naprawdę? - zdziwił się Yajuu. Ja w sumie też. Mijaliśmy się na mieście, co najwyżej powiedzieliśmy sobie "Dzień dobry". O czym on mówi?
- Naprawdę - przyznał Kirei. - Znaczy, nie byliśmy przyjaciółmi. Można powiedzieć, że byliśmy kochankami, którzy nie widzieli swoich spojrzeń.
Gdybym nadal był człowiekiem, pewnie zamarłbym w bezruchu.
Kirei mnie kochał...?
- Och, przykro mi - powiedział Yajuu z udawanym smutkiem. - Nie chciałem, by jakakolwiek rzeźba cię niepokoiła w taki sposób.
- Nic się nie stało - odparł Kirei, łapiąc go za dłoń. - Chodźmy na herbatę, zanim zrobi mi się słabo.
I poszedł, jak gdyby cała sytuacja nie miała miejsca.
* * *
Yajuu przyszedł w nocy, podniósł mnie i przeniósł do lochów.
- Jeśli cię tu znajdzie, rozbiję cię - zagroził. - Więc módl się o to, by tu nie przyszedł.
Mężczyzna zamknął kratę i wbiegł do schodach, zostawiając krwawe ślady dłoni na ścianie.
* * *
Znów minęło kilka dni, podczas których zacząłem popadać w psychozę. Byłem sam, zupełnie sam. Nie widziałem nikogo, nie słyszałem nikogo. Nie mogłem się odezwać, ani oddychać, ani ruszyć. Zupełnie nic, jakbym był w śpiączce. Miałem wrażenie, że jeśli czegoś nie wymyślę, to zwariuję do reszty.
Usłyszałem kroki. To był pierwszy dźwięk, który w ogóle dobiegł moich uszu od tak dawna.
Podniosłem wzrok i zobaczyłem Kireiego.
- Wsadził rzeźbę do lochu - Kirei zszedł na dół, wziął klucze z haka i otworzył kratę. - Rzeźbę. Do lochu.
Kirei podszedł do mnie i spojrzał mi prosto w oczy.
- Szukałem cię. Przy okazji coś sprawdziłem. Położyłem jednej z rzeźb - tej, która stała obok ciebie - dłoń na klatce piersiowej - Kirei wspiął się na palcach i spojrzał mi prosto w oczy. - Czułem, jak bije jej serce. Ty też je masz?
Poczułem, jak delikatna dłoń Kireiego dotyka mojego kamiennego ciała. Patrzyłem prosto w oczy osobie, którą kochałem i nie mogłem tego powiedzieć. Nie mogłem w ogóle się odezwać. Zawiadomić go, że rzeźby to zaklęci ludzie, a Yajuu jest psychopatą.
- Żyjesz - powiedział zdumiony Kirei, odsuwając się ode mnie. - Ty naprawdę jesteś żywy...
Zamyślił się na chwilę, robiąc okrążenie wokół celi.
- Wszyscy jesteście. Wszystkie te posągi to ludzie. On was pozamieniał, prawda? - spojrzał na mnie z uwagą, ale co ja mogłem zrobić? Nie miałem jak mu odpowiedzieć.
Kirei jeszcze raz okrążył celę, po czym podszedł do mnie.
- Ej, Naoto? - położył dłonie na moich ramionach. - Przyszedłeś mnie szukać, prawda?
Chciałem kiwnąć głową, ale nie mogłem.
- Kochasz mnie, prawda? Dobrze się domyśliłem?
I znów mogłem tylko patrzeć.
- Chyba już do reszty zwariowałem, ale... - Kirei westchnął ciężko. - Pewnie to wszystko jest tylko moim wyobrażeniem. Wydaje mi się i tyle. Ale warto spróbować, prawda?
Kirei wspiął się na palcach i pocałował mnie. Zamrugałem. Czy on...
Chwila. Zamrugałem?
Z trudem, ale udało mi się podnieść rękę i objąć Kireiego w pasie. Położyłem drugą dłoń na jego policzku i oddałem pocałunek, nadal zdezorientowany całą sytuacją.
Jednak ta sielanka oczywiście nie mogła trwać długo. Usłyszałem drzwi otwierające się z hukiem i spojrzałem na szczyt schodów. Stał tam Yajuu, wściekły do granic możliwości.
- Kirei, co ty wyprawiasz? - spytał, schodząc powoli w naszym kierunku. Kirei odsunął się ode mnie. Jego wzrok był pusty, jak gdyby nie miał duszy.
Kirei wybiegł z celi wprost w ramiona Yajuu.
- Mówiłem ci, że z tą rzeźbą jest coś nie tak - załkał. - To jest żywy człowiek.
- To nie jest człowiek - odparł Yajuu, wyciągając z kieszeni pistolet i celując z niego we mnie. - To tylko rzeźba.
Uchyliłem się przed kulą i czmychnąłem po schodach na górę, jakimś cudem unikając kolejnych pocisków.
Czyli tak się bawimy? Już nie ma pstrykania palcami i bawienia się w rzeźbiarza? Przeszliśmy do czystej chęci mordu?
Wspaniale...

poniedziałek, 26 lutego 2018

Beauty and the Beast: Stone Heart I

Zespół: D=OUT&Acme (ex. xTRiPx), w tle LapLus
Pairing: Naoto&Shougo, w tle Reika&Hikaru i Satoshi&Shougo
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: AU, fantasy, romans
Seria: "Beauty and the Beast"
Ostrzeżenia: psychopatia
Notka autorska: Jeśli myślicie, że tamte wersje to była radosna wariacja na temat, to zapraszam do czytania. ^^
W roli Pięknej i Bestii w tej wersji występują:
Kirei (Bella) - Shougo
Yajuu (Bestia) - Satoshi


