Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary
Pairing: Simon the Convict&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary)
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: sci-fi, crossover, AU, 5+1
Seria: "When Cosmic Horror Meets Cosmic Hope"
Ostrzeżenia: headcanony, niestabilność psychiczna, body horror, amputowana ręka, wulgarny język (czasami)
Notka autorska: Pięć sytuacji, kiedy Simonowi udało się wyhodować coś, co Rylanda zachwyciło i jedna, kiedy... A, sami zobaczycie.
Swoją drogą, tak, kolejny fik z nimi. I tak, mam pomysły na więcej. Nie, nie jestem normalna. A przynajmniej jeśli chodzi o nich.
Ryland zmarszczył się nieco i uchylił powieki, kiedy poczuł, że jego całe ciało zdrętwiało. Może i Eridianie opóźnili nieco ich proces starzenia (chociaż siwych pasm miał już zdecydowanie zbyt dużo jak na jego gust), ale chyba wciąż był za stary na zbyt długie przebywanie w jednej pozycji.
Przeciągnął się i rozejrzał. Zasnął oparty o drzewo, które zasadził z Rockym kilkanaście lat temu, jeszcze przed tym, jak Adrian i jego załoga znaleźli Simona. I sądząc po tym, że był przykryty kołdrą, to któryś z wyżej wymienionych musiał go nią przykryć.
- Jak się spało? - spytał Simon, opierając się o łopatę.
Włosy miał spięte w długą kitkę opadającą mu na plecy. Ubrany w ogrodniczki, ubrudzony ziemią i z tym radosnym błyskiem w oczach wyglądał jeszcze przystojniej niż zwykle.
Na Hail Mary może i było kilka roślin, które Eridianie skopiowali, ale dopiero dziwne, zmutowane moce Simona dały im naprawdę dużo możliwości w temacie tego, co mogli uprawiać w tym swoim małym ogródku.
Bo o ile eridiańscy botanicy robili wszystko, co mogli, by pomóc Rylandowi nie przechodzić znowu przez szkorbut i beri-beri, tak już gleba na tej planecie nie zawsze chciała współpracować. Na całe szczęście Simon dosłownie potrafił zmienić DNA roślin i przystosowywać je do panujących w enklawie warunków.
Nawet jeśli przez to większość z nich miała delikatny posmak żelaza.
- Wszystko mnie boli - odparł Ryland, wstając spod drzewa. - Co tym razem przekopujesz?
- Czekaj - Simon wyjął z kieszeni kartkę. - Chyba te, ziemianki? Jeśli dobrze czytam. Pewnie nie.
- Stworzyłeś ziemniaki? - spytał Ryland, opierając się o laskę.
Ach, tak. Artretyzm niestety też nie miał zamiaru mu odpuścić.
- Nie mówiłem? - Simon podrapał się po głowie i syknął, bo znowu zapomniał, jak ostre ma pazury. - Dostanę czegoś z tymi szponami, one muszą tak cholernie szybko rosnąć?
- Simon.
- Oj, wybacz - Simon podszedł do niego i objął go ramieniem. - Odpowiadając na twoje pytanie, tak, stworzyłem te... ziemniaki.
- Możemy zrobić frytki? - Ryland spojrzał na niego zaszklonymi oczami. - A potrafiłbyś w pomidory?
- Co znowu mam pomerdać?
- Pomidory. Moglibyśmy wtedy zjeść te frytki z ketchupem - Ryland uśmiechnął się rozmarzony. - Szkoda, że na musztardę to już w ogóle nie można liczyć...
- Po-mi-do-ry - powtórzył Simon. - Dobra, poszukam na tym twoim laptopie, co to jest.
- Dziękuję - Ryland cmoknął go w policzek. - Idziemy nad morze?
- Chyba raczej "Ja idę, ty jesteś niesiony".
- Ej no, mogę iść sam.
- I dojdziemy tam pod wieczór.
- Simon! - zawołał Ryland i zanim się obejrzał, już był w ramionach swojego ukochanego. - Mógłbyś czasem...
- Nie.
- Nawet nie wiesz, co.
- Ale i tak wiem, że nie - Simon uśmiechnął się zawadiacko i ruszył w stronę morza.
Ryland jedynie westchnął.
* * *
- Pomidor - mruknął Simon, patrząc na zielone jak na razie warzywo.
Albo to był owoc?
W każdym razie, roślina.
- Co Simon robi, pytanie? - spytał Adrian, podchodząc do niego.
