Blog zawiera treści o związkach męsko-męskich i damsko-damskich. Jeżeli nie lubisz yaoi i yuri, to naciśnij czerwony krzyżyk i nie czytaj, zamiast obrzucać mnie błotem. Dziękuję za uwagę.

Polecany post

The Traces of Her Are Receding Into the Distance

Uniwersum: Aoishiro Pairing: Kohaku&Syouko Dozwolone od: 17+ Gatunek tekstu: soft angst Ostrzeżenia: spoilery do gry Notka autorska: End...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Guzmania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Guzmania. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 stycznia 2020

Reklama vol 4

Zespół: W tagach.
Pairing: W tekście.
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: komedia, parodia
Ostrzeżenia: zrypany humor autorki
Notka autorska: Kolejny fik z tej serii. Pozwoliłam sobie niektóre shipy przenieść z powodów stricte technicznych, ale no. XD
I tak jak poprzednio, to jest fanfik z podtytułem "Jak Winry widzi każdy pairing? Na przykładzie wyprawy do łazienki".

"Oszczędzaj wodę, kąp się ze swoją dziewczyną!"
* * *
Rikito: Haruo, słuchaj, ja ogólnie wszystko rozumiem, ale...
Haru: *siedzi w wannie z gąbką w kształcie pandy, gumową pandą i nalewa płynu do kąpieli z butelki w kształcie pandy* Ale co?
Rikito: ...nic.
* * *
Naoto: Shogo?
Shougo: Haha, zapomnij. *trzep go w potylicę*
* * *
Chisa: Chobisuke~
Chobi: Ja ci dam "Chobisuke".
Chisa: Dać, to ty daj mi rękę. Idziemy do łazienki. *ciągnie Chobiego za rękę*
Chobi: No tak, z hentaiami się nie dyskutuje. *idzie posłusznie za Chisą*
* * *
Tetsuya: *cały w pierzu* *mokry* Ale nie musiałeś wpakowywać mnie pod prysznic i wysypywać całej zawartości poduszki na głowę. Zwykłe "nie" by wystarczyło...
Yoshio: *syczy* Nie mów mi, jak powinienem reagować.
Tetsuya: . . .
* * *
Tomo: *umazany jakąś czarną mazią*
Takashi: Co.
Tomo: Myślałem, że to płyn do kąpieli...
Takashi: . . .
* * *
Yoshiatsu: Kazu, masz ochotę na kąpiel?
Kazuki: Kąpiel nie zmyje ze mnie zmazy, którą jest cierpienie towarzyszące mi przez całe życie. Egzystencja na tym świecie nie ma żadnego sensu, jeśli...
Yoshiatsu: *ciągnie go do łazienki* Po powtórnym przemyśleniu mojego pytania stwierdzam, że muszę ci poprawić humor.
Kazuki: . . .
* * *
An: *wskakuje do wanny* *rozchlapuje wodę dookoła*
Reiya: *ociera sobie twarz z wody* Nadal nie jestem pewien, czy to dobry...
An: *wciąga Reiyę do wanny*
Reiya: ...pomysł.
* * *
Haru: *zakłada Ryoheiowi wianek na głowę*
Ryohei: A to po co?
Haru: Wyglądasz teraz mniej jak łysa pała. A z łysą pałą kąpać się nie będę.
Ryohei: . . .
* * *
Roji: Yusuke~
Yusuke: Preferuję prysznic.
Roji: Pod prysznicem też możemy~
Yusuke: Lewą rękę mam sprawną i nie zawaham się jej użyć.
Roji: W sensie?
Yusuke: Walnę cię~
Roji: . . .
* * *
Yue: *podrapany* *i pogryziony* Załapałem. "Nie".
Lime: Cieszę się, że się rozumiemy. Chyba, że...
Yue: Jeszcze się uszkodzisz. Nie.
Lime: . . .
* * *
Reiki: Wskakujesz do tej wanny?
Kyonosuke: Czekam na statek matkę.
Reiki: Co.
* * *
Masato: Wakita, bo jest taka reklama...
Akiya: Obawiam się, że się nie zmieścimy.
Masato: . . .
* * *
Haro: A oblałeś się na tę okazję miodem, bo?
Haru: Zobaczysz~
Haro: . . .
* * *
Mitsuru: Saito, chodź się kąpać.
Bou: Sam nie pójdę.
Mitsuru: Saito, właśnie o to mi chodzi, żebyśmy poszli razem.
Bou: No to biegnę!
* * *
Sugizo: Inoue~
Inoran: Yune, ile ty masz lat?
Sugizo: Za dużo, żeby przyjmować odmowę~
Inoran: . . .
Inoran: W sumie czemu nie~?
* * *
The end

czwartek, 15 sierpnia 2019

Fire

Zespół: The Guzmania&Acme (ex. DIV)
Pairing: Chobi&Chisa
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, obyczaj
Seria: "Nine Elements"
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Kontynuujemy żywiołowe miniaturki. :D

Płomienie wesoło trzaskały w kominku. Przykryty kocem siedziałem na pufie i wpatrywałem się w nie jak zahipnotyzowany. Jakbym próbował się ogrzać nimi również od środka.
- Herbaty? - podniosłem wzrok. Uśmiechałeś się czule, stojąc z dwoma kubkami w dłoniach. - Zaparzyłem jaśminowej. Właściwie innej nie było. Każdy Kurihara pije tylko taką?
- Mama woli czekoladową - odparłem, biorąc do rąk zielony kubek z psem. Westchnąłeś cicho i położyłeś się na fotelu, przerzucając nogi przez podłokietnik.
- Przejdzie mu - stwierdziłeś. - Meiko też musiała to przetrawić.
- Wolałbym nie kłócić się z bratem przez to, że jestem dziwadłem - mruknąłem.
- Sachi! - skarciłeś mnie. - Daj spokój. Masz prawie trzydzieści lat, a akceptację samego siebie na poziomie podłogi. Herbatkę pij lepiej, a nie gadasz głupoty.
- Niech ci będzie - upiłem łyk herbaty. Jej ciepło rozgrzało mnie od środka, ale i tak czułem się tak, jakbym był zamarznięty.
Nawet nie zauważyłem, kiedy wyszedłeś. Zorientowałem się o tym, gdy wróciłeś.
Z Hotaką.
- Trzymaj - mój brat wcisnął mi do ręki piwo. - Pijemy. Jak mężczyzni. Tak?
Spojrzałem na ciebie ze zdziwieniem. Stałeś oparty o framugę i uśmiechałeś się z zadowoleniem.
- Nie patrz na tego swojego księcia z bajki, tylko na mnie, bo się rozmyślę! - zawołał Hotaka.
- No dobra, dobra - stwierdziłem, uderzając go lekko w ramię.
Zaśmiałeś się. Jak ty to robisz, że potrafisz być cieplejszy od ognia, co, Hiroki?

The End

poniedziałek, 16 lipca 2018

Fires at Icy Midnight VII

Zespół: The Guzmania&Acme (ex.DIV), w tle Moran, heidi., Kalafina, Nightmare, Ganglion, Band-Maid
Pairing: Chobi&Chisa, w tle Ivy&Vivi
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, fantasy, AU
Seria: "Fires at Icy Midnight"
Ostrzeżenia: magia, sceny przemocy
Notka autorska: Ostatnia część. Przepraszam, że tak późno.


Obudziłem się w celi...
Chwileczkę.
Zamrugałem. To naprawdę była cela. Nie byłem w ośrodku kontroli. Byłem w celi.
- Witaj - usłyszałem głos mężczyzny. Podniosłem się. Celnik patrzył na mnie z obojętnością.
- Co się dzieje? - spytałem.
- Świetliści ożywili twoją ofiarę - oznajmił, otwierając celę. - Nic mu nie jest.
- To dobrze - stwierdziłem, gdy celnik złapał mnie za ramię. - Gdzie idziemy?
- Ty? Na stos. Ja? Popatrzeć - odparł celnik, uśmiechając się szyderczo.
Nawet nie drgnął, gdy zamroziłem mu dłoń.
Więc to mnie czeka? Śmierć?
Z jakiegoś dziwnego powodu pomyślałem, że nareszcie...
* * *
Zostałem przywiązany do pala obłożonego suchymi gałązkami. Zabawna śmierć dla kogoś od lodu. Jakby totalne przeciwieństwo.
Chociaż nie. Przeciwieństwo by było, gdyby to była magma.
- Sachi z rodu wody i powietrza, wróżko lodu - zagrzmiał głos sędziego. - Jesteś oskarżony o zamordowanie z zimną krwią Hirokiego z rodu ognia, wróżki ognia. Przyznajesz się do tego?
Kiwnąłem głową. Moja mama zemdlała.
- A więc, dobranoc - stwierdził sędzia i pstryknął palcami na kata. Kat podszedł do stosu, zapalił płomień na palcu i podpalił drewno.
Zamknąłem oczy. Będzie bolało. Ale w końcu będę mieć spokój, prawda?
- Nie! - krzyk wyrwał mnie z zamyślenia. Otworzyłem oczy, widząc przez dym Hirokiego w piżamie, który przedzierał się przez tłum.
Oczy zaszły mi łzami, gdy ogień mnie dosięgnął.
Bolało.
Cholernie bolało.
Zamknąłem oczy.
Pomału traciłem zmysły.
I chyba zacząłem krzyczeć.
Nagle zauważyłem, że ogień zgasł. Po chwili poczułem, jak ktoś mnie odwiązuje i zeskakuje ze mną na rękach na ziemię.
- Nie podchodźcie, bo puszczę tę wiochę z dymem - warknął Hiroki, wciąż trzymając mnie na rękach.
- Hiroki, dziecko... - usłyszałem głos jego mamy. - On cię zabił...
- Przez przypadek - przerwał jej Hiroki. - Stracił kontrolę i to była moja wina. No, nie tylko moja. Też wina Ryu.
- Ryu?
- Wróżki ciemności. Ciągle go prowokuje, żeby tylko znowu wrzucić go do tego wariatkowa! Uwziął się na niego!
- Ryu, co masz do powiedzenia? - sędzia spojrzał na niego z uwagą. Ten wzruszył ramionami.
- Twierdzę, że to historia wyssana z palca.
- Nieprawda! - zawołał Hotaka. - Sam widziałem wiele razy, jak go straszysz!
- Ja też! - zawołała Keiko. - I Wakana też raz przy tym była.
- Zgadza się - Wakana kiwnęła głową.
- Robi wszystko, żeby Sachi stracił kontrolę - dodała Akane.
- I zawsze wszyscy wam o tym mówiliśmy - zauważyła Saiki.
- Ale nikt nas nie słuchał! - warknął Yuji. - Bo zazwyczaj widzieli to mieszańcy.
- A nawet słowa wróżek czystej krwi były ignorowane - dopowiedział Yoshihiko.
- To jest cholernie niesprawiedliwe, ojejcia - powiedział cicho Kiri.
- Zgadzam się - Oni kiwnęła głową. - Zacznijcie nas w końcu słuchać.
- Rozumiemy, że jesteśmy jeszcze praktycznie dziećmi, ale to nie oznacza, że nie umiemy patrzeć - stwierdziła Sagara.
Ryu tylko się zaśmiał.
- Patrzeć? Umiecie patrzeć? Powodzenia.
Nastała ciemność. Przerażająca i głęboka.
- Dlatego jestem przeciwko związkom wróżek ziemi i powietrza! - zawołał tata. - Widzicie, co się dzieje?!
- No właśnie nie - usłyszałem głos taty Toshiego.
- Tato!
I wtedy dobiegło mnie głuche łupnięcie, krótki krzyk i dźwięk upadającego ciała.
Powrócił nam wzrok i zobaczyliśmy Meiko, która stała nad Ryu, trzymając w dłoni pochodnię.
- Walnęłam go nią - oznajmiła. - Wkurzał mnie, a dzięki swojej spostrzegawczości na minusie, nie zauważył, że jestem niewidoma od urodzenia.
Tymczasem lekko przypalony Ryu był nieprzytomny i, w końcu, nieszkodliwy.
* * *
Świetliści mnie uleczyli, dzięki czemu mogłem wyjść ze szpitala dosyć szybko. Ryu został zgładzony, ale nie wnikałem, w jaki sposób. Nie obchodziło mnie to.
Poszedłem z rodzicami i Hotaką do parku. Dzisiaj był festiwal świetlików, więc cała wioska poszła popatrzeć na latające robaczki.
Dobiegała północ. Obserwowałem właśnie jednego świetlika, sącząc soczek winogronowy, gdy Hotaka dźgnął mnie palcem w policzek.
- Patrz - mój brat wskazał na Hirokiego, który stał z przyjaciółmi i wesoło z nimi dyskutował.
Wstałem, oddając soczek Hotace, i skierowałem swoje kroki w stronę Hirokiego. Toshi jako pierwszy mnie zobaczył i pacnął Hirokiego w ramię, wskazując na mnie.
- Sachi - Hiroki spojrzał na ziemię. - Robisz zimę.
- Z emocji - zacząłem iść w jego stronę. - Dlaczego mnie uratowałeś?
- Mówiłem ci. Lubię cię. Bardzo - odparł Hiroki, na co Vivi uderzył go w głowę. - Au! Dobra, dobra. Kocham cię. Zadowoleni?
Toshi i Vivi zaśmiali się pod nosem.
- Co takiego? - zamrugałem.
- Zakochałem się w tobie. Dlatego nie mogłem cię stracić - wyjaśnił Hiroki.
Podszedłem do niego, wciąż zamrażając wszystko wokół.
- I nie boisz się?
- Nie. Mam moc ognia. Mogę to w każdej chwili rozpuścić - Hiroki uśmiechnął się promiennie.
- To dobrze, bo może mnie teraz ponieść - stwierdziłem, kładąc mu dłonie na policzkach i składając na jego ustach krótki pocałunek.
W sumie chyba Hirokiego nie obchodziło, że miał teraz oszronione włosy, skoro mi ten pocałunek oddał.
Rozpuszczając przy okazji lód wokół, bo nawet wróżki czystej krwi w takich sytuacjach przestają panować nad emocjami.
The end

