Blog zawiera treści o związkach męsko-męskich i damsko-damskich. Jeżeli nie lubisz yaoi i yuri, to naciśnij czerwony krzyżyk i nie czytaj, zamiast obrzucać mnie błotem. Dziękuję za uwagę.

Polecany post

Five Flowers of Joy and One of Sadness I

Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary Pairing: Simon the Convict&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary) Dozwolone od: 17+ Gatunek tekstu: sc...

środa, 2 września 2026

Sandy-golden Lamb Laying Under the Tree I

Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary

Pairing: Simon the Convict&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary)

Dozwolone od: 17+

Gatunek tekstu: sci-fi, horror, crossover, AU

Seria: "When Cosmic Horror Meets Cosmic Hope"

Ostrzeżenia: headcanony, niestabilność psychiczna, body horror, amputowana ręka, wulgarny język + w tej części pojawia się dość turpistyczna, nieco obrzydliwa scena, więc lepiej odłóżcie wszelkie napoje i pokarmy + koszmar, który jest brutalny w kij

Notka autorska: Nawet mi się nie chce nic pisać, powiem tylko, że to Kann wymyśliła ten ból głowy, nie ja. XD



Simon pielęgnował Ostatnie Drzewo, kiedy usłyszał za sobą kroki. Odwrócił się i zobaczył Rylanda, który spokojnie podszedł do niego i położył mu dłoń na ramieniu.

- Denerwujesz się? - spytał cicho.

- Całą tą akcją przeciwko Filament Station? - Simon zacisnął palce na swoim naszyjniku. - Oczywiście, że tak. Zwłaszcza, że przestało mi się to podobać.

- Podobać? - powtórzył Ryland. - Simon, potrzebujemy jedzenia. Musimy to zrobić. Nie mamy innego wyboru.

- I tak w głębi duszy panikujesz - stwierdził Simon.

- Żeby jeszcze tacy jak my mieli dusze - mruknął Ryland. - Ale przynajmniej prawie nie płaczę, bo naszły mnie nagłe wątpliwości.

- I kto to mówi? - Simon trącił go w ramię. - Od dzieciaka tylko chlipiesz po kątach. Pamiętasz, jak Ojciec cię zawsze za to ganił podczas treningów?

- Żeby tylko na tym się skończyło - Ryland położył drugą dłoń na Ostatnim Drzewie. - Ono umiera, prawda?

- Dokładnie tak, moje dzieci - usłyszeli za sobą głos Ojca i odwrócili się jednocześnie. - Czas je napoić, Simon.

- Oczywiście, Ojcze - Simon pokłonił się przed nim. - Pokaż mi tylko tego, który zgrzeszył, a ja zakończę jego marny żywot.

Ojciec powoli podszedł do Rylanda i położył mu dłoń na ramieniu, powtarzając jego gest sprzed kilku minut.

- Masz brudne myśli, prawda, Rylandzie? - spytał szorstko, mierząc go wzrokiem.

- To tylko fantazja, Ojcze - stwierdził Ryland. - Na tym wszystko się kończy. Nic więcej się nie wydarzyło.

- Ale może - stwierdził Ojciec, zdejmując mu okulary. - Poza tym, wciąż nie masz dzieci. Co z ciebie za pożytek, mój synu?

- Ojcze? - Simon podszedł do Rylanda i nieco zasłonił go ręką. - O czym ty mówisz?

- O nim - Ojciec podał mu rytualny sztylet. - Rozbierz go najpierw, materiał nie może się zmarnować.

- Nie - Ryland pokręcił głową. - Ojcze, dlaczego akurat ja?

- Bo jesteś zbędny - odparł Ojciec. - Zbyt emocjonalny, zbyt tchórzliwy, zbyt dziecinny.

- Simon? - Ryland zwrócił się do niego. - Simon, proszę.

- Rób, co do ciebie należy, Rzeźniku - stwierdził Ojciec.

- Nie zgadzam się! - Ryland cofnął się o krok i zaczął uciekać, ale bracia Simona zastawili mu drogę. - Simon!

Simon stał jak wryty, trzymając sztylet w dłoni. Nie mógł się ruszyć nawet wtedy, kiedy jego bracia zerwali z Rylanda ubrania i zostawili go nagiego i skulonego na podłodze.

Podszedł do niego i złapał go za ramię. Próbował to zrobić delikatnie, ale musiał go przytrzymać, kiedy ten zaczął się wyrywać.

- Zostaw mnie! Puść! Nie rób tego, proszę! - Ryland usiłował go odepchnąć, ale Simon był silniejszy.

- Rye.

- Nie chcę umierać! - Ryland przytulił się do jego przedramienia i zaczął szlochać. - Nie morduj mnie, Simon!

- Przepraszam - szepnął Simon, przecinając jego tętnicę udową precyzyjnym ruchem.