- Przyglądam się pomidorom - odparł Simon. - Cześć, Adrian.
- Cześć, cześć. Nowa roślina, pytanie?
- Tak - Simon usiadł na ziemi i poklepał miejsce obok siebie. - Gdzie nasze bliźniaki syjamskie?
- Rocky i Grace obierają ziemniaki. Grace przecieka, stwierdzenie.
- Kto mu dał nóż? - Simon westchnął ciężko.
- Nie, nie, to nie krew, to łzy, stwierdzenie - wyjaśnił Adrian.
Simon pomasował skronie.
- Naprawdę aż tak chce mu się tych frytek?
- Co to frytki, pytanie?
- Nie mam bladego pojęcia, na Eden nie było czegoś takiego - Simon wzruszył ramionami. - Chociaż widziałem kilka razy frytki w filmach, które Ryland mi pokazywał.
- Kto, pytanie?
- Grace. Grace mi pokazywał.
- Adrian kiedyś zapamięta, czemu Grace ma dwa imiona, ale to nie jest ten dzień, stwierdzenie.
- Nie martw się, nawet ja do dzisiaj nie do końca rozumiem, czym są nazwiska, nawet jeśli teraz sam je mam - Simon poklepał Adrian po głowie. - Chcesz jednego pomidora do badań?
- Dojrzały, pytanie?
- Jeszcze nie, powinny być czerwone chyba - Simon zajrzał w notatki, brudząc strony notesu ziemią. - Albo żółte. Ale pewnie z moimi mocami i tak wyjdą ciemnoczerwone jak krew.
- Adrian może w sumie zbadać niedojrzałego pomidora, a potem dojrzałego, stwierdzenie - stwierdził Adrian.
Simon zerwał jedną sztukę z krzaczka i podał Adrian.
- Masz. Tylko nie mów Rylandowi.
- Adrian milczy jak trumna.
- Jak grób - poprawił go Simon.
- Jak grób - Adrian zasalutował mu jedną z trójpalczastych dłoni.
Simon uśmiechnął się i wstał, po czym wszedł do domu. Poszedł do kuchni i znalazł Rylanda siedzącego na podłodze, zalanego łzami, jakby przynajmniej znowu oglądali jeden z tych rzewnych filmów z tym aktorem, który wygląda jak jego młodsza wersja.
- Rye? - Simon spojrzał najpierw na niego, a potem przeniósł wzrok na Rocky'ego, który głaskał Rylanda po ramieniu. - Rocky?
- Simon nie pyta, Rocky też nie rozumie, stwierdzenie - odparł Rocky.
- No bo one tak pachną! - Ryland otarł sobie łzy dłonią. - Nie czujesz, Simon? Frytki! Robimy frytki!
Simon spojrzał na niego, ledwo powstrzymując się od śmiechu.
- Zgadzam się, że ładnie pachną, ale masz 56 lat, Rye - stwierdził w końcu.
- Nie jadłem frytek od dwudziestu!
- A ja nie jadłem nigdy i jakoś nie dramatyzuję.
- Jesteś niemiły.
- Ale przynajmniej seksowny.
- Rocky tu dalej jest! - oburzył się Rocky. - Jak Grace i Simon chcą się marcować, to mogą chociaż poczekać, aż Rocky zabierze Adrian i Gracie i pójdzie do domu, stwierdzenie.
- Rocky, ile razy ci mówiłem, żebyś nie nazywał tego marcowaniem? Marcują się koty - Ryland rzucił mu karcące spojrzenie.
- Rocky czytał o kotach. Koty są dla ludzi jak Grace i Simon dla Eridian. Grace i Simon się marcują, stwierdzenie - odparł Rocky, wstając.
- Zostaliśmy zwierzaczkami? - spytał Simon.
- Rocky czytał, że ludzie nazywają to systemem dystrybucji kotów - Rocky wszedł na blat i oparł się o żyrandol. - System dystrybucji ludzi wybrał Rocky'ego, stwierdzenie.
- Co właściwie robisz? - spytał Simon.
- Rocky znalazł Gracie, stwierdzenie - Rocky wyciągnął małego, złocistego kamyka z żyrandola za nogę.
Gracie jedynie coś zaświergotał.
- Kiedy to dziecko tam wlazło? - spytał Ryland.
- Jak Grace zaczął płakać przez frytki, stwierdzenie.
- Rocky.
- Które ci się zaraz sfajczą, bo zbyt emocjonalnie do nich podchodzisz - stwierdził Simon, patrząc przez szybkę. - Jedna chyba jest już węglem.