środa, 27 czerwca 2018

Fires at Icy Midnight VI

Zespół: The Guzmania&Acme (ex.DIV)
Pairing: Chobi&Chisa
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, fantasy, AU
Seria: "Fires at Icy Midnight"
Ostrzeżenia: magia, sceny przemocy
Notka autorska: Uwaga, w tej części schiza leje się litrami. Albo i hektolitrami.
Tak, to uniwersum o wróżkach. XD


Wracaliśmy z Hirokim z grzybobrania. Hiroki turlał dumnie wielkiego prawdziwka, ja zadowoliłem się małą kurką. I wtedy na naszej drodze stanął nie kto inny, jak Ryu.
- Słyszałem o twojej bohaterskiej postawie z wczoraj, Sachi - powiedział spokojnie, podchodząc powoli do nas. - Cała wioska o tym huczy.
- Nawet do niego nie podchodź - Hiroki stanął między mną a nim. - Won stąd. Nie wolno ci go ciągle stresować przez własne widzimisię!
- Dyrdymały - Ryu złapał go za koszulę i rzucił za siebie jak ochłap. Zdezorientowany Hiroki klapnął na tyłek i spojrzał na Ryu z wściekłością.
- Nie rzucaj mną, ty ciemny patałachu! - zawołał, podpalając trawę wokół niego.
- Nuda - stwierdził Ryu i w tym momencie zrobiło się przeraźliwie ciemno.
- Hiroki, wiej stąd! - zawołałem, obrywając w brzuch. Zgiąłem się w pół i padłem na ziemię, po czym złapałem Ryu za kostkę.
- Co ty wyprawiasz, lodowa pokrako?! - usłyszałem jego krzyk.
Co zrobiłem? Nie wiem, co zrobiłem. Nic nie widziałem.
...dopóki znowu nie zrobiło się jasno.
Ryu był prawie zamrożony. Cofnął się, a jego zamarznięte ubrania trzeszczały, łamiąc się jak gałązki. Lewą nogą, za którą go złapałem, w ogóle nie mógł ruszać.
- Z pewnych względów stwierdzam, że lepiej być nie mogło - Ryu uśmiechnął się i przeczesał dłonią oszronione kosmyki włosów.
- Jak teraz pójdziesz zawiadomić ośrodek... - Hiroki chciał się na niego rzucić, ale oberwał w twarz z pięści.
- To co? I tak zrzucę wszystko na sopelka. Mogę zrobić ci wszystko - Ryu zaśmiał się krótko i odleciał. Skrzydeł moja moc nie sięgnęła.
- Sachi... - szepnął Hiroki, po czym podszedł do mnie i mnie przytulił. - On...
- Odsuń się! - zawołałem, ale Hiroki mnie nie słuchał. - Przebywanie w moim towarzystwie jest niebezpieczne! Ryu cię zabije i jeszcze zrzuci to na mnie!
- Nie obchodzi mnie to - stwierdził Hiroki. Odepchnąłem go od siebie.
- Widziałeś, co zrobiłem. Zresztą, ciągle widzisz. Tracę kontrolę przy byle okazji. Zamrażam meble, sztućce i rośliny, bo przestraszę się głupiego brzdęku!
- To wszystko jest spowodowane przez niego - zauważył Hiroki. - To tylko jego wina, nie twoja.
- Wczoraj zamroziłem wam fotel, bo stresowałem się sytuacją z jeziorem. Nie zauważyłem, żebyście ty albo Vivi robili przez to dziury w podłodze, a przecież to wy prawie zginęliście!
- Po prostu masz słabszą psychikę i to wszystko.
- Jestem mieszańcem. Ty jesteś czystej krwi.
- Vivi też jest mieszańcem.
- Ale nad sobą panuje! Myślisz, że zabiłem wtedy tę rybę celowo?!
Hiroki zmierzył mnie wzrokiem.
- A nie?
- Nie. To był odruch. I równie dobrze sople mogły trafić ciebie albo Toshiego. Nie panowałem nad tym.
Hiroki zacisnął dłonie w pięści.
- Nie mogę pozwolić na to, żeby coś ci się stało - stwierdziłem. - Nie mogę cię stracić.
- Ale jak dasz zamknąć się znowu do ośrodka, to ja stracę ciebie - Hiroki tupnął nogą jak wkurzona dziewczynka. - A tego nie chcę!
- Dlaczego?
- Lubię cię. Bardzo. Tak bardzo bardzo bardzo - wyjaśnił Hiroki. - I dlatego nie chcę, żebyś tam wracał. Pragnę dla ciebie normalnego życia, a nie siedzenia wiecznie za kratami.
- Ale ja jestem niebezpieczny, zrozum to w końcu!
- To Ryu jest niebezpieczny!
- Tak? Spójrz na teren wokół nas i powiedz, że czujesz się bezpiecznie.
Hiroki rozejrzał się. Przez chwilę obserwował zamarznięte rośliny i oszronione drzewa. Jego prawdziwek był całkowicie zamrożony. Moja kurka też.
- Zdenerwowałeś się. To dlatego.
- A ty się nie zdenerwowałeś?
- Zdenerwowałem...
- Właśnie. A nie robisz takich szkód - westchnąłem ciężko i odsunąłem się od Hirokiego, ale on złapał mnie za rękę.
- Sachi, musi być jakiś sposób...
- Nie dotykaj mnie!
Krew trysnęła na moją twarz, na moje ręce, na nogi, na ubranie... Patrzyłem na szeroko otwarte ze zdumienia oczy Hirokiego, patrzyłem, jak kaszląc krwią osuwa się na zamarzniętą ziemię, jak chyba próbuje zrozumieć, dlaczego kilka sopli przed chwilą przebiło go na wylot i wbiło się w drzewo za nim i jak usiłując powiedzieć moje imię, zastyga w bezruchu.
A ja stałem tam, nie mogąc nic zrobić. Mogłem tylko patrzeć.
Do momentu, jak przerażeni ochroniarze z ośrodka nie wstrzyknęli mi podwójnej dawki środka usypiającego.

wtorek, 26 czerwca 2018

Fires at Icy Midnight V

Zespół: The Guzmania&Acme (ex.DIV), w tle Moran
Pairing: Chobi&Chisa, w tle Ivy&Vivi
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, fantasy, AU
Seria: "Fires at Icy Midnight"
Ostrzeżenia: magia, sceny przemocy
Notka autorska: Ostatnia część przed kipiszem, tak tylko ostrzegam. XD


Hiroki i Toshi przychodzili codziennie. Dawali mi i Viviemu cukierki, rozmawiali, śmiali się i grali w gry. Dzieliła nas tylko ta głupia siatka. A ja miałem coraz większą ochotę przełożyć przez nią ręce i przynajmniej Hirokiego dotknąć. Ale wiedziałem, że jak ktoś to zauważy, to zamkną mnie w pokoju na klucz.
Tak nam minął rok. Wypuścili nas z Vivim tego samego dnia. Toshi i Hiroki na nas czekali.
- Idziemy nad rzekę? - spytał Toshi.
- Jutro. Dzisiaj chcę pobyć z rodzinką - stwierdził Vivi.
- Oczywiście - Toshi objął Viviego ramieniem. - Odprowadzę ci, magmowa dziewczynko.
- Nie jestem dziewczynką, Toshi.
- Ale jesteś słodki.
- Toshi!
Zaśmiałem się krótko i spojrzałem na Hirokiego. Uśmiechał się jak zawsze.
- Odprowadzić cię też? - zapytał.
- Jak ci się chce... - odpowiedziałem, nieco się pesząc.
Hiroki zaprowadził mnie pod same drzwi. Podziękowałem mu, pożegnaliśmy się i wszedłem do środka. Przywitałem się z rodziną, zjedliśmy obiad, po czym usiedliśmy przed kominkiem i jedliśmy ciasto, które mama specjalnie upiekła na mój powrót.
Poszedłem do mojego pokoju. Bywałem w nim tak rzadko, że praktycznie nic się nie zmieniło w nim od czasów, gdy byłem dzieckiem. Oprócz łóżka.
Przeczytałem do końca książkę, którą zacząłem czytać jeszcze w ośrodku, zjadłem z rodziną kolację, powygłupiałem się z Hotaką i poszedłem spać.
Miło się spało we własnym łóżku i własnym domu. Wiedziałem jednak, że to tylko kwestia czasu, aż Ryu ponownie mi to odbierze...
Następnego dnia poszliśmy nad rzekę. Toshi wyciągnął wędkę i usiadł z Vivim bliżej brzegu. Ja wolałem nie podchodzić do wody.
- Coś się stało, Sachi? - spytał Hiroki, siadając obok mnie. - Nie chcesz iść do nich?
- Nie chcę ryzykować, że zamrożę wodę - wyjaśniłem.
- Bez przesady - Hiroki westchnął ciężko. - Kiedy ostatni raz straciłeś kontrolę?
- Wczoraj, jak myłem zęby - odparłem, na co Hiroki zamrugał. - Jestem przypadkiem beznadziejnym. Stresuje mnie własne odbicie w lustrze.
- Nawet nie wiem, co na to odpowiedzieć - stwierdził Hiroki.
Siedzieliśmy więc i patrzyliśmy na spokojnie przepływającą wodę. Nagle usłyszeliśmy okrzyk radości Toshiego.
- Ha, nabrałaś się, rybko! - zawołał, ciągnąc wędkę do siebie. - Vivi, pomóż, to jakaś uparta sztuka.
Vivi złapał wędkę razem z Toshim, ale ryba była za silna. Hiroki pobiegł im pomóc i nagle...
SZUST.
Ryba wciągnęła całą trójkę pod wodę. A jedyną odmianą wróżek, która umie pływać, są chochliki...
- Nie! - zawołałem, zrywając się na równe nogi. Trawa wokół mnie zamarzła w promieniu około pół metra. Pobiegłem w stronę rzeki, zamrażając wszystko po drodze i wbiegłem do rzeki, ale nawet się nie zmoczyłem.
Automatycznie powierzchnia pokryła się lodem.
- Hiroki! Vivi! Toshi! - szukałem ich, ale nie mogłem znaleźć. Dopiero po chwili zobaczyłem przez lód czerwony strój Hirokiego. Padłem na kolana i rozmroziłem lód w tym miejscu, po czym wyciągnąłem wszystkich po kolei.
Rzeka po tej czynności zamarzła do końca, dzięki czemu lód się pod nami nie załamał.
* * *
- To było straszne - stwierdził Toshi, trzymając w dłoniach kubek z gorącą herbatą. Siedzieliśmy z Vivim i Hirokim u tego drugiego w domu, a rodzice wszystkich trzech praktycznie kłaniali mi się w pół.
Mimo, że nadal poddenerwowany oszroniłem fotel...
- Uratowałeś naszym synom życie - mama Hirokiego spojrzała na mnie z wdzięcznością. - Nie wiem, jak ci dziękować.
- Można powiedzieć, że zachował przy tym zimną krew - stwierdził tata Toshiego.
- Nie zaczynaj znowu z tymi swoimi kiepskimi żartami - mama Viviego pogroziła mu palcem.
- Mnie tam śmieszą - tata Viviego wzruszył ramionami.
- Was, facetów, wszystko śmieszy - mruknęła mama Toshiego.
- Kto chce ciasto? - tata Hirokiego wparował w środek kłótni z biszkoptem, który właśnie upiekł.
- Mam tylko nadzieję, że nie będziesz miał przez to kłopotów - stwierdził Hiroki, wpatrując się w swój kubek.
- Dlaczego miałby? - zdziwiła się jego mama.
- Nie do końca panował nad tym, co robił - wyjaśnił Vivi. - W zasadzie, nadal nie panuje...
Wszyscy spojrzeli na fotel, na którym siedziałem.
- My nic nie powiemy - oznajmił tata Hirokiego. - Nic się nie dzieje, to tylko szron. Roztopi się.
- Gorzej, jakby to Vivi stracił kontrolę - zauważył Hotaka. - Wtedy tapicerka do wymiany.
- I podłoga - dodał tata Viviego, przez co dostał od jego mamy kuksańca w bok.
- Naprawdę nic państwo nie powiecie? - upewnił się mój tata. Wszyscy zgodnie pokiwali głowami.
- Tylko by spróbowali! - zawołała mama. - Zrobiłabym im tu taką powódź, że wszystko by pływało!
- Tsukiko - tata rzucił jej karcące spojrzenie.
Po podwieczorku wróciliśmy do domu. Poszedłem spać z nadzieją na lepszą przyszłość.
Ale, jak to mówią, nadzieja matką głupich...

