Blog zawiera treści o związkach męsko-męskich i damsko-damskich. Jeżeli nie lubisz yaoi i yuri, to naciśnij czerwony krzyżyk i nie czytaj, zamiast obrzucać mnie błotem. Dziękuję za uwagę.

Polecany post

The Traces of Her Are Receding Into the Distance

Uniwersum: Aoishiro Pairing: Kohaku&Syouko Dozwolone od: 17+ Gatunek tekstu: soft angst Ostrzeżenia: spoilery do gry Notka autorska: End...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kra. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 listopada 2016

Thanks

Zespół: Kagrra,&Kra
Pairing: Izumi&Mai
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Może w tym roku dodam wszystkie fanfiki z tego challenge'a... XD

Kiedy zszedłem ze sceny, czułem się jak piąte koło u wozu. Ale ty mimo wszystko opiekowałeś się mną, aż wyzdrowiałem. Sam porzuciłeś dla mnie muzykę, choć po rozpadzie Kagrry, chciałeś robić coś dalej. Ale wybrałeś mnie i teraz pracujesz jedynie jako techniczny.
I dlatego właśnie w tym momencie leżę na kanapie, wtulony w twoje ramię, niezbyt rozgarniętym wzrokiem wpatrując się w ekran telewizora. Kolejny zwyczajny dzień za nami.
- Nie zimno ci? - pytasz i, nie czekając na odpowiedź, okrywasz mnie niebieskim kocem w kwiatki.
Dziękuję.
Za to, że byłeś.
Że jesteś.
I że będziesz.
Dla mnie.
The end

środa, 22 października 2014

Czekając na Księżyc VIII

Zespół: Alice Nine&Kagrra,, wspomniane Kra
Pairing: Tora&Akiya, w tle Isshi&Nao, Izumi&Shin
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, fantasy, dramat, AU
Seria: "Waiting for the Moon"
Ostrzeżenia: magia, sceny przemocy
Notka autorska: Zupełnie zapomniałam o wstawianiu tego fika. To przez chorobę. Przepraszam.


To było późną jesienią. Liście z drzew dawno już opadły. Robiło się coraz chłodniej. Wracaliśmy z Akiyą do domu, gdy poczuliśmy wiśniowy zapach. Chwilę później staliśmy przed Drzwiami w innym mieście.
Spojrzałem pod nogi. Brodziłem w kałuży krwi należącej do Izumiego, który patrzył na mnie pustym wzrokiem.
 - Tora - szepnął, unosząc się na rękach, jednak zaraz z powrotem upadł. - Błagam, pomóż Hashidaniemu, proszę cię.
 - Akiya, Sakura, Rin i Oni już się tym zajęli. Spokojnie, ja muszę pomóc tobie - powiedziałem, biorąc go na ręce.
Ach, zastanawiasz się, kim byli Rin i Oni? Oni był Pomocnikiem Keiyu, a Rin Sakury. Keiyu tylko stał obok i się przyglądał zmaganiom reszty, jakby nie mając żadnego powodu, by im pomagać.
 - Zabiorę cię do domu i dam leki, spokojnie - oznajmiłem, tuląc Izumiego do siebie.
 - Wybacz mi, Tora. Mam nadzieję, że Hashidani... - Izumi przerwał nagle, gdy podbiegł do nas Akiya.
 - Izumi, Shin... On chce z tobą rozmawiać - powiedział powoli, ważąc każde słowo. - Masashi, przynieś Izumiego pod Drzwi.
Gdy znaleźliśmy się tam, Shin siedział na chodniku i bawił się palcami. Posadziłem ledwie żywego Izumiego przed naszą peszącą się pensjonareczką i czekałem na obrót wydarzeń.
 - Jesteś ranny - szepnął Hashidani.
 - Wyliżę się - Izumi skrzywił się lekko. - Wybacz, Hashi. Nie zdołałem ci pomóc.
 - Nie przejmuj się - Shin uśmiechnął się delikatnie i położył Izumiemu dłoń na ramieniu. - Będziesz dobrym Kluczem, Izumida.
Ciało Shina zmieniło się w kwiaty wanilii, które okalały teraz jego duszę.
 - Zginąłeś? - Izumi położył Shinowi dłonie na policzkach.
 - Przepraszam - Shin westchnął i odwrócił się. Zobaczyliśmy Isshiego i Nao, którzy podeszli do niego i pomogli mu wstać.
 - Nie martw się, Izumi. Zaopiekujemy się nim - oznajmił Nao, obejmując Shina ramieniem.
 - Podejrzewam, że jeszcze tu wrócimy - Isshi uśmiechnął się lekko i pomachał nam na do widzenia. Wszyscy trzej... zniknęli.
Teraz pewnie spodziewasz się, że opowiem ci o tym, jak Izumi trenował Hanako i jak radził sobie ze śmiercią Shina, prawda? Widzisz, sprawa wygląda trochę inaczej. Izumi umarł niedługo później z powodu odniesionych ran w tamtej walce.
 - Hashidani - szepnął tylko przed śmiercią. Gdy znowu otworzył oczy po ich nagłym zamknięciu, zrobił to tylko w jednym celu.
Powiedzieć Hanako, że będzie dobrym Kluczem.
Pamiętam, jak poczułem delikatny zapach wanilii. Odwróciłem się i zobaczyłem Shina, który podszedł do łóżka Izumiego i złapał go za ręce.
 - Długo mi na siebie czekać nie kazałeś - powiedział ni to ze smutkiem, ni to z radością.
 - Tylko co teraz? Hanako jest w ogóle niewyszkolona... - Izumi spojrzał w stronę dziewczyny.
 - Nie martw się, Izumida. Drzwi coś wymyślą. Nie dopuszczą jej do bycia Kluczem - Shin uśmiechnął się lekko. - Bez urazy, Hanako.
 - Nie, nic się nie stało - dziewczyna pokręciła głową.
 - To w takim razie my już pójdziemy. Do zobaczenia, przyjaciele - Izumi uśmiechnął się promiennie.
 - Papa - Shin pomachał nam na pożegnanie i rozpłynął się w powietrzu razem z Izumim.
Drzwi przydzieliły Hanako do Keiyu. Ukarały go w taki sposób, że wtedy w ogóle nam nie pomógł.
Akiya za to zdawał się nie pamiętać, jak unosi się kąciki ust, by wyrazić szczęście.

poniedziałek, 13 października 2014

Czekając na Księżyc VII

Zespół: Alice Nine&Kagrra,, w tle Kra i Belle, wspomniane 168 -one sixty eight- i Migimimi sleep tight
Pairing: Tora&Akiya, w tle Isshi&Nao, Izumi&Shin
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, fantasy, dramat, AU
Seria: "Waiting for the Moon"
Ostrzeżenia: magia, sceny przemocy
Notka autorska: Zastanawiam się, ile osób w sumie teraz to czyta i myśli "Ale będzie disneyowskie zakończenie, prawda? Oni ożyją, no nie?".

Adori zginęła kilka lat później w tajemniczych okolicznościach. Jej Pomocnik nigdy nie przypadł mi do gustu, że tak to określę. Zawsze biła od niego taka negatywna energia.
Pomocnica Isshiego miała trudne życie z nim. Wytrenował ją nieźle, ale miły to był dla niej bardzo rzadko. Choć pewnego razu zwierzyła mi się z jednej rzeczy.
 - Wiesz, Tora... - zaczęła Sakura, siadając obok mnie. Ładna w sumie była. Miała długie włosy, które związywała w dwie kitki i ubierała się w stylu Gothic Lolita. Była strasznie nieśmiała, ale wysportowana i nieprzeciętnie mądra. Ale wracając do naszej rozmowy.
 - Tak? - zapytałem, gdy dziewczyna nie mogła się wysłowić.
 - Ostatnio zauważyłam, że Isshi był smutny. Zawsze był poważny, ale wtedy... Smutny był, nawet bardzo. Zapytałam, co się stało, ale nie odpowiedział.
 - I co dalej?
 - Chciałam wrócić do swojego pokoju, ale on mnie zatrzymał - odparła Sakura, machając nogami. Była strasznie niska, więc jej stopy nie dotykały podłogi, gdy siedziała na kanapie. - Opowiedział mi całą historię. Jak został Pomocnikiem, jak zbliżył się do swojego Klucza, jak poznał was, jak Nao zginął. Poruszyło mnie to. Chyba zaczęłam go rozumieć - oznajmiła, zaciskając swojego drobne dłonie w pięści.
Kilka dni później były Pomocnik Adori wyciął nam okropny numer. Mianowicie przeszedł przez Drzwi i otwierał sobie je ot tak, bo doszedł do wniosku, że zniszczenie naszego świata jest bardzo dobrym pomysłem.
Mówiłem ci przed chwilą, że Adori zginęła w tajemniczych okolicznościach, prawda? Wyobraź sobie, że ten psychopata ją zabił! A jego Pomocnik wcale lepszy nie był, bo znaleźliśmy go przed tymi Drzwiami, co je tamten palant otworzył. I wcale nie miał pokojowych zamiarów, by przed nimi stać.
 - Keiyu, posłuchaj, nie mam pojęcia, co ci naopowiadał Yumehito, ale to naprawdę nie jest dobry pomysł, by z nami walczyć - powiedział spokojnie Isshi, zbliżając się do Pomocnika tej mendy. Drzwi przeniosły nas w momencie, jak Yumehito wpadł na świetną ideę zniszczenia świata i przez nie przeszedł.
 - Doprawdy uważasz, że będę słuchać takiego staruszka, jak ty? - zapytał Keiyu. Isshi zmierzył go wzrokiem.
 - Tak, kurduplu - odparł po chwili. Keiyu zmarszczył brwi i rzucił się na nas.
Em... Wybacz, ale chyba ominę tę scenę, bo ta walka była naprawdę bardzo długa. Keiyu wcale nie był taki łatwy do pokonania, mimo że wyższy był tylko od Sakury. Fakt faktem, zanudziłbym cię, gdybym dokładnie ci opowiedział, w jaki sposób sprawiliśmy, że Keiyu stracił przytomność i mogliśmy spokojnie pomyśleć, jak tu pokonać Yumehito.
 - Muszę się tam przenieść - oznajmił Isshi, siadając przed Drzwiami. - A wy mi dostarczycie energię. Dobrze?
 - Isshi, ale ty będziesz tylko ciałem astralnym, a on... - zaczął Shin, ale Izumi mu przerwał.
 - Hashi, ja rozumiem, że ty martwisz się o wszystkich zawsze i wszędzie, ale to jedyny sposób - powiedział, kładąc dłoń na ramieniu Isshiego.
 - Sakura, pilnuj tego pierwotniaka, by się nie ocknął - polecił Isshi i zamknął oczy.
Siedzieliśmy tak obok niego, czekając, aż coś się wydarzy. W pewnym momencie poczułem, jak coś spływa pomiędzy moimi palcami. Spojrzałem na swoją dłoń. Krew zabarwiała ją na czerwono. Czyli już oberwał?
W pewnym momencie doszliśmy do wniosku, że jeśli zaraz czegoś nie zrobimy, to on zginie.
 - Isshi, słyszysz mnie? Zostaw go, wracaj, nie dasz rady! - zawołał Akiya, usiłując zatamować krwawienie z jednej z ran. - Obudź się!
Ale on nie miał żadnego zamiaru odpuścić. Nie pomagała mu już nawet nasza obecność. Nawet, gdy Sakura związała Keiyu i przyłożyła jego dłonie do Isshiego, sytuacja nie uległa poprawie.
Aż w końcu, chwilę przed świtem, przed Drzwiami zmaterializował się poważnie ranny i nieprzytomny Yumehito. Po dłuższym czasie Isshi wrócił do swojego ciała i natychmiast wpadł w ramiona przerażonego Akiyi.
 - Wolałem być Pomocnikiem - mruknął, uśmiechając się lekko. - Sakura, chodź tutaj.
Dziewczyna zmieszała się lekko i przysunęła się bliżej Isshiego.
 - Byłem dobrym Kluczem? - zapytał Isshi.
 - Najlepszym - odparła Sakura. - Ale ty nadal jesteś...
 - Ty też będziesz dobrym Kluczem, Sakurako - powiedział Isshi, uśmiechając się promiennie i... zamienił się w kwiaty wanilii.
Odwróciłem się, czując znajomy zapach. Zobaczyliśmy Nao, który wyciągnął ręce do Isshiego i spojrzał na niego czułym wzrokiem.
 - Spodziewałem się raczej, mój drogi Shino, że dłużej będziesz Kluczem - zauważył Nao.
 - Musiałem się poświęcić dla przyjaciół, Yamiyo - wyjaśnił Isshi, uśmiechając się promiennie. - Yumehito, radzę ci powiedzieć swojemu Pomocnikowi, że będzie dobrym Kluczem, zanim zamienisz się w zombie. Taka delikatna sugestia.
 - Zapomnij - warknął Yumehito.
 - Jak zamienisz się w zombie, to Keiyu będzie cię musiał zabić. Tak jak ty zabiłeś Adori.
 - Zamknij się lepiej - stwierdził Yumehito, wciąż leżąc na chodniku. Chyba był tak zażenowany tym, że przegrał, iż nawet nie chciało mu się wstawać.
 - Wybaczcie, że tak wyszło - Isshi zwrócił się do nas, obejmując Nao ramieniem w pasie. Zaczęło świtać, a drobne promyki słońca oświetliły naszych dwóch przyjaciół, którzy pomachali nam jak dzieciom, pocałowali się i zniknęli, rozpływając się w powietrzu.
Akiya bardzo przeżył tamto wydarzenie. Niechętnie wykonywał misje, praktycznie cały czas przesiadywał w oknie i wpatrywał się w rozgwieżdżone niebo. Już po stracie Nao mniej się uśmiechał, teraz zdawał się to robić tylko po to, by odwzajemnić ten gest z mojej strony.
 - Przecież wiedziałeś, że kiedyś umrą... - zacząłem pewnego dnia, gdy Akiya znów znalazł się na parapecie i przestał kontaktować ze światem. - Nie możesz zamknąć się w sobie przez to. My nadal żyjemy, Aki. Oni obaj chcieliby...
 - Obaj? - Akiya zaśmiał się tak jakoś... pusto. - Mówisz tylko o Isshim i Nao. A Yumi? Adori? Aoi? Ryohei? Chou? Oni też odeszli, wyobraź sobie! Wszyscy, których kocham, odchodzą! Uważasz, że jest mi z tym łatwo?! Wolałbym, by teraz, w tym momencie Drzwi się otworzyły i napadła mnie jakaś chimera! Życzę sobie tego!
Nasz koci chowaniec zmienił się w swoją zwierzęcą postać i uciekł, przerażony histerycznym wybuchem Akiyi.
 - Ty też umrzesz - stwierdził Akiya. - Zachowasz się tak jak Aoi i umrzesz, ginąc za mnie! Bo przecież ja muszę żyć, tylko inni niech umierają na moich oczach! Dlaczego choć raz nie może być na odwrót?!
Nie wiem, jak mocno byłem wtedy wkurzony, że go uderzyłem z otwartej dłoni w twarz. Zastygł w bezruchu, jakby dotarło do niego, co powiedział i dlaczego tak naprawdę teraz boli go policzek.
 - Nigdy więcej nie mów takich głupot - warknąłem, po czym przytuliłem go do siebie. - Nigdy więcej nie pragnij śmierci, proszę.
 - Przepraszam - szepnął, a po chwili poczułem, jak jego łzy spływają na moje ramię.
Od tamtego dnia znów zaczął się otwierać. Pomyślałem, że teraz już będzie dobrze. Nie przewidziałem tylko jednego.
Kolejnej śmierci.

