Blog zawiera treści o związkach męsko-męskich i damsko-damskich. Jeżeli nie lubisz yaoi i yuri, to naciśnij czerwony krzyżyk i nie czytaj, zamiast obrzucać mnie błotem. Dziękuję za uwagę.

Polecany post

The Traces of Her Are Receding Into the Distance

Uniwersum: Aoishiro Pairing: Kohaku&Syouko Dozwolone od: 17+ Gatunek tekstu: soft angst Ostrzeżenia: spoilery do gry Notka autorska: End...

wtorek, 28 lipca 2026

More Important than Something as Trivial as Breathing II

Uniwersum: Iron Lung/Project Hail Mary

Pairing: Simon the Convict&Doctor Ryland Grace (Bloody Mary)

Dozwolone od: 17+

Gatunek tekstu: sci-fi, horror, crossover, AU

Seria: "When Cosmic Horror Meets Cosmic Hope"

Ostrzeżenia: headcanony, niestabilność psychiczna, body horror, amputowana ręka, wulgarny język

Notka autorska: A, zapomniałam napisać, że ten fik dzieje się między "Stars, stubbornness and stupidity" i "Scent of the Forest Flowers". Tak dla jasności.



Ryland obudził się rano z maską tlenową na twarzy. Eridianie nie pytali na razie, co się stało, ale wiedział, że to tylko kwestia czasu.

Czuł się już o wiele lepiej, chociaż plecy i mięśnie brzucha bolały go niemiłosiernie. Przynajmniej jego oddech się już unormował.

Usiadł więc i podwinął koszulkę. Zasinienie na jego brzuchu nie wyglądało dobrze. Właściwie to oceniłby je jako widok absolutnie fatalny.

Rozejrzał się. Był w medycznym pomieszczeniu sam, nie tak jak wtedy, gdy nabawił się sepsy i prawie wyzionął ducha przez własny upór i głupotę.

...gdzie jest Simon?

- Grace!

O nie, czas na niewygodne pytania.

Poprawił koszulkę i, tak jak przypuszczał, praktycznie od razu zmaterializował się obok niego Rocky.

- Grace okej, pytanie? Gregory twierdzi, że Grace miał problemy z oddychaniem w nocy. Co się stało, pytanie?

- Nic takiego, zwykły bezdech - Ryland machnął ręką.

- Co to bezdech, pytanie?

- Zanik przepływu powietrza przez drogi oddechowe. Czasem się coś takiego zdarza i...

- Grace kłamie, stwierdzenie.

- Dlaczego tak myślisz?

- Rocky widzi, że Grace ma obite mięśnie i nadłamane jedno żebro, stwierdzenie. Grace myśli, że Rocky jest głupi, pytanie?

Ryland westchnął i skrzywił się nieco, bo nadal był obolały. Dobrze, że Adrian pilnował małej Gracie, bo miałby jeszcze jego na głowie.

Pomińmy fakt, że popłakał się na samo wspomnienie o tym, jak Rocky nazwał swoje dziecko...

- Czemu Grace przecieka, pytanie? To przez rany, pytanie?

- Nie, przez ciebie.

- Przeze mnie, pytanie?

- Przypomniałem sobie imię twojego kamyka.

- Grace głupi, stwierdzenie.

- Wiem, wiem.

Rocky wdrapał się na łóżko i usiadł obok niego.

- Grace powie Rocky'emu, co się stało, pytanie? - spytał z troską w głosie.

Ryland cmoknął i usiadł wygodniej.

- Tylko nie bądź zły.

- Dlaczego Rocky miałby być zły, pytanie?

- Simon miał koszmar.

- I?

- Szamotał się przez sen i... Przez przypadek mnie kopnął, a wiesz, że te jego mutacje sprawiły, że może po prostu cię podnieść i...

- Simon zły, zły, zły! Rocky nie wybaczy, stwierdzenie - powiedział stanowczo Rocky. - Co ma znaczyć przypadek, pytanie? Partnerzy nie robią takich rzeczy partnerom!

- To nie było zamierzone, Rocky.

- Rocky'ego to nie obchodzi.

- Rocky.

- Simon nawet teraz tu nie siedzi, stwierdzenie. Nie jest przy tobie, stwierdzenie. Jak Grace miał sepsę, to Simon czuwał, a teraz nie, stwierdzenie. Simon twierdzi, że Grace jest jego domem, ale teraz jak widać już zapomniał, stwierdzenie.

- Czekaj, co? - Ryland spojrzał na niego uważnie. - Jego... domem?

- Tak Simon powiedział, stwierdzenie - Rocky zamilkł na chwilę. - Grace jest pewien, że to był przypadek, pytanie?

- Tak.

- Simona w domu nie ma, stwierdzenie. Tutaj też go nie ma, stwierdzenie. Więc gdzie jest, pytanie?

- Nie ma go? - Ryland próbował odsunąć kołdrę i wstać, ale Rocky był za ciężki, by mógł to zrobić. - Trzeba go znaleźć.

