Blog zawiera treści o związkach męsko-męskich i damsko-damskich. Jeżeli nie lubisz yaoi i yuri, to naciśnij czerwony krzyżyk i nie czytaj, zamiast obrzucać mnie błotem. Dziękuję za uwagę.

Polecany post

Five Flowers of Joy and One of Sadness I

Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary Pairing: Simon the Convict&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary) Dozwolone od: 17+ Gatunek tekstu: sc...

środa, 9 września 2026

The Sound that Dissolves Every Dark Thought I

Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary

Pairing: Simon the Convict&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary)

Dozwolone od: 17+

Gatunek tekstu: fluff, sci-fi, crossover, AU (komedia trochę?)

Seria: "When Cosmic Horror Meets Cosmic Hope"

Ostrzeżenia: headcanony, amputowana ręka, wulgarny język (czasem)

Notka autorska: Przedstawiam wam THE FLUFF. FLUFFY FLUFF. THE FLUFFIEST FLUFF EVER.

Dobra, już się uspokajam. Ale macie fluff. Trochę głupi. Trochę mało zabawny. Ale FLUFF. FLUFFY. FLUFFY FLUFF.

(Still nope.)




Ryland uchylił powieki, zdając sobie sprawę, że chyba zasnął podczas seansu. I mimo, że był to jeden z ulubionych filmów Simona, ten również właśnie cicho chrapał, z głową na jego udach.

- Nie za dobrze ci? - mruknął Ryland i uśmiechnął się nieco złośliwie.

Coś przyszło mu do głowy.

Jego palce delikatnie musnęły skórę Simona, wywołując u niego natychmiastową reakcję w postaci gwałtownej pobudki i sturlania się na podłogę.

Ryland zaśmiał się, widząc mordercze spojrzenie swojego ukochanego.

Reakcję miał identyczną, jak te lata temu, kiedy obaj dokonali bardzo ważnego odkrycia.

Obaj mieli...

* * *

Ryland siedział w laboratorium i cierpliwie napełniał pipetą probówkę, kiedy usłyszał za sobą skrzypnięcie drzwi. Nie zwrócił na to jednak zbytniej uwagi, bo były tylko dwie osoby, które odważyłyby się wejść tutaj, ignorując wszystkie zabezpieczenia i wskazówki, że mają absolutnie tego teraz nie robić.

Rocky ignorował je głównie dlatego, że większości nie mógł zobaczyć, a reszta nie miała dla niego znaczenia, bo i tak jego głównym kontrargumentem było to, że ma ksenonitowy kombinezon i nic mu nie będzie.

Simon po prostu był sobą i miał wszystko gdzieś.

- Ryland - usłyszał głos tego drugiego.

- Tak?

- Jest cholerny środek nocy, a ty siedzisz tutaj, zamiast w domu.

- Jestem zajęty.

- Środek nocy, Rye. Tyle z tego obrazkowego zegara potrafię odczytać.

- Jak nie przestaniesz mnie rozpraszać, to Mary wyleci w powietrze.

- Czekaj - Simon potarł skronie palcami. - Wstałeś rano, poszedłeś uczyć kamyki o mikrobiologii Ziemi...

- Biologii molekularnej.

- Co za różnica?

- Diametralna?! - oburzył się Ryland, mało co nie upuszczając probówki. - Mikrobiologia to nauka biologiczna o wirusach oraz mikroorganizmach jak bakterie i pierwotniaki, a biologia molekularna...

- I tak nie zapamiętam - przerwał mu Simon, sprawiając, że Ryland tylko westchnął. - W każdym razie, poszedłeś uczyć kamyki, po czym od tego momentu nie wróciłeś do domu i siedzisz tutaj od kilkunastu godzin i pozbawiony snu przez tak długi czas robisz coś na tyle niebezpiecznego, że HAIL MARY MOŻE WYLECIEĆ W POWIETRZE?!

- ...tak?

- Do domu - Simon machnął ręką. - Ale już.

- Daj mi pięć minut - jęknął Ryland.

- Nie.

- Cztery?

- Nie.

- Trzy?

- Nie starczyły ci te wszystkie godziny, minuty nic nie zmienią. Nie mydl mi oczu - mruknął Simon.

- No dobrze, daj mi kwadrans. Zrobię tylko to, co trzeba, żeby Mary przez noc nie wybuchła i przyjdę - Ryland westchnął ciężko.

- Idę się zdrzemnąć do pokoju medycznego. Przyjdź za ten kwadrans i mnie obudź. Razem pójdziemy do domu - stwierdził Simon i odwrócił się na pięcie, po czym wyszedł z laboratorium.

Po całodniowej pracy w ogrodzie, zasnął momentalnie, kiedy tylko przytknął swoją twarz do poduszki.

Ciepła dłoń Eridianina w ksenonitowym skafandrze dotknęła jego policzka, gdy ten przykrył go kocem.

To raczej nie był Adrian, ani tym bardziej Rocky. Pewnie Christine, znając życie.

