Blog zawiera treści o związkach męsko-męskich i damsko-damskich. Jeżeli nie lubisz yaoi i yuri, to naciśnij czerwony krzyżyk i nie czytaj, zamiast obrzucać mnie błotem. Dziękuję za uwagę.

Polecany post

Five Flowers of Joy and One of Sadness I

Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary Pairing: Simon the Convict&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary) Dozwolone od: 17+ Gatunek tekstu: sc...

sobota, 22 sierpnia 2026

The only source of light in the total darkness II

 Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary

Pairing: Simon the Convict&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary)

Dozwolone od: 17+

Gatunek tekstu: sci-fi, horror, crossover, AU

Seria: "When Cosmic Horror Meets Cosmic Hope"

Ostrzeżenia: headcanony, niestabilność psychiczna, body horror, amputowana ręka, wulgarny język

Notka autorska: Próbuję pamiętać o tym, żeby to dodawać, ale mam gościa i zapominam. Btw, właśnie obejrzałam PHM po raz czwarty. XD





- Gdzie właściwie zastała cię ta awaria? - spytał Simon, idąc w stronę ich domu.

- Niedaleko od miejsca, w którym mnie znalazłeś - przyznał Ryland. - Próbowałem zrobić kilka kroków, jak już przestałem panikować, ale tylko sturlałem się ze wzgórza i chyba nadwyrężyłem kostkę.

- Zrobiłeś co?!

- Trochę mnie boli, jak nią ruszam...

- Skręciłeś sobie kostkę?

- Nadwyrężyłem. Poboli i przestanie.

- Ryland.

- No dobra, skręciłem. Boli nawet, jak nią nie ruszam.

- I ty chciałeś iść sam?

- Adrenalina?

- Nie wytrzymam z tobą - Simon westchnął ciężko. - Ale to wyjaśnia, czemu się skrzywiłeś, jak ci zakładałem skafander na jedną nogę.

- Aż tak dobrze widzisz w tej całkowitej ciemności?

- Nadal mnie tylko słyszysz?

- Tak?

- To nie napawa mnie optymizmem - mruknął Simon, otwierając drzwi.

Blady blask zielonego wyświetlacza zegarka na baterie nadal był jedynym źródłem światła.

- Zostawię cię tutaj, może będziesz mógł cokolwiek zobaczyć - Simon posadził Rylanda na krześle i poszedł do piwnicy.

Ryland westchnął ciężko i spojrzał na godzinę. Zieleń cyfr nieco podrażniła jego oczy, zanim znowu przyzwyczaił się do faktu, że widzi cokolwiek.

Minęło z kilkadziesiąt minut, odkąd zaczęła się ta awaria, a on i tak czuł się, jakby przynajmniej trwało to kilka godzin.

I oczywiście musiał się uszkodzić, bo jakaś siła wyższa ewidentnie czerpała z tego co najmniej niezdrową satysfakcję.

- Rye, mamy problem - oznajmił Simon, wracając do pokoju. - Nie mogę znaleźć tych butli.

- Jak to "nie możesz"? - Ryland zmarszczył brwi.

- Nie ma ich. Były w kącie piwnicy, ale ich tam nie ma - odpowiedział nerwowo Simon.

Ryland przymknął oczy i próbował sobie przypomnieć, co ostatnio robił w laboratorium z Rockym i Adrian.

Potrzebował tlenu do czegoś?

Nie, chyba nie.

Albo może...?

...

O nie.

- ...Simon, ja je chyba zabrałem do Hail Mary - powiedział cicho.

- Zrobiłeś co?!

- Ja potrzebowałem ich do mojego eksperymentu, Adrian do swojego i jakoś tak wyszło - wyjaśnił Ryland. - Zapomniałem ich stamtąd z powrotem przynieść, jak widać.

- Idę powiadomić Rocky'ego w takim razie, siedź tu - stwierdził Simon, ruszając w kierunku drzwi.

- Czekaj! - Ryland próbował wstać, ale jedynie się przewrócił, zapomniawszy, że jest w skafandrze i że ma skręconą kostkę.

Simon podbiegł do niego i pomógł mu usiąść.

- Co ty znowu wyprawiasz? - spytał Simon.

