Blog zawiera treści o związkach męsko-męskich i damsko-damskich. Jeżeli nie lubisz yaoi i yuri, to naciśnij czerwony krzyżyk i nie czytaj, zamiast obrzucać mnie błotem. Dziękuję za uwagę.

Polecany post

Reklama vol 3

Zespół: Kalafina, Nightmare, Ganglion, Band-Maid, CLOWD, Broken by the Scream Pairing: Ni~ya&Hikaru, Wakana&Keiko, Sagara&Oni, ...

sobota, 29 listopada 2025

Carving Hearts with a Paring Knife I

 Zespół: Razor

Pairing: Kouryu&Ryouga

Dozwolone od: 17+

Gatunek tekstu: obyczaj

Ostrzeżenia: *patrzy na listę* Depresja (która jest faktem, a nie moim wymysłem albo domysłem), myśli samobójcze, koszmary, zaniki pamięci... *rzuca listę za siebie* Także tak.

Notka autorska: Nie wierzę, że w 2025 roku naprawdę napisałam dość długiego fika o jrockowcach, ale jak widać nadal mam czasem jakiś pomysł. Ciekawe, czy znowu znajdą się jacyś SJW, których rozjuszę pisaniem o prawdziwych osobach. *śmiech psychopaty*





Obudził się, słysząc kroki. Ktoś definitywnie starał się właśnie temu zapobiec. I chodził po jego domu.

Uchylił powieki, zastanawiając się, czy powinien dzwonić na policję. Mieszkał sam, nikogo nie zapraszał, nikt u niego nie nocował, więc kto to mógł być? Jedynie jakiś przestępca, prawda?

Ale gdy otworzył oczy, zdał sobie sprawę, że nie rozpoznaje żyrandola na suficie ani trochę. Był okrągły, miał trzy żarówki i zupełnie inny kolor. Powinien być brązowy, czemu więc był srebrny?

Zamrugał. Ręka bolała go niemiłosiernie od spania w niewygodnej pozycji. Na kanapie. Pod grubym, puszystym kocem, który na pewno nie był jego kołdrą obleczoną w poszwę w angielskie wulgaryzmy, którą kiedyś sprezentował mu Yoshiatsu.

Zamrugał ponownie. Głowa go nie bolała, więc pijany nie był. Albo po prostu nie miał kaca. Ale na bank był w czyimś domu. Nie swoim, nie w łóżku.

- Szlag, obudziłem cię? - usłyszał głos Kouryu. - Przepraszam, starałem się nie.

Och, przynajmniej w końcu wiedział, gdzie jest.

Usiadł na kanapie, a koc zsunął się z jego ciała. Spojrzał w stronę Kouryu, który dosłownie zamarł z łyżeczką nad kubkiem.

- Kawy? - spytał krótko, nadal nawet nie drgnąwszy.

Pokręcił głową, w której kłębiło się zdecydowanie zbyt dużo myśli.

- To zaparzę ci chociaż herbaty - stwierdził Kouryu, wzdychając ciężko. - Możesz mi powiedzieć, co tu robisz?

- Nie chcę - odparł, zaciskając palce na kocu.

- Nie chcesz mówić? - Kouryu pomasował sobie kark w geście zadumy. - Ryouga, przychodzisz tutaj w środku nocy, pukasz do drzwi i dzwonisz dzwonkiem tak długo, aż się w końcu nie budzę, a jak tylko ci otwieram, to wpadasz mi do mieszkania... Dosłownie, bo siedziałeś oparty o drzwi i straciłeś równowagę... Po czym wstajesz, podchodzisz do kanapy i jak gdyby nigdy nic, idziesz spać snem tak twardym, że nie jestem w stanie cię obudzić, a teraz mówisz mi, że nie chcesz mi nawet nic wyjaśnić?

Ryouga nie odpowiedział. Przypomniał sobie, że rzeczywiście coś takiego miało miejsce.

- No dobrze, nie to nie - Kouryu westchnął i nacisnął przycisk na czajniku. - Ale musiałeś mieć jakiś powód, żeby tu przyjść.

Spojrzał na niego uważnie.

- Upiłeś się?

- Nie.

- Coś ci jest?

- W sensie?

- Pytam, czy jesteś chory - wyjaśnił Kouryu. - Albo ktoś ci coś zrobił. Nikt ci nic nie zrobił, prawda? Bo jak zrobił, to mu nogi z dupy powyrywam.

- Co? Nie - Ryouga westchnął ciężko, obejmując ramionami swoje nogi. - Nic mi nie jest.

Kouryu nie wyglądał na usatysfakcjonowanego tą odpowiedzią.

- Niech ci będzie - Kouryu machnął w końcu ręką i zalał swoją kawę i czarną jak jego dusza herbatę Ryougi. - Chcesz śniadanie?