W naszym małym miasteczku mieszkał młodzieniec o wdzięcznym imieniu Kirei, które wręcz idealnie pasowało do tej osoby. Ale nie będę roztkliwiał się nad jego urodą, bo moja opowieść straciłaby wtedy sens.
Ważniejsze jest to, że Kirei pewnego dnia zniknął. Zmartwiłem się tym niezmiernie i postanowiłem go odszukać.
- To nie jest dobry pomysł, Naoto - stwierdził Reika, mój przyjaciel, żując beznamiętnie suszoną wołowinę. - Pomyśl. Kirei jest oczytany i piękny. Pewnie go ktoś po prostu uwiódł. Poza tym, to mężczyzna. Chcesz się związać z mężczyzną?
- Bo Hikaru to przecież kobieta jest - spojrzałem na niego z wyrzutem. Reika prychnął.
- I właśnie o tym mówię! - zawołał. - Naoto, ja zdaję sobie sprawę, jakie z takiej relacji są konsekwencje i uważam, że...
- Wsiadasz na tego konia, czy mam cię podsadzić? - spytałem zniecierpliwiony, na co Reika westchnął jak męczennik, rzucił resztę wołowiny psu i wskoczył na swojego wierzchowca.
* * *
Jechaliśmy już dobre kilka godzin, przemierzając las w poszukiwaniu Kireiego, gdy drogę zastąpiły nam wilki.
- Chyba wkurzyliśmy watahę, Naoto - mruknął Reika, celując z pistoletu w pchlarze. - Naoto, gdzie ty jedziesz? Naoto!
Ale ja nie zwracałem na niego uwagi. Po kopytami mojego konia chrzęścił śnieg.
W czerwcu.
- Naoto! - Reika dogonił mnie i spojrzał na mnie z uwagą. - Goni nas stado wilków, zawracajmy!
- Reika, tu jest zima. Rozejrzyj się - odparłem, na co mój przyjaciel spojrzał najpierw w prawo, potem w lewo i w końcu na mnie.
- Jak? - spytał zdumiony.
- Nie wiem, ale na odległość śmierdzi to czarną magią - stwierdziłem. - Jeśli Kirei zapuścił się w te okolice, mógł paść ofiarą jakiegoś czarnoksiężnika.
- Albo wilków - Reika zastrzelił kolejną, włochatą pokrakę. - Mi się zdaje, czy te wilki są nieśmiertelne?
- Może i są. Szukajmy Kireiego - rozkazałem i nagle musiałem ostro wyhamować.
Zamek. Przed nami wyrósł jak spod ziemi zamek!
- Tego tu nie było - stwierdził odkrywczo Reika, który ze swoim koniem również prawie wpadł na bramę. - Ej, Naoto?
- Hm?
- Wilki uciekają - Reika wskazał na te przebrzydłe pchlarze, które piszcząc i kuląc ogony, w pośpiechu oddaliły się od zamku.
Spojrzałem na ogromny pałac. Kto, lub co, w nim mieszkał, że te zwierzęta tak zareagowały?
- Pomóż mi otworzyć tę bramę - stwierdziłem, odkrywając, że nie była ona wcale zamknięta, jedynie bardzo ciężka.
Popchnęliśmy skrzydło bramy i weszliśmy do środka, wprowadzając nasze konie. Zaczepiliśmy lejce o płot i poszliśmy w stronę zamku.
- Naoto - Reika trącił mnie w ramię. - Naoto, widzisz te posągi?
- Widzę. I co z tego? - spytałem, patrząc na rzeźby, które stały po obu stronach drogi do zamku. Wyglądały niesamowicie, jak gdyby to byli ludzie zaklęci w kamień.
- Naoto - Reika tym razem aż mną potrząsnął. - Naoto, te rzeźby nas obserwują. One żyją. One żyją, Naoto. Chodźmy stąd.
- Nie ma mowy - warknąłem. - Jeśli to coś zrobi cokolwiek Kireiemu, to ja sobie tego nie wybaczę.
- A jak zrobi nam, to co? Jako duch go będziesz straszył? - Reika z niepokojem przyjrzał się posągowi młodej dziewczyny. - One serio żyją. To jest przerażające.
- Nie wiedziałem, że z ciebie takie strachajło - zaśmiałem się i wszedłem do zamku, po czym zamarłem w bezruchu.
Tych rzeźb było o wiele więcej! Przy schodach, w holu, wszędzie!
- Naoto... - Reika uczepił się mojego ramienia. - Naoto, uciekajmy stąd.
- Najpierw musimy znaleźć Kireiego - stwierdziłem, otrząsając się z szoku.
Wszedłem po schodach, czując na sobie wzrok posągów. Reika lojalnie podreptał za mną.
Zajrzeliśmy do pierwszej komnaty, ale zobaczyliśmy tylko kilka kolejnych rzeźb i wprost idealny porządek. Jak gdyby to nie był zamek, tylko jakaś wystawa w muzeum.
- Kim jesteście? - usłyszeliśmy nagle głos. Reika podskoczył i wpadł na ścianę, ciężko dysząc, a ja odwróciłem się powoli.
Zobaczyłem mężczyznę mniej więcej mojego wzrostu. Miał taką budowę ciała, że zastanawiałem się, czy płaszcze są dla niego robione na miarę, i bezemocjonalny wyraz twarzy. Jak gdyby nigdy nie używał jej mięśni.
- Ja jestem Naoto, to jest Reika - podniosłem swojego przerażonego przyjaciela z podłogi. - Zgubiliśmy się w lesie, szukając pewnego zaginionego chłopaka.
- Chłopaka? - powtórzył mężczyzna. - Nikogo tutaj nie ma. Radzę wam wyjść.
- Czyli jest tu tylko pan? - upewniłem się. Mężczyzna kiwnął głową.
- Tak, tylko ja. Na imię mi Yajuu - oznajmił mężczyzna. - Moglibyście już stąd wyjść? Chciałbym pobyć sam.
- Pan ciągle jest tutaj sam - zauważył Reika.
- Nie łap mnie za słówka, głupcze - Yajuu zbliżył się do nas i spojrzał na nas z góry. - Wynocha, albo skończycie jak inni zagubieni chłopcy.
- Jako rzeźby? - domyśliłem się. Yajuu zmierzył mnie wzrokiem i zmarszczył brwi.
- Bystry jesteś. Aż za - stwierdził. - Wynoście się.
- Zadam tylko jedno pytanie. Mogę? - spytałem.
- Naoto, chodź stąd, nie chcę być posągiem - Reika szarpnął mnie za ramię.
- Ucisz się - Yajuu rzucił mu mordercze spojrzenie. - Pytaj, głupcze.
- Kireiego też zamieniłeś w posąg? - zapytałem, a Yajuu westchnął.
- Jak mógłbym ukarać tak kogoś, kogo kocham? - Yajuu złapał mnie za koszulę. - Kirei ma się dobrze. W przeciwieństwie do was.
Usłyszałem pstryknięcie palcami i straciłem czucie w całym ciele. Mogłem jedynie obserwować, jak Yajuu stawia mnie i Reikę pod ścianą i odchodzi.
Prawie słyszałem w myślach, jak mój towarzysz krzyczy "Naoto, ty debilu!". Jednym słowem - masakra.

