Blog zawiera treści o związkach męsko-męskich i damsko-damskich. Jeżeli nie lubisz yaoi i yuri, to naciśnij czerwony krzyżyk i nie czytaj, zamiast obrzucać mnie błotem. Dziękuję za uwagę.

Polecany post

The Traces of Her Are Receding Into the Distance

Uniwersum: Aoishiro Pairing: Kohaku&Syouko Dozwolone od: 17+ Gatunek tekstu: soft angst Ostrzeżenia: spoilery do gry Notka autorska: End...

sobota, 25 lipca 2026

Soothing Touch of Rough Hands

Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary

Pairing: Simon the Convict&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary)

Dozwolone od: 18+

Gatunek tekstu: sci-fi, crossover, AU

Seria: "When Cosmic Horror Meets Cosmic Hope"

Ostrzeżenia: headcanony, body horror, amputowana ręka + sceny erotyczne (w tym fetysz bólu, bo Simon jest małym masochistą)

Notka autorska: Co ja znowu napisałam... Nieważne, oni znowu są w wyrze i mają zdecydowanie zbyt dziwną grę wstępną, lol.



Na Eden wszyscy musieli być w związku. Małżeństwa aranżowano. Seks był wręcz wymagany. Aborcja? O nie, nie, ludzkość miała przetrwać. Jak któraś kobieta umarła przy porodzie, albo podczas ciąży, to stawała się nawozem dla Ostatniego Drzewa i tyle. Ojciec potrafił znaleźć zaletę w każdej sytuacji.

Często się zastanawiał, czy któraś z tych kobiet zaszła z nim w ciążę i mu o tym nie powiedziała. Dzieci były traktowane jak własność wspólnoty. Nikogo nie obchodziło, kto był ojcem. Nawet matek.

Seks był przymusem, ale także odskocznią od mrocznej codzienności. Nagrodą, ale i karą za to, że zostało tak mało ludzi.

Ludzi, którym często odbijało na punkcie przetrwania gatunku.

Raz jedna dziewczyna go czymś naćpała i gdyby nie jeden z jego braci, to prawdopodobnie miałby na koncie kolejną traumę do kolekcji.

Czasem zdarzało mu się, że naprawdę kochał osobę, z którą szedł do łóżka. A przynajmniej darzył ją sympatią. Zwłaszcza, jeśli to byli mężczyźni. Nie dlatego, że wolał facetów. Po prostu dzieci z tego być nie mogło, więc na Eden nie patrzono zbyt dobrze na takie związki. Więc musiał coś czuć, by tak ryzykować.

Ale kiedy próbował mówić ludziom, że ich kocha, to albo nie uzyskiwał odpowiedzi, albo zostawał okłamywany, albo wyśmiewany, albo wręcz strofowany, że rzuca słowa na wiatr. Więc przestał. I czekał, aż w końcu będzie mógł to komuś powiedzieć bez skrępowania.

I przyszło mu to z taką łatwością, bo aż tak cieszył się, że nareszcie znalazł kogoś, kto nie zareaguje negatywnie.

Cóż, mylił się.

Nie spodziewał się, że spotka się z reakcją, którą na spokojnie mógłby nazwać strachem.

Ale czy to była aż tak zła reakcja? Dostał obietnicę, że kiedyś jednak usłyszy odpowiedź. Poza tym, rozumiał, czemu Ryland miał z tym aż taki problem i dlaczego właściwie po raz pierwszy powiedział mu to przez kompletny przypadek. Skoro przez brak pociągu seksualnego wręcz wątpisz, czy jesteś w stanie czuć cokolwiek niefizycznie, to nic dziwnego, że nie potrafisz tego ubrać w słowa. Zaczyna cię to przerażać. I prawdopodobnie boisz się też, że teraz ta druga osoba zacznie za bardzo naciskać na seks.

Po spędzeniu większości życia na Eden, gdzie wszyscy albo byli wiecznie napaleni, albo z tyłu głowy cały czas słyszeli cichy głos, że muszą się rozmnażać i mieć po piętnaścioro dzieci, bo ludzkość wyginie, związek z aseksualnym i prawie aromantycznym Rylandem Gracem był dla Simona czymś w rodzaju wejścia na nowy poziom trudności.