- Nie bądź na mnie zły - powiedział cicho Ryland. - Nie chcę, żeby ostatnie, co zobaczę przed ewentualnym zgonem, było twoje zirytowane spojrzenie.

- ...głupi jesteś - Simon przytknął swoje czoło do jego. - Kocham cię, okej? Nie gniewam się.

- Na pewno?

- Na pewno - Simon położył dłoń na policzku Rylanda, a ten przechylił nieco głowę, by przynajmniej mieć iluzję tego, że ich ciała się dotknęły.

Jak w przypadku jego jakiegokolwiek kontaktu z Rockym...

- Idę - oznajmił Simon, wstając. - Nie uduś się tutaj.

Ryland zaśmiał się krótko, przymykając oczy. Jeśli miał jakkolwiek zapamiętać Simona, to właśnie w taki sposób.

* * *

Simon dobiegł do bariery i odkrył, że Rocky już tam był i coś majstrował przy jednym z mechanizmów.

- Grace w porządku, pytanie? - spytał Rocky, przerywając pracę na chwilę.

- Uszkodził sobie nogę, ale żyje, jeśli o to pytasz - odparł Simon z ulgą w głosie. - Zapomnieliście przynieść butle z tlenem z powrotem do naszego domu, matoły.

- Rocky nic o tym nie wie. Rocky spyta o to Adrian, stwierdzenie - Rocky wrócił do pracy przy urządzeniu.

- Niech ci będzie - stwierdził Simon i chciał machnąć ręką, ale ksenonit mu to nieco utrudnił. - Czyli macie to już pod kontrolą, tak?

- Tak, tak, tak - przyznał Rocky. - Simon zaopiekuje się Grace i jego nogą, pytanie?

- Możesz zostawić to w moich rękach, zwłaszcza w tej, którą sam zrobiłeś - obiecał Simon.

- Rocky nie zrobił ręki Simona sam, Adrian stworzył cały projekt - poprawił go Rocky.

- Szczegóły - Simon uśmiechnął się do niego i wtedy światło wróciło. - O, super, nie będę teraz jedynym, który cokolwiek widzi.

- Co Simon ma na myśli, pytanie?

- Wyszło na to, że widzę w ciemnościach przez mutacje - odparł Simon. - Z jednej strony to dobrze, ale...

Simon westchnął ciężko i spojrzał na swoją lewą rękę.

- Simon przejmuje się, że nie jest człowiekiem, pytanie?

Simon podniósł na niego wzrok.

- Rocky myślał, że Grace wyjaśnił Simonowi dawno temu, że Simon jest człowiekiem, stwierdzenie - mruknął Rocky. - Simon głupi, stwierdzenie. Kiedy ostatnio Simon spał, pytanie?

- Nie jestem Rylandem, umiem zapanować nad swoim trybem snu - stwierdził Simon. - Ale dzięki, stary. Ty na pewno jesteś bardziej obiektywny niż Ryland i Adrian.

- Tak, tak, tak. A teraz niech Simon już idzie, Rocky musi jeszcze parę rzeczy sprawdzić - Rocky odpędził go od bariery.

Simon uśmiechnął się i zdjął kombinezon, po czym ruszył w drogę powrotną do domu.

środa, 19 sierpnia 2026

The only source of light in the total darkness I

 Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary

Pairing: Simon the Convict&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary)

Dozwolone od: 17+

Gatunek tekstu: sci-fi, horror, crossover, AU

Seria: "When Cosmic Horror Meets Cosmic Hope"

Ostrzeżenia: headcanony, niestabilność psychiczna, body horror, amputowana ręka, wulgarny język

Notka autorska: Witam serdelecznie! Zgadnijcie, co. W sumie i tak długą przerwę miałam, nie? XD




Simon siedział w ogrodzie i pielił grządki, kiedy nagle zgasły wszystkie światła. Odłożył łopatkę i rozejrzał się.

Było tak ciemno, że ostatni raz doświadczył czegoś takiego na Eden. Nawet w więzieniu strażnicy raczej prędzej postaraliby się torturować ich ostrym światłem, niż ciemnością. Także od jakichś trzydziestu lat, jeśli dobrze liczy, bo odkąd Eridianie znaleźli sposób na przedłużenie im życia, zaczął się już w tym wszystkim gubić, jego świat skąpany był w blasku żarówek.

