Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary
Pairing: Simon the Convict&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary)
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: sci-fi, horror, crossover, AU
Seria: "When Cosmic Horror Meets Cosmic Hope"
Ostrzeżenia: headcanony, niestabilność psychiczna, body horror, amputowana ręka, wulgarny język
Notka autorska: Ostatnia część. Chyba nie przetyrałam psychicznie Simona aż tak nawet w "Stars, stubborness and stupidity". Co on ze mną ma...
Zamrugał.
Był cały mokry.
Ale żył.
Usiadł powoli, krztusząc się wodą.
Próbował sobie przypomnieć cokolwiek, co się stało.
I jedyne, co potrafił, to paraliżujące uczucie strachu, kiedy tylko znalazł się pod powierzchnią.
A potem...
Chwila.
...dłonie?
- Simon?
Odwrócił się gwałtownie, nadal usiłując pozbyć się wody z płuc.
Ryland siedział obok niego, tak samo mokry jak on, bez okularów i butów i ze zdecydowanie zbyt spanikowanym wyrazem twarzy.
- Rye? - szepnął i wtedy Ryland przytulił go bez zastanowienia.
Simon chciał coś powiedzieć, ale nie mógł się skupić na ułożeniu jakiegokolwiek sensownego zdania, kiedy usłyszał, jak nienaturalnie szybko biło serce jego ukochanego.
Przymknął oczy i wtulił się w jego ramiona. Ryland podniósł z ziemi swój sweter i okrył ich obu.
Siedzieli tak przez dłuższą chwilę, jedynie słuchając swoich nierównomiernych oddechów.
Aż w końcu Simon jako pierwszy przerwał ciszę.
- Chyba się podtopiłem - powiedział odkrywczo.
- Tylko trochę - odparł Ryland, głaszcząc go po jego mokrych włosach. - Jak cię wyciągnąłem na brzeg, to praktycznie od razu się ocknąłeś.
- Gdzie Adrian?
- Kazałem mu zawiadomić lekarzy, że może być potrzebna ich pomoc.
- Rozumiem - Simon westchnął ciężko. - Gdzie byłeś, że tak szybko do mnie dopłynąłeś?
- Na plaży. Widziałem, jak spadasz. To Rocky cię zauważył na tym klifie, ale Adrian mu powiedział, że ma iść po mnie. Chyba się bał, że Rocky ci przywali - Ryland zaśmiał się słabo i skrzywił się nieco.
To dopiero przypomniało Simonowi, czemu w ogóle wdrapał się na ten klif, by pomyśleć w samotności nad sobą.
Odsunął się od Rylanda gwałtownie, wręcz go odpychając. Wstał i zrobił kilka kroków do tyłu.
Ryland patrzył na niego tak zranionym wzrokiem, że Simon od razu tego pożałował.
Ale w jego mniemaniu tak było lepiej.
- Nie powinieneś mnie ratować - stwierdził. - Ani teraz, ani jak Eridianie mnie znaleźli.
- O czym ty mówisz?
- Spójrz na siebie - Simon skrzyżował ręce na klatce piersiowej. - Ryzykowałeś życie, żeby wyciągnąć mnie z tego morza, wciąż będąc ranny po tym, jak kopniakiem pierdolnąłem tobą o ścianę. Nawet leków na sepsę nie przestałeś jeszcze brać!
- Simon...
- Ja nawet nie potrafiłem się zorientować, jak poważna to była wtedy sytuacja! - wrzasnął Simon. - Umierałeś na moich oczach, twoja krew była skażona, a ja ci poszedłem zrobić herbatki jak jakiś pieprzony debil!
- Simon.
- Taka prawda, Ryland - Simon kopnął kamień. - A teraz siedzisz tutaj i patrzysz na mnie tak, jakbyś w ogóle nie widział, jak ja wyglądam. Jakbyś nie widział tych kłów, pazurów, sztucznej ręki, poparzonej skóry, krwi zamieniającej się w mech i mutującej rzeczy i całej mojej pojebanej przeszłości, w której okrzyknięto mnie pierdolonym Rzeźnikiem, Rye. Gadasz te swoje teksty o tym, że moje ręce teraz służą tylko do tulenia cię i że mnie kochasz, ale ja jestem tylko byłym skazańcem z jakiejś zjebanej rzeczywistości, co ma zaniki pamięci, bo nawet nie pamiętał, że jego matka kopnęła w kalendarz, jak miał 14 lat!
- Co...?
- Zapomniałem, że moja własna mama nie żyje. Takim zjebem jestem, heh - Simon zasłonił sobie oczy dłonią. - Nawet nie mam już przy sobie noża, który mi dała. Medalik z nasionkiem albo się zgubił, albo ze mną zespolił, chuj wie. Nie mam nic. Mam tylko imię, Rye. Nawet nazwiska nie posiadam, bo ich na Eden po prostu nie było.