sobota, 21 czerwca 2014

Alkohol szkodzi trzeźwym

Zespół: Całe nowe PSC (Alice Nine, Kra, Gazette, Screw, ViViD, Dauto, Rave) + Akiya (bo Tora) i wspomniany Shindy (bo Shin)
Pairing: Nie każcie mi ich wszystkich wypisywać.
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: w sumie nie wiem O.o
Ostrzeżenia: Ruki jest idiotą?
Notka autorska: Stwierdziłam, że muszę jakoś shejcić Rukiego w inny sposób, niż tylko o tym mówiąc, idk.

Nigdy nie lubił takich imprez. Z całym PSC, gdzie wszyscy po kolei się upijali, a on siedział w kącie ze szklanką wody i tylko wpatrywał się w to całe tałatajstwo, zastanawiając się, czy może tego dnia nie wypić jednak choć piwa, bo na trzeźwo niektórych się znieść nie dało. Czasem właśnie nie wytrzymywał tego wszystkiego, a potem budził się z kacem i brakiem jakichkolwiek wspomnień z poprzedniego wieczoru, ale przynajmniej nie musiał zmuszać się do uśmiechu, gdy ledwo kontaktujący Tora opowiadał mu kawał o tęczowym jednorożcu. W sumie ten żart to był znak, że trzeba zacząć szukać turlającego się gdzieś pod stołem Akiyi, bo jeśli Amano wypije jeszcze jedno piwo, to sami do domu czy hotelu raczej nie wrócą.
Shou westchnął i wstał od stołu, przechodząc nad leżącym na podłodze Ivu, którego próbował kilka minut temu podnieść, ale po tym, jak pozbawiony logicznego myślenia przez alkohol basista połamał mu prawie palce, dał sobie spokój.
Podszedł do uchylonej lekko szafy i zajrzał do środka. Hikaru spał wtulony w Reikę, mamrocząc coś cicho. Shou zastanawiał się, czy powinien ich obudzić, ale stwierdził, że i tak pewnie by nie kontaktowali, więc wolał ich tak zostawić.
 - Shou-kun, witsiałeś mosze Jina? - przy Shou zmaterializował się ledwo stojący na nogach Byou. - Bo niue moge gom znaleść.
 - Chyba pod stołem - Shou wskazał na zwiniętą w kłębek blondwłosą kulkę, która jak nic była na co dzień perkusistą Screw.
 - Tsiemkujem - Byou ruszył slalomem we wskazanym przez Shou kierunku.
Ohara westchnął po raz drugi w ciągu kilku minut i przeszedł do drugiego pokoju. Tutaj Ren jak zwykle przykleił się do nogi Koukiego, na co ten już zupełnie nie reagował, bo spał w najlepsze wtulony w Ibukiego. Mikuru siedział obok Rena i śpiewał pod nosem jakąś piosenkę Megamasso. Yuhra usiłował wyjaśnić Yasuno, że wychodzenie przez okno nie jest dobrym pomysłem, a muzycy z Borna kłócili się o to, komu leżący na podłodze Taizo będzie służył za poduszkę. Poza tym, Nao i Hiroto spali razem z Torą i Akiyą na materacu, który nie wiadomo, skąd wytrzasnęli. Shou ucieszył się, że przynajmniej mają wygodnie.
W kolejnym pomieszczeniu Kazuki opowiadał Ruiemu jakieś niezbyt zrozumiałe dla trzeźwego Shou kawały, ale na całe szczęście basista Screw był na tyle pijany, by mógł się z nich na spokojnie śmiać. Ko-ki i Minase założyli się właśnie, czy Reno zsunie się z Ryogi, który robił za jego materac, czy nie, a Manabu miał dopilnować, by żaden z nich nie sfałszował wyniku. Shou pokręcił z niedowierzaniem głową. Czasem czuł się najstarszy z tego całego towarzystwa.
 - Shou-san, widziałeś resztę moich kolegów? - zapytał tylko trochę pijany Nisa, usiłując nie puścić kompletnie ululanego You.
 - Ren i Mikuru są w sąsiednim pokoju, a...
 - Nasz perkusista zamknął się w łazience kwadrans temu, pewnie śpi na kibelku. Dziękujemy, Shou-san - Nisa pociągnął You w stronę zielonych drzwi.
Ohara wszedł do ostatniego pokoju. Perkusista Rave, który w końcu już wyszedł z łazienki, spał na kocyku obok kanapy, nie zwracając uwagi na Keiyu, który dźgał go ołówkiem w ramię, z czego Reita miał nieziemski ubaw. Kai drzemał na kanapie z głową na nogach Aoiego, który w tym momencie przeniósł wzrok na Shou.
 - Jeśli chcesz wiedzieć, Shou-kun, Saga-kun jest w łazience - oznajmił Aoi, strzepując popiół z papierosa do popielniczki. - Kilka minut temu był tu Shin-kun i pytał o ciebie i o swój zespół, a później ktoś do niego zadzwonił, pewnie Shindy-kun. Okej, to ja idę spać.
Aoi podniósł na chwilę Kaiego i położył się obok niego. Shou westchnął ciężko i już miał wychodzić, gdy ktoś złapał go za rękę.
 - I co, Kicajcu, idziesz już? - zapytał Ruki, na co Uruha zaśmiał się i zsunął się z krzesła pod stół.
 - Puść mnie, Ruki, bo nie ręczę za siebie - warknął Shou, usiłując wyrwać się Rukiemu, ale zaowocowało to tylko tym, że wokalista Gazette umocnił uścisk.
 - Aleś ty zabawny! - Ruki wybuchnął śmiechem tak głośnym, że powinien obudzić każdego w promieniu kilometra, a zamiast tego Aoi zaczął chrapać. Ruki zaciągnął Shou do brązowych drzwi i otworzył je kluczem, który nie wiadomo, skąd miał.
 - Odsuń się ode mnie, powiedziałem - warknął Shou, odpychając Rukiego od siebie, na co ten znów się zaśmiał i w następnej chwili Ohara leżał na podłodze, a zadowolony z siebie wokalista Gazette siedział na nim okrakiem. - Zejdź ze mnie, Ruki.
 - Tak, tak, już - Ruki, wciąż siedząc na Shou, zamknął drzwi z powrotem na klucz. - Taizo wszystko można ukraść, jak śpi. Powinien bardziej pilnować swoich gości.
 - Jesteś pijany.
 - Wszyscy są - Ruki pochylił się nad Shou. - W sumie to od lat tylko czekałem na taką okazję. By sprawić ci jak największą traumę, Kicajcu. Ale zawsze obok był Isshi albo Saga, który teraz śpi w łazience odurzony środkami nasennymi, które wsypałem mu do drinka. Zło wcielone ze mnie, co nie, Kicajcu?
 - Ruki, co ty... - Shou zamarł na chwilę, gdy ten pocałował go łapczywie, ale zaraz później go odepchnął i wstał gwałtownie, zrzucając Rukiego z siebie. - Przestań!
 - Zabawne, jak się tak bronisz - Ruki złapał krzesło, którym Shou próbował go znokautować. - To nic nie da, Kicajcu, dzisiaj jesteś mój.
Ruki odrzucił krzesło, po czym dostał z pięści od Shou. Otarł zranioną wargę i spojrzał na swoje palce.
 - Urocze - stwierdził Ruki, gdy Shou próbował otworzyć drzwi.
Shou podbiegł do okna. Spojrzał w dół. W sumie nie wiedział, które to piętro, ale od ogromnej wysokości, która dzieliła go od widzianego gdzieś tam na dole trawnika, zakręciło mu się w głowie. Co oczywiście wykorzystał Ruki, powalając go na podłogę. Znowu.
 - Chcesz się zabić, Kicajcu? Mowy nie ma, najpierw się pobaw...
Trzask! Drzwi od pokoju wyleciały z zawiasów, a do pokoju dosłownie wpadł Shin, po czym podniósł się z podłogi. Spojrzał na zdezorientowanego Rukiego siedzącego na przerażonym Shou i zacisnął dłonie w pięści.
 - Wiedziałem - wycedził i, nim którykolwiek z muzyków znajdujących się przy oknie zdążył cokolwiek powiedzieć, Ruki już walnął z impetem o ścianę. Po chwili otrząsnął się z pierwszego szoku i wstał, usiłując otworzyć lewe oko, ale mu to nie do końca wyszło, bo już zaczynało mu puchnąć.
 - Ale głupi dzieciak. Jak zwykle musisz mieć obrońcę, co, życiowy nieudaczniku? - zapytał Ruki, uśmiechając się wrednie, przez co znowu odbił się od ściany, a z kącika ust spłynęła mu krew.
 - Nigdy nie obrażaj Ohary Kazumasy w mojej obecności - warknął Shin, trzymając Rukiego za koszulę. - A spróbuj go tknąć raz jeszcze, to sprawię, że cię nawet Uruha nie pozna. A jeśli Saga-san będzie trzeźwy i przytomny, to już w ogóle po tobie. Zrozumiano?
Ruki zadrżał z przestrachu. Dopiero teraz zrozumiał, że z Shinem chyba jednak lepiej nie zadzierać.
 - To ja fójdę foszuhać lofu - stwierdził Ruki, odsuwając delikatnie od siebie Shina i slalomem kierując się do drzwi.
Shin odetchnął głęboko i odwrócił się w stronę zdumionego Shou.
 - On chyba nigdy siłowni nie widział na oczy - Shin uśmiechnął się lekko i podał Shou rękę, po czym pomógł mu wstać. - Znalazłem ululanego Sagę-sana w łazience i coś mi podpadło, bo nie mogłem go obudzić. Będę musiał zapłacić Taizo-sanowi za te drzwi...
Shin drgnął, gdy Shou przytulił go do siebie tak mocno, że Akihide na chwilę zabrakło tchu.
 - Dziękuję - szepnął Kazuma, na co Shin zaśmiał się krótko.
 - Nie ma za co, Shou-san - powiedział, gdy Shou się od niego odsunął. - A teraz chodźmy po Sagę-sana i idźmy do domu. Shinya dzwonił, że mam przyjechać, bo zatrzasnął się w łazience, a padł prąd i trochę się boi. Za dużo horrorów tak sądzę - stwierdził Shin, przechodząc po leżących drzwiach.
 - W sumie jak nas znalazłeś? - zapytał Shou.
 - Wrzasnąłeś na Rukiego. Twój głos poznam wszędzie, Shou-sama - odparł Shin, uśmiechając się promiennie.
Tak, wszystko wróciło do normy.