Słońce ostatni raz widział, gdy miał niecały miesiąc i mama poszła z nim do pracy, bo nie miała go z kim zostawić.

I tylko dlatego oboje przeżyli Ciche Zniknięcie.

Simon westchnął i po omacku zaczął iść w stronę drzwi, orientując się przy okazji, że jego wzrok powoli zaczął przyzwyczajać się do zmiany oświetlenia, a raczej jego braku. A nawet zaryzykowałby stwierdzenie, że jego oczy zdecydowanie zbyt dobrze widziały.

...

- Kolejna mutacja, co? - mruknął do siebie, chwytając klamkę od drzwi do ogrodu.

Wszedł do środka, uważając, by nie potknąć się o próg. Zdjął rękawiczki i odłożył je na stół.

Jedynym źródłem światła w całym domu był zegarek na baterie stojący na szafce. Jego bladozielony blask wyglądał w tych egipskich ciemnościach wręcz niepokojąco.

Simon podszedł do lodówki i otworzył ją, odkrywając, że ona również nie działa. Zaczął się zastanawiać, jak długo zajmie Eridianom naprawa tej awarii. Będą musieli zjeść jak najwięcej rzeczy, albo oddać je Adrian i Rocky'emu. Nie miał zamiaru wyrzucać czegokolwiek.

I kiedy otworzył słoiczek z sojowym jogurtem i już nawet zdążył zanurzyć w nim łyżeczkę, nagle coś do niego dotarło.

Odwrócił się gwałtownie w stronę zegarka. Nadal, mimo upływu tych wszystkich lat, miał mały problem z rozczytaniem liczb Eridian, dlatego dopiero teraz zorientował się, która była godzina.

Którąkolwiek ten szmelc na baterie wskazywał, Simon rozpoznał, że właśnie te znaki widział codziennie mniej więcej w momencie, kiedy Ryland wracał do domu. Więc albo siedzi teraz bezpiecznie ze swoimi uczniami, albo to zaciemnienie zastało go w drodze. W klasie pewnie ma jakąś latarkę, ale czy pamiętał, żeby ją ze sobą zabrać? Pomyślał w ogóle o możliwości, że coś takiego się stanie, jeśli nie zdarzyło się to... Według doświadczenia Simona, nigdy?

...

To Ryland. Oczywiście, że tego nie przewidział.

- Kurwa mać - warknął Simon, wrzucając słoik z nadjedzonym jogurtem sojowym do lodówki.

I wtedy dotarło do niego jeszcze coś bardziej przerażającego.

Lodówka nie działała.

Nie tylko światło zgasło.

Cały prąd szlag trafił.

Co oznacza, że...

- Kurwa! - Simon podbiegł do drzwi i otworzył je na oścież. - Ryland!

Biegł co sił w nogach, chociaż teoretycznie powinien oszczędzać tlen.

Bo dokładnie to im właśnie groziło. Skoro lodówka zgasła, to wysiadło wszystko. Łącznie z mechanizmami podtrzymującymi ich życie.

- Rye! - zawołał go raz jeszcze, rozglądając się wokół.

Muszą jak najszybciej powiadomić Rocky'ego. Ryland mówił, że gdzieś w domu są schowane kombinezony zrobione z ksenonitu.

Simon zatrzymał się gwałtownie. Powinien się cofnąć i je znaleźć. Ryland i tak go teraz nie usłyszy.

Jak pomyślał, tak zrobił. Pobiegł od razu do piwnicy i zaczął przekopywać wszystkie kartony, w dużej mierze wypełnione nietrafionymi prezentami od Adrian i Rocky'ego, których Ryland wstydził się oddać albo nawet przyznać, że mu się nie podobają.

W końcu znalazł pudło, w którym znajdowały się dwa ksenonitowe skafandry złożone w kostkę. Założył jeden, ale był tak niewygodny i poruszał się w nim tak wolno, że postanowił zrobić to dopiero, jak już znajdzie Rylanda. Wrzucił kombinezon z powrotem do pudła i wybiegł ponownie z domu.

Tym razem potknął się o ten cholerny próg.

