Blog zawiera treści o związkach męsko-męskich i damsko-damskich. Jeżeli nie lubisz yaoi i yuri, to naciśnij czerwony krzyżyk i nie czytaj, zamiast obrzucać mnie błotem. Dziękuję za uwagę.

Polecany post

The Traces of Her Are Receding Into the Distance

Uniwersum: Aoishiro Pairing: Kohaku&Syouko Dozwolone od: 17+ Gatunek tekstu: soft angst Ostrzeżenia: spoilery do gry Notka autorska: End...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 168 -one sixty eight-. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 168 -one sixty eight-. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 sierpnia 2019

Air

Zespół: 168 -one sixty eight-&Migimimi sleep tight
Pairing: Aoi&Ryohei
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: soft angst, okruchy życia
Seria: "Nine Elements"
Ostrzeżenia: melancholia, nostalgia, nawiązanie do śmierci
Notka autorska: Miniaturek ciąg dalszy. Trochę się natrudziłam przy tym fiku, tbh.


W tym domu już nikt nie mieszka. Stoi pusty od wielu lat.
Stara, zardzewiała furtka skrzypi, gdy się o nią opierasz. Sama się otworzyła.
Odwracasz się w moją stronę. Uśmiechasz się, zapraszając mnie do środka.
W powietrzu unosi się zapach kwiatów. Słodki, mdły i kojący nerwy. Wiatr rozwiewa nasze włosy. Jest cicho i spokojnie. Nie jak w mieście.
Tyle, że w tym domu jest za cicho. Zbyt pusto. Za dużo kurzu i pajęczyn.
Nikt już nie piecze ciasta o poranku. Małe dzieci nie zbiegają na dół, by zjeść je z mlekiem prosto od krowy. Nie biegną potem na pole, by pleść wianki i przynieść je mamie. Nie bujają się na huśtawce, popychane przez tatę coraz wyżej i wyżej, aż do nieba. Aż do gwiazd.
Biorę głęboki wdech. Wtedy dopiero słyszę, że dom moich rodziców nadal żyje. Tyle, że nie z nimi. Z kimś innym. Z ludźmi, którzy kupili go od mojej siostry.
- Ach tak, siostra pana Satou do mnie dzwoniła - rozmawiasz z mężczyzną stojącym w progu domu. Do jego ramienia tuli się mała dziewczynka. - Niech panowie wejdą. Zobaczy pan, jak ładnie wyremontowaliśmy łazienkę, Satou-san.
Wizyta kontrolna. Siostra chciała sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Wysłała nas.
I jakoś wcale mnie nie dziwi, że kafelki na ścianach są różowe.

The end

środa, 22 lutego 2017

Future

Zespół: 168 -one sixty eight-&Moran
Pairing: Aoi&Zill
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: angst
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: śmierć, oparte na faktach
Notka autorska: Zaczęliśmy angstem ze śmiercią i kończymy angstem ze śmiercią. Taka klamra.
Właśnie, kończymy. Alleluja. XD


Pamiętam, jak siedziałeś na parapecie przy otwartym oknie, machając nogami. Zastanawiałem się wtedy, czy nie boisz się, że twoje klapki spadną ci z nóg i będziesz musiał po nie biec na dół, ewentualnie, co było gorszą możliwością, że sam zsuniesz się z parapetu i wylądujesz na trawniku. Dobrze, że to było tylko pierwsze piętro.
- Znowu masz pesymistyczne myśli, co, Nobu? - uśmiechnąłeś się promiennie, odwracając się w moją stronę. W zasadzie, odkąd moja mama nie żyła, a tata okazał się być ciężko chory, nie potrafiłem nie mieć złych przeczuć.
- Martwię się, że spadniesz. Albo przeziębisz. Wiesz, że jesteś chorowity, Sabu - mruknąłem, podchodząc do ciebie i obejmując cię ramionami.
- Brzmisz jak Soan - zachichotałeś. - On zawsze się martwi o wszystko i wszystkich.
- Może mi się udzieliło po tym, jak był naszym perkusistą wspomagającym?
- Może? - przerzuciłeś nogi na drugą stronę parapetu i zamknąłeś okno. - Fakt faktem, mam do ciebie pytanie.
- Jakie?
- Masz jakiś pomysł, jak mógłbym zeswatać go z Hitomim? Bo zaczynają działać mi na nerwy - westchnąłeś. Uśmiechnąłem się lekko.
- Nie mam pojęcia, Sabu - pogłaskałem cię po policzku. - Ale może jutro coś wymyślę, okej?
- Dobrze - zszedłeś z parapetu i wskoczyłeś pod kołdrę. - Idziesz?
- Tylko umyję zęby - powiedziałem i poszedłem do łazienki.
Kiedy wróciłem, już spałeś. Twoje włosy rozsypały się na poduszce, oddychałeś spokojnie i miarowo. Nie chciałem cię już budzić, mimo, iż dziwnie było mi iść spać bez naszego wieczornego gadania o głupotach. Wślizgnąłem się po cichu do łóżka, ale ty w tym momencie się przebudziłeś.
- Przysnąłem? - zdziwiłeś się. - Ojej... Chyba za dużo świeżego powietrza się nawdychałem. Tak właściwie, Nobu... Jak wyobrażasz sobie naszą przyszłość?
- Hm... - zamyśliłem się. - Wy znajdziecie jakiegoś gitarzystę lepszego od Velo, co w sumie nie będzie trudne...
- Nobu!
- Okej, już nic nie mówię - zaśmiałem się. - Może wtedy nasze zespoły ruszą we wspólną trasę? Kto wie?
- Obiecajmy sobie coś - pochyliłeś się nade mną, a kosmyki twoich włosów łaskotały mnie w twarz. - Jeśli któryś z nas odejdzie, ten drugi zatroszczy się o naszą przyszłość. Zgoda?
- Zgoda - uśmiechnąłem się i pocałowałem cię.
Nie spodziewałem się wtedy, że pewnego dnia znajdę cię nieprzytomnego na podłodze. Nie myślałem, że będę musiał spisać wszystko, co miałeś Soanowi, Hitomiemu, Velo i Siznie do przekazania. Nie wpadłbym na to, że uśmiechniesz się do mnie tuż przed zaśnięciem na zawsze, że uścisk twojej dłoni rozluźni się, a ja będę zmuszony wyjaśnić Soanowi, że śmierć była od niego szybsza i dlatego nie zdążył się z tobą pożegnać.
Twoja przyszłość zamknęła się w dwóch datach na nagrobku. Ale nasza nadal trwa. Pilnuję tego. W końcu tak sobie obiecaliśmy, prawda?
The end

piątek, 3 lutego 2017

Letters

Zespół: Ayabie
Pairing: Aoi&Takehito
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: brak
Notka autorska: Tak jakoś mi to przyszło do głowy przez to, że Takehito Aoiego przeprosił.


Bałem się o swoją karierę. Zamiast miłości wybrałem pracę. I przez to wydawało mi się, że na zawsze straciłem osobę, którą kocham.
Zacząłem pisać listy. Chciałem go przeprosić, ale nie potrafiłem. Pragnąłem wyjaśnić, że to oni mnie do tego namówili, że uniosłem się honorem i nie umiałem porzucić pracy, ale nie potrafiłem. Dlatego właśnie zacząłem pisać listy.
"Przepraszam, że Cię zraniłem. Nie powinienem ich słuchać. Zwłaszcza po śmierci Saburou."
Chciałem wysłać cokolwiek, jakikolwiek list. Ale nie potrafiłem. Zatrzymywałem się w połowie drogi do poczty, zamierałem z ręką nad skrzynką pocztową...
"Nie wiem, co robić. Nie odbierasz telefonu, nie otwierasz mi drzwi. Saburou by wiedział. Tak dobrze Cię znał. Tak dobrze znał każdego, z kim się przyjaźnił. Towa też mi opowiadał, że nie dało się przed nim niczego ukryć."
Przesiadywałem na parapecie, wpatrując się w okno. Ewentualnie leżałem na łóżku i obserwowałem rysy na suficie.
"Wybacz mi. Nie chciałem tego. Proszę. Pragnę tylko tego, by znowu zobaczyć Twój uśmiech, choć wiem, że straciłem na to szansę."
Pewnego dnia moje listy zniknęły. Trzymałem je w szafce, związane czerwoną wstążką. Ktoś je zabrał.
Tworząc listę osób, które mnie odwiedzały w ciągu ostatnich miesięcy, usłyszałem pukanie do drzwi. Wstałem i otworzyłem je.
Stał tam, trzymając moje listy w ręce.
- Ryohei mi je pokazał - oznajmił. A więc to był Ryohei...
- Ao... - westchnąłem ciężko. - Przepraszam. Ja naprawdę...
- Wybaczam ci - przerwał mi. - A jako, że ci wybaczyłem, mogę to zrobić.
Przyciągnął mnie do siebie i pocałował. A na stole leżał zaczęły list z tylko jednym zapisanym zdaniem.
"Kocham cię."
The end

sobota, 5 listopada 2016

Silver

Zespół: 168 -one sixty eight-&Moran
Pairing: Aoi&Hitomi
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans
Seria: Oneshot Challenge
Ostrzeżenia: raczej brak
Notka autorska: No, wracamy do challenge'a. AoHito jest dobrym shipem, jak już kiedyś wspominałam. ^^

Srebrne światło księżyca oświetla twoją sylwetkę. Siedzisz przed lustrem, rozczesując długie do ramion włosy. Nienawidzisz, gdy są splątane.
- Mówiłem ci kiedyś, że jesteś piękny? - pytam, tuląc cię do siebie.
- Powtarzasz mi to codziennie - odpowiadasz spokojnie, lekko się pesząc. - I tak uważam, że przesadzasz.
- Nie przesadzam - odpieram.
Uśmiechasz się, ujmujesz moją dłoń i przytykasz ją do swoich ust. To takie nieme przyzwolenie, by moja druga ręka zsunęła się powoli pod twoją koszulę i guzik po guziku zaczęła ją rozpinać.
- Czasem się zastanawiam, co by było, gdybym nigdy cię nie poznał - ściągam z ciebie wyżej wymienioną część garderoby i podnoszę cię z krzesła.
Blask księżyca znów pada na twoją bladą skórę. Tworzy to swoistego rodzaju srebrną aurę okalającą twoje ciało. Jak gdybym był w stanie zobaczyć kolor twojej duszy.
Nie protestujesz, gdy delikatnie popycham cię na łóżko. Sam tego chcesz. Zaciskasz długie palce na mojej bluzie, której chwilę później mnie pozbawiasz. Uśmiechasz się lubieżnie, gdy moje dłonie błądzą po twoim ciele. Lubię twoje kocie ruchy, obecne nawet tutaj, w tym naszym własnym, nocnym świecie, oświetlonym jedynie srebrzystym światłem księżyca.
Wtulasz się we mnie, powoli uspokajając swój oddech. Patrzę na twój tatuaż i stwierdzam, że w zasadzie to idealnie do ciebie pasuje. Tak jak motyl jesteś piękny i delikatny, choć nie lubisz, gdy ktoś cię tak opisuje.
- Powinieneś sobie wytatuować jeszcze kota, Hitomi - stwierdzam, przeczesując palcami twoje włosy.
- Kota? O czym ty mówisz, Shinobu? - podnosisz na mnie wzrok.
- No wiesz. Jesteś piękny i delikatny jak motyl, ale zadziorny i niezależny jak kot - tłumaczę.
- Nie lubię porównywania mnie do motyla.
- Wiem. Ale taka jest prawda - całuję cię w czubek głowy. - Coś się stało? Jakiś nieobecny dzisiaj jesteś.
- Soan dziwnie na mnie patrzy, odkąd im oznajmiłem, że z tobą jestem - wyjaśniasz. - Jest moim najlepszym przyjacielem, ale mam czasem wrażenie, że chyba chciałby, by było między nami coś więcej.
- Wątpię - kręcę głową. - Myślę, że po prostu jest zazdrosny o to, że kogoś sobie znalazłeś i to z nim spędzasz większość czasu, to jemu się żalisz i tak naprawdę Soan schodzi teraz na drugi plan.
- Czyli Soan czuje się po prostu opuszczony? - pytasz.
- Dokładnie tak - przyznaję. - Hitomi, ja wiem, że mnie kochasz, ale nie możesz zaniedbywać waszej długoletniej przyjaźni z Soanem.
- Masz rację - przyznajesz mi rację. - Pójdę z nim jutro na piwo.
- Mądry Hito-chan - uśmiecham się lekko i okrywam nas kołdrą. - Dobranoc.
- Dobranoc - mówisz, zamykając oczy. Po chwili obaj odpływamy do krainy snów.
The end

piątek, 6 marca 2015

Kiedyś

Zespół: 168 -one sixty eight-&Moran
Pairing: Aoi&Hitomi, wspomniane Soan&Hitomi (jednostronne)
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans
Ostrzeżenia: raczej brak
Notka autorska: Ogółem to tak. Panowie są do siebie bardzo podobni pod wieloma aspektami. Poza tym, znają się. I w sumie są idealni do shipowania ze sobą, ale są Soan i Ryohei. Tak samo jak nie zshipowałam Soana z Ivym, bo Hitomi i Vivi. Także tego. A, taki fun fact - rzecz dzieje się gdzieś w 2009 roku, czyli przed akcją "Od zawsze". To chyba tyle z mojej strony. Miłego czytania. :)

