Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary
Pairing: Simon the Convict&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary)
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: fluff, sci-fi, crossover, AU (komedia trochę?)
Seria: "When Cosmic Horror Meets Cosmic Hope"
Ostrzeżenia: headcanony, amputowana ręka, wulgarny język (czasem)
Notka autorska: Druga część tego fluffa. Faceci nigdy nie dorastają. XD
- Swoją drogą - zaczął Ryland, kiedy szli już do swojego domu. - Skąd w ogóle wiedziałeś o czymś takim, jak łaskotki?
- W jakim sensie? - Simona zdziwiło to pytanie.
- Wiesz, Eden nie wydaje mi się miejscem, gdzie ktoś mógłby... Chcieć się łaskotać nawzajem - wyjaśnił Ryland nieco niepewnym głosem. - W sensie, może w którymś z filmów, które widzieliśmy, ktoś tak robił, ale...
- Chcesz powiedzieć, że zabójcy z sekty pojącej krwią drzewo i piorącej mózgi ludziom do tego stopnia, że mieli po piętnaścioro dzieci, które też były poddawane manipulacji, nie mogli się dobrze bawić? - spytał Simon.
- Bardziej chodziło mi o taką intymność i bliskie relacje - sprecyzował Ryland. - Nie podchodzisz do przypadkowej osoby na ulicy, żeby ją połaskotać. Przynajmniej na Ziemi tak to nie wyglądało.
Simon wsadził ręce do kieszeni i kiwnął głową.
- Nie mówię o czasach, kiedy mieliśmy już krew na dłoniach. Mówię o tym, gdy jeszcze byliśmy dziećmi - wyjaśnił. - Ja i moi bracia nie mieliśmy zbyt dużo opcji do wyboru w temacie zabaw. Zostało nam tylko to i zbieranie kapsli.
- Rozumiem - przytaknął Ryland. - Chwila.
- Hm?
- To oznacza, że też masz łaskotki.
- Co?
- Gdzie? - Ryland spojrzał na niego, zawadiacko się uśmiechając. - Na boczkach? Pod pachami?
- Nie powiem ci - odparł Simon, przyspieszając kroku.
- Ej no, powiedz! - Ryland dogonił go i zatrzymał ręką. - Na stopach?
- Nie.
- Na pupie?
- Co? Nie!
- To gdzie?
- Nie dowiesz się, zapomnij - Simon znowu zaczął mu uciekać, wyjmując nawet ręce z kieszeni.
Ryland zmarszczył brwi i próbował sobie przypomnieć, gdzie jego ukochany lubił być dotykany.
I zdał sobie sprawę, że były dwie rzeczy, których nie pozwalał sobie robić.
Zbliżać ręki w geście, jakby chciało się go udusić (Ryland nigdy nawet nie próbował, został jednak o tym poinformowany) i dotykać jego karku w miejscu, gdzie zbiegał się z ramieniem.
Złośliwy błysk mignął mu w oczach.
Podbiegł do Simona i podciął mu nogi laską.
Ten przewrócił się i gdy tak leżał przez ten ułamek sekundy bezbronny, Ryland przystąpił do działania.
I uzyskał dokładnie ten efekt, który chciał.
Simon parsknął śmiechem i zaczął machać nogami jak dziecko.
- R-rye!
- No co?
- P-przestań!
- Nie~
- N-no d-dobrze, n-nie b-będę c-cię w-więc-cej łassssskottttaaaaać!
- Możesz, byle nie tak długo i nieustannie, jak wcześniej - Ryland odwrócił nadal chichoczącego Simona na plecy. - Też masz słodki śmiech.
- Słodki? Stary, ja mam głos głęboki jak studnia, sam tak twierdzisz - stwierdził Simon, siadając.
- I tak zostanę przy swoim stwierdzeniu - Ryland pochylił się w jego stronę i musnął jego usta własnymi. - Jesteś zły, że cię przewróciłem?
