Blog zawiera treści o związkach męsko-męskich i damsko-damskich. Jeżeli nie lubisz yaoi i yuri, to naciśnij czerwony krzyżyk i nie czytaj, zamiast obrzucać mnie błotem. Dziękuję za uwagę.

Polecany post

Five Flowers of Joy and One of Sadness I

Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary Pairing: Simon the Convict&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary) Dozwolone od: 17+ Gatunek tekstu: sc...

czwartek, 10 września 2026

The Sound that Dissolves Every Dark Thought II

Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary

Pairing: Simon the Convict&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary)

Dozwolone od: 17+

Gatunek tekstu: fluff, sci-fi, crossover, AU (komedia trochę?)

Seria: "When Cosmic Horror Meets Cosmic Hope"

Ostrzeżenia: headcanony, amputowana ręka, wulgarny język (czasem)

Notka autorska: Druga część tego fluffa. Faceci nigdy nie dorastają. XD


- Swoją drogą - zaczął Ryland, kiedy szli już do swojego domu. - Skąd w ogóle wiedziałeś o czymś takim, jak łaskotki?

- W jakim sensie? - Simona zdziwiło to pytanie.

- Wiesz, Eden nie wydaje mi się miejscem, gdzie ktoś mógłby... Chcieć się łaskotać nawzajem - wyjaśnił Ryland nieco niepewnym głosem. - W sensie, może w którymś z filmów, które widzieliśmy, ktoś tak robił, ale...

- Chcesz powiedzieć, że zabójcy z sekty pojącej krwią drzewo i piorącej mózgi ludziom do tego stopnia, że mieli po piętnaścioro dzieci, które też były poddawane manipulacji, nie mogli się dobrze bawić? - spytał Simon.

- Bardziej chodziło mi o taką intymność i bliskie relacje - sprecyzował Ryland. - Nie podchodzisz do przypadkowej osoby na ulicy, żeby ją połaskotać. Przynajmniej na Ziemi tak to nie wyglądało.

Simon wsadził ręce do kieszeni i kiwnął głową.

- Nie mówię o czasach, kiedy mieliśmy już krew na dłoniach. Mówię o tym, gdy jeszcze byliśmy dziećmi - wyjaśnił. - Ja i moi bracia nie mieliśmy zbyt dużo opcji do wyboru w temacie zabaw. Zostało nam tylko to i zbieranie kapsli.

- Rozumiem - przytaknął Ryland. - Chwila.

- Hm?

- To oznacza, że też masz łaskotki.

- Co?

- Gdzie? - Ryland spojrzał na niego, zawadiacko się uśmiechając. - Na boczkach? Pod pachami?

- Nie powiem ci - odparł Simon, przyspieszając kroku.

- Ej no, powiedz! - Ryland dogonił go i zatrzymał ręką. - Na stopach?

- Nie.

- Na pupie?

- Co? Nie!

- To gdzie?

- Nie dowiesz się, zapomnij - Simon znowu zaczął mu uciekać, wyjmując nawet ręce z kieszeni.

Ryland zmarszczył brwi i próbował sobie przypomnieć, gdzie jego ukochany lubił być dotykany.

I zdał sobie sprawę, że były dwie rzeczy, których nie pozwalał sobie robić.

Zbliżać ręki w geście, jakby chciało się go udusić (Ryland nigdy nawet nie próbował, został jednak o tym poinformowany) i dotykać jego karku w miejscu, gdzie zbiegał się z ramieniem.

Złośliwy błysk mignął mu w oczach.

Podbiegł do Simona i podciął mu nogi laską.

Ten przewrócił się i gdy tak leżał przez ten ułamek sekundy bezbronny, Ryland przystąpił do działania.

I uzyskał dokładnie ten efekt, który chciał.

Simon parsknął śmiechem i zaczął machać nogami jak dziecko.

- R-rye!

- No co?

- P-przestań!

- Nie~

- N-no d-dobrze, n-nie b-będę c-cię w-więc-cej łassssskottttaaaaać!

- Możesz, byle nie tak długo i nieustannie, jak wcześniej - Ryland odwrócił nadal chichoczącego Simona na plecy. - Też masz słodki śmiech.

- Słodki? Stary, ja mam głos głęboki jak studnia, sam tak twierdzisz - stwierdził Simon, siadając.

- I tak zostanę przy swoim stwierdzeniu - Ryland pochylił się w jego stronę i musnął jego usta własnymi. - Jesteś zły, że cię przewróciłem?

- Nie - Simon przytknął swoje czoło do jego. - Dziękuję.

- Za co? Za łaskotki?