I znów to samo. Zasypiam w objęciach kogoś innego, a nie twoich. Poprawka, nie zasypiam. Po prostu leżę, słuchając miarowego bicia jego serca. Który to raz, gdy uwiodłem kolegę z branży albo fankę, by zapomnieć o tym, że jestem tchórzem?
Gładzi mnie po włosach, jakby wiedział. Jakby wiedział, że nie myślę o nim, że jestem duszą przy tobie, że czuję zapach papierosów, truskawek i mięty, gdy tylko zamknę oczy...
 - W porządku? - pyta. Słyszę troskę w jego głosie. Zawsze miał dobre serce, zawsze był pierwszy do pomocy...
 - Tak, w porządku - mówię cicho. - Shinobu?
 - Tak?
 - Bałeś się kiedyś wyznać komuś uczucia z obawy, że zniszczysz waszą przyjaźń albo że po prostu cię wyśmieje?
Odpowiada mi cisza. No tak, na takie beznadziejne przypadki jak ja, ratunkiem jest tylko wymowne milczenie. Ponad trzydzieści lat, a szlaja się od siedmiu za kimś, kto go bardziej jak brata traktuje i jeszcze nie potrafi mu miłości wyznać. Załamać się można...
 - Nigdy tego nie zrobiłem - szepcze w końcu. Podnoszę głowę i patrzę mu w oczy.
 - O czym ty mówisz? Przecież byłeś w tylu związkach. Musiałeś komuś to powiedzieć.
 - Nikomu - uśmiecha się lekko zakłopotany. - Poza tym, jakich związkach? Na palcach jednej ręki mogę policzyć moje poważne związki. Yuki, Tsuki, Hanako, Ryohei... Tak, to wszyscy.
 - Dlaczego rozstaliście się z Ryoheiem? - pytam, biorąc z szafki kieliszek z już dawno rozgazowanym szampanem.
 - Właśnie przez to - odpowiada. - Przez to, że bałem się mu powiedzieć, iż go kocham, tak jak ty boisz się to wyznać Soanowi.
Krztuszę się szampanem. Skąd on wie?
 - Jak się domyśliłeś? - wycieram usta wierzchem dłoni. Uśmiecha się.
 - Hitomi, nie spędziliśmy nocy razem po raz pierwszy - wyjaśnia. - A w kółko powtarzane przez sen imię Tomofumi o czymś świadczy.
 - Wybacz, to pewnie dla ciebie niezbyt komfortowa sytuacja... - wzdycham ciężko. Przytula mnie do siebie.
 - Hitomi... - całuje mnie w czubek głowy. - Może i jesteś męskim, atrakcyjnym wokalistą mającym każdą fankę na skinienie palca, ale z drugiej strony kochasz chować się pod czyimiś skrzydłami. Jesteś dobrym człowiekiem, dobrzy ludzie płaczą najczęściej. Dlatego tak długo, jak będę mógł cię uchronić przed utonięciem w czarnej otchłani samotności, tak długo moje skrzydła będą twoimi. Kiedyś w końcu opatulą cię te, których pragniesz. Tymczasem jestem ja, jesteś ty i ta piękna, długa noc przed nami.
 - Dziękuję - mówię, a on całuje mnie namiętnie, po raz drugi w ciągu kilku godzin pozbawiając mnie uczucia zimna i pustki w środku.
Kiedyś ci powiem. Zdobędę się na to. A ty rozpuścisz ten lód w moim sercu. Kiedyś. Na pewno.
The end

czwartek, 23 października 2014

Czekając na Księżyc IX

Zespół: Alice Nine&Kagrra,, wspomniane 168 -one sixty eight- i Migimimi sleep tight
Pairing: Tora&Akiya, w tle Isshi&Nao, Izumi&Shin, wspomniane Ao&Ryohei
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, fantasy, dramat, AU
Seria: "Waiting for the Moon"
Ostrzeżenia: magia, sceny przemocy
Notka autorska: Ostatnia część. Mam nadzieję, że się podobało. ^^



Mijały lata. Nowe pokolenie Kluczy i Pomocników nie było tak zżyte z nami, jak tamto stare. Czas wyleczył nasze rany po stracie przyjaciół, jednakże... Nigdy więcej nie śmialiśmy się z Nao, jedząc truskawkowe lody, nie słuchaliśmy ciekawych opowieści Isshiego przerywanych czasem złośliwymi docinkami, nie zjedliśmy naleśników Izumiego, który potem nie robił wyliczanki, kto ma zmywać i nie musieliśmy uspokajać Shina, gdy ten speszył się przez jakąś błahostkę i nigdy nie słyszeliśmy już jego nieśmiałego śmiechu.
Brakowało nam ich i to bardzo. Wiedzieliśmy, że pewnie są o wiele szczęśliwsi od nas, ale i tak... Bolało. Bolało nas to, że już nigdy ich nie zobaczymy.
I wtedy nastał ten dzień. Ten, w którym wszystko przestało mieć dla mnie znaczenie i stałem się tym ponurym Torą, którego znasz.
Pamiętam, że przebiłem wtedy jakiegoś wampira kołkiem. Odwróciłem się i zobaczyłem tylko pierwsze promienie słońca odbijające się w łuskach chimery...
 - Masashi! - ten wrzask pozostanie w mojej pamięci na zawsze. Następne, co pamiętam, to że leżałem na asfalcie, a Akiya się nade mną pochylał. Na policzek kapnęła mi z jego ust krew. Koszulę też miałem całą w krwi. Chimera dopiero po chwili wyciągnęła z niego swoją łapę, przez co Akiya upadł na mnie praktycznie już bez życia.
 - Ty mendo - warknąłem, wstając. Pewnie gdybym nie był taki wściekły, nie zabiłbym tej chimery.
Gdy zwierzę padło, usłyszałem za sobą oklaski. Akiya siedział uśmiechnięty od ucha do ucha na chodniku i prawie się śmiał.
 - Świetna robota, Masashi. Wracajmy do domu - Akiya wstał i podszedł do mnie, po czym złapał mnie za rękę.
 - Ale ty... Ale jak? - zdziwiłem się, będąc przeświadczonym, że Akiya jednak żyje, bo nie rozumiałem jego zachowania. On tylko zaśmiał się i położył mi rękę na swoim sercu. Było... ciche.
 - Wybacz, Masashi, ale nie mam zamiaru doprowadzać cię do takiego stanu emocjonalnego, jak Nao Isshiego. To nie w moim stylu - stwierdził, prowadząc mnie w stronę domu. - Chodź, wykąpiemy się, założymy ładne ubrania i pójdziemy na spacer. Nie patrz tak na mnie, bo zacznę chichotać przez twoją minę.
Kiedy wróciliśmy do domu, usiadłem w fotelu i patrzyłem, jak roześmiany Akiya szuka sobie czystych ubrań. Mnie zresztą też. Gdy już położył oba zestawy ubrań na kanapie, zsunął z ramion swoją koszulę w kratę i spojrzał na mnie przez ramię.
 - Idziesz ze mną? - zapytał, podając mi dłoń. Złapałem ją i pozwoliłem zaprowadzić się do łazienki tak samo ufnie, jak dwieście lat wcześniej do jego mieszkania, gdy zaatakował nas chowaniec.
Zamknąłem oczy, wchodząc do ciepłej wody. Akiya znalazł się w wannie zaraz po mnie. Czułem jego gładką skórę, czułem, że jego ciało jest o wiele chłodniejsze, niż powinno, ale de facto on był już przecież martwy. Nie oddychał. Nie biło mu serce. Był jakby iluzją tego Akiyi, którego rano obudziłem pocałunkiem w policzek, a potem przyniosłem śniadanie do łóżka. Tego, który śmiał się z moich żartów przy śniadaniu, tego, który zaczął kolejny rysunek po obiedzie. Tego, który zasnął podczas czytania mangi i obudził się dopiero, gdy poczuł, że Drzwi się otworzyły.
 - Ciepły jesteś, Masashi - szepnął Akiya, chłodnymi palcami przesuwając po moim ciele.
 - Czujesz? - zdziwiłem się.
 - Zmysły mi zostały - odparł Akiya, przymykając oczy. Jego dłoń wciąż błądziła po moim ciele, a ja przeczuwałem, gdzie się zaraz znajdzie. - Więc jeśli jeszcze raz chcesz...
 - Do tego zmuszać mnie nie trzeba - stwierdziłem, po czym przyciągnąłem go do namiętnego pocałunku.
Pozwól, że resztę ci pominę. Słuchowiska porno raczej nie chcesz mieć, co? I znów się śmiejesz. A śmiej się, ale pamiętaj, że pierwszym zadaniem, jakie dostałaś, było umycie łazienki. To ciekawe, mina ci jakoś zrzedła, ha ha.
Wracając do mojej opowieści. Gdy już się ubraliśmy, wyszliśmy na dwór. Chłodny wiatr owiał nam twarze. Akiya trzymał w ręce teczkę z rysunkiem i kredkami. Chciał go dokończyć. Nigdy nie lubił zostawiać niedokończonych spraw.
Akiya zaprowadził mnie na wzgórze nieopodal naszego domu. Usiedliśmy na nim. Akiya zajął się swoim rysunkiem, jednocześnie rozmawiając ze mną na różne tematy. Nie padało jednak to zdanie, które musiało kiedyś zabrzmieć.
 - Aki, czy ty... No wiesz... - zacząłem w końcu, patrząc na niego z dezorientacją.
 - Nie, nie mam zamiaru stać się zombie - zaśmiał się głośno, odkładając rysunek. Był gotowy. - Masashi, ja tylko... Chcę zobaczyć Księżyc.
 - Co?
 - Księżyc, głuptasie. Ostatni raz chcę zobaczyć to blade światło - powiedział, uśmiechając się lekko.
 - A więc poczekajmy - stwierdziłem. Było dopiero wczesne popołudnie, więc mieliśmy naprawdę dużo czasu.
Położyliśmy się na trawie i rozmawialiśmy, spokojnie czekając na Księżyc. A kiedy w końcu zapadł zmrok i blady blask oświetlił nasze sylwetki, zrozumiałem, że nadszedł ten czas.
Czas pożegnania.
 - Masashi - Akiya usiadł i złapał mnie za rękę. Wstaliśmy. Spojrzałem mu prosto w oczy i pocałowałem mocno. Odsunął się ode mnie i usiłował się nie rozpłakać.
 - Łzy nie są takie złe w tym momencie - powiedziałem cicho, głaszcząc go po policzku. - Kocham cię, Akiya.
 - Ja ciebie też, Masashi - i w tym momencie dopiero się rozkleił. - Będziesz dobrym Kluczem, Masashi.
Fala waniliowej energii prawie zrzuciła mnie z nóg. No tak, zapomniałem, jak silnym Kluczem był Akiya i jak wielu mu to powtarzało. Spojrzałem na niego. Jego duszę okalały kwiaty wanilii. Po chwili zobaczyłem Izumiego i Shina.
 - Akiya, mój przyjacielu - Shin wyciągnął do niego dłoń.
 - Czas już iść - stwierdził Izumi, powielając gest Shina.
 - Do zobaczenia, Masashi - szepnął Akiya. Wszyscy trzej uśmiechnęli się smutno i zniknęli. A ja zostałem sam na wzgórzu, nie czując zapachu, który towarzyszył mi od wieków. Za to czułem twój, choć nie byłem jeszcze gotów cię odnaleźć. W ręce trzymałem rysunek przedstawiający czerwoną pandę śpiącą z tygrysem w posłaniu dla kotów. Nigdy nie rozumiałem, co Akiya miał na myśli, tworząc swoje malunki.
Gdy wróciłem do domu, poczułem pustkę. Nie słyszałem śmiechu Akiyi, łazienka wciąż ociekała wylaną przez nas wodą, szafki nadal były pootwierane, a ubrania rzucone na pralkę. Nawet wieża przestała grać, bo płyta dawno się skończyła. Położyłem się na kanapie. Zrozumiałem, że zostałem sam. Nie pomagała nawet obecność naszych którychś z kolei chowańców. Samotność ogarnęła moją duszę i spowodowała, że dopiero następnego dnia postanowiłem cię poszukać. Dalszą część tej historii już znasz, Kyu - Tora westchnął, patrząc na swoją Pomocnicę z uwagą. - I co teraz zrobisz z tymi informacjami?
 - Czy to, co opowiadał Isshi Sakurze, było podobne do tego, co usłyszałam? - zapytała Kyu, odgarniając błękitne kosmyki włosów z twarzy.
 - Pewnie tak, ale on to mówił, będąc żywym - zaśmiał się Tora, siadając. Kyu spojrzała na niego z przerażeniem.
 - Że co?
 - Będziesz dobrym Kluczem, Kiyomi - Tora uśmiechnął się promiennie, a jego ciało rozsypało się w kwiaty wanilii, zaś energia prawie zrzuciła Kyu z krzesła.
 - Nareszcie - usłyszała za sobą ciepły głos, a kolejna fala waniliowej energii zrobiła to, czego nie potrafiła ta pierwsza.
Odwróciła się. Stał przed nią, jak się domyślała, Akiya. Tora miał rację. Był piękny.
 - Akiya - Tora wstał i podszedł do niego. - Jak reszta?
 - Mają się świetnie - odparł Akiya. - Aoi i Ryohei chcą cię poznać. Nie mogą się wprost doczekać.
 - Tam też pachniemy wanilią? - zapytał Tora, na co Akiya się roześmiał.
 - Nie, kochanie, ten zapach to element świata żywych - odpowiedział Akiya, po czym spojrzał na zdezorientowaną Kyu. - Co tak patrzysz, dziewczynko?
 - Ładny pan jest - palnęła Kyu, nie myśląc, co mówi. Ku jej zdumieniu, Akiya lekko się speszył.
 - Dziękuję - powiedział cicho. - Em, Masashi? Chodźmy już może do reszty, bo jeszcze jakieś inne dziewczęta zaczną mnie podrywać.
 - Oczywiście - Tora objął Akiyę ramieniem. - Do zobaczenia, Kyu!
Obaj pomachali dziewczynie na pożegnanie i rozpłynęli się w powietrzu.
Kyu wstała i poprawiła spódniczkę. Czuła zapach cynamonu. Czas znaleźć swoją Pomocnicę. Albo Pomocnika. Było jej wszystko jedno, jakiej będzie płci.
 - Nowa przygoda się zaczęła - powiedziała pod nosem, zarzucając na ramiona czerwony płaszcz i wyszła z mieszkania, zamykając za sobą drzwi na klucz.
The end

poniedziałek, 13 października 2014

Czekając na Księżyc VII

Zespół: Alice Nine&Kagrra,, w tle Kra i Belle, wspomniane 168 -one sixty eight- i Migimimi sleep tight
Pairing: Tora&Akiya, w tle Isshi&Nao, Izumi&Shin
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, fantasy, dramat, AU
Seria: "Waiting for the Moon"
Ostrzeżenia: magia, sceny przemocy
Notka autorska: Zastanawiam się, ile osób w sumie teraz to czyta i myśli "Ale będzie disneyowskie zakończenie, prawda? Oni ożyją, no nie?".