The end

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Reklama

Zespół: 168 -one sixty eight-, Alice Nine, Anli Pollicino, D, D'espairsRay, D=OUT, Dir en grey, Kagrra,, Kra, Lack-co., Lusknot., Migimimi sleep tight, MoNoLith, Nightmare, Sadie, THE KIDDIE, The Micro Head 4N's, vistlip, ViViD
Pairing: W tekście.
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: komedia, parodia
Ostrzeżenia: zrypany humor autorki
Notka autorska: To wszystko przez Black Cherry i jej tweeta. Przepraszam, jeśli obraziłam któregoś z waszych ulubieńców.
W sumie to jest fanfik z podtytułem "Jak Winry widzi każdy pairing? Na przykładzie wyprawy do łazienki.".


"Oszczędzaj wodę, kąp się ze swoją dziewczyną!"
* * *
Nao: Shino?
Isshi: Nawet o tym nie myśl.
Nao: Ale Shino... *robi maślane oczka*
Isshi: Olejek lawendowy czy różany?
* * *
Izumi: Hashi, jogurcik ci kupiłem.
Shin: Mam nalać wody do wanny?
* * *
Tora: Aki, kupiłem waniliowy płyn do kąpieli!
Akiya: Czy to, co kombinujesz, ma coś wspólnego z tamtą reklamą?
Tora: Nie, ależ skąd.
Akiya: Chodź już do tej łazienki, głuptasie.
* * *
Saga: Kazuma, słonko, wiesz, byłem w sklepie i kupiłem wszystkie smaki tych twoich mleczek sojowych.
Shou: Wanna jest moja, Sakamoto.
* * *
Hiroto: Co będę z tego miał?
Nao: Co tylko sobie zamarzysz.
Hiroto: Maraton "Dragon Balla" do rana i to ty nas usprawiedliwiasz u Shou.
Nao: A mogłem zaproponować dobry obiad...
* * *
Yuusei: Ryohei, no chodź już!
Yusa: Nie skacz tak, bo się...
Yuusei: *zalicza piękny ślizg po kafelkach*
Yusa: ...przewrócisz.
* * *
Sorao: Yuudai, no chodź.
Yuudai: Nie.
Sorao: Dam ci ciastko.
Yuudai: *uderza się ręką w twarz* Z kim ja żyję?
* * *
Jun: Idziemy?
Minase: Tak!
* * *
Reika: Chodź ze mną.
Hikaru: Tylko nie rób sobie potem zdjęcia na Twittera.
Reika: Hikaru!
Hikaru: No idę, idę.
* * *
Ibuki: Czemu mnie niesiesz?
Kouki: Bo tak jest bardziej romantycznie.
Ibuki: Kochanie, ja nie potrzebuję romantyzmu, tylko seksu. Teraz.
* * *
Ruiza: Takahiro?
Asagi: Yoshiyuki?
Ruiza: Czyli nie?
Asagi: Jakie mam mądre uke.
* * *
Hide-zou: *wywala się na kafelkach*
Hiroki: Mam dzwonić po pogotowie?
* * *
San: Tsune, a jak myślisz, jak ja mam niebieskie włosy, a ty czerwone, to woda będzie fioletowa?
Tsunehito: Tak. Będziemy traktować ją jak nasze dziecko i nazwiemy ją Murasaki-chan.
* * *
Ko-ki: Ja może i jestem seksoholikiem, ale wanna to jest prywatna przestrzeń i...
Ivu: *przerzuca sobie Ko-kiego przez ramię i niesie do łazienki*
Ko-ki: Z kim ja w ogóle próbowałem polemizować?
* * *
Reno: Tensei, idziemy?
Ryoga: Nie.
Reno: I po tak długim czasie ty nadal uważasz, że ja znam słowo "nie"?
* * *
Shindy: Akihide, gdzie ty jesteś?
Shin: *macha ręką spod sterty ręczników*
Shindy: *udaje, że wyciąga notes* Dzień dwudziesty dziewiąty. Akihide utonął w ręcznikach po raz trzeci.
* * *
Yo-ichi: Masa-chan, Masa-chan!
Masatoshi: Pod warunkiem, że nie wejdziesz do pralki.
* * *
Kiyozumi: Takuma, słonko...
Takuma: Jutro jest próba.
Kiyozumi: No to jutro.
Takuma: Pojutrze też jest próba. I tak długo będą próby, aż ci się odwidzi.
* * *
Kei: Kenyo, po co ci telefon?
Tsurugi: Trzeba wrzucić coś na Twittera, no nie?
Kei: I może żółtą kaczuszkę do tego?
Tsurugi: O, to jest myśl!
* * *
Mizuki: Masao, a może zgasimy światło i zapalimy świeczki?
Mao: Chyba śnisz.
* * *
Takafumi: Hayato, wykąpiemy się razem?
Hayato: Właśnie miałem zapytać o to samo!
* * *
Ryu: Keita, chodź ze mną do wanny.
Keita: Ale będę seme.
Ryu: W twoich słodkich snach, kochanie. Chodź.
* * *
Rui: *potyka się o próg*
Shuhei: *potyka się o Ruiego*
Rui: No i to by było na tyle.
* * *
Tomo: Matsu?
Tohya: Ale przez tydzień nie palisz!
Tomo: Chyba zwariowałeś!
* * *
Umi: Em, Yuh?
Yuh: Tak?
Umi: Tego no...
Yuh: Nalej wody.
* * *
Karyu: Michio?
Zero: Yoshi, słonko, poza tobą to nikt się nie zmieści w tej wannie. Mam ci usiąść na kolanach?
* * *
Hizumi: *ciągnie Tsukasę za rękaw*
Tsukasa: Też właśnie o tym myślałem.
* * *
Yomi: Coś się stało, Ikari?
Hitsugi: Zastanawiam się, ile czasu musiałbym być pod wodą, żeby mi kolczyki zardzewiały.
Yomi: Idź ty już lepiej po ten płyn do kąpieli, bo sklep zamkną.
* * *
Sakito: *łapie Rukę za rękę*
Ruka: *z kamiennym wyrazem twarzy idzie za Sakito*
* * *
Yuhra: Chodź się wykąpać.
Yasuno: No coś ty! Włosy mi się zmierzwią!
* * *
Keiyu: Idziesz, czy nie?
Mai: Wiesz, nie mam zbytnio wyboru...
* * *
Satoshi: Takuya, woda stygnie.
Takuya: Zdjęcie mi nie wychodzi, poczekaj.
Satoshi: Kami-sama...
* * *
Yuki: Sino?
Sino: Nie.
Yuki: A ktoś cię pytał o zdanie?
* * *
Toshiya: *łapie Die'a za rękę i ciągnie do łazienki*
Die: Muszę sprzedać telewizor.
* * *
Kyo: Shinya?
Shinya: Kąpałem dzisiaj Miyu.
Kyo: A to nie.
* * *
Kazuya: Puciu puciu, chodź do wanny.
Ricky: Nie, czekam na UFO.
* * *
Ryohei: *patrzy wymownie na Aoiego*
Aoi: Ja nie jestem twoją dziewczyną.
Ryohei: Ale jesteś mój.
Aoi: Nie, kochanie. To ty jesteś mój. A teraz chodź już do tej łazienki.
* * *
The end

poniedziałek, 10 września 2012

Zdjęcie

Zespół: Całe stare PSC (Kagrra,, Alice Nine, Kra, Gazette, SuG, Screw i Miyavi - wariat)
Pairing: Nie każcie mi ich wszystkich wypisywać.
Dozwolone od: 16+
Gatunek tekstu: komedia
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Japończyk + aparat = zapełniona karta pamięci.


3 stycznia 2009 roku
Dziesięciolecie PSC. Akiya wziął swój nowy aparat i robił zdjęcia wszystkim i wszystkiemu, co stanęło mu na drodze. Miyaviemu, który biegał od jednego do drugiego, opowiadając wszystkim jakiś denny żart o jednorożcach. Nao z Alisu, który usiłował dogonić Hiroto, bo ten zabrał mu pałeczki. Shou siorpiącemu mleczko sojowe i nie spuszczającemu wzroku z Sagi prezentującemu wszystkim, jaki to on jest seksowny. Torze, który założył ręce za głowę i oparł się o ścianę, co dało dosyć zmysłowy efekt. Maiemu próbującemu wytłumaczyć coś Keiyu, który tylko kiwał głową na znak, że rozumie. Yasuno poprawiającemu sobie co chwilę włosy, Yuhrze prowadzącemu dyskusję z Reitą, Rukiemu i Uru chowającym się za rogiem, Aoiemu patrzącemu na Kaiego rozmaślonym wzrokiem. Izumiemu i Shinowi, których zaczepił Mitsuru próbujący znaleźć swój zespół, który siedział pod schodami i śmiał się z niego jak z jakiegoś szkolnego kujona. Screw, które próbowało wytłumaczyć Miyaviemu, dlaczego ten żart naprawdę nie jest śmieszny. I w końcu stanął w drzwiach ich własnej garderoby.
Nao siedział na krześle, usiłując ogarnąć swoje włosy. Stylistka już pół godziny temu dała mu spokój, ale jeden kosmyk, jak na złość, uwalniał się co chwilę.
 - Daj spokój, Yamada – stwierdził Isshi, opierając dłonie na jego ramionach. - To tylko kosmyk włosów.
 - Ale mnie denerwuje - odparł Nao, zaplatając ręce na piersi jak obrażone dziecko. - Tobie to każdy włos sterczy w inną stronę, to się nie przejmujesz.
 - No tak, zapomniałem, jaki ty jesteś kobiecy - westchnął Isshi. Nao spojrzał na niego z lekkim oburzeniem.
 - Że jaki niby?
 - Yamada, jesteś jak taka typowa żona: najważniejsze jest dla ciebie jak wyglądasz, jak jesteś ubrany i ile pieniędzy masz w portfelu - stwierdził Isshi, śmiejąc się cicho.
 - Grabisz sobie - odparł Nao, obrażając się jeszcze bardziej.
 - I drażliwy jesteś jak moja mama przed okresem - Isshi uśmiechnął się lekko. - Yamada?
 - Hm? - Nao spojrzał na Isshiego, odchylając głowę do tyłu.
 - Zdajesz sobie sprawę, że żona najczęściej męża kocha? - zapytał Isshi.
Nao uśmiechnął się.
Akiya zrobił pierwsze zdjęcie. Nic nie zauważyli.
Isshi pochylił się i pocałował Nao.
Akiya zrobił drugie zdjęcie. Tym razem zauważyli. Akiya pomachał im i uciekł.
 - Kazuhiro, oddawaj ten aparat! - Isshi zerwał się do biegu. - Oddaj to zdjęcie! To jest naruszenie naszej prywatności!
 - Długo mnie raczej nie dogonisz - stwierdził Akiya, śmiejąc się i nagle wpadając na zdezorientowanego Shou.
 - Akiya, co ty robisz? - zapytał, patrząc na aparat.
Isshi rozdzielił Hiroto i Nao i spojrzał na Akiyę.
 - Oddaj... mi... ten... aparat - wycedził przez zęby. - Teraz.
 - A magiczne słowo? - zaśmiał się Akiya.
 - Oddaj.
 - To nie to.
 - Oddawaj to, mówię! - Isshi chciał rzucić się za Akiyą, ale Shou go powstrzymał.
 - Isshi, co ci odbiło, że tak kolokwialnych słów użyję? - zaśmiał się Shou.
 - On zrobił mi zdjęcie - wyjaśnił Isshi. - Nam. Takie pogwałcające naszą prywatność.
 - No i? - Shou ponownie się zaśmiał. - Daj spokój, co niby jest takiego na tym zdjęciu?
 - Ja i Yamada jak się całujemy - odparł Isshi. Shou zamarł.
 - Poczekaj, ja mam plan - stwierdził Shou. - Tora!
 - Tak? - Tora odwrócił się momentalnie, przerywając rozmowę z Mitsuru.
 - Jak zabierzesz Akiyi aparat, to namówię Sakamoto, żeby oddał ci te 500 jenów, które jest ci winien - oznajmił Shou.
 - Okej - Tora uśmiechnął się do nich i poszedł.
 - Wiesz co, Shou? - Isshi odprowadził Torę wzrokiem. - On mu nie zabierze tego aparatu.
 - Dlaczego?
 - Bo Akiya wsadził go pod pantofel - wyjaśnił Isshi.
 - Więc ty też to zauważyłeś?
 - Zauważam wiele rzeczy - odparł Isshi.
 - O, patrz, Tora wraca - Shou wskazał na idącemu ku nim gitarzystę.
 - Isshi, te zdjęcia są śliczne - oznajmił Tora, wręczając mu aparat. - Jeśli chcesz, to je skasuj, ale ja bym tego nie robił.
Isshi ujął delikatnie aparat w dłonie, zastanawiając się, jak Torze udało się go od Akiyi wyciągnąć.
 - Co zrobiłeś, Tygrysku, że to dostałeś? - zapytał Isshi.
 - Poprosiłem - odparł Tora, zasłaniając usta dłonią, by nie wybuchnąć śmiechem.
Isshi nie skasował zdjęć. Kilka miesięcy później wywołał oba, a jedno postawił na szafce.
 - Yamiyo, jak sądzisz, Akiya mi wybaczy, że go wtedy tak zwyzywałem? - zapytał Isshi, przyglądając się zdjęciu.
 - Ja też mu wtedy dogadałem - Nao spojrzał na ściereczkę do kurzu, którą trzymał, po czym wepchnął ją Isshiemu do ręki. - Od dzisiaj ty ścierasz kurze. Dzielimy się obowiązkami.
 - Mogę ścierać kurze, jeśli tylko sobie tego życzysz - Isshi podniósł zdjęcie i przejechał szmatką po półce. - A ty co będziesz teraz robił? Yamiyo?
Nao siedział na łóżku, wpatrując się w PSP.
 - Będę grał. Ty zasuwaj. Zobacz, jak to jest - Nao uśmiechnął się półgębkiem, po czym włączył grę.
 - No tak, sam sobie zasłużyłem - mruknął Isshi pod nosem, wracając do swojego zajęcia.
Zaś wspomniane zdjęcie stoi na półce do dziś. I nikt go raczej stamtąd nie zdejmie.
THE END