- Moje frytki! - Ryland dopadł do drzwiczek i chwycił je bez rękawic ochronnych, przez co odskoczył i wpadł w ramiona Simona. - Au...
- Żyjesz? - spytał Simon, patrząc na jego dłonie. - Zaczerwienione trochę.
- Gorętszy od lekkomyślnego Eridianina ten uchwyt nie jest - odparł Ryland, wyłączając piekarnik i zakładając rękawice.
- Rocky protestuje, Rocky cię wtedy ratował! - Rocky tupnął nogą.
- No nie wiem, nie wiem, blizny po tym, jak to ja musiałem później ratować ciebie, nadal mnie czasem trochę ciągną.
- Simon cię psuje, stwierdzenie.
- O nie! Rye, mam na ciebie zły wpływ! - Simon wykonał dramatyczny gest sztuczną ręką, śmiejąc się pod nosem. - Musimy się rozstać, zasługujesz na kogoś lepszego! A, nie, czekaj, nikogo innego tu nie ma. Chcesz, żeby Ryland był samotny, Rocky?
- Rocky nie chce. Grace wtedy więcej przecieka, stwierdzenie.
- Rocky - Ryland zmierzył go wzrokiem.
- Grace niech tak na mnie nie patrzy, Rocky tylko się martwi - stwierdził Rocky i pociągnął Gracie za koszulkę, gdy kamyk próbował wejść tym razem do zlewu. - Gdzie jest Adrian, pytanie?
- Zostawiłem go w ogrodzie - odparł Simon.
- O nie, nie, nie! Źle, źle, źle, Adrian znowu naniesie pełno ziemi do domu! - Rocky przerzucił sobie Gracie przez ramię i pobiegł do ogródka.
- Simon? - zaczął Ryland, stawiając talerze z frytkami na stole.
- Tak? - Simon odwrócił się w jego stronę.
- Nie jestem z tobą dlatego, że nikogo innego tu nie ma, tylko dlatego, że to ty tu jesteś - stwierdził Ryland, głaszcząc go po lewym policzku. - Pamiętaj o tym, okej?
- Okej - Simon objął go w pasie i pochylił, po czym pocałował go czule.
- Rocky mówił, że Grace i Simon mają poczekać z marcowaniem!
Obaj spojrzeli na Rocky'ego, który zirytowany ciągnął Adrian za sobą i próbował jednocześnie powstrzymać Gracie przed kolejną ucieczką.
- Czy to te frytki tak działają, pytanie? - spytał Adrian, będąc zdecydowanie mniej turkusowy niż Rocky by chciał.
- Nie, to tylko radość - stwierdził Simon, biorąc jedną z talerza. - Ej, nawet całkiem dobre.
- Simon, nie jedz przy Eridianach! - skarcił go Ryland.
- Grace nie panikuje, Adrian i Rocky przywykli, stwierdzenie - Adrian złapał Gracie za rękę, pomagając okiełznać Rocky'emu tego niesfornego kamyka. - Adrian, Rocky i Gracie już pójdą, stwierdzenie.
Po czym wyszli, chociaż Rocky zatrzymał się jeszcze przez chwilę i gdyby był człowiekiem, pewnie rzuciłby im mordercze spojrzenie.
- Ach te kosmiczne kamienie - Simon zaśmiał się krótko. - Jak tam frytki, Ryland? Ryland?
Simon zerknął na niego i tym razem roześmiał się głośno, widząc swojego ukochanego z napchanymi policzkami jak te małe kulki futra, które widział u niego na laptopie. Chyba chomiki.
- Pyszne - powiedział Ryland, kiedy w końcu nieco przeżuł całą garść frytek. - Smakują jeszcze lepiej niż pachną.
- Cieszy mnie to - stwierdził Simon. - Czyli robimy je jeszcze raz, jak już pomidory dojrzeją?
- ZROBIŁEŚ TE POMIDORY?! - zawołał Ryland, upuszczając jedną frytkę z powrotem na talerz.
- Hm? No, tak - przyznał Simon i upadł na podłogę, kiedy stracił równowagę, gdy Ryland niespodziewanie wskoczył mu w ramiona i przytulił. - A, więc taka reakcja.
- Wyhodowałeś pomidory - Ryland chlipnął. - Naprawdę mamy pomidory?
- Na razie jeszcze są zielone, jak coś.
- Uwielbiam cię - stwierdził Ryland i tym razem to on pocałował jego.