Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary
Pairing: Simon the Convict&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary)
Dozwolone od: 17+
Gatunek tekstu: sci-fi, horror, crossover, AU
Seria: "When Cosmic Horror Meets Cosmic Hope"
Ostrzeżenia: headcanony, niestabilność psychiczna, body horror, amputowana ręka, wulgarny język
Notka autorska: A, zapomniałam napisać, że ten fik dzieje się między "Stars, stubbornness and stupidity" i "Scent of the Forest Flowers". Tak dla jasności.
Ryland obudził się rano z maską tlenową na twarzy. Eridianie nie pytali na razie, co się stało, ale wiedział, że to tylko kwestia czasu.
Czuł się już o wiele lepiej, chociaż plecy i mięśnie brzucha bolały go niemiłosiernie. Przynajmniej jego oddech się już unormował.
Usiadł więc i podwinął koszulkę. Zasinienie na jego brzuchu nie wyglądało dobrze. Właściwie to oceniłby je jako widok absolutnie fatalny.
Rozejrzał się. Był w medycznym pomieszczeniu sam, nie tak jak wtedy, gdy nabawił się sepsy i prawie wyzionął ducha przez własny upór i głupotę.
...gdzie jest Simon?
- Grace!
O nie, czas na niewygodne pytania.
Poprawił koszulkę i, tak jak przypuszczał, praktycznie od razu zmaterializował się obok niego Rocky.
- Grace okej, pytanie? Gregory twierdzi, że Grace miał problemy z oddychaniem w nocy. Co się stało, pytanie?
- Nic takiego, zwykły bezdech - Ryland machnął ręką.
- Co to bezdech, pytanie?
- Zanik przepływu powietrza przez drogi oddechowe. Czasem się coś takiego zdarza i...
- Grace kłamie, stwierdzenie.
- Dlaczego tak myślisz?
- Rocky widzi, że Grace ma obite mięśnie i nadłamane jedno żebro, stwierdzenie. Grace myśli, że Rocky jest głupi, pytanie?
Ryland westchnął i skrzywił się nieco, bo nadal był obolały. Dobrze, że Adrian pilnował małej Gracie, bo miałby jeszcze jego na głowie.
Pomińmy fakt, że popłakał się na samo wspomnienie o tym, jak Rocky nazwał swoje dziecko...
- Czemu Grace przecieka, pytanie? To przez rany, pytanie?
- Nie, przez ciebie.
- Przeze mnie, pytanie?
- Przypomniałem sobie imię twojego kamyka.
- Grace głupi, stwierdzenie.
- Wiem, wiem.
Rocky wdrapał się na łóżko i usiadł obok niego.
- Grace powie Rocky'emu, co się stało, pytanie? - spytał z troską w głosie.
Ryland cmoknął i usiadł wygodniej.
- Tylko nie bądź zły.
- Dlaczego Rocky miałby być zły, pytanie?
- Simon miał koszmar.
- I?
- Szamotał się przez sen i... Przez przypadek mnie kopnął, a wiesz, że te jego mutacje sprawiły, że może po prostu cię podnieść i...
- Simon zły, zły, zły! Rocky nie wybaczy, stwierdzenie - powiedział stanowczo Rocky. - Co ma znaczyć przypadek, pytanie? Partnerzy nie robią takich rzeczy partnerom!
- To nie było zamierzone, Rocky.
- Rocky'ego to nie obchodzi.
- Rocky.
- Simon nawet teraz tu nie siedzi, stwierdzenie. Nie jest przy tobie, stwierdzenie. Jak Grace miał sepsę, to Simon czuwał, a teraz nie, stwierdzenie. Simon twierdzi, że Grace jest jego domem, ale teraz jak widać już zapomniał, stwierdzenie.
- Czekaj, co? - Ryland spojrzał na niego uważnie. - Jego... domem?
- Tak Simon powiedział, stwierdzenie - Rocky zamilkł na chwilę. - Grace jest pewien, że to był przypadek, pytanie?
- Tak.
- Simona w domu nie ma, stwierdzenie. Tutaj też go nie ma, stwierdzenie. Więc gdzie jest, pytanie?
- Nie ma go? - Ryland próbował odsunąć kołdrę i wstać, ale Rocky był za ciężki, by mógł to zrobić. - Trzeba go znaleźć.
- Enklawa nie jest zbyt duża, stwierdzenie. Rocky go znajdzie. Grace zostanie tutaj - Rocky zeskoczył z łóżka.
- Czuję się na tyle dobrze, że mogę wrócić do domu - stwierdził Ryland.
