Blog zawiera treści o związkach męsko-męskich i damsko-damskich. Jeżeli nie lubisz yaoi i yuri, to naciśnij czerwony krzyżyk i nie czytaj, zamiast obrzucać mnie błotem. Dziękuję za uwagę.

Polecany post

The Traces of Her Are Receding Into the Distance

Uniwersum: Aoishiro Pairing: Kohaku&Syouko Dozwolone od: 17+ Gatunek tekstu: soft angst Ostrzeżenia: spoilery do gry Notka autorska: End...

środa, 24 czerwca 2026

Stars, stubbornness and stupidity II

Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary

Pairing: Simon the Butcher&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary)

Dozwolone od: 17+

Gatunek tekstu: sci-fi, horror, crossover, AU

Seria: "When Cosmic Horror Meets Cosmic Hope"

Ostrzeżenia: headcanony, niestabilność psychiczna, body horror, amputowana ręka, wulgarny język (czasami, bo Simon ma character development)

Notka autorska: Problemów z biodrem część dalsza.



Zła wiadomość była taka, że ból biodra nie przeszedł przez następne kilka dni. Dobra wiadomość była taka, że Ryland powoli się do niego przyzwyczajał. Zwłaszcza, że nie czuł go cały czas. Najczęściej nie był aż tak gwałtowny, jak pierwszego dnia, aczkolwiek z każdą kolejną dobą tylko się nasilał, co znowu nie wróżyło nic dobrego.

Jednak Ryland postanowił nie dać za wygraną. Eridianie skopiowali recepturę leków przeciwbólowych (i dobrze, bo Simon prawdopodobnie nie przeżyłby bez nich przez pierwsze tygodnie na Erid), więc miał ich pod dostatkiem. Co prawda nieco zaczęły go już otumaniać, ale wiedział, że zanim wymyśli, co zrobić z tym niesfornym biodrem, potrzebuje trochę więcej czasu.

Ból był irytujący, ale dało się go wytrzymać z lekami i większą ilością relaksu. Dłonie Simona również pomagały. Chociaż miał wrażenie, że ta stalowa staje się coraz chłodniejsza.

Zaczął gorączkować, czy co?

Zmierzył sobie temperaturę. Była podwyższona tylko o dwie kreski, to nawet nie był stan podgorączkowy. Normalna temperatura wieczorem po ciężkim dniu.

Problem zaczął się w momencie, kiedy wybrali się z Simonem na spacer. Ból stawał się coraz wyraźniejszy, powoli uświadamiając Rylanda, że to już przestała być błahostka.

Przed oczami stanęła mu wizja jeżdżenia na wózku. Czy tak to miało się skończyć? Czy Erid go w końcu wykończy? Czy może powinien powiedzieć Eridianom, żeby z powrotem umieścili Hail Mary na orbicie, żeby móc lewitować w stanie nieważkości do końca swoich dni?

Oparł się na lasce i zatrzymał się po raz kolejny podczas tej wędrówki. Zaczęło kręcić mu się w głowie.

Simon zatrzymał się w pół kroku i odwrócił się w jego kierunku.

- Ryland?

- Tak? - Ryland spojrzał na niego, usiłując oddychać normalnie, ale zziajał się jak pies goniony przez hycla.

- Chcesz wrócić do domu?

- Nie, ale możesz mnie ponieść - stwierdził Ryland, uśmiechając się do niego.

Simon zszedł z powrotem kilka kroków i wziął go na ręce.

- Naprawdę źle z tą twoją nogą - mruknął.

- Skąd taki wniosek?

- Pozwalasz, a wręcz wymagasz, żebym cię niósł - wyjaśnił Simon, wchodząc na górę. - Poza tym, schudłeś.

- Schudłem?

- Jesz o wiele mniej. Nawet jeśli to tylko kilogram czy coś, to i tak czuję, że jest cię mniej - stwierdził Simon, przyciskając go do siebie. - Myślisz, że Eridianie mogliby zrobić ci ten... wózek?

- Nie chcę być kaleką... - wymamrotał Ryland.

Simon zatrzymał się gwałtownie.

- Rye?

- Tak?

- Chcę ci przypomnieć, że nie mam ręki i moje ciało jest, delikatnie mówiąc, zmutowane w chuj - stwierdził poważnie. - Jak na kogoś, kto się teraz marszczy, bo powiedziałem brzydkie słowo i jak ja tak mogłem, to taktu czasem nie masz ani trochę. A wiesz, kiedy go nie masz?