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Listy do nocy i dni III

Zespół: DIV, w tle D=OUT
Pairing: Chobi&Chisa, Naoto&Shougo, Yoshi (ex. CatFist)&Meiko (OC)
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans
Ostrzeżenia: melancholia głównego bohatera
Notka autorska: Ostatnia część. Shougo jest z nim biedny... XD



"Czwartek, 2 lutego"

Nie wiem, od czego zacząć. Od początku czy końca? Jeśli zacznę od końca, to zacznę od faktu, że nasz kochany Naoto strzelił mnie w twarz. Bolało. Czułem, jak rozżarzone igły przebijają mój policzek, jak cały płonie i jak ogień układa się w ślad po jego dłoni. Dłoni, nie pięści, Naoto chciał mnie tylko doprowadzić do względnego porządku, nie chciał wysłać mnie do szpitala.
Bałagan w mojej głowie sprawił dużo złych rzeczy. Sprawił, że Shougo był wściekły. Był tak wściekły, że łzy pociekły mu z oczu i Naoto nie wytrzymał. Po prostu przyłożył mi z otwartej dłoni i kazał się opamiętać. Ujął to oczywiście w bardziej dosadne, brutalne i nieistniejące w naszym języku słowa, bo przecież to dyshonor przyznać się nam, Japończykom, że klniemy. Głupota. Fakt faktem, stałem w przedpokoju z odciskiem dłoni Naoto na twarzy, obok oniemiałego Shougo i Yoshiego półgębkiem mówiącego do Meiko, co się właściwie stało. I dlaczego Naoto krzyczy.
Zacząłem od końca, więc może wrócę do początku. Wyżyłem się na Izanami ducha winnemu Shougo, wyrzuciłem z siebie to, co mnie trapiło i stwierdziłem, że nigdy nie powinienem Was poznać. Że nigdy nie powinno być żadnego DIV, że ten zespół to najgorsze, co mnie w życiu spotkało i mam dosyć śpiewania piosenek, które już nic dla mnie nie znaczą. Shougo się wściekł, ale jeszcze nie aż tak, apogeum jego złości nastąpiło, kiedy zwyzywałem Meiko za sam fakt, że jest Twoją siostrą. A przecież tydzień temu jadłem z nią ciasto, a ona, słodka dziewczyna w błękitnej sukience, nic mi nigdy nie zrobiła. Nigdy.
I szczerze mówiąc, zasłużyłem na tego potwornego kaca. Tego moralnego też. Gdzie moje tabletki? I chyba zaraz zwymiotuję. Znowu.

"Piątek, 24 lutego"

Poszedłem z Meiko do kawiarni. Sam. Usiłowałem się z nią umówić już kilka razy, ale za każdym razem mnie zbywała. Nic dziwnego. Zachowałem się jak kretyn, przemawiał przeze mnie alkohol, a Takeshi nie powinien był mi pozwolić tyle pić.
Dobrze, nie zwalajmy winy na Takeshiego, chciał dobrze. Chciał mnie pocieszyć, podnieść na duchu, złapać za rękę i wyciągnąć z tej otchłani - studni bez dna, do której wpadłem i nie mogę przestać lecieć. Jestem tylko coraz głębiej, dociera do mnie coraz mniej światła, ale zapominam, staram się zapominać, zapominać o pocałunkach, o obietnicach, o szorstkich dłoniach na moim ciele, o tych wszystkich przeżytych orgazmach i rytmie, w którym biło Twoje serce, które słyszałem, kładąc głowę na Twojej klatce piersiowej...
Miałem pisać o Meiko. A więc widziałem w jej czarnych oczach smutek, widziałem, jak je ciasto ze zwątpieniem wypisanym na twarzy. Ona mnie nie widziała, dla niej świat jest czarny, to jedyny kolor, jaki zna. Unosi się w czarnej wodzie, w płynnej ciemności, która ją okala i zabiera dostęp do światła.
W końcu się odezwała. Powiedziała, że nadal mnie kochasz i że powinniśmy do siebie wrócić, bo tak nie można. Że męczymy się jak alergik na zbyt słabych lekach i tracimy na to nasze rozstanie mniej więcej tyle samo chusteczek. Że to wszystko to jeden wielki, nieśmieszny dla niej żart i ona chce, żeby było jak dawniej. Od zawsze traktowała mnie jak zwykłego Tanakę, byłem dla niej Sachim, nie Chisą. Nigdy mnie tak nie nazwała.
Ale nie będzie jak dawniej, Meiko. Nie będzie, dopóki twój szanowny braciszek się czegoś nie nauczy.
I dopóki moje kruche, słabe i głupie serce nie stwierdzi, że masz rację...