Adori zginęła kilka lat później w tajemniczych okolicznościach. Jej Pomocnik nigdy nie przypadł mi do gustu, że tak to określę. Zawsze biła od niego taka negatywna energia.
Pomocnica Isshiego miała trudne życie z nim. Wytrenował ją nieźle, ale miły to był dla niej bardzo rzadko. Choć pewnego razu zwierzyła mi się z jednej rzeczy.
 - Wiesz, Tora... - zaczęła Sakura, siadając obok mnie. Ładna w sumie była. Miała długie włosy, które związywała w dwie kitki i ubierała się w stylu Gothic Lolita. Była strasznie nieśmiała, ale wysportowana i nieprzeciętnie mądra. Ale wracając do naszej rozmowy.
 - Tak? - zapytałem, gdy dziewczyna nie mogła się wysłowić.
 - Ostatnio zauważyłam, że Isshi był smutny. Zawsze był poważny, ale wtedy... Smutny był, nawet bardzo. Zapytałam, co się stało, ale nie odpowiedział.
 - I co dalej?
 - Chciałam wrócić do swojego pokoju, ale on mnie zatrzymał - odparła Sakura, machając nogami. Była strasznie niska, więc jej stopy nie dotykały podłogi, gdy siedziała na kanapie. - Opowiedział mi całą historię. Jak został Pomocnikiem, jak zbliżył się do swojego Klucza, jak poznał was, jak Nao zginął. Poruszyło mnie to. Chyba zaczęłam go rozumieć - oznajmiła, zaciskając swojego drobne dłonie w pięści.
Kilka dni później były Pomocnik Adori wyciął nam okropny numer. Mianowicie przeszedł przez Drzwi i otwierał sobie je ot tak, bo doszedł do wniosku, że zniszczenie naszego świata jest bardzo dobrym pomysłem.
Mówiłem ci przed chwilą, że Adori zginęła w tajemniczych okolicznościach, prawda? Wyobraź sobie, że ten psychopata ją zabił! A jego Pomocnik wcale lepszy nie był, bo znaleźliśmy go przed tymi Drzwiami, co je tamten palant otworzył. I wcale nie miał pokojowych zamiarów, by przed nimi stać.
 - Keiyu, posłuchaj, nie mam pojęcia, co ci naopowiadał Yumehito, ale to naprawdę nie jest dobry pomysł, by z nami walczyć - powiedział spokojnie Isshi, zbliżając się do Pomocnika tej mendy. Drzwi przeniosły nas w momencie, jak Yumehito wpadł na świetną ideę zniszczenia świata i przez nie przeszedł.
 - Doprawdy uważasz, że będę słuchać takiego staruszka, jak ty? - zapytał Keiyu. Isshi zmierzył go wzrokiem.
 - Tak, kurduplu - odparł po chwili. Keiyu zmarszczył brwi i rzucił się na nas.
Em... Wybacz, ale chyba ominę tę scenę, bo ta walka była naprawdę bardzo długa. Keiyu wcale nie był taki łatwy do pokonania, mimo że wyższy był tylko od Sakury. Fakt faktem, zanudziłbym cię, gdybym dokładnie ci opowiedział, w jaki sposób sprawiliśmy, że Keiyu stracił przytomność i mogliśmy spokojnie pomyśleć, jak tu pokonać Yumehito.
 - Muszę się tam przenieść - oznajmił Isshi, siadając przed Drzwiami. - A wy mi dostarczycie energię. Dobrze?
 - Isshi, ale ty będziesz tylko ciałem astralnym, a on... - zaczął Shin, ale Izumi mu przerwał.
 - Hashi, ja rozumiem, że ty martwisz się o wszystkich zawsze i wszędzie, ale to jedyny sposób - powiedział, kładąc dłoń na ramieniu Isshiego.
 - Sakura, pilnuj tego pierwotniaka, by się nie ocknął - polecił Isshi i zamknął oczy.
Siedzieliśmy tak obok niego, czekając, aż coś się wydarzy. W pewnym momencie poczułem, jak coś spływa pomiędzy moimi palcami. Spojrzałem na swoją dłoń. Krew zabarwiała ją na czerwono. Czyli już oberwał?
W pewnym momencie doszliśmy do wniosku, że jeśli zaraz czegoś nie zrobimy, to on zginie.
 - Isshi, słyszysz mnie? Zostaw go, wracaj, nie dasz rady! - zawołał Akiya, usiłując zatamować krwawienie z jednej z ran. - Obudź się!
Ale on nie miał żadnego zamiaru odpuścić. Nie pomagała mu już nawet nasza obecność. Nawet, gdy Sakura związała Keiyu i przyłożyła jego dłonie do Isshiego, sytuacja nie uległa poprawie.
Aż w końcu, chwilę przed świtem, przed Drzwiami zmaterializował się poważnie ranny i nieprzytomny Yumehito. Po dłuższym czasie Isshi wrócił do swojego ciała i natychmiast wpadł w ramiona przerażonego Akiyi.
 - Wolałem być Pomocnikiem - mruknął, uśmiechając się lekko. - Sakura, chodź tutaj.
Dziewczyna zmieszała się lekko i przysunęła się bliżej Isshiego.
 - Byłem dobrym Kluczem? - zapytał Isshi.
 - Najlepszym - odparła Sakura. - Ale ty nadal jesteś...
 - Ty też będziesz dobrym Kluczem, Sakurako - powiedział Isshi, uśmiechając się promiennie i... zamienił się w kwiaty wanilii.
Odwróciłem się, czując znajomy zapach. Zobaczyliśmy Nao, który wyciągnął ręce do Isshiego i spojrzał na niego czułym wzrokiem.
 - Spodziewałem się raczej, mój drogi Shino, że dłużej będziesz Kluczem - zauważył Nao.
 - Musiałem się poświęcić dla przyjaciół, Yamiyo - wyjaśnił Isshi, uśmiechając się promiennie. - Yumehito, radzę ci powiedzieć swojemu Pomocnikowi, że będzie dobrym Kluczem, zanim zamienisz się w zombie. Taka delikatna sugestia.
 - Zapomnij - warknął Yumehito.
 - Jak zamienisz się w zombie, to Keiyu będzie cię musiał zabić. Tak jak ty zabiłeś Adori.
 - Zamknij się lepiej - stwierdził Yumehito, wciąż leżąc na chodniku. Chyba był tak zażenowany tym, że przegrał, iż nawet nie chciało mu się wstawać.
 - Wybaczcie, że tak wyszło - Isshi zwrócił się do nas, obejmując Nao ramieniem w pasie. Zaczęło świtać, a drobne promyki słońca oświetliły naszych dwóch przyjaciół, którzy pomachali nam jak dzieciom, pocałowali się i zniknęli, rozpływając się w powietrzu.
Akiya bardzo przeżył tamto wydarzenie. Niechętnie wykonywał misje, praktycznie cały czas przesiadywał w oknie i wpatrywał się w rozgwieżdżone niebo. Już po stracie Nao mniej się uśmiechał, teraz zdawał się to robić tylko po to, by odwzajemnić ten gest z mojej strony.
 - Przecież wiedziałeś, że kiedyś umrą... - zacząłem pewnego dnia, gdy Akiya znów znalazł się na parapecie i przestał kontaktować ze światem. - Nie możesz zamknąć się w sobie przez to. My nadal żyjemy, Aki. Oni obaj chcieliby...
 - Obaj? - Akiya zaśmiał się tak jakoś... pusto. - Mówisz tylko o Isshim i Nao. A Yumi? Adori? Aoi? Ryohei? Chou? Oni też odeszli, wyobraź sobie! Wszyscy, których kocham, odchodzą! Uważasz, że jest mi z tym łatwo?! Wolałbym, by teraz, w tym momencie Drzwi się otworzyły i napadła mnie jakaś chimera! Życzę sobie tego!
Nasz koci chowaniec zmienił się w swoją zwierzęcą postać i uciekł, przerażony histerycznym wybuchem Akiyi.
 - Ty też umrzesz - stwierdził Akiya. - Zachowasz się tak jak Aoi i umrzesz, ginąc za mnie! Bo przecież ja muszę żyć, tylko inni niech umierają na moich oczach! Dlaczego choć raz nie może być na odwrót?!
Nie wiem, jak mocno byłem wtedy wkurzony, że go uderzyłem z otwartej dłoni w twarz. Zastygł w bezruchu, jakby dotarło do niego, co powiedział i dlaczego tak naprawdę teraz boli go policzek.
 - Nigdy więcej nie mów takich głupot - warknąłem, po czym przytuliłem go do siebie. - Nigdy więcej nie pragnij śmierci, proszę.
 - Przepraszam - szepnął, a po chwili poczułem, jak jego łzy spływają na moje ramię.
Od tamtego dnia znów zaczął się otwierać. Pomyślałem, że teraz już będzie dobrze. Nie przewidziałem tylko jednego.
Kolejnej śmierci.

niedziela, 12 października 2014

Czekając na Księżyc VI

Zespół: Alice Nine&Kagrra,, wspomniane 168 -one sixty eight-
Pairing: Tora&Akiya, w tle Isshi&Nao, Izumi&Shin
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, fantasy, dramat, AU
Seria: "Waiting for the Moon"
Ostrzeżenia: magia, sceny przemocy
Notka autorska: Jeśli ktoś myślał, że oni będą sobie tylko tak hasać między jednymi, a drugimi Drzwiami, to się mylił.


