Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary
Pairing: Simon the Butcher&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary)
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: sci-fi, horror, crossover, AU
Seria: "When Cosmic Horror Meets Cosmic Hope"
Ostrzeżenia: headcanony, niestabilność psychiczna, body horror, amputowana ręka, wulgarny język (czasami, bo Simon ma character development)
Notka autorska: No nie uwierzycie, o kim napisałam fika... XD
Ryland myślał, że już nic go nie zdziwi w temacie tego, co robi grawitacja na Erid z jego ciałem. Co prawda po przeprowadzeniu kilku eksperymentów doszedł do wniosku, że nie ma to absolutnie nic wspólnego z jakąkolwiek prognozą długości jego życia (znał ludzi mających artretyzm w wieku lat trzydziestu), ale coraz częściej potrzebował swojej laski nie tylko do wychodzenia na zewnątrz.
Simon był w nieco lepszym położeniu ze względu na bycie młodszym od niego o dekadę, krótszy okres przebywania na Erid i te wszystkie liczne mutacje, które dawały mu wręcz super moce jak jakiejś Poison Ivy w wersji pół-Azjaty z zarostem.
W każdym razie, Ryland zaczął się powoli przyzwyczajać do tego, że coś go czasem zabolało mocniej niż powinno. O ile w ogóle powinno. Ale jak to mówią, jak się po czterdziestce nie czuje bólu po obudzeniu się, to nie wiadomo, czy się w ogóle żyje.
Cóż, Rocky'emu się to powiedzonko nie spodobało...
Więc teoretycznie powinien być przygotowany na to, że robiąc krok w stronę biurka podczas lekcji z kamykami coś definitywnie przeskoczy mu w biodrze. Bo to przecież było to... Prawda?
- Wszystko w porządku, pytanie? - usłyszał zaniepokojony głos Talii.
Odwrócił się, wciąż usiłując złapać oddech. Czerwony kamyk wyglądał na zaniepokojonego.
- Tak, oczywiście - Ryland uśmiechnął się słabo, opierając się plecami o biurko.
Co to było, do diaska?
- Ale oddech ci przyspieszył, stwierdzenie - dodała Paulie, pomarańczowy kamyk.
- Puls też, stwierdzenie - odezwał się Pedro, różowy kamyk.
- Grace okej, pytanie? - spytał Mickey, zielony kamyk.
Ryland tylko kiwnął głową.
- Mała niedogodność, ludzie tak mają - stwierdził Ryland, próbując ruszyć się z miejsca, ale każdy najmniejszy ruch prawą nogą powodował, że łzy napływały mu do oczu. - Nic mi nie jest.
- Grace kłamie, stwierdzenie! - oburzył się Sylvester, czarny kamyk.
- Grace przecieka, a Rocky mówił, że to źle, źle, źle - dodał Miles, turkusowy kamyk.
Ukrycie czegokolwiek przed tymi zdecydowanie zbyt mądrymi uczniami bywało czasem trudne.
- No dobrze, przeskoczyło mi coś w nodze, macie rację - Ryland westchnął, siadając na biurku, bo podejście do krzesła zostało wykluczone z opcji. - Ale mi przejdzie. Wróćmy do lekcji, dobrze?
- Marie poskarży się Adrian, jak Grace czegoś z tym nie zrobi - mruknęła Marie, fioletowy kamyk.
Ryland aż się wzdrygnął.
Tylko nie Adrian i jego nadopiekuńczość...
- Obiecuję, że Simon zrobi mi masaż, jak już pójdę do domu - powiedział, chociaż prawdopodobnie do tego momentu ten ból będzie tylko wspomnieniem. - A teraz naprawdę wróćmy już do lekcji, zanim przeciągnie się ona w nieskończoność. A jeśli chodzi o nieskończoność...
Dwanaścioro dzieci przestało między sobą dyskutować w jednej chwili. Pozostałe nadal nerwowo przebierały nogami.
Cóż, te to na pewno pójdą powiadomić Adrian...
* * *
Cokolwiek stało się z jego nogą w trakcie tego dnia w szkole, przeszło po jakimś czasie. Został tylko lekko rwący ból spowodowany prawdopodobnie przeciążeniem. Jak trochę odpocznie przez kilka godzin, to nic mu nie będzie.
- Grace głupi, pytanie?
Ryland podskoczył, kiedy tylko usłyszał głos Adrian. Jak na jego rozmiary, to zdecydowanie zbyt dobrze wychodziło mu skradanie.
Aczkolwiek tak gwałtowny ruch sprawił, że poczuł się, jakby prąd przeszedł w dół przez całą jego nogę aż do stopy oraz w górę do kręgosłupa i do żeber.
Skrzywił się, zamrugał i oparł cały ciężar ciała na lasce.