- Ryland! - zawołał jeszcze raz, mając nadzieję, że ten w końcu go usłyszy.

Może powinien jednak biec w stronę bariery, żeby dać znać Rocky'emu, co się dzieje? Eridianie pewnie nawet nie zauważyli, że wszystko jebnęło! Przecież są ślepi!

Ale wtedy ryzykowałby życie Rylanda. Nie. Najpierw musi go znaleźć i wepchnąć go w ten cholerny skafander, a potem dopiero szukać pomocy.

- Rye! - spróbował raz jeszcze.

- Simon...?!

I prawie się przewrócił, gdy tylko usłyszał z oddali głos Rylanda.

Czyli miał, kurwa, rację. Ten matoł naprawdę akurat wracał do domu, bez latarki i teraz błądził po enklawie w ciemnościach!

- Siedź tam, gdzie jesteś, już idę! - zawołał Simon, biegnąc w stronę, z której usłyszał głos. - Tylko mów do mnie, będzie łatwiej!

- Co łatwiej?!

- Znaleźć cię!

- Czekaj, ty biegniesz?!

- Już cię widzę! - Simon zauważył rozmazaną sylwetkę Rylanda siedzącego na piasku.

Kiedy tylko się zbliżył, jego uwagę przykuło więcej niepokojących szczegółów. Ryland nie tyle siedział, co był skulony do pozycji embrionalnej. Oddychał bardzo płytko i zdecydowanie miał za wysoką temperaturę, co Simon poczuł, gdy złapał go za ramię.

- Rany Julek! - zawołał, odskakując od niego. - Simon?

- Tak, to ja - przyznał Simon. - Wszystko w porządku?

- Nic nie jest w porządku! - Ryland złapał go za koszulkę. - Mechanizmy podtrzymywania życia nie działają, światło zgasło, kompletnie nic nie widać!

- Twoje oczy nie przyzwyczaiły się jeszcze do ciemności? - zdziwił się Simon, zakładając skafander.

- Co? Jak niby by miały? Nie ma absolutnie ani jednego fotonu, o który mój wzrok mógłby się teraz zaczepić, żeby działać! - Ryland złapał się za włosy. - W pierwszym momencie myślałem, że nagle oślepłem, jeśli mam być szczery. Dopiero jak zaczęło się robić cieplej, to zrozumiałem, że jest jeszcze gorzej, niż podejrzewałem!

- Czekaj, to ty serio nic nie widzisz? - spytał Simon, zdając sobie sprawę, czemu Ryland nadal nie założył skafandra.

- ...a ty widzisz? - Ryland odwrócił się w jego stronę, ale rzeczywiście w ogóle na niego nie patrzył. - Jak?

- Pewnie mutacja - Simon wzruszył ramionami. - Czekaj, pomogę ci wcisnąć się w ten ksenonitowy szajs.

- Ksenon... Zabrałeś skafandry? - spytał Ryland, szeroko otwierając oczy.

- Pomyślałem, że zanim Eridianie coś wymyślą, musimy mieć jakąś ochronę - stwierdził Simon.

- A wziąłeś butle z tlenem?

- Już z pudłem było trudno się poruszać, aż tak dobrych latarek w oczach nie mam - odparł Simon, pomagając Rylandowi założyć skafander. - A ty powinieneś mieć swoją na wypadek, gdyby coś takiego stało się ponownie.

- Spróbuję pamiętać - Ryland westchnął ciężko. - Podasz mi laskę?

- Jesteś w stanie ją złapać w tym skafandrze?

- Wątpię, ale przecież nie będziesz mnie teraz... - Ryland krzyknął z przestrachu, kiedy Simon wziął go na ręce. - Simon, ja naprawdę mogę iść sam.

- A potem będziesz marudził, że cię stawy bolą.

- Nie lubię być taki ubezwłasnowalniany...

- Wiem, ale musimy się dostać do butli tlenowych, a to i tak nam trochę zajmie w tym szajsie.

- Niech ci będzie - Ryland próbował jakkolwiek wtulić się w Simona, żeby poczuć się lepiej, ale ksenonit dostatecznie blokował jakiekolwiek subtelniejsze ruchy.

I tyle z korzyści bycia naukowcem rasy noszonej...