wtorek, 19 czerwca 2018

Fires at Icy Midnight IV

Zespół: The Guzmania&Acme (ex.DIV), w tle Moran, Kalafina
Pairing: Chobi&Chisa, w tle Ivy&Vivi
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, fantasy, AU
Seria: "Fires at Icy Midnight"
Ostrzeżenia: magia, sceny przemocy
Notka autorska: Chobi jest uparty w każdym uniwersum.


Leżałem na łóżku, rysując w skoroszycie. Wytrzymałem poza ośrodkiem niecały dzień. Wiedziałem, że tak to się skończy.
Usłyszałem pukanie do drzwi.
- Proszę - powiedziałem.
W progu stanął Vivi, chyba niezbyt zadowolony z zaistniałej sytuacji.
- Cześć - przywitał się, zamykając drzwi.
- Hej. Straciłeś panowanie? - zdziwiłem się. Viviemu zdarzyło się to raz. Dawno, dawno temu, jak jeszcze byliśmy dziećmi.
- Toshi się wkurzył - zaczął Vivi, siadając na krześle. - W sensie, jak cię zabrali. Hiroki mu opowiedział, co zrobił Ryu. Sam się zirytowałem, a potem próbowałem powstrzymać Toshiego przed rzuceniem się na ochroniarzy z ośrodka, ale mi się nie udało. Toshi od nich oberwał, a ja... W skrócie, nerwy mi puściły.
- Rozumiem - kiwnąłem głową, nie odrywając się od rysunku. - Ale raz na kilkanaście lat masz prawo się zdenerwować.
- Tak, wiem - Vivi uśmiechnął się lekko. - Ale w sumie dobrze, że tak wyszło. Mogę teraz zadać ci kilka pytań.
- Jakich pytań? - nie rozumiałem, o czym on mówi.
- Zawsze tu trafiasz przez Ryu? - spytał, a ja przytaknąłem. - Od kiedy?
- Od czwartego roku życia - odparłem. - Sypnął mi piaskiem w twarz, jak siedzieliśmy w piaskownicy. Chyba mu się spodobał widok ochroniarzy zabierających mnie do ośrodka, bo od tamtego czasu byłem na zewnątrz...
Zamyśliłem się.
- Nie mów mi, że w ogóle stąd nie wychodzisz... - Vivi otworzył oczy ze zdumienia.
- Jak wszystko zsumować... - wziąłem kartkę i długopis, po czym podliczyłem ilość dni wolności. - Będzie dwadzieścia dziewięć dni.
- W roku?
- W życiu - uśmiechnąłem się ironicznie i odłożyłem notatkę. Viviemu opadły ręce.
- Chyba żartujesz...
- Nie - pokręciłem głową. - Od trzynastu lat trafiam tu rok w rok i szczerze mówiąc, panuję nad mocą coraz gorzej, zamiast lepiej, bo...
- Tak się boisz, że zaraz tam znowu trafisz, że tracisz nad sobą kontrolę - zrozumiał Vivi. - To dlatego Hotaka trafił tutaj tylko raz. To nie geny. To wina psychopaty.
Kiwnąłem głową i w tym momencie usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
- Proszę.
- Kolacja - oznajmiła Hikaru, która tu pracowała. - O, Vivi. Nie muszę iść do twojego pokoju.
- Za chwilę przyjdziemy - stwierdził Vivi. Podszedłem do niego i położyłem mu dłoń na ramieniu.
- To, co ci powiedziałem, to tajemnica, okej? - spojrzałem na niego z uwagą.
- Ale...
- Nie chcę, żeby ktokolwiek się nade mną użalał - stwierdziłem. - Nie mów nikomu. Proszę.
Vivi milczał. Nie wiedziałem, jak to interpretować...
* * *
Kilka dni później usiadłem pod płotem i kontynuowałem szkicowanie rysunku. Nagle poczułem, jak coś dźgnęło mnie w ramię przez siatkę. Odwróciłem się gwałtownie i zobaczyłem Hirokiego.
Swoją drogą, siatka się oszroniła...
- Oj, przepraszam - Hiroki odsunął się od płotu. - Chyba nie będziesz miał przez to problemów?
- Tutaj nie - odparłem. - Po co przyszedłeś?
- Bądź milszy, specjalnie się pofatygowałem - Hiroki lekko się naburmuszył. - Vivi opowiedział nam o tym, co mu wyjawiłeś.
- Miał tego nie robić!
- Ale zrobił. I bardzo dobrze - Hiroki uklęknął przy płocie i usiadł na piętach. - Sachi, spędziłeś po drugiej stronie płotu dwadzieścia dziewięć dni, odkąd ten psychol zaczął cię nękać!
- I co z tym faktem zrobisz? Nikt mi nie wierzy, on ma za duże poparcie - westchnąłem ciężko.
- Pomyślałem, że mogę ci dać chociaż namiastkę tego, jak to jest - stwierdził.
- W sensie?
- Przychodzić tutaj i z tobą rozmawiać - wytłumaczył. - Chyba nam nie zabronią?
- Dopóki nie stracę kontroli, to nie - odparłem.
Hiroki uśmiechnął się promiennie.

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Fires at Icy Midnight III

Zespół: The Guzmania&Acme (ex.DIV)
Pairing: Chobi&Chisa
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, fantasy, AU
Seria: "Fires at Icy Midnight"
Ostrzeżenia: magia, sceny przemocy
Notka autorska: To uniwersum jest jednocześnie lekkie i mroczne. Co siedzi w mojej głowie?


Siedziałem na końcu stołu zastawionego potrawami ze złowionych przez nas ryb i przysłuchiwałem się wesołym rozmowom oraz przyglądałem rodzącym się uczuciom.
Spojrzałem na Ryu, który przez cały czas mnie obserwował.
On nigdy, mimo swojego pochodzenia, nie trafił do ośrodka kontroli.
Nigdy.
Poczułem, jak sztućce zamarzają. Zreflektowałem się od razu.
Nie mogę sobie na to pozwolić. Uspokój się, Sachi.
- Wszystko w porządku? - mama spojrzała na mnie ze zmartwieniem.
Kiwnąłem głową. Miała takie piękne, granatowe skrzydła. Tata miał fioletowe.
Westchnąłem ciężko.
- Muszę po prostu ochłonąć, nic mi nie będzie - odparłem, wstając od stołu. Hotaka najpierw spojrzał na mnie zmartwiony, ale potem już kątem oka zauważyłem, jak pałaszuje moją porcję, którą ledwo tknąłem.
Oparłem się o drzewo, a kora zamarzła natychmiast. Sachi, do cholery! Opanuj się! Ten psychopata tylko na ciebie spojrzał!
- Co jest, Sachi? - usłyszałem tuż przy uchu, przez co z przestrachu zamroziłem trawę wokół siebie. - Oj. Nieładnie.
Spojrzałem na Ryu. Wodził dłonią po zamarzniętych źdźbłach trawy, łamiąc je.
- Czego chcesz? - spytałem.
- Pozbyć się ciebie po raz kolejny - wyjaśnił spokojnie Ryu. - Co tak patrzysz, Sachi? Boisz się mnie?
- Nie boję się ciebie - odparłem, chociaż trzask zamarzającego powoli lasu temu przeczył. - Po prostu nie lubię twojego towarzystwa.
- To niemiłe, co mówisz - stwierdził Ryu. - Bardzo niemiłe.
Złapał mnie za ramię i przygwoździł do drzewa. Jego dłoń się oszroniła.
- Brzydko, Sachi, brzydko - Ryu zacmokał. - Chyba będę musiał powiedzieć, komu trzeba, co wyprawiasz.
- Ej, zostaw go! - usłyszałem głos Hirokiego, który przybiegł, łamiąc zamarzniętą trawę po drodze. - Puść go.
- Oczywiście - Ryu zabrał dłoń z mojego ramienia. - I tak zamierzałem iść.
I odfrunął, zostawiając nas samych.
- Nic ci nie jest? - spytał Hiroki, podchodząc do mnie. - Sachi? - złapał mnie za nadgarstek.
- Nie dotykaj mnie! - odskoczyłem od niego jak poparzony i tak jednak zostawiając jego rękę lekko oszronioną. - Nie panuję nad mocą, nie potrafię tego.
- To logiczne, jesteś jeszcze młodziutki, dzieci...
- Mam 17 lat, Hiroki.
Zapadła cisza.
- Siedemnaście? - powtórzył Hiroki po chwili. - Mówiłeś, że Hotaka...
- Że jest między nami różnica trzech lat. Ale to ja jestem starszy - sprostowałem.
Hiroki patrzył na mnie, jakby mu powiedział, że na jaskółkach nie da się latać.
- No ładnie - Hiroki zaśmiał się krótko. - Czyli od 17 lat się mijaliśmy?
- Tak.
- Jak? - spytał Hiroki. - Jakim cudem?
- Widzicie? Mówiłem, wszystko zamrożone - Ryu powrócił z dwoma pracownikami ośrodka kontroli.
- To ty do tego doprowadziłeś, sam widziałem! - zawołał Hiroki.
- Dzieci mają bujną wyobraźnię - Ryu uśmiechnął się szyderczo, a pracownicy ośrodka złapali mnie za ramiona.
- Nie chcę tam wracać - załkałem.
- To naucz się panować nad mocą. Nie będziesz musiał - odparł jeden z pracowników.
- Hej, zostawcie go! To nie jego wina! - wołał Hiroki, ale nikt go nie słuchał.
A ja poczułem ukłucie w ramię i odpłynąłem...