- Za to, że mi na to pozwoliłeś i za to, że sam się przyłączyłeś do tej zabawy - odparł Simon. - To jedno z niewielu miłych wspomnień. Willy płaczący ze śmiechu, Dave uciekający przed nami na najwyższe piętro stacji, Marketa rzucająca w nas kluczem francuskim, kiedy tylko się do niej zbliżaliśmy i ten jeden dzieciak, który jako jedyny ich nie miał i to on zawsze wszystkich gonił. Nie pamiętam jego imienia, ale może to i lepiej.

- Może to i lepiej - Ryland uśmiechnął się lekko. - Jak w domu, co?

- Jak w domu - powtórzył Simon i pocałował go czule.

* * *

...łaskotki.

I dokładnie to Ryland przed chwilą zrobił.

Połaskotał go.

- Zadowolony z siebie jesteś? - spytał Simon.

- Bardzo - Ryland zaśmiał się krótko i zsunął się z kanapy na podłogę. - Simon?

- Tak?

- Pamiętasz, jak jakiś czas temu spytałeś mnie, ile właściwie mamy lat?

- Tak - Simon zmarszczył brwi. - Co ukrywasz?

- Powiedzmy, że nieco zataiłem przed tobą niektóre fakty - przyznał Ryland.

- A czemu mówisz mi to teraz? - spytał Simon. - Jak dopiero co się obudziłem z drzemki, którą ktoś brutalnie mi przerwał?

- Bo... Nie wiem w sumie - Ryland westchnął ciężko. - Może dlatego, że przypomniało mi się, jak prawie załaskotaliśmy się na cacy?

- I?

- I twoja reakcja na obudzenie cię teraz była na tyle zabawna, że jestem gotów na to, żeby zepsuć ci mózg?

- Niech ci będzie - Simon przysunął się do niego. - To ile mamy lat?

- Więc... Na ile wyglądam? - spytał Ryland.

- Gdzieś na 60? 61? - odparł Simon. - Ale wiem, że od momentu, kiedy Stratt wysłała cię w kosmos, minęło raczej z czterdzieści parę, bo kilka lat temu powiedziałeś, że równo czterdzieści.

- ...kłamałem.

- To ile minęło?

- Więcej.

- Więcej? - powtórzył Simon. - Rye, ile my mamy lat?

- ...przekroczyliśmy obaj setkę? - Ryland spojrzał na niego, nieco nerwowo się uśmiechając. - Jak to odkryłem, to bałem się, że pogubisz klepki, jak ci powiem. Wiesz, sam prawie dostałem zawału, jak tylko...

- ILE?! - wrzasnął Simon. - MAM PONAD STÓWĘ?! KIEDY?! JAK?!

Simon złapał się za włosy pokryte już trzema siwymi pasmami.

- RYLAND!

- Nie moja wina, to Eridianie!

- Ile lat to przede mną ukrywałeś?

- ...z dekadę?

- ...Rye - Simon spojrzał na niego uważnie.

- ...tak?

- Szykuj się - Simon rozwarł palce u rąk. - Sam chciałeś.

- Co? Nie! - Ryland próbował go odepchnąć, ale nic to nie dało i znowu został zaatakowany łaskotkami.

* * *

- Jak Grace nie przestanie się śmiać, przysięgam, że się tam przejdę - mruknął Rocky, patrząc z zazdrością na Gracie. - Dobrze masz, że teraz śpisz.

- Przynajmniej Simon przyjął tę wiadomość dość spokojnie? - spytał Adrian, pielęgnując eridiańską roślinę, którą planował dać Simonowi następnego dnia.

- Załaskocze go na śmierć!

- Bez przesady, moja melodio - Adrian machnął ręką. - Przyznaj, że lepiej to, niż kiedy przecieka.

- I kiedy się marcują - Rocky prychnął.

Adrian jedynie zachichotał.

The End

środa, 9 września 2026

The Sound that Dissolves Every Dark Thought I

Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary

Pairing: Simon the Convict&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary)

Dozwolone od: 17+

Gatunek tekstu: fluff, sci-fi, crossover, AU (komedia trochę?)

Seria: "When Cosmic Horror Meets Cosmic Hope"

Ostrzeżenia: headcanony, amputowana ręka, wulgarny język (czasem)

Notka autorska: Przedstawiam wam THE FLUFF. FLUFFY FLUFF. THE FLUFFIEST FLUFF EVER.

Dobra, już się uspokajam. Ale macie fluff. Trochę głupi. Trochę mało zabawny. Ale FLUFF. FLUFFY. FLUFFY FLUFF.

(Still nope.)




Ryland uchylił powieki, zdając sobie sprawę, że chyba zasnął podczas seansu. I mimo, że był to jeden z ulubionych filmów Simona, ten również właśnie cicho chrapał, z głową na jego udach.

- Nie za dobrze ci? - mruknął Ryland i uśmiechnął się nieco złośliwie.

Coś przyszło mu do głowy.