- To weź moje - powiedział Ryland, zanim pomyślał, co mówi, czego skutkiem było to, że zasłonił sobie usta dłońmi.
Simon spojrzał na niego przez palce.
- Czy ty jesteś szurnięty? - spytał, kucając przy nim. - Czy tylko głupi?
- Może jedno i drugie - stwierdził Ryland, opuszczając dłonie. - Czemu uciekłeś?
- Nie mogłeś przeze mnie oddychać.
- Żeby to pierwszy raz! - Ryland prychnął. - Nie mogłem oddychać, jak dostałem piłką w podstawówce prosto w klatkę piersiową, bo miałem refleks szachisty i zdecydowanie zbyt grube okulary, których na wuef nie mogłem nosić! Nie mogłem oddychać, jak wywróciłem się na lodowisku, kiedy w liceum poszedłem z moją koleżanką z klasy na randkę, ale nie wyszło nam, bo stwierdziła, że to była ulga, jak się wywaliłem, bo chociaż na chwilę się zamknąłem! Nie mogłem oddychać za każdym razem, jak dostawałem ataku paniki przed ważnym egzaminem na studiach albo wtedy, kiedy Lisa i Linda wymagały ode mnie wyznania im miłości! Nie mogłem oddychać, jak po raz pierwszy usłyszałem o Linii Petrovej! Nie mogłem oddychać, jak się zorientowałem, jaka przyszłość czeka moich uczniów! Nie mogłem oddychać, jak ludzie Stratt mnie złapali i wpakowali do celi, zanim mnie uśpili! Nie mogłem oddychać, jak pierwszy raz wyłączyła się grawitacja na Hail Mary! Nie mogłem oddychać, jak mnie krzesło przygwoździło do panelu sterowania! Nie mogłem oddychać, jak ratowałem Rocky'ego kilkanaście minut później i jak mnie jego atmosfera uderzyła z siłą granatu! Nie mogłem oddychać, jak się zorientowałem, jak powolna i bolesna śmierć czeka Rocky'ego, jeśli po niego nie zawrócę! Nie mogłem oddychać, jak mnie dopadły wszystkie szkorbuty i inne beri-beri przez niedożywienie! Nie mogłem oddychać, jak przy pierwszym spotkaniu spanikowany próbowałeś mnie udusić i jak później przypiliłeś mnie do dna morza, żeby mnie utopić, bo spanikowałeś ponownie! I nie mogłem oddychać, jak z bólu zsikałem się pod prysznicem, bo zignorowałem, ja zignorowałem, nie ty, kamicę nerkową do tego stopnia, że aż nabawiłem się sepsy! Nie jesteś jedynym powodem, dlaczego nie mogę oddychać! Jestem przyzwyczajony do tego, Simon! Ale ty jesteś ważniejszy od takiej trywialnej rzeczy jak oddychanie! Bo jakbyś mi tu się teraz utopił, to wtedy na pewno bym przestał oddychać, bo dostałbym kopanego przez gęś zawału!
Simon jedynie siedział na piasku i patrzył na niego przez cały ten czas. Ryland tylko westchnął ciężko.
- No co?
- Nie, nic - Simon spuścił wzrok. - Przepraszam.
- To dobrze, że nic, bo już myślałem, że znowu zaczniesz mówić o tym, jak seksownie wyglądam, gdy się wkurzam - mruknął Ryland.
- To nie ja to powiedziałem.
- Simon!
- Już przestaję - Simon złapał go za dłonie. - To... Oferta nadal aktualna?
- Jaka znowu... Co? - Ryland zamrugał. - Ty chyba nie mówisz poważnie?
- Jeśli akceptujesz moje splamione krwią dłonie, a ja kocham twoje gadulstwo i bycie najbardziej niezręczną osobą, jaką znam, to nie widzę przeszkód, żebyśmy się hajtnęli - Simon wzruszył ramionami. - Chyba dałoby się zorganizować coś takiego na Erid, co?
- To w sumie bardziej symboliczna sprawa, bo niepotrzebny nam tutaj papierek i wystarczyłoby, żeby nam Eridianie zrobili obrączki, ale... - Ryland zacisnął nieco mocniej palce na jego dłoniach. - Mówisz serio?
- Najwyżej zostanę mężobójcą, jak tym razem serio połamię ci te żebra - stwierdził Simon. - Bo coś mi się zdaje, że do rozumu ci nie przemówię.
- Zdrowy rozsądek to ja zostawiłem na Ziemi - Ryland wzruszył ramionami, wyswobodził dłonie z uścisku Simona i położył je na jego policzkach, po czym pocałował go czule.
- Adrian widzi, że już wszystko u was w porządku. Adrian nie musi się już martwić, stwierdzenie.
- Rocky nie byłby taki pewien. Simon nadal głupi, stwierdzenie.
Ryland jedynie się zaśmiał, kładąc Simonowi dłoń na ramieniu, żeby ten nie rzucił się na jego najlepszego kumpla.
Znowu.
The end