Blog zawiera treści o związkach męsko-męskich i damsko-damskich. Jeżeli nie lubisz yaoi i yuri, to naciśnij czerwony krzyżyk i nie czytaj, zamiast obrzucać mnie błotem. Dziękuję za uwagę.

Polecany post

Metal

Zespół: Ganglion Pairing: Sagara&Oni Dozwolone od: 17+ Gatunek tekstu: obyczaj, romans, soft angst Seria: "Nine Elements" ...

niedziela, 7 czerwca 2026

Two Souls Lost Among the Stars I

Uniwersum: Project Hail Mary/Iron Lung

Pairing: Simon the Butcher&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary)

Dozwolone od: 17+

Gatunek tekstu: sci-fi, horror, crossover, AU

Ostrzeżenia: headcanony, przemoc, niestabilność psychiczna, body horror, amputowana ręka, wulgarny język

Notka autorska: Nie wierzę, co robię ze swoim życiem. Obejrzałam dobry film. To jest ósmy z kolei najdłuższy fanfik, który napisałam. Wiecie, że ja raczej skrobię miniaturki, nie? Także tak. Miłego czytania.




Rudoblond loki zafalowały na wietrze.

- To musisz być ty.

Niemoc. Bezwład. Panika.

- Tylko ty możesz to zrobić.

Pukanie do drzwi.

- Nikt inny.

Chwila. Pukanie? Drzwi?

- Ty, Grace.

- Grace!

Ryland otworzył powoli oczy. Spojrzał na zegarek. Nie było nawet blisko godziny, o której zazwyczaj dzwoni jego budzik, tymczasem ktoś definitywnie dobijał się do jego domu.

- Idę już, idę! - zawołał, zakładając okulary i szlafrok, przy okazji kompletnie ignorując fakt, że miał koszmar.

Przyzwyczaił się.

- Grace! - usłyszał zza drzwi.

- Tak, Rocky? - spytał, otwierając je.

- Źle, źle, źle - oznajmił Rocky. - Grace musi iść, stwierdzenie. Szybko, szybko, szybko!

- Ale dlaczego? Coś komuś się stało, czy co? - Ryland ziewnął.

- Człowiek, Grace - powiedział Rocky poważnie.

- No, jestem człowiekiem - potwierdził Ryland. - Ludzie ziewają.

- Nie, Grace nie rozumie - Rocky tupnął. - Adrian poleciał na ekspedycję. Znalazł księżyc. Księżyc zły, zły, zły. Czerwona woda wszędzie. Adrian i jego załoga przeszukali złe morze. Woda zła, zła, zła. Nie jak ten płyn, co Grace ma. Inna. Żrąca. Robi ból.

- Krew? Księżyc pokryty żrącą krwią? - Ryland zmarszczył brwi.

- Tak, tak, tak - Rocky nerwowo przebierał odnóżami. - Załoga przeszukała krew. Załoga znalazła życie.

- Znalazła... co? - Rylandowi odechciało się spać. - Czekaj, wcześniej powiedziałeś, że...

- Temperatura ta sama, co Grace ma - oznajmił Rocky. - Adrian przebadał. Człowiek. Żywy.

- Że... CO?!

* * *

Ryland nie był pewien, czy rzeczywiście patrzy na człowieka, kiedy wbiegł do Hail Mary. Eridianie przenieśli tam tę istotę, bo to było jedyne miejsce, o którym pomyśleli, że będzie bezpieczne dla rannego pacjenta.

Ale w sumie ten kosmita przypominał człowieka. Co prawda jego skóra wyglądała jak poparzona, miał tylko jedną rękę i zdecydowanie zbyt długie zęby i pazury, ale przynajmniej był humanoidem i potrzebował takiej samej atmosfery, co on.

Ryland podszedł do istoty i trącił ją swoją laską. Nie zareagowała, więc raczej nie rzuci się na niego z pięściami. To dobrze. Może zatem przystąpić do pracy.

Ryland zbadał istotę i zdał sobie sprawę, że skóra nie wyglądała jak poparzona. Ona była poparzona. Brak ręki również nie wydawał się być naturalny. Wygląd rany sugerował, że została oderwana. Jedynie te długie zęby i pazury... Nie. To też nie pasowało. Chyba. Chyba...

Pacjent miał twarz, tors, pośladki i dwie nogi. Jego klatka piersiowa była płaska i miał penisa, więc przynajmniej biologicznie był podobny do mężczyzny. I definitywnie miał w przeszłości dwie ręce, bo jego ciało było tak samo symetryczne, co ciała ludzi.

Gdy Ryland poświecił mu w oczy, odkrył, że były w innym kolorze. Jedno ciemnobrązowe, wręcz czarne. Drugie czerwone. Reagowały prawidłowo.

Kosmita czy nie, Ryland wiedział, że musi mu pomóc, bo ten mężczyzna (chyba) żył (na pewno). Oddychał. Płytko co prawda, ale żył.

Ryland dokładnie umył swojego pacjenta i odkrył, że gdyby byli na Ziemi, mógłby go nazwać Azjatą. Ale nie byli, więc na razie powstrzymał się od tego nazewnictwa.

Po osuszeniu poranionej skóry, Ryland nasmarował całe ciało pacjenta maścią na poparzenia i wyszorował te zbyt długie kły, bo nadal były pokryte czerwoną substancją.