Jego palce delikatnie musnęły skórę Simona, wywołując u niego natychmiastową reakcję w postaci gwałtownej pobudki i sturlania się na podłogę.

Ryland zaśmiał się, widząc mordercze spojrzenie swojego ukochanego.

Reakcję miał identyczną, jak te lata temu, kiedy obaj dokonali bardzo ważnego odkrycia.

Obaj mieli...

* * *

Ryland siedział w laboratorium i cierpliwie napełniał pipetą probówkę, kiedy usłyszał za sobą skrzypnięcie drzwi. Nie zwrócił na to jednak zbytniej uwagi, bo były tylko dwie osoby, które odważyłyby się wejść tutaj, ignorując wszystkie zabezpieczenia i wskazówki, że mają absolutnie tego teraz nie robić.

Rocky ignorował je głównie dlatego, że większości nie mógł zobaczyć, a reszta nie miała dla niego znaczenia, bo i tak jego głównym kontrargumentem było to, że ma ksenonitowy kombinezon i nic mu nie będzie.

Simon po prostu był sobą i miał wszystko gdzieś.

- Ryland - usłyszał głos tego drugiego.

- Tak?

- Jest cholerny środek nocy, a ty siedzisz tutaj, zamiast w domu.

- Jestem zajęty.

- Środek nocy, Rye. Tyle z tego obrazkowego zegara potrafię odczytać.

- Jak nie przestaniesz mnie rozpraszać, to Mary wyleci w powietrze.

- Czekaj - Simon potarł skronie palcami. - Wstałeś rano, poszedłeś uczyć kamyki o mikrobiologii Ziemi...

- Biologii molekularnej.

- Co za różnica?

- Diametralna?! - oburzył się Ryland, mało co nie upuszczając probówki. - Mikrobiologia to nauka biologiczna o wirusach oraz mikroorganizmach jak bakterie i pierwotniaki, a biologia molekularna...

- I tak nie zapamiętam - przerwał mu Simon, sprawiając, że Ryland tylko westchnął. - W każdym razie, poszedłeś uczyć kamyki, po czym od tego momentu nie wróciłeś do domu i siedzisz tutaj od kilkunastu godzin i pozbawiony snu przez tak długi czas robisz coś na tyle niebezpiecznego, że HAIL MARY MOŻE WYLECIEĆ W POWIETRZE?!

- ...tak?

- Do domu - Simon machnął ręką. - Ale już.

- Daj mi pięć minut - jęknął Ryland.

- Nie.

- Cztery?

- Nie.

- Trzy?

- Nie starczyły ci te wszystkie godziny, minuty nic nie zmienią. Nie mydl mi oczu - mruknął Simon.

- No dobrze, daj mi kwadrans. Zrobię tylko to, co trzeba, żeby Mary przez noc nie wybuchła i przyjdę - Ryland westchnął ciężko.

- Idę się zdrzemnąć do pokoju medycznego. Przyjdź za ten kwadrans i mnie obudź. Razem pójdziemy do domu - stwierdził Simon i odwrócił się na pięcie, po czym wyszedł z laboratorium.

Po całodniowej pracy w ogrodzie, zasnął momentalnie, kiedy tylko przytknął swoją twarz do poduszki.

Ciepła dłoń Eridianina w ksenonitowym skafandrze dotknęła jego policzka, gdy ten przykrył go kocem.

To raczej nie był Adrian, ani tym bardziej Rocky. Pewnie Christine, znając życie.

Uchylił powieki i jedyne, co zdążył zobaczyć, to jej rdzawo-brązowe kończyny znikające za rogiem.

Ciekawe, czy ona i Stephen w końcu się zeszli. Tak upartych Eridian chyba w życiu nie widział.

Nawet Gregory'emu i Jamesowi zajęło to krócej, a już Rocky chciał ich swatać.

...

...

...

Chwila, dlaczego Christine musiała go w ogóle przykrywać?

Simon usiadł na łóżku. Ile spał?

Rozejrzał się, szukając zegara. Tylko tutaj miał okazję zobaczyć czas w ziemskich cyfrach.

I absolutnie mu się ta trzecia w nocy nie spodobała.

- Ryland - powiedział z udawanym spokojem, nieco gwałtownie otwierając drzwi.

Jego ukochany podskoczył, mało nie puszczając fiolki.

- ...tak?

- Trzecia w nocy. Jest trzecia w nocy. Siedzisz tutaj o trzeciej w nocy! - Simon zmierzył go wzrokiem.

- A tobie jak się spało?

- A ile spałem? Bo coś mi się zdaje, że nie ten twój kwadrans.

- ...z dwie godziny?

- RYLAND!

- Ale Mary nie wybuchła? - Ryland uśmiechnął się lekko nerwowo. - Mogę to dokończyć?

- Nie, Rye. Nie możesz. Chodź do domu - Simon podszedł do niego powoli.