Wiesz co? Może przejdę teraz do trochę późniejszych czasów? A tak dokładniej do tych, gdy wszystko zaczęło się sypać.
A zaczęło się pewnego pięknego wieczoru, gdy siedzieliśmy sobie beztrosko na tarasie jednego z naszych miejsc zamieszkania. Odkąd zostałem Pomocnikiem minęło kilkadziesiąt lat. Gwiazdy tej nocy świeciły wyjątkowo jasnym blaskiem.
 - Lubię tu siedzieć - stwierdził Akiya, przeciągając się leniwie. - To miejsce odpręża.
 - Też tak myślę. Jest tu tak cicho i... - przerwałem, czując dziwny zapach. Wiśniowy? Nie wiem. W następnej chwili stałem przed chyba nieprzytomnym i na pewno ciężko rannym Isshim, który leżał u moich stóp. - ...spokojnie - dokończyłem, klękając obok naszego przyjaciela. To nie wyglądało dobrze.
 - Tora, zajmij się nim! Ja, Izumi i Shin rozprawimy się z tą zgrają wampirów! - zawołał do mnie Akiya. Adori i jej nowy Pomocnik nie zostali wezwani. Yumi zginęła jakiś tydzień wcześniej, rozszarpana za Drzwiami przez stado wilkołaków.
Usiłowałem przetransportować Isshiego w bezpieczne miejsce, ale wtedy pojawiło się zwierzę, którego nigdy wcześniej nie widziałem. Było wielkie, miało ciało lwa i ogon węża, a całość była porośnięta fioletową łuską. Szczerze, to zamarłem ze strachu, a wtedy Isshi się ocknął i uchylił powieki. Spojrzał na potwora i drgnął, budząc się zupełnie.
 - Chimera - powiedział tak poważnym głosem, że chyba nigdy aż tak nie brzmiał.
 - Chimera? - zamrugałem. Gdzieś już słyszałem tę nazwę.
 - Chimera - szepnął Aoi, uśmiechając się słabo. - Zabiłem ją. Udało mi się.
 - Chimera zabiła Aoiego - powiedziałem cicho, wycofując się. - Akiya potem stwierdził, że powinien uciekać. Dlaczego Drzwi wtedy nie przysłały was?
 - Aoi był przytomny, a ja zemdlałem. To jest twoja odpowiedź - odparł Isshi, przerażonym wzrokiem wpatrując się w zwierzę, które... biegło w naszą stronę. Isshi wstał, ledwo, ale wstał. - Uciekaj, ja je powstrzymam. Odwrócę uwagę albo coś w tym stylu.
 - Chyba zgłupiałeś! - warknąłem. - Jesteś ranny i to poważnie, zginiesz!
 - To jedyne wyjście, byście przeżyli - powiedział Isshi, po czym zachwiał się i upadłby pewnie, gdybym go nie złapał.
 - Widzisz? Ledwo stoisz, a...
 - Masashi!
 - Shino!
Ocknąłem się dopiero po dłuższej chwili. Po policzku spływała mi jakaś ciecz. Nie wiedziałem, czy to pot, łzy, krew, czy coś innego. Otworzyłem oczy i wtedy go zobaczyłem. Nao, który już zamknął Drzwi, z rozpostartymi ramionami stojącego przed półleżącym Isshim. Przed Nao była tylko plama z zielonej substancji, pewnie krwi chimery, która już zniknęła i czerwonej, ludzkiej krwi.
 - Yamiyo - szepnął Isshi, łapiąc Nao, gdy ten w końcu upadł. - Yamiyo? Yamiyo?! YAMIYO!
Wstałem, podniesiony przez Akiyę, który do mnie dobiegł. Cieczą na moim policzku okazała się krew. Ładną mam tę bliznę, prawda? Charakteru mi dodaje.
 - Co się stało? - zapytałem, słysząc tylko wołanie Isshiego.
 - Chimera się na was rzuciła tuż po tym, jak Nao zamknął Drzwi. Osłonił on Isshiego i zaczął ją atakować różną bronią. Ale i tak go... przebiła.
 - Przebiła?
 - Na wylot. Łapą. Ich ulubiony sposób zabijania - Akiyi zadrżał głos.
Podbiegliśmy do Isshiego i Nao. A raczej jego cienia.
 - Shino, nie płacz - Nao uśmiechnął się słabo, ocierając łzy z policzka Isshiego. - Przecież jeszcze mnie zobaczysz.
 - Ale...
 - Kocham cię, Shino. Poczekam na ciebie w niebie. I przyjdę, jak się zamienisz w kwiaty wanilii, dobrze?
 - Yamada...
 - Tak?
 - Dlaczego to zrobiłeś? - zapytał Isshi.
 - Shinohara, ale ty jesteś dociekliwy i mało domyślny - Nao westchnął ciężko. - Już mówiłem, kocham cię, głuptasie. Powtarzam ci to od kilkuset lat. Taki powód nie wystarczy?
 - Ale to ja powinienem się poświęcić! To ja miałem cię chronić! - Isshi przytulił Nao do siebie. Na to wszystko jeszcze zaczął padać deszcz.
 - Shino...
 - Kocham cię, Yamiyo. Nie potrafię sobie wyobrazić, że cię nie będzie - powiedział Isshi, na co ja objąłem już drżącego od tłumionego szlochu Akiyę. Shin nie ukrywał tego, że płacze. Izumi tulił go do siebie, głaszcząc go po głowie. Jemu też łzy spływały ciurkiem po policzkach.
 - Zabawne, że wciąż masz taki sam tok myślenia, jak pięćset lat temu - Nao uśmiechnął się lekko i pocałował Isshiego. - Będziesz dobrym Kluczem, Shinohara.
Silny podmuch waniliowej energii prawie zmiótł mnie z nóg. W powietrzu unosiły się kwiaty wanilii, oplatając duszę Nao. Isshi spojrzał na niego i wyciągnął ku niemu rękę.
 - Uśmiechnij się do mnie, Shinohara - stwierdził Nao.
Isshi zamknął na chwilę oczy i, gdy je otworzył, już się uśmiechał. Może trochę sztucznie, może przez łzy, ale dla Nao. Tylko dla niego.
Nao odwzajemnił uśmiech, odwrócił się na pięcie i przeszedł kilka kroków, po czym zniknął.
Przestałem czuć zapach wanilii Nao. Poczułem ostrzejszy zapach, też waniliowy, ale nie aż tak łagodny. I cynamon. Inny, gdzieś w mieście.
 - Isshi, nie ruszaj się, jesteś ranny, pamiętasz? - zapytał Izumi, podbiegając do niego. Nowy Klucz spojrzał na Pomocnika Shina i zaśmiał się słabo.
 - Jestem beznadziejny - powiedział, po czym zemdlał.
I tak właśnie wszystko zaczęło się sypać.

sobota, 11 października 2014

Czekając na Księżyc V

Zespół: Alice Nine&Kagrra,, wspomniane 168 -one sixty eight- i Migimimi sleep tight
Pairing: Tora&Akiya, w tle Isshi&Nao, Izumi&Shin, wspomniane Ao&Ryohei
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, fantasy, dramat, AU
Seria: "Waiting for the Moon"
Ostrzeżenia: magia, sceny przemocy
Notka autorska: Ostatnia część bez dramy.


Obudziłem się rano, czując ciepłe promienie słońca na swojej twarzy. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że jestem nagi i powinienem chyba coś na siebie włożyć.
Zamrugałem. Obok mnie spał Akiya, okryty kołdrą i piękny jak zawsze. W sumie od kiedy ja go kochałem? Od pierwszego spotkania? Pewnie tak.
Kosmyki włosów opadały mu na twarz, palce miał zaciśnięte na poduszce, jakby coś mu się śniło. Stwierdziłem, że spróbuję zajrzeć w jego myśli. Byłem ciekawy, co mu się śni, a ćwiczenie umiejętności zawsze się przyda.
O dziwo, udało mi się. Byłem Akiyą i stałem w jakimś pustym domu, rozglądając się wokół.
 - Shinobu, chodź już, bo musimy się pospieszyć - oznajmił. Aoi mu się śnił? Dlaczego?
Akiya wszedł do jakiegoś pokoju. Stało w nim łóżko, a pod białą pościelą leżały dwie osoby. Aoi i jakaś... Jakiś... Wiesz, w tamtym momencie nie miałem zielonego pojęcia, jakiej ta osoba była płci.
 - SATOU SHINOBU, WSTAWAJ Z ŁÓŻKA, BO CIĘ Z NIEGO SAM WYKOPIĘ! - wrzasnął Akiya. Aoi i ta druga osoba pospadali z wyżej wspomnianego mebla, zaliczając bardzo bolesny upadek na podłogę.
 - Aki, nie mogłeś jakoś delikatniej nas obudzić? - zapytał Aoi. On to się chociaż kołdrą okrył, tamten, jak się okazało, chłopak nie miał takiej opcji, więc zasłonił się prześcieradłem, ale zrobił to tak wolno, że w końcu określiłem jego płeć.
 - Zawsze, jak się wyprowadzamy, to Ryohei i Yumi przybiegają tutaj już trzy dni wcześniej, potem ty i on nie wychodzicie z łóżka przez trzy noce i tak w kółko - westchnął Akiya. Aoi pokręcił głową.
 - Zobaczymy, co zrobisz, jak się zakochasz - zaśmiał się Aoi. Ryohei mu zawtórował i wtedy...
...poczułem uderzenie w policzek.
 - Zaglądasz mi do snów? Naprawdę? - Akiya zmierzył mnie wzrokiem.
 - Zbereźne masz te sny - rozmasowałem sobie bolące miejsce.
 - To akurat było wspomnienie. Nie wiem, czemu mi się przypomniało - odparł Akiya, siadając.
 - Kim jest Ryohei? - zapytałem. Akiya uśmiechnął się smutno.
 - Ryohei był Kluczem. Poświęcił się, chroniąc swoją Pomocnicę, gdy dowiedział się, że Aoi nie żyje. Gdyby Shinobu przeżył, pewnie by znalazł inny sposób, by ją uratować. Ale tak chciał być po prostu z ukochanym - wyjaśnił Akiya. - Może przyśniło mi się to właśnie z powodu słów, które wypowiedział Aoi?
 - Może - wzruszyłem ramionami. - Izumi i Shin się spóźniają, co nie?
 - Nie, nie spóźniamy się! - zza drzwi dobiegł nas głos Izumiego. - Ale jak was szukaliśmy, to niestety znaleźliśmy was w momencie, gdy było wam chyba gorąco i się odkryliście. Nie pozostaje wam nic innego, jak tylko kupić Hashidaniemu herbatkę na uspokojenie. No chyba, że taką macie, to bardzo proszę o wskazanie mi miejsca, w którym ją trzymacie, bo nie mogę jej znaleźć od godziny, choć przeszukałem wszystkie szafki.
Tak w skrócie, moja droga - Shin był najbardziej nieśmiałą, płochliwą i peszącą się osobą, którą znałem. Shinichirou Izumidę i Shina Hashidaniego poznałem na jednej z misji, gdy przylazło do nas tyle złych stworzeń, że sami sobie nie dawaliśmy rady, więc Drzwi przysłały nam pomoc w postaci właśnie ich oraz Isshiego i Nao. Yumi i Adori były chyba trochę zajęte, bo ich Drzwi nie teleportowały.
Uwierz mi, mina Nao, gdy znalazł się na środku placu w fioletowym fartuszku ufafranym mąką, była bezcenna. Drzwi musiały wyciągnąć go z kuchni. Ciekawe, co by było, jakby akurat się kąpał?
Przestań się śmiać! Nie jestem taki zboczony, jak ci się wydaje... A może jestem?
 - Shin, herbata uspokajająca jest w szafce w łazience - oznajmił Akiya, ściągając biały szlafrok z krzesła i zakładając go na to prawie idealne ciało. - No co tak patrzysz?
 - Nic, po prostu nie mogę wyjść z podziwu - odparłem, przeciągając się leniwie. Akiya pokręcił z dezaprobatą głową i poszedł poszukać jakichś jeszcze nie spakowanych rzeczy.
Już wykąpani i ubrani zasiedliśmy do śniadania, które zrobił Izumi. Ach, te naleśniki Izumiego. Tak strasznie mi ich brakuje.
Shin na nas nie patrzył do momentu, jak Akiya nie dźgnął go widelcem. Spojrzał na nas i momentalnie oblał się rumieńcem, wywołując u mnie wybuch śmiechu, u Akiyi reakcję na zasadzie uderzenia się ręką w twarz, a u Izumiego lekki uśmiech i pokręcenie głową z bezsilności.
W sumie to oni byli swoim kompletnym przeciwieństwem. Izumi całkowicie otwarty, zawsze uśmiechnięty i trochę przy sobie, Shin nieśmiały, często poważny i chudy jak szkielet. Tylko wzrostu byli podobnego, więc patrzyłem na nich z góry.
 - Dobrze, że w końcu się zeszliście - stwierdził Izumi, nalewając sobie herbaty do błękitnego kubka. - Już zaczęliśmy z Isshim robić zakłady, który z was pierwszy zginie, zanim w końcu wyznacie sobie uczucia.
Czy wspominałem, że to Shin był Kluczem i dlatego trzymał się bardziej z Nao i Akiyą? No i z Yumi, byłą Pomocnicą Ryoheia.
 - Isshi pewnie stawiał na to, że ja zginę pierwszy, prawda? - zapytałem, upijając łyk herbaty.
 - Owszem - Izumi kiwnął głową, nakładając kawałek naleśnika na widelec. - Ale nie dlatego, że nie lubi ciebie, tylko dlatego, że chyba po prostu bardziej lubi Akiyę. No i...
Izumi westchnął ciężko. Spojrzałem na niego z zaciekawieniem, bo nie miałem pojęcia, co teraz chciał powiedzieć.
 - I?
 - Nie tylko Akiyi brakuje Aoiego, Tora - odezwał się Shin. - Wiesz, wszyscy myśleli, ba, byli pewni, że to Aki zginie pierwszy. To Klucz powinien ginąć przed Pomocnikiem, nie na odwrót. To był pierwszy taki przypadek od kilkuset lat.
 - Klucz przed Pomocnikiem... - powtórzyłem i uświadomiłem sobie coś przerażającego. - Akiya... Ty umrzesz przede mną, prawda?
Akiya przez chwilę miał oburzoną minę, bo pomyślał, że ja się upewniam o swoje życie, ale potem uświadomił sobie, iż chodzi mi o jego egzystencję na tym marnym świecie, a tak dokładniej o jej koniec.
 - Masashi... - szepnął tak cicho, że ledwo go usłyszeliśmy.
Na jednej misji przygarnęliśmy chowańca. Rozumiesz? Klucz i Pomocnik przygarniający chowańca - kotka, który zamienia się w małą dziewczynkę. Normalnie byliśmy jak rodzinka. Potem pojawił się chowaniec - piesek. Isshi i Nao mieli ich w pewnym momencie chyba z osiem. Pięć psów i trzy koty, jak dobrze pamiętam. Izumi i Shin mieli chyba mysz. A Yumi i Adori to miały tyle "ludu" u siebie, że tego się zliczyć nie da. To było takie urocze. Jakbyśmy bawili się w rodzinę, której nie mogliśmy mieć.
Pamiętam, jak na jakiejś misji Akiya został zaatakowany po tamtej stronie. U nas akurat nikogo nie było, więc siedziałem przed nim. Wyobraź sobie to - siedzisz spokojnie, patrzysz na ukochanego pozostającego w stanie półsnu, a tu nagle jego koszula się rozrywa na ramieniu, a krew tryska ci na twarz. To było tak dziwne i straszne jednocześnie, że przestałem na chwilę oddychać.
 - Akiya! - oprzytomniałem w końcu, próbując go obudzić. Zapomniałem, że to nic nie da, jeśli on sam nie wróci. Potem po prostu go przytuliłem i siedziałem tak przerażony, że bałem się ruszyć.
Czułem, jak po palcach płynie mi krew. Więc to tak ginęli zazwyczaj Klucze? Zaatakowani z tamtej strony. Bez szansy na pomoc. My mieliśmy ich bronić tylko tutaj, tam musieli radzić sobie sami.
 - Masashi, ja nie mam siły wrócić - usłyszałem nagle. - Musisz mi przekazać więcej energii.
 - Więcej?
 - To przytulanie mi pomogło, choć nawet ci o tym nie wspominałem - widziałem oczami wyobraźni, jak Akiya się uśmiecha. - Pocałuj mnie.
 - Tyle da się zrobić - odparłem, odsuwając się na chwilę od niego. Ująłem jego twarz w dłonie i pocałowałem go.
Po chwili wrócił. Spojrzał na mnie przepraszająco i osunął się w moje ramiona. Był ranny, ale nie aż tak, jak ja teraz. Po kilku dniach doszedł do siebie. Od tamtej pory jednak wiedziałem już, co robić, gdy ktoś go zaatakuje z tamtej strony i jak sprawić, by mógł wrócić.