- ...kiedy? - spytał Ryland nerwowo, bo zdał sobie sprawę, że Simon ma rację.

- Jak jesteś głodny i niewyspany - odparł Simon. - Bo ze snem też ostatnio masz problemy, co nie?

- No bo boli mnie ta noga - Ryland szarpnął się, ale Simon nadal trzymał go mocno. - Puść mnie już.

- Nie.

- Sam wejdę na ten szczyt.

- Zatrzymujesz się co kilka minut, bo nie masz na to siły. Bądź już cicho.

- ...przepraszam.

- Za nazwanie samego siebie kaleką przy mnie, czy za marudzenie?

- Za jedno i drugie.

- Nic się nie stało. Jak cierpisz, to jesteś jak zranione zwierzę - Simon posadził go ostrożnie na ziemi i usiadł obok. - Marudny, nieufny i lekkomyślny.

- Na całe szczęście mam ciebie, Rocky'ego i Adrian - stwierdził Ryland, opierając się o jego lewe ramię. - Zawsze potraficie sprowadzić mnie na ziemię.

- Przynajmniej tyle - Simon spojrzał na niebo. - Gwiazdy są piękne, kiedy wiesz, że żyją.

- Jak wyglądało niebo u ciebie? - spytał Ryland.

- Pusto - odparł Simon. - Większość już zdechła, kiedy trafiłem do więzienia.

- Tęsknisz czasem za domem?

- Teraz tu jest mój dom.

- To wiem, ale mimo wszystko na pewno coś zostawiłeś za sobą - stwierdził Ryland. - Prócz mamy.

- Może parę drobiazgów - odparł Simon. - Starą, szmacianą lalkę, którą od niej dostałem, zanim dała mi do rąk moją pierwszą broń. Jakieś zdjęcia. Kolekcję kapsli. I plastikową rybkę w akwarium.

- Mam ochotę spytać o wszystkie te rzeczy - stwierdził Ryland, moszcząc się na jego udach. - Zwłaszcza o tę lalkę dla takiego dzielnego chłopca jak ty.

Simon wplótł palce w jego włosy i zaczął go głaskać.

- Mieliśmy mały wybór zabawek - wyjaśnił. - Kapsle zbierałem z tego samego powodu. Zwierząt na stacjach badawczych nie było, a mama chciała, żebym się czymś opiekował. Żebym nauczył się, jak to jest o kogoś dbać.

- I co?

- I nieważne, co robiłem, to i tak rybka "zdychała" - Simon westchnął ciężko. - Na zdjęciach byłem głównie ja i reszta dzieci z wypranymi mózgami. Podejrzewaliśmy, że Ojciec naprawdę jest ojcem większości z nas. Zwłaszcza, jeśli tak jak ja nie znali swojego.

- Twoja mama dała ci twoją pierwszą broń? - dotarło do Rylanda.

- Kochałem moją mamę, ale ona też pogubiła klepki - stwierdził Simon. - Wszyscy tam byli niespełna rozumu.

- Rozumiem - stwierdził Ryland.

- A ty?

- Hm?

- Zostawiłeś coś, prócz swojej klasy i starej pracy? - zapytał Simon, a Rylandowi na samą myśl o jego dzieciakach zaszkliły się oczy.

Wszystkie już pewnie były dorosłe. Miały swoje życie. Może i nawet własne dzieci.

Czasem zastanawiał się, czy nadal o nim pamiętają. Czy jak Żuczki trafią na Ziemię (o ile trafią), to wszystkie będą jeszcze żyły? Czy Stratt puści w obieg jego vlogi? Czy wywoła u nich chociaż nostalgiczny uśmiech?

- Rye - Simon otarł mu palcem łzy. - Chyba sam jestem nietaktowny, co?

- Nie, po prostu... Zdałem sobie sprawę, że naprawdę są ludzie, których chciałbym jeszcze kiedyś zobaczyć, ale Ziemia zmieniła się już na tyle, że nawet ich pewnie nie poznam - wyjaśnił Ryland. - Straszna świadomość.

- Nie myśl już o tym - stwierdził Simon. - Lepiej pomyśl o jakiejś kolekcji tych tam, znaczków pocztowych czy innych szmacianych woreczków.

Ryland pacnął go w ramię.

- Dawałem te woreczki dzieciakom, nie pomagasz!

- Przepraszam!

Spojrzeli na siebie i zaśmiali się, a gwiazdy nad nimi zamigotały jasnym blaskiem.

...i wszystko byłoby dobrze, gdyby to głupie biodro tak nie bolało!