niedziela, 17 czerwca 2018

Fires at Icy Midnight II

Zespół: The Guzmania&Acme (ex.DIV), w tle Moran
Pairing: Chobi&Chisa, w tle Ivy&Vivi
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, fantasy, AU
Seria: "Fires at Icy Midnight"
Ostrzeżenia: magia, sceny przemocy
Notka autorska: Krótka informacja na temat prawdziwych imion.
Chisa - Sachi
Chobi - Hiroki
Ivy - Satoshi (tutaj zdrobniale nazywany Toshim)


Wyszedłem z ośrodka kontroli, mnąc w palcach pasek od torby. Mogłem wyjść, ale na jak długo? Trzy dni? Trzy godziny? Zaraz i tak tam wrócę i znowu będę obserwował świat przez siatkę.
Nie znam życia poza ośrodkiem. Nie znam życia w spokoju. Nie znam wolnego życia.
Nagle coś spadło mi pod nogi. Przyjrzałem się temu.
- Kasztan? - zdziwiłem się, podnosząc kasztan. Od razu pokrył się szronem.
Puściłem go. Muszę się uspokoić. Nie mogę przestać panować nad mocą. Nie minęły nawet trzy minuty!
- Hej~! - usłyszałem nagle i podniosłem wzrok.
Ach, no tak. Hiroki z rodu ognia. Wita się ze wszystkimi i chyba dokładnie wszystkich lubi. Nawet, jeśli go nie zna.
Jak mnie.
- Cześć - odpowiedziałem i poczułem, jak pasek od mojej torby zamarza.
- O, mój kasztan - Hiroki podniósł go, ale ten wyślizgnął mu się z rąk i spadł mu na stopę. - Auć...
- Przepraszam - powiedziałem. - Chyba zamroziłem ci kasztan...
- Nie, tylko trochę oszroniłeś - Hiroki uśmiechnął się promiennie i przypalił kasztan, przez co ten odmarzł. - Jak masz na imię? Ja jestem Hiroki.
- Sachi - odparłem.
- Wracasz z ośrodka kontroli? - spytał Hiroki, idąc za mną.
Zostaw mnie. Przebywanie w moim otoczeniu nie skończy się dla ciebie dobrze.
- Wracam - przyznałem, a on dreptał obok mnie ze swoim kasztanem.
- Rzadko cię widuję - ciągnął rozmowę Hiroki. - Wiesz, znam tutaj każdego. Masz brata Hotakę, prawda? Często się mijamy, jak idę na grzybobranie. On chyba chodzi wcześniej. Jest w porządku, to dobry chłopak. Duża jest między wami różnica wieku?
- Trzy lata - odparłem.
- Ja mam siostrę, Meiko. Ale młodszą, choć różnica taka sama - Hiroki uśmiechnął się lekko.
A, czyli myślisz, że to Hotaka jest starszy? Norma.
- Idziemy z Toshim na ryby. Idziesz z nami? - zapytał Hiroki, na co ja jedynie westchnąłem.
- Mogę iść - powiedziałem cicho i poszedłem z Hirokim nad rzekę.
* * *
- Mam ją! - Toshi rzucił się na sandacza, który momentalnie zrzucił go ze swojego grzbietu. - Albo nie. Jeszcze którąś złapię!
- A nie byłoby ci łatwiej pnączami? - spytał Hiroki, tworząc z płomieni łuk i strzałę, która przebiła płotkę na wylot. Ryba z głośnym pluskiem wpadła z powrotem do wody.
- Założyłem się z Vivim, że uda mi się bez - odparł Toshi, łapiąc okonia za ogon i pozwalając się ciągnąć przez dłuższy czas.
Siedziałem na brzegu i przyglądałem się ich zmaganiom. Sam wolałem nie używać ani siły, ani mocy, ani tym bardziej nie angażować się emocjonalnie w rozgrywkę.
- Sachi, uważaj! - zawołał nagle Hiroki, a ja podniosłem wzrok.
Wielka ryba, chyba szczupak, wyskoczyła z wody i leciała prosto w moją stronę.
Świst. Powietrze przecięły sople, które wbiły się w rybę i pobliskie drzewa, ścinając kwiaty i strzygąc trawę w promieniu kilku metrów.
Ryba spadła z głuchym łupnięciem tuż przed moimi stopami, a jej krew zabarwiła nasze ubrania i wodę w rzece.
- Zarąbiste - wyszeptał Toshi, trzymając telepiącego się okonia na smyczy z pnączy. - Ale będzie dziś wyżera!
- Ten szczupak to starczy na dobry tydzień - stwierdził Hiroki, podchodząc do truchła. - Trzeba zawołać jeszcze parę osób, bo przecież sami sobie nie poradzimy z tym wielkim cielskiem.
- Przepraszam, przestraszyłem się... - powiedziałem pod nosem.
- Co? Nie, to jest super sprawa! - zawołał Hiroki, klepiąc mnie po ramieniu. - Dobra robota, Sachi. Chodź po pomoc. Toshi, załatw w końcu tę rybę, niech się nie męczy.
- A nie mogę jej przygarnąć? Będę ją karmić dżdżownicami - stwierdził Toshi, na co Hiroki zaśmiał się głośno.
- Jak chcesz, to mi to lotto, ale nie wiem, jak twoi rodzice.
- Mama mnie wyśmieje, bo za dużo śluzu...
- Sam sobie odpowiedziałeś na pytanie - Hiroki pociągnął mnie za rękę w stronę wioski. - A teraz pilnuj tych ryb, co by żaden niedźwiedź nam ich nie zwinął!
Toshi kiwnął głową.
A ja pomyślałem, że w sumie gdyby nie Hiroki, ryba zrobiłaby ze mnie naleśnika...

sobota, 16 czerwca 2018

Fires at Icy Midnight I

Zespół: The Guzmania&Acme (ex.DIV), w tle Moran, heidi., Kalafina, Nightmare, Ganglion, Band-Maid
Pairing: Chobi&Chisa, w tle Ivy&Vivi
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, fantasy, AU
Seria: "Fires at Icy Midnight"
Ostrzeżenia: magia, sceny przemocy
Notka autorska: Ja nie wiem, co ja robię z tymi biednymi muzykami. Tym razem wrzuciłam ich do wróżkowego uniwersum, gdzie mogą usiąść na kasztanie. Wiem, jestem rąbnięta. XD
Jeśli chodzi o postacie, które odezwą się aż raz - to uniwersum jest tak pomyślane, że gdybym chciała sobie kiedyś coś opisać z jakimś innym shipem, to będę mogła.


Wróżki kojarzą się z małymi, pociesznymi stworkami, które żyją na drzewach, spijają nektar z kwiatów i latają na puchatych trzmielach. Gdy myśli się o wróżkach, ostatnie, co przychodzi komukolwiek do głowy, to twarde zasady kierujące rozmnażaniem i magią, którą te istotki kontrolują.
Istnieją cztery podstawowe żywioły magii - woda, ogień, ziemia i powietrze, które posiadają motyle skrzydła i różdżki z różą i diamentem. Wodne wróżki mają granatowe stroje, ogniste czerwone, ziemne zielone, a powietrzne - fioletowe. A później zaczynają się krzyżówki.
Każda z ras mieszanych ma skrzydła ćmy i różdżkę z ich szklaną podobizną. Woda tworzy z ogniem mgłę, z ziemią błoto, a z powietrzem lód. Ogień i ziemia to lawa, z powietrzem daje światło, a ziemia i powietrze jego przeciwieństwo, czyli ciemność. Gdy wszystkie żywioły się połączą, powstaje chochlik, czyli nielot wśród wróżek, ale posiadający różdżkę mieszańców.
Mieszańcy są niemile widziani, jak zwykle. Lecz wróżki światła są wręcz gloryfikowane. Moc tę uważa się za świętą i właśnie dlatego wróżki te mają jako jedyne z mieszańców skrzydła motyli i różdżki z różami.
Z krzyżówkami jest tylko jeden problem. Wróżki lodu, lawy i ciemności bardzo rzadko panują nad mocą, więc za każdym razem, gdy coś się stanie, trafiają na rok do ośrodka kontroli. Najczęściej wystarczy pojedynczy taki pobyt i wróżka wraca na dobrą drogę rozsypywania świecącego pyłku.
Chyba, że ktoś w kółko i w kółko jest prowokowany do niewłaściwego zachowania...
Jestem wróżką lodu. Prawie całe życie spędziłem w ośrodku kontroli. Nie potrafię zapanować nad mocą na dłużej niż tydzień. I najczęściej jest to spowodowane przez Ryu, wróżkę ciemności, która upatrzyła sobie akurat mnie.
Zeskoczyłem z gałęzi na drugą i usiadłem na liściu. Widziałem za siatką mieszkańców naszej wioski, spędzających wesoło czas w parku. Ku mojemu zaskoczeniu, dopatrzyłem się przedstawiciela chyba dokładnie każdego rodu z naszej małej społeczności.
Rodzeństwo - Hiroki i Meiko oraz ich kuzynki - Mayu i Keiko. Meiko, Keiko... Jak bliźniaczki. Swoją drogą, ród ognia zazwyczaj w panowaniu wymieniał się z rodem powietrza.
Kiri i Sagara, kuzynostwo z rodu powietrza, który, jak wspominałem wcześniej, wymieniał się z ogniem w panowaniu.
Kolejne rodzeństwo - Haruto i Wakana oraz ich kuzyni - Jin i Toshi, z rodu ziemi.
I w końcu Oni i Saiki, kuzynki z rodu wody.
Mieszańców też paru było na placu. Świetlista Hikaru, mglista Akane, błotny Yoshihiko... O, nawet Vivi od lawy i chochlik Yuji.
I ja, lodowy Sachi, siedzący za siatką i patrzący tęsknym wzrokiem na tych, którzy są wolni. Jak motyl tęskniący za lataniem.

sobota, 10 lutego 2018

Beauty and the Beast: The Rose of Darkness V

Zespół: The Guzmania&Acme (ex.DIV), w tle NEXX (Hayato i Tsukasa)
Pairing: Chobi&Chisa
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, fantasy, AU
Seria: "Beauty and the Beast"
Ostrzeżenia: magia, sceny przemocy
Notka autorska: Przez sesję zupełnie zapomniałam o dodawaniu tego... ^^""" Tymczasem ostatnia część~