"Środa, 15 marca"

Wczoraj po raz pierwszy od wielu lat grałem na basie. Reika twierdzi, że sobie poradziłem. Rui i Haku też. Ale ja twierdzę, że się mylą. Bo kiedy grałem, widziałem Twoją twarz.
Nie radzę sobie. I nie poradzę.

"Sobota, 18 marca"

Nie mogę znaleźć inhalatora. Nie mam zielonego pojęcia, jakim cudem piszę wyraźnie.

"Niedziela, 19 marca"

Nigdy więcej nie chcę widzieć Shougo tak przerażonego, jak wczoraj. Nigdy więcej nie chcę słyszeć, jak mój oddech tak brzmi.
Jestem zmęczony. Jestem tak bardzo zmęczony, że mam ochotę robić głupie rzeczy. Albo przespać cały dzień. Ewentualnie wieczność.

"Wtorek, 21 marca"

Leżałem przez ostatnie dwie godziny na trawniku i patrzyłem w niebo. Ludzie spoglądali na mnie jak na wariata, niektórzy podchodzili i dopiero po rozmowie ze mną odchodzili z widoczną konsternacją. Jak na złość było pogodnie i nie mogłem się wyciszyć poprzez deszcz.
Dlaczego niebo nie chce płakać? Potrzebuję tego. Potrzebuję łez, ale moje już wyschły. Znowu.
Wziąłem ze sobą telefon tylko po to, by odrzucać połączenia. Jedynie tego od Mamy nie odrzuciłem. Przyjemnie mi się z nią rozmawiało. Opowiadała o tym, że kotka sąsiadów się okociła i ma czwórkę małych kitusiów. Jeden jest strasznie sztywny i chodzi własnymi drogami, trzy pozostałe trzymają się razem. Jedno z tych trzech biega jak pomylone po podwórku i przynosi sąsiadom myszy, drugie jest płochliwe, a trzecie żyje jakby we własnym świecie i najłatwiej je złapać, do tego jest przylepą i mama zastanawia się, czy go nie wziąć.
W czasie, jak rozmawiałem z mamą, ten sztywny i ten szalony zaczęli walczyć, co skończyło się tak, że przylepa chciała pomóc i sama została podrapana. Jedynie temu płochliwemu nic się nie stało.

"Czwartek, 30 marca"

Od rana pada. A ja już tak nie mogę. Mam ochotę wyjść z domu i iść do Ciebie choćby pieszo. Chcę się z Tobą śmiać, rozmawiać i wygłupiać, wtulić w Ciebie i myśleć, myśleć o wszystkim i niczym i czuć Twoją dłoń na włosach.
Hiroki, Twoja siostra ma rację. To nieśmieszny żart. Przywróćmy światu przeszłość.

"Piątek, 31 marca"

Pada. Znowu. Od dwóch dni leje z małymi przerwami. Jestem lekko przeziębiony i miałem wczoraj atak, ale jest w porządku. Naprawdę jest w porządku.
Jest w porządku, bo siedzisz obok i patrzysz mi przez ramię, jak piszę. Jest w porządku, bo Twoja szorstka dłoń głaszcze mnie po głowie. Jest w porządku, bo Nameko wskoczyła na łóżko i próbuje powstrzymać mnie od pisania, ciągle trącając moją rękę.
Chyba obaj się czegoś nauczyliśmy. Ty tego, że nie jestem jajkiem, a ja, że czasem trzeba poprosić o pomoc, bo to nie jest żadna hańba. A powtarzanie, że wszystko jest w jak najlepszym porządku to kłamstwo, jakich mało, kiedy tego porządku nie ma. Kiedy w naszych sercach, głowach i życiu panuje bałagan. Kiedy wszystko jest nie takie, jak być powinno.
Ale teraz jest. Z czystym sumieniem mogą to potwierdzić nasi sąsiedzi, którzy słyszeli, jak się wczoraj godziliśmy. Dobrze by było im zanieść jutro jakieś ciasteczka w ramach przeprosin, nie sądzisz?

The end

niedziela, 25 czerwca 2017

Listy do nocy i dni II

Zespół: DIV, w tle D=OUT
Pairing: Chobi&Chisa, Naoto&Shougo, Yoshi (ex. CatFist)&Meiko (OC)
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans
Ostrzeżenia: melancholia głównego bohatera
Notka autorska: Błędy w słowach to zamysł artystyczny polegający na próbie stworzenia efektu trzęsącej się ręki. To tyle z wyjaśnień. XD

"Poniedziałek, 28 listopada"

Leżę na sofie. Znowu jestem w mieszkaniu Shougo, znowu miałem chyba trzy ataki, znowu trzęsą mi się ręce. Udaję, że jest w porządku, że jestem męskim facetem i mnie to nie rusza. Fani nic nie wiedzą, na Twitterze nie daję po sobie poznać, że coś jest nie tak.
Wszystko jest w porządku, Sachi. Wszystko jest w porządku. Wszystko jest w porządku. Wszystko jest w porządku. Wszystkwo jest w pworządku. Wszystkwo jest w porzadkeu. Wszustlpo iest w przladi. Wwydhi ihrd w eoirsdfku...

"Wtorek, 29 listopada"

Obudziłem się w nocy cztery razy. Liczyłem. Za każdym razem z tego samego powodu.
Nie mogę oddychać.
To wygląda tak, jakbyś był moim oddechem. Moim osobistym inhalatorem, który sprawia, że moje oskrzela w końcu działają tak, jak powinny.
Przepisywałem ten wpis. Ledwo rozczytałem się z oryginału. Tak to jest, jak zamiast łapać za inhalator, bierzesz do ręki długopis.
Idiota.