- Ale to ważne.

- Ważniejsze od twojego zdrowia?

- Tak?

- Ale nie śpisz od... O której zazwyczaj wstajesz?

- Siódmej?

- Od siódmej.

- ...

- No co?

- Nie do końca?

- Co nie do końca?

- W sensie, nie śpię od siódmej, ale to zależy, o której siódmej mówimy - oznajmił Ryland.

- ...Rye?

- Tak?

- Chcesz mi powiedzieć, że nie spałeś od momentu, kiedy zasnąłeś, przyglądając mi się w ogrodzie? JAKIEŚ TRZYDZIEŚCI GODZIN TEMU?!

- ...tak?

- Jak to zrobiłeś, że tego nie zauważyłem?

- Wstałeś, jak ja już się zbierałem do szkoły. Ot cała wielka tajemnica - Ryland wzruszył ramionami.

Simon westchnął ciężko.

- Ryland, chodź do domu.

- Ale eksperyment!

- Mam cię zmusić?

- Zmusić?

Simon oparł mu dłonie na ramionach i spojrzał mu prosto w oczy.

- Gdzie masz łaskotki? - spytał poważnie.

- Co? - Ryland zamrugał. - Nie mam łaskotek.

- Nie?

- No dobrze, nie jestem pewien, czy dalej mam - odparł Ryland. - Kiedyś miałem dalekiego kuzyna, który uwielbiał łaskotać mnie z zaskoczenia, ale odkąd jego brat trafił do więzienia, a jego wziął pod opiekę ktoś z jeszcze dalszej rodziny, to nikt nigdy nie próbował tego robić. Nawet moi rodzice. Pewnie uznali, że to niedorzeczne, jak zdobyłem doktorat, a potem oboje zmarli, więc właściwie nie mam pojęcia, czy...

Ryland podskoczył na krześle, kiedy Simon połaskotał go nad biodrem i definitywnie osiągnął zamierzony efekt.

- ...mam łaskotki - dokończył Ryland. - Dość eksperymentu, możesz...

- Nie - przerwał mu Simon, z dzikim blaskiem w oczach powtarzając czynność, tym razem po obu stronach.

Ryland wybuchnął śmiechem, spadając tym razem na podłogę. Simon najpierw zamortyzował jego upadek, a potem usiadł mu na biodrach i uśmiechnął się wrednie.

- Pod pachami też masz?

- C-co? - Ryland próbował złapać oddech, ale nie zdążył, bo Simon już kontynuował swoje "tortury". - S-simon, zo-zost-aaaaw! S-sło-słodki Ju-julku n-na b-bisz-szszszszszkoooopcie!

Ryland złapał w końcu prawą rękę Simona i tę był w stanie powstrzymać, ale już proteza była dla niego kompletnie nie do okiełzania. Ze śmiechu zdążył już się popłakać i prawie zasmarkać, ale to nie sprawiło, że jego ukochany zostawił go w spokoju.

- Wiesz, że masz uroczy śmiech? - spytał Simon, przysuwając się do Rylanda. - Potrafiłby rozwiać każdą czarną myśl w mojej głowie.

- C-co?

- Pstro. Będziesz grzeczny i pójdziesz spać jak normalny człowiek?

- N-no d-dobrzeeee! - Ryland cmoknął dłoń Simona i spojrzał mu w oczy. - B-będę g-grzecznyyyy!

Simon przestał go łaskotać i wstał z niego, po czym pomógł mu się podnieść.

- Idziemy do domu? - spytał raz jeszcze.

- T-tak - Ryland nadal próbował złapać oddech. - Nie rób tak więcej.

- Bo?

- Bo się bodaj posikam.

Simon tylko parsknął śmiechem.

czwartek, 3 września 2026

Sandy-golden Lamb Laying Under the Tree II

Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary

Pairing: Simon the Convict&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary)

Dozwolone od: 17+

Gatunek tekstu: sci-fi, horror, crossover, AU

Seria: "When Cosmic Horror Meets Cosmic Hope"

Ostrzeżenia: headcanony, niestabilność psychiczna, body horror, amputowana ręka, wulgarny język

Notka autorska: W sumie nawet trochę fluff tu. Kiedyś napiszę fluffa z tym shipem, obiecuję.

I tak, to jest takie krótkie, bo ile można koszmar rozpamiętywać... XD




Obudził się w łóżku, przebrany w piżamę i z zimnym okładem na czole. Głowa bolała go o wiele mniej, ale nadal czuł się, jakby coś go przeżuło i wypluło.

Prawdopodobnie ten pierdolony kosmiczny byt, który pomieszał mu zmysły lata temu i Simon nadal miał we łbie cholerny bałagan.

- Simon? - usłyszał cichy głos Rylanda.