- Adrian - wydyszał, starając się zapanować nad drżeniem głosu. - Nie strasz mnie tak.
- Czyli głupi, stwierdzenie - Adrian podszedł do niego i trącił go w nogę. - Co ci jest, pytanie?
- Biodro mnie boli - odpowiedział Ryland, wzruszając ramionami. - Coś mi przeskoczyło i teraz nie chce wskoczyć na miejsce. Nic wielkiego.
- Grace jest pewien, pytanie?
- Grace jest pewien, stwierdzenie.
- Grace jest głupi, stwierdzenie - obok Adrian pojawił się Rocky.
Jeszcze jego tu brakowało.
- Przejdzie mi, jak odpocznę - stwierdził Ryland, ruszając w stronę domu. - To tylko noga, nic mi nie będzie.
- Ale masz ich tylko dwie! - Rocky tupnął i pobiegł za nim. Adrian spokojnie dorównał mu kroku.
- To nie oznacza, że zaraz mi odpadną.
- Ręka Simona odpadła.
- Ręka Simona przykleiła się do zmutowanego statku i ją sobie przez przypadek oderwał. Myślę, że to jest sytuacja zupełnie bez porównania - stwierdził Ryland.
- Przez... przypadek? - Adrian złapał się za rękę i pociągnął. - Jak, pytanie?
- Zdolny jest - Ryland uśmiechnął się lekko, wchodząc na górę w stronę domu.
I wtedy postawił nogę nieco nieostrożnie.
Znów stało się to samo, co dwa razy wcześniej. Tylko tym razem nie miał żadnego oparcia i poleciał do tyłu.
Nie wiedział, co stało się wcześniej. Czy Rocky powstrzymał go przed upadkiem, podpierając jego plecy, czy pnącza złapały jego ręce i sprawiły, że nawet nie stracił równowagi.
Uchylił jedno oko. Simon stał w drzwiach, marszcząc brwi. Pociągnął za pnącza, które schowały się w jego ręce jak miarka, kiedy puści się blokadę.
- Nawet do domu bezpiecznie nie umiesz wrócić? - spytał, podchodząc do niego. - Cześć, kosmiczne pajączki.
- Cześć, Simon - odpowiedział Adrian i trącił w ramię Rocky'ego, który był zdecydowanie zbyt zajęty ochrzanianiem Rylanda za jego głupotę.
Cóż, nawet to nie przerwało jego tyrady.
- Ryland - powiedział stanowczo Simon.
- Tak? - Ryland usiłował odczepić dłonie Rocky'ego, który wszedł na grzbiet Adrian, od swoich włosów. - Coś się stało?
- To ja o to pytam - Simon podszedł do niego i jednym ruchem zepchnął Rocky'ego z Adrian, który parsknął śmiechem. - Wszystko w porządku?
- Przeskoczyło mi coś w biodrze - odparł Ryland. - Nic mi nie będzie.
- Jesteś pewien? - spytał Simon, kiedy ten go minął. - Rye?
- Nic a nic. Najwyżej mnie pomasujesz - stwierdził Ryland.
- To sugestia?
- Uszkodzisz mnie jeszcze bardziej.
- Ej no, jestem delikatny, bo ten tutaj - wskazał na Rocky'ego, który już szykował się do grożenia mu pięścią - wydrapałby mi oczy, gdybyś nie mógł wstać następnego dnia.
- To akurat zdarzyło się tobie.
- To akurat był twój pomysł wtedy.
- Przepraszałem.
- Ale efekty eksperymentu opisywałeś potem tydzień.
- Bo były fascynujące i warte dokładnej analizy.
- Tak, ale poczułem się wtedy trochę olany.
- Przylepa z ciebie.
- Nie moja wina, że jestem spragniony dotyku - Simon złapał Rylanda za ramię i odwrócił w swoją stronę. - Ani że jesteś tak cholernie przystojny.
- Nie bluzgaj - skarcił go Ryland.
- Za komplement nie podziękujesz?
- Mam lustro.
- ...skromny to ty nie jesteś.
- Czymś muszę nadrabiać - Ryland cmoknął go w policzek.
- Możecie już iść do tego domu, żeby Rocky pozwolił nam iść do naszego, pytanie? - Adrian potarł dłonie z zażenowaniem. - Zanim was uduszę, stwierdzenie.
- O nie, demoralizujemy kamienie - Simon wziął Rylanda na ręce i otworzył drzwi kopniakiem. - Dobranoc!
- Simon, puść mnie!
- Nie~ - Simon zatrzasnął za nimi drzwi. - Naprawdę tak boli cię ta noga?
- Tylko trochę - odparł Ryland. - To pomasujesz mnie?
- Oczywiście - Simon cmoknął go w czoło. - Dla ciebie wszystko.
- Dziękuję - Ryland uśmiechnął się czule.