środa, 18 lipca 2012

W mgnieniu oka

Zespół: Kagrra,, Alice Nine, Kra
Pairing: Isshi&Nao, wspomniane Tora&Akiya, Izumi&Shin
Dozwolone od: 16+
Gatunek tekstu: romans, obyczajowy, angst
Seria: "Life with a Ghost"
Ostrzeżenia: alkohol, śmierć, oparte na faktach, zjawiska paranormalne
Notka autorska: Doszłam do wniosku, że chyba jednak dodam dwa fiki, bo nie mogłam się zdecydować.



Kiedy Isshi poznał Nao, doszedł do wniosku, że Yamada Naoki jest najdziwniejszym, najbardziej zwariowanym i ciapowatym człowiekiem, jakiego spotkał w swoim życiu. I miał wrażenie, że raczej nigdy nikogo z podobnym, optymistycznym nastawieniem do świata nie znajdzie.
Poznał zaś Keiyu. Jak to się mówi "cicha woda, brzegi rwie". Keiyu był idealnym przykładem na potwierdzenie tej tezy. Choć był dziwniejszy od Nao i jeszcze bardziej zwariowany, to jednak był strasznym realistą. Jeśli jedna osoba mówiła, że wygra na loterii, a druga, że nie wygra, on stwierdzał, że obie tylko tracą czas na tworzenie hipotez, bo żadna z nich nie zarobi ani grosza.
Nao nie dorównywał Keiyu w jednej rzeczy. Keiyu był takim zboczeńcem, że ze świecą takich szukać. Przebił swoim zachowaniem nawet Akiyę, którego Isshi swego czasu znalazł w schowku w towarzystwie Shina, gdzie zasnęli przykryci jedynie koszulą w kratę wyższego gitarzysty.
Pewnego pięknego poranka, gdy ptaszki ćwierkały, słoneczko świeciło jasnym blaskiem, a motylki zataczały koła na niebie, Isshi obudził się z nogami Keiyu wokół swoich bioder. Stwierdził wtedy, że więcej młodszego wokalisty nie przenocuje pod żadnym pozorem. Zwłaszcza, że tak jak on nic nie pamiętał i miał kaca wielkości Azji i Europy razem wziętych, tak Keiyu pamiętał każdy szczegół i zupełnie nic mu nie było.
W pewnym momencie Isshi zauważył, że Nao zachowuje się jeszcze dziwniej niż zwykle. Zamyślał się, zapatrywał, odbiegał myślami gdzieś daleko. Jedynym sposobem na obudzenie go z tego stanu odrętwienia umysłowego było pstryknięcie palcami przed jego oczami, na co basista reagował z większym lub mniejszym entuzjazmem.
Isshi zaczął się zastanawiać, dlaczego taki stan rzeczy ma miejsce. Zwłaszcza, że zachowanie Nao ulegało pogorszeniu. Z roku na rok, z miesiąca na miesiąc, z dnia na dzień był coraz bardziej zamyślony. I Isshi miał wrażenie, że w tym całym dziwnym zachowaniu właśnie z nim basista usiłuje spędzać jak najwięcej czasu.
Była piękna, kolorowa wiosna, a dziwne myśli postanowiły nawiedzić Isshiego. Przestało go irytować, że Nao chodzi za nim jak cień, zaczęło sprawiać mu przyjemność codzienne robienie mu kawy przez basistę, ogólnie zwracał na niego o wiele więcej uwagi, niż przedtem. Było to dla niego dziwne, zaskakujące. Miał wrażenie, że odkrył coś, co istniało już dawno temu, ale nie mógł tego znaleźć.
Przełomem w tej zagadkowej sytuacji był pocałunek. Zupełnie niespodziewany, bo w sumie Isshi nigdy się nie spodziewał, że Akiya kiedyś go pocałuje. Przez pierwsze kilka minut pozostawał w niemym szoku z dwóch powodów. Pierwszym było samo to, co miało miejsce, drugim zaś jego natychmiastowa myśl po incydencie.
"Dlaczego pocałował mnie Akiya, a nie Nao?"
Isshi musiał postawić sobie bardzo ważne pytanie. Czy kocha Nao? Czy przypadkiem Keiyu nie zwracał mu już wcześniej uwagi na to, że dziwnie na Nao patrzy? Keiyu nie wierzył w miłość, ale jednak zauważył, że coś jest na rzeczy. Shou na, chyba według niego, oczywiste spostrzeżenie Isshiego, tylko cicho się zaśmiał i kazał mu coś z tym zrobić. I stwierdził, że ma dobre przeczucia, co do rozwiązania całej tej sytuacji.
Tak dokładnie cztery miesiące zajęło Isshiemu wyznaczenie każdego "za" i "przeciw" i stwierdził, że jednak "za" jest więcej. Dlatego, gdy tylko nadarzyła się okazja, choć Isshi wyobrażał sobie to trochę inaczej, zdobył się na odwagę, wyznał swoje uczucie Nao i pocałował dość zaskoczonego basistę.
Nikt tak naprawdę nie był zdziwiony, że Isshi i Nao się zeszli. Jedynie Tora, który dotąd twierdził, że jest w 100% hetero, zareagował dość gwałtownie na tę informację. Tak gwałtownie, że doszedł do wniosku, iż w tym akurat momencie wcale nie kocha kobiety...
Przez rok związek Isshiego i Nao opierał się na czułych słówkach, łóżku i kłótniach. Bardzo burzliwych kłótniach, których i reszta Kagrry, i zwierzaki Isshiego, które musiały uciekać przed latającymi wokół przedmiotami, i cała reszta PSC, a zwłaszcza Shou i Keiyu, mieli najzwyczajniej w świecie dość.
Jednak wystarczył jeden wieczór, by wszystko się zmieniło. Iluzja, w której zatonął Isshi, sprawiła, że zrozumiał, iż Nao jest ważniejszy dla niego od całego świata.
Na początku wszyscy odetchnęli z ulgą. Później zaczęło ich trochę mdlić. Isshi nadal był złośliwy, ale Nao był jego oczkiem w głowie. Nao powiedział, Isshi wykonał. Jakby Nao zażyczył sobie gwiazdki z nieba, to pewnie Isshi by mu ją ściągnął. A Nao był przywiązany do Isshiego niewidzialną nicią, której nikt nie miał prawa zerwać.
25 marca 2010 roku był dla Isshiego najgorszym dniem w życiu.
 - Pan umiera, panie Hitoshi.
Isshi nie bał się śmierci. Bał się rozłąki z Nao. To go przerażało bardziej niż fakt, że umrze.
Isshi próbował powiedzieć Nao. Ale w końcu dał sobie spokój. A powód był prosty. Nao reagował na śmierć kogoś bliskiego bardzo gwałtownie. Jego zachowanie po dostaniu takiej wiadomości dzieliło się na kilka etapów:
1) Faza płaczu - trwała jakieś dwa dni, czasem trochę się przeciągała, w zależności od siły uczucia, którą Nao darzył zmarłą osobę.
2) Faza paniki - Nao płakał na każdą wzmiankę o zmarłej osobie i na widok każdego przedmiotu, który mu ją przypominał. Trwała jakiś tydzień.
3) Faza zwątpienia - przez kilka dni Nao chodził po domu, sali prób, studiu, garderobie, hotelu, itd., powtarzając pytanie "Dlaczego zawsze ja?".
4) Faza obietnicy - dla Isshiego była to najgorsza faza po tym, jak dowiedział się, że umiera. Nao podchodził bowiem do niego i zadawał jedno pytanie:
 - Ty nie umrzesz, prawda?
Zanim Isshi się dowiedział o swojej chorobie, przytakiwał, uśmiechał się i obiecał, że będzie żył jeszcze pięćdziesiąt lat. Po zapoznaniu się ze strasznymi wynikami, kiwał tylko głową, przytulał Nao i usiłował się nie rozpłakać. Potem napisał "Shiroi Uso", a nikt nie wiedział, skąd wziął mu się pomysł na ten tekst.
Życie Isshiego minęło w mgnieniu oka, choć Nao wydawało się, że będzie żył wiecznie.
 - Shino? Shino, odezwij się do mnie, proszę cię. Shino...
 - Nao, przestań, chodź już.
Zrozpaczonym Nao zaopiekowali się najpierw Shin i Izumi, którym i tak było ciężko. Nawet Shin sam nie mógł uwierzyć w to, co się stało.
 - Shino wróci, prawda, Hashidani?
 - Nao, zmarli nie wracają.
 - Więc ja do niego pójdę. Ucieszy się.
 - Wątpię.
 - Dlaczego?
 - A przypadkiem nie powiedział, że masz "nie robić niczego głupiego"?
 - No tak, rzeczywiście. Nie zmienia to jednak faktu, że chcę umrzeć...
Po Shinie i Izumim, Nao zajęli się Tora i Akiya, co nie było raczej dobrym pomysłem. Stan psychiczny Nao wpłynął na samopoczucie Akiyi, który wciąż pamiętał zimną skórę pod palcami.
 - Zabij mnie, Akiya.
 - Że co?
 - Zabij mnie. Ja chcę do Shino. Chcę go zobaczyć. Teraz!
 - Nao, czekaj, nie!
Na całe szczęście Tora zdążył złapać Nao w pół, zanim ten dobiegł do balkonowych drzwi. Nao napisał wtedy tekst do "wanna see u", do którego to utworu Tora stworzył muzykę.
Ku zaskoczeniu wszystkich, którzy zobaczyli ducha Isshiego, jego słowa stały się prawdą. Śmierć naprawdę była początkiem wieczności. A przynajmniej jej kontynuacją. Wieczność rozpoczęła się bowiem w momencie, kiedy Izumi przedstawił Nao Isshiemu.

