Zespół: Razor
Pairing: Kouryu&Ryouga
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj
Ostrzeżenia: *patrzy na listę* Depresja (która jest faktem, a nie moim wymysłem albo domysłem), myśli samobójcze, koszmary, zaniki pamięci... *rzuca listę za siebie* Także tak.
Notka autorska: Druga i ostatnia część. Kto wie, skoro napisałam fika o jrocku, to może w tym roku zrobię podsumowanie muzyczne? *nerwowy śmiech*
Ryouga spłukał pianę z ciała i chciał wyjść spod prysznica, gdy usłyszał skrzypnięcie drzwi. Kouryu wszedł do środka i kombinował coś przy wannie. Naprawdę miał zamiar nalać mu płynu do kąpieli? I czemu nawet nie zapukał?
W sumie nie w takich sytuacjach Ryougę widział... I to jednak, mimo wszystko, był jego dom.
Ryouga odkręcił wodę z powrotem i oparł się plecami o zimne kafelki i spojrzał na swoje podrapane ręce. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz się mył. I wolał nie myśleć, jak długo to trwało.
Jak ogólnie niektóre sytuacje ciągnęły się już niemożebnie długo...
Bycie panseksualnym wynaturzeniem miało swoje plusy i minusy. A jedną z wad było to, że nie mógł tak po prostu kogoś poderwać, bo nie był świadomy jego preferencji.
A nawet jak już był, to wtedy na pierwszy plan wchodziła jego niestabilność psychiczna i jego własny mózg powtarzający mu, że to i tak wszystko na nic i nikt go nigdy nie pokocha.
A nawet jak już mu się udało uciszyć te myśli, to gdy tylko ktoś się o wszystkim dowiadywał, to po prostu odchodził. Nasłuchał się już zdecydowanie zbyt dużo o byciu niebezpiecznym dla otoczenia psycholem.
Tymczasem Kouryu tak po prostu to... zaakceptował? To było dla niego coś nowego. Coś niesamowitego i sprawiającego, że ta fascynacja, która przerodziła się później w zauroczenie, była o krok od tego, by stać się o wiele głębszym uczuciem.
- Ryouga? - usłyszał zza szyby. - Jak coś, to kąpiel gotowa. Wychodź, bo będziesz płacił mi rachunki za wodę.
Zero jakiejś kąśliwej uwagi o tym, że ma się nie wieszać na wężyku od słuchawki czy coś w tym rodzaju.
- Okej - mruknął Ryouga i poczekał, aż Kouryu zamknie za sobą drzwi, po czym wyszedł spod prysznica.
I oniemiał.
W rogu wanny stała zapalona świeczka. W wodzie unosiła się resztka kuli do kąpieli, która zabarwiła ją na piękny, lazurowy kolor, prześwitujący przez masę piany.
Kiedy otrząsnął się z szoku, ruszył w końcu w kierunku wanny. Zanurzył się w ciepłej, idealnej do kąpieli wodzie i wtedy jego palce dotknęły czegoś dziwnego. Miękkiego, aksamitnego i...
Ryouga chwycił to delikatnie w palce i podniósł. Na jego dłoni zalśnił od wody purpurowy płatek kwiatu.
Kouryu obsypał mu wannę płatkami kwiatów.
...
Ryouga pacnął się w czoło. To stąd ta uwaga o szczoteczce do zębów!
Zaśmiał się krótko. Dawno nie słyszał własnego śmiechu.
* * *
Ryouga wyszedł z łazienki, opatulony ręcznikiem. Woda nadal ściekała mu po wciąż mokrych włosach.
- Ryouga? - Kouryu spojrzał na niego lekko zaskoczony. - Jestem pewien, że zostawiłem ci czyste ubrania na szafce.
- Widziałem - przyznał Ryouga, podchodząc powoli do Kouryu. - Ale na razie nie będą potrzebne.
- Ryou, chciałem jedynie, żebyś umył zęby na wypadek, gdybyś zgodził się, bym cię pocałował, a nie od razu zaciągać cię do łóżka - stwierdził Kouryu.
- Ale ja mam nieco inne plany - Ryouga pochylił się nad nim. - Możesz już zabrać swój mięciutki ręczniczek. Dziękuję.
- Czyli kąpiel się podobała?
- Relaks w twojej wersji był cudowny - stwierdził Ryouga i musnął opuszkiem palca jego usta. - Teraz czas, żebym ci pokazał moje sposoby na odprężenie.
- Coś mi mówi, że to ja będę miał najwięcej roboty z tym twoim relaksem - Kouryu uśmiechnął się nieco złośliwie.
- Pomogę ci, spokojnie. Nie jestem kłodą jak niektórzy - powiedział zalotnym tonem i pocałował Kouryu zdecydowanie zbyt łapczywie.
Ale cóż, on sam dobrze wiedział, na co się pisze.
