Blog zawiera treści o związkach męsko-męskich i damsko-damskich. Jeżeli nie lubisz yaoi i yuri, to naciśnij czerwony krzyżyk i nie czytaj, zamiast obrzucać mnie błotem. Dziękuję za uwagę.

Polecany post

Five Flowers of Joy and One of Sadness I

Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary Pairing: Simon the Convict&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary) Dozwolone od: 17+ Gatunek tekstu: sc...

czwartek, 10 września 2026

The Sound that Dissolves Every Dark Thought II

Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary

Pairing: Simon the Convict&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary)

Dozwolone od: 17+

Gatunek tekstu: fluff, sci-fi, crossover, AU (komedia trochę?)

Seria: "When Cosmic Horror Meets Cosmic Hope"

Ostrzeżenia: headcanony, amputowana ręka, wulgarny język (czasem)

Notka autorska: Druga część tego fluffa. Faceci nigdy nie dorastają. XD


- Swoją drogą - zaczął Ryland, kiedy szli już do swojego domu. - Skąd w ogóle wiedziałeś o czymś takim, jak łaskotki?

- W jakim sensie? - Simona zdziwiło to pytanie.

- Wiesz, Eden nie wydaje mi się miejscem, gdzie ktoś mógłby... Chcieć się łaskotać nawzajem - wyjaśnił Ryland nieco niepewnym głosem. - W sensie, może w którymś z filmów, które widzieliśmy, ktoś tak robił, ale...

- Chcesz powiedzieć, że zabójcy z sekty pojącej krwią drzewo i piorącej mózgi ludziom do tego stopnia, że mieli po piętnaścioro dzieci, które też były poddawane manipulacji, nie mogli się dobrze bawić? - spytał Simon.

- Bardziej chodziło mi o taką intymność i bliskie relacje - sprecyzował Ryland. - Nie podchodzisz do przypadkowej osoby na ulicy, żeby ją połaskotać. Przynajmniej na Ziemi tak to nie wyglądało.

Simon wsadził ręce do kieszeni i kiwnął głową.

- Nie mówię o czasach, kiedy mieliśmy już krew na dłoniach. Mówię o tym, gdy jeszcze byliśmy dziećmi - wyjaśnił. - Ja i moi bracia nie mieliśmy zbyt dużo opcji do wyboru w temacie zabaw. Zostało nam tylko to i zbieranie kapsli.

- Rozumiem - przytaknął Ryland. - Chwila.

- Hm?

- To oznacza, że też masz łaskotki.

- Co?

- Gdzie? - Ryland spojrzał na niego, zawadiacko się uśmiechając. - Na boczkach? Pod pachami?

- Nie powiem ci - odparł Simon, przyspieszając kroku.

- Ej no, powiedz! - Ryland dogonił go i zatrzymał ręką. - Na stopach?

- Nie.

- Na pupie?

- Co? Nie!

- To gdzie?

- Nie dowiesz się, zapomnij - Simon znowu zaczął mu uciekać, wyjmując nawet ręce z kieszeni.

Ryland zmarszczył brwi i próbował sobie przypomnieć, gdzie jego ukochany lubił być dotykany.

I zdał sobie sprawę, że były dwie rzeczy, których nie pozwalał sobie robić.

Zbliżać ręki w geście, jakby chciało się go udusić (Ryland nigdy nawet nie próbował, został jednak o tym poinformowany) i dotykać jego karku w miejscu, gdzie zbiegał się z ramieniem.

Złośliwy błysk mignął mu w oczach.

Podbiegł do Simona i podciął mu nogi laską.

Ten przewrócił się i gdy tak leżał przez ten ułamek sekundy bezbronny, Ryland przystąpił do działania.

I uzyskał dokładnie ten efekt, który chciał.

Simon parsknął śmiechem i zaczął machać nogami jak dziecko.

- R-rye!

- No co?

- P-przestań!

- Nie~

- N-no d-dobrze, n-nie b-będę c-cię w-więc-cej łassssskottttaaaaać!

- Możesz, byle nie tak długo i nieustannie, jak wcześniej - Ryland odwrócił nadal chichoczącego Simona na plecy. - Też masz słodki śmiech.