"Niedziela, 4 grudnia"

Dziś są Twoje urodziny. Nie napisałem Ci nawet zwykłej wiadomości. Głupiego "Najlepszego!" na Twitterze. Nic.
Nie jesteśmy razem w zespole. Nie musimy się znać. Nie musimy się starać. Nie musimy rozmawiać.
Shougo na mnie krzyczy. Mówi, że tak nie można. Że się męczę.
Yoshi tylko patrzy. Patrzy, dzwoni do Meiko i rozmawia za ścianą, wiedząc, że wszystko słyszę. Wiedząc, że ona nic Ci nie powie, bo to tylko pogorszyłoby sytuację.
Jeśli w ogóle może być gorzej.
...
Może. Znowu nie mogę oddychać.
Astmo, błagam. Nie teraz.

"Poniedziałek, 5 grudnia"

Te wszystkie rzeczy, które sobie wczoraj kupiłem, są puste. Leżą na biurku, udokumentowane w moim telefonie, na Twitterze i pewnie na laptopach kilku fanek, które ściągają wszystkie zdjęcia, jakie zrobimy.
Puste jak ja. Jak moja dusza i moje serce. To była moja decyzja, ale czy słuszna? Czy powinienem trzasnąć tymi drzwiami i wyjść?
A może po tym, jak mnie pocałowałeś, wtedy, tamtej rozgwieżdżonej nocy, powinienem po prostu Cię odepchnąć?
Albo w ogóle nigdy... Tak. Nie powinienem się do Ciebie nigdy zbliżyć. Ani do Ciebie, ani do Shougo, który nie wie, że jestem w domu. Jestem cicho, cichuteńko jak szara myszka. Leżę w futonie, słucham muzyki przez słuchawki, a światło mam zgaszone. Nawet zamknąłem drzwi do pokoju na klucz. Nikt nie wie, że tu jestem. Panuje półmrok, ledwo widzę litery, ale piszę.
Poza tym, gdyby Shougo wiedział, że jestem w domu, teraz by tak głośno nie krzyczał...
Naoto musi być piekielnie dobry w łóżku.

"Wtorek, 13 grudnia"

Byłem z Yoshim i Meiko w kawiarni. Jadłem waniliowe ciasto z owocami i kakao. W końcu jest zima.
Ale ono smakowało jak papier. Zwykły, szary papier. Suchy, suchy jak moja dusza i skóra, która wyschła przez pogodę. Dusza jest sucha przez coś innego, dusza jest sucha, bo łzy już się skończyły. Ale jestem facetem, nie mogę płakać, nam nie wolno płakać, nie możemy mieć emocji. Nie możemy mieć traum z dzieciństwa, przecież mężczyźni nigdy nie są poniżani, molestowani, gwałceni, my jesteśmy twardzi, a co nas nie zabije, to nas wzmocni. W żyłach płynie nam sperma, nie krew. Prawda?
Nie możemy tęsknić za młodszą siostrą, nawet taką rodzoną, a nie cioteczną, która zmarła kilkanaście lat temu. Nie możemy pamiętać głosu ukochanej babci, która odeszła. Musimy być twardzi, męscy i jeść mięso, najlepiej surowe. Włosy muszą być krótkie, ubiór stosowny dla faceta, najlepiej żadnych kolorów, bo mężczyźni mają prawo lubić tylko czarny, biały i wszystkie odcienie szarości. I tylko męskie zawody, tylko męskie zachowania, z mężczyznami się nie spotykać, bo to kobiece. O emocjach nie mówić, bo cię wyzwą. Ogólnie lepiej nie mówić, bo to kobiety są gadatliwe, nie zamykają im się jadaczki, a ty siedź cicho, bądź cicho. Jesteś mężczyzną, nie masz prawa rozmawiać, masz tylko potakiwać i dyskutować o wyniku ostatniego meczu. Albo seksie.
A kakao smakowało solą. Solą życia, psia krew.

"Czwartek, 22 grudnia"

Drapie mnie w gardle, chyba się przeziębiłem. Nic dziwnego, chodziłem dzisiaj po mieście bez celu przez trzy godziny. Spotkałem wielu ludzi, mijałem ich, a oni mnie i każdy szedł w swoją stronę. Wracał do swojego życia, bardziej lub mniej udanego. Moje życie jest chyba udane, tak myślę.
W końcu wszystko jest w porządku, Sachi. To tylko rozstanie, rozstawałeś już się z wieloma kobietami i jednym mężczyzną, ten drugi nie powinien być dla ciebie aż takim wyzwaniem! Zapomnisz o nim, zapomnisz o tym, że go kochałeś, zapomnisz, jak szeptał ci do ucha, uspokajając cię, kiedy miałeś koszmary, jak w czystej przenośni wyrwał ci nóż z ręki, nóż, którego nie trzymałeś, ale chciałeś, bo cofnąłeś się na tę jedną chwilę, ten jeden moment do czasów, kiedy miałeś szesnaście lat i byłeś idiotą. Jak się tobą opiekował, gdy byłeś chory, jak całował twoje spierzchnięte usta i jak sprawiał, że odpływałeś do krainy rozkoszy, gdy kochaliście się w takie grudniowe wieczory jak ten przy akompaniamencie gradu uderzającego w parapet.
Zapomnisz. O tamtych kobietach zapomniałeś, o Tsukasie nie zapomniałeś, bo on ci nie pozwolił. Nadal się przyjaźnicie, choć on chyba wciąż cię kocha. Ale nie jesteś pewien, bo właśnie dlatego z nim zerwałeś. Zerwałeś, bo nie wiedziałeś, w którym momencie kończą się żarty, a zaczyna poważna rozmowa.
A o Ishizuce Hirokim zapomnisz, zapomnisz, bo odrzucasz wszystkie połączenia, których jest coraz mniej, a smsów nie czytasz. Zapomnisz, bo musisz go wyrzucić ze swojego serca. Zapomnisz. Kiedyś. W końcu. Pewnego dnia. Do cholery...