A on lubił wyzwania.

Mógł chodzić przy Rylandzie półnago, albo i nawet jak go mamusia na Marsie urodziła i jedyne, co wtedy słyszał, to zatroskane pytanie, czy mu nie zimno.

Mógł się przytulać, wdychać zapach jego włosów, głaskać po ramionach i kłaść ręce na brzuchu i nie uzyskać żadnej reakcji, prócz pytania, czy to, czego akurat chce, jest na tyle ważne, że Ryland musi teraz w tej chwili przerwać czytanie jakiejś pracy naukowej sprzed czterdziestu lat, z której Simon nie rozumiał ani słowa.

Ale nie mógł przesadzać, bo dostawał po łapach. Dosłownie. Lewą ręką, na której Ryland nosił swoją ksenonitową obrączkę. Podobno powinno się na prawej, ale ta niepoprawna przylepa chciała, żeby ich pierścionki się stykały, kiedy splatają swoje palce, a Simon na protezę wolał niczego nie zakładać. Czasem nawet bał się, że mu się piżama z nią zespoli.

W każdym razie, szybko nauczył się, że strefa poniżej pasa jest nieosiągalna, jeśli Ryland nie wykona pierwszego ruchu.

Musiał więc czekać. I to w jakiś sposób również było ekscytujące. Nigdy nie wiedział, kiedy, gdzie i jak zostanie zaskoczony pocałunkiem albo zdecydowanie zbyt entuzjastycznym pytaniem, czy ma może ochotę na eksperyment.

Oj tak. Miał. Zawsze.

Zwłaszcza, jeśli było to w jakiś sposób sprawdzanie, ile bólu jest w stanie znieść.

Nawet jeśli kończyło się to tak, jak w drugim roku ich związku, kiedy nie mógł rano wstać z łóżka i tym razem to on musiał być noszony.

I mimo upływu dekady od tego czasu, nadal czasem jest. Nawet jeśli wie, że Ryland nie powinien tego robić i nawet jeśli Ryland sam to wie, to mimo wszystko dobrze jest pamiętać, że jego partner też jest silny na tyle, żeby go podnieść i przenieść z punktu A do punktu B.

A potem narzekać na ból stawów przez dwa dni. Dlatego właśnie Simon zawsze go strofuje za lekkomyślność, w duchu ciesząc się napięciem tych pięknych mięśni wyczuwalnych pod skórą, kiedy jest niesiony jak jakaś księżniczka.

Plus to też w jakimś sensie są eksperymenty, więc istnieje możliwość, że cierpliwość w końcu się opłaci.

- Gotowy? - spytał Ryland, trzymając pilota w jednej ręce i ołówek w drugiej.

- Jak zawsze - Simon uśmiechnął się zawadiacko, poprawiając elektrodę na swojej sztucznej ręce.

Nie pamiętał, kto pierwszy rzucił tym pomysłem. Wiedział tylko, że Ryland myślał o tym zdecydowanie zbyt intensywnie, bo prawie spalił śniadanie.

A teraz siedzieli na Hail Mary, wyrzucając zawczasu wszystkich eridiańskich badaczy.

Nie potrzebowali publiki. Wystarczy, że Ryland wiecznie się zastanawiał, czy gdzieś tam Rocky nie podsłuchuje ich za ścianą.

Co wcale nie było bezpodstawną obawą, bo czasem okazywało się, że miał rację.

Ryland nacisnął jeden z przycisków. Prąd przeszedł przez protezę Simona i sprawił, że ten na chwilę odpłynął. Jego mózg po prostu się wyłączył. To, jak praktycznie wszystkie gałązki jednocześnie wysłały do jego układu nerwowego informację o bólu, automatycznie zrobiło z niego papkę.

- Simon?

- Ale fajnie - wydyszał w końcu. - Zrób tak jeszcze raz.

- Simon, dosłownie na chwilę przestałeś oddychać - powiedział Ryland nieco zaniepokojonym głosem.