The end

czwartek, 12 stycznia 2012

Ktoś, kogo nie ma

Zespół: Kra, Kagrra,, Alice Nine
Pairing: Keiyu&Mai, w tle Isshi&Nao i Tora&Akiya*
Dozwolone od: 15+
Gatunek tekstu: angst
Seria: "Life with a Ghost"
Ostrzeżenia: zjawiska nadprzyrodzone
Notka autorska: Mam doła. Więc wam też go zaserwuję. Tak, jestem okrutna. A moje oczy nadal mokre od łez.
Ludzie ranią. Dotkliwie. Często nawet nas nie dotykając.


Wyobraź sobie taką sytuację. Twój ukochany jest chory, ciąża Twojej bratowej jest zagrożona, Twój brat złamał nogę, Twoja matka ma depresję, Twojemu ojcu grozi zawał, a Twoja jaszczurka ma jakąś dziwną chorobę skóry. Czy może być gorzej?
Tak, owszem. Twój najlepszy przyjaciel umiera.
I wyobraź sobie, że minęło kilka miesięcy. Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że noga Twojego brata nie jest już w kawałkach, a Twoja bratowa jest w zaawansowanej ciąży, ale nie wiadomo, czy dziecko przeżyje.
I tak, zgadłeś. Twój przyjaciel nadal umiera. A Śmierć biegnie w jego stronę coraz szybciej.
 - Nie powiem mu - zaparł się Isshi, nalewając wody do kubka. Nao wyjechał, a on został sam i jak zwykle do mnie zadzwonił. Nieważne, że mam liche zdrowie Maiccho na głowie. Przecież według niego zawsze mogę wpaść do mojego przyjaciela.
 - Musisz mu powiedzieć - odparłem, zakładając nogę na nogę. - Rozumiesz to, Shino?
 - Zacznie panikować - oznajmił Isshi. - A jak wpadnie w panikę, to go nie uspokoimy.
 - Dlaczego? - zapytałem.
 - Taki już jest - odparł Isshi i oparł się o szafkę. - Kou... Złap mnie.
Dziękuję bogom, że Nao wyjechał. Naprawdę.
 - A co zrobi Nao, jak umrzesz? - zapytałem, kładąc mokrą ścierkę na czole Isshiego. Jego oddech zaczął się uspokajać. Nareszcie.
 - Pojęcia nie mam - odparł Isshi słabym głosem. - I wolę o tym nie myśleć.
Zadzwonił telefon. Odebrałem.
 - Tak, Maiccho? - spytałem.
 - Kupisz mi chusteczki? - zapytał Maiccho tym swoim słodkim głosem, choć w tym momencie zachrypniętym niemiłosiernie.
 - Tak, oczywiście - przytaknąłem.
Shino odprowadził mnie do drzwi. Widziałem, jak gaśnie. Niczym świeca, której knot już prawie się wypalił.
 - Boję się - powiedział cicho Isshi. - Nie chcę, by ona nas rozdzieliła.
 - Kto?
 - Królowa tamtego świata, Kou - Isshi uśmiechnął się słabo. - Jak po mnie przyjdzie, to długo przyjdzie mi czekać na Yamiyo.
 - I na mnie - zauważyłem.
 - I na ciebie - Isshi zaśmiał się cicho. - Idź już. Mai cię potrzebuje, Kousuke.
 - Do zobaczenia, Shino - powiedziałem i pobiegłem do samochodu.
Minął miesiąc. Shino znów chciał, bym przyszedł. Ale nie mogłem. Yasuno stwierdził tego dnia, że nie da się zawlec na próbę, Yuhra się przeziębił, a Taizo gdzieś się zgubił. Maiccho za to dostał wysokiej gorączki i musiałem z nim do szpitala jechać. Dajcie spokój.
Tydzień później odebrałem telefon od Tory, z którym ostatnio miałem jakiś słaby kontakt. W ogóle to wszystko było jakieś dziwne. Isshi ani nie dzwonił ani nie odbierał. Akiya odebrał raz i przez chwilę rozmawiał ze mną dziwnym głosem, jakby miał się rozpłakać, a potem nagle się rozłączył. Shin powiedział, że nie ma ochoty na rozmowę i musi iść do sklepu kupić sto pudełek chusteczek, bo mu się kończą. Izumi wymigiwał się chodzeniem na ryby i brakiem zasięgu, a jego głos był dziwnie pozbawiony tego roześmianego wydźwięku, który zawsze posiadał. A Nao miał wyłączony telefon. Coś było nie tak.
 - Mój ukochany nadal jest chory, moja bratowa urodziła zdrowe dziecko, ale więcej potomstwa mieć nie może, brat złamał rękę, matka usiłowała popełnić samobójstwo, ojciec przeszedł zawał, a jaszczurka odgryza sobie ogon z byle powodu. Na dokładkę wy ostatnio zachowujecie się dziwnie, więc podaj mi poważny powód, dlaczego dzwonisz o tak wczesnej porze - oznajmiłem, nalewając sobie wody do szklanki.
 - Nie chciałem, byś dowiedział się o tym z mediów - oznajmił Tora.
 - O czym?
 - Ja i Akiya znaleźliśmy tydzień temu Isshiego. Jego rodzina prosiła, byśmy nikomu nic nie mówili, ponieważ... - Torze zamarł na chwilę głos. - Chcieli go w spokoju pochować. Isshi nie żyje, Kousuke.
Trzask! Szklanka wypadła mi z dłoni, a woda rozlała się na podłogę. Bezwładnie osunąłem się po ścianie. Shino...
 - Kousuke, co się stało? - Maiccho podbiegł do mnie i potrząsnął mną za ramiona. - Kousuke!
 - Shino... Nie odbierał... Bo nie mógł...
 - Dlaczego? - w głosie Maiccho pojawił się niepokój.
 - Pozbawieni życia nie potrafią - wyjaśniłem łamiącym się głosem. - Nao. On został sam. Ja muszę iść. Zaraz, ja nie wiem, gdzie...
 - Isshi nie żyje? - zapytał z przerażeniem Maiccho.
 - Tora? Jesteś tam jeszcze? Gdzie jest Nao? U Shina i Izumiego? Dobra, idę tam. Maiccho, zostań tu.
Czułem się tak, jakby ktoś wyrwał mi kawałek serca. Jakby coś we mnie umarło. Przecież to Shino zawsze przy mnie był nawet wtedy, gdy Maiccho mnie nie rozumiał. Był zawsze. Był nieodłącznym elementem mojej egzystencji na tym marnym świecie.
A teraz Shino stoi przede mną, trzymając dłonie na moich ramionach. Jego tu nie ma, a przyszedł już chyba trzeci raz.
 - Nie ma cię tutaj - mówię spokojnie. - Nie ma cię. Jesteś kimś, kogo nie ma.
 - Dlaczego jako jedyny nie wierzysz? - pyta. Wybucham histerycznym śmiechem.
 - Ponieważ jestem realistą - odpieram. - Puść mnie.
 - Kou, proszę cię, uwierz mi. Uwierz we mnie. Uwierz, błagam - mam wrażenie, że Isshi zaraz się rozpłacze. Na dokładkę jego palce jakoś boleśnie wbijają mi się w ramiona. Ale przecież jego tu nie ma.
 - Odejdź - mówię sucho i odpycham go.
Zamykam za sobą drzwi i osuwam się na podłogę.
 - Duchy nie istnieją - powtarzam ciągle, usiłując dosięgnąć leżące na szafce tabletki, które zapisał mi mój psychiatra. - Nie istnieją.
Shino nie ma. Shino umarł. Shino nie wrócił. I nie wróci. Nigdy.

"Zamykam za sobą głośno drzwi
Stoję po drugiej stronie.
Pamiętam, Ty pokazałeś mi
Jak mam składać dłonie."

~~ Carrion - "Sztandary Eloi"

The end

środa, 7 grudnia 2011

Pukanie do drzwi... z zaświatów

Zespół: Alice Nine&Kagrra,, w tle Kra
Pairing: Tora&Akiya, w tle Isshi&Nao, Izumi&Shin i Keiyu&Mai
Dozwolone od: 15+
Gatunek tekstu: obyczajowy, niektórzy twierdzą, że horror
Seria: "Life with a Ghost"
Ostrzeżenia: zjawiska paranormalne
Notka autorska: Fik napisany po to, by inni też wiedzieli.