- Słodki? Stary, ja mam głos głęboki jak studnia, sam tak twierdzisz - stwierdził Simon, siadając.

- I tak zostanę przy swoim stwierdzeniu - Ryland pochylił się w jego stronę i musnął jego usta własnymi. - Jesteś zły, że cię przewróciłem?

- Nie - Simon przytknął swoje czoło do jego. - Dziękuję.

- Za co? Za łaskotki?

- Za to, że mi na to pozwoliłeś i za to, że sam się przyłączyłeś do tej zabawy - odparł Simon. - To jedno z niewielu miłych wspomnień. Willy płaczący ze śmiechu, Dave uciekający przed nami na najwyższe piętro stacji, Marketa rzucająca w nas kluczem francuskim, kiedy tylko się do niej zbliżaliśmy i ten jeden dzieciak, który jako jedyny ich nie miał i to on zawsze wszystkich gonił. Nie pamiętam jego imienia, ale może to i lepiej.

- Może to i lepiej - Ryland uśmiechnął się lekko. - Jak w domu, co?

- Jak w domu - powtórzył Simon i pocałował go czule.

* * *

...łaskotki.

I dokładnie to Ryland przed chwilą zrobił.

Połaskotał go.

- Zadowolony z siebie jesteś? - spytał Simon.

- Bardzo - Ryland zaśmiał się krótko i zsunął się z kanapy na podłogę. - Simon?

- Tak?

- Pamiętasz, jak jakiś czas temu spytałeś mnie, ile właściwie mamy lat?

- Tak - Simon zmarszczył brwi. - Co ukrywasz?

- Powiedzmy, że nieco zataiłem przed tobą niektóre fakty - przyznał Ryland.

- A czemu mówisz mi to teraz? - spytał Simon. - Jak dopiero co się obudziłem z drzemki, którą ktoś brutalnie mi przerwał?

- Bo... Nie wiem w sumie - Ryland westchnął ciężko. - Może dlatego, że przypomniało mi się, jak prawie załaskotaliśmy się na cacy?

- I?

- I twoja reakcja na obudzenie cię teraz była na tyle zabawna, że jestem gotów na to, żeby zepsuć ci mózg?

- Niech ci będzie - Simon przysunął się do niego. - To ile mamy lat?

- Więc... Na ile wyglądam? - spytał Ryland.

- Gdzieś na 60? 61? - odparł Simon. - Ale wiem, że od momentu, kiedy Stratt wysłała cię w kosmos, minęło raczej z czterdzieści parę, bo kilka lat temu powiedziałeś, że równo czterdzieści.

- ...kłamałem.

- To ile minęło?

- Więcej.

- Więcej? - powtórzył Simon. - Rye, ile my mamy lat?

- ...przekroczyliśmy obaj setkę? - Ryland spojrzał na niego, nieco nerwowo się uśmiechając. - Jak to odkryłem, to bałem się, że pogubisz klepki, jak ci powiem. Wiesz, sam prawie dostałem zawału, jak tylko...

- ILE?! - wrzasnął Simon. - MAM PONAD STÓWĘ?! KIEDY?! JAK?!

Simon złapał się za włosy pokryte już trzema siwymi pasmami.

- RYLAND!

- Nie moja wina, to Eridianie!

- Ile lat to przede mną ukrywałeś?

- ...z dekadę?

- ...Rye - Simon spojrzał na niego uważnie.

- ...tak?

- Szykuj się - Simon rozwarł palce u rąk. - Sam chciałeś.

- Co? Nie! - Ryland próbował go odepchnąć, ale nic to nie dało i znowu został zaatakowany łaskotkami.

* * *

- Jak Grace nie przestanie się śmiać, przysięgam, że się tam przejdę - mruknął Rocky, patrząc z zazdrością na Gracie. - Dobrze masz, że teraz śpisz.

- Przynajmniej Simon przyjął tę wiadomość dość spokojnie? - spytał Adrian, pielęgnując eridiańską roślinę, którą planował dać Simonowi następnego dnia.

- Załaskocze go na śmierć!

- Bez przesady, moja melodio - Adrian machnął ręką. - Przyznaj, że lepiej to, niż kiedy przecieka.

- I kiedy się marcują - Rocky prychnął.

Adrian jedynie zachichotał.

The End