- Bo było mi za dobrze, sam tak czasem masz - Simon machnął prawą ręką. - Jeszcze raz.

- Czekaj, ale to było najniższe napięcie - Ryland spojrzał na ekran laptopa. - I już?

Simon złapał go za policzki i przysunął do siebie.

- Eksperymentujemy, czy nie?

- Trochę boję się rezultatów.

- Ty?

- Nigdy nie reagowałeś na coś aż tak szybko. No, poza tym jednym razem wtedy...

- Nie wierzę, nasz szalony naukowiec panikuje?

- Nie panikuję!

Simon podniósł pilota i włożył mu do ręki.

- Kontynuujmy, doktorze Grace - powiedział, uśmiechając się lubieżnie.

I to wystarczyło, żeby Ryland nacisnął ten cholerny przycisk i wysłał go w kolejną podróż po krainie rozkoszy.

A później, patrząc na Simona leżącego na łóżku i sapiącego tak, jakby przez ostatni kwadrans biegał po plaży, zanotował obserwacje w swoim notesie.

- Rye?

- Hm? - Ryland podniósł na niego wzrok.

- Ile masz poziomów tego napięcia?

- Chyba pięć.

- To dajesz od razu trójkę.

- Wolałbym jednak sprawdzać po kolei. Wyniki mogą się znacząco różnić - stwierdził Ryland, biorąc pilota do ręki. - Poza tym, nie wolisz stopniować przyjemności?

- Jestem niecierpliwy - mruknął Simon.

- To zdążyłem zauważyć - Ryland podniósł napięcie w elektrodach i wcisnął przycisk.

Simon zadrżał cały i złapał się za rękę, uginając nieco nogi w kolanach. Ryland już miał odłożyć pilota i sprawdzić, czy wszystko z jego ukochanym w porządku, ale ten tylko spojrzał na niego zza grzywki.

- Rób te notatki.

- Jesteś pewien?

- Tak.

- Widzisz różnicę?

- Na pierwszym poziomie czułem dosłownie wszystkie receptory bólu, których w tej ręce teoretycznie nie powinienem mieć - stwierdził Simon. - A teraz mam wrażenie, że ten ból się rozszedł.

- Rozszedł?

- Aż do ramienia. Właściwie do szyi i karku. Skóra mnie mrowi.

- Fascynujące - przyznał Ryland, skrobiąc ołówkiem w zeszycie. - I lekko niepokojące.

- To zauważyliśmy dawno temu - stwierdził Simon, prostując i zginając palce. - To dajesz tę trójkę.

- Na pewno?

- Tak.

- Okej.

Tym razem Simon skulił się cały. Prąd pobudził tyle jego receptorów bólu, że nie wiedział, jak się nazywa. Serce przyspieszyło mu tak, że miał wrażenie, że zaraz dostanie zawału.

- Simon?

- Żyję i mam się zdecydowanie zbyt dobrze - stwierdził Simon, odgarniając wilgotne kosmyki z twarzy.

Chyba zaczął się pocić.

- Według komputera akcja serca ci nienaturalnie przyspieszyła - oznajmił Ryland. - Mam nadzieję, że nie czujesz się teraz przez to źle.

- Nie, nic z tych rzeczy - stwierdził Simon. - Jedynie trochę mokry.

- Mokry?

- Spociłem się.

Ryland spojrzał na pilota.

- Próbujemy z czwartym poziomem, czy...

- Nie panikuj, wciskaj.

- Zaczynam się obawiać, że cię zabiję.

- I?

- Simon!

- No dobra, dobra. Obiecuję, że nie umrę - Simon położył sobie rękę na klatce piersiowej, drugą podnosząc do góry. - Nic mi nie będzie.

- Ale piątki nie próbujemy.

- Niech ci będzie taki kompromis - stwierdził Simon i poczuł, jak prąd przepływa mu aż do opuszków palców u drugiej ręki.