Akiya rzucił smycz Chibiego na szafkę, włożył płytę do odtwarzacza i usiadł na łóżku. Tory nie było w domu. Był sam. Nawet Chibi poszedł spać, a Chikin schowała się w miejscu, gdzie nie można jej było znaleźć. A jeszcze rok temu tego dnia nie czuł się tak samotny.
To był dzień, jak każdy inny w roku. Ale miał określony schemat - albo Kagrra, świętowała urodziny Isshiego w jego domu albo w klubie, który akurat był pod ręką, jeśli byli w trasie. Ale teraz nie ma ani Kagrry, ani Isshiego.
Nie ma Isshiego. Słowa, które prowadzą do tego, że Akiya ma ochotę walić głową w ścianę. Po pierwsze dlatego, że to on go znalazł i to on nie wyczuł pod palcami pulsu na jego nadgarstku. Po drugie dlatego, że Isshi był jednym z najlepszych przyjaciół Akiyi i gitarzysta za nic nie mógł się z jego śmiercią pogodzić. A po trzecie dlatego, że Nao przez półtora miesiąca praktycznie cały czas płakał. Przed kamerą - spokój. Gasło czerwone światełko, Nao zaczął histeryzować, nie można było go uspokoić, a wszyscy niewtajemniczeni nie rozumieli, co się dzieje. Histeria Nao polegała na tym, że kładł się na ziemi, podłodze, tam, gdzie akurat stał i zaczynał się trząść oraz szlochać, co trwało do momentu, kiedy tak się zmęczył, że zasypiał. Dlatego takiego trzęsącego się Nao trzeba było najlepiej zanieść do samochodu, zawieźć do domu i położyć do łóżka. I tak przez jakiś miesiąc. Potem trochę się uspokoił, ale wystarczyło, że gdzieś usłyszał coś o Isshim albo zobaczył żółtą rzecz (to mógł być nawet szalik Shina czy kubek Izumiego) i przedstawienie zaczynało się od nowa. Dopiero gdzieś tak na początku września Nao w końcu się pozbierał. Chyba...
Akiya drgnął. Usłyszał bowiem dziwny dźwięk. Jakby czajnik zagotował wodę. Wstał i wszedł do kuchni. Na szafce stała zaparzona herbata. Świeżo zaparzona i gorąca, dodajmy. Akiya zajrzał do kubka. To była jego ulubiona herbata. Tora nie mógł jej zaparzyć, bo on nie pamięta nawet, kiedy Hiroto czy Shou mają urodziny, a zresztą, nie było go przecież w domu. Akiya znał jedną osobę, która takie rzeczy zapamiętywała od razu. Tyle, że ta osoba od miesięcy...
Akiya wrócił do pokoju, gdy usłyszał jakiś szmer. Na łóżku leżał jego aparat i zdjęcie. Zdjęcie, na którym go nie było, ale przez niego zostało zrobione. Zdjęcie, za które dostał najpierw tak wielki ochrzan, jak nigdy w życiu, a za które potem dwóch jego kolegów dziękowało mu prawie na kolanach. Tylko, że to zdjęcie nie powinno być u niego.
Akiya zorientował się, że muzyka ucichła. Podniósł wzrok. Numerki na wyświetlaczu zmieniały się tak szybko, jakby ktoś stał przy wieży i cały czas naciskał przycisk przewijania. Pilot się zepsuł, więc był to jedyny sposób.
Z głośników popłynęła melodia. Nie jakaś tam zwykła pioseneczka. To była "Sakura ~saikai no hana~ Kagrry,. Ulubiona piosenka...
Akiya prawie wylał herbatę, gdy rudy kot przemknął mu koło nogi, goniony przez Chibiego. Wszystko obserwowała Chikin, która wyłoniła się zza sztucznego kwiatka stojącego na segmencie. Rudzielec wskoczył na szafę i usiadł obok kotki, a Chibi ujadał dość głośno jak na swoje lata. Chikin zmierzyła drugiego kota wzrokiem, zwinęła się w kłębek i poszła spać. Doszła chyba do wniosku, że jeśli jej konkurenta może pogonić Chibi, to Otaki, bo tak właśnie się kot nazywał, żadnym zagrożeniem dla niej nie jest.
Otaki był kotem Isshiego, który pamiętał daty urodzin i ulubione rzeczy swoich przyjaciół, typu kolor, herbata czy kwiaty, kochał utwór wciąż lecący w głośnikach i widniał na zdjęciu trzymanym teraz przez zdumionego Akiyę.
 - Shinohara? - zaryzykował Akiya, rozglądając się wokół. - Wiesz, ja nie wierzę w duchy, ale chyba zacznę. Jesteś tu, prawda?
Akiya poczuł, jak ktoś kładzie mu dłoń na ramieniu. Znał dotyk tej dłoni. Tyle razy przed koncertami kładł na niej swoją.
 - To dlatego Nao jest znów taki radosny - Akiya uśmiechnął się lekko, łapiąc za dłoń spoczywającą na jego ramieniu i odwrócił się. Isshi wyglądał tak, jakby wcale nie umarł. Jedyną różnicą było to, że jego ubrania stały się białe.
 - Przepraszam - powiedział Isshi, patrząc Akiyi w oczy. - Nie chciałem, żebyś mnie znalazł. Ja tylko...
 - Nie chciałeś być sam, ale też nie chciałeś, by Nao cię widział w takim stanie, wiem - przerwał mu Akiya.
 - Skąd? - zdziwił się Isshi.
 - Znam cię - odpowiedział Akiya po chwili. - Zresztą, ja bym zrobił tak samo.
 - Nie sądzę - stwierdził Isshi. - Ty byś raczej powiedział Torze od razu, on by panikował przez dwa lata, aż w końcu umarłbyś w jego ramionach. Nie jesteś mną, Akki.
 - Myślisz, że składanie ci życzeń jest dobrym pomysłem? - zapytał Akiya. Isshi uśmiechnął się lekko.
 - Jeśli Yamiyo traktuje mnie tak, jakbym dalej żył, to myślę, że wy też możecie - stwierdził Isshi.
 - Jak bardzo uznaje cię za żywego? - spytał Akiya.
 - Tak bardzo, jak myślisz - odparł Isshi.
 - To w takim razie, zamiast składać ci życzenia, mam prośbę - oznajmił Akiya. - Zostań tutaj tak długo, jak będziesz mógł. Nao nie wytrzyma bez ciebie ani dnia ani nocy.
 - Obiecuję, że zostanę z nim do momentu, kiedy będzie mógł do mnie dołączyć - odparł Isshi.
W tym momencie drzwi wejściowe się otworzyły. Stanął w nich Tora.
 - Chyba dalej jestem w autobusie i śpię - stwierdził Tora. Isshi uśmiechnął się lekko.
 - Przepraszam - powiedział, po czym zwrócił się do Akiyi. - Akki, puść moją rękę.
Akiya wypuścił dłoń Isshiego, który momentalnie zniknął. Zdezorientowany Tora drgnął, kiedy wokalista pojawił się obok niego.
 - Wracam do Yamiyo. Może kiedyś przyjdę - Isshi uśmiechnął się lekko i rozpłynął się w powietrzu. Otaki zeskoczył z segmentu i wybiegł przez wciąż otwarte drzwi.
 - Akiya, co to, do jasnej, było? - zapytał zszokowany Tora.
 - Isshi - Akiya wzruszył ramionami, usiadł na łóżku i spokojnie dopił herbatę. Tak, jakby to był normalny dzień.
* * *
 - Tak, słucham? - Akiya odebrał następnego dnia telefon od Izumiego.
 - Sakura, herbata, kot - rzucił trzy hasła perkusista.
 - Izumida, oddaj mi lepiej tę komórkę, bo nasz Aki cię raczej nie zrozumie - stwierdził Shin. - No chyba, że jesteś jakimś medium, Akiya.
 - Medium widzą duchy, które przyprowadzają kota, zmieniają utwory w odtwarzaczu i parzą herbatę? - zapytał Akiya. Po drugiej stronie słuchawki nastała cisza.
 - Sądząc po minie Shina, do ciebie też przyszedł, prawda? - zapytał trzeci głos.
 - Tak, Mai. Do mnie też - odparł Akiya, patrząc na Torę, który nadal próbował zrozumieć, co się wczoraj stało. - Co robi twój wokalista?
 - Mój wokalista? Schował się pod stołem i powiedział, że nie wyjdzie, dopóki zmarli przyjaciele nie przestaną go odwiedzać - wyjaśnił Mai. - Czy uke potrafią lepiej zrozumieć zjawiska paranormalne, czy mi się tylko wydaje?
 - Chyba tak - poparł go Akiya. - Idź lepiej do łóżka, a nie mi tu dychrasz.
 - Jak Kousuke, po prostu jak Kousuke. Pasujecie do siebie. Powinniście ze sobą być - załamał się Mai, po czym się rozłączył.
 - To co, Aki? Zaczynamy szukać medium? - zapytał Tora, siadając obok niego.
 - Nie, Amano - zaprzeczył Akiya po chwili. - Jeśli Nao jest szczęśliwy, to powinniśmy tę dziwną sytuację zostawić taką, jaka jest.
Tora zamyślił się przez moment, po czym kiwnął głową. Doszedł do wniosku, że woli już duchy niż Nao wijącego się po podłodze z rozpaczy.

The end

niedziela, 18 września 2011

Pocieszyć optymistę

Zespół: Kagrra,
Pairing: Izumi&Shin, wspomniane Isshi&Nao
Dozwolone od: 15+
Gatunek tekstu: angst
Ostrzeżenia: śmierć, oparte na faktach
Notka autorska: Ja, pesymistka, nie potrafiłam pocieszyć Nishi, optymistki. Nao też jest optymistą. A przynajmniej był, dopóki...




Nie jestem pesymistą. Na pewno nie. Ale co ja mam zrobić, kiedy największy optymista, jakiego w życiu spotkałem, siedzi w drugim pokoju i zużywa mi właśnie kolejne pudełko chusteczek? Zwłaszcza, że przecież nie wiem, jak mu pomóc. Przecież nie mogę powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Nie mogę, bo nie będzie.
Staję w drzwiach, patrząc na jego zaczerwienione oczy. Jeszcze dzisiaj zaczęły napływać te wiadomości od fanów, przyjaciół, znajomych, ludzi, których spotkaliśmy raz w życiu... No co ja mam zrobić? Izumida siedzi na rybach, bo ma już tego wszystkiego dość. A ja? A ja zostałem sam z tą jedną, wielką łzą na moim łóżku.
Dzwonek do drzwi. I może jeszcze ktoś przyszedł, by jeszcze bardziej mnie zdołować?
Otwieram. No tak, jeszcze jego tu brakowało.
 - Tora mi powiedział - prawie niesłyszalny głos małego wokalisty odbija się od moich uszu. On i taki cichy ton głosu. On i te zaczerwienione oczy. Prawie, jak mojego przyjaciela w drugim pokoju.
Mam ochotę wybuchnąć płaczem, kiedy Keiyu rzuca się w ramiona Nao i zaczynają szlochać razem. Chyba dołączę do Izumidy. Jeśli dwaj najwięksi optymiści, których znam... Nie, dobra, zostanę. I zastanowię się, jak ich pocieszyć. Choć wiem, że nie mam jak.


The end

sobota, 26 lutego 2011

Pewien dzień pewnego miesiąca

Zespół: Kra
Pairing: Keiyu&Mai
Dozwolone od: 15+
Gatunek tekstu: romans, komedia
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Fik urodzinowy. :)




Ty.
 - Nie, próba jest na ósmą, nie na dziesiątą. Tak trudno to zrozumieć?
Zabiegany.
 - Próba jest na ósmą. Nie obchodzi mnie fakt, że się nie wyśpisz.
Trochę się denerwujący.
 - To idź spać o dwudziestej, a nie o pierwszej, człowieku.
Nawet trochę bardzo.
 - Tak, będziemy tam o dwunastej. Nie, szybciej nie damy rady. Kobieto, to jest strasznie daleko, myślisz, że my mamy do dyspozycji bolidy F1, czy co?
Ale i tak to wszystko...
 - Proszę pani, ja nie wiem, dlaczego jeszcze nas tam nie ma. Może dlatego, że jest śnieżyca, minus dwadzieścia stopni i przez to samochody nam nie mogą odpalić?
...jest nieważne...
 - Pani jest chyba farbowaną blondynką pochodzenia amerykańskiego.
...przy mnie.
 - Ja z nimi zwariuję. Zrobić ci herbatki?
Dzisiaj powinienem zastać cię uśmiechniętego od ucha do ucha, odbierającego kolejne telefony. Ale...
W mieszkaniu panowała głucha cisza. Po chwili przerwały ją kroki. Deski powoli uginały się pod ciężarem ciała Maiego, który stanął w progu pokoju i ze zdziwieniem spojrzał na Keiyu. Kousuke leżał na kanapie z zamkniętymi oczami.
 - A ty śpisz, Kou-chan? - zapytał Mai, podchodząc do niego.
 - Nie – odparł Keiyu, nie otwierając oczu. - Słyszysz tę ciszę?
 - Tak, słyszę – przytaknął Mai.
 - Komórka mi się rozładowała – Keiyu uśmiechnął się lekko. - I jakoś zupełnie nie chce mi się jej ładować.
 - Ale dzisiaj chyba powinieneś – stwierdził Mai, patrząc na kalendarz.
 - Nie mam takiego zamiaru – odparł Keiyu, wtulając się w poduszkę. - Ja chcę mieć święty spokój.
 - Ale pamiętasz, co dzisiaj jest? - zapytał Mai.
 - Chyba sobota – odparł Kousuke.
 - A dokładniej?
 - Bodajże luty – przypuścił Keiyu. - Zapomniałem o czymś?
 - A który dzień?
 - Nie wiem, Maiccho. Pojęcia niebieskiego nie mam.
 - To otwórz te swoje czarne ślepka.
 - Po co?
 - To ci wytłumaczę, co dzisiaj jest.
 - No dobrze – Keiyu usiadł na kanapie i otworzył oczy.
 - Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Kou-chan – powiedział Mai, wręczając Kousuke prezent i kremową różę.
 - Dziękuję – Keiyu uśmiechnął się lekko. - Maiccho, kup mi jakieś tabletki na pamięć. Żeby zapomnieć o własnych urodzinach, to już trzeba mieć poważną sklerozę.
 - W zasadzie masz trochę racji – Mai zaśmiał się krótko. Keiyu zmierzył go wzrokiem.
 - Ale ty miałeś zaprzeczyć...
 - Zapomniałem – Mai wzruszył ramionami. - Kou-chan, co jest 14 kwietnia? Bo nie pamiętam.
 - Mai!
Po chwili obaj wybuchnęli śmiechem.
Tak. Ja jestem najważniejszy. Dla ciebie. To mi wystarczy.
The end

wtorek, 14 grudnia 2010

Devil and Angel - The mistery of white rose

Zespół: Kra, w tle Kagrra, i Alice Nine
Pairing: Keiyu&Mai, w tle Isshi&Nao i Tora&Akiya
Dozwolone od: 14+
Gatunek tekstu: angst, AU
Ostrzeżenia: śmierć, paranormalne zjawiska
Notka autorska: UWAGA, UWAGA! Fik jest smutny! Czytasz na własną odpowiedzialność. Ja nie odpowiadam za skutki. Jasne? No, to dobrze. Teraz spiszę, co mnie do tego natchnęło.
1) Pogoda za oknem. Śnieg, mróz i ogólne wrrr.
2) "Piosenka o końcu świata" Czesława Miłosza.
3) Tekst do "requiem" Kry.
4) Fik, który pojawił się na forum.
5) I oczywiście wczorajsza super wiadomość o Maim.
Ostrzegam, możecie skończyć tak jak na "Draculi", "Gladiatorze", czy jakiejś japońskiej dramie. Naprawdę.
Przepraszam, ale ostatnio tyle w moim życiu się zdarzyło, musiałam coś takiego napisać, by odreagować.
Nie martwcie się, mam w zanadrzu 2 fiki, które nie będą już tak pindolić po oczach czarną wizją świata, w którym żyjemy.
Dziękuję za uwagę. Proszę przygotować chusteczki.