Chciał spojrzeć w tamtą stronę, ale tylko się skrzywił.

- Czyli boli nadal - Ryland położył mu swoją chłodną dłoń na policzku.

Była jeszcze zimniejsza niż zwykle. Pewnie z nerwów.

- Skąd wiesz, że boli mnie głowa? - spytał Simon.

- Powiedziałeś mi to, kiedy próbowałem cię ocucić - wyjaśnił Ryland. - Trudno jest podnieść zwiotczałe ciało kogoś, kto jest takim kawałem chłopa jak ty, ale dałem radę.

- Tylko sprawiam ci problemy... - mruknął Simon.

- Od tego jestem, żeby się o ciebie martwić - Ryland pogłaskał go ostrożnie. - Posprzątałem w pokoju i w łazience, także nie musisz się już tym przejmować.

- Po tym, jak mnie tu przyniosłeś?

- Tak?

- Ale Rye, twoje nogi...

- Nic mi nie będzie - stwierdził Ryland. - Zacząłem chodzić o lasce, zanim się tutaj zjawiłeś. To nie twoja wina, że jej potrzebuję. Okej?

- Okej - Simon westchnął cicho. - Rye?

- Hm?

- Zabiłem cię.

- Co? - Ryland zamrugał. - O czym ty mówisz?

- Dostałem tej migreny, bo czytałem tę francuską powieść i... - Simon pomasował palcami skronie. - Zasnąłem z nudów, tak sądzę. Poza tym, litery mi tańczyły, zlewały się w jedno, miałem mroczki przed oczami i czytanie było kurewsko trudne.

- Simon.

- Cholernie trudne?

- Nadal nie.

- Jak nie użyję bluzgu, to nie zobrazuję ci tego, jak trudne to było - stwierdził Simon.

- Załapałem - powiedział Ryland stanowczo. - Możemy wrócić do twojego koszmaru?

- Wolałbym nie.

- Sam zacząłeś temat.

- No dobrze... - mruknął Simon. - Mówiłem ci, że nawadnialiśmy Ostatnie Drzewo krwią, prawda?

- Coś wspominałeś - przyznał Ryland.

- Jak zbyt długo nikt nie umarł, musieliśmy improwizować - kontynuował Simon. - A tak dokładniej, składaliśmy ofiarę.

- Z ludzi?

- Ze zbędnych ludzi - sprecyzował Simon. - Z takich, z których nie było pożytku. Z niepełnosprawnych, chorych, upośledzonych... Albo z takich, którzy sprzeciwiali się zasadom panującym na Eden. A jedną z nich było to, że musiałeś mieć dzieci, albo przynajmniej próbować je robić.

- Miałeś dzieci? - spytał Ryland.

- Moim zadaniem było odbieranie życia, nie dawanie go - odparł Simon. - Podejrzewam, że mogłem zapłodnić kilka kobiet, ale tego nigdy się nie dowiem. Wyrąbało mnie w przeszłość albo do innego wymiaru. Nie mam pojęcia, jak wrócić i nie chcę. Nie mam ochoty myśleć o tym, czy gdzieś tam w innej linii czasowej któryś z tych dzieciaków mających azjatyckie rysy twarzy jest mój.

- A co, jak ktoś nie mógł mieć dzieci? Chyba mi nie powiesz, że bezpłodni też kończyli jako nawóz - Ryland wyglądał na coraz bardziej przerażonego.

- A jak myślisz, Rye? Oczywiście, że tak - Simon zacisnął mocniej powieki.

Włosy Rylanda sklejone jego własną krwią zalśniły w jego umyśle.

- Wspominałeś kiedyś, że jednopłciowe pary też nie były mile widziane - zaczął Ryland. - Czyli jak ktoś nie chciał być w związku tak w ogóle, to też źle?

- Nawet jeszcze gorzej - stwierdził Simon. - Jak miałeś "brudne myśli", to dopóki grzmociłeś przy okazji kobiety, to wszystko było w porządku. Ale jak nawet tego nie robiłeś, to przyprowadzali cię do mnie.

- I co, zrobili to w tym koszmarze? - spytał Ryland, siadając na łóżku.

Simon otworzył oczy. Włosy Rylanda były w normalnym kolorze. Jedynie trochę mokre od wody.

Pewnie wykąpał się po posprzątaniu tego bałaganu, który Simon narobił.

- Sam przyszedłeś - Simon podciągnął się nieco i usiadł. - Rozmawialiśmy. Mówiłem ci, że często mi się śni, że wychowywaliśmy się razem na Eden, prawda?

- Mówiłeś - Ryland objął go ramieniem i przysunął do siebie. - Tutaj też byliśmy przyjaciółmi z dzieciństwa?

- Tak - przyznał Simon. - Czasem zastanawiam się, czy może naprawdę miałem przyjaciela, który był do ciebie podobny i moja podświadomość projektuje twój obraz na niego.

