Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary
Pairing: Simon the Convict&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary)
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: sci-fi, crossover, AU, 5+1
Seria: "When Cosmic Horror Meets Cosmic Hope"
Ostrzeżenia: headcanony, niestabilność psychiczna, body horror, amputowana ręka, wulgarny język (czasami)
Notka autorska: Ta ostatnia część fika, o której zapomniałam. Swoją drogą, wcale nie mam w zanadrzu kolejnych. Nie, a gdzie tam.
Ryland okrył się swoim swetrem i wyszedł z domu. Simon od kilku tygodni praktycznie nie opuszczał ogrodu. Co więcej, nie pozwalał mu do niego wchodzić. Więc jako dający wszystkim przykład nauczyciel postanowił się tego dnia tam zakraść.
Co oczywiście mu się nie udało, bo noga zabolała go akurat, kiedy tylko przekroczył próg i prawie się przewrócił.
- Grace w porządku, pytanie? - spytał Rocky, siedząc przy śpiącym pod drzewem Simonie.
- Ta... - Ryland pomasował sobie kolano i spojrzał na Adrian, który okrył Simona kołdrą.
- Grace lepiej weźmie swoją laskę i się nie wygłupia, stwierdzenie - mruknął Adrian.
- Dobrze, dobrze, mamo - mruknął Ryland i cofnął się po laskę, po czym wrócił do ogrodu. - Lepiej?
- Tak, tak, tak - przyznał Rocky.
- Co tu robicie? - spytał Ryland, zerkając na Simona.
Ten w ogóle nie zwracał na nich uwagi. Jedynie pochrapywał cicho.
- Adrian zobaczył, że Simon zasnął. Adrian się martwił, więc tu przyszedł i przyciągnął ze sobą Rocky'ego, który ogólnie się martwi, stwierdzenie - wyjaśnił Adrian.
- Czemu tym razem panikujesz, kumplu? - spytał Ryland, siadając obok Simona.
Ten jak na zawołanie oparł się o jego ramię i spał dalej.
- Simon opowiedział nam, co się stało - oznajmił Rocky. - Grace głupi, stwierdzenie.
- Nic się nie stało, poza tym minęły tygodnie od tego czasu i...
- Simon opowiedział nam to wczoraj, bo dalej cię to dręczy - przerwał mu Adrian. - A przynajmniej Simona dręczy, stwierdzenie.
- Naprawdę? - zdziwił się Ryland, patrząc na spokojnie śpiącego Simona, któremu jego jedyne siwe pasemko opadło na twarz. - Myślałem, że już o tym zapomniał...
- A Grace zapomniał, pytanie? - spytał Rocky.
- To nie była jego wina, tylko moja - mruknął Ryland. - Znowu mu o czymś nie powiedziałem i...
- I teraz lamentujesz mi nad głową - wymamrotał zaspany Simon, nie otwierając jednak swoich dwukolorowych oczu. - Miałeś nie wchodzić do ogrodu.
- Ale wszedłem, bo Adrian i Rocky...
- Nie zwalaj winy na kamienie, Rye-Rye.
- Nie mów tak na mnie przy nich!
- Rocky i tak nie rozumie, czemu raz Grace jest Grace, raz jest Ryland, raz jest Rye-Rye, a raz jest... - Rocky przerwał na chwilę. - Rocky nie powtórzy, bo Adrian potem będzie go strofował, stwierdzenie.
- Grzeczny, grzeczny, grzeczny - Adrian poklepał go po głowie.
- Czy ty robisz to samo, co Simon, pytanie?
- Tak?
- Simon ciebie też psuje, stwierdzenie.
- Och nie, straszne! - zawołał Simon, wstając i podskoczył z przestrachu, kiedy mały kamyk wypadł spod koca i pobiegł prosto w grządki. - Dobra, to jest straszne. Wracaj tutaj, ty żółty bachorze!
I pobiegł za Gracie.