Myślałem, że jesteś tylko zmęczony. Ciągłą pracą. Codziennością. Mną. Tak, ja wiem, że nie jestem aniołem. To raczej ty nim jesteś. Ja to takie „małe diable”, jak lubiła mnie nazywać ciocia Fumiko. Nazwałem się „małym”? Ech, źle ze mną.
Tak więc, myślałem, że to ciągłe znużenie ci przejdzie. Ale było coraz gorzej. Aż w końcu, któregoś dnia, ni stąd ni zowąd, upadłeś nagle na podłogę. Zemdlałeś. Ha, prawie tak jak ja, tylko że mnie nie musieli odwozić do szpitala, prawda? No więc zemdlałeś. A potem było jeszcze gorzej. Potykałeś się o wszystko, kręciło ci się w głowie. W końcu doszedłem do wniosku, że czas interweniować. Kazałem ci odejść z zespołu. Dla twojego dobra. Żebyś odpoczął. A potem do nas wrócił. I znów gralibyśmy razem. Myślałem, że wszystko będzie dobrze. Myliłem się.
Myślałem, że będzie lepiej. W końcu leki zaczęły działać, poprawiało ci się. Częściej się uśmiechałeś. Ale po jakimś czasie potrzebne były coraz mocniejsze i mocniejsze. W końcu brałeś ich kilkanaście jednego dnia. To było straszne patrzeć, jak znikasz. Znikałeś. Jak śnieg na koniec zimy.
Tamtej nocy przytuliłeś się do mnie i zapytałeś, co bym zrobił, gdybyś rano się nie obudził. Roześmiałem się. Nie wiem, czy dlatego, że uznałem to za głupotę, czy dlatego, iż wiedziałem, że to jest możliwe. Nie wiem. Powiedziałem tylko, że na pewno nic ci nie będzie, wyzdrowiejesz i wrócisz do fanów. Uśmiechnąłeś się lekko i zasnąłeś.
Tamtego dnia wstałem wcześniej, by kupić coś na śniadanie. Zdziwił mnie więc widok ciebie, siedzącego na kanapie i nawet nie wyglądającego źle, gdy wyszedłem z łazienki. Podszedłeś do mnie, odgarnąłeś mi włosy z twarzy i pocałowałeś mnie. Nigdy wcześniej mnie tak nie całowałeś, nigdy wcześniej nie robiłeś tego ot tak, z własnej chęci. Dopiero wtedy zrozumiałem, że jesteś strasznie nieśmiały.
 - Masz mnie takiego zapamiętać, rozumiesz? - popatrzyłeś mi w oczy. Uśmiechnąłem się lekko.
 - Ja cię nigdy nie zapomnę - odparłem. - Idę do sklepu. Niedługo wrócę.
 - Poczekaj! - zawołałeś, gdy już wychodziłem. - Powiedz, że mnie kochasz. I użyj mojego imienia.
 - Ale ty go nie lubisz - byłem trochę zdziwiony.
 - Ale ja cię proszę - powiedziałeś, opierając się o framugę.
 - Kocham cię, Masaru - powiedziałem spokojnie.
 - Kocham cię, Kousuke - odparłeś po chwili i uśmiechnąłeś się. Wyszedłem.
Leżałeś na kanapie. Wyglądało to, jakbyś spał. Nie chciałem cię budzić, ale coś mnie tknęło. To mówienie do ciebie po imieniu, całe twoje zachowanie... Jakbyś coś przeczuwał. Podszedłem do ciebie i położyłem dłoń na twoim ramieniu. Nigdy nie miałeś twardego snu, więc taki delikatny gest powinien cię obudzić. Tyle, że ciebie już nic nie było w stanie obudzić. I nigdy już nie usłyszałem twojego głosu.
Teraz, po dwunastu latach, wciąż się zastanawiam, dlaczego ty. Ja też ostatnio źle się czuję, lekarze każą mi siedzieć w domu, Shino w kółko powtarza, jaki to ja jestem nieodpowiedzialny, wychodząc na dwór sam i tak dalej. W końcu kazał mi się przeprowadzić do niego i Nao, bo przecież cały czas musi mieć mnie na oku. A ja mam go gdzieś, musiałem tu dzisiaj przyjść. A co mi może się stać? Przez kilkadziesiąt minut przecież...
 - Co jest? - pytam sam siebie, czując jakiś ucisk w klatce piersiowej. - Masaru? Powiedz mi, co się dzieje? Masaru...
Osuwam się na ziemię. Nie mam siły już nic powiedzieć. Widzę tylko zamazane litery i liczby na twoim grobie. Po chwili czuję, jak oplatają mnie twoje ramiona. Zasypiam.

~~zmiana osoby mówiącej~~

Nie pamiętam, kiedy ostatnio była taka zamieć. Chyba w dzień pogrzebu Maiego. Dochodząc do drzwi, uświadomiłem sobie, że przecież dzisiaj jest rocznica! Shino mnie zabije, jeśli Keiyu nie będzie w domu.
No i go nie było. Spokojnie, Yamada, może jesteś jak kotek i masz siedem albo dziewięć żyć, kurde, nie pamiętam, ile tam ich było. Ale więcej niż jedno na pewno.
Na moje nieszczęście, Shino zjawił się chwilę po tym, jak zakończyłem poszukiwania Keiyu i doszedłem do wniosku, że go nie ma. Shino spojrzał na moją przerażoną minę, potem na kalendarz, a wtedy jego oczy zrobiły się większe od talerzy.
 - Rocznica! - zawołał. - Cmentarz, Yamiyo, już! No co tak stoisz, w te pędy!
Kiwnąłem tylko głową na znak, że się zgadzam. W życiu nie widziałem, żeby tak szybko biegł.
Ledwo zaparkowałem samochód, Shino już z niego wybiegł. Pomyślałem, że zaraz dostanie zadyszki i tyle z tego będzie. Westchnąłem i bez zbytniego pośpiechu wyszedłem z auta. Po chwili usłyszałem krzyk. Przerażający, przenikliwy krzyk. Zamarłem. Wiedziałem, co on oznacza.

~~zmiana osoby mówiącej~~

Położyłem bukiet białych róż na grobie. „13 stycznia 2012 roku” i „13 stycznia 2024 roku”. Dwie daty widniejące na grobie. Dwie daty śmierci dwóch bliskich sobie osób. Tak do siebie podobne. To takie romantyczne. I smutne. Bardzo smutne.
 - Akiya? - głos Masashiego przerwał głuchą ciszę. - Idziemy?
 - Tak - odparłem.
Byliśmy już prawie przy wyjściu, gdy coś mnie tknęło i odwróciłem się. Zdawało mi się, że Keiyu wyjmuje z bukietu jedną z róż i podaje ją Maiemu. Obaj się uśmiechnęli i zniknęli. Zamrugałem. Spojrzałem na Masashiego. On chyba to widział, bo również miał zdumioną minę. Podbiegliśmy do grobu i zamarliśmy. Wstążka była bowiem rozwiązana, a w bukiecie brakowało jednej róży.

~~The end~~

wtorek, 8 czerwca 2010

Inny punkt widzenia

Zespół: Kagrra,, Alice Nine, Kra
Pairing: Tora&Akiya, Isshi&Nao, Keiyu&Mai
Dozwolone od: 14+
Gatunek tekstu: obyczajowy
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Nie pytać, czytać. Domyślać się, kto jest autorem słów.




„Siedzisz i patrzysz przez okno. Takim smutnym wzrokiem. Mam ochotę podejść i Cię przytulić, ale wtedy byś się przecież domyślił, co do Ciebie czuję. A przecież to niemożliwe, byś czuł to samo. Ale podchodzę. Nie przytulam Cię, pytam tylko, czy coś się stało. Jak zwykle odpowiadasz, że nic. Dlaczego nigdy nie mówisz mi całej prawdy? Przecież bym zrozumiał. Twoich tajemnic nie wydam nikomu, uwierz mi. Więc dlaczego znowu milczysz? Dlaczego mnie ignorujesz? I dlaczego mam wrażenie, że się zakochałeś?”


* * *

„I znów to samo. Mijam Cię na korytarzu, a Ty nawet mnie nie zauważasz. Chyba... Nie wiem, nie jestem pewien. I znów się spóźniłem, bo zapatrzyłem się na Twoją sylwetkę, znikającą za drzwiami do waszego studia. Próba na całe szczęście się skończyła. Można wyjść. Wychodzę ostatni, bo z dziewięć razy się o Tobie zamyśliłem. I nagle czuję przeszkodę na drodze. To Ty. Wpadłeś na mnie? No świetnie, prawie Cię podeptałem. Uśmiecham się lekko, próbując nie pokazywać, jak bardzo jestem zmieszany, ale i uszczęśliwiony tą sytuacją. Tak, dotknąłem Twojej ręki. Niezapomniane uczucie. I wtedy słyszę Twoje cicho wypowiadane słowa. Muszę się ukryć, tak, muszę. Wpadam do sali prób, która jest zupełnie pusta. Nie zapaliłem nawet światła, jest więc kompletnie ciemno. Moje myśli nie mogą się uspokoić. Oddycham niespokojnie, szybko. Ale stwierdzam, że muszę w końcu powiedzieć Ci, że to usłyszałem. Jutro, pojutrze, za pięćdziesiąt lat, kiedy się na to zdobędę.”


 * * *

„Wchodzisz do sali ostatni. Dziwne. Zazwyczaj przychodzisz zaraz po mnie. Coś jest nie tak. Masz inny wzrok, nie uśmiechasz się. Napisałeś tekst, hm... A mógłbyś mi wytłumaczyć, czemu tu jest cały czas nawiązanie do motywu tańca? Dlaczego? Nie no, wiem, głupieję. Okej, zagrajmy ten nowy utwór. Tak, zagrajmy jeszcze kilka, może w końcu przestanę na Ciebie patrzeć i skupię się na grze... Co jest?! Co Ci jest?! Kurde, Ty jak zwykle musisz mnie straszyć. Kładę Cię na kanapie i opieram się o ścianę. Jak zwykle reszta zespołu dopiero teraz zareagowała... Obudziłeś się. No nareszcie. A ten idiota tylko nawija i nawija. Muszę napić się wody. O tak, muszę... Że co mam zrobić?! On chyba zwariował. Dobrze, niech wam będzie. Zawiozę Cię do domu, tylko mnie NIE DOTYKAJ. No i muszę wnieść Cię po schodach. Jesteś taki słodki, gdy śpisz. I taki niewinny. Ile bym dał, by móc widzieć Cię śpiącego w łóżku, obok mnie...”


The end

poniedziałek, 24 maja 2010

"Yamiyo no gene"

Zespół: Kra
Pairing: Keiyu&Mai
Dozwolone od: 14+
Gatunek tekstu: komedia, romans
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Tak, wiem, że moja wyobraźnia was przeraża. Tak, wiem, że zrobiłam z Maiego po raz kolejny zawieszający się komputer. Tak, wiem, że Keiyu czegoś takiego by nie zrobił, chociaż z nim nigdy nic nie wiadomo (zważając na to "F**k you!" na nowym PSC albo na ogólne jego zachowanie). Tak, ja to wszystko wiem. Ale nie bijcie mnie, tylko jak już, to zostawcie komentarz, który mnie pobije za was. Miłego czytania i podążania dziwnymi drogami mojej wyobraźni.