Teoretycznie mógł mu poderżnąć gardło, ale nigdy nie lubił tego robić. Uważał to za zbyt niehumanitarne.

Jeżeli cokolwiek na Eden kiedykolwiek takie było.

- Simon - Ryland spojrzał na niego, puszczając go i usiłując zatamować krwawienie. Skulił się pod drzewem i nadal płakał, aż w końcu opadł z sił i osunął się na ziemię.

Krew zabarwiła jego włosy w kolorze skąpanego w słońcu żyta. Simon widział to zboże w starych książkach dostępnych na Eden. Tylko tam takie cuda były dla resztki ludzkości dostępne.

Tymczasem nie tylko te złocisto-piaskowe kosmyki pokryły się krwią.

Wszystko zatonęło we krwi.

Dosłownie wszystko.

Było jej zdecydowanie za dużo jak na jednego człowieka.

- Adrian nie może uwierzyć, że Simon naprawdę to zrobił, stwierdzenie!

- Rocky wiedział, że nie powinien był Simonowi ufać, stwierdzenie!

- Wujek Simon zły, zły, zły!

I wtedy usłyszał huk.

...i to go obudziło.

Usiadł gwałtownie i wbił wzrok w grubą książkę, której strony nadal powoli się zamykały.

Rozejrzał się z trudem, bo przed oczami migotały mu kolorowe plamki. Siedział na kanapie, przykryty swetrem Rylanda i definitywnie coś musiał czytać, skoro to wielkie tomiszcze obudziło go, spadając na podłogę.

Nie pamiętał, co to dokładnie było. Coś o zbiegłym kryminaliście, próbującym zmienić swoje życie.

Ach, tak.

Chciał to przeczytać, bo główny bohater skojarzył mu się z nim.

Położył dłoń na czole i przymknął oczy.

Niemiłosiernie bolała go głowa. Nie zdziwiło go to wcale, bo często miał tak po obudzeniu się z koszmaru, ale to był jeden z tych przypadków, kiedy zastanawiał się, czy ten jego pusty łeb po prostu w końcu eksploduje.

Usiadł powoli, czując takie zawroty głowy, że o mało co nie zwrócił śniadania. Schylił się po książkę i to był ogromny błąd.

Ból zaćmił go do tego stopnia, że spadł z tej jebanej kanapy, a ten nagły wstrząs spowodował to, przed czym się powstrzymał chwilę wcześniej.

Cóż, nie doczyta już tej książki, bo właśnie dokładnie ją zarzygał.

- Kurwa mać - warknął, opierając się na rękach.

I wtedy przypomniał sobie, co dokładnie mu się śniło.

Co poskutkowało tym, że zwymiotował ponownie.

Podniósł się powoli, starając się nie wykonywać zbyt gwałtownych ruchów.

Ryland na Eden, Ryland w SM-13, Ryland tonący w morzu krwi na AT-5, Ryland umierający w jego ramionach, przez niego, za niego...

Norma.

Ale żeby własnoręcznie go zabił?

Tego jeszcze nie było. W końcu jakaś nowość w repertuarze kina "Zjebana Podświadomość Simona Rzeźnika". Fantastycznie.

Nagle zdał sobie sprawę, że to, co Ryland do niego mówił, było praktycznie kalką jego ostatnich słów do tej suki Stratt.

Jak wiele razy Simon to słyszał, że aż tak wryło się to w jego zryty beret?

- Za dużo - mruknął, a dźwięk jego słabego głosu aż go wystraszył.

Ryland miał koszmary częściej. Te Simona były intensywniejsze.

Gdyby ktoś go spytał, wolałby na odwrót. Nie dlatego, że preferowałby nie kopać wszystkiego wokół podczas snu albo budzić się sparaliżowanym ze strachu albo z migreną albo i wszystko naraz.

Po prostu nie mógł słuchać tego rozdzierającego jego serce na kawałki szlochu Rylanda, kiedy błagał, by nie pakowali go na ten pierdolony statek kosmiczny.

A teraz to on był tym, który odebrał mu życie. Co prawda tylko w koszmarze, ale to było tak realistyczne, jakby rzeczywiście się stało.

Bo właściwie tak było. Tylko jego ofiarą nie był Ryland.

Ale ile gejów i aseksualnych osób oddał Ostatniemu Drzewu, bo nie mieli ochoty płodzić dzieci?

- Za dużo - powtórzył Simon, kiedy dotarł w końcu do łazienki.

Wiedział, że musi iść posprzątać, ale jedyne, co osiągnął, kiedy schylił się po szmatę do podłogi, było to, że narobił jeszcze więcej bałaganu.

- Później - mruknął, opierając się o zimne kafelki. - Później...

Przymknął oczy. Nie wiedział, czy zemdlał, czy tylko zasnął, ale nic więcej od tego momentu nie pamięta.