Następnego dnia pokazałem Kireiemu i Meiko portret tej drugiej. Oboje byli wprost zachwyceni.
- Jest piękny - stwierdziła Meiko. - Jak ty.
- Jak ja? - zdziwiłem się.
- Zaopiekowałeś się nami - zaśmiała się. - Nikt wcześniej nie chciał tego zrobić.
- Nikt wcześniej?
- Jesteśmy sierotami - odparła Meiko. - Kirei jest moją jedyną rodziną. Nikt nie chciał się nami zająć, bo... No wiesz. Jestem ślepa. I musiał to zrobić dziewięć lat starszy braciszek.
- Czyli ma dziewiętnaście?
- Tak. A co?
- W takim razie jestem rok młodszy - odparłem, na co Meiko zdziwiła się lekko.
- Dziwne, myślałam, że jesteś starszy - stwierdziła. - Ale i tak jestem ci wdzięczna.
- Nie ma za co - uśmiechnąłem się i pogłaskałem ją po głowie. - Chcesz się przejść do sali balowej?
- Sama nie wiem... I tak jej nie zobaczę - zauważyła.
- Ale usłyszysz muzykę - złapałem ją za jej małą dłoń.
- Kirei! - zawołała Meiko, kiedy przechodziliśmy obok kuchni. Wyłonił się z niej z ciastkiem w jednej dłoni i onigiri z szynką w drugiej.
- Tak, siostrzyczko?
- Idziemy do sali balowej. Chodź - ponagliła go, a on grzecznie podreptał za nami.
Weszliśmy do sali. Pstryknąłem palcami, włączając tym samym muzykę. Po tym, jak czarnoksiężnik rzucił na nas klątwę, zamek żył.
- Wow, ale ładna - stwierdziła zachwycona Meiko, tańcząc jak rusałka na polanie.
- Kirei? - spojrzałem na niego. Zastanawiał się nad czymś, wnikliwie coś chyba analizując.
- Ktoś rzucił na ciebie klątwę - oznajmił. - Na ciebie, twoją rodzinę i służbę. Dlatego jesteś potworem, zamek żyje, a ci, którzy są ci najbliżsi, mają postać chodzących bibelotów. Istnieje jakiś sposób, by to ściągnąć?
- Istnieje, ale... - znów poczułem ten ból. Upadłem na kolana. Kirei podbiegł do mnie i złapał mnie za ramiona.
- Mów! I tak cię nie zabije. Ma w tym jakiś cel, żeby cię trzymać w tej postaci, prawda?
- Ta róża to źródło energii do jego wiecznej młodości - wyjaśniłem, czując, jak kolce wbijają się coraz głębiej. - Ktoś musi mnie pokochać, bym znów stał się człowiekiem - Kirei złapał mnie, gdy prawie osunąłem się na podłogę. - Ale kto mógłby to zrobić, jeśli wyglądam jak bestia?!
- Ja - odparł Kirei. - Ja cię kocham. Powiedziałem ci, że piękno jest w środku, prawda?
- Kirei... - szepnąłem, a wtedy usłyszeliśmy krzyk.
Podnieśliśmy wzrok. Zobaczyłem czarnoksiężnika trzymającego Meiko i patrzącego na nas z uwagą.
- Ale to ckliwe - stwierdził, zaciskając palce na jej ramieniu. - Ty naprawdę w to uwierzyłeś? W to, że cię wypuszczę, jak ktoś cię pokocha? Bzdura!
- Złożyłeś mu obietnicę, to teraz jej dotrzymaj! - zawołał Kirei, wstając i przy okazji mnie podnosząc.
- Obiecanki-cacanki! Smarkaczu, jestem czarnoksiężnikiem. Nie bawię się w spełnianie obietnic - czarnoksiężnik zaśmiał się i przywołał kostur. - Ale mogę pobawić się bardziej.
Zanim się zorientowaliśmy, co on chce w zasadzie zrobić, stuknął kosturem w głowę Meiko, zamieniając ją w stokrotkę.
- Meiko! - zawołał Kirei i podbiegł do czarnoksiężnika, który rzucił mu kwiat jak ochłap psu.
- Odmienię ją, jak się stąd wyniesiesz i nigdy więcej się do tej bestii nie odezwiesz - stwierdził czarnoksiężnik.
- Mówiłeś, że nie spełniasz obietnic - zauważył Kirei.
- Oczywiście, że nie! Chyba, że są mi na rękę - czarnoksiężnik zaśmiał się krótko. - To jak?
- Kirei, idź - powiedziałem. - Idź, ratuj siostrę.
- Zapomnij - stwierdził Kirei. - Nie zostawię ani ciebie, ani Meiko!
- A więc nie mam wyboru - czarnoksiężnik włożył rękę do kieszeni. - Nie chce mi się nawet tracić na ciebie energii.
Nóż, który rzucił w stronę Kireiego, był ostry. Rękojeść była piękna, z pozłacanymi wzorami. Mogłem się jej uważnie przyjrzeć, bo tkwiła teraz w mojej klatce piersiowej.
- Yajuu! - Kirei podbiegł do mnie i złapał mnie, a czarnoksiężnik próbował zrobić to samo. - Ty mendo!
Kirei położył Meiko na mnie i pobiegł w stronę czarnoksiężnika, po czym przywalił mu w twarz i wyrwał z dłoni kostur.
- Muszę go uleczyć, idioto! Oddaj mi to! - zawołał, a na jego twarzy pojawiały się pierwsze zmarszczki. - Oddawaj!
- Nigdy - Kirei rzucił kosturem o ścianę. - Nie pozwolę ci tknąć nikogo, kogo kocham!
- Naprawdę zakochałeś się w tej parszywej kreaturze? - zdziwił się czarnoksiężnik, który wyglądał już tak, jak wtedy, gdy dał mi różę. Próbował wstać, ale nie dał rady. Miał za stare ciało.
- Yajuu - powiedział tylko Kirei i podbiegł do mnie. - Yajuu! - potrząsnął mną za ramiona. - Yajuu, nie umieraj! Ja naprawdę cię kocham! Nie kłamałem tylko po to, by zdjąć klątwę! Naprawdę!
- Wierzę ci - szepnąłem. - Też się w tobie zakochałem, Kirei. Ale dopóki nie umrę, on nie straci swojej mocy i przeżyje...
Widziałem, jak czarnoksiężnik jeszcze próbuje dostać się do kostura, czołgając się, zanim zamknąłem oczy. Jeszcze przez chwilę słyszałem Kireiego, jego szept i szloch, a potem wszystko zniknęło.
* * *
- Yajuu, synku! Jesteś tam? Słyszysz mamusię? - usłyszałem głos mamy i otworzyłem oczy. Zobaczyłem, jak się nade mną pochylała.
Chwila.
Usiadłem i rozejrzałem się.
Moi rodzice, brat, Hayato i Tsukasa byli ludźmi.
Meiko też.
Obok mnie leżała uschnięta róża, a niedaleko ściany zobaczyłem wielką plamę z popiołu.
- Kirei przełamał kostur - wyjaśnił Hotaka. - Znaczy, jak umarłeś, to ten pajac też i wszyscy wróciliśmy do swoich postaci.
- Przybiegliśmy tutaj, Kirei wyjaśnił, co się stało i strasznie się o ciebie martwiliśmy, bo niby ta róża skapitulowała i wylazła z ciebie, ale leżałeś jak długi na tej posadzce - dodał Tsukasa. - Kirei stał nad tobą, bo wiesz, zmieniłeś się z powrotem w człowieka i chyba nie ogarnął twojego piękna rozumem.
- Po czym wziął ten kostur i tak, jak mówił Hotaka, przełamał go na pół - dopowiedział Hayato. - Wtedy jakiś pył się z niego wysypał i Kirei stwierdził, że raz kozie śmierć i cię nim posypał.
- Nie pomogło, więc Tsukiko stwierdziła, że może trzeba go aktywować, więc ten wariat cię pocałował - tu tata uciął, wyraźnie będąc zdezorientowany faktem, że jego syna pocałował mężczyzna.
- I żyjesz, prawda? - upewniła się Meiko.
- Tak, żyję - przyznałem, po czym podniosłem wzrok. Kirei stał z przełamanym kosturem w ręce i uśmiechał się. - Coś się stało?
- Nie - puścił kostur, złapał mnie za dłonie i podniósł. - Po prostu mam ubaw z faktu, że jednak nie masz dwóch metrów i nie muszę kupować szczudeł, by to zrobić. I uważam, że moje imię bardziej pasuje do ciebie.
- Co? Ale co zrobić? - zamrugałem, po czym zostałem pocałowany tym razem w czasie, gdy byłem przytomny.
- Jirou, no! Daj spokój, szczęśliwy jest - usłyszałem głos mamy, która jak nic dała kuksańca między żebra tacie. Zawsze tak robiła.
Panie i panowie, wasza wysokość Tsukiko, szanowana królowa i matka dwójki dzieci...
Ale miała rację. W końcu byłem szczęśliwy.
The end

sobota, 3 lutego 2018

Beauty and the Beast: The Rose of Darkness IV

Zespół: The Guzmania&Acme (ex.DIV), w tle NEXX (Hayato i Tsukasa)
Pairing: Chobi&Chisa
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, fantasy, AU
Seria: "Beauty and the Beast"
Ostrzeżenia: magia, sceny przemocy
Notka autorska: Nie wiem, jakim sposobem od myślenia o tym, co jeszcze muszę przeczytać na uczelnię, przypomniałam sobie o tym, że miałam dodawać tego fika, ale to chyba dobrze. XD


Prace nad obrazem zajęły mi tydzień. Meiko miała rację. Kirei wiercił się, jakby usiadł w mrowisku.
Ale w końcu jego portret był gotowy.
- Już - oznajmiłem, schodząc ze stołka i podchodząc do Kireiego. - Chodź, pokażę ci. Tylko zamknij oczy.
Podałem mu rękę i zaprowadziłem do obrazu.
- Już mogę otworzyć?
- Możesz.
Kirei uchylił powieki, po czym gwałtownie otworzył je do końca. Patrzył to na mnie, to na obraz i tak kilka razy z rzędu.
- To jest cudowne! - zawołał. - Jak? Jejku, ale z ciebie zdolna bestyjka!
Miałem ochotę schować się pod biurko.
- Naprawdę tak uważasz? - spytałem speszony.
- Naprawdę! Nie chciałbyś zostać jakimś malarzem, czy coś? Czy księciu to nie przystoi? - zapytał Kirei.
- Mógłbym zostać, ale... - westchnąłem. - Z takim wyglądem nie dam rady.
- Oj tam, założysz płaszcz, naciągniesz kaptur na głowę i jakoś to będzie - stwierdził Kirei. - Nie wolno się poddawać w dążeniu do marzeń, wiesz? Musisz w siebie uwierzyć. To, co stworzyłeś, jest piękne. Szkoda, że Meiko nie możesz namalować... Znaczy, możesz, ale ona tego nie zobaczy.
- Gdybym poprzyklejał do płótna różnej wielkości białe kamyczki, to mogłaby to zobaczyć palcami - zaproponowałem.
- Serio mógłbyś? - spytał zaskoczony Kirei.
- Oczywiście - przyznałem. - W ogrodzie jest pełno takich. Pomożesz mi je zbierać?
- No pewnie! - zawołał, łapiąc mnie za rękę. - Chodź, bestyjko. Zrobimy przyjemność mojej siostrze. Niech ma od życia coś miłego.
Poszedłem za nim. Biła od niego taka pozytywna energia, że aż chciało mi się uśmiechać, co robiłem rzadko, odkąd byłem bestią.
* * *
Posadziliśmy Meiko pod ścianą. Najpierw narysowałem szkic ołówkiem, później poprzyczepiałem do niego kamyki. Pomalowałem je farbami. Zajęło mi to jednak tyle samo, co stworzenie portretu Kireiego, bo Meiko, w przeciwieństwie do swojego brata, nie wierciła się wcale.
- Musisz poczekać, aż farba wyschnie - powiedziałem jej, gdy obraz był gotowy.
- Na razie pokaż go mojemu bratu. Nie może się doczekać chyba bardziej ode mnie - stwierdziła Meiko.
- Pokażę go wam obojgu jutro. Teraz czas spać - pogłaskałem ją po głowie, a ona zachichotała.
Dlaczego to rodzeństwo mnie tak traktuje? Przecież jestem okropnym i strasznym potworem...
Wróciłem do komnaty. Otworzyłem drzwi, ale w tym momencie zobaczyłem Kireiego.
- Yajuu, mam problem - podrapał się zdezorientowany po głowie. - Wiesz... Nie mam pojęcia, gdzie jest moja komnata.
- Mieszkasz tu jakiś miesiąc - zauważyłem.
- Mam talent? - zaśmiał się lekko histerycznie. - Zaprowadzisz mnie?
- Jasne - odparłem, a on złapał mnie za rękę i, ku mojemu zdziwieniu, to on mnie gdzieś prowadził.
Stanęliśmy na balkonie. Księżyc oświetlał odbitym od słońca blaskiem całą okolicę.
- Pięknie, nie? - spytał Kirei.
- Tak - przyznałem. - Chyba trochę psuję jakość, co?
- Ty? - zdziwił się Kirei. - Weź przestań. Piękno wcale nie musi być na zewnątrz. A czasem nawet jest tak, że na zewnątrz ktoś jest po prostu chodzącym ideałem, a w środku to taka gnojówka, że cała wieś czuje. Chodzi o to, co jest w środku.
- W środku? - niezbyt rozumiałem, do czego on dąży.
- W sercu. O tu - położył dłoń na mojej klatce piersiowej tak, jak jego siostra przy pierwszym naszym spotkaniu. - Nie przejmuj się tym, jak wyglądasz. Dopóki twoje dobre serce ma siłę bić, to wszystko jest w porządku.
Zamarłem. Patrzyłem na niego z mętlikiem w głowie. O czym on mówi? Czy on uważa, że jestem piękny przez to, jak się zachowuję? Ale przecież ja...
- I nie płacz, na litość bogów!
...jestem tylko rozchwianym emocjonalnie potworem...
- Kirei... - szepnąłem, a on uśmiechnął się czule.
- Idę spać - oznajmił, przeciągając się. - Znam drogę. Chciałem ci tylko uświadomić, jak bardzo się mylisz, oceniając siebie po wyglądzie.
Po czym poszedł, zostawiając mnie z moimi własnymi myślami.