Uchylił powieki i jedyne, co zdążył zobaczyć, to jej rdzawo-brązowe kończyny znikające za rogiem.

Ciekawe, czy ona i Stephen w końcu się zeszli. Tak upartych Eridian chyba w życiu nie widział.

Nawet Gregory'emu i Jamesowi zajęło to krócej, a już Rocky chciał ich swatać.

...

...

...

Chwila, dlaczego Christine musiała go w ogóle przykrywać?

Simon usiadł na łóżku. Ile spał?

Rozejrzał się, szukając zegara. Tylko tutaj miał okazję zobaczyć czas w ziemskich cyfrach.

I absolutnie mu się ta trzecia w nocy nie spodobała.

- Ryland - powiedział z udawanym spokojem, nieco gwałtownie otwierając drzwi.

Jego ukochany podskoczył, mało nie puszczając fiolki.

- ...tak?

- Trzecia w nocy. Jest trzecia w nocy. Siedzisz tutaj o trzeciej w nocy! - Simon zmierzył go wzrokiem.

- A tobie jak się spało?

- A ile spałem? Bo coś mi się zdaje, że nie ten twój kwadrans.

- ...z dwie godziny?

- RYLAND!

- Ale Mary nie wybuchła? - Ryland uśmiechnął się lekko nerwowo. - Mogę to dokończyć?

- Nie, Rye. Nie możesz. Chodź do domu - Simon podszedł do niego powoli.

- Ale to ważne.

- Ważniejsze od twojego zdrowia?

- Tak?

- Ale nie śpisz od... O której zazwyczaj wstajesz?

- Siódmej?

- Od siódmej.

- ...

- No co?

- Nie do końca?

- Co nie do końca?

- W sensie, nie śpię od siódmej, ale to zależy, o której siódmej mówimy - oznajmił Ryland.

- ...Rye?

- Tak?

- Chcesz mi powiedzieć, że nie spałeś od momentu, kiedy zasnąłeś, przyglądając mi się w ogrodzie? JAKIEŚ TRZYDZIEŚCI GODZIN TEMU?!

- ...tak?

- Jak to zrobiłeś, że tego nie zauważyłem?

- Wstałeś, jak ja już się zbierałem do szkoły. Ot cała wielka tajemnica - Ryland wzruszył ramionami.

Simon westchnął ciężko.

- Ryland, chodź do domu.

- Ale eksperyment!

- Mam cię zmusić?

- Zmusić?

Simon oparł mu dłonie na ramionach i spojrzał mu prosto w oczy.

- Gdzie masz łaskotki? - spytał poważnie.

- Co? - Ryland zamrugał. - Nie mam łaskotek.

- Nie?

- No dobrze, nie jestem pewien, czy dalej mam - odparł Ryland. - Kiedyś miałem dalekiego kuzyna, który uwielbiał łaskotać mnie z zaskoczenia, ale odkąd jego brat trafił do więzienia, a jego wziął pod opiekę ktoś z jeszcze dalszej rodziny, to nikt nigdy nie próbował tego robić. Nawet moi rodzice. Pewnie uznali, że to niedorzeczne, jak zdobyłem doktorat, a potem oboje zmarli, więc właściwie nie mam pojęcia, czy...

Ryland podskoczył na krześle, kiedy Simon połaskotał go nad biodrem i definitywnie osiągnął zamierzony efekt.

- ...mam łaskotki - dokończył Ryland. - Dość eksperymentu, możesz...

- Nie - przerwał mu Simon, z dzikim blaskiem w oczach powtarzając czynność, tym razem po obu stronach.

Ryland wybuchnął śmiechem, spadając tym razem na podłogę. Simon najpierw zamortyzował jego upadek, a potem usiadł mu na biodrach i uśmiechnął się wrednie.

- Pod pachami też masz?

- C-co? - Ryland próbował złapać oddech, ale nie zdążył, bo Simon już kontynuował swoje "tortury". - S-simon, zo-zost-aaaaw! S-sło-słodki Ju-julku n-na b-bisz-szszszszszkoooopcie!

Ryland złapał w końcu prawą rękę Simona i tę był w stanie powstrzymać, ale już proteza była dla niego kompletnie nie do okiełzania. Ze śmiechu zdążył już się popłakać i prawie zasmarkać, ale to nie sprawiło, że jego ukochany zostawił go w spokoju.

- Wiesz, że masz uroczy śmiech? - spytał Simon, przysuwając się do Rylanda. - Potrafiłby rozwiać każdą czarną myśl w mojej głowie.

- C-co?

- Pstro. Będziesz grzeczny i pójdziesz spać jak normalny człowiek?

- N-no d-dobrzeeee! - Ryland cmoknął dłoń Simona i spojrzał mu w oczy. - B-będę g-grzecznyyyy!

Simon przestał go łaskotać i wstał z niego, po czym pomógł mu się podnieść.

- Idziemy do domu? - spytał raz jeszcze.

- T-tak - Ryland nadal próbował złapać oddech. - Nie rób tak więcej.

- Bo?

- Bo się bodaj posikam.

Simon tylko parsknął śmiechem.