- Simon nie wyzywa naszego dziecka, bo Rocky mu przywali! - zawołał za nim Rocky, goniąc go.
- Adrian twierdzi, że to wina tego, iż Rocky nazwał nasze dziecko po tobie, Grace - stwierdził Adrian. - Nawet jeśli to tylko ludzkie imię i w naszym języku brzmi zupełnie inaczej, stwierdzenie.
- Przepraszam? - Ryland podrapał się po głowie. - W każdym razie, Simon!
- Tak? - Simon odwrócił się w jego stronę, trzymając Gracie za nogę i ignorując Rocky'ego, który próbował go prawdopodobnie powalić na ziemię.
- Dlaczego nie mogłem wchodzić do ogrodu przez ostatnie tygodnie? - spytał Ryland.
- Ach, racja - Simon oddał Rocky'emu jego dziecko, olewając fakt, że przy okazji prawie dostał z pięści w twarz. - Czy moi nadopiekuńczy teściowie mogą już sobie iść?
- Adrian, Rocky i Gracie wychodzą, stwierdzenie - Adrian złapał Rocky'ego za rękę. - Rocky się nie chmurzy, bo złość piękności szkodzi, stwierdzenie.
- Rocky tylko się martwi, że kolejny pomysł Simona znowu ich skrzywdzi, stwierdzenie.
- Rocky lepiej niech wierzy w Simona.
- Adrian wierzy, pytanie?
- Adrian wierzy, stwierdzenie.
I poszli, zostawiając Rylanda i Simona samych.
- Chodź - Simon pociągnął go za rękę i zaprowadził go do części ogrodu zasłoniętej płachtą.
- Czemu to tu wisi? - spytał Ryland.
- Bo cię znam i wiedziałem, że w końcu się tu zakradniesz - odparł Simon, zrywając płachtę.
I wtedy Rylandowi ukazał się cały fragment ziemi pokryty w całości kwiatami. Różowymi, białymi, czerwonymi, karmazynowymi, żółtymi i pomarańczowymi, o drobnych płatkach.
Kosmos. Rodzina astrowatych, rośnie w południowej części Stanów Zjednoczonych, aż po Argentynę. Jednoroczne, delikatne i piękne w swojej prostocie.
- Ładne, co? - Simon położył mu dłoń na ramieniu. - Kojarzą mi się z tobą.
- Przez nazwę? - spytał Ryland drżącym głosem.
- Przez symbolikę - Simon zerwał biały kwiatek i wplótł mu we włosy. - Te reprezentują czystość, niewinność i skromność. Czyli praktycznie idealnie ty.
- Nie zgadzam się, ale okej - Ryland westchnął ciężko.
- Mówiłem, skromność - tym razem Simon wplótł mu we włosy żółty. - Ten jest symbolem radości i przyjaźni, a ty w sumie jesteś takim słoneczkiem, co rozświetla innym dzień.
- Simon... - Ryland zasłonił sobie twarz dłonią.
- A ten kojarzy mi się z nami - oznajmił Simon, robiąc to samo z karmazynowym, co z poprzednimi. - Wiesz, co oznacza?
- Co...?
- Miłość i głęboką więź - wyjaśnił Simon, zakładając sobie różowy kosmos za ucho. - Ale ten to ja.
- A co, symbolizuje totalnego narwańca? - spytał Ryland, patrząc na niego przez palce.
- Nie - Simon przyciągnął go do siebie. - Głębokie uczucie. A właśnie takim cię darzę.
I pocałował go tak namiętnie, że aż Rylandowi zabrakło tchu.
- Chcesz poeksperymentować? - Simon okręcił sobie jego kosmyk włosów wokół palca.
- Ale ja jestem na górze - Ryland zdjął okulary i powiesił je za łańcuszek na gałęzi drzewa.
- Tak po prostu? Nie muszę cię nam... - Simon przerwał, kiedy tym razem to Ryland go pocałował, przewracając ich obu prosto w kwiaty.
Okazało się, że one też były miękkie niczym puch.
The end