- I co dalej?

- Zjawił się Ojciec, zdjął ci okulary, nazwał zbędnym i kazał mi cię zabić - oznajmił Simon. - Moi bracia cię rozebrali. Klęczałeś na podłodze nagi i bezbronny. A ja...

- Mogłeś tylko patrzeć?

- Nie. Wykonałem polecenie - odparł Simon. - Zaciągnąłem cię do tego cholernego drzewa, przeciąłem pierdoloną tętnicę udową i pozwoliłem ci się wykrwawić jak jebanemu jagnięciu złożonemu w ofierze.

Ryland zamarł. Nawet nie miał siły zwracać Simonowi uwagi. Nie po tym, co usłyszał.

- Płakałeś, Rye - Simon zacisnął palce na jego udzie. - Zraniłem cię tutaj, właśnie w tym miejscu, mimo, że szlochałeś, że usiłowałeś mi się wyrwać i że błagałeś mnie, bym tego nie robił. Używałeś praktycznie tych samych słów, co mówiąc do tej rudej zdziry. Tylko tym razem to ja byłem twoim mordercą, nie ona.

- Nie zabiła mnie - Ryland złapał Simona za rękę i rozwarł jego palce. - Ty też nie. Nie panujesz nad tym, co podsuwa ci twoja podświadomość.

- Ale ona...

- Miała do wyboru jednego tchórzliwego nauczyciela fizyki i całą ludzkość. To nawet nie jest dylemat wagonika, Simon. Tu nie ma się nad czym zastanawiać - Ryland zdjął okulary i potarł oczy palcami. - Minęło dla mnie czterdzieści lat, odkąd Stratt wysłała Hail Mary ze mną w środku w stronę Tau Ceti. Ona sama pewnie już nawet nie żyje. Daj jej duszy odetchnąć.

- Wierzysz w dusze?

- Ona wierzyła - odparł Ryland i pocałował jego dłoń. - Poza tym, mieszkam na obcej planecie z człowiekiem potrafiącym za pomocą zmutowanej krwi modyfikować DNA roślin i tworzyć pnącza, którymi łapie rzeczy jak Spider-man, a moim najlepszym przyjacielem jest kamienny kosmita z pięcioma nogami i dwoma układami krwionośnymi, który je odbytem. Koncept duszy jest dla mnie na ten moment najmniej dziwną teorią, która mogłaby okazać się prawdą.

- Coś w tym jest - stwierdził Simon. - Zwłaszcza, że czym innym był ten byt, który spotkałem, jak nie ofiarami AT-5 zespolonymi w jedno?

- Dokładnie - Ryland przeczesał palcami kosmyki jego włosów. - Lepiej ci?

- Trochę - mruknął Simon. - Chociaż nadal ciężko mi się oddycha i mam zesztywniały kark.

- Mogę cię pomasować, jak coś - zaproponował Ryland.

- Pomasować?

- Nie patrz tak na mnie, Simon. Zwymiotowałeś cztery razy.

- Cztery? Pamiętam trzy.

- Pokolorowałeś mi kapcie.

- ...przepraszam.

- Nic się nie stało - Ryland pogłaskał go po głowie. - Dasz radę iść do łazienki? Dobrze by było, żebyś umył zęby.

- Nie wydaje mi się, żebym miał na to siłę - stwierdził Simon.

- A przed chwilą byłeś chętny, żeby jednak spróbować spłodzić te dzieci - Ryland uśmiechnął się lekko złośliwie.

- To już chyba prędzej ty mi. Z moimi mutacjami nigdy nic nie wiadomo.

- Nie załapałeś żartu?

- Nie, po prostu to mało prawdopodobne z twoim idealnym ciałem.

- Nie mam idealnego ciała.

- Racja, masz poparzoną całą lewą rękę i odcisk dłoni swojej bratniej duszy na prawej.

- Wiesz, że nie o tym mówię.

- A ja mówię dokładnie o tym.

- Czyli przynajmniej humor ci wrócił - Ryland odsunął Simona od siebie i złapał swoją laskę. - Pójdę po miskę i szklankę z wodą, żebyś mógł umyć te zęby. Poczujesz się lepiej.

- Rye?

Ryland odwrócił się w jego stronę.

- Dziękuję - szepnął Simon.

Ryland tylko się do niego uśmiechnął i wyszedł z pokoju.

Ale kiedy wrócił, Simon już spał. Jego czarne loki z wciąż jednym siwym pasemkiem rozsypały się na poduszce.

Poduszce Rylanda.

Ryland postawił miskę obok łóżka, a szczoteczkę i szklankę z wodą na szafce nocnej.

Skoro Simon śpi i jest już bezpieczny, to on może skorzystać z okazji i położyć się spać później niż zwykle.