wtorek, 7 października 2014

Czekając na Księżyc IV

Zespół: Alice Nine&Kagrra,, wspomniane 168 -one sixty eight-
Pairing: Tora&Akiya, w tle Isshi&Nao
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: romans, fantasy, dramat, AU
Seria: "Waiting for the Moon"
Ostrzeżenia: magia, sceny przemocy
Notka autorska: Zakradło się trochę dramy. Ale na razie tylko trochę.


Jak wróciliśmy do domu, było tuż przed świtem. Wychodząc z łazienki, zobaczyłem Akiyę siedzącego na parapecie i obserwującego wschód Słońca.
 - Coś się stało, Akiya? - zapytałem, widząc, że jest przygnębiony.
 - Mam ci opowiedzieć, czy pokazać?
 - Co? - zmarszczyłem brwi, ale szybko się zreflektowałem. Przecież to była jego umiejętność, no tak. - Możesz pokazać, jeśli nie chcesz mów...
Nie zdążyłem dokończyć zdania, gdy poczułem zapach wanilii i znalazłem się na tym samym placu, z którego dopiero co wróciliśmy. Czułem zapach cynamonu. Odwróciłem się, choć wcale tego nie chciałem.
 - Aoi? - zawołałem. Chwila, to nie był mój głos, to był głos Akiyi. Więc tak wygląda pokazywanie wspomnień?
Akiya podbiegł do jakiegoś, według mnie, dzieciaka, bo na dorosłego to on nie wyglądał. Leżał w kałuży krwi i się nie ruszał.
 - Aoi? Aoi, ocknij się! - głos Akiyi był przepełniony rozpaczą, którą czułem. Czułem, widziałem, słyszałem wszystko. - Aoi!
Aoi otworzył oczy i spojrzał rozmytym wzrokiem na Akiyę.
 - Chimera - szepnął, uśmiechając się słabo. - Zabiłem ją. Udało mi się.
 - Głupcze, trzeba było uciekać! - Akiya wziął Aoiego na ręce i wstał. - Idziemy do domu.
 - Akiya? - Aoi zamknął oczy, choć nadal oddychał. - Mogę cię o coś spytać?
 - Tak.
 - Przekażesz Ryoheiowi, że go kocham i przepraszam za to, iż nie będę mógł już mu tego powiedzieć? - głos Aoiego stawał się coraz cichszy.
 - O czym ty...? - Akiya zamrugał.
 - Przekażesz?
 - Tak - odpowiedział Akiya.
 - Dziękuję - Aoi otworzył z powrotem oczy. - Zostanę Kluczem, prawda?
 - Tak, zostaniesz - przyznał Akiya. Aoi uśmiechnął się lekko.
 - Jestem twoim Pomocnikiem. Będę cię chronił. Jak mi się to nie uda, zostanę Kluczem. I będę miał własnego Pomocnika. I to on będzie mnie chronił.
 - Nie mów tyle, bo tracisz energię - stwierdził Akiya. Tak, zapach cynamonu był coraz mniej wyczuwalny.
 - Będę Kluczem, prawda? - zapytał Aoi, wtulając się w Akiyę. Ten spojrzał na niego z lekkim zdziwieniem.
 - Shinobu... - szepnął. Czyżby to było prawdziwe imię tego Pomocnika?
 - Będę Kluczem, prawda, Akiya? - zapytał jeszcze raz Aoi, po czym zamknął oczy. Akiya poczuł wtedy, jak oddech Aoiego przestaje owiewać mu klatkę piersiową i przestał czuć bicie serca swojego Pomocnika. Po chwili, bardzo krótkiej zresztą, Aoi rozsypał się, zamieniając się w brązowy pył. W cynamon.
Akiya podniósł wzrok. Przed nim, wśród wirującego w powietrzu cynamonu, stała dusza Aoiego.
 - Nie będę Kluczem - powiedział krótko, a po jego policzkach spłynęły łzy. - Żegnaj, Akiya.
 - Shinobu! - Akiya rzucił się do biegu i chciał złapać przyjaciela, ale ten zniknął.
Akiya pochylił głowę i upadł na kolana. Płakał, a ja czułem jego łzy. I coś jeszcze. Zapach cynamonu, ale inny niż ten Aoiego i zupełnie inny niż ten Isshiego. Domyśliłem się, że należał do mnie.
 - Dzisiaj jest rocznica - oznajmił Akiya, gdy znów poczułem zapach wanilii. - Kiedyś pytałeś, czy mi go brakuje. O tak. Strasznie mi go brakuje.
Uniosłem wzrok. Podszedłem do Akiyi i przytuliłem go. Czułem, jak łzy moczą mi ubranie. Nie obchodziło mnie to. Ważne było, że mogłem go choć trochę pocieszyć i wesprzeć.
Pamiętam, kiedy nadszedł czas naszej pierwszej wyprowadzki. To było dziwne. Za bardzo przyzwyczaiłem się do tego miejsca.
 - Ej, Akiya? Jak w ogóle są wybierani Pomocnicy? - zapytałem, owijając kolejny talerz folią bąbelkową.
 - Muszą mieć od 20 do 29 lat, nie mogą mieć rodziców, rodzeństwo musi mieszkać w innym mieście, oni za to muszą być miejscowi - odparł Akiya, chowając zdjęcie Aoiego do pudełka.
 - Miejscowi?
 - Tak. Wiesz, dlaczego Kluczy i Pomocników jest tylko czterech?
 - Nie?
 - Tylko w czterech miejscach na państwo otwierają się Drzwi - odparł Akiya, uśmiechając się lekko. - Czyli w sumie jest ich jakieś sześćset. Aoi nie zadawał tylu pytań...
 - Byłoby miło, gdybyś w końcu przestał mnie do niego porównywać - warknąłem, wstając. Miałem tego dość. - Może gdyby pytał, nie zginąłby?
 - Tora! - wyraz twarzy Akiyi przyprawił mnie o nieprzyjemny dreszcz. Klucz wyglądałby, jakby miał się zaraz rozpłakać. - Czy ty niczego naprawdę nie potrafisz zrozumieć?!
 - A co niby mam zrozumieć? - zapytałem spokojnie.
 - Naprawdę tego nie widzisz?! Naprawdę uważasz, że moje pierwsze słowa o Aoim skierowane do ciebie oznaczały coś, co nigdy się nie stało?!
Nagle to sobie przypomniałem. Naszą pierwszą rozmowę o Kluczach i Pomocnikach.
 - Był moim przyjacielem. Kiedyś wyznał mi miłość, ale potem mu przeszło i zakochał się w kimś innym.
 - Chwila, twój Pomocnik był...
 - Troszkę innej orientacji niż nasza, ale za dziewczynami też się uganiał. Sam do końca nie wiem, czy on mnie naprawdę wtedy kochał, czy tylko chciał przelecieć.
 - Ty się nie opierałeś. Ty z nim spałeś - powiedziałem powoli. - Kłamałeś, mówiąc, że jesteś hetero, prawda?
 - Oczywiście, że kłamałem - Akiya usiadł na podłodze. - Przecież nie powiem dopiero co poznanej osobie "Cześć, słuchaj, jestem biseksualny, uważaj, bo mogę się w tobie zakochać".
 - Kochałeś Aoiego? - zapytałem, kucając obok Akiyi. Podniósł na mnie wzrok.
 - Nie kochałem go - powiedział stanowczo. - Tylko spałem z nim dwa razy. Kilka lat przed jego śmiercią. Bo uwierz mi, on wyglądał niewinnie w niewielu sytuacjach. Jak poznawał kogoś nowego, jak spał i jak umierał. Pokażę ci zresztą, kiedy nie miał nic wspólnego z niewinnością.
Chciałem zaprotestować, ale już poczułem, jak zapach wanilii się wzmaga i zobaczyłem rzeczy, których widzieć chyba nie powinienem.
A potem poczułem usta Akiyi na swoich. Nie odepchnąłem go, a tylko objąłem ręką i przytuliłem go do siebie.

środa, 1 stycznia 2014

Notatki

Zespół: 168 -one sixty eight-&Migimimi sleep tight
Pairing: Aoi&Ryohei
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans
Ostrzeżenia: łagodne sceny erotyczne
Notka autorska: Hormony to zło. XD