* * *
Kouryu obudził się w nocy, zastanawiając się, co dokładnie się wydarzyło. Czy któryś z jego kotów wskoczył na łóżko i po nim przebiegł? Wiedział jedynie, że coś wyrwało go z głębokiego snu, ale jego zaspany wciąż umysł nadal nie powiązał ze sobą faktów.
Dopóki to dziwne uczucie się nie powtórzyło.
Kouryu otworzył oczy. Spanie z Ryougą pod jedną kołdrą okazało się błędem, bo w tym momencie Kouryu miał zakryte jedynie biodra. A tym, co go obudziło, była ręka Ryougi spadająca na jego goły brzuch po tym, jak ten machnął nią przez sen.
Tymczasem Ryouga spał dość niespokojnie. Jego oddech był płytki, nieregularny i przyspieszony. Palce od dłoni leżącej na brzuchu Kouryu lekko drżały.
I zanim do wciąż zaspanego Kouryu dotarło, co się dzieje, sytuacja powtórzyła się ponownie. Ryouga szarpnął się przez sen, kompletnie nie panując nad tym, co stanie się z jego bezwolnymi, uśpionymi kończynami.
No tak. Jeszcze tego brakowało.
Kouryu usiadł na łóżku i położył dłoń na ramieniu Ryougi.
- Ryou, obudź się - powiedział spokojnie.
Odskoczył, kiedy prawie dostał w twarz. Zatrzymał się na brzegu łóżka i patrzył na Ryougę, który stracił równowagę i upadł na jego poduszkę.
- Wszystko w porządku? - spytał Kouryu.
Odpowiedziała mu cisza.
- Ryou? Żyjesz w ogóle?
- Wiesz, że mówisz po chińsku, prawda? - mruknął Ryouga.
...cholera, jego mózg chyba jeszcze nie przestawił się na japoński.
- Przepraszam - powiedział już w odpowiednim języku.
Ryouga podniósł się, wciąż wyglądając na roztrzęsionego.
- Zrobiłem ci coś? - spytał.
- Tylko obudziłeś, rzucając się jak węgorz po łóżku - odparł Kouryu. - To dlatego przyszedłeś wczoraj? Nie mogłeś spać?
- Chyba tak - Ryouga objął się ramionami.
- Śniło ci się coś złego? - Kouryu przysunął się do niego i go przytulił.
- Nazwij to koszmarem jak dorosły człowiek, nie jestem dzieckiem - mruknął Ryouga. - Zazwyczaj ich nie pamiętam. Zwłaszcza, jak ktoś mnie obudzi. I nie rozmawiajmy o tym więcej. To tylko kolejny skutek tego, że mam nie po kolei w głowie, nic więcej.
- Rozumiem - Kouryu pogłaskał go po ramieniu. - Mogę wstać na chwilę?
- Czemu pytasz?
- Bo może wolisz tak trochę posiedzieć, a chciałbym iść po drugą kołdrę - wyjaśnił Kouryu.
- Dlaczego?
- Bo mi całą zabrałeś i to mi przeszkadza bardziej niż fakt, że prawie wybiłeś mi zęby - Kouryu wzruszył ramionami.
Ryouga westchnął ciężko.
- Przepraszam.
- Za zabranie mi kołdry?
- Za zabranie ci kołdry, obudzenie cię i prawie uderzenie cię w twarz.
- To nie twoja wina, aczkolwiek trochę mi zimno - stwierdził Kouryu. - To mogę wstać?
- Ale tylko na chwilę.
- Postaram się zrobić to szybko.
- No okej.
I kiedy Kouryu wrócił po chwili do sypialni, Ryouga leżał skulony na łóżku, tuląc rąbek swojej kołdry.
- Śpisz?
- Nie.
- To się przesuń trochę, bo położyłeś się idealnie na środku.
- Bo tutaj lepiej czuć twój zapach.
- ...na bogów, Ryou, to zabrzmiało niepokojąco.
- Być może miało - Ryouga zaśmiał się pod nosem.
- Yandere się znalazło - Kouryu położył się obok i opatulił drugą kołdrą. - Chcesz się przytulić?
- Jak ci to nie przeszkadza...
- Absolutnie nie - Kouryu pokręcił głową, złapał Ryougę za ramiona i przyciągnął go zaskoczonego do siebie. - Śpij.
- A jak znowu cię obudzę?
- Najwyżej. Moje koty robią to prawie co noc - odparł Kouryu.
- Zostałem kotem?
- W sumie drapiesz.
- Yanlong.
- Musisz popracować nad akcentem, to może ten ton zadziała - Kouryu pogłaskał go po głowie. - Dobranoc, Ryou.
Ryouga jedynie uśmiechnął się w odpowiedzi.
Nawet jeśli jego sen znowu będzie niespokojny, to przynajmniej wie, że Kouryu zupełnie to nie przeszkadza.
The end