"Sobota, 31 grudnia"

Sylwester. Za kilka dni mamy koncert. Trzęsą mi się ręce, bo to znowu nie będziesz Ty. To znowu nie Ciebie zobaczę, odwracając się do basisty.
Nie powinno mnie to obchodzić.
Słyszę, jak Mama krząta się w kuchni. Czuję zapach pierników, które zawsze piecze na Nowy Rok. Tata ogląda swój ulubiony program motoryzacyjny. Hotaka z Bunko nie przyjechali, bo Bunko źle się czuje. Pewnie będzie niedługo rodzić. A ja siedzę w swoim starym pokoju, patrzę na mojego żółwia i zastanawiam się, co by było, gdyby potrafił mówić. Pewnie opowiedziałby moim rodzicom o jakże zacnym pożyciu seksualnym ich syna, o jego myślach samobójczych sprzed dziesięciu lat i o tym, że ryczał dziś w poduszkę, bo rozstał się miesiąc wcześniej z facetem. A sam jest facetem. Chyba bym spał na dworcu, bo przecież pociągu żadnego raczej nie złapię w święta noworoczne.
Idę pomóc Mamie z drugą porcją pierników. A potem je udekoruję. Wyżyję się artystycznie i zapomnę, że plamię honor rodu Kurihara, chlipiąc po kątach jak jakaś baba.

"Niedziela, 1 stycznia"

Wszystkiego najlepszego w nowym roku, Sachi. Może kupisz tę nową figurkę, którą wypatrzyłeś na Ebayu? Kup, kup. Postawisz w swojej gablotce i będziesz patrzył na nią dniami i nocami.
Mama spytała, czemu jestem smutny. To aż tak widać? Nie chcę jej ranić. Pewnie teraz wraca wspomnieniami do tego dnia, kiedy znalazła mnie zapłakanego w kuchni, kiedy łzy spływały ciurkiem po moich policzkach, kiedy nie mogłem się uspokoić nawet, jak mnie przytuliła. Usiłowała, jestem tego pewien, naprawdę próbowała nie patrzeć na nóż, który leżał pod ścianą, usiłowała nie myśleć, że jej syn wyjął go z szuflady i stchórzył w ostatnim momencie, wolała nie myśleć, co by było, gdyby jednak to zrobił. Nie siedziałaby na zimnych kafelkach, pozwalając prawie dorosłemu synowi płakać jak małe dziecko, nie tuliłaby go, nie szeptała, że mu pomoże, że wszystko będzie dobrze, cokolwiek się stało.
I nawet jeśli Mama nie wróciła do tamtego dnia, to ja wróciłem. Przytuliłem ją i powiedziałem, że wszystko w porządku. Że to tylko zmęczenie, że mam dużo pracy. Pogłaskała mnie po głowie i stwierdziła, że ta dziewczyna nie jest tego warta.
Owszem, Mamo. Nie jest. Dziewczyną.

"Niedziela, 23 stycznia"

Wróciliśmy z trasy. Jestem padnięty, zmęczony i mam dosyć Naoto. Znaczy, lubię go i to bardzo, Shougo też, ale na Izanami... Reika mało co nie zszedł ze śmiechu, kiedy musieliśmy ich uwalniać z potrzasku. Dwóch dorosłych facetów po trzydziestce zatrzasnęło się w schowku, bo zachciało im się gzić. Aż mi się przypomniało, jak Tsukasa próbował mnie do tego namówić, ale skutecznie mu to wyperswadowałem. Swoją drogą, zastanawiam się, dlaczego wizja bycia ze mną uke jest taka przerażająca...
Kobiety jakoś nie marudzą. Ty też nie...

"Środa, 26 stycznia"

Spałem przez trzy dni z niewielkimi przerwami. Stwierdzam, że Meiko słodko piszczy, a Yoshi jest mało spostrzegawczy. Mam zapalone światło, ale chyba nie zauważył, że jestem tutaj, za ścianą. Dobrze, że mam muzykę i słuchawki.
Może jutro też pójdę z nimi na ciasto? Mam ochotę na kakao.
Tylko muszę kupić rękawiczki, bo wszystkim coś się stało. Albo pogubiłem, albo porobiły się dziury. A jedne oddałem Meiko, bo strasznie podobał jej się materiał, z którego były zrobione. Dziwne, że pasowały na jej dłonie. Może rzeczywiście moje są aż tak drobniutkie?

czwartek, 22 czerwca 2017

Listy do nocy i dni I

Zespół: DIV, w tle D=OUT
Pairing: Chobi&Chisa, Naoto&Shougo, Yoshi (ex. CatFist)&Meiko (OC)
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans
Ostrzeżenia: melancholia głównego bohatera
Notka autorska: Meiko jest wzorowana na siostrze Chobiego. Fanfik pt. "Fire and Ice" jest midquelem tego. Zostałam zainspirowana pewnym Tumblrem, którego jednak nie podam, bo nie wiem, czy właściciel by sobie tego życzył.