Ryohei wszedł do pokoju i przetarł oczy. Aoi siedział na parapecie i leniwie rysował kółka palcem na szybie.
 - O czym myślisz? - zapytał Ryohei, patrząc na Aoiego. - Nobu?
 - O tym, że nie mam do kogo jechać - odparł Aoi, nie przerywając swojego zajęcia. - Każdego roku się tego dnia pakowałem i jechałem do rodziców i babci. Do taty i babci. Do babci. A teraz nawet ten dom już sprzedaliśmy. Tam już nikogo nie ma. Chociaż może już ta nowa rodzina się wprowadziła. Pewnie tak. Usiądą do kolacji, wyjdą na dwór, popatrzą na mieniące się na niebie fajerwerki, odliczą czas do końca roku, potańczą, wrócą do domu, pójdą spać, rano wstaną i pobiegną szybko do świątyni, bo zimno. A potem na cmentarz, by złożyć życzenia noworoczne bliskim zmarłym i wrócą do domu.
 - Nobu...
 - Co? - Aoi odwrócił się w stronę Ryoheia. - Co tak patrzysz?
 - Nic, po prostu... Smutno mi - oznajmił Ryohei.
 - Smutno ci? Przecież masz swoją rodzinę - Aoi oparł się o framugę okna. - Pewnie na ciebie czekają.
 - Od dziesięciu lat nikt na mnie nie czeka - odparł Ryohei. Aoi przeniósł na niego wzrok.
 - O czym ty mówisz? Przecież twoi rodzice żyją, prawda?
 - Tak, żyją - Ryohei uśmiechnął się ironicznie. - Ale wolałbym, żeby jednak nie.
 - Ryohei! - Aoi zmarszczył brwi. - Nie mów tak, nie wolno ci nawet tak myśleć!
 - Twoi rodzice cię przynajmniej kochali. Nie możesz z nimi porozmawiać, bo odeszli, a nie dlatego... - Ryohei przerwał na chwilę i usiadł na łóżku. - Że nie chcą. Że się do ciebie nie przyznają. Bo nie dość, że zostałeś gwiazdą rocka, zamiast prawnikiem, to jeszcze wolisz chłopców. Jesteś takim wyrodnym synem, że przecież nie warto się nawet do ciebie przyznawać.
Ryohei drgnął, gdy poczuł, że Aoi go do siebie przytulił.
 - Jak ty się tu znalazłeś?
 - Byłeś tak zajęty mówieniem o tych dwóch łajzach, co cię spłodziły, że nie zauważyłeś - wyjaśnił Aoi. - Czemu mi wcześniej nie powiedziałeś?
 - O czym? O tym, że jestem gejem czy o tym, że moi rodzice o tym wiedzą i się przez to do mnie nie przyznają?
 - O jednym i drugim - odparł Aoi, przymykając oczy. - Poza tym, użyłeś za dużo "o tym" w jednym zdaniu, Ryo-chan.
 - Ty się zawsze... Chwila, "Ryo-chan"?
 - A tak jakoś - Aoi uśmiechnął się lekko. - Ryohei, czyli nie podobają ci się dziewczyny, tak?
 - Nie. Są brzydkie... I czego się śmiejesz? Twój oddech mnie łaskocze - Ryohei uśmiechnął się lekko.
 - Że tak niedelikatnie zapytam, byłeś kiedykolwiek w swoim życiu na górze?
 - Czy ja wyglądam na kogoś, komu ktokolwiek pozwolił na bycie seme? - Ryohei uniósł brwi.
 - Ale o pozwolenie nie trzeba pytać, by być seme.
 - Nie?
 - Nie - Aoi pokręcił głową. - Jak chcesz komukolwiek udowodnić, że nadajesz się na seme, to musisz złapać go za nadgarstki, przewrócić na łóżko i go pocałować. A potem powoli, spokojnie go rozebrać. Nie spieszyć się, bo po co? To bez sensu.
 - Okej, rozumiem - Ryohei uśmiechnął się chytrze, patrząc na Aoiego, który już zacisnął palce na jego koszuli.
 - Chwila, Ryohei, co ty kombinujesz?
 - Czyli mówisz że... - Ryohei podniósł się, przez co Aoi wylądował na jego kolanach i złapał go za ręce. - Trzeba tak - przewrócił Aoiego na łóżko. - I tak - pocałował go. - A potem trzeba rozebrać?
 - Puść mnie.
 - Nie.
 - Tak.
 - Nie.
 - Tak... Co ty robisz? Gdzie z tą ręką?!
 - Szukam.
 - Czego niby? Aj, dobra, znalazłeś, teraz mnie puść.
 - Nie.
 - Ryohei, bo jak się zdenerwuję, to przez tydzień nie usiądziesz.
 - Zbyt mocno mnie kochasz, by zrobić mi taką krzywdę.
 - To przez dwa dni.
 - A na to cię stać.
 - Więc mnie puść.
 - Nie.
 - Powiedziałem, że... Co ty znowu robisz?
 - Szukam.
 - Czego niby szukasz w tej szufladzie?
 - Chusty.
 - Po co ci chusta?
 - Bo się rzucasz.
 - Czy ty mi właśnie przywiązałeś ręce do ramy łóżka?
 - Tak.
 - Ryohei! Szlag, nie mogę się uwolnić. Gdzie ty idziesz?
 - Po drugą chustę.
 - Po co?
 - Bo jak przywiążę każdą rękę jedną chustą, to będę miał większe pole do popisu.
 - Ryohei, wracaj tutaj! No uke mnie uziemiło jakąś różową chustą w białe kropki. Chwila, to nie kropki, to serduszka. Ryohei!
 - Tak?
 - Skąd ty masz tyle tych chust i po co ci one?
 - Od Tomo.
 - Tego z vistlip?
 - Tak.
 - Zabiję go.
 - Poproś Shina.
 - Którego?
 - Tego z ViViD.
 - Czemu jego?
 - Bo przyjaźni się z Tomo.
 - Serio? A to dziwne.
 - Co dziwne?
 - Nie, nic.
 - Shinobu, czy ty z nimi spałeś?
 - Mógłbyś mnie uwolnić? Proszę?
 - A, czyli spałeś.
 - Tak, moja wina. Rozwiąż mnie.
 - A będziesz się rzucał?
 - Dobrze, nie będę się rzucał, będę słodkim, niewinnym uke.
 - Słodki i niewinny? To może być ciekawe. Nobu, a ty byłeś w ogóle kiedyś uke?
 - Tak, byłem. Dwa razy. Z tym samym mężczyzną. Z nikim innym.
 - A z kim?
 - Z kim? Z Akiyą. Tym z Kagrry,. Której już nie ma, ale... Czemu pytasz?
 - Bo się boisz.
 - Czego?
 - Mnie.
 - Co? Nie, ja się nie boję, ja po prostu...
 - Bycie uke nie jest straszne.
 - Powiedział ten, co nigdy nie był seme.
 - Cicho.
 - Ryohei... Co... Jak ty to tak szybko znalazłeś?!
 - Kwestia wprawy.
 - Dwa razy znalazł i od razu...
 - O, tu też. Muszę sobie notatki zrobić.
 - Niepoprawny jesteś.
 - Wiem. Za to mnie kochasz.
* * *
Aoi zarzucił na siebie szlafrok i wyszedł z łazienki, wycierając włosy ręcznikiem. Ryohei siedział na kanapie i coś zapisywał w zeszycie.
 - Ryo-chan, co ty robisz? - zapytał Aoi, zaglądając mu przez ramię.
 - Notuję.
 - Ty mówiłeś na serio? - zdziwił się Aoi.
 - Tak - Ryohei kiwnął głową. - Ogólnie można cię dotykać wszędzie, tylko nie tu, bo reagujesz za mocno i wbijasz mi boleśnie palce w ramiona, a to nie jest przyjemne.
 - Ale mi jest.
 - Ale mi nie. Ramiona nadal mnie trochę bolą - Ryohei spojrzał na Aoiego, lekko się uśmiechając.
 - Wybacz - Aoi usiadł obok Ryoheia. - To jak ci się podobało bycie seme?
 - Można się dużo o tobie nauczyć, gdy skupiasz się na tym, by cokolwiek robić, a nie tylko wić się, jak twoje seme ci zagra - odparł Ryohei. - W byciu uke fajne jest to, że seme dokładnie wie, co sprawia ci przyjemność.
 - Masz dziwne pojęcie o byciu jednym i drugim, Ryo-chan - stwierdził Aoi. - Bądź ty lepiej tym uke, bo potem dzieją się dziwne rzeczy.
 - A tak w sumie, czemu na początku tak się bałeś?
 - Bałem się, że nie uda ci się sprostać moim oczekiwaniom - odparł Aoi.
 - A udało mi się?
 - Ryohei, ja od nadmiaru wrażeń zemdlałem, czy to ci nie wystarcza za odpowiedź?
 - No w sumie - Ryohei zmrużył oczy. - To mogę być seme?
 - Zapomnij.
 - Ale Nobu!
 - Nie - Aoi przewrócił Ryoheia na kanapę. - A teraz ci pokażę, co tak naprawdę znaczy być seme.
 - Shinobu...

The end

sobota, 14 września 2013

Klepsydra

Zespół: 168 -one sixty eight-&Migimimi sleep tight
Pairing: przyszłe Aoi&Ryohei
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: okruchy życia
Ostrzeżenia: śmierć, oparte na faktach
Notka autorska: Historia tego opowiadania jest sama w sobie bardzo smutna. To może nawet nie być yaoi, jeśli ktoś się uprze. Wszystkie fakty zawarte tutaj są prawdziwe. Nic nie przekręciłam. A przynajmniej mam taką nadzieję...
Dla zwiększenia efektu proponuję włączyć "Morphine ni Kuchizuke wo" Aoiego i Ryoheia.
Nie życzę wam miłego czytania, bo ten fanfik nie jest miły.


Pustka. Otaczała mnie zewsząd i nie chciała odejść. Komórka spoczywała w moich dłoniach, odkąd się rozłączyłem. Patrzyłem na przeciwległą ścianę, jakby usiłując zobaczyć na niej podpowiedź, co dalej robić.
Bezsilność jest wtedy, gdy człowiekowi pozostają tylko łzy.
Rozejrzałem się. Siedziałem na podłodze, opierając się o komodę, czego nawet nie zauważyłem. Czyżby w momencie, gdy się o tym dowiedziałem, ugięły się pode mną nogi? Bardzo możliwe.
Wstałem i podszedłem do biurka. Napisałem posta na bloga, by fani wiedzieli, że przez kilka dni pozostanę nieobecny.
Nawet nie wiem, kiedy zsunąłem się z krzesła z powrotem na podłogę. Przed oczami pojawiały mi się obrazy z dzieciństwa, powróciły wszystkie dobre i złe wspomnienia.
I nagle znalazłem się w ogrodzie naszego domu. Oboje siedzieli na huśtawce i patrzyli na mnie czułym wzrokiem. Zacząłem biec, by ich przytulić, ale gdy tylko wyciągnąłem ręce do nich, sukienka mamy przestała falować na wietrze, a tata zniknął chwilę po niej.
Ocknąłem się z tego transu w momencie, gdy zadzwonił telefon. Położyłem się na podłodze, by go dosięgnąć, bo nogi zupełnie odmówiły mi posłuszeństwa. O dziwo, udało mi się, jednak dźwięk już się urwał. Spojrzałem na wyświetlacz. Trzy nieodebrane połączenia od Ryoheia. Nie obchodziło mnie to. Mnie już nic nie obchodziło w tamtym momencie.
Za czwartym razem jednak odebrałem.
 - Cześć, Aoi, jak się czujesz? - zapytał ze zmartwieniem. - Inzargi sprawdzał wpisy na blogach i stwierdził, że chyba powinienem do ciebie zadzwonić. Gdy spytałem, dlaczego, tylko wskazał palcem na ekran. Och, Aoi, nawet nie wiesz, jak mi jest przykro z powodu tego, co się stało. Jesteś tam?
 - Tak, jestem - powiedziałem tak słabym głosem, jakbym włóczył się pół roku po pustyni.
Ryohei zamilkł na chwilę.
 - Czyli źle - odpowiedział na własne pytanie. - Brzmisz tak samo, jak wtedy, gdy zmarła twoja mama. Przyjechać do ciebie?
 - Poradzę sobie - odparłem cicho drżącym głosem.
 - Właśnie słyszę. Będę za pół godziny - oznajmił Ryohei, rozłączając się.
I znów samotność. Nie wiem, może ja coś zrobiłem w poprzednim życiu, że teraz odbierają mi wszystkich, których kocham?
Chyba straciłem poczucie czasu, bo po chwili usłyszałem kroki. Zamknąłem oczy? Dziwne, nawet tego nie zauważyłem.
 - Nie zakluczyłeś drzwi - poczułem dłonie Ryoheia na swoich ramionach. Uchyliłem powieki. Wyglądał na zmartwionego. - Nie płacz.
Otarł mi łzy z policzków. Dopiero teraz zauważyłem, że całe są już od nich mokre.
 - Och, Aoi, jak mi ciebie szkoda - stwierdził Ryohei, kręcąc głową, po czym przytulił mnie do siebie. Objąłem go ramionami i przylgnąłem do niego. Dopiero wtedy zupełnie puściły mi emocje. Zacząłem szlochać, a łzy spływały mi strużkami po policzkach, ginąc w czarnym materiale bluzy Ryoheia.
Tamten ogród zniknął razem z huśtawką. To wszystko już nigdy nie powróci. Życie mija bardzo szybko, często nawet za szybko. Przesypuje się przez palce jak piasek w klepsydrze i kończy się w najmniej oczekiwanym momencie.

The end

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Reklama

Zespół: 168 -one sixty eight-, Alice Nine, Anli Pollicino, D, D'espairsRay, D=OUT, Dir en grey, Kagrra,, Kra, Lack-co., Lusknot., Migimimi sleep tight, MoNoLith, Nightmare, Sadie, THE KIDDIE, The Micro Head 4N's, vistlip, ViViD
Pairing: W tekście.
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: komedia, parodia
Ostrzeżenia: zrypany humor autorki
Notka autorska: To wszystko przez Black Cherry i jej tweeta. Przepraszam, jeśli obraziłam któregoś z waszych ulubieńców.
W sumie to jest fanfik z podtytułem "Jak Winry widzi każdy pairing? Na przykładzie wyprawy do łazienki.".