Miał zdecydowanie zbyt dużo eksperymentów do przeprowadzenia.

Nawet jeśli okłamał Simona i tak naprawdę mieli o wiele więcej lat, niż mu przed chwilą powiedział.

I prawdopodobnie jeszcze dwie setki przed sobą.

Chwała bezpłatnej opiece zdrowotnej na Erid.

The end

środa, 2 września 2026

Sandy-golden Lamb Laying Under the Tree I

Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary

Pairing: Simon the Convict&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary)

Dozwolone od: 17+

Gatunek tekstu: sci-fi, horror, crossover, AU

Seria: "When Cosmic Horror Meets Cosmic Hope"

Ostrzeżenia: headcanony, niestabilność psychiczna, body horror, amputowana ręka, wulgarny język + w tej części pojawia się dość turpistyczna, nieco obrzydliwa scena, więc lepiej odłóżcie wszelkie napoje i pokarmy + koszmar, który jest brutalny w kij

Notka autorska: Nawet mi się nie chce nic pisać, powiem tylko, że to Kann wymyśliła ten ból głowy, nie ja. XD



Simon pielęgnował Ostatnie Drzewo, kiedy usłyszał za sobą kroki. Odwrócił się i zobaczył Rylanda, który spokojnie podszedł do niego i położył mu dłoń na ramieniu.

- Denerwujesz się? - spytał cicho.

- Całą tą akcją przeciwko Filament Station? - Simon zacisnął palce na swoim naszyjniku. - Oczywiście, że tak. Zwłaszcza, że przestało mi się to podobać.

- Podobać? - powtórzył Ryland. - Simon, potrzebujemy jedzenia. Musimy to zrobić. Nie mamy innego wyboru.

- I tak w głębi duszy panikujesz - stwierdził Simon.

- Żeby jeszcze tacy jak my mieli dusze - mruknął Ryland. - Ale przynajmniej prawie nie płaczę, bo naszły mnie nagłe wątpliwości.

- I kto to mówi? - Simon trącił go w ramię. - Od dzieciaka tylko chlipiesz po kątach. Pamiętasz, jak Ojciec cię zawsze za to ganił podczas treningów?

- Żeby tylko na tym się skończyło - Ryland położył drugą dłoń na Ostatnim Drzewie. - Ono umiera, prawda?

- Dokładnie tak, moje dzieci - usłyszeli za sobą głos Ojca i odwrócili się jednocześnie. - Czas je napoić, Simon.

- Oczywiście, Ojcze - Simon pokłonił się przed nim. - Pokaż mi tylko tego, który zgrzeszył, a ja zakończę jego marny żywot.

Ojciec powoli podszedł do Rylanda i położył mu dłoń na ramieniu, powtarzając jego gest sprzed kilku minut.

- Masz brudne myśli, prawda, Rylandzie? - spytał szorstko, mierząc go wzrokiem.

- To tylko fantazja, Ojcze - stwierdził Ryland. - Na tym wszystko się kończy. Nic więcej się nie wydarzyło.

- Ale może - stwierdził Ojciec, zdejmując mu okulary. - Poza tym, wciąż nie masz dzieci. Co z ciebie za pożytek, mój synu?

- Ojcze? - Simon podszedł do Rylanda i nieco zasłonił go ręką. - O czym ty mówisz?

- O nim - Ojciec podał mu rytualny sztylet. - Rozbierz go najpierw, materiał nie może się zmarnować.

- Nie - Ryland pokręcił głową. - Ojcze, dlaczego akurat ja?

- Bo jesteś zbędny - odparł Ojciec. - Zbyt emocjonalny, zbyt tchórzliwy, zbyt dziecinny.

- Simon? - Ryland zwrócił się do niego. - Simon, proszę.

- Rób, co do ciebie należy, Rzeźniku - stwierdził Ojciec.

- Nie zgadzam się! - Ryland cofnął się o krok i zaczął uciekać, ale bracia Simona zastawili mu drogę. - Simon!

Simon stał jak wryty, trzymając sztylet w dłoni. Nie mógł się ruszyć nawet wtedy, kiedy jego bracia zerwali z Rylanda ubrania i zostawili go nagiego i skulonego na podłodze.

Podszedł do niego i złapał go za ramię. Próbował to zrobić delikatnie, ale musiał go przytrzymać, kiedy ten zaczął się wyrywać.

- Zostaw mnie! Puść! Nie rób tego, proszę! - Ryland usiłował go odepchnąć, ale Simon był silniejszy.

- Rye.

- Nie chcę umierać! - Ryland przytulił się do jego przedramienia i zaczął szlochać. - Nie morduj mnie, Simon!

- Przepraszam - szepnął Simon, przecinając jego tętnicę udową precyzyjnym ruchem.