Keiyu siedział w garderobie. Za chwilę miał zacząć się koncert, jeden z wielu na tej trasie. Yuhra trzymał w ręce papieros i patrzył w bliżej nieokreślony punkt, a Yasuno po raz tysięczny poprawiał sobie włosy. Mai rozmawiał z technicznym. Był zdenerwowany. Bardzo zdenerwowany.
 - Ile razy mam powtarzać, że... - Mai umilkł, czując oplatające go ramiona Kousuke.
 - Spokojnie, Maiccho - wyszeptał Keiyu. - Nie denerwuj się tak.
 - Kousuke, puść mnie, muszę porozmawiać z Yamamoto - odparł Mai, lecz nadal się nie ruszał.
 - Zadziwiasz mnie - stwierdził Keiyu. - Jesteś stanowczym liderem, ale robisz się potulnym i uległym uke, gdy tylko poczujesz mój dotyk.
 - Każdy byłby uległy, gdybyś go dotknął - odparł Mai lekko drżącym głosem.
 - Te, papużki - Yasuno puknął jednego i drugiego w ramię. - Koncert. Budzimy się.
 - A tak, koncert - Keiyu puścił Maiego i wyszedł z garderoby.
 - Yamamoto, masz to zmienić - rzucił jeszcze Mai i wyszedł za Keiyu.
 - Oni są nienormalni - stwierdził Yasuno. - Są już ze sobą dość długo, a zachowują się, jakby zeszli się wczoraj. Mai w ogóle sprawia wrażenie, jakby jeszcze do niego nie dotarło, że jest z Keiyu.
 - Ale spójrz na to z tej strony - zaczął Yuhra. - Keiyu podchodzi do Maiego i próby nie ma.
 - Co racja to racja - przytaknął Yasuno.
 - Tylko, Keiyu, nie rób nic zaskakującego, bo nie chcemy rozpadu zespołu - powiedział Yuhra, gdy już stali przed wejściem na scenę. - Jak nam lider na zawał zemrze, to sobie sami nie poradzimy.
 - Taa, nie będę - Keiyu uśmiechnął się lekko podejrzanie.
Na „Yamiyo no gene” Keiyu jak zwykle uwodził publiczność, a potem podszedł do Maiego i objął go ramieniem, po czym delikatnie go pocałował. Mai grał dalej, ale praktycznie nie myślał, nie wiedział, kim jest i gdzie się znajduje. Kousuke tylko uśmiechnął się lubieżnie i wrócił na swoje miejsce. Publiczność oczywiście zapiszczała, a potem się uspokoiła i dalej słuchała granego utworu.
 - „Keiyu i słuchanie poleceń - rzecz niespotykana” - pomyślał Yuhra i wrócił do grania na basie. Yasuno nawet nie zauważył tego, co Keiyu zrobił. Był zajęty robieniem z siebie gwiazdy. Dowiedział się o tym dopiero po koncercie, gdy Mai w końcu mógł na spokojnie porozmawiać z wokalistą.
 - Kousuke, czy ty czasem myślisz? - zapytał Mai, wchodząc do garderoby.
 - Tak, myślę. O tobie - odparł Keiyu. Mai zamilkł. Uśmiechnął się, podszedł do Kousuke i go przytulił.
 - Oni mnie denerwują - oznajmił Yasuno. - Są jeszcze bardziej denerwujący niż Takeru i Isshi razem wzięci.
 - Yasuno, znajdź sobie kogoś - stwierdził Keiyu, odsuwając się od Maiego. - Może ten ktoś w końcu zamknie ci te twoje niezamykające się usta.
Mai i Yuhra wybuchnęli niepohamowanym śmiechem, a Yasuno skrzyżował ręce na piersi i obraził się na cały świat.

The end

niedziela, 9 maja 2010

Yume - Złe przeczucia, czyli rozmowa Nao z Keiyu

Zespół: Kagrra,
Pairing: Isshi&Nao
Dozwolone od: 14+
Gatunek tekstu: obyczajowy, trochę smutny na początku
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Stwierdziłam, że musicie się o czymś dowiedzieć. A dokładniej, na czym polegały złe przeczucia Nao. I o czymś jeszcze, o czym Isshi wiedzieć nie mógł. 



Keiyu siedział w domu i oglądał jakiś film. Mai akurat wyszedł zaparzyć herbatę. W pewnym momencie w pokoju rozległ się nagle głos Isshiego, śpiewający coś o zapomnieniu. Keiyu odebrał ze znudzeniem telefon.
 - Tak?
 - Keiyu, musisz tu przyjechać i mi pomóc - w słuchawce odezwał się głos Nao.
 - Że niby w czym? - zapytał Keiyu z jeszcze większym znudzeniem.
 - Chodzi o to, że Isshi nie odbiera telefonu, a sekretarka nie włącza mu się od razu, czyli raczej mu komórka nie siadła - powiedział Nao na jednym wydechu.
 - Nie odbiera telefonu od ciebie, Nemo? To chyba zrozumiałe - stwierdził Keiyu.
 - Nie, nie odbiera telefonu od wszystkich z Kagrry, - sprostował Nao. - I nie nazywaj mnie Nemo!
 - Jasne, Nemo, nie będę cię tak nazywał - odparł sarkastycznie Keiyu. - Ale jeśli Isshi nie odbiera telefonu, to nie musisz robić od razu takiej afery. Może zapomniał wziąć z domu?
 - Tak, ten telefon jest w jego domu, tylko że drzwi są zamknięte na jeden zamek - wytłumaczył Nao. - Zawsze denerwowało mnie to, że jak Isshi gdzieś wychodził, nawet wyrzucić tylko śmieci, to zamykał na oba zamki. Ale teraz mam dowód na to, że coś jest nie tak.
 - Masz rację, to jest dziwne - Keiyu dopiero teraz zaczął się niepokoić. - Mieszkałem kiedyś u niego przez tydzień, on ma taki nawyk. Coś jeszcze zauważyłeś, Nemo?
 - Mówiłem, żebyś mnie tak nie nazywał - wycedził Nao. - A propos tego nieodbierania telefonu, to też jest dziwne. Zwłaszcza, że jeszcze rano Izumi do niego dzwonił zapytać się, czemu po raz enty nie jest na próbie i Isshi odebrał.
 - On nawet jak się na kogoś obrazi, to odbiera, by mu powiedzieć, że nie będzie z nim rozmawiał - zadumał się Keiyu. - Zaraz, z tego co zrozumiałem, siedzisz na jego wycieraczce, nie, Nemo?
 - Tak, siedzę na jego wycieraczce. I nie nazywaj mnie Nemo!
Keiyu schował komórkę do kieszeni i wstał z kanapy. Zarzucił tylko kurtkę na ramiona i już miał wyjść, gdy Mai go zatrzymał.
 - A ty gdzie się wybierasz? - spytał, patrząc na niego swoim sławetnym, liderowym spojrzeniem.
 - Do Isshiego, Nemo ma jakieś złe przeczucia - odparł Keiyu i pocałował Maiego w policzek. Wyszedł z mieszkania i zbiegł po schodach. Te wszystkie elementy układały się w przerażającą całość.
Wpadł na klatkę schodową jak burza. Jeszcze winda się popsuła i musiał biec po schodach. Nao siedział na wycieraczce i opierał się o drzwi.
 - No jesteś wreszcie - stwierdził. - Masz klucze czy coś?
 - Coś - odparł Keiyu i wyjął wsuwkę do włosów z kieszeni. Kilka razy przekręcił nią w zamku i otworzył drzwi. Nao zrobił wielkie oczy ze zdziwienia.
 - Jak...
 - Doświadczenie, nie pytaj - odparł Keiyu. Otworzył drzwi i obaj zamarli z przerażenia. Na podłodze leżał bowiem Isshi. Nieprzytomny...
 - Shino! - Keiyu podleciał do niego. - Shino, ocknij się! Shino! - zawołał jeszcze raz, lecz nic to nie dawało. - Kurde, Nao, zostań z nim, ja dzwonię po karetkę.
Nao stał przez chwilę przerażony, lecz po chwili podszedł do Isshiego.
 - Isshi! - zawołał. - Shinohara!
 - Nie krzycz, to nie pomoże - stwierdził Keiyu, gdy przestał już rozmawiać przez telefon.
 - Obudź się! - zawołał Nao, nie zwracając uwagi na słowa Keiyu.
Isshi drgnął. Otworzył powoli oczy i nieobecnym wzrokiem rozejrzał się po pokoju...

The end

wtorek, 27 kwietnia 2010

"Deszcz jest ukojeniem dla duszy" IV

Zespół: Kra
Pairing: Keiyu&Mai
Dozwolone od: 14+
Gatunek tekstu: obyczajowy, romans, komedia
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Niektórzy są bardzo domyślni, prawda?



Dwa dni później Keiyu głowa już nie bolała, więc udał się na próbę. Szedł pieszo, bo musiał przemyśleć kilka spraw, a spacer mu w tym pomagał. Zastanawiał się, dlaczego Mai tak dziwnie się zachowywał. Zawsze był opanowany i spokojny, nie licząc koncertów oczywiście. A dwa dni temu był rozkojarzony po przeczytaniu tekstu nowej piosenki, a potem przestraszył się o wiele bardziej od reszty, jak Keiyu zemdlał. I na każde słowo o nim zastygał w bezruchu. Zawieszał się jak komputer, który ma zbyt duży problem do rozwiązania. Problem... Mai i problemy... Nie, Mai nie ma problemów. Jedynym problemem Maiego jest połowa jego zespołu, czyli Keiyu i Yasuno. Chociaż na Yasuno wkurzają się wszyscy, a Mai...
 - Zaraz, on zachowuje się tak już dłużej - Keiyu przystanął, bo wszystkie elementy układanki zaczęły składać mu się w całość. Mai od dawna zaczął bronić Keiyu przed Yasuno, który zawsze patrzył na niego z góry (dosłownie i w przenośni). „Zacinał” się przy każdym nawet delikatnym uśmiechu wokalisty, geście, stwierdzeniu, które było tylko trochę dwuznaczne. I bał się do niego podejść, dotknąć, zawsze zachowywał tzw. „bezpieczną odległość”.
 - Ale to jest niemożliwe - stwierdził Keiyu. - To przecież nie jest możliwe. Chociaż może...
Wszedł do sali prób. Zespół spojrzał na niego podejrzliwie.
 - Jak nam dzisiaj zemdlejesz, to przywiążemy cię do łóżka - stwierdził Yasuno.
 - Spokojnie, nic mi nie jest - odparł Keiyu.
 - Nic mu nie jest? - Yasuno spojrzał na Yuhrę. Basista kiwnął tylko głową. - Okej, to chyba nie przywiążemy cię do łóżka.
 - Hide, przestań z tym łóżkiem - stwierdził Keiyu i spojrzał na Maiego. Gitarzysta już dawno przestał na niego patrzeć. Teraz zamyślony spoglądał przez okno. Keiyu podszedł do niego. - Mai, coś się stało?
Mai drgnął. Spojrzał na Keiyu. I znów się „zawiesił”. Wokalista chyba po prostu był za blisko. W tym momencie obaj usłyszeli dźwięk zamykanych drzwi. Na klucz.
 - Co jest? - Keiyu odwrócił się momentalnie. - Oni powariowali czy co?
 - Zabiję jednego i drugiego - wyszeptał Mai. - To na pewno pomysł Yasuno - powiedział już trochę głośniej. Dalej jednak siedział w bezruchu, bojąc się wstać.
 - Mai, ja mam takie pytanie - Keiyu spojrzał na niego pytającym wzrokiem. - Czemu ty się tak dziwnie zachowujesz?
 - Ja? Dziwnie? Zdaje ci się - odparł Mai.
 - Na pewno? - Keiyu przybliżył się do niego. Mai po raz kolejny zastygł.
 - Tak, nic mi nie jest - odparł po chwili. - A mógłbyś się trochę odsunąć?
 - Ale po co? - spytał Keiyu, kładąc dłonie na oparciu krzesła i pochylając się nad gitarzystą. - Wytłumacz mi, bo nie rozumiem.
 - Keiyu...co...ty...robisz? - wydukał Mai, z trudem łapiąc oddech.
 - Czego ty się boisz, Mai? - spytał Keiyu, patrząc gitarzyście prosto w oczy. - Boisz się miłości, prawda?
 - Ja...ty...o...co...ci...chodzi? - spytał Mai, próbując odsunąć się od Keiyu.
 - Mai, przestań udawać, bo ci to nie wychodzi - stwierdził Keiyu i zabrał dłonie z oparcia krzesła. Ujął delikatnie twarz Maiego w dłonie i pocałował go. Tak po prostu, by w końcu przestał się bać.
Keiyu odsunął się od Maiego i uśmiechnął się lekko. Wyjął z kieszeni wsuwkę do włosów i podszedł do drzwi.
 - A teraz coś ci pokażę - oznajmił zaskoczonemu Maiemu. Włożył wsuwkę do zamka od klucza i przekręcił kilka razy, po czym otworzył drzwi. Zdążył zobaczyć tylko dwie sylwetki uciekających kolegów. - W liceum włamywałem się do szafek kolegów i kradłem im ciastka. Nie, ja nie jestem święty. Ale tobie nic nie zrobię, jeśli nie będziesz tego chciał.
 - A ci co tak biegną? - zapytał Isshi, który widział uciekających Yasuno i Yuhrę.
 - Chyba się mnie boją - udał zastanowienie Keiyu. - A i nie musisz jutro po mnie przyjeżdżać.
 - Naprawili ci samochód? - dopytał się Isshi.
 - Nie, ale mogę już spokojnie „tańczyć wśród kropel deszczu” - odparł Keiyu i wyszedł z sali prób.
 - A, Isshi, powiedz woźnemu, żeby zamknął drzwi, okej? - powiedział Mai, wychodząc z sali, i pobiegł za Keiyu.
 - No nareszcie - stwierdził Isshi, widząc tę „scenkę”. - Hej, Kousuke i Mai w końcu się zeszli! - zawołał, wchodząc do swojej sali prób.

The end