"Oszczędzaj wodę, kąp się ze swoją dziewczyną!"
* * *
Nao: Shino?
Isshi: Nawet o tym nie myśl.
Nao: Ale Shino... *robi maślane oczka*
Isshi: Olejek lawendowy czy różany?
* * *
Izumi: Hashi, jogurcik ci kupiłem.
Shin: Mam nalać wody do wanny?
* * *
Tora: Aki, kupiłem waniliowy płyn do kąpieli!
Akiya: Czy to, co kombinujesz, ma coś wspólnego z tamtą reklamą?
Tora: Nie, ależ skąd.
Akiya: Chodź już do tej łazienki, głuptasie.
* * *
Saga: Kazuma, słonko, wiesz, byłem w sklepie i kupiłem wszystkie smaki tych twoich mleczek sojowych.
Shou: Wanna jest moja, Sakamoto.
* * *
Hiroto: Co będę z tego miał?
Nao: Co tylko sobie zamarzysz.
Hiroto: Maraton "Dragon Balla" do rana i to ty nas usprawiedliwiasz u Shou.
Nao: A mogłem zaproponować dobry obiad...
* * *
Yuusei: Ryohei, no chodź już!
Yusa: Nie skacz tak, bo się...
Yuusei: *zalicza piękny ślizg po kafelkach*
Yusa: ...przewrócisz.
* * *
Sorao: Yuudai, no chodź.
Yuudai: Nie.
Sorao: Dam ci ciastko.
Yuudai: *uderza się ręką w twarz* Z kim ja żyję?
* * *
Jun: Idziemy?
Minase: Tak!
* * *
Reika: Chodź ze mną.
Hikaru: Tylko nie rób sobie potem zdjęcia na Twittera.
Reika: Hikaru!
Hikaru: No idę, idę.
* * *
Ibuki: Czemu mnie niesiesz?
Kouki: Bo tak jest bardziej romantycznie.
Ibuki: Kochanie, ja nie potrzebuję romantyzmu, tylko seksu. Teraz.
* * *
Ruiza: Takahiro?
Asagi: Yoshiyuki?
Ruiza: Czyli nie?
Asagi: Jakie mam mądre uke.
* * *
Hide-zou: *wywala się na kafelkach*
Hiroki: Mam dzwonić po pogotowie?
* * *
San: Tsune, a jak myślisz, jak ja mam niebieskie włosy, a ty czerwone, to woda będzie fioletowa?
Tsunehito: Tak. Będziemy traktować ją jak nasze dziecko i nazwiemy ją Murasaki-chan.
* * *
Ko-ki: Ja może i jestem seksoholikiem, ale wanna to jest prywatna przestrzeń i...
Ivu: *przerzuca sobie Ko-kiego przez ramię i niesie do łazienki*
Ko-ki: Z kim ja w ogóle próbowałem polemizować?
* * *
Reno: Tensei, idziemy?
Ryoga: Nie.
Reno: I po tak długim czasie ty nadal uważasz, że ja znam słowo "nie"?
* * *
Shindy: Akihide, gdzie ty jesteś?
Shin: *macha ręką spod sterty ręczników*
Shindy: *udaje, że wyciąga notes* Dzień dwudziesty dziewiąty. Akihide utonął w ręcznikach po raz trzeci.
* * *
Yo-ichi: Masa-chan, Masa-chan!
Masatoshi: Pod warunkiem, że nie wejdziesz do pralki.
* * *
Kiyozumi: Takuma, słonko...
Takuma: Jutro jest próba.
Kiyozumi: No to jutro.
Takuma: Pojutrze też jest próba. I tak długo będą próby, aż ci się odwidzi.
* * *
Kei: Kenyo, po co ci telefon?
Tsurugi: Trzeba wrzucić coś na Twittera, no nie?
Kei: I może żółtą kaczuszkę do tego?
Tsurugi: O, to jest myśl!
* * *
Mizuki: Masao, a może zgasimy światło i zapalimy świeczki?
Mao: Chyba śnisz.
* * *
Takafumi: Hayato, wykąpiemy się razem?
Hayato: Właśnie miałem zapytać o to samo!
* * *
Ryu: Keita, chodź ze mną do wanny.
Keita: Ale będę seme.
Ryu: W twoich słodkich snach, kochanie. Chodź.
* * *
Rui: *potyka się o próg*
Shuhei: *potyka się o Ruiego*
Rui: No i to by było na tyle.
* * *
Tomo: Matsu?
Tohya: Ale przez tydzień nie palisz!
Tomo: Chyba zwariowałeś!
* * *
Umi: Em, Yuh?
Yuh: Tak?
Umi: Tego no...
Yuh: Nalej wody.
* * *
Karyu: Michio?
Zero: Yoshi, słonko, poza tobą to nikt się nie zmieści w tej wannie. Mam ci usiąść na kolanach?
* * *
Hizumi: *ciągnie Tsukasę za rękaw*
Tsukasa: Też właśnie o tym myślałem.
* * *
Yomi: Coś się stało, Ikari?
Hitsugi: Zastanawiam się, ile czasu musiałbym być pod wodą, żeby mi kolczyki zardzewiały.
Yomi: Idź ty już lepiej po ten płyn do kąpieli, bo sklep zamkną.
* * *
Sakito: *łapie Rukę za rękę*
Ruka: *z kamiennym wyrazem twarzy idzie za Sakito*
* * *
Yuhra: Chodź się wykąpać.
Yasuno: No coś ty! Włosy mi się zmierzwią!
* * *
Keiyu: Idziesz, czy nie?
Mai: Wiesz, nie mam zbytnio wyboru...
* * *
Satoshi: Takuya, woda stygnie.
Takuya: Zdjęcie mi nie wychodzi, poczekaj.
Satoshi: Kami-sama...
* * *
Yuki: Sino?
Sino: Nie.
Yuki: A ktoś cię pytał o zdanie?
* * *
Toshiya: *łapie Die'a za rękę i ciągnie do łazienki*
Die: Muszę sprzedać telewizor.
* * *
Kyo: Shinya?
Shinya: Kąpałem dzisiaj Miyu.
Kyo: A to nie.
* * *
Kazuya: Puciu puciu, chodź do wanny.
Ricky: Nie, czekam na UFO.
* * *
Ryohei: *patrzy wymownie na Aoiego*
Aoi: Ja nie jestem twoją dziewczyną.
Ryohei: Ale jesteś mój.
Aoi: Nie, kochanie. To ty jesteś mój. A teraz chodź już do tej łazienki.
* * *
The end

czwartek, 24 stycznia 2013

Bańki mydlane

Zespół: 168 -one sixty eight-&Megamasso
Pairing: Aoi&Ryohei
Dozwolone od: 16+
Gatunek tekstu: obyczaj, romans
Ostrzeżenia: łagodne sceny erotyczne
Notka autorska: Mam nadzieję, że w końcu rozwaliłam ten przeklęty schemat.




To dziwne, jak człowiek potrafi zatracić się w codzienności i nie zauważać tego, jak bardzo jest zmęczony. Gdy moje ciało zanurzyło się w ciepłej, prawie że gorącej wodzie, a wanna wypełniła się praktycznie w połowie pianą, mogłem w końcu odpocząć.
Prezenterka radiowa mówiła coś o zespole, którego utwór miał być puszczony jako następny. Nie słuchałem jej, tylko zdmuchnąłem pianę z moich dłoni. Zamknąłem oczy. Dźwięki, które mnie dobiegły, nie były raczej spokojne, były wręcz żywe i ostre. Spojrzałem na radio. Podobało mi się to, co słyszałem. Miałem wrażenie, że znam skądś głos wokalisty, a bas wydawał mi się jeszcze bardziej znajomy.
Usiadłem. Woda zaczęła stygnąć, a bańki znikać, co niezbyt mi się podobało. Wypuściłem trochę wody i wlałem świeżej, gorącej. Piana znów zakryła powierzchnię wody, a ja oparłem się o brzeg wanny i słuchałem dalej.
 - Rakurai no anata made hibiku "sakebi" wa toki wo koeteku kagirinaku takaku sobieta kabe wo uchi kowashi* - zanuciłem, gdy melodia trochę zwolniła. Dobrze, że nie jestem wokalistą, mój fałsz pokaleczyłby fanom uszy.
I znów ta prezenterka zaczęła coś mówić. Ja jednak nadal wolałem jej nie słuchać. Potem zabrzmiał kolejny utwór, a mnie coś zmroziło od środka. Melodia, słowa, głos, który słyszałem, to wszystko... To było piękne. Pełne uczuć, troski, słowa układające się w dialog, choć śpiewane przez jednego wokalistę.
I nagle mnie olśniło. Znałem ten utwór! Naoki kiedyś tego słuchał na MP3. Miał wtedy minę, jakby słowa śpiewane przez wokalistę były...
 - Dla niego - szepnąłem, dokonując kolejnego odkrycia. - Isshi.
No tak, brawo, popisałem się. Nie rozpoznałem Kagrry, i nie rozpoznałem Isshiego. Nie rozpoznałem "Ribetsu", na bogów!
Nie wiem, kiedy po moich policzkach spłynęły łzy. Chyba jestem zbyt wrażliwy na problemy innych.
Melodia ucichła. Tym razem jakiś wokalista zaczął śpiewać coś o wampirach, rycerzach i innych dziwadłach. Przestałem słuchać, nie obchodziło mnie to zbytnio.
 - Zacząłem się zastanawiać, czy żyjesz. Siedzisz tutaj od godziny - usłyszałem twój głos. Odruchowo ściągnąłem ręcznik z szafki i zasłoniłem się nim. Pal licho, że był teraz mokry.
 - Jakim prawem wszedłeś do łazienki, kiedy ja tu jestem? - zapytałem, patrząc na ciebie jak na kompletnego idiotę.
 - Myślę, że to dlatego, iż to mój dom - zaśmiałeś się głośno. - A ty co się tak zakrywasz? Widziałem cię nago tyle razy, że nie powinieneś już czuć wstydu przede mną.
 - Widziałeś mnie, kiedy ja tego chciałem, a teraz mnie zaskoczyłeś - odparłem, łapiąc cię za koszulę. - I tego pożałujesz.
W łazience rozległ się głośny plusk, gdy wrzuciłem cię do wanny.
 - Ej no, cały mokry teraz jestem! - udałeś oburzenie, choć tak naprawdę miałeś ochotę się roześmiać. - Jak się przeziębię, to jak będę śpiewał, co?
 - Chciałem cię nauczyć dobrych manier - odparłem, chichocząc pod nosem.
 - Jakich manier?
 - Że trzeba pukać do łazienki, niezależnie od tego, czy dużo razy widziało się tam przebywającą osobę nago, czy też nie - wyjaśniłem.
 - Jesteś niepoprawny - pokręciłeś głową z dezaprobatą.
 - Uwierz mi, ty też - uśmiechnąłem się lekko złośliwie, przysuwając się do ciebie i odpinając pierwszy guzik od twojej koszuli.
 - Co ty robisz? - zapytałeś, mierząc mnie wzrokiem.
 - Tak pomyślałem, że jak już jesteśmy w wannie, a ja jestem nagi, to czemu by ciebie też nie rozebrać? - spojrzałem ci w oczy, które nagle zalśniły dziwnym blaskiem.
 - Ryohei, ty to jednak potrafisz coś konstruktywnego wymyślić - nawet nie zdążyłem na to odpowiedzieć, bo zamknąłeś mi usta pocałunkiem.
 - Shinobu - szepnąłem, gdy jednym ruchem ściągnąłeś ze mnie ręcznik. W sumie taka forma odpoczynku też nie jest zła. Co więcej, jest o wiele lepsza.

The end


*fragment "Sakebi" Kagrry,

sobota, 29 grudnia 2012

"Dlaczego?" II

Zespół: 168 -one sixty eight-&Migimimi sleep tight
Pairing: Aoi&Ryohei
Dozwolone od: 16+
Gatunek tekstu: obyczaj
Ostrzeżenia: w tej części brak
Notka autorska: Cukier, cukier, cukier... Miłego czytania. :)


Ryohei ocknął się w łóżku. To był sen? Nie, raczej nie. Jakby to był sen, to by tak piekielnie nie bolała go ręka, która... Była zabandażowana.
 - Kto? - Ryohei podniósł się. Był nadal w swoim mieszkaniu. Czyli jednak Inzargi. Gou nie potrafi bandażować ran.
 - Ryohei - stanowczy, prawie aż zimny głos spowodował, że Ryohei podskoczył. Spojrzał w prawo. W drzwiach stał Aoi, w lekko poplamionej krwią koszuli i z miną, która wskazywała na to, że był co najmniej... Przerażony. - Obudziłeś się.
 - No chyba tak... - Ryohei zerknął na swoją rękę. - Wiesz, że nie zrobiłem tego specjalnie?
Aoi spojrzał na niego, po czym przymknął oczy.
 - Miałem taką... nadzieję - Ryoheiowi wydawało się, że Shinobu zadrżał głos. - Dlaczego znowu to zrobiłeś? Dlaczego znowu uciekłeś?
 - Bo się śmiałeś - Ryohei opuścił wzrok. - Jak mówiłeś o Akiyi, to chichotałeś. Jak takie małe, speszone uke.
 - Chichotałem - Aoi oparł się łokciem o framugę, dłonią zasłaniając sobie twarz. - I co jeszcze robiłem?
 - I się oglądałeś...
 - Czyli wracamy do początku - Aoi odwrócił się plecami do Ryoheia. - Wracamy do twojej chorobliwej zazdrości i moich niestałych uczuć względem ciebie, tak?
 - Nie pomagasz mi...
 - Ty mi też.
 - Shinobu, dlaczego ty na mnie nie patrzysz? - zapytał Ryohei.
Nastała chwila ciszy.
 - Ryohei... - cichy, drżący głos Aoiego odbił się od uszu Ryoheia. - Posłuchaj... Ja nie mogę...
Aoi odwrócił się, podbiegł do łóżka, usiadł na nim i przyciągnął Ryoheia do siebie. Drżał. On chyba...
 - Ty płaczesz - stwierdził odkrywczo Ryohei.
 - ...
 - Ty naprawdę płaczesz. Nie na scenie. Przy mnie.
 - Bądźże cicho.
 - Płaczesz przeze mnie?
Aoi nie odpowiedział. Przylgnął jeszcze bardziej do Ryoheia, przytulając go mocniej do siebie.
 - Nie uciekaj, proszę cię, przestań uciekać - szepnął Aoi. - Po prostu w końcu mi zaufaj.
 - Sam stwierdziłeś, że jesteś niestały w uczuciach.
 - To postaraj się, bym nie chciał nikogo innego.
 - Ale ja nie mam na to siły.
 - To je znajdź.
 - Dlaczego?
 - Ponieważ cię kocham - odparł Shinobu, a Ryohei miał wrażenie, że po tych słowach obaj przestali na chwilę oddychać.
Ryohei powoli odsunął Aoiego od siebie.
 - Co powiedziałeś?
 - Kocham cię.
 - Powtórz jeszcze raz, bo chyba nie rozumiem.
 - Kocham cię, Ryohei - Aoi miał minę, jakby słowa, które właśnie wypowiada, były dla niego zupełną nowością, choć powtarzał je trzeci raz.
 - Kami-sama... - Ryohei miał wrażenie, że zaraz zemdleje. Znowu. - Ty naprawdę to mówisz?
 - Mam ci to zaśpiewać? - Aoi uśmiechnął się lekko.
 - A mógłbyś?
 - Ryohei, ja cię proszę.
 - Też cię kocham, Shinobu - Ryohei pochylił się i pocałował go lekko w usta.
Aoi spojrzał w okno. Padał śnieg.
 - Chodź - wokalista wstał i pociągnął Ryoheia za sobą.
Ryohei zarzucił na siebie kurtkę, założył buty i już miał wyjść, gdy Aoi go zatrzymał.
 - A ty gdzie? - Shinobu zawiązał mu szalik na szyi. - Przeziębisz się - stwierdził, zakładając czapkę na głowę gitarzysty.
 - Nobu-chan - Ryohei niespodziewanie przytulił się do niego.
 - Niepoprawny jesteś - Aoi zaśmiał się krótko, otwierając drzwi.
  Śnieg zasypywał delikatnie okolicę. Drzwi od klatki schodowej zamknęły się z głuchym trzaskiem.
 - Dlaczego? - zapytał nagle Ryohei, przerywając kilkuminutową ciszę.
 - Co "dlaczego"? - Aoi spojrzał na niego ze zdziwieniem, odrywając wzrok od spadających płatków śniegu.
 - Dlaczego powiedziałeś mi to dopiero dzisiaj?
Aoi westchnął ciężko. Znów zapadła cisza.
 - Ty zawsze musisz wszystkiego dociekać - stwierdził Aoi po dłuższym milczeniu.
 - Powiesz mi, czy nie?
 - Uparty jesteś - Aoi zaśmiał się sucho. - Ja po prostu nigdy nikomu tego nie mówiłem.
 - Nikomu? Nawet Naokiemu?
 - Jemu zwłaszcza, Isshi by mnie zabił - odparł Aoi.
 - Isshi? Przecież...
 - Później ci wyjaśnię - przerwał mu Aoi, patrząc na jakąś zaciekawioną ich rozmową nastolatkę w okularach.
 - Dobrze, więc dlaczego nikomu nigdy tego nie mówiłeś? - zapytał Ryohei, kucając i zbierając trochę śniegu z chodnika.
 - Jakoś nie miałem odwagi - wyjaśnił Aoi, a do nastolatki podbiegła druga, wyższa i chyba starsza.
 - Neesan*, co robisz? - zapytała. A nie, jednak młodsza.
 - Śni mi się, czy to Ao? - spytała niższa.
 - No wiesz, jak Ryohei jest naszym sąsiadem od ładnych paru lat, to nawet twój Aoi mógł tu przyjść.
 - Jeszcze żeby Akiyę przyprowadzili, to by było fajnie - rozmarzyła się niższa.
 - Już prędzej Nao - odparła młodsza, po czym dostała śnieżką od Ryoheia.
 - Poprzeziębiacie się, podlotki, do domu, ale już! - zawołał roześmiany gitarzysta, patrząc, jak nastolatki strzepują śnieg z bluzy wyższej z nich.
 - Przepraszamy! - zawołały jednocześnie siostry, znikając za drzwiami.
 - Kto to był? - zapytał Aoi.
 - Chou i Yume, moje sąsiadki - wyjaśnił Ryohei. - Jedna ma hopla na punkcie Akiyi, druga na punkcie Naokiego i obie były chyba na wszystkich koncertach Kagrry, w okolicy. Shinobu?
 - Tak?
 - A tak właściwie, za co ty mnie kochasz?
 - Oj, głuptasie - Aoi cmoknął go lekko w policzek. - Tak po prostu. Za to, że jesteś.