czwartek, 1 lutego 2018

Beauty and the Beast: The Rose of Darkness III

Zespół: The Guzmania&Acme (ex.DIV), w tle NEXX (Hayato i Tsukasa)
Pairing: Chobi&Chisa
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, fantasy, AU
Seria: "Beauty and the Beast"
Ostrzeżenia: magia, sceny przemocy
Notka autorska: Bo Kirei nie może nazywać go normalnie. On musi się do niego zwracać per "bestyjko"... I w kółko ratować mu tyłek. XD


Następnego dnia znalazłem Kireiemu i Meiko płaszcze zimowe, bo te ich cienkie kurtki sprawiały, że nawet mi w futrze było zimno, po czym wyruszyliśmy w drogę do wioski.
- Nie lubię zimy - stwierdził Kirei, brodząc po pas w śniegu. - Nie można nosić letnich ciuchów i trzeba ciepło się ubierać. I co chwilę jest się chorym. Bez sensu, prawda?
- Prawda - odpowiedziałem.
- Jakbyś chciał wiedzieć, on tak zawsze marudzi na zimno - oznajmiła Meiko. - Yajuu?
- Tak?
- Słyszysz?
Zamarłem w pół kroku.
- Słyszę.
- Co wy, niewidoma dziewczynka i bestyjka, słyszycie? - spytał Kirei i zatrzymał się obok mnie, kiedy to zobaczył.
Wilki. Było ich siedem albo więcej.
Cała wataha!
- Chodu! - zawołałem, biorąc Kireiego i Meiko za ręce i biegnąc z powrotem w stronę zamku.
Jeden z wilków wskoczył mi na plecy, przewracając mnie na śnieg. Kopnąłem go, ale zebrały się inne.
- Uciekajcie! No już! - ponagliłem rodzeństwo, podniosłem z ziemi kij i próbowałem odgonić te wilki.
Dwa z nich rzuciły się na mnie, powalając mnie na ziemię z powrotem. W sumie to będzie szybkie. Rozszarpią mnie na strzępy i nareszcie zakończy się moja udręka z tą przeklętą klątwą.
- URYA! - usłyszałem nagle i oba zostały zepchnięte ze mnie za pomocą zimowego, ciężkiego buta oraz jakiegoś grubego konara. - On mi życie siostry uratował, wynocha!
Wilki spojrzały na Kireiego jak na wariata, a ten zaczął ujadać jak zmutowany pies i obrzucił je kamieniami, co chyba ostatecznie utwierdziło je w przekonaniu, że czas wiać.
- Głupie pchlarze - mruknął, patrząc na mnie. - Ej, bestyjko, nie masz chyba zamiaru się tu wykrwawiać, co?
Spojrzałem na swoje ręce. Futro nie było żółte, lecz wręcz szkarłatne.
- Ale nie mówiłem, że masz mdleć! - zawołał, kiedy osunąłem się na śnieg, wpadając w ciemność.
* * *
- No co za mendy, tak poharatać biednego księcia - usłyszałem głos Tsukasy.
- Księcia? - zdziwił się Kirei.
- Yajuu jest królewiczem. A ci tutaj to król, królowa i młodszy królewicz - wyjaśnił Hayato.
- Hayato, nie wiem, czy powinieneś to mówić - stwierdziła mama.
- Oj tam, Tsuki. I tak by się wydało - odparł tata.
- Chyba się budzi - poczułem, jak Meiko dźga mnie w policzek.
Otworzyłem oczy. Kirei pochylał się nade mną.
- Żyjesz, bestyjko?
- Chyba tak... - odparłem, siadając, ale zaraz z powrotem opadłem na poduszki.
- Niedobrze - stwierdził Kirei. - Wiesz co? Chyba zostaniemy tu z Meiko trochę dłużej.
- Po co? - zdziwiłem się.
- W takim stanie sam się sobą nie zajmiesz. A chodzące przedmioty nie dadzą rady ci pomóc - wyjaśnił Kirei.
- Nie musisz się nade mną użalać... - stwierdziłem zrezygnowany.
- Muszę. Uratowałeś życie Meiko dwa razy i raz moje, zostając na pastwę tych wyjących do księżyca pchlarzy - odparł Kirei. - Muszę ci się odwdzięczyć.
- Odwdzięczyłeś. Uratowałeś życie mi, kiedy po mnie wróciłeś - zauważyłem.
- Tylko za mnie. A Meiko? - zwrócił mi uwagę Kirei. - Nie protestuj. To nie ma sensu.
Westchnąłem ciężko. Strasznie uparty ten chłopak...
* * *
Kirei pomagał mi dojść do siebie przez dwa tygodnie, albo może i dłużej. Nie rozumiałem, czemu to robi. Przecież wyglądałem jak potwór. I jeszcze co chwilę sprawiałem problemy moją astmą.
Kiedy już czułem się lepiej, postanowiłem coś namalować. Lubiłem rysować od dziecka i zdobyłem stosowne wykształcenie w tej dziedzinie.
Zamyśliłem się. Co tak naprawdę chciałem umieścić na płótnie? Krajobraz, czy może coś innego?
- Hej, Yajuu. Co robisz? - spytał Kirei, zjawiając się nagle za moimi plecami, co spowodowało, że podskoczyłem i upuściłem pędzel. - Chcesz malować?
- Zabierałem się do tego - stwierdziłem, schylając się po pędzel i złapałem go, a w tym samym momencie Kirei zrobił to samo.
Spojrzeliśmy na siebie jak w jednym z romansideł, które czytała mama, gdy jeszcze była człowiekiem i zamarliśmy.
Uratował mi życie. W zasadzie tak naprawdę dwa razy, bo wtedy, gdy się włamał, mogłem się udusić, gdyby nie przyniósł mnie do komnaty i nie podał leków.
I wtedy, przed wilkami też mnie uratował. Więc odwdzięczył się już dwa razy. Został mu jeden.
- Mogę cię namalować? - spytałem, kiedy dotarło do mnie, że chciałbym, by ten ostatni raz był wtedy, kiedy zdejmie ze mnie klątwę.
Ale kto mógłby pokochać kogoś takiego jak ja?
- Chętnie się zgodzę - odparł Kirei, wstając. - Tylko czy to ma związek z nieruszaniem się?
- Tak, a co?
- Wierci się, jakby miał robaki w gaciach - wyjaśniła Meiko, wchodząc do komnaty. - Później dokończycie zabawę, w jadalni czeka na nas obiad - stwierdziła i wyszła.
- Ona na pewno ma dziesięć lat? - spytałem.
- Tak, a co?
- Zachowuje się bardzo dojrzale - wyjaśniłem.
- Zawsze taka była - Kirei wzruszył ramionami. - Idziemy? Mam nadzieję, że tym razem będzie dużo mięska, bo ostatnio z tym trochę krucho było.
Po czym skocznym krokiem poszedł w stronę jadalni. Ja, nadal nie czując się na siłach, poszedłem powoli za nim.
Wariat. Ale kochany wariat...

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Beauty and the Beast: The Rose of Darkness II

Zespół: The Guzmania&Acme (ex.DIV), w tle NEXX (Hayato i Tsukasa)
Pairing: Chobi&Chisa
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, fantasy, AU
Seria: "Beauty and the Beast"
Ostrzeżenia: magia, sceny przemocy
Notka autorska: Wejście małego smoka. XD


Obudziłem się gwałtownie, słysząc hałas.
- Włamanie! Włamanie! - wołał Tsukasa, biegając wokół mojego łóżka. - Paniczu, wstawaj, włamanie!
Naciągnąłem tylko na siebie spodnie i pobiegłem sprawdzić, co się dzieje. Kto był na tyle głupi, by się włamywać do zamku potwora? Przecież dzięki czarnoksiężnikowi wszyscy w wiosce, z której pochodziła Meiko, wiedzieli, że w zamku obok mieszka taka kreatura jak ja!
Wbiegłem do kuchni. Okno było otwarte, a nasz włamywacz siedział na posadzce z garnkiem na głowie, cały utytłany mąką.
- To ty! - zawołał, usiłując się podnieść, ale przewrócił się i udało mu się to dopiero za drugim razem. Odrzucił garnek i rzucił się na mnie z nożem. - Gadaj, gdzie moja siostra, bestio!
W sumie powiedziałbym mu to, ale jako, że na mnie usiadł, zabrał mi na chwilę możliwość oddychania, co skończyło się tak, że moje ciało samo postanowiło utrzymać ten stan.
- Te, potworku? Żyjesz? - no żeby włamywacz, który przed chwilą chciał mnie zadźgać, zlitował się nade mną, bo dostałem ataku astmy... Serio?!
Kuchnia była daleko od mojej komnaty. A ja nie wziąłem inhalatora ze sobą. Świetnie...
Odpłynąłem po krótkiej chwili, choć ten chłopak próbował mnie jednak utrzymać przytomnego.
* * *
- Em, bestyjko? Ziemia do bestyjki, odbiór - usłyszałem, budząc się. Zobaczyłem włamywacza, który siedział przy moim łóżku. We włosach nadal miał trochę mąki. - E, wybacz za całe zamieszanie. Meiko już mi wyjaśniła, że jestem idiotą. W ogóle jak coś, to ten twój in-coś-tam stoi na szafce. Imbryk kazał mi ci to podać, to podałem i wow, odzyskałeś oddech. Futrzaki tak mają?
Matko, ile on gada...
- To tylko astma - odparłem. Spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
- To choroba?
- Tak.
- Odbiera ci oddech?
- Tak.
- Niedobrze - mruknął włamywacz. - A, właśnie. Kirei, brat Meiko, miło mi. Jeszcze raz przepraszam za zamieszanie.
Uśmiechnąłem się lekko.
- Na imię mi Yajuu - odparłem.
- Fajnie. Słuchaj, bo... - zaczął powoli. - Dzięki za uratowanie Meiko. A w ogóle to wysoki jesteś, zarąbista sprawa, no nie? Ile masz, dwa metry? Ja też bym tyle chciał mieć, ale matka natura mnie nienawidzi.
- Chyba nawet nie dobiłeś do metra sześćdziesiąt, co nie? - spytałem, na co Kirei prychnął.
- Dobiłem! Znaczy, dwóch centymetrów mi brakuje... - podrapał się po głowie i odwrócił wzrok.
Zaśmiałem się.
- Nie śmiej się, jesteś wysoki jak brzoza - mruknął.
- To tylko przez klątwę - odparłem.
- Klątwę? - zdziwił się Kirei.
Chciałem mu wyjaśnić, o co chodzi z klątwą, ale poczułem wtedy tak okropny ból, że zgiąłem się w pół. Kolce róży powbijały się głębiej w moje ciało.
Niech tego czarnoksiężnika coś zje, błagam...
- Ej, Yajuu? W porządku? - Kirei położył dłoń na moim policzku. - Żyjesz, stary?
- Ledwo - mruknąłem. - Chyba nie możemy rozmawiać o tej klątwie.
- To nie rozmawiajmy - stwierdził Kirei. - Jeśli ma się dziać coś takiego, to nie ma sensu.
Westchnąłem ciężko.
- Chodź. Znajdę ci komnatę do spania - stwierdziłem, ciągnąc go za rękę.
Kiedy już się pożegnaliśmy, zdałem sobie sprawę, że on mnie widzi. A potrafił mnie dotknąć, zmartwić się i prawdopodobnie przytachać z kuchni do komnaty.
Dlaczego on jest taki miły dla takiego potwora jak ja...?