- Enklawa nie jest zbyt duża, stwierdzenie. Rocky go znajdzie. Grace zostanie tutaj - Rocky zeskoczył z łóżka.

- Czuję się na tyle dobrze, że mogę wrócić do domu - stwierdził Ryland.

- Jeśli Grace tak uważa, to niech idzie. Rocky idzie szukać Simona - oznajmił Rocky i wyszedł z Hail Mary.

Ryland westchnął i jęknął, bo znowu go przepona zabolała.

Co ten Simon wyprawia?

* * *

Simon siedział na brzegu klifu i patrzył na fale uderzające o brzeg plaży. Jedna za drugą rozbijały się o kolorowy piasek, jednocześnie niepokojąc go nieco, jak i sprawiając, że czuł się spokojniejszy.

Wiedział bowiem, że wystarczy, żeby się tylko trochę zsunął i wszyscy mieliby od niego spokój. Wszyscy byliby bezpieczni.

Spojrzał na swoje dłonie. Jeszcze wczoraj był pewien, że nie służą już do krzywdzenia i zabijania. Jeszcze wczoraj myślał, że nie jest już Rzeźnikiem. Że już nikogo nigdy nie zrani.

Schował twarz w dłonie. Rzucił Rylandem o pierdoloną ścianę. Kopnął go tak mocno, że zabrał mu oddech. I nieważne, jak długo by go ten pieprzony altruista przekonywał, taka właśnie była prawda. To nie Rocky czy Adrian prawie połamali Rylandowi żebra, tylko Simon. I to nawet nie specjalnie, tylko podświadomie.

Obudził się w momencie, kiedy tylko poczuł, że jego stopa czegoś dotknęła. Ale jak otworzył oczy, to zdołał zobaczyć jedynie Rylanda uderzającego z impetem o ścianę i osuwającego się na podłogę.

Na Ostatnie Drzewo, on nadal musiał brać leki po tym, jak prawie się przekręcił przez tę cholerną sepsę!

Simon objął swoje nogi i skulił się. Nie powinien w ogóle tu być. Powinien zginąć w tej pierdolonej puszce, tak jak wiele razy widział to we śnie. I czasem zastanawiał się, czy to rzeczywiście się nie stało, tylko z jakiegoś powodu zamiana w drzewo cofnęła się w momencie, kiedy wyjebało go w przeszłość.

Chociaż ostatnio zaczął nieco wątpić, czy rzeczywiście to były tylko inne czasy, w których się znalazł. Czytając książki Rylanda, miał wrażenie, że świat, z którego pochodził, przypominał raczej... inny wymiar. Albo coś w stylu innej linii czasowej.

Takie "Co by było, gdyby ludzie skupili się na kolonizowaniu innych planet i przegapiliby fakt, że gwiazdy coś wpierdala?".

- Simon?

Simon wzdrygnął się, słysząc ten cichy, spokojny świergot, zagłuszony przez translator przyczepiony do ksenonitowego skafandra.

Nie odpowiedział na zawołanie. Nie chciał teraz patrzeć na Adrian.

- Rocky cię szuka, stwierdzenie - oznajmił Adrian, siadając obok. - Grace się obudził i wrócił do domu. Grace się martwi, stwierdzenie.

- Będzie lepiej, jak się na jakiś czas od niego odsunę - mruknął Simon.

- Dlaczego, pytanie?

- Zraniłem go.

- Rocky też go kiedyś zranił, a dalej są przyjaciółmi, stwierdzenie - stwierdził Adrian.

- Rocky go ratował. To jest różnica.

- Simon przesadza, stwierdzenie. I przecieka.

Simon otarł łzy z policzka. Nawet ich nie zauważył.

- Grace nie ma ci tego za złe. Grace nawet próbował okłamać Rocky'ego. Grace ci wybaczy - Adrian położył mu trójpalczastą dłoń na ramieniu. - Simon niech wraca do domu. Tak będzie lepiej, stwierdzenie.

- Nigdzie nie idę - oznajmił Simon, wstając gwałtownie. - Jestem mordercą, Adrian. Potrafię tylko ranić!

- Nieprawda.

- On nie mógł oddychać! - Simon cofnął się o krok, łapiąc się za włosy. - Ma nadpęknięte żebro i siniaki!

- Simon.

- Taka jest prawda! - Simon odtrącił rękę Adrian, kiedy ten próbował go złapać. - A co, jak kiedyś zrobię coś gorszego? Jak go uduszę albo rzucę o coś, o co uderzy głową i już się nie obudzi?

- Simon!

- On nie mógł od... - Simon przerwał, bo w tym momencie zrozumiał, czemu Adrian zaczął panikować.

Jego noga zsunęła się z klifu.

Próbował się złapać pnączami czegokolwiek, ale jedynie opóźnił to, co się w końcu stało.

I wpadł do morza.