The end


*neesan - starsza siostra

piątek, 28 grudnia 2012

"Dlaczego?" I

Zespół: 168 -one sixty eight-&Migimimi sleep tight
Pairing: Aoi&Ryohei
Dozwolone od: 16+
Gatunek tekstu: obyczaj, trochę angst
Ostrzeżenia: depresja głównego bohatera, krew, ogólnie taka trochę psychodela
Notka autorska: Teraz wytłumaczę, dlaczego ten fik jest podzielony na dwie bardzo nierówne części - obie są tak diametralnie różne, że inaczej się nie dało. Miłego czytania... Jeżeli tę część można nazwać miłą. O.o




Szczęk klucza w zardzewiałym zamku rozległ się w mieszkaniu. Ryohei wszedł przez drzwi i zamknął je pospiesznie, jakby się bał, że ktoś będzie go gonił.
Gitarzysta rzucił torbę w kąt i podszedł do szafy. Otworzył barek, wyjął z niego butelkę sake i kieliszek. Usiadł w fotelu i nalał sobie alkoholu.
Rozejrzał się. Wszędzie było pełno kurzu, ostatni raz ścierał je chyba pół roku temu... Albo i dawniej. Nienawidził tego mieszkania, nienawidził tej podłogi, tych mebli, tego zegara wiszącego na ścianie, tego widoku z okna, tego wszystkiego...
Usiadł na podłodze. Siebie też nienawidził, nie potrafił nawet zatrzymać Aoiego przy sobie... Znaczy, Aoi niby go nie opuścił, nawet go nie zdradził, choć tego Ryohei nie był pewien... Ale się oglądał, zamyślał, patrzył, wspominał, mówił przez sen i śmiał się, ha, jak on chichotał, kiedy opowiadał o niespodziewanym spotkaniu z Akiyą. Ryohei dobrze wiedział, Ryohei był pewien, że obu muzyków coś kiedyś łączyło, może nadal łączy, może Aoi jak zwykle skacze sobie z kwiatka na kwiatek...
Ryohei położył się na tym starym, wytartym dywanie, na którym siedział. Ten dywan śmierdział starymi ludźmi i zmokłym psem odkąd gitarzysta pamiętał, a na suficie zawsze była wielka, szara plama. Nienawidził tego miejsca.
Ryohei zamknął oczy. Będzie tu leżał tak długo, aż go ktoś nie znajdzie. Dobry plan, bardzo dobry plan... Nie, jednak zły, zły, bezsensowny.
Telefon. O, Inzargi dzwoni. Pewnie się martwi, ha, ktoś się o niego martwi.
Nie, jednak nie. Znowu narzeka na Gou, jaki to on niedobry, ojejej, biedne uke boli tyłek, straszne.
Ryohei trzasnął komórką o ścianę. Zaczął nienawidzić też swojego zespołu, no pięknie.
Wszedł do łazienki i spojrzał w lustro. Łzy pozostawiały słone smugi na jego policzkach, oczy były zaczerwienione od ciągłego płaczu. Nie chciał widzieć tego odbicia. Nienawidził tego lustra, nienawidził siebie.
Dzwonek do drzwi. Kogo tu niesie?
 - Pożyczyłby mi pan cukier? Pan płacze? - o, sąsiadka się o niego martwi.
 - Kroiłem cebulę, zaraz pani przyniosę cukier - Ryohei uśmiechnął się sztucznie, poszedł po zakurzoną cukiernicę i wepchnął ją sąsiadce w dłonie. - Zostawi ją pani sobie na zawsze, przestałem słodzić herbatę.
 - Dziękuję - sąsiadka zrobiła niemrawą minę i chciała chyba jeszcze coś powiedzieć, ale Ryohei zatrzasnął jej drzwi przed nosem.
Wrócił do łazienki. No proszę, wyglądał jeszcze gorzej, niż te kilka minut wcześniej. Emocje już zupełnie mu puściły. Uderzył pięścią w lustro, które pękło na kilka części. Krew spłynęła po ręce Ryoheia, wsiąkając w jego błękitną koszulę.
Osunął się na podłogę. Nienawidził widoku krwi, praktycznie od razu mdlał, choć tym razem próbował jakoś zapanować nad tym lękiem.
Usłyszał pukanie do drzwi. Potem ten nieznośny dzwonek. Znów pukanie, które kilka minut później przekształciło się w walenie. I nagle nastąpił trzask, jakby... Drzwi wyleciały z zawiasów. W sumie to nie było dziwne, zważając na fakt, że dawno już powinien wymienić te zardzewiałe zawiasy.
 - Ryohei?! - Kto to? Inzargi? Nie, to nie Inzargi, on by się tak nie darł. To może Gou? Nie, on by darł się głośniej. To może...
Ryohei popełnił błąd. Znowu spojrzał na swoją zakrwawioną rękę i tym razem wpadł w ramiona ciemności, tracąc przytomność.

czwartek, 27 grudnia 2012

Unexpected meeting II

Zespół: Kagrra,, 168 -one sixty eight-
Pairing: wspomniane Aoi&Ryohei
Dozwolone od: 16+
Gatunek tekstu: komedia
Seria: Vanilla&Raspberry
Ostrzeżenia: łagodne aluzje do scen łóżkowych w rozmowach bohaterów
Notka autorska: I kogo spotkał? Kogo? No jego.



Akiya prawie uderzył głową w dach samochodu, tak gwałtownie się podniósł. Spojrzał w stronę Sayuri. Obok niej stał...
 - Aoi? - Akiya zamrugał. Nie, to się nie dzieje.
 - Kto? - Sayuri spojrzała to na Akiyę, to na swojego brata. - Shinobu, czy wy się znacie?
 - Tak - Aoi zasłonił usta dłonią i prawie usiadł ze śmiechu na schodkach. - Doskonale się znamy. Bardzo dobrze się znamy. Naprawdę.
 - Dobrze, nie musisz w kółko tego powtarzać - Sayuri uśmiechnęła się lekko. - Dzieci, chodźcie stąd lepiej, tu się dzieje coś... dziwnego.
Sayuri ulotniła się z garażu, ciągnąc za sobą Fumio i Yuri, a Sayu i Kunio lojalnie poszli za nią.
 - Sayuri to twoja siostra?
 - Kaede to twój brat?
 - Zapracowany byłeś - Akiya pokiwał głową ze zrozumieniem. - Ayabie było w trasie, co?
 - Tak - Aoi zaśmiał się po raz kolejny.
 - Mogę wiedzieć, co cię tak śmieszy? - zapytał Akiya.
 - No bo wiesz - Aoi oparł się o ścianę. - Moja siostra była wychowywana, w sumie ja też, no ale.... No wiesz, w przeświadczeniu, że seks to dopiero po ślubie. I, w przeciwieństwie do mnie, dotrzymała słowa danego rodzicom i babci.
 - Czyli śmiejesz się dlatego, że...?
 - Że ty i twój brat rozdziewiczyliście mnie i moją siostrę, ot co - Aoi przeciągnął się leniwie. - Chodź, zaniesiemy te walizki.
 - Kogo jak kogo, ale ciebie to się nie spodziewałem - Akiya wszedł do domu babci Aoiego.
 - Mało się interesujesz rodziną swojego brata - zauważył Aoi.
 - Powiedzmy, że to Kaede się mało interesuje mną - odparł Akiya. - I nie obchodzi go fakt, że może powinienem wiedzieć przynajmniej, jak jego szwagier ma na imię.
 - Ja o tym, jak masz na imię, to wiedziałem, ale jakoś nie skojarzyłem faktów - stwierdził Aoi.
 - A co tam u Ryoheia? - zapytał Akiya. Aoi wzdrygnął się, wyrwany z zamyślenia.
 - Żyje i ma się dobrze - odparł Aoi. - Proponowałem mu, żeby przyjechał, ale Inzargi i Gou mają jakieś problemy małżeńskie i moje miłosierne uke musi im oczywiście pomóc, by świat znów był piękny, a niebo przecięła tęcza.
 - Chodziło mi raczej o to, jak wam się układa w związku - wyjaśnił Akiya.
 - Sielankowa norma - Aoi postawił walizki na podłodze w pokoju, w którym siedziała Sayuri. - Babcia wróci za jakieś pół godziny, poszła z sąsiadką na zakupy. Zaparzyć wam herbaty?
 - Jeśli mógłbyś - Akiya uśmiechnął się lekko. Aoi odwrócił się na pięcie i zbiegł na dół.
 - Yuri i Fumio śpią, Kunio i Sayu oglądają bajkę, więc mogę cię o to zapytać - oznajmiła Sayuri. - Akiya, czy ciebie i mojego brata... coś łączyło?
 - A nie powinnaś zapytać jego?
 - Uważaj, bo on mi coś powie! - Sayuri wybuchnęła śmiechem. - Z trudem wyciągnęłam z niego informację, że jest biseksualny, a co dopiero, z kim sypiał.
 - Dwa razy z nim spałem - odpowiedział Akiya, patrząc, czy Aoi nie idzie. - I to w sumie wszystko.
 - Dobry był?
 - Sayuri...
 - Okej, już o nic nie pytam - Sayuri zachichotała, widząc swojego brata w drzwiach.
 - Powiedziałeś jej? - Aoi zmierzył Akiyę wzrokiem.
 - Oszczędziłem jej szczegółów - odparł Akiya. Aoi pokręcił głową.
 - A ja wam herbatę parzę, dzieci - Aoi westchnął i usiadł w fotelu. - Zostawić was samych nie mogę, bo od razu mnie obgadujecie.
 - Hej, Aoi, a ty nadal używasz tego malinowego balsamu do ust? - zapytał Akiya, opierając się o framugę. - Słodki był.
 - Akiya! - Aoi zmarszczył się lekko, a Sayuri zaśmiała się głośno.
Akiya uśmiechnął się. Wykonywanie próśb młodszego brata może czasem przynieść ciekawe skutki.

THE END