"Piątek, 11 listopada"

Pada. Stwierdzam, że to dobry dzień, by zacząć pisać. Może to infantylne. Ale to chyba nie jest zły pomysł... Prawda?
Lubię deszcz. Lubię, jak uderza w żelazne parapety, rozbryzgując krople na wszystkie strony świata. Lubię szarość za oknem i to wrażenie, że niebo płacze za przemijającym czasem.
Lubię deszcz. Lubię moknąć. To mnie oczyszcza. Deszcz jest chłodny, spływa po moich włosach, moczy rozpalone policzki, ostudza rozgrzaną duszę. Lubię deszcz.
Ale czasem jest za chłodny. Wtedy robi się zimny, moje oskrzela nie lubią zimna, nie lubią deszczu, nienawidzą być wystawiane na jego działanie. Wracam do domu, drobnymi palcami wyciągam z kieszeni inhalator i uspokajam moją drogą przyjaciółkę Astmę, która stwierdziła, że moja miłość do deszczu jest zła. Zakazana.
Ty też tak twierdzisz, susząc mi włosy ręcznikiem, choć sam mógłbym to zrobić. Kocham Cię, ale Twoja nadopiekuńczość doprowadza mnie do furii. Przestaliśmy nawet chodzić do kawiarni, naszej ulubionej. Chcę jeszcze raz w mroźny, zimowy dzień wypić w niej kakao i zjeść waniliowe ciasto z owocami. Ale nie mogę, bo uważasz, że na pewno dostanę ataku. Dlatego chodzimy tam w ciepłe dni, pijemy herbatę i jemy czekoladowe ciasto z orzechami, bo tamtego nie podają w inne pory roku niż jesień i zima. To ciasto sezonowe. A kakao w lato nie robią, bo taki zwyczaj.
Czasem mam wrażenie, że jesteś jak deszcz. Że jednocześnie Cię kocham i nienawidzę.

"Niedziela, 27 listopada"

Wczoraj był rocznicowy koncert UNiTE.. Dziwnie tak tylko z Shougo. Chcieliśmy, żebyś przyszedł, ale Meiko trafiła do szpitala. Jak zwykle spanikowałeś, choć to tylko wyrostek robaczkowy. Martwisz się o nią tak samo, jak o mnie. Kiedyś mi powiedziała, że ma dosyć traktowania jak dziecka. Jak lalki, która się pobije, gdy ją upuścisz.
Też mam tego dosyć. Coraz bardziej. Znam jej ból.
Ale Cię kocham i nie potrafię Ci tego powiedzieć w twarz. Nigdy nie potrafiłem nikomu mówić o tym, co mnie trapi. Zawsze tłumiłem to w sobie. A później sięgnąłem po nóż.
Głupi byłem. Nastolatek, któremu się wydaje, że jak odejdzie, to będzie lepiej. Nie będzie. Będzie gorzej. Zwłaszcza tym, którzy go kochają.
Przeraża mnie fakt, że nie tylko nastolatkom w tych czasach tak się wydaje. Ale nic na to nie poradzę. Mogłem jedynie przelać swoje uczucia w tekst do "Answer".
Fani się zastanawiają, czemu płaczę. Zrzucają tę reakcję na to, że to było nasze pierwsze wydawnictwo. Pierwszy teledysk. Pierwszy look.
To nie to. Oni nic nie wiedzą. Oni tylko myślą, że wiedzą. Że posiedli całą wiedzę o nas, czytając wpisy na Twitterze i oglądając komentarze na YouTube.
Mylą się. Nawet nie wiedzą, jak bardzo. I jak wiele bólu i niezrozumienia kryje się często za czarnymi znakami na śnieżnobiałym papierze...
Poza tym, nie ma już nas - naszego zespołu. Jest tylko projekt z Shougo i Ty z kawą w błękitnym kubku, siedzący z kotem na kolanach w fotelu, czytający mangę.