- Jeśli Grace tak uważa, to niech idzie. Rocky idzie szukać Simona - oznajmił Rocky i wyszedł z Hail Mary.
Ryland westchnął i jęknął, bo znowu go przepona zabolała.
Co ten Simon wyprawia?
* * *
Simon siedział na brzegu klifu i patrzył na fale uderzające o brzeg plaży. Jedna za drugą rozbijały się o kolorowy piasek, jednocześnie niepokojąc go nieco, jak i sprawiając, że czuł się spokojniejszy.
Wiedział bowiem, że wystarczy, żeby się tylko trochę zsunął i wszyscy mieliby od niego spokój. Wszyscy byliby bezpieczni.
Spojrzał na swoje dłonie. Jeszcze wczoraj był pewien, że nie służą już do krzywdzenia i zabijania. Jeszcze wczoraj myślał, że nie jest już Rzeźnikiem. Że już nikogo nigdy nie zrani.
Schował twarz w dłonie. Rzucił Rylandem o pierdoloną ścianę. Kopnął go tak mocno, że zabrał mu oddech. I nieważne, jak długo by go ten pieprzony altruista przekonywał, taka właśnie była prawda. To nie Rocky czy Adrian prawie połamali Rylandowi żebra, tylko Simon. I to nawet nie specjalnie, tylko podświadomie.
Obudził się w momencie, kiedy tylko poczuł, że jego stopa czegoś dotknęła. Ale jak otworzył oczy, to zdołał zobaczyć jedynie Rylanda uderzającego z impetem o ścianę i osuwającego się na podłogę.
Na Ostatnie Drzewo, on nadal musiał brać leki po tym, jak prawie się przekręcił przez tę cholerną sepsę!
Simon objął swoje nogi i skulił się. Nie powinien w ogóle tu być. Powinien zginąć w tej pierdolonej puszce, tak jak wiele razy widział to we śnie. I czasem zastanawiał się, czy to rzeczywiście się nie stało, tylko z jakiegoś powodu zamiana w drzewo cofnęła się w momencie, kiedy wyjebało go w przeszłość.
Chociaż ostatnio zaczął nieco wątpić, czy rzeczywiście to były tylko inne czasy, w których się znalazł. Czytając książki Rylanda, miał wrażenie, że świat, z którego pochodził, przypominał raczej... inny wymiar. Albo coś w stylu innej linii czasowej.
Takie "Co by było, gdyby ludzie skupili się na kolonizowaniu innych planet i przegapiliby fakt, że gwiazdy coś wpierdala?".
- Simon?
Simon wzdrygnął się, słysząc ten cichy, spokojny świergot, zagłuszony przez translator przyczepiony do ksenonitowego skafandra.
Nie odpowiedział na zawołanie. Nie chciał teraz patrzeć na Adrian.
- Rocky cię szuka, stwierdzenie - oznajmił Adrian, siadając obok. - Grace się obudził i wrócił do domu. Grace się martwi, stwierdzenie.
- Będzie lepiej, jak się na jakiś czas od niego odsunę - mruknął Simon.
- Dlaczego, pytanie?
- Zraniłem go.
- Rocky też go kiedyś zranił, a dalej są przyjaciółmi, stwierdzenie - stwierdził Adrian.
- Rocky go ratował. To jest różnica.
- Simon przesadza, stwierdzenie. I przecieka.
Simon otarł łzy z policzka. Nawet ich nie zauważył.
- Grace nie ma ci tego za złe. Grace nawet próbował okłamać Rocky'ego. Grace ci wybaczy - Adrian położył mu trójpalczastą dłoń na ramieniu. - Simon niech wraca do domu. Tak będzie lepiej, stwierdzenie.
- Nigdzie nie idę - oznajmił Simon, wstając gwałtownie. - Jestem mordercą, Adrian. Potrafię tylko ranić!
- Nieprawda.
- On nie mógł oddychać! - Simon cofnął się o krok, łapiąc się za włosy. - Ma nadpęknięte żebro i siniaki!
- Simon.
- Taka jest prawda! - Simon odtrącił rękę Adrian, kiedy ten próbował go złapać. - A co, jak kiedyś zrobię coś gorszego? Jak go uduszę albo rzucę o coś, o co uderzy głową i już się nie obudzi?
- Simon!
- On nie mógł od... - Simon przerwał, bo w tym momencie zrozumiał, czemu Adrian zaczął panikować.
Jego noga zsunęła się z klifu.
Próbował się złapać pnączami czegokolwiek, ale jedynie opóźnił to, co się w końcu stało.
I wpadł do morza.