Teoretycznie mógł mu poderżnąć gardło, ale nigdy nie lubił tego robić. Uważał to za zbyt niehumanitarne.

Jeżeli cokolwiek na Eden kiedykolwiek takie było.

- Simon - Ryland spojrzał na niego, puszczając go i usiłując zatamować krwawienie. Skulił się pod drzewem i nadal płakał, aż w końcu opadł z sił i osunął się na ziemię.

Krew zabarwiła jego włosy w kolorze skąpanego w słońcu żyta. Simon widział to zboże w starych książkach dostępnych na Eden. Tylko tam takie cuda były dla resztki ludzkości dostępne.

Tymczasem nie tylko te złocisto-piaskowe kosmyki pokryły się krwią.

Wszystko zatonęło we krwi.

Dosłownie wszystko.

Było jej zdecydowanie za dużo jak na jednego człowieka.

- Adrian nie może uwierzyć, że Simon naprawdę to zrobił, stwierdzenie!

- Rocky wiedział, że nie powinien był Simonowi ufać, stwierdzenie!

- Wujek Simon zły, zły, zły!

I wtedy usłyszał huk.

...i to go obudziło.

Usiadł gwałtownie i wbił wzrok w grubą książkę, której strony nadal powoli się zamykały.

Rozejrzał się z trudem, bo przed oczami migotały mu kolorowe plamki. Siedział na kanapie, przykryty swetrem Rylanda i definitywnie coś musiał czytać, skoro to wielkie tomiszcze obudziło go, spadając na podłogę.

Nie pamiętał, co to dokładnie było. Coś o zbiegłym kryminaliście, próbującym zmienić swoje życie.

Ach, tak.

Chciał to przeczytać, bo główny bohater skojarzył mu się z nim.

Położył dłoń na czole i przymknął oczy.

Niemiłosiernie bolała go głowa. Nie zdziwiło go to wcale, bo często miał tak po obudzeniu się z koszmaru, ale to był jeden z tych przypadków, kiedy zastanawiał się, czy ten jego pusty łeb po prostu w końcu eksploduje.

Usiadł powoli, czując takie zawroty głowy, że o mało co nie zwrócił śniadania. Schylił się po książkę i to był ogromny błąd.

Ból zaćmił go do tego stopnia, że spadł z tej jebanej kanapy, a ten nagły wstrząs spowodował to, przed czym się powstrzymał chwilę wcześniej.

Cóż, nie doczyta już tej książki, bo właśnie dokładnie ją zarzygał.

- Kurwa mać - warknął, opierając się na rękach.

I wtedy przypomniał sobie, co dokładnie mu się śniło.

Co poskutkowało tym, że zwymiotował ponownie.

Podniósł się powoli, starając się nie wykonywać zbyt gwałtownych ruchów.

Ryland na Eden, Ryland w SM-13, Ryland tonący w morzu krwi na AT-5, Ryland umierający w jego ramionach, przez niego, za niego...

Norma.

Ale żeby własnoręcznie go zabił?

Tego jeszcze nie było. W końcu jakaś nowość w repertuarze kina "Zjebana Podświadomość Simona Rzeźnika". Fantastycznie.

Nagle zdał sobie sprawę, że to, co Ryland do niego mówił, było praktycznie kalką jego ostatnich słów do tej suki Stratt.

Jak wiele razy Simon to słyszał, że aż tak wryło się to w jego zryty beret?

- Za dużo - mruknął, a dźwięk jego słabego głosu aż go wystraszył.

Ryland miał koszmary częściej. Te Simona były intensywniejsze.

Gdyby ktoś go spytał, wolałby na odwrót. Nie dlatego, że preferowałby nie kopać wszystkiego wokół podczas snu albo budzić się sparaliżowanym ze strachu albo z migreną albo i wszystko naraz.

Po prostu nie mógł słuchać tego rozdzierającego jego serce na kawałki szlochu Rylanda, kiedy błagał, by nie pakowali go na ten pierdolony statek kosmiczny.

A teraz to on był tym, który odebrał mu życie. Co prawda tylko w koszmarze, ale to było tak realistyczne, jakby rzeczywiście się stało.

Bo właściwie tak było. Tylko jego ofiarą nie był Ryland.

Ale ile gejów i aseksualnych osób oddał Ostatniemu Drzewu, bo nie mieli ochoty płodzić dzieci?

- Za dużo - powtórzył Simon, kiedy dotarł w końcu do łazienki.

Wiedział, że musi iść posprzątać, ale jedyne, co osiągnął, kiedy schylił się po szmatę do podłogi, było to, że narobił jeszcze więcej bałaganu.

- Później - mruknął, opierając się o zimne kafelki. - Później...

Przymknął oczy. Nie wiedział, czy zemdlał, czy tylko zasnął, ale nic więcej od tego momentu nie pamięta.