Nie do końca pamięta, co się stało później. Wie tylko, że zakręciło mu się w głowie i że leżał na łóżku w bezruchu chyba o chwilę za długo, bo zaraz potem poczuł chłodne dłonie Rylanda na swoim ciele.

- Simon?!

Chciał mu odpowiedzieć, ale był tak podniecony, że dosłownie wystarczyłoby, żeby Ryland wsunął dłoń w jego spodnie i miałby natychmiastowy orgazm.

- Simon!

- Żyję - powiedział w końcu, bo nie spodobała mu się panika w głosie Rylanda. - Chodź tu.

Złapał go za koszulę i pocałował namiętnie. I tak jak przypuszczał, kolejny dreszcz, tym razem razem naturalny, a nie wywołany prądem, wstrząsnął jego ciałem.

Ale to nie było wystarczające.

Dlatego ucieszył się, kiedy poczuł, jak Ryland podaje mu swoją laskę i bierze go na ręce. Wtulił się w niego, wdychając zapach wody kolońskiej, którą Eridianie wyprodukowali jakiś czas temu. Nie wiedział co prawda, czym jest syrop klonowy, ale Ryland stwierdził, że dokładnie to mu ta woń przypomina.

Kiedy tylko dotarli do domu, został położony na łóżku nieco zbyt gwałtownie. Nie otwierając oczu, ostrożnie oparł laskę o szafkę nocną i usłyszał, jak sprzączka od paska uderza o podłogę, a zaraz potem inne ubrania dołączyły do tych znoszonych dżinsów.

I znów poczuł te chłodne dłonie na swoim ciele.

Ryland odgarnął mu włosy z twarzy i pogłaskał go po policzku. Resztki lubrykantu na jego palcach pachniały jagodami.

- Nie przesadziliśmy, co? - spytał cicho.

- Wyglądam, jakbyśmy przesadzili?

- Trochę?

- Nie panikuj - Simon chwycił go za dłoń. - Jak twoje nogi?

- Hm?

- Wręcz rzuciłeś mnie na to łóżko.

- Mają się dobrze - stwierdził Ryland i pocałował go czule.

Simon oddał mu pocałunek i wsunął palce w jego włosy. Były jednocześnie sztywne, jak i przypominały w dotyku puch. Prawie jak szorstkie dłonie Rylanda, które koiły teraz jego ból przez różnicę temperatur ich ciał.

Bo nawet jeśli przyjemny, to nadal mimo wszystko ból.

Na Eden zazwyczaj był na górze. Kobiety nie miały ochoty na innowacje w temacie pozycji, mężczyźni rzadko byli bardziej umięśnieni od niego i tchórzyli, że nie sprostają zadaniu, jak to jeden z jego byłych kochanków określił.

Więc fakt, że Ryland miał na tyle siły, by jednak to Simon mógł być czasem tak chciwy jak wszyscy grzesznicy, o których opowiadał Ojciec, było naprawdę rozkoszną odmianą.

Nawet jeśli często upadał na niego bezwładnie, tracąc napięcie w mięśniach podczas orgazmu.

Tak jak teraz.

Simon westchnął cicho, próbując opanować drżenie własnego ciała. Uchylił powieki i otarł łzy z policzka Rylanda, po czym złapał go za ramiona i przesunął na jego stronę łóżka.

- Sam się mogłem przeturlać - mruknął Ryland.

- Idziemy się wykąpać, zanim zaczniesz marudzić na bałagan?

- Nie zakrwawiliśmy tym razem pościeli.

- Hipokryta.

- Nogi mnie bolą.

- Mówiłeś, że mają się dobrze.

- Miały... Ale już nie mają... Za stary jestem...

- Zanieść cię?

- Uhm...

Simon zaśmiał się i wstał nieporadnie, po czym zgarnął swojego śniętego męża z łóżka i ruszył w stronę łazienki, zanim Rocky i Adrian złożą im kolejną, niezapowiedzianą wizytę.

- Czemu Grace jest niesiony, pytanie? Co Simon mu zrobił, pytanie?

- Rocky, Simon i Grace są nadzy, lepiej stąd chodźmy, stwierdzenie.

...cóż, o minutę za późno.

The end