sobota, 27 stycznia 2018

Beauty and the Beast: The Rose of Darkness I

Zespół: The Guzmania&Acme (ex.DIV), w tle NEXX (Hayato i Tsukasa)
Pairing: Chobi&Chisa
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, fantasy, AU
Seria: "Beauty and the Beast"
Ostrzeżenia: magia, sceny przemocy
Notka autorska: Okej, druga wersja. Jak jeszcze tamta różniła się tylko tym, kto obrywał, ta tutaj chyba zlasuje wam mózg dosyć mocno. Chociaż nie tak, jak ta trzecia. Enjoy~!
W roli Pięknej i Bestii w tej wersji występują:
Kirei (Bella) - Chobi
Yajuu (Bestia) - Chisa


Pojawił się nagle, w środku nocy. Był dziadkiem proszącym o schronienie. A my, naiwni, daliśmy się namówić.
Przesiedział u nas tydzień. W tym czasie dawał się nam we znaki, ale to przecież tylko biedny, schorowany dziadek. Ma już swoje lata i odbija mu na starość. A najbardziej upatrzył sobie mnie.
- Choć na chwilę - powiedział, ciągnąc mnie za rękę w stronę sali balowej. - Jesteś dobrym dzieciakiem. Chcesz różyczkę?
Popatrzyłem na różę. Była tak ciemnoczerwona, że aż prawie czarna. Podniosłem wzrok na dziadka. Na jego twarzy widniał grymas, który udawał uśmiech. Myśleliśmy, że on po prostu tak ma. W końcu to tylko schorowany dziadziuś.
- Nie jestem dziewczynką, więc odmówię - powiedziałem.
- Oj, no nie bądź taki - dziadek pomachał mi przed oczami różą. - Weź różyczkę. Specjalnie dla ciebie ją zerwałem.
Oczywiście byłem na tyle głupi, by ją jednak wziąć. Kolec dźgnął mnie w palec, przez co syknąłem z bólu i chciałem różę puścić.
Ale ona nie chciała odczepić się od mojej ręki.
- Wspaniale - powiedział dziadek, a jego zmarszczki powoli znikały. Pamiętam, że rodzice, mój brat, lokaj i pokojowy przybiegli sprawdzić, co się dzieje, sprowadzeni na salę balową moim wrzaskiem.
Róża wpełzła pod moją skórę. Czułem jej kolce, które uaktywniały klątwę tego, jak się okazało, czarnoksiężnika.
Kiedy mój ojciec rzucił się na niego, by go powstrzymać, czarnoksiężnik przywołał kostur i uderzył nim w posadzkę. W taki sposób moja rodzina i dwaj słudzy-przyjaciele zamienili się w świecznik, zmiotkę, zegar, imbryk i filiżankę.
A czarnoksiężnik stał i śmiał się szyderczo, kiedy leżałem na kafelkach pokryty futrem, ze zmutowanym ciałem, którego nie miałem nawet siły wtedy oglądać.
- Jak ktoś cię w tym ciele pokocha, to pozwolę ci odzyskać stare - mruknął czarnoksiężnik. - Na razie bądź mą bateryjką do wiecznej młodości.
I poszedł, a ja spojrzałem na swoje ręce. Były pokryte żółtym futrem, pod którym, gdy przedzieliłem je palcami, zobaczyłem różę. Tak, jej łodygi były pod skórą. Sam kwiat znalazł się w mojej klatce piersiowej. Czarnoksiężnik wybrał mnie nie bez powodu. Mógł przecież rzucić klątwę na mojego brata. Ale w taki sposób miał ubaw życia z faktu, że róża podrażniała moje i tak nadwrażliwe oskrzela, przez co ataki astmy pojawiały się dwa razy częściej.
W lustro spojrzałem raz. Zobaczyłem pazury, ogon, kły, rogi i wszechobecne żółte futro. Tyle mi wystarczyło, by wszystkie w zamku rozbić.
A potem schować się w swoim pokoju i wychodzić raz na ruski rok...
* * *
Był zimowy wieczór. Nie wychodziłem za dnia, bo bałem się tego, że ktoś może mnie wtedy zobaczyć.
Poszedłem do lasu. Gałązki łamały się pod moim ciężarem, ogon zamiatał leniwie śnieg. I wtedy to usłyszałem.
Głos.
- Przepraszam, jest tu ktoś? - głos dziewczynki. Pewnie zgubiła się w lesie.
Ale ja jestem potworem! Jak mnie zobaczy, to ucieknie...
Trzeba zaryzykować, w tej okolicy często pojawiają się wilki.
- Gdzie jesteś, dziecko? - spytałem, na co usłyszałem okrzyk radości.
- Tutaj! - zobaczyłem dziewczynkę machającą ręką. - Zgubiłam się, jak poszłam do lasu nazbierać kwiatków*, bo zaczął mnie gonić taki jeden chłopak. Nie lubię go, jest strasznie niemiły.
Spojrzałem na nią. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego ona normalnie ze mną rozmawia.
- Nie boisz się mnie? - zdziwiłem się.
- A dlaczego miałabym się bać? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- Jestem potworem. Powinnaś - wyjaśniłem.
- Potworem? - na jej twarzy pojawiło się zdziwienie. Podeszła do mnie i położyła swoje małe dłonie na mojej klatce piersiowej. - Czuję, że bije panu serce. Nie może pan być potworem. W przeciwnym razie by pan nie chciał mi pomóc.
Wtedy zrozumiałem.
- Jesteś niewidoma, prawda? - upewniłem się.
Kiwnęła głową.
- Jak masz na imię?
- Meiko - odpowiedziała.
- Chodź, zaprowadzę cię do mojego domu. Rano poszukamy twojego - odparłem, biorąc ją za rękę.
- Rano? Jest noc? - zdumiała się. - Mój starszy brat pewnie odchodzi od zmysłów!
- Rano do niego wrócisz - obiecałem jej.
- Proszę pana...
- Tak?
- Ma pan pazurki i futro.
- Wiem.
- Czyli jednak jest pan potworem - stwierdziła, kiedy byliśmy tuż przed bramą. - Ale miłym.
- Dziękuję - otworzyłem bramę i weszliśmy do środka.
* * *
- Może to ona ściągnie klątwę? - zastanowiła się mama, wlewając do wanny gorącą wodę.
- To jeszcze dziecko, Tsukiko - stwierdził tata. - Mamy ją tu trzymać do dwudziestki według ciebie?
- A co, chcesz być zegarem do usranej śmierci, Jirou? - spytała mama, tym razem nalewając zimnej, żeby Meiko się nie poparzyła.
- Nie, ale zmuszanie dziecka do miłości jest trochę niestosowne - tata westchnął przeciągle.
- Yajuu jest piękny, żadna mu się nie oprze! - stwierdził Tsukasa, nasz lokaj. Był na moim punkcie trochę świrnięty, szczerze mówiąc.
- Dziecka w nim nie rozkochasz - mruknął Hayato, mój przyjaciel z dzieciństwa. Pełnił funkcję pokojowego w naszym zamku, odkąd jego rodzice zmarli.
- Przyprowadziłem ją - Hotaka, mój młodszy brat, wskoczył do łazienki, a zaraz za nim weszła Meiko owinięta samym ręcznikiem.
- Ile masz w zasadzie lat? - spytałem, pomagając jej wejść do wanny.
- Dziesięć - odparła, mierzwiąc w palcach ręcznik. - Ciepła ta woda, taka w sam raz.
- Jakbyś chciała zostać sama, to mów - zaproponowałem. Pokręciła głową.
- Nie. Mój brat zawsze pomaga mi się kąpać - odparła.
- Miły ten twój brat - stwierdziłem.
- Bardzo miły. Czasem aż za - mruknęła.
Pomogłem jej się przebrać, choć musiałem przy tym zamknąć oczy, po czym położyliśmy ją do łóżka w jednej z komnat.
Rano mieliśmy w końcu odprowadzić ją do domu. Musiała się wyspać.


*Przebiśniegi i inne tego typu kwiatki.

niedziela, 9 lipca 2017

The power of smile

Zespół: The Guzmania&Acme (ex.DIV)
Pairing: Chobi&Chisa
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Bo Chobi też zasługuje na pochwałę. ^^


Łatwo mi się skoncentrować na tym, co do ciebie czuję. Mogę opowiadać o tym w myślach samemu sobie godzinami. Ale czy potrafię na ciebie patrzeć?
Może to dziwnie zabrzmi, ale pierwsze, co rzuca się w oczy, gdy się ciebie spotyka, to siła. Potężna wola życia, emanująca niczym jasne światło, przelewająca się na osoby w twoim otoczeniu. Można się nią aż zachłysnąć, zatopić się jak w wodzie.
Potem człowiek powoli cię poznaje i zauważa kolejne akcepty twojego charakteru, ale także wyglądu. Włosy zazwyczaj masz nastroszone, nawet jak usiłujesz je ulizać, to przynajmniej kilka kosmyków i tak będzie żyło własnym życiem. Nie masz głębokich oczu, ale jest w nich jakiś taki promyk nadziei, jakby płonęły rozpalone pragnieniem przygód. A najbardziej z tego wszystkiego lubię twój uśmiech. Taki typowo anielski, nie zdradzający tego, co się kryje tak naprawdę w twoim małym ciele.
Jesteś niski, to fakt. Ale kto w dzisiejszych czasach zwraca na to uwagę? Jeśli tacy ludzie istnieją, powinni poważnie przemyśleć swoje zachowanie. Poza tym, dużo wyższy nie jestem.
Masz pełne usta i piękne dłonie mimo, iż twoim palcom daleko jest do smukłości. Ale jest w nich coś takiego, że nie można oderwać od nich oczu.
Często żartujesz, że dobraliśmy się według tego, jak ładne mamy dłonie. I nie rozumiesz, dlaczego uważam, że moje wcale takie nie są. Ale ty wielu moich opinii o moim własnym wyglądzie nie rozumiesz.
Mógłbym mieć dziewczynę z dużym biustem, smukłymi nogami i burzą włosów. Mógłbym mieć męskiego, wysportowanego partnera. Ale po co? Nikt nie rozumie, dlaczego akurat ciebie wybrałem. Czasem sam siebie nie rozumiem.
A później bierzesz mnie na ręce i niesiesz. Tak po prostu. Bo mimo wszystko jesteś silny i dałbyś radę przywalić komuś mocniej, niż niejeden umięśniony perkusista. Satoshi może potwierdzić. To limo, co mu nabiłeś za Shougo, jest idealnym na to dowodem. Nawet Naoto cię wtedy pochwalił.
Ale ja nie widzę różnicy między tym, jak mocno uderzyłeś Satoshiego od tego, jak jednym ruchem podnosisz mnie z podłogi, gdy zrobi mi się słabo. Albo gdy mam tak silny atak astmy, że nie zdążę znaleźć inhalatora.
I wiesz co? Jak ci mówię, że jesteś przystojny, to nie odpowiadaj, że to ja jestem aspektem wizualnym w naszym związku. To obraża mój gust, Hiroki. Okej?
I nie ma nic bardziej podniecającego od twoich szorstkich, ciepłych dłoni, przesuwających się po moim chłodnym ciele. Czasem warto mieć delikatną skórę.
The end

niedziela, 2 lipca 2017

Velvet

Zespół: The Guzmania&Acme (ex.DIV)
Pairing: Chobi&Chisa
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans
Ostrzeżenia: łagodne sceny erotyczne
Notka autorska: Taka tam zmysłowa miniaturka.