- Co?

- Śniadanie. Taki posiłek, który ludzie zazwyczaj jedzą, gdy się obudzą - odparł Kouryu. - Nie, kawa i papieros to nie jest śniadanie i nie wmówisz mi, że ci to wystarczy. Herbata też się nie liczy, ubiegając twoje pytanie.

- Nie chcę - mruknął Ryouga.

- Czego nie chcesz? Śniadania? - Kouryu spojrzał na niego przez ramię.

- Wstawać.

- W sensie?

- Żeby zjeść śniadanie, trzeba wstać. A ja nie mam ochoty - odparł Ryouga.

- Mam ci przynieść to śniadanie? - Kouryu był coraz bardziej zdezorientowany.

- Nie - Ryouga pokręcił głową. - Chcę iść na śniadanie, ale nie chce mi się wstawać. Rozumiesz?

- Wiesz, wydawało mi się, że mieszkam w Japonii na tyle długo, iż nie mam już problemów z waszym językiem, ale powiem ci, że zaczynam kwestionować swoje umiejętności lingwistyczne - stwierdził Kouryu. - Chcesz śniadanie, ale nie chcesz śniadania, ale nie chcesz też, żebym ci je podał. Dobrze rozumiem?

- Tak - Ryouga kiwnął głową.

- No... dobrze - Kouryu kiwnął głową i wyjął patelnię z szafki. - Może być ryżanka z warzywami i kurczakiem? Czy mięso też przestałeś jeść w ciągu jednej nocy?

Ryouga jedynie mruknął w odpowiedzi.

- Rozmowny dzisiaj nie jesteś - stwierdził Kouryu, wyciągając z lodówki udka z kurczaka i bulion. - Zostało mi trochę składników z wczorajszego obiadu, to przydadzą się dzisiaj. Tylko warzywa trzeba pokroić świeże, bo wszystkie wczoraj zjadłem.

Postawił garnek na płycie grzewczej, gdy usłyszał, że podłoga skrzypnęła cicho. Odwrócił się i zobaczył, że Ryouga wstał z kanapy. Jego przyjaciel podszedł nieco niepewnie do blatu i oparł się o niego plecami.

- Coś się stało? - spytał Kouryu, stojąc z nożem do warzyw w ręce. - Ryouga?

- Pomóc ci? - spytał Ryouga.

- Mogę zająć się ryżem, a ty możesz pokroić i obrać warzywa. Tylko nie zapomnij ich potem umyć - Kouryu podał mu nóż.

Ryouga spojrzał na niego, a potem przeniósł wzrok na nóż.

- To nie jest dobry pomysł - stwierdził, wciąż patrząc na nóż.

- Co? Krojenie warzyw? - Kouryu był lekko zdezorientowany. - Nie muszą być równo, to tylko ryżanka na śniadanie, nie konkurs kulinarny w telewizji.

- Nie, nie warzywa - odparł Ryouga.

- To co? - Kouryu nadal nie rozumiał.

- Dawanie mi noża - wyjaśnił Ryouga.

- Dlaczego?

- Bo prawdopodobnie zabiję się na twoich oczach, jak tylko go dotknę - odpowiedział Ryouga tak spokojnie, jakby mu oznajmiał, że jest pochmurno, pada delikatna mżawka, a Nikky znowu wkurza się na Shina, który jak zwykle zostawił gdzieś telefon i nie odbiera.

Stali tak przez dłuższą chwilę, aż w końcu Kouryu cofnął rękę i odłożył nóż na blat. Potem to samo zrobił z porem i wyłączył oba palniki na kuchence.

Pochował wszystko, co trzeba było, do lodówki, odstawił napoje w bezpieczne miejsce, żeby nie stały na brzegu i stanął naprzeciwko Ryougi, który przez ten czas nie ruszył się nawet o milimetr.

- Ja cię bardzo przepraszam, mój drogi przyjacielu, ale... Co? - Kouryu zmierzył go wzrokiem. - I ty mówisz, że nic ci nie jest?

- To skomplikowane - odparł Ryouga.

- Skomplikowane? Słuchaj, jak to jest jakiś jeden z twoich głupich wybryków, to przysięgam, że wyrzucę cię przez okno, a chcę ci przypomnieć, że mieszkam na piątym piętrze - stwierdził Kouryu.

- A mógłbyś? Zawsze chciałem nauczyć się latać - głos Ryougi był coraz bardziej wyzuty z emocji. - Mógłbym odlecieć gdzieś daleko, może do innego świata, gdzie czułbym się normalnie. Gdzie byłbym normalny.

- Jesteś normalny - powiedział Kouryu stanowczo. - Tylko na swój sposób.