- Nie - Simon przytknął swoje czoło do jego. - Dziękuję.
- Za co? Za łaskotki?
- Za to, że mi na to pozwoliłeś i za to, że sam się przyłączyłeś do tej zabawy - odparł Simon. - To jedno z niewielu miłych wspomnień. Willy płaczący ze śmiechu, Dave uciekający przed nami na najwyższe piętro stacji, Marketa rzucająca w nas kluczem francuskim, kiedy tylko się do niej zbliżaliśmy i ten jeden dzieciak, który jako jedyny ich nie miał i to on zawsze wszystkich gonił. Nie pamiętam jego imienia, ale może to i lepiej.
- Może to i lepiej - Ryland uśmiechnął się lekko. - Jak w domu, co?
- Jak w domu - powtórzył Simon i pocałował go czule.
* * *
...łaskotki.
I dokładnie to Ryland przed chwilą zrobił.
Połaskotał go.
- Zadowolony z siebie jesteś? - spytał Simon.
- Bardzo - Ryland zaśmiał się krótko i zsunął się z kanapy na podłogę. - Simon?
- Tak?
- Pamiętasz, jak jakiś czas temu spytałeś mnie, ile właściwie mamy lat?
- Tak - Simon zmarszczył brwi. - Co ukrywasz?
- Powiedzmy, że nieco zataiłem przed tobą niektóre fakty - przyznał Ryland.
- A czemu mówisz mi to teraz? - spytał Simon. - Jak dopiero co się obudziłem z drzemki, którą ktoś brutalnie mi przerwał?
- Bo... Nie wiem w sumie - Ryland westchnął ciężko. - Może dlatego, że przypomniało mi się, jak prawie załaskotaliśmy się na cacy?
- I?
- I twoja reakcja na obudzenie cię teraz była na tyle zabawna, że jestem gotów na to, żeby zepsuć ci mózg?
- Niech ci będzie - Simon przysunął się do niego. - To ile mamy lat?
- Więc... Na ile wyglądam? - spytał Ryland.
- Gdzieś na 60? 61? - odparł Simon. - Ale wiem, że od momentu, kiedy Stratt wysłała cię w kosmos, minęło raczej z czterdzieści parę, bo kilka lat temu powiedziałeś, że równo czterdzieści.
- ...kłamałem.
- To ile minęło?
- Więcej.
- Więcej? - powtórzył Simon. - Rye, ile my mamy lat?
- ...przekroczyliśmy obaj setkę? - Ryland spojrzał na niego, nieco nerwowo się uśmiechając. - Jak to odkryłem, to bałem się, że pogubisz klepki, jak ci powiem. Wiesz, sam prawie dostałem zawału, jak tylko...
- ILE?! - wrzasnął Simon. - MAM PONAD STÓWĘ?! KIEDY?! JAK?!
Simon złapał się za włosy pokryte już trzema siwymi pasmami.
- RYLAND!
- Nie moja wina, to Eridianie!
- Ile lat to przede mną ukrywałeś?
- ...z dekadę?
- ...Rye - Simon spojrzał na niego uważnie.
- ...tak?
- Szykuj się - Simon rozwarł palce u rąk. - Sam chciałeś.
- Co? Nie! - Ryland próbował go odepchnąć, ale nic to nie dało i znowu został zaatakowany łaskotkami.
* * *
- Jak Grace nie przestanie się śmiać, przysięgam, że się tam przejdę - mruknął Rocky, patrząc z zazdrością na Gracie. - Dobrze masz, że teraz śpisz.
- Przynajmniej Simon przyjął tę wiadomość dość spokojnie? - spytał Adrian, pielęgnując eridiańską roślinę, którą planował dać Simonowi następnego dnia.
- Załaskocze go na śmierć!
- Bez przesady, moja melodio - Adrian machnął ręką. - Przyznaj, że lepiej to, niż kiedy przecieka.
- I kiedy się marcują - Rocky prychnął.
Adrian jedynie zachichotał.
The End