Zawsze mi się wydawało, że kobiety są piękne. Że mają ciała idealne, a skórę delikatną jak jedwab. I w sumie tak było. Tyle, że potem poznałem ciebie i nagle żeńska część populacji przestała mnie interesować. Mimo, iż zawsze uważałem, że jestem w stu procentach hetero.
Moje palce przesuwają się po twojej aksamitnej wręcz skórze, wywołując u ciebie dreszcze. Pochylam się nad tobą, czarnymi kosmykami lekko muskając twoją twarz. Twoje jasne włosy rozsypały się na poduszce. Patrzysz na mnie swoimi dużymi, czarnymi oczami, po chwili kładąc na moim rozgrzanym policzku zimną dłoń i składając na moich ustach namiętny pocałunek.
Masz nawyk łapania mnie za nadgarstki, co często kończy się tym, że ręce mam podrapane, jakby próbował wykąpać kota. I najczęściej tak to tłumaczę. Bo w momencie, gdy nasi znajomi jedynie pośmieją się pod nosem, fanki już by nie zrozumiały.
I wiesz co? W chwili, kiedy zasypiam obok ciebie, a twój ciepły oddech owiewa mi szyję, stwierdzam, że mam gdzieś te wszystkie idealne ciała kobiet z jedwabistą skórą. Wolę aksamit. Zdecydowanie.
The end

czwartek, 12 stycznia 2017

Thousand

Zespół: Kameleo&The Guzmania
Pairing: Hikaru.&Chobi
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: komedia, romans
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Zainspirowało mnie to zdjęcie. ^o^

Tysiące razy ci to powtarzałem, prawda?
Żebyś nigdy, przenigdy nie nazywał mnie "chan" przy ludziach.
Ale przecież ty nie posłuchasz. Nigdy nie słuchasz.
- Hiroki-chan~! - świergoczesz, opierając się jedną ręką o ścianę. Chichoczę jak jakieś rasowe uke z gejowskiej mangi albo beznadziejnego opowiadania z ciemnych zakamarków internetu, zasłaniając sobie usta dłońmi.
- Saito, co ty wyprawiasz? - pytam, nie odrywając rąk od twarzy.
- A nic takiego - mówisz, łapiąc moje palce i przytykasz moją dłoń do swojego policzka. Opuszczasz moją drugą rękę na dół i składasz na moich ustach zachłanny pocałunek.
Tego też miałeś nie robić, gdy wpatrują się w nas oczy naszych zaciekawionych kolegów z branży. I też powtarzałem ci to tysiąc razy.
Ale przecież ty nie posłuchasz. Powinienem po tylu latach się do tego przyzwyczaić.
I choć pokochałem twoją spontaniczność, to jakoś przywyknąć do niej nie mogę.
The end

wtorek, 13 grudnia 2016

Tremble

Zespół: Moran&The Guzmania
Pairing: Ivy&Chobi
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Dam radę, jeszcze tylko dziesięć fików... Tymczasem zapraszam na opowiadanie o, jak to nazwała kiedyś Kann, Ibi. ^^

Siedziałem na tarasie z kubkiem kawy w ręce i Nameko na kolanach. Obserwowałem. Co? Można powiedzieć, że wszystko. Chmury przesuwające się po niebie, ptaszki fruwające z drzewa na drzewo, bawiące się dzieci, panią z pieskiem na smyczy... Pieskiem. Kwadratem na łapach, nie psem. Nie wiem, co ludzie widzą w pomeranianach, naprawdę. Co Shougo w nich widzi...
Podrapałem Nameko za uchem w ramach protestu przeciwko psom. Chociaż nie mówię, niektóre rasy naprawdę są urocze i pocieszne. Jamniki i mopsy na przykład. "Zwłaszcza mopsy", dodałbyś, gdybym ci to powiedział.
Upiłem łyk kawy. Za furtką przejechała dziewczynka na rolkach. Pele i Mencha biegali po trawniku, bawiąc się jak małe kociaczki. Nameko przeciągnęła się leniwie, ziewając uroczo. Zamknąłem oczy. Przestałem obserwować, zacząłem słuchać. Często tak robiłem. Chciałem wiedzieć, co czuje moja siostra, gdy siedzi na tarasie tak jak ja teraz.
Słyszałem śpiew ptaków, klakson samochodu, śmiech dzieci, terkoczące kółka od zapewne małego rowerka po chodniku, szum wiatru, który wzmagał się na sile...
Zadrżałem. Zrobiło mi się chłodno. Chciałem otworzyć oczy, ale usłyszałem skrzypnięcie furtki i zapewne twoje kroki. I mruknięcie, że nic ci nie jest, gdy pewnie się potknąłeś. Jesteś ciapą, jak ja. To cud, że nadal żyjemy.
- Hiroki? - poczułem, jak zarzucasz mi bluzę na ramiona, co wystraszyło Nameko, która zeskoczyła z moich kolan. - Zmarzniesz, głuptasie.
Otworzyłem oczy. Patrzyłeś na mnie spod czapki, która opadała ci na oczy.
- Witaj w domu - opatuliłem się twoją bluzą, wstałem, wspiąłem na palcach i pocałowałem cię w usta.
Znowu zadrżałem, ale tym razem powodem były twoje palce pod moją koszulą. Chwilę później już niosłeś mnie po schodach do sypialni. Jakbym był jakąś księżniczką...
The end

piątek, 30 września 2016

White Wine

Zespół: The Guzmania&Acme (ex.DIV)
Pairing: Chobi&Chisa
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: komedia, romans
Ostrzeżenia: łagodne sceny erotyczne?
Notka autorska: Napisałam tego fika... Dawno. Ale jakoś nie chciało mi się go wrzucać. A i w ogóle od jutra zaczynam challenge z fanfikami, jeszcze będę o tym pisała. To tyle, miłego czytania. ^^


Chobi przeciągnął się leniwie i skierował swoje kroki do łóżka. Zastanawiał się, gdzie tak właściwie jest Chisa. Znaczy, Sachi wyszedł gdzieś z Hikaru i Saną, ale czemu mimo tak późnej pory nie wracał?
Usiadł na łóżku i już chciał zadzwonić do ukochanego, gdy usłyszał dźwięk przekręcanego klucza w zamku. Wstał i podszedł do drzwi, które uchyliły się powoli.
Chisa oparł się o framugę, lekko zamglonym wzrokiem patrząc na Chobiego. Jak nic był pijany. I to nawet całkiem poważnie.
- Aż tak dużo nie wypił, spokojnie - oznajmił Sana, chyba widząc minę Chobiego. Perkusista trzymał kompletnie ululanego Hikaru za ramię. - Pójdę go odstawić Yuiemu. Aczkolwiek muszę zmyć się w miarę szybko, zanim nasz wokalista stwierdzi, że pierwsza w nocy to dobra pora na awanturę.
Sana uśmiechnął się lekko i zszedł ze schodów, prawie że ciągnąc Hikaru za sobą. Saito chyba mało co w ogóle kontaktował i można by mu teraz nawet wmówić, że jest pół-demonem i ma ze swoim uke córkę, bo jakiś mag namieszał w biologii i mężczyźni mogą rodzić, więc posłusznie szedł za Saną.
Chobi westchnął przeciągle i wciągnął Chisę do mieszkania. Wokalista nawet dosyć normalnie stawiał kroki, więc chyba rzeczywiście nie było tak źle.
- Hiroki - zaczął Sachi, kiedy ten posadził go na łóżku i ściągnął mu buty. - Rozbierzesz mnie?
- No chyba nie chcesz spać w dżinsach? - Chobi jednym ruchem ściągnął Chisie spodnie i odrzucił je na krzesło.
- Nie. Wtedy jest niewygodnie i guzik się wbija - odparł Chisa, gdy Chobi pozbawił go koszuli. - Ej, Hiroki?
- Tak, Sachi?
- Tak pomyślałem...
- O czy... - Chobi nie dokończył, bo Chisa złapał go za piżamę i przewrócił na łóżko, po czym zawisł nad nim jak kat nad dobrą duszą. - Sachi?
- W sumie ja już jestem prawie nagi - drobne palce Chisy po kolei odpięły wszystkie guziki. Nachylił się nad Chobim, uśmiechając się zalotnie, po czym go pocałował.
Usta wokalisty smakowały winem.
Chyba białym.
Sachi zawsze robił się bardziej śmiały po alkoholu. Chociaż Hiroki wcale nie musiał się przecież zgadzać na bycie tymczasowym uke. Ale chciał czasem dać Chisie porządzić.
W zasadzie jak na seme, to Chobi wcale a wcale nie jest asertywny...
The end

poniedziałek, 4 lipca 2016

Behind a window

Zespół: The Guzmania&Acme (ex.DIV)
Pairing: Chobi&Chisa
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Kolejny fik, który miał być do challenge'a, ale nie jest. Dobrze mi się pisze z tym shipem fanfiki, tak szczerze.


Kiedyś, kiedy byłem smutny, bądź po prostu miałem zły dzień, szedłem do kuchni, zaparzałem herbatę, wracałem do pokoju i siadałem na parapecie. Otulałem się szczelnie kołdrą ściągniętą z łóżka i trzymając kubek w dłoniach, patrzyłem przez okno na świat.
Zauważyłem wtedy ciekawą rzecz. Większość par, które idąc, obejmowały się bądź trzymały za ręce, uśmiechały się. Tak jakby ta bliska obecność drugiej osoby sprawiała, że czuły się szczęśliwe.
Czasem odwracałem się i patrzyłem na łóżko, na którym spała któraś z kolei z moich dziewczyn. Jedne kochałem, innych nie. Najczęściej jednak łóżko było puste i zimne. Jeszcze rzadziej wstawałem z parapetu i po prostu przytulałem się do mojej ukochanej. Często jednak nie uzyskiwałem żadnej reakcji. W końcu przestałem tak robić nawet wtedy, gdy rzeczywiście coś do tej kobiety czułem. Zrozumiałem, że tylko kołdra chce mnie otulić. Tylko kołdra jest ciepła. Te kobiety były zimne. Wręcz lodowate. Pozbawione uczuć. One widziały we mnie Chisę, nie Sachiego. One pragnęły Chisy. Sachi był im niepotrzebny.
I znów siedzę na parapecie, wpatrzony w ponury świat za oknem. Pada deszcz, a wena wcale nie chce mnie dziś odwiedzić. Wystukuję na kubku rytm "Rainy, rainy smiles". Ale mi nie jest wcale do śmiechu.
- Brak pomysłów? - słyszę za sobą, po czym czuję, jak przytulasz mnie do siebie. - Przyjdą kiedyś, zobaczysz.
Uśmiecham się i przymykam oczy. Jesteś cieplejszy od kołdry i herbaty, która już prawie wystygła. I potrzebujesz mnie, a nie gwiazdy rocka. Sachiego Kurihary, nie Chisy - wokalisty.
The end