Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary
Pairing: Simon the Butcher&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary)
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: sci-fi, horror, crossover, AU
Seria: "When Cosmic Horror Meets Cosmic Hope"
Ostrzeżenia: headcanony, przemoc, niestabilność psychiczna, body horror, amputowana ręka, wulgarny język
Notka autorska: Ach, no tak, oni obaj biedni i straumatyzowani.
Protezę ręki dla Simona trzeba było jeszcze dopracować. Ryland najpierw sam poszedł ją obejrzeć i stwierdził, że po pierwsze, jest za ciężka, a po drugie, trzeba pomyśleć nad jakimś uchwytem, by ją przymocować do ciała. Poza tym, rany Simona jeszcze nie zagoiły się całkowicie, choć jego skóra już praktycznie wyzdrowiała.
Jednak nadal obaj nie rozumieli, dlaczego w ogóle znalazł się na tym księżycu, skoro Wszechświat wcale nie był pusty. Nikomu nic nie brakowało. Nie pływali w morzu krwi.
Ryland leżał na kanapie i próbował pojąć, czemu mają zupełnie inne informacje na ten temat. Według Eridian gwiazdom i nawet Słońcu nic nie było, a co dopiero planetom. Więc skąd to "Ciche Zniknięcie", czy jak to się tam nazywało?
Przecież uratowali z Rockym gwiazdy. Nic ich nie zjadło, prawda?
Właśnie.
A co jeśli astrofagi zjadłyby gwiazdy? Co jadłyby wtedy?
I nagle do niego dotarło. Tak. To musiało być to.
Zerwał się na równe nogi, złapał laskę po drodze i pobiegł w stronę Hail Mary. Otworzył gwałtownie drzwi i chciał od razu powiedzieć Simonowi, do jakich wniosków doszedł, ale zatrzymał się w pół kroku, gdy zobaczył, że ten śpi.
Chciał się wycofać, ale wtedy Simon się obudził.
- Ryland?
- Tak?
- Jesteś... tu?
- Tak.
Simon usiadł w łóżku, przeczesując sobie dłonią włosy.
- Masz czasem... złe sny? - spytał z wyraźnym akcentem, ale słychać było, że zna angielski coraz lepiej.
- Każdy czasem ma - odparł Ryland, ignorując fakt, że dosłownie przez to teraz nie spał. - Chcesz o tym pogadać?
- Śnię o tym, że mutuję... - wyjaśnił Simon. - I ten. Zamieniam się... w drzewo.
- Drzewo?
- Krwawe drzewo - wyjaśnił Simon. - Nawet nie pytaj.
- Niezłe to hanahaki - stwierdził Ryland.
- Hana... co znowu? - Simon zamrugał.
- Taka fikcyjna choroba - wyjaśnił krótko Ryland. - W każdym razie, chyba wiem, skąd się tu wziąłeś.
- Tak?
- Tak - Ryland wstał i zaczął krążyć po pokoju. - Astrofagi zjadały gwiazdy. Co by było, jakby gwiazdy się skończyły?
- Padłyby z głodu?
- Co wy jedliście, gdy skończyły wam się zapasy?
- Siebie nawzajem.
- No właśnie - przyznał Ryland. - Czyli znaleźliście inne źródło pożywienia.
- Astrofagi... Znalazły... Kurwa no - Simon włączył translator. - //Chyba jeszcze nie do końca mi się mózg obudził. Możesz powtórzyć?//
- Znaleźliście inne źródło pożywienia. Astrofagi też musiały.
- //Zaczęły zjadać planety?//
- Tak.
- //Czekaj. Sugerujesz, że jestem z przyszłości?//
- Tak.
- Pierdolisz.
- Który macie rok, Simon?
- //Mówiłem, że nie mam pojęcia, bo siedziałem w celi.//
- A który mieliście rok, jak tam trafiłeś?
- //Gdzieś około 2354 chyba. Nie pamiętam.//
- Simon, na Ziemi jest teraz jakiś 2033.
- Pierdolisz.
- Nie.
- //To znaczy, że...// - Simon przerwał nagle. - //Wyjebało mnie w przeszłość.//
- Tak.
- //Czyli zagłady kosmosu jeszcze nie było.//
- I nie będzie, bo to powstrzymaliśmy.
- //A jak będzie?//
- I tak tego nie dożyjesz.
- A ty?
- Ja tym bardziej.
- //To ile ty masz lat?//
- 46 biologicznie, ale na Ziemi minęło o wiele więcej, bo jesteśmy oddaleni o jakieś 16 lat świetlnych.
- ILE?!
- Ale co?
- //Doktorku, ja mam 36 lat. Chyba. Tak myślę.//
- I?
- //I to niemożliwe, żebyś wyglądał lepiej ode mnie, kiedy jesteś starszy o pierdoloną dekadę!//
Ryland zamrugał.
- Co?
Simon parsknął śmiechem.
- No co?!
Simon uniósł translator do ust bardzo, bardzo powoli. Jakby się z nim drocząc.
- //Rumienisz się, wiesz?// - szepnął tak cicho, że aż dziwne, że translator zebrał jego głos.
- Weź przestań - Ryland odwrócił wzrok. - Wziąłeś mnie z zaskoczenia.
- //Jak ci powiedziałem, że jesteś piękny, to też cię wziąłem z zaskoczenia?//
- Simon.
- //To dlatego opłukałeś twarz, nie? Nie dlatego, że nadal się krztusiłeś.//
- Przestań!
- //Mówiłem, że jesteś ciepły.//
Simon oberwał laską w ramię.
- Auć - jęknął.
- Miało boleć - Ryland zmierzył go wzrokiem.
- //No dobrze, dobrze, możemy pierdolnąć jakiś eksperyment naukowy w ramach gry wstępnej.//
- Czego nie załapałeś? - Ryland potarł skronie palcami.
- //Mówią, że jestem cholernie uparty.//
- Odreagowujesz tak koszmar, prawda?
Simon zamarł w bezruchu.
- Znając twój charakter, pomyślałem, że raczej nie będziesz chciał o tym dłużej rozmawiać - stwierdził Ryland. - Więc postanowiłem przedyskutować to, z czym tu przyszedłem. Ale teraz widzę, że chyba jednak powinniśmy wrócić do mutowania w drzewo.
Simon westchnął ciężko.
- //Bo cię podrywam?//
- Bo robisz to nachalnie i mnie to wkurza.
- //A, czyli nie masz nic prze...// - Simon przerwał, kiedy Ryland złapał go za rękę i odsunął translator od jego ust.
- Wystarczy, naprawdę - Ryland spojrzał mu prosto w jego dwukolorowe oczy. - Simon?
- Hm?
- To dlatego tak wyglądasz? Bo zacząłeś mutować w drzewo? - spytał Ryland.
Simon kiwnął głową.
- //Nie zawsze wyglądałem, jak potwór z paraliżu sennego// - stwierdził Simon, zabierając Rylandowi swoją rękę. - //Ręce też miałem dwie. Ale ta zjebana krew... To pierdolone, kosmiczne gówno...//
Simon potarł skronie palcami.
- //Miałem ze sobą medalik z nasionkiem ostatniego drzewa. Krew dostała się do środka. Wszystko wybuchło. Myślałem, że umarłem. Tymczasem coś musiało mnie wyjebać w przeszłość. Nawet nie wiem, co. Nic już nie wiem. Chyba nigdy nic nie wiedziałem.//
Simon westchnął ciężko.
- //Zaatakowałem cię wtedy, bo myślałem, że jesteś jednym z tych, co mnie złapali i wsadzili do tej pieprzonej puszki// - wyjaśnił. - //Żelazne Płuco. Też coś. Chyba Żelazna Trumna.//
- Nie myśl już o tym - Ryland pogłaskał go po głowie. - Chcesz spać w moim domu?
- Co?
- Samotność raczej ci nie służy, a myślę, że jesteś już w wystarczająco dobrym stanie.
- //Zapraszasz mnie do siebie, ale jak cię podrywam, to ci się to nie podoba?//
- Po prostu dawno nie miałem współlokatora i brakuje mi towarzystwa.
- //Rocky ci nie starcza?//
- Rocky ma swoje życie.
- Rozumiem.
* * *
Rudoblond loki zafalowały na wietrze.
- To musisz być ty.
Niemoc. Bezwład. Panika.
- Tylko ty możesz to zrobić.
Czyjaś dłoń na ramieniu.
- Nikt inny.
Szarpnięcie za ramię.
- Ty, Grace.
Chwila, co?
- Ryland!
Ryland obudził się gwałtownie. Zamrugał. Oddychał zdecydowanie zbyt szybko. Łzy ciekły mu po policzkach. Dawno się nie popłakał przez sen.
Albo może po prostu tego nie pamiętał.
- Ryland?
- C-co? - spytał drżącym głosem, patrząc na Simona.
Nie widział go zbyt dobrze przez łzy wciąż napływające mu do oczu i brak okularów.
- //Ty idioto, trzeba było mi powiedzieć, że masz koszmary!// - warknął Simon. - //Myślałem, że zejdę na zawał, jak usłyszałem twoje wrzaski! Mało się nie wyjebałem, jak tu biegłem z salonu!//
- Przepraszam, nie chciałem cię wystraszyć...
- //W dupie mam twoje przeprosiny.//
- Simon...
- //Co znaczy "w pewnym sensie"?//
- Co...?
- //Powiedziałeś tak, jak spytałem, czy cię zmusili. Zmusili cię, kurwa, czy nie? I nie pierdol tylko jakichś twoich altruistycznych farmazonów, bardzo cię proszę.//
Ryland usiadł powoli i oparł się plecami o ścianę.
- Uśpili mnie i wsadzili siłą na statek - wyjaśnił Ryland. - Kiedy się obudziłem, byłem sam. Ja, dwa trupy i kompletna amnezja. Nawet nie pamiętałem, czy znałem tych martwych ludzi. Nie przeżyli podróży. Podejrzewam, że Yao był za stary, a Olesya miała zbyt słabą wątrobę czy coś. Nie mam pojęcia. Po prostu umarli.
- Ja pierdolę.
- Nie wiedziałem, jak działa statek. Jak go pilotować. Jak to wszystko ogarnąć. Ale wiedziałem, że muszę uratować słońce. Miałem wybór. Albo wrócić do domu i umrzeć za 30 lat z głodu, albo próbować coś zrobić sam. Na szczęście spotkałem Rocky'ego, bo guzik bym zrobił.
- //Jesteś bystry, Ryland. Dałbyś radę.//
- Nie aż tak bystry - Ryland otarł twarz z łez.
Mogłyby przestać płynąć, bo już słyszał głos Rocky'ego nabijającego się z niego, że znowu przecieka.
- A potem jak już uratowaliśmy gwiazdy, to mogłem wrócić do domu, ale musiałem ratować Rocky'ego i Erid - wyjaśnił Ryland. - I znowu mogłem podjąć samolubną decyzję, ale nie mogłem pozwolić na to, by Rocky umarł powolną, agonalną śmiercią.
Simon westchnął ciężko i przeturlał się przez Rylanda na drugą stronę łóżka.
- Co ty robisz? - Ryland zamrugał zaskoczony.
- //Tak będzie łatwiej// - Simon objął go ramieniem i przyciągnął do siebie. - //Lepiej ci?//
Ryland poczuł, jak kolejna fala łez napływa mu do oczu. Wtulił się w piżamę Simona i zaczął szlochać.
- Kurwa no, to miało pomóc, halo! - Simon potrząsnął Rylandem. - Zasmarczesz mi piżamę! Ryland!
I tak jak Simon przewidział, taki też był rzeczywisty skutek. Nie przeszkodziło im to jednak zasnąć w takiej pozycji, nawet jeśli podejrzewali, że ich kręgosłupy ich rano wyśmieją.