* * *

- Mam ponad dwadzieścia lat! Nie musisz mnie trzymać pod kloszem. Wystarczy, że rodzice tak robili i robią tak do teraz. "Tego nie możesz, tam nie idź, to sobie odpuść." Poradzę sobie, serio. Nie jestem dzieckiem! - wrzasnął Chisa, uderzając dłońmi w stół. Aczkolwiek według Chobiego nie musiał i nie powinien aż tak się drzeć.
- Nie traktuję cię jak dziecka. To by chyba była pedofilia.
- Ale ty na każdym kroku udowadniasz, że jesteś starszy! Obaj jesteśmy dorośli i fakt, że jak ty biegałeś po scenie, będąc w pierwszym zespole, to ja w tym czasie malowałem motylki w szkicowniku, nie oznacza, że masz mnie niańczyć!
- Nie denerwuj się tak, bo…
- Bo co? Bo dostanę ataku? No to dostanę! Wielkie mi halo! Mam astmę od urodzenia, spędziłem wiele czasu w szpitalu, wiem, co robić. Rozumiesz? Wiem! Nie umrę od głupiego wyjścia do sklepu, albo zbiegnięcia po schodach! Ganiałem w szkole za piłką po boisku, zanim Hayato pokazał mi swoją gitarę. Dopóki mam przy sobie inhalator, to nic mi się nie stanie!
- Ale to nie jest przyjemne ani dla ciebie, ani dla mnie!
- No, zwłaszcza dla ciebie, co nie? Bardziej się przejmujesz moją astmą niż ja. Jesteś przewrażliwiony. I nie zaprzeczaj!
- Ja się tylko martwię!
- Nerwicy dostaniesz, jak się będziesz tak zamartwiał. I problemów z sercem. W połączeniu z kawą i papierosami, masz to jak w banku.
- Teraz to ja nie wiem, o co ci chodzi…
- Ja rzuciłem, to ty też możesz.
- Wychodzi na to, że ty też jesteś przewrażliwiony.
- Ja ci tylko pokazuję, jak to jest.
- Ale ja mam poważny powód, a nie takie dyrdymały!
- Dyrdymały to ty masz w głowie. Jakbyś nie darł z Satoshim kotów o wszystko, to nasz zespół nadal by istniał.
- Satoshi jest nienormalny. On podał Shougo jakieś otumaniające leki!
- Popadasz w paranoję. Niedługo oskarżysz Satoshiego o otwarcie Puszki Pandory...
- Oskarżyć Satoshiego o istnienie astmy? Dobry plan.
- Hiroki!
- No bo nie rozumiem. Krzyczysz na mnie, bo się o ciebie martwię. Mam być emocjonalną kłodą, jak pan wspomniany wcześniej?
- Masz nie traktować mnie jak jajka.
- Nie traktuję cię jak jajka.
- Traktujesz! Do kawiarni nie pójdziemy, bo zima i mogę dostać ataku. Z zespołu odszedłeś, bo stresowały mnie te twoje kłótnie z Satoshim i dostawałem częściej ataków. Kłócić też się ze mną nie chcesz i praktycznie zawsze przyznajesz mi rację, bo jak to tak? Spowodować, że Sachi się zdenerwuje i dostanie ataku? No toć ty takie idealne seme, Sacchan powie, Sacchan dostanie! Jak powiem, że masz mi przynieść głowę Satoshiego na tacy, to pójdziesz mu ją urwać?
- Z nim raczej nie dałbym sobie rady... Chociaż jakby go najpierw dźgnąć... Albo może strzałka usypiająca? Jak te, co mają weterynarze na dzikie zwierzęta.
- Hiroki, błagam. Bądź poważny.
- Mogę ci przynieść głowę Yoshito. Tego klopsa pokonam z łatwością.
- Hiroki.
- No co?
- Próbujesz zmienić temat.
- Próbuję.
- To przestań. Nie rozmawiamy na poważne tematy i potem dzieje się to, co się dzieje.
- Ale nic się nie dzieje. Wydaje ci się. Uspokój się, usiądź sobie, zrobię ci jaśminowej herbatki, włączymy anime, będzie dobrze - Chobi uśmiechnął się i poszedł do kuchni.
- Ty nadal nie rozumiesz, o co mi chodzi... - westchnął Chisa, idąc za nim.
- No nie rozumiem. I pewnie nie zrozumiem. Ale postaram się zaakceptować.
- Ale ty nie masz tego akceptować! No wydrzyj się na mnie, nakrzycz, zrób cokolwiek! Bo jedyne, za co zawsze dostaję ochrzan, to zbytnie nadwyrężanie się!
- Ale ja nie chcę na ciebie krzyczeć.
- Bo się zdenerwuję i dostanę ataku?
- To też, ale...
- Skończ.
- Co?
- Bądź cicho. Po prostu bądź cicho. A nie, ty nie umiesz być cicho.
- Sachi.
- O, zirytowałeś się. No dalej, nakrzycz na mnie - Chisa potrząsnął nim za ramię.
- Sachi, przestań. Ta dyskusja do niczego nie prowadzi - stwierdził Chobi, otwierając szafkę. - W jakim kubku chcesz herbatę?
- I serio nic do ciebie nie dotarło?
- Może być zielony?
- Ignorujesz mnie?
- Ten z pieskiem będzie chyba w porządku.
- Hiroki!
- Mówiłem, akceptuję twoje zdanie. A teraz się uspokój, zanim serio dostaniesz ataku. Albo przynajmniej się popłaczesz.
- Nie rób ze mnie takiej rozbitej emocjonalnie niemoty!
- Nie robię z ciebie niemoty.
- Robisz. Traktujesz jak jajko. Jak dziecko. Próbujesz zignorować to, że mi się to nie podoba. Czy ty mnie widzisz jako małego chłopca?
- Mówiłem wcześniej, że to by była pedofilia.
- Przestań sobie żartować!
- A ty przestań się zachowywać, jakbyś rzeczywiście był tym dzieciakiem! - Chobi odwrócił się gwałtownie do Chisy. - Od pół godziny chrzanisz głupoty, które ja mówiłem rodzicom w liceum! Siadaj na krześle, zanim...
- Jak powiesz, że dostanę ataku, to przyrzekam, że cię walnę.
- Nie byłbyś w stanie mnie uderzyć.
Chisa zamrugał. Spojrzał na Chobiego, po czym wciągnął powietrze przez zęby, odwrócił się na pięcie i pobiegł do sypialni.
- Gdzie ty idziesz? Sachi, wracaj tutaj! Sachi! Kurihara, do cholery! - Chobi pognał za nim.
- Zamknij się - warknął Chisa, zbierając swoje rzeczy z półek.
- Co?
- Po prostu się zamknij.
- Co ty robisz?
- Jutro przyjdę po resztę. Albo za tydzień. Jak ochłonę.
- Dnia beze mnie nie wytrzymasz.
- Wytrzymuję, jak mamy z Shougo koncerty. Nie potrzebuję twojej opieki dwadzieścia cztery godziny na dobę - Chisa zepchnął Chobiego z drogi, wyszedł z mieszkania i zamknął drzwi z taką siłą, że wiszący obok nich kalendarz spadł ze ściany.
- Nameko... - zaczął Chobi, patrząc na swoją kotkę, która, obudzona hałasem, postanowiła jednak wstać z posłania. - Czy on trzasnął drzwiami? Powiedz, że on... - usiadł na podłodze. - ...ze mną serio właśnie nie zerwał...

* * *

Shougo wyplątał się z objęć Naoto, słysząc dzwonek do drzwi. Podszedł do nich i spojrzał przez wizjer. Otworzył je i zdezorientowany wpuścił Chisę do środka.
- Co się stało? - zdziwił się Shougo. - I czemu dzwonisz, przecież nadal masz klucze.
- Ręce mi się za bardzo trzęsą - odparł Chisa, po czym zakasłał. - A ten przewrażliwiony idiota w tym jednym aspekcie miał rację - stwierdził, po czym poszedł do swojego pokoju opanować atak astmy, którego jednak dostał.
- On ma walizkę - zauważył odkrywczo Naoto. - Shogo, oni chyba nie...
- Wydaje mi się, że tak - Shougo wyglądał, jakby przynajmniej zdechł mu jeden z jego psów.
- Matko, jak nie jedni, to drudzy - Yoshi walnął się ręką w twarz i poszedł do kuchni po piwo. Dlaczego jego współlokatorzy muszą mieć wieczne problemy miłosne...?