- Ładnie ujęte - Ryouga prychnął. - I co mi to da, że tak twierdzisz? Nic. Nadal będę tu stać po tym, jak naszedłem cię w nocy, a przed chwilą ci powiedziałem, że chcę się pochlastać twoim nożem.

- Zadam ci to pytanie jeszcze raz - zaczął Kouryu. - Coś ci jest?

- To tylko depresja - Ryouga machnął ręką. - Zaburzenie afektywne dwubiegunowe, jeśli mam udzielać ci precyzyjnych odpowiedzi. Czy może mam przetłumaczyć to na chiński na telefonie?

- Nie musisz - Kouryu westchnął ciężko. - Czemu mi nie powiedziałeś wcześniej?

- O czym? - Ryouga wyglądał na zbitego z tropu.

- Przyjaźnimy się, prawda? - Kouryu podał mu kubek z herbatą. - Przyjaciele mówią sobie o takich rzeczach.

- A ty mi mówisz o wszystkim? - spytał Ryouga, ignorując napój parujący mu pod nosem.

- Powiedziałem ci o swoich niezbyt dobrych relacjach z mamą. Poza tym, Taira też miał swoje problemy - Kouryu wzruszył ramionami.

- I nie jesteście już razem - zauważył Ryouga.

- Ale rozstaliśmy się w zgodzie. I czasem dzwoni do mnie, jak Yuuri zbyt długo gra na konsoli po nocach, żeby się wyżalić - odparł Kouryu, odstawiając herbatę na blat. - Więc jestem przyzwyczajony do tego, że ktoś mnie budzi, ale przyznam, że nawet taki wariat jak Taira nigdy nie przyszedł tutaj osobiście.

- Jak widać jestem większym wariatem od niego - stwierdził Ryouga. - W dzisiejszych czasach i tak wszystko jest dostatecznie pokręcone, żebyś musiał jeszcze wytrzymywać moje wybryki i wiedzieć, co się za tym kryje.

- Czyli uważasz, że lepiej mi się żyło pół godziny temu, kiedy myślałem, iż to wszystko to tylko kwestia twojej osobowości? - spytał Kouryu. - Właśnie teraz będę spokojniejszy. Poza tym, cieszę się, że zaufałeś mi na tyle, by mi o tym powiedzieć, choć przyznam, że mogłeś to zrobić w delikatniejszy sposób.

- Ale teraz będziesz się wiecznie o mnie martwił - stwierdził Ryouga. - Ciągle będziesz pytał, czy wszystko w porządku, nie będziesz już się śmiał z moich żartów, bo zrzucisz to na epizod manii i na dokładkę zaczniesz traktować jak jakieś nadpęknięte jajko.

- Kto powiedział, że będę się tak zachowywał? - Kouryu zmarszczył się nieco. - A mogę cię spytać, jak się teraz czujesz?

- Co?

- Na jakim etapie epizodu depresji jesteś - sprecyzował Kouryu. - Chcę wiedzieć, jak długo mam trzymać ostre przedmioty daleko od ciebie.

- Czemu jesteś taki spokojny?! Właśnie ci powiedziałem, że mam nie po kolei w głowie!

- To wiedziałem od dawna, a ty mi tylko podałeś tego medyczną definicję. Nic się nie zmieniło - Kouryu upił łyk kawy. - Więc?

Ryouga westchnął i podniósł kubek ze swoją herbatą.

- Powinno mi się zacząć poprawiać. Rzadko taki stan, w sensie aż tak głębokiej depresji, utrzymuje się w moim przypadku dłużej niż kilka dni - odparł Ryouga.

- Ach, to dlatego nie przychodziłeś na próby? Iza twierdził, że jesteś przeziębiony.

- Bo tak mu powiedziałem.

- Nie ufasz mu?

- Nie tak, jak tobie.

- Och - Kouryu spojrzał na niego uważnie. - Chcesz się wykąpać?

- Co?

- Kąpiel. Mogę ci nawet bąbelków tam napuścić - stwierdził Kouryu. - Przyda ci się chwila relaksu. I sama kąpiel, bo nie chciałem wcześniej poruszać tej kwestii, ale...

- Capię, wiem - Ryouga prawie się zaśmiał. - Tak, kąpiel będzie dobrym pomysłem.

- Tylko najpierw się wyszoruj pod prysznicem, bo sam będziesz mył wannę, jak mi ją zapaskudzisz.

- Dobrze, już dobrze, tato - tym razem Ryouga uśmiechnął się lekko i wypił herbatę duszkiem. - Masz ręczniki?

- Dostaniesz nawet szczoteczkę do zębów.

- Po co?

- Mam ci to tłumaczyć?

- Nie musisz...