Kiedy ranny mężczyzna leżał już bezpiecznie w koszuli nocnej Olesyi, Ryland przystąpił do badania tego tajemniczego płynu. I odkrył, że Adrian i Rocky mieli rację. To rzeczywiście była krew, tylko żrąca jak kwas i lekko napromieniowana. Ryland skrzywił się na samą myśl o znajdowaniu się w tej substancji. Na koniec badań postanowił zniszczyć wszystkie próbki i podpalił je.

W taki sposób od dawien dawna poczuł zapach kaszanki podawanej do angielskiego śniadania. Zamknął oczy. Dlaczego coś tak obrzydliwego przywiało mu na myśl angielską kuchnię? Po dłuższym zastanowieniu stwierdził, że angielska kuchnia serio jest okropna.

* * *

Ryland opiekował się pacjentem przez kolejne kilka tygodni. Blizny po poparzeniach goiły się powoli. Rana po oderwanej ręce też. Rocky obiecał zrobić pacjentowi protezę, więc Ryland był dobrej myśli. Zastanawiał się tylko, czy sztuczna kończyna też powinna mieć takie ostre szpony jak ta prawdziwa.

Kiedy tak piłował te czarne pazury, poczuł, jak palce pacjenta drgnęły. Uniósł wzrok. Oczy mężczyzny były lekko uchylone. Mógł doskonale zobaczyć ich czerń i czerwień, nawet jeśli były zamglone zbyt długim snem.

Ryland powoli opuścił rękę mężczyzny i uśmiechnął się przyjaźnie.

- Cześć - powiedział. - Jestem doktor Ryland Grace. A ty?

Pacjent nie odpowiedział. Pewnie nie rozumiał angielskiego. Świetnie. Znowu to samo.

Ryland wstał i dał znać Armando oraz Eridianom, że pacjent się obudził. Mógł w końcu odpocząć.

Co nie do końca mu się udało, bo znowu obudził się zlany potem w środku nocy. Ale jak zwykle poszedł tylko się umyć i zignorował kolejny senny koszmar.

* * *

Ryland skończył tego dnia zajęcia w szkole i udał się do Hail Mary, by odwiedzić pacjenta. Na wejściu spotkał Adriana, który tupał nerwowo nogami.

- Dzień dobry, Adrian - przywitał go Ryland, uśmiechając się. - Coś się...

- Źle, źle, źle - Adrian znowu tupnął. - Grace miły, stwierdzenie. Szczerbatek niemiły, stwierdzenie.

- Szczerbatek? - Ryland uniósł brwi.

- Adrian obejrzał film, kiedy pilnował pacjenta - wyjaśnił Adrian. - Film fajny, fajny, fajny. Adrian nazwał pacjent. Grace zły, że Adrian nazwał pacjent, pytanie?

- Nie, tylko trochę to niemiłe - stwierdził Ryland.

- Adrian ma to gdzieś. Szczerbatek atakuje. Zły, zły, zły - Adrian tupnął nogą. - Grace lepiej niech uważa.

- Dobrze, dobrze - Ryland machnął ręką i poszedł do pacjenta.

Ten siedział na łóżku i łypał na niego spod czarnej, lekko kręconej grzywki.

- Dzień dobry - przywitał się Ryland. - Nazywam się...

Nie dokończył. Pacjent zerwał się z łóżka, co prawda nieporadnie, ale i tak zdołał skoczyć na Rylanda i z miejsca zacisnąć palce zdrowej (w miarę) ręki na jego szyi.

Ryland uderzył plecami o ścianę, wypuszczając laskę z dłoni. Chwycił palce pacjenta i usiłował je rozewrzeć, ale to nic nie dało. Podrapał go. Obaj nawzajem się podrapali. Tyle, że Ryland miał jedynie zwykłe, ludzkie paznokcie.

Nagle usłyszał tupot. Rocky wpadł do środka i skoczył na pacjenta, kopiąc go w głowę. Ten puścił Rylanda, który upadł na podłogę, krztusząc się i łapczywie łapiąc powietrze.

Pacjent zaczął coś wrzeszczeć w stronę Rocky'ego i dopiero po chwili do niedotlenionego mózgu Rylanda dotarło, że była to mieszanka niemieckiego, koreańskiego i jeszcze jakiegoś języka, którego nie rozpoznał. Z dużą ilością angielskich przekleństw.

- Grace okej, pytanie? - usłyszał tuż obok. - Grace?

- T-tak - Ryland zakaszlał raz jeszcze, opierając się na rękach. - Dzięki za... za pomoc...

- Adrian mówił, że Szczerbatek niebezpieczny. Adrian miał rację, stwierdzenie - Rocky odwrócił się w stronę pacjenta. - Zły, zły, zły!

- Raczej po prostu spanikował - stwierdził Ryland, wstając z podłogi. Rany na jego szyi i twarzy szczypały.

Pacjent siedział na podłodze w kącie. Miał podbite oko i rozciętą wargę. Z nosa ciekła mu strużka krwi.

Ryland podszedł do niego, biorąc do rąk laptop po drodze. Położył go przed pacjentem i uśmiechnął się.

- Doktor Ryland Grace - przedstawił się jeszcze raz, wskazując na siebie palcem.

- Grace głupi, pytanie? - spytał Rocky. - Szczerbatek znowu go zaatakuje.

Ryland zignorował go i wskazał palcem na pacjenta.

- A ty?

Pacjent zmarszczył brwi i spojrzał na ekran laptopa, na klawiaturę, na Rylanda, na jego szyję i znów na laptopa.

A potem bardzo powoli napisał mieszanką niemieckiego, koreańskiego i, jak twierdził translator, hawajskiego, z dodatkiem angielskiego przekleństwa, dwa zdania:

Mam na imię Simon